niedziela, 5 lutego 2017

"Desirable blood" - Rozdział 31

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 31.
Autor: Chizu Chan.




                Po jednym dniu szybkiego przemieszczania się, Seth nareszcie mógł przekroczyć granicę miasta dzięki pomocy trzech towarzyszących mu wampirów. Mimowolnie zatrzymał się przy tablicy z wielkim napisem Mysterious Rises, po czym zamknął oczy i nabrał sporo powietrza do płuc. Automatycznie się uśmiechnął. Stęsknił się za tym miejscem i nie miał zamiaru tego ukrywać. Vior, widząc radość wymalowaną na twarzy chłopaka, poklepał go lekko po plecach, po czym powiedział, iż jeszcze chwila i znajdą się w jego domu.
                Szatyn ledwo przeszedł przez próg drzwi, jak Jane rzuciła mu się na szyję, szepcząc pod nosem, że się bardzo martwiła. Mocno wyściskała siostrzeńca, po czym wypuściła go z objęć. Zaraz po tym zza rogu wyłonił się mąż kobiety, Andy. Również uściskał chłopaka, uświadamiając mu, iż jego nieobecność naprawdę zamartwiała wszystkich bliskich. Jane w międzyczasie zwróciła uwagę na pozostałych. Kiedy skupiła się na blondwłosym wampirze, wytrzeszczyła oczy. Nie wierzyła w to, co widzi. Poznała tę osobę. Posłała Viorowi pytające spojrzenie, jednak kiedy w odpowiedzi otrzymała zwykłe wzruszenie ramionami w komplecie z chytrym uśmieszkiem, westchnęła i od niechcenia udała się do kuchni, by zaparzyć wszystkim kawy. Andy zaprosił całe towarzystwo do środka. Seth zaklął pod nosem, gdyż nie miał telefonu, a był mu w tej chwili bardzo potrzebny, ponieważ musiał nade wszystko skontaktować się z dwójką przyjaciół.
- Dajcie mi chwilę. – powiedział, patrząc na Viora, po czym wybiegł z domu i popędził w stronę domu przyjaciółki, Susan. To było najlepsze rozwiązanie.
                Kilka minut biegu zaniosło szatyna pod dom dziewczyny. Wiedział, że była w środku, ponieważ okno w jej pokoju było zapalone. Nie minęła chwila, jak pojawił się w nim ciemny zarys sylwetki, a moment później jeszcze jeden. To był z pewnością Liam. Seth mocno zapukał w drzwi. Zniecierpliwiony czekał, aż Susan je otworzy, by móc mocno ją uściskać. Z rozmyślań wyrwało go szarpnięcie za klamkę.
- Seth! – krzyknęła zdumiona dziewczyna, odwracając głowę na bok. – Liam! Szybko, chodź tutaj! – na nowo przeniosła wzrok na szatyna, po czym przekroczyła próg domu i mocno objęła przyjaciela. – Stęskniłam się! – westchnęła donośnie, ciepło się uśmiechając.
- Ja też. – wtulił głowę w miękkie włosy dziewczyny. – Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo.
                Po paru sekundach zza ściany wyłonił się Liam z bananem na twarzy. Przybił piątkę szatynowi, wahając się zrobić coś więcej, jednak Seth nie zwrócił na to uwagi i uściskał przyjaciela.
- Ciebie też mi brakowało. – wyznał, klepiąc Liama po plecach. W końcu oderwał się od chłopaka i spojrzał mu w oczy. Chwilę nic nie mówił. Moment później przeniósł wzrok na Susan. I tak na zmianę. Niedowierzał, że naprawdę ich widzi. – Wszystko z wami w porządku? – dwójka przyjaciół odpowiedziała skinięciem głowy. – Cieszę się. – odetchnął w duchu, przymykając oczy. – Tyle się wydarzyło…
- Chętnie wysłuchamy. – powiedziała Susan.
- Mam taką nadzieję. – uśmiechnął się półgębkiem, skupiając spojrzenie na swoich dłoniach. – Jest kilka rzeczy, o których muszę wam powiedzieć. – posmutniał, mając w głowie obraz trzech zmasakrowanych ciał. Powinien o tym powiedzieć? To nie była jego sprawka, tylko Sartaela, ale nadal… coś mu mówiło, że powinien to zrobić. Jednak przed tym była ważniejsza rzecz, którą miał zamiar zrobić. Ułożył usta w prostą linię, nieświadomie poważniejąc. – I jest też ktoś, kogo chciałbym wam przedstawić.
                Na twarzy Susan pojawiło się zapytanie. Przechyliła głowę na bok, po czym spytała:
- Kto taki? – uniosła brwi. – Nagle zrobiłeś się taki przejęty…
                Seth zareagował podobnie, co dziewczyna chwilę wcześniej.
                Przejęty?
                Przez samą myśl?
- Może... – odpowiedział z zawahaniem. – Macie coś dzisiaj do roboty?
- Skończyć projekt i możemy się zwijać. – burknął Liam, drapiąc się w tył głowy. – Jutro upływa termin oddania. – westchnął. Szatyn domyślił się, że ta dwójka pewnie odkładała zadanie do ostatniej chwili i teraz nie mieli wyjścia, jak skończyć pracę, by dopiero móc gdzieś wyjść.
- Nie ma problemu. – Seth wzruszył ramionami, ani trochę nie denerwując się na przyjaciół. Doskonale to rozumiał. Sam nieraz robił coś takiego, na wskutek czego miał później nawał pracy i brak wolnego czasu. – Telefonu nie mam, zabrali mi go ci z Uroboros. – zmarszczył brwi. – Ale o tym też później.
                Susan wyglądała, jakby już nie mogła się doczekać. Liam jedynie spoglądał na przyjaciela, co rusz przytakując mu głową.
- W takim razie do później. – skinął głową w stronę znajomych z uśmiechem wymalowanym na twarzy, po czym udał się w swoją stronę.
                Szybko wrócił do domu. Stojąc w progu drzwi, nie mógł się nacieszyć tym widokiem. Pomieszczenie w normalnych odcieniach. Bez tej napiętej atmosfery w powietrzu. Ludzie, którzy chcieli jego dobra. Rodzina. Przyjaciele. Tego mu niesamowicie brakowało.
                Przeszedł wzdłuż korytarza, na końcu skręcając w lewo do kuchni. Widok tych paru osób, pogodnie rozmawiających przy kubku kawy i kawałku ciasta, był niezwykle kojący. Jane rozmawiała z Noahem, co jakiś czas zwracając się do Viora. Najwidoczniej nie rozumiała kilku spraw. Początkowo z Sethem było podobnie. Co prawda nadal nie ma pojęcia, jak niektóre z tych rzeczy w ogóle miały prawo się wydarzyć, jednak udało mu się nastawić myśli na to, iż jeszcze nieraz cos go zaskoczy. I to w o wiele większym stopniu, niż obecnie.
                Z uśmiechem dosiadł się do stołu, biorąc wcześniej kubek z ciepłą kawą. Upił łyk, po czym skierował spojrzenie na blondyna. Wampir nie zauważył tego. Cały czas prowadził rozmowę z ciotką szatyna. Seth przyglądał się temu w ciszy, co jakiś czas pijąc ciepły napój.
                Ruchy Noaha były bardzo spokojne i opanowane. Praktycznie przez cały czas jego twarz wyrażała powagę. Szatyn tęsknił za jego uśmiechem. Za tym jednym gestem, który za każdym razem podnosił go na duchu. Dawniej potrafił się szczerzyć nawet przy najmniej ciekawej rozmowie o zadaniu domowym, a teraz…? Prawie wcale tego nie robił. A jeśli już, to wyglądał, jakby cierpiał. Czyżby przemiana w wampira mogła mieć aż taki wpływ na człowieka? Na jego charakter, nawyki?
                Seth odwrócił się do Lydii. Rudowłosa zauważyła to, dlatego przełknęła kawałek ciasta, którym się delektowała krótszą chwilę, po czym nawiązała kontakt wzrokowy z szatynem.
- Kiedyś z Aidenem mówiliście, że od waszej przemiany minęło dobre pięć lat. – wspomniał chłopak, nakładając na talerzyk kawałek sernika. Zaraz po tym zatopił w nim zęby. Myślał, że się rozpłynie.
- To prawda. – na ziemię przywrócił go głos dziewczyny. Szatyn wytarł usta z okruszków, po czym kontynuował.
- Miała ona jakiś szczególny wpływ na waszą dwójkę?
                Lydia uniosła brwi.
- To chyba logiczne? – zaśmiała się melodyjnie, kręcąc głową. – Życie wampira, a człowieka, to dwie zupełnie różne rzeczy. – Seth podrapał się w tył głowy. Zauważył niejasność swojego pytania. – Ale chyba wiem, co konkretnie masz na myśli. – zerknęła ukradkiem na blondwłosego wampira, który nadal gawędził z Jane. Ułożyła usta w prostą linię. – Jeśli chodzi o kwestię charakteru… myślę, że żadne z nas nie zmieniło się pod tym względem. – posłała szatynowi spojrzenie pełne współczucia. Chłopak mimowolnie rozdziawił buzię. Czyli było coś, co tak zmieniło przyjaciela. – Aiden jako człowiek był troskliwy, pomocny, zawsze stawał w mojej obronie... – uśmiechnęła się radośnie na myśl o zmarłym przyjacielu. – Jako wampir również taki był. Jeśli chodzi o mnie… przed przemianą byłam taka, jak obecnie. Roztrzepana, uparta, w trudnych chwilach niepotrafiąca nic zdziałać samodzielnie… – westchnęła. – Czasem naprawdę chciałabym móc się zmienić. – wzięła do ręki talerzyk z kawałkiem ciasta, którego nie zdążyła jeszcze skończyć.
- Rozumiem. – Seth spuścił wzrok, splatając ze sobą palce własnych dłoni.
                Andy z czasem poszedł się położyć spać, gdyż miał swoje obowiązki. Jane zajęła się zmywaniem naczyń, ponieważ widziała, że nikt już nic nie ja ani nie pije. Ciasto, które zostało, schowała do lodówki, po czym odetchnęła z ulgą. Nie wiedząc, co jeszcze zrobić, w nawyku przejechała zwilżoną szmatką po stole, po czym powiesiła ją na małym haczyku i raz jeszcze klapnęła na krześle. Spojrzała na siostrzeńca, mówiąc:
- Potrzebujesz nowego telefonu, prawda?
- Tak. – odpowiedział od razu.
- Obawiam się, że w mieście nie ma żadnego punktu, gdzie mógłbyś sobie jakiś kupić. – przeczesała dłonią włosy, myśląc nad czymś.
- Zawsze mogę zamówić online. – chłopak wzruszył ramionami, jakby to nie było nic takiego. – Skoro przeżyłem te parę dni bez komórki, dam radę wytrzymać kolejne tyle. – uśmiechnął się szczerze.
- No dobrze, jak wolisz. – odwzajemniła jest, jednak po chwili spoważniała, wzrok przenosząc na inną osobę. – Noah? – uniosła brwi, podnosząc tyłek z siedzenia. – Co się dzieje?
                Wampir wyglądał tragicznie. Mocno ściskał się za gardło, co było widać, gdyż skóra wokół jego palców robiła się lekko sina. Ponadto chłopak zaciskał zęby, jakby się przed czymś powstrzymywał. Seth, widząc to, nie wiedział, jak zareagować. Po prostu spoglądał na przyjaciela bez wyrazu, zastanawiając się, co zrobić. Bo chciał coś zrobić. Pomóc w jakikolwiek sposób.
                Na ziemię przywróciło go w miarę głośne uderzenie o stół. Jane zatrzymała się tuż przed chłopakiem, nie będąc pewną, co zrobić. Noah podparł się tym sposobem o blat, dzięki czemu jakoś udało mu się wstać bez większego wysiłku. Definitywnie cierpiał. Jego twarz idealnie to wyrażała. Seth poderwał się na nogi i podążył za blondynem. Jasnowłosy z całą pewnością nie chciał, aby ktokolwiek za nim szedł. Szatyn jednak miał to gdzieś. Teraz liczył się dla niego stan przyjaciela. Coś z całą pewnością mu dolegało. Coś, co sprawiało spory ból. Chciał pomóc.
- Noah, co się dzieje…? – spytał niepewnie, wyciągając dłoń w stronę podpierającego się o ścianę blondyna.
                Mimowolnie wytrzeszczył oczy, kiedy jego dłoń została odtrącona. Dodatkowo wrażenia spotęgowało spojrzenie wampira, wyraźnie mówiące: idź sobie.
                Ale Seth nie mógł tego zrobić.
- Powiedz mi. – podszedł bliżej chłopaka, mając troskę wypisaną na twarzy.
- Idź, Seth! – podniósł głos, odwracając się przodem do przyjaciela. Teraz szatyn to widział. On nie był zły. Był przerażony.
- …co się dzieje? – przełknął ślinę. – Przecież widzę, że cierpisz… – otworzył buzię, milcząc przez chwilę. – Co jest grane? Powiedz mi, Noah. – podszedł jeszcze bliżej, zmniejszając dystans między sobą, a wampirem.
                Jasnowłosy wyglądał, jakby cudem się powstrzymywał przed wybuchem.
- Coś, czego naprawdę nienawidzę. – schował twarz w dłoniach.
- …czyli? – przechylił głowę na bok, patrząc przed siebie ze smutkiem w oczach. – Jesteś głodny?
                Noah odsłonił twarz. Nie przerwał kontaktu wzrokowego, który stworzył Seth. Zamiast tego skinął głową, dając tym potwierdzenie do pytania szatyna.
- Tak. – ponownie złapał się z gardło. – To cholernie paskudne uczucie. Palące. Mam wrażenie, jakby moje gardło płonęło w tym miejscu. – zmrużył oczy, odsłaniając skórę, na której pozostał ślad od zbyt mocnego ściskania.
                Seth opuścił bezwładnie ręce.
                Dlaczego on się ranił…?
                Przecież wystarczyło zaspokoić swój głód…
- Więc napij się krwi. – powiedział z troską w głosie. – Dlaczego tego nie zrobisz?
- Zrobię to, ale nie tutaj. – zmarszczył brwi.
- Coś nie tak z tym miejscem?
- Tak, Seth! – ponownie podniósł głos, jednak tym razem można było wyczuć w nim złość. – Wszystko jest nie tak! Są tutaj ludzie, mnóstwo osób… jesteś tutaj ty. – na te słowa szatyn poczuł mocne ukłucie w klatce piersiowej. Cała złość momentalnie uleciała z Noaha. W jej miejscu pojawił się ból. Wampir idealnie wyrażał go swoim spojrzeniem. Jego oczy mówiły wszystko. – Nie chcę stracić nad sobą panowania. – przygryzł dolną wargę, nie odwracając wzroku od chłopaka. – …nie chcę cię zranić.
                Seth na moment przestał oddychać. Zauważył, że robił to często, kiedy coś go nadzwyczajnie zaskakiwało. Słowa przyjaciela zaliczały się do tej kategorii. To było definitywnie coś, czego nie oczekiwał. Niepewnie przełknął ślinę, po czym podszedł do wampira i złapał jego twarz w dłonie. Blondyn miał już się wyrwać, jednak widok pewnego spojrzenia szatyna sprawił, że zrezygnował.
- Daj spokój, Seth. – powiedział poważnie, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. Jego błękitne oczy wyraźnie mówiły, że jest blisko granicy. Szatyn jednak nie zważał na to. Nie chciał nigdzie puszczać przyjaciela. Nie w takim stanie.
- Musisz się po prostu napić, tak? – spytał jakby dla pewności, ale nie zaczekał na odpowiedź. Oddalił ręce od twarzy blondyna, po czym podwinął lewy rękaw bluzy. Na nowo uniósł dłoń. – Śmiało.
                Noah zawahał się.
- Nie wiesz, na co się piszesz. – pokręcił głową, nie chcąc tego robić własnemu przyjacielowi.
- Wiem. – wywinął kąciki ust w górę. – Powiedzmy, że już pomogłem jednemu wampirowi tym sposobem.
- …jesteś pewien? – zapytał nieco ciszej, ledwo się powstrzymując.
- Tak.
                Blondyn uniósł dłoń szatyna na wysokość swojej twarzy. Cały czas się wahał przed zrobieniem tego. Finalnie przeważyła kolejna fala paskudnego bólu. Chłopak zmarszczył brwi, po chwili potrząsając głową. Nie chciał już dłużej martwić tej jednej konkretnej osoby. Łagodnie przejechał językiem po skórze nad nadgarstkiem przyjaciela, po czym wgryzł się w jeden punkt. Seth nieświadomie syknął. Na całe szczęście dotyk miękkich ust jasnowłosego był naprawdę przyjemnym uczuciem. Noah w pewnym momencie oderwał się od jego dłoni. Niewielka strużka krwi spłynęła mu po brodzie.
- Coś nie tak? – spytał szatyn, co skupiło na nim parę niebieskich, przymrużonych oczu. Ten widok wprawił go w osłupienie.
                Noah bez słowa wgryzł się w kolejne miejsce, drugą ręką obejmując szatyna w pasie. Zaraz po tym złożył na świeżej ranie łagodny pocałunek, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc. Seth oddychał cicho, nawet nie czując bólu. Było mu naprawdę gorąco. W pewnym momencie ręka wampira zaczęła zmierzać ku górze. Zatrzymała się na karku. Szatyn mimowolnie odchylił głowę na bok, spuszczając wzrok. Noah zbliżył się do szyi chłopaka. Łagodnie ją pocałował, co wywołało przyjemne dreszcze na plecach Setha. Chłopak liczył w duchu na to, iż blondyn niczego nie zauważył. Problem zaczął się w momencie, gdy jasnowłosy po raz kolejny przejechał językiem po skórze nastolatka. Szyja była prawdopodobnie jego czułym punktem. Tego już nie potrafił ukrywać. Czuł, jak miękną mu kolana. Wampir to zauważył. Przygwoździł Setha do ściany, wciskając mu kolano między nogi. Zaraz po tym łagodnie wgryzł się w jego szyję. Szatyn zacisnął dłonie na torsie wampira, lekko marszcząc brwi. To nie było bolesne, tylko raczej… chłopak sam nie wiedział, jak określić to uczucie. Towarzyszyły mu przede wszystkim duchota i ciężki oddech.
Noah oddychał spokojnie, powoli pijąc krew. Cały czas podtrzymywał szatyna, ponieważ zauważył, że chłopak miał z tym lekkie problemy. Poczuł się w pewnym sensie winny.
W końcu oderwał się od szyi Setha, niemal od razu przecierając usta. Następnie łagodnie przejechał opuszkiem palca po świeżej ranie na skórze, wyczekując jakiejkolwiek reakcji. Jednak Seth nic nie zrobił. Po prostu stał, ciężko oddychając.
- Słabo ci? – spytał z troską w głosie, naprawdę się martwiąc. – Przepraszam. Tego właśnie się obawiałem. Że nie zapanuję nad tym.
- Nic mnie nie boli ani nie bolało, więc nie przepraszaj. – pokręcił głową. – Jest mi po prostu strasznie gorąco. – odchylił łebek do tyłu, przymykając oczy.
                Noah, który stał tuż przed przyjacielem i nadal go podtrzymywał, miał teraz idealne spojrzenie na jego twarz. Blada cera, łagodne rysy, równe, ciemne brwi. Długie rzęsy i pełne usta. Z wiekiem stał się jeszcze bardziej przystojny.
                To był jego Seth.
                Uśmiechnął się pod nosem.
- Chodź, pójdziemy to opatrzyć. – powiedział, robiąc parę kroków w tył. Seth już był w stanie stać o własnych siłach. Powoli uchylił powieki, oczy kierując na radosną twarz przyjaciela.
- Nie ma takiej potrzeby, wszystko zaraz się zregeneruje. – wzruszył ramionami, odklejając się od ściany. Cicho westchnął, na końcu się przeciągając. – Zawsze masz takie ataki, kiedy masz chęć napić się krwi?
- Nie. – zaprzeczył, kręcąc głową. – Tylko w przypadkach, kiedy się głodzę.
                Seth uniósł brwi.
- Głodziłeś się? Dlaczego?
- Miałem ważniejsze sprawy na głowie, przez co całkiem zapomniałem o sobie.
                Szatyn ponownie westchnął.
- Co w takim razie sprawiło, że aż tak się zaniedbałeś? – przechylił głowę na bok, niedowierzając w to, co słyszy. Czy Noah naprawdę musiał się tak poświęcać? Z pewnością nie musiał rezygnować z podstawowych czynności na rzecz kogoś tam czy czegoś tam.
- Jak to co? – uniósł brwi, nie wierząc, że brązowowłosy wciąż się nie domyślił. Złapał się za głowę, po czym dokończył. – Priorytetem było odbicie ciebie. Nie mieliśmy czasu na nic innego.
                Seth zamilkł na chwilę.
- Głupek. – mimowolnie się uśmiechnął. Nie ukrywał radości, nawet jeśli jego przyjaciel musiał przez to cierpieć. – Nie rób tak więcej. – spoważniał. – Nie chcę patrzeć, jak cierpisz.
                W gruncie rzeczy bolesne wspomnienia nadal ciążyły mu w głowie. Miał dość podobnych sytuacji.
- Nie będziesz. – zwilżył usta, spojrzenie kierując na drzwi. – Ktoś idzie.
                Seth podążył za oczami wampira. Po chwili w pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi. Noah nie mylił się. Ktoś przyszedł. To z pewnością była Susan z Liamem.
                Bez zawahania podszedł do drzwi, od razu otwierając je na oścież. Uśmiechnięci przyjaciele wparowali do środka, raz jeszcze wyściskując szatyna. W końcu jednak skierowali swoje spojrzenia na blondyna stojącego obok. Seth postanowił im powiedzieć, kto to taki. Zastanawiał się, jak koledzy zareagują. W końcu znali historię Noaha. Wiedzieli, co się z nim stało.
                Nie chcąc dłużej o tym myśleć, zaprowadził całą trójkę do swojego pokoju, po czym rzekł, spoglądając na jasnowłosego:
- Wcześniej nie mieliście okazji się spotkać, dlatego was sobie przedstawię. – lekko się uśmiechnął. – Susan, Liam, to mój przyjaciel Noah.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic