sobota, 11 lutego 2017

"Desirable blood" - Rozdział 34

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 34.
Autor: Chizu Chan.





                Seth zrobił to, co zamierzał. Spytał przyjaciela, czy ten mógłby mu powiedzieć coś więcej na temat Sartaela. Noah nie miał nic przeciwko. I tak planował to zrobić, więc czemu miałby nie skorzystać z nadarzającej się okazji?
- Wszystkie informacje na temat Sartaela są zwykłymi wnioskami wyciągniętymi ze starego proroctwa, które również dotyczy twoich narodzin. – oznajmił blondyn, wzrokiem błądząc po szklanym stole znajdującym się w salonie. Już chciał kontynuować, jednak usłyszał charakterystyczne trzaskanie schodów. W nawyku odwrócił głowę w stronę, z której dobiegał ten dźwięk, a kiedy zobaczył Andy’ego, wrócił do szatyna. Posłał mu pytające spojrzenie.
                Seth pokręcił głową, dając tym znak, aby blondyn zaczekał, a następnie podniósł tyłek z sofy i podszedł do wujka, który kończył zapinać koszulę od munduru.
- Już idziesz do pracy? – spytał, zatrzymując się tuż przed mężczyzną.
- Tak. – skinął głową, po czym poprawił rękawy. – Dostałem nagły cynk z pracy i muszę się stawić w biurze najszybciej, jak to tylko możliwe.
- Coś poważnego?
                Andy zawahał się przed odpowiedzią, jednak kiedy tak szczerze się zastanowił, czy warto mieć tego typu tajemnice przed osobą, która i tak prędzej czy później dowie się wszystkiego, dodatkowo mając przy swoim boku wampiry, cicho westchnął pod nosem i powiedział:
- Miałem telefon od kolegi z pracy. Znaleziono ciało przy granicy. – Seth momentalnie wytrzeszczył oczy. To znowu się działo. Kolejne ataki.
- Znowu dzikie zwierzęta? – zaakcentował te dwa wyrazy. – Coś z rozszarpanym gardłem?
- Nie. – zaprzeczył, kręcąc głową. Przez chwilę milczał, obawiając się wyjawienia kolejnych informacji. Nie ze względów służbowych, a przez sam fakt, iż mogłoby to postawić Setha w nieciekawym położeniu.
- W takim razie co? – chłopak zmarszczył brwi, powoli się niecierpliwiąc.
                Andy oparł dłoń na biodrze, układając usta w prostą linię.
- Póki co nie znam szczegółów, Jim powiedział mi jedynie kilka niezrozumiałych informacji przez telefon. – odchrząknął. – Jednak o rozszarpanym gardle nic nie wspomniał. Chłopaka znaleziono nagiego na skraju lasu, tuż obok granicy, jak już wcześniej wspomniałem. – na jego twarzy pojawił się grymas. Prawdopodobnie przygotowywał się na powiedzenie czegoś nieprzyjemnego. – Prócz siniaków, jedyna poważna rana, którą znaleziono, to wyryty wąż na torsie.
                Szatynowi zmroziło krew w żyłach. Miał wrażenie, że się przesłyszał. Odwrócił się w stronę Noaha, by się upewnić, że to prawda. Kiedy zobaczył szok tkwiący w spojrzeniu przyjaciela, momentalnie zbladł.
                To musieli być oni.
                Uroboros.
- Nic więcej nie zdołałem zrozumieć. A teraz wybacz, ale pora na mnie. Obowiązki wzywają.
Mężczyzna wyminął nieobecnego szatyna, kierując się na korytarz. Chwilę po tym do uszu nastolatka dobiegł trzask drzwi.
- …słyszałeś, Noah? – spytał cicho, nie mogąc się odwrócić. Stał nieruchomo przez moment, nie mając najmniejszego pojęcia, co zrobić.
- Mhm. – mruknął pod nosem, podnosząc tyłek z siedzenia. – Historia o Sartaelu musi poczekać, jak mniemam. – westchnął głęboko. – To się porobiło… Musimy jak najszybciej skontaktować się z Viorem.
- Czy tutejsi ludzie są bezpieczni…? – obawiał się odpowiedzi. Wprawdzie była ona jasna, jednak chłopak i tak musiał mieć stuprocentową pewność, że jego przypuszczenia nie są błędne. Kiedy przez dłuższy czas Noah nic nie powiedział, Seth zacisnął dłonie w pięści. – Czyli coś im grozi. – wycedził przez zęby. Nie podobało mu się to. – Trzeba coś z tym zrobić.
- W tej chwili najważniejsze jest to, aby ci z Uroboros nie dostali cię jeszcze raz w swoje ręce. – rzekł pewnie, patrząc na zmartwioną twarz szatyna. – Jeśli znów cię ze sobą zabiorą, możesz już nie mieć tyle szczęścia. – zmrużył oczy. – Nie chcę tego mówić, ale… teraz powinieneś martwić się tylko o siebie.
                Na ciele Setha pojawia się gęsia skórka. Jak mógłby tak wszystkich olać i wziąć pod uwagę jedynie własne bezpieczeństwo? Na dodatek mając tę świadomość, że to wszystko jest tak naprawdę jego winą, bo nieważne od której strony się na to spojrzy, Uroboros chcą jego i tylko jego. A zabijają przypadkowych ludzi, ponieważ wiedzą, że tym sposobem mogą łatwo wykurzyć chłopaka z kryjówki. Znają jego słabość.
- Tak nie można, Noah. – pokręcił głową.
- Ale trzeba. – stawiał na swoim. Wiedział doskonale, że Seth jest dobrą osobą i to naturalne, iż nie będzie chciał tak po prostu uciekać, zostawiając niewinnych ludzi na pastwę losu. Ale mimo to musiał go ze sobą zabrać, choćby siłą.
- Na pewno jest jakieś rozwiązanie... – spuścił wzrok, lekko rozchylając wargi. – Z całą pewnością da się coś zrobić…
- Tak, jest pewna opcja. – przytaknął, nawet na moment nie zmieniając wyrazu twarzy. Wciąż miał tę swoją grobową minę, co z góry wróżyło, iż nie miał do powiedzenia nic, co mogłoby uszczęśliwić Setha. – Jestem niemal pewien, że domyślasz się, co to takiego.
                Szatyn spuścił łebek w dół. Nie chciał tego robić, ale rozumiał sytuację.
- W porządku. – przełknął ślinę, po czym przygryzł usta.
- Jest szansa, że mieszkańcom Mysterious Rises nic nie grozi. Członkowie organizacji prawdopodobnie ruszą zaraz za nami. – dodał, mając nadzieję, iż tym sposobem choć minimalnie zdoła podnieść przyjaciela na duchu.
                Seth lekko skinął łebkiem, nawet na moment nie podnosząc wzroku. Znowu musiał opuścić to miejsce. A przecież dopiero, co wrócił. Po raz kolejny zmuszony był zostawić przyjaciół i rodzinę na rzecz głupich spraw w tym drugim świecie.
                Eh, co ja mam na to poradzić? – pomyślał, markotniejąc na twarzy. – Myśl, że innym grozi niebezpieczeństwo z mojego powodu nie pozwala mi na ucieczkę. Ale wiem też, że takim postępowaniem jedynie wywołam więcej niepożądanych sytuacji… Beznadzieja. – westchnął cicho. – Co mam zrobić?
                Chłopak usłyszał podejrzany świst w swojej głowie. Po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. Aż zatrząsnął się z wrażenia. Wiedział, że za chwilę usłyszy ten głos.
- Seth? – spytał Noah troskliwym tonem, jednak nie otrzymał odpowiedzi. Zmartwił się.
                Kolejne sekundy mijały, a szatyn nadal nic nie usłyszał. Zaczynał powoli odczuwać dziwne mrowienie. Czyżby mu się wtedy wydawało…? A może…
- Wszystko w porządku? – blondyn położył dłoń na ramieniu chłopaka, częściowo dotykając jego skóry. Zmarszczył brwi. Seth był lodowaty. Na dodatek nie odpowiadał. Co, do diabła, się z nim działo? Wampir lekko potrząsnął przyjacielem za ramiona, jednak to nic nie dało. Był jakby w transie. Gdy uniósł jego głowę za podbródek, wszystko zrozumiał. Oczy Setha były przepełnione pustką. Nawet jeśli miał je otwarte, spał. Noah doskonale wiedział, czyja to była sprawka. Najgorszy był fakt, że nie mógł nic na to zaradzić. Pozostało tylko czekać, aż Seth się wybudzi.
                O ile to on się wybudzi.

1 komentarz :

  1. Z jakiegoś powodu mam nieodparte wrażenie, że ten zabity chłopak to Isaac. ;_;

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic