czwartek, 23 lutego 2017

"Desirable blood" Rozdział 36

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 36.
Autor: Chizu Chan.


Seth był trochę zdziwiony nagłą zmianą nastawienia swojego przyjaciela, lecz nie robił nic w kierunku, aby poznać tego powód. Podążał za blondynem w ciszy, co z czasem musiało się zmienić. Noah odwrócił się w stronę szatyna, po czym powiedział:

- Taki spacerek będzie trwać i trwać. - rozruszał ramiona, jakby przygotowywał się do jakichś ćwiczeń. Zaraz po tym podszedł do Setha i, wcześniej odwracając się do niego plecami, bez słowa wziął go na plecy. Szatyn lekko uniósł brwi, nie potrafiąc zareagować w inny sposób. Był zdziwiony, ale nie chciał odgrywać żadnych scenek. I tak już miał kilka problemów na głowie, które niesamowicie go trapiły. Noah, rzecz jasna, był jednym z nich. A raczej jego dziwna zmiana, która nastąpiła całkiem niedawno. Bo przecież  jeszcze dzisiaj normalnie rozmawiali. Co takiego wywołało tę nietypową atmosferę między nimi?

Noah zaczął poruszać się z niezwykłą prędkością, mocno trzymając uda przyjaciela, aby ten przypadkiem nie zleciał, jednak też nie przesadzał z siłą, gdyż nie chciał go zranić w żaden sposób. Seth obejmował rękami szyję blondyna, przez cały czas obserwując jego zadbane, gęste włosy, które były na pierwszym planie jego widoku. Z czasem jednak zamknął oczy, gdyż od zbyt szybkiego przesuwania się obrazu przed  oczami, zrobiło mu się niedobrze. Nie chcąc zaprzątać tym głowy wampirowi, zdecydował się po prostu przestać to wszystko oglądać. Sądził, iż to wystarczy.

- Seth? - spytał blondyn, gdyż usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z żołądka przyjaciela. Zatrzymał się i postawił szatyna na nogi, po czym spojrzał na jego twarz. Znacznie zbladł, co było zaskoczeniem, bo karnacja chłopaka i tak do najciemniejszych nie należała. Przez  to zawsze ciężko było rozszyfrować, czy Seth źle się czuł czy też nie.
- Hm? - mruknął, myśląc, iż nadal nic po nim nie widać. Nic bardziej mylnego. Mimowolnie złapał się za brzuch.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że ci niedobrze? - blondyn westchnął, opierając dłoń o biodro.
- Sądziłem, że zaraz przejdzie. - spuścił głowę w dół, jednocześnie robiąc spory wdech. Nawet to nie pomogło. Nadal czuł się beznadziejnie.
- Mów mi o takich rzeczach, dobrze? - spytał troskliwym tonem, łagodnie się uśmiechając. - Musimy się dostać do Viora, ale ważniejszy od tego jesteś ty sam. Przynajmniej dla mnie. - to ostatnie dodał cicho pod nosem, jakby mówił sam do siebie. Zaraz po tym spojrzał pewnie na szatyna i kontynuował. - Przerwa to nie problem. Tylko mów, jeśli znowu zauważysz coś dziwnego, dobrze?
- Dziwnego? - powtórzył, przechylając głowę na bok. - Co masz przez to na myśli?
- Może inaczej. - westchnął, po czym zamilkł na moment. Kiedy wreszcie pozbierał myśli, powrócił do wyjaśniania tego, co od początku było jego zamiarem, jednak wtedy nie wiedział, jak to w miarę zrozumiałe określić. - Zanim Sartael opanował twój umysł, czułeś coś dziwnego, prawda? - spytał, jednak nie potrzebował odpowiedzi, gdyż ją doskonale znał. Mimo to poczekał, aż przyjaciel skinął głową. Dopiero wtedy zabrał się za dalsze tłumaczenie. - Jeśli znów coś takiego zauważysz bądź usłyszysz, powiedz mi o tym od razu. Nie staraj się kierować  na to myśli, bo właśnie ta rzecz sprawia, że Sartael dostaje szansę na przejęcie nad tobą kontroli. To ty musisz sprawować władzę nad własnym umysłem, nie on. Ale tego się nauczysz. Póki co musimy robić wszystko, aby nie dawać mu szansy na żadne zagrywki. Rozumiesz to?
- Tak. - powiedział, na końcu przygryzając wargę, przez co Noah musiał odwrócić wzrok. - Coś nie tak? - spytał po dostrzeżeniu dziwnej reakcji przyjaciela.
- Nie, nic takiego. - machnął dłonią, nie wracając wzrokiem do szatyna. - Nadal ci niedobrze?
- Już lepiej, jednak może poczekajmy jeszcze parę minut, zanim powrócimy do tego błyskawicznego transportu. - zaśmiał się melodyjne, co mimowolnie wywołało niewielki uśmiech na twarzy wampira. - Jednak żeby nie próżnować, możemy powoli iść w stronę Viora.
- Dobrze. - skinął głową, po czym ruszył w dobrze znanym przez siebie kierunku. Seth podreptał za nim, dość szybko wyrównując krok. - To w sumie i tak jeszcze kilkanaście minut spaceru takim tempem. - wzruszył ramionami, jakby to było nic.
- Więc nie musimy wracać do tego sprintu, prawda? - spytał z nadzieją wypisaną na twarzy.
- Nie, nie musimy. - te słowa bardzo ucieszyły Setha.

Reszcie drogi towarzyszyła cisza, która na całe szczęście nie była problemem dla żadnego z nich. I Noah, i Seth potrzebowali takiego momentu, aby móc w spokoju oddać się swoim myślom. Chłopcy mieli mnóstwo spraw na głowie, tych mniej ważnych, jak i bardziej. Poukładanie tego wszystkiego łatwe nie było, lecz od czego była taka piękna rzecz, którą zwano czasem? Zwykle wystarczyło poświęcić go odrobinę, aby uzyskać pozytywne efekty. Może i tym razem tak się stanie.

- Jesteśmy. - powiedział Noah, wygrywając przyjaciela z rozmyślań.

Chłopak uniósł głowę i wytrzeszczył oczy na ogromny budynek, który swym wyglądem i stylem przypominał pałac. Ogromny, biały zamek, zupełnie jak ze snów. Seth nie sądził, że takie miejsca istnieją. Ze zdumieniem rozglądał się na boki, idąc kamienną ścieżką w stronę miejsca z baśni. Cały plac zrobiła wspaniała roślinność, która wręcz radziła po oczach swoją zieloną barwą, co było nietypowe dla obecnej pory. Ale nad czym tu się zastanawiać, w końcu ten świat był nietypowy. I nikt nie mógł temu zaprzeczyć.

- Bo ci mucha wleci, a wierz mi, owadów tutaj nie brakuje. - zaśmiał się Noah, widząc pozytywne zaskoczenie wymalowane na twarzy przyjaciela. Seth zamrugał parę razy, zanim spostrzegł, jak śmiesznie się zachowuje. Po uświadomieniu sobie wszystkiego, delikatnie się zarumienił, co nie uszło uwadze blond wampirka. Szybko jednak odchrząknął, wzrok kierując z różowiutkiej twarzy Setha na ogromne drzwi, znajdujące się tuż przed nimi. - Już jestem ciekaw, jak zareagujesz na wystrój. - lekko wywinął kąciki ust w górę. - zaraz po tym pchnął drzwi przed siebie, sprawiając tym czynem, iż po chwili przed dwójką chłopaków zamek stał otworem.

Seth trochę się wahał, jednak po chwili nabrał więcej powietrza do płuc i zrobił krok w przód, a zaraz za  nim parę kolejnych, do momentu, aż nie znalazł się w środku. Dopiero wtedy jego twarz dopadło czyste zdumienie. Takie miejsca nawet mu się nie śniły. Brakowało słów, aby opisać ten wygląd.

- Niezwykłe. - powiedział pod nosem, nie mogąc oderwać wzroku od ogromnego, kryształowego żyrandolu, wiszącego na środku ogromnego korytarza, tuż przed schodami prowadzącymi na wyższe piętro, których boki zdobiły pozłacane barierki.
- W sumie podobnie zareagowałem, kiedy pierwszy raz się tutaj znalazłem. - wzruszył ramionami.
- Wszystkie wampiry żyją w taki sposób? - nie ukrywał swojej ciekawości i podekscytowania.
- Niee, co ty. - prychnął, lekko  się uśmiechając. - Vior po prostu naczytał się zbyt wielu baśni, na wskutek czego w jego głowie wyrobiło się małe zboczenie. Rozumiesz, pałace, zamki, białe konie, rycerze, te klimaty. - zaśmiał się, czego nie odwzajemnił Seth, bo  nadal był zbyt skupiony na niecodziennym obrazie.
- Wygląda bajecznie. - uniósł brwi, na nowo zaczynając iść przed siebie.

Noah westchnął pod nosem, nie chcąc mówić nic więcej. Seth teraz potrzebował chwili  dla siebie, aby przyswoić parę nowych informacji i, rzecz jasna, nacieszyć się nowym, niecodziennym widokiem. Wampir jednak wyzbył się tej myśli, gdy w oddali ujrzał znajomą sylwetkę Viora.
Nie pora na podziwianie zamku. Czas na uśpienie Sartaela.



sorki ze tak bez akapitow, ale na wattpadzie na telefonie to napisałam więc nie ma innego wyjścia XD ogólnie tam będą pojawiać się teraz szybciej rozdziały bo nie chce mi się laptopa włączać
moja nazwa tam to Sraleki chyba, nie wiem
ale jak nie chce wam się czekać na nowe rozdziały długo to zapraszam na wtt


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic