czwartek, 9 lutego 2017

"Desirable blood" - Rozdział 33

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 33.
Autor: Chizu Chan.





                Seth nie dotrwał do rana. Zasnął pod koniec, kiedy powoli zaczynało świtać. Noah, widząc jak bardzo jego przyjaciel jest zmęczony, stwierdził, że nie ma co go dłużej męczyć, dlatego po cichu podniósł się na nogi i wyłączył komputer. Zaraz po tym wygodnie ułożył chłopaka w łóżku, na końcu przykrywając go kołdrą. Automatycznie się uśmiechnął, kiedy zobaczył, jak szatyn marszczy nosek, szepcząc coś przez sen. Zdaniem blondyna wyglądało to uroczo.
                Nie mając żadnego konkretnego zajęcia, podszedł do gablotki, w której Seth trzymał różne książki i komiksy. Celem Noaha był jeden, konkretny album. Powoli otworzył szklane drzwiczki, a następnie wyjął przedmiot ze środka i klapnął na krzesełku przy biurku, wcześniej zamykając gablotę. Wygodnie się rozsiadł, później z kolei otworzył album i zaczął go powoli przeglądać. Błądził wzrokiem po fotografiach, na których znajdował się razem z szatynem. Spędzili ze sobą całe dzieciństwo. Mieli tyle wspomnień… aż miło było je sobie odświeżać. Oderwał się od książki, kiedy usłyszał ciche pomrukiwanie. Skupił wzrok na leżącym w łóżku przyjacielu, który przecierał oczy. Po chwili podniósł się do siadu i zwrócił do blondyna.
- Co tam czytasz? – spytał zaspanym głosem, nie mogąc się rozbudzić. Mrugał co chwilę, starając się jakoś przyzwyczaić oczy do światła, którego i tak niewiele było w pomieszczeniu. W końcu jednak przerzucił nogi przez róg łóżka i postawił stopy na podłodze. Przeciągnął się, ziewając przy tym przeciągle, a następnie na nowo spojrzał na Noaha. – Przeglądasz album?
- Tak. – skinął głową, lekko wywijając kąciki ust w górę. – Dlaczego nie śpisz? Nie minęła nawet godzina, jak zasnąłeś.
- Nie mam pojęcia. – wzruszył ramionami, przechylając głowę na bok. – Najwyraźniej tylko tyle było mi potrzebne.
- Nie zdziwię się, jak w dzień odlecisz. – zamknął książkę, po czym odłożył ją na biurko. Pokręcił się przez chwilę na krzesełku, co Seth bacznie obserwował, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
- Niezła zabawa, co? – spytał szatyn, podnosząc tyłek z siedzenia.
- Jako dziecko miałem przy tym więcej frajdy. – nadął policzki, zatrzymując się.
- Trochę podrosłeś od tamtego czasu, nie sądzisz? – uniósł jedną brew, zakładając ręce na klatce piersiowej. W sumie nie tylko urósł. Praktycznie wszystko się w nim zmieniło. Dosłownie.
                Noah skinął głową na potwierdzenie. Przez chwilę zwiesił się na twarzy Setha, w myślach przypominając sobie cały wczorajszy dzień. Kiedy tylko doszedł do momentu, kiedy to szatyn wspomniał o Aidenie, momentalnie spoważniał, zaczynając w głowie tworzyć masę pytań.
- Coś się stało, Noah? – lekko ściągnął brwi, czując lekkie przytłoczenie przez to wpatrywanie się przyjaciela. – Mam coś na twarzy? – zaśmiał się, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. Miało to marny skutek.
- Nic szczególnego. – odwrócił wzrok, drapiąc się po głowie. Nie wiedział, jak się za to zabrać. Powinien? Chciał znać odpowiedź na nurtujące go pytanie, jednak… w jaki sposób powinien spytać, aby nie wprawić przyjaciela w zakłopotanie? – Tak sobie przypomniałem o wczorajszym wieczorze.
- Aa. – pokiwał głową. – To była ciężka rozmowa. Bardzo się cieszę, że wyszło, jak wyszło. – odetchnął z ulgą.
- Nie obraź się, że o to spytam, ale… – zawahał się, przyciągając uwagę Setha. Nie mógł przerwać w takim momencie. Musiał skończyć. – Kim był dla ciebie Aiden?
                Seth zamilkł na moment. Łagodnie przygryzł dolną wargę, myśląc, jak określić ich relację. Sam nie wiedział, jak ona wyglądała. To było trudne pytanie.
- …nie musisz odpowiadać, jeśli to dla ciebie ciężkie… – dodał wampir po chwili ściszonym głosem. Niemal od razu zdziwił się swoją reakcją.
- To nie tak… – na nowo usiadł na łóżku, kładąc dłonie na kolanach. – Cały problem tkwi w tym, że sam nie wiem, kim on dla mnie był. – przełknął ślinę, nie przestając się wpatrywać w poduszkę leżącą nieopodal szafki. Zapewne musiał nią rzucić podczas oglądania filmu.
- Ah, nie wiesz? – zdziwił się. – Wczoraj brzmiałeś tak, jakby… no nie wiem, jakby był on dla ciebie… kimś bardzo ważnym. – bał się powiedzieć to jedno słowo. Jednak aby uzyskać odpowiedź na nurtujące go pytanie, musiał się zdobyć na wydukanie tego. – Początkowo pomyślałem, że to jakiś twój chłopak.
                Seth przeniósł wzrok z poduszki na przyjaciela.
- Nie doszło do niczego takiego. – wzruszył ramionami, jakby obojętny. – Ale… gdyby sprawy potoczyły się nieco inaczej, prawdopodobnie moglibyśmy być teraz razem. – przełknął ślinę, obawiając się reakcji Noaha. Pozytywnie się zdziwił, kiedy ten jedynie obdarował go ciepłym uśmiechem. Podobnym do tego, jak za dawnych czasów. Różnica była jedynie w oczach. Obecnie wzrok blondyna mówił jedno. Coś sprawiało, że cierpiał.
- Teraz już rozumiem. – odchylił głowę do tyłu, nie mówiąc nic więcej.
                Seth wpatrywał się w przyjaciela z niepewnością wypisaną na twarzy.
- …nie czujesz obrzydzenia? – trochę obwiał się o to spytać. W końcu temat związku dwóch facetów czy dwóch dziewczyn wzbudzał spore kontrowersje wśród wielu osób. A gdyby teraz usłyszał od najważniejszego przyjaciela twierdzącą odpowiedź, nie wiedziałby, co zrobić. To by go zabolało.
- Nie. – wyznał szczerze, wpatrując się w sufit. Szatyn odetchnął z ulgą. – Jeśli już, to czuję… zazdrość.
                Brązowowłosy momentalnie rozdziawił buzię.
                Zazdrość…?
                Ale dlaczego?
                Nie miał najmniejszego pomysłu na to, co powiedzieć.
- To trochę smutne, że ktoś inny aż tyle dla ciebie znaczył. – nadął policzki, mrużąc oczy. W obecnej chwili wyglądał jak obrażone dziecko.
- A… Haha... – zaśmiał się niepewnie. – Stąd ta zazdrość? – uniósł brwi, czując wyraźne zakłopotanie.
- Ano. – skierował wzrok na Setha.
                Szatyn zamknął oczy od niechcenia.
                No tak…
                Dlaczego miałby być tutaj inny powód?
                Przecież…
                Noah taki nie jest.
                Czemu w ogóle pomyślałem o czymś takim?
                Wyobrażam sobie za dużo rzeczy.
- No to nie masz czym się martwić. – otworzył patrzałki, niemal od razu skupiając je na tajemniczej twarzy wampira. Tajemnicza, bo nie było wiadome, co wampir w danej chwili myślał. To było istną zagadką.
- Cieszę się. – pokazał rząd równych ząbków.
                Seth przechylił głowę na bok.
- Tak teraz sobie pomyślałem… wampiry w ogóle sypiają?
                Noah zaprzeczył. Dalsza część rozmowy wyglądała podobnie. Szatyn wypytywał, jak wygląda życie wampira. Jak się okazało, w ogóle nie sypiają. Nie odczuwają też zmęczenia, jak mogłoby się wydawać. Jeśli chodzi o picie krwi – to podstawa. Bez tej formy pokarmu nie da się wyżyć. Najlepiej przyjmować odpowiednią dawkę codziennie, aby zachowywać wszystkie siły i niezbędną energię. W przypadku głodówki można wytrzymać maksymalnie tydzień. Ale to też zależy od osoby. Po upływie tego czasu następuje pierwszy atak. Tak, jak było to w przypadku Noaha, uczucie płonięcia, okropne pieczenie w gardle. Dodatkowo z czasem wampir staje się coraz słabszy i słabszy, nie mając na nic energii. W końcu wchodzi w tak zwany stan „przesuszenia”. Żyje, ale można go przyrównać do typowego warzywa. Co się z tym wiąże – nie wykazuje żadnych oznak poprawnego funkcjonowania.
- Więc… musisz pić krew codziennie?
- Niby tak. – skinął głową, oblizując usta. Seth skupił na nich spojrzenie.
- Będziesz mnie dziurawił przynajmniej raz na dobę…? – poczuł, jak po jego plecach przechodzą chłodne dreszcze. Co prawda Seth nie bał się bólu, bo go nie czuł. Bardziej przerażało go inne uczucie, które towarzyszyło przy tym ukąszeniu. Ten gorąc był nie do zniesienia. I co najlepsze, w przypadku Lydii go nie odczuwał.
- No co ty? – uniósł brwi, wyraźnie dziwiąc się pytaniem przyjaciela. – Nie mam zamiaru więcej pić twojej krwi. – pokręcił głową.
                To w pewnym stopniu zabolało Setha.
- Coś z nią nie tak?
- Nie, nie, jeśli chodzi o to, to naprawdę mi odpowiada. – przełknął ślinę, chwilę powstrzymując się od odpowiedzi. – …wiesz… świadomość, że cię ranię, jest nie do zniesienia.
- Ale przecież tego nie robisz.
- Przestań, Seth. – zmarszczył brwi. – Przy stracie kontroli nie tracę pamięci. – westchnął.
- A nie pomyślałeś, że to najzwyklejszy wynik głodówki? – przechylił głowę na bok. – W przypadku ludzi to też się zdarza. Głodzą się jakiś czas, aż wreszcie rzucają się na jedzenie, bo organizm nie mógł już dłużej wytrzymać.
- Możliwe. – przytaknął, kiwając łebkiem. Zaraz po tym przeczesał dłonią swoje gęste, blond włosy, na moment odsłaniając czoło. Nawet pod grzywką jego cera wyglądała idealnie. Nie miał najmniejszej skazy. Niejedna osoba mogłaby mu tego pozazdrościć. – Ale i tak nie chcę ryzykować.
- Bez ryzyka nie ma efektów. – stawiał na swoim.
- Nie rozumiem cię, Seth. – zaśmiał się w dziwny sposób. – Raczej każdy właśnie starałby się zrobić wszystko, aby nie robić za worek krwi dla wampira. A ty właśnie mnie na to namawiasz.
                Szatyn poczuł się trochę oburzony.
- Worek krwi? – prychnął. – Lepiej to cofnij, bo się zdenerwuję.
- Dobrze, dobrze. – uniósł dłonie do góry jakby w geście obrony, śmiejąc się pod nosem. – Poprawię się. – odchrząknął teatralnie. – Nie worek krwi, a wsparcie dla mnie, abym nie musiał bawić się w głodowanie. Lepiej?
- Nadal kiepsko, ale z pewnością bardziej odpowiednie, jak to pierwsze określenie. – wywrócił oczami, po czym się uśmiechnął. – No to jak? Mi się wydaje, że to bardzo korzystna dla ciebie propozycja. Nie płaczę, bo to mnie nie boli. Zaraz po tym moja skóra się regeneruje. Nie musisz męczyć się z atakowaniem innych, by się pożywić i zaraz po tym bawić się w hipnozę, czy co to tam jest. No i najważniejsze, jak sam powiedziałeś… kwestia smaku. – wzruszył ramionami. – Ja nie wiem nad czym ty się jeszcze zastanawiasz. – westchnął.
- Jesteś niemożliwy. – pokręcił głową, również wzdychając.
                Zaraz po tym obaj zaśmiali się na głos.
- Czyli pasuje ci taka opcja?
- Chyba tak... – powiedział niepewnie. – O ile ty nie masz z tym problemu…
- Nie mam.
                Blondyn przełknął ślinę.
- Poważnie. To nie jest dla mnie problem. – zapewnił.
- Tak łatwo się na to nie nastawię.
- Ale po czasie to zrobisz, prawda? – Seth miał to do siebie, że gdy się na coś uparł, nie popuszczał. Musiał to zrobić i koniec. Obecna sytuacja była tego idealnym przykładem.
                Noah nie miał już siły się dłużej sprzeczać. Z westchnieniem podniósł się na nogi. W ciszy odłożył album do gablotki, po czym wyszedł z pokoju bez słowa, jedynie kręcąc głową. Seth jednak nie miał zamiaru dawać mu chwili wytchnienia. Nadal było parę spraw, o których musiał się dowiedzieć. W większości dotyczyły one wampirów, ale było też kilka na temat jego samego. Wcześniej mu powiedziano, iż jego ojciec, Lark, wiedział od początku o Sartaelu. I skoro wyjawił Noahowi wszystkie ważne informacje, musiał on wiedzieć, czym konkretnie jest to coś. To był jego obecny cel. Poznać prawdę na temat Sartaela i dowiedzieć się, jak go uśpić.

1 komentarz :

  1. Proponuję przejść w stan wegetacji trzymając w dłoni nóż i zakraść się do własnej świadomości, w celu zatopienia ostrza w "swoim odbiciu".
    Zabij zabij zabij.
    Aww. Nie powiem, słodko między Noahem, a Sethem się zrobiło,ale jakoś szczególnie mnie to nie przeszkadza. ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic