czwartek, 23 lutego 2017

"Desirable blood" Rozdział 36

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 36.
Autor: Chizu Chan.


Seth był trochę zdziwiony nagłą zmianą nastawienia swojego przyjaciela, lecz nie robił nic w kierunku, aby poznać tego powód. Podążał za blondynem w ciszy, co z czasem musiało się zmienić. Noah odwrócił się w stronę szatyna, po czym powiedział:

- Taki spacerek będzie trwać i trwać. - rozruszał ramiona, jakby przygotowywał się do jakichś ćwiczeń. Zaraz po tym podszedł do Setha i, wcześniej odwracając się do niego plecami, bez słowa wziął go na plecy. Szatyn lekko uniósł brwi, nie potrafiąc zareagować w inny sposób. Był zdziwiony, ale nie chciał odgrywać żadnych scenek. I tak już miał kilka problemów na głowie, które niesamowicie go trapiły. Noah, rzecz jasna, był jednym z nich. A raczej jego dziwna zmiana, która nastąpiła całkiem niedawno. Bo przecież  jeszcze dzisiaj normalnie rozmawiali. Co takiego wywołało tę nietypową atmosferę między nimi?

Noah zaczął poruszać się z niezwykłą prędkością, mocno trzymając uda przyjaciela, aby ten przypadkiem nie zleciał, jednak też nie przesadzał z siłą, gdyż nie chciał go zranić w żaden sposób. Seth obejmował rękami szyję blondyna, przez cały czas obserwując jego zadbane, gęste włosy, które były na pierwszym planie jego widoku. Z czasem jednak zamknął oczy, gdyż od zbyt szybkiego przesuwania się obrazu przed  oczami, zrobiło mu się niedobrze. Nie chcąc zaprzątać tym głowy wampirowi, zdecydował się po prostu przestać to wszystko oglądać. Sądził, iż to wystarczy.

- Seth? - spytał blondyn, gdyż usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z żołądka przyjaciela. Zatrzymał się i postawił szatyna na nogi, po czym spojrzał na jego twarz. Znacznie zbladł, co było zaskoczeniem, bo karnacja chłopaka i tak do najciemniejszych nie należała. Przez  to zawsze ciężko było rozszyfrować, czy Seth źle się czuł czy też nie.
- Hm? - mruknął, myśląc, iż nadal nic po nim nie widać. Nic bardziej mylnego. Mimowolnie złapał się za brzuch.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że ci niedobrze? - blondyn westchnął, opierając dłoń o biodro.
- Sądziłem, że zaraz przejdzie. - spuścił głowę w dół, jednocześnie robiąc spory wdech. Nawet to nie pomogło. Nadal czuł się beznadziejnie.
- Mów mi o takich rzeczach, dobrze? - spytał troskliwym tonem, łagodnie się uśmiechając. - Musimy się dostać do Viora, ale ważniejszy od tego jesteś ty sam. Przynajmniej dla mnie. - to ostatnie dodał cicho pod nosem, jakby mówił sam do siebie. Zaraz po tym spojrzał pewnie na szatyna i kontynuował. - Przerwa to nie problem. Tylko mów, jeśli znowu zauważysz coś dziwnego, dobrze?
- Dziwnego? - powtórzył, przechylając głowę na bok. - Co masz przez to na myśli?
- Może inaczej. - westchnął, po czym zamilkł na moment. Kiedy wreszcie pozbierał myśli, powrócił do wyjaśniania tego, co od początku było jego zamiarem, jednak wtedy nie wiedział, jak to w miarę zrozumiałe określić. - Zanim Sartael opanował twój umysł, czułeś coś dziwnego, prawda? - spytał, jednak nie potrzebował odpowiedzi, gdyż ją doskonale znał. Mimo to poczekał, aż przyjaciel skinął głową. Dopiero wtedy zabrał się za dalsze tłumaczenie. - Jeśli znów coś takiego zauważysz bądź usłyszysz, powiedz mi o tym od razu. Nie staraj się kierować  na to myśli, bo właśnie ta rzecz sprawia, że Sartael dostaje szansę na przejęcie nad tobą kontroli. To ty musisz sprawować władzę nad własnym umysłem, nie on. Ale tego się nauczysz. Póki co musimy robić wszystko, aby nie dawać mu szansy na żadne zagrywki. Rozumiesz to?
- Tak. - powiedział, na końcu przygryzając wargę, przez co Noah musiał odwrócić wzrok. - Coś nie tak? - spytał po dostrzeżeniu dziwnej reakcji przyjaciela.
- Nie, nic takiego. - machnął dłonią, nie wracając wzrokiem do szatyna. - Nadal ci niedobrze?
- Już lepiej, jednak może poczekajmy jeszcze parę minut, zanim powrócimy do tego błyskawicznego transportu. - zaśmiał się melodyjne, co mimowolnie wywołało niewielki uśmiech na twarzy wampira. - Jednak żeby nie próżnować, możemy powoli iść w stronę Viora.
- Dobrze. - skinął głową, po czym ruszył w dobrze znanym przez siebie kierunku. Seth podreptał za nim, dość szybko wyrównując krok. - To w sumie i tak jeszcze kilkanaście minut spaceru takim tempem. - wzruszył ramionami, jakby to było nic.
- Więc nie musimy wracać do tego sprintu, prawda? - spytał z nadzieją wypisaną na twarzy.
- Nie, nie musimy. - te słowa bardzo ucieszyły Setha.

Reszcie drogi towarzyszyła cisza, która na całe szczęście nie była problemem dla żadnego z nich. I Noah, i Seth potrzebowali takiego momentu, aby móc w spokoju oddać się swoim myślom. Chłopcy mieli mnóstwo spraw na głowie, tych mniej ważnych, jak i bardziej. Poukładanie tego wszystkiego łatwe nie było, lecz od czego była taka piękna rzecz, którą zwano czasem? Zwykle wystarczyło poświęcić go odrobinę, aby uzyskać pozytywne efekty. Może i tym razem tak się stanie.

- Jesteśmy. - powiedział Noah, wygrywając przyjaciela z rozmyślań.

Chłopak uniósł głowę i wytrzeszczył oczy na ogromny budynek, który swym wyglądem i stylem przypominał pałac. Ogromny, biały zamek, zupełnie jak ze snów. Seth nie sądził, że takie miejsca istnieją. Ze zdumieniem rozglądał się na boki, idąc kamienną ścieżką w stronę miejsca z baśni. Cały plac zrobiła wspaniała roślinność, która wręcz radziła po oczach swoją zieloną barwą, co było nietypowe dla obecnej pory. Ale nad czym tu się zastanawiać, w końcu ten świat był nietypowy. I nikt nie mógł temu zaprzeczyć.

- Bo ci mucha wleci, a wierz mi, owadów tutaj nie brakuje. - zaśmiał się Noah, widząc pozytywne zaskoczenie wymalowane na twarzy przyjaciela. Seth zamrugał parę razy, zanim spostrzegł, jak śmiesznie się zachowuje. Po uświadomieniu sobie wszystkiego, delikatnie się zarumienił, co nie uszło uwadze blond wampirka. Szybko jednak odchrząknął, wzrok kierując z różowiutkiej twarzy Setha na ogromne drzwi, znajdujące się tuż przed nimi. - Już jestem ciekaw, jak zareagujesz na wystrój. - lekko wywinął kąciki ust w górę. - zaraz po tym pchnął drzwi przed siebie, sprawiając tym czynem, iż po chwili przed dwójką chłopaków zamek stał otworem.

Seth trochę się wahał, jednak po chwili nabrał więcej powietrza do płuc i zrobił krok w przód, a zaraz za  nim parę kolejnych, do momentu, aż nie znalazł się w środku. Dopiero wtedy jego twarz dopadło czyste zdumienie. Takie miejsca nawet mu się nie śniły. Brakowało słów, aby opisać ten wygląd.

- Niezwykłe. - powiedział pod nosem, nie mogąc oderwać wzroku od ogromnego, kryształowego żyrandolu, wiszącego na środku ogromnego korytarza, tuż przed schodami prowadzącymi na wyższe piętro, których boki zdobiły pozłacane barierki.
- W sumie podobnie zareagowałem, kiedy pierwszy raz się tutaj znalazłem. - wzruszył ramionami.
- Wszystkie wampiry żyją w taki sposób? - nie ukrywał swojej ciekawości i podekscytowania.
- Niee, co ty. - prychnął, lekko  się uśmiechając. - Vior po prostu naczytał się zbyt wielu baśni, na wskutek czego w jego głowie wyrobiło się małe zboczenie. Rozumiesz, pałace, zamki, białe konie, rycerze, te klimaty. - zaśmiał się, czego nie odwzajemnił Seth, bo  nadal był zbyt skupiony na niecodziennym obrazie.
- Wygląda bajecznie. - uniósł brwi, na nowo zaczynając iść przed siebie.

Noah westchnął pod nosem, nie chcąc mówić nic więcej. Seth teraz potrzebował chwili  dla siebie, aby przyswoić parę nowych informacji i, rzecz jasna, nacieszyć się nowym, niecodziennym widokiem. Wampir jednak wyzbył się tej myśli, gdy w oddali ujrzał znajomą sylwetkę Viora.
Nie pora na podziwianie zamku. Czas na uśpienie Sartaela.



sorki ze tak bez akapitow, ale na wattpadzie na telefonie to napisałam więc nie ma innego wyjścia XD ogólnie tam będą pojawiać się teraz szybciej rozdziały bo nie chce mi się laptopa włączać
moja nazwa tam to Sraleki chyba, nie wiem
ale jak nie chce wam się czekać na nowe rozdziały długo to zapraszam na wtt


sobota, 18 lutego 2017

"Desirable blood" - Rozdział 35

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 35.
Autor: Chizu Chan.






                Po otworzeniu oczu, Seth nie dostrzegł kompletnie nic. Znajdował się w miejscu przepełnionym ciemnością, gdzie nie było nikogo ani niczego, nie licząc jego samego. Był tutaj tylko on, pełen obaw, iż dzieje się coś nieciekawego. Powoli rozejrzał się na boki, starając się na siłę wyjść na opanowanego, co poniekąd wychodziło, jednak, na jego nieszczęście, niczego to nie zmieniło. Nadal znajdował się w tym samym miejscu. Czuł nieprzyjemny chłód. Potarł ramiona dłońmi, myśląc, że to coś da, lecz ta czynność nie przyniosła mu żadnego pozytywnego skutku. Westchnął cicho, nie mając najmniejszego pomysłu, co zrobić. W końcu zaczął iść przed siebie. Miał wrażenie, jakby droga ciągnęła się w nieskończoność. Tak też prawdopodobnie było.
- Seth? – Noah postanowił spytać ponownie. Łudził się, że może jednak tym razem chłopak się ocknie po usłyszeniu jego głosu. Przeżył niemałe zdziwienie, kiedy szatyn zamrugał parę razy, a następnie jego oczy na nowo zaczęły nabierać blasku. Wampir odetchnął z ulgą, zapominając o dłoniach, które nadal spoczywały na ramionach przyjaciela. – Wszystko w porządku? – troska w jego głosie była niesamowicie wyczuwalna. Z całą pewnością się martwił.
- T-tak... – zmarszczył brwi, sprawiając wrażenie niepewnego swoich słów. – Co się stało…? – obdarował blondyna niezrozumiałym spojrzeniem.
- To prawdopodobnie sprawka Sartaela. – wyznał zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, co wywołało dziwną emocję na twarzy szatyna. Noah to zauważył, jednak nie dał nic po sobie poznać.
- To znaczy? – oddychał cicho, nie czując się na siłach na zrobienie czegokolwiek.
- Istnieje szansa, że próbował przejąć nad tobą kontrolę. – dziwnie zmrużył oczy, wzrokiem błądząc po twarzy Setha, która w obecnej chwili wyrażała czystą powagę. – Dlatego musimy szybko udać się do Viora. Jeśli zaczęły dziać się takie rzeczy, możesz być w jeszcze większym niebezpieczeństwie.
                Szatyn przygryzł dolną wargę. Jego twarz zaczęła wyrażać niemały ból.
- Co się dzieje, Seth? – Noah na nowo zbliżył się do twarzy przyjaciela, dokładnie lustrując emocje, które się na niej malowały. Było tu coś niepokojącego.
                Usłyszał głos. Barwę, którą tak doskonale znał, i za którą również tak bardzo tęsknił. Ponownie rozejrzał się na boki, jednak w dalszym ciągu jedyne, co widział, to przytłaczająca ciemność. Próbował krzyknąć, jednak żaden dźwięk nie chciał się wydobyć z jego ust. Zaczął panikować i biec przed siebie, cały czas podejmując się wykrzyczenia czegokolwiek.
- N-nic… – pokręcił głową, która chwilę temu zaczęła nieprzyjemnie boleć, pulsując przy tym nad skronią. Zdobył się na uśmiech, który swoją drogą nie wyglądał na zbyt szczery.
- Nie wyglądasz, jakby nic się nie działo. – wampir oddalił się kawałek, nie odwracając wzroku od przyjaciela nawet na sekundę. Coś go niepokoiło w tym wszystkim.
                Pokonywał kolejne odległości, z czasem tracąc jakąkolwiek nadzieję, iż znajdzie koniec tej drogi. Czarny korytarz ciągnął się w nieskończoność, a chłód, który chłopak odczuwał, nie ustępował nawet na moment. Westchnął z rezygnacją, po czym zacisnął dłonie w pięści.
                Wiem, co próbujesz zrobić, ale nie dam się tak łatwo! – krzyknął w myślach, spoglądając w górę, gdzie po chwili ujrzał niewielki promień światła. Jego oczy zaświeciły się z nadzieją, iż to pewnego rodzaju odpowiedź. Zamknął patrzałki i skupił myśli na wszystkim, co jest dla niego ważne. Na zadaniu, które go czeka. Znajomych, którzy na niego liczą. Przyjacielu, za którym tak bardzo tęsknił przez te lata. Nie mógł tego wszystkiego stracić. Musiał coś zrobić.
- Chodź, musisz usiąść. – Noah pociągnął szatyna za rękę do salonu, po czym pchnął go na sofę, aby ten mógł usiąść, gdyż wyglądał tak, jakby sam, bez pomocy innych, nie był w stanie niczego zrobić. Na nowo zrobił się nieobecny. Blondyn przełknął ślinę. Już powoli domyślał się, skąd to dziwne zachowanie jego przyjaciela. Zbliżył się do chłopaka, po czym przystawił usta do jego ucha i szepnął. – Seth, słyszysz mnie? – ciało szatyna lekko drgnęło. Wampir uznał to za pozytywną odpowiedź. – Jestem pewien, że mnie słyszysz. – posługiwał się bardzo łagodnym, uspokajającym tonem.
                Tak było. Głos blondyna docierał do Setha. Mimo że chłopak nic wokół siebie nie dostrzegał, nie licząc niewielkich plamek światła nad sobą, słowa wypowiadane przez jego przyjaciela robiły się coraz bardziej wyraźne i tym samym głośniejsze.
- Musisz się uspokoić i wyciszyć umysł. – kontynuował, szepcząc prosto do ucha brązowowłosego. Blondyn wygodnie usiadł przy przyjacielu, łagodnie gładząc go po włosach, mając nadzieję, iż to również do niego dotrze. – Myśl o tym, że chcesz wrócić, odzyskać świadomość. Skup się na tym.
                Chłopak nieświadomie pokiwał głową. Lekko przygryzł dolną wargę, nabierając większą ilość powietrza do płuc. Po tym zrobił to, co zalecił mu Noah. Skupił całe swoje myśli na sobie. Na kontroli tego, co go otacza i gdzie powinien się znajdować. Zaczął odczuwać delikatne mrowienie w opuszkach palców. Towarzyszyło mu również miłe uczucie, zupełnie jakby ktoś głaskał go po głowie. Odprężył się dzięki temu.
- Oddychaj spokojnie i przede wszystkim się nie stresuj. Nie jesteś sam. – uśmiechnął się kącikami, uważnie obserwując twarz Setha, na której powoli na nowo zaczęły pojawiać się kolory. Zmierzał w dobrym kierunku. – Dobrze, jesteś bardzo blisko celu. – zjechał nadgarstkiem z włosów na ramię, a następnie podążył wzdłuż ręki w dół, zatrzymując się na drobnej dłoni. Niepewnie ją uścisnął, a kiedy poczuł lekkie odwzajemnianie czynności ze strony przyjaciela, odetchnął z ulgą. Chłopak powoli wracał na ziemię.
                W końcu otworzył oczy. Niepewnie zamrugał kilka razy, po czym przeniósł wzrok na osobę siedzącą obok. Na jego twarzy automatycznie zagościł uśmiech pełen ulgi. Przełknął ślinę, a następnie zebrał się na wydukanie czegokolwiek. Bał się, że tym razem też nie będzie w stanie nic powiedzieć. Przedtem z jego ust nie chciał się wydobyć żaden dźwięk, nieważne jak bardzo próbował to osiągnąć. To było straszne.
- N-noah…? – dopiero po chwili spostrzegł, że blondyn trzymał go za rękę. Skóra wampira było bardzo zimna, wręcz lodowata.
- Już wszystko dobrze. – przechylił głowę na bok, lekko się uśmiechając. – Już się martwiłem.
- Co się wydarzyło…?
- Krótko mówiąc: Sartael. – spoważniał. – Potrafi wyczuć u ciebie moment słabości i zawahania, i, co gorsza, jest w stanie to wykorzystać. – pokręcił głową ze smutkiem w oczach. – Dlatego musimy odłożyć wszelkie sprawy na bok i zająć się uśpieniem tego małego diabła. – puścił dłoń szatyna, po czym podniósł się z sofy. – Ale przed tym czeka nas przystanek: Vior.
- Dobrze. – skinął głową. Nie protestował. Nie chciał tego robić. Teraz zrozumiał, że w obecnej sytuacji nie ma czasu ani miejsca na zamartwianie się każdą rzeczą, ponieważ ponad tym są znacznie ważniejsze sprawy.
- Cieszę się, że rozumiesz. – odetchnął z ulgą, po czym odwrócił się na pięcie i zaczął zmierzać w stronę drzwi. Seth podniósł się niemal od razu, kiedy tylko zobaczył, jak jego przyjaciel idzie w stronę wyjścia. Błyskawicznie dorównał mu kroku. Po wyjściu na świeże powietrze zamknął dom na klucz. Zaraz po tym na nowo zwrócił się do blondyna, który czekał parę metrów dalej, sprawdzając coś na telefonie. Gdy ich spojrzenia się spotkały, Seth lekko się uśmiechnął, czego Noah nie odwzajemnił. Odwrócił wzrok, chowając telefon do kieszeni, po czym na nowo zaczął iść w zamierzonym kierunku. Szatyn przez chwilę spoglądał na oddalającą się sylwetkę przyjaciela z lekkim zdziwieniem na twarzy, jednak szybko się otrząsnął i ruszył za nim.

sobota, 11 lutego 2017

"Desirable blood" - Rozdział 34

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 34.
Autor: Chizu Chan.





                Seth zrobił to, co zamierzał. Spytał przyjaciela, czy ten mógłby mu powiedzieć coś więcej na temat Sartaela. Noah nie miał nic przeciwko. I tak planował to zrobić, więc czemu miałby nie skorzystać z nadarzającej się okazji?
- Wszystkie informacje na temat Sartaela są zwykłymi wnioskami wyciągniętymi ze starego proroctwa, które również dotyczy twoich narodzin. – oznajmił blondyn, wzrokiem błądząc po szklanym stole znajdującym się w salonie. Już chciał kontynuować, jednak usłyszał charakterystyczne trzaskanie schodów. W nawyku odwrócił głowę w stronę, z której dobiegał ten dźwięk, a kiedy zobaczył Andy’ego, wrócił do szatyna. Posłał mu pytające spojrzenie.
                Seth pokręcił głową, dając tym znak, aby blondyn zaczekał, a następnie podniósł tyłek z sofy i podszedł do wujka, który kończył zapinać koszulę od munduru.
- Już idziesz do pracy? – spytał, zatrzymując się tuż przed mężczyzną.
- Tak. – skinął głową, po czym poprawił rękawy. – Dostałem nagły cynk z pracy i muszę się stawić w biurze najszybciej, jak to tylko możliwe.
- Coś poważnego?
                Andy zawahał się przed odpowiedzią, jednak kiedy tak szczerze się zastanowił, czy warto mieć tego typu tajemnice przed osobą, która i tak prędzej czy później dowie się wszystkiego, dodatkowo mając przy swoim boku wampiry, cicho westchnął pod nosem i powiedział:
- Miałem telefon od kolegi z pracy. Znaleziono ciało przy granicy. – Seth momentalnie wytrzeszczył oczy. To znowu się działo. Kolejne ataki.
- Znowu dzikie zwierzęta? – zaakcentował te dwa wyrazy. – Coś z rozszarpanym gardłem?
- Nie. – zaprzeczył, kręcąc głową. Przez chwilę milczał, obawiając się wyjawienia kolejnych informacji. Nie ze względów służbowych, a przez sam fakt, iż mogłoby to postawić Setha w nieciekawym położeniu.
- W takim razie co? – chłopak zmarszczył brwi, powoli się niecierpliwiąc.
                Andy oparł dłoń na biodrze, układając usta w prostą linię.
- Póki co nie znam szczegółów, Jim powiedział mi jedynie kilka niezrozumiałych informacji przez telefon. – odchrząknął. – Jednak o rozszarpanym gardle nic nie wspomniał. Chłopaka znaleziono nagiego na skraju lasu, tuż obok granicy, jak już wcześniej wspomniałem. – na jego twarzy pojawił się grymas. Prawdopodobnie przygotowywał się na powiedzenie czegoś nieprzyjemnego. – Prócz siniaków, jedyna poważna rana, którą znaleziono, to wyryty wąż na torsie.
                Szatynowi zmroziło krew w żyłach. Miał wrażenie, że się przesłyszał. Odwrócił się w stronę Noaha, by się upewnić, że to prawda. Kiedy zobaczył szok tkwiący w spojrzeniu przyjaciela, momentalnie zbladł.
                To musieli być oni.
                Uroboros.
- Nic więcej nie zdołałem zrozumieć. A teraz wybacz, ale pora na mnie. Obowiązki wzywają.
Mężczyzna wyminął nieobecnego szatyna, kierując się na korytarz. Chwilę po tym do uszu nastolatka dobiegł trzask drzwi.
- …słyszałeś, Noah? – spytał cicho, nie mogąc się odwrócić. Stał nieruchomo przez moment, nie mając najmniejszego pojęcia, co zrobić.
- Mhm. – mruknął pod nosem, podnosząc tyłek z siedzenia. – Historia o Sartaelu musi poczekać, jak mniemam. – westchnął głęboko. – To się porobiło… Musimy jak najszybciej skontaktować się z Viorem.
- Czy tutejsi ludzie są bezpieczni…? – obawiał się odpowiedzi. Wprawdzie była ona jasna, jednak chłopak i tak musiał mieć stuprocentową pewność, że jego przypuszczenia nie są błędne. Kiedy przez dłuższy czas Noah nic nie powiedział, Seth zacisnął dłonie w pięści. – Czyli coś im grozi. – wycedził przez zęby. Nie podobało mu się to. – Trzeba coś z tym zrobić.
- W tej chwili najważniejsze jest to, aby ci z Uroboros nie dostali cię jeszcze raz w swoje ręce. – rzekł pewnie, patrząc na zmartwioną twarz szatyna. – Jeśli znów cię ze sobą zabiorą, możesz już nie mieć tyle szczęścia. – zmrużył oczy. – Nie chcę tego mówić, ale… teraz powinieneś martwić się tylko o siebie.
                Na ciele Setha pojawia się gęsia skórka. Jak mógłby tak wszystkich olać i wziąć pod uwagę jedynie własne bezpieczeństwo? Na dodatek mając tę świadomość, że to wszystko jest tak naprawdę jego winą, bo nieważne od której strony się na to spojrzy, Uroboros chcą jego i tylko jego. A zabijają przypadkowych ludzi, ponieważ wiedzą, że tym sposobem mogą łatwo wykurzyć chłopaka z kryjówki. Znają jego słabość.
- Tak nie można, Noah. – pokręcił głową.
- Ale trzeba. – stawiał na swoim. Wiedział doskonale, że Seth jest dobrą osobą i to naturalne, iż nie będzie chciał tak po prostu uciekać, zostawiając niewinnych ludzi na pastwę losu. Ale mimo to musiał go ze sobą zabrać, choćby siłą.
- Na pewno jest jakieś rozwiązanie... – spuścił wzrok, lekko rozchylając wargi. – Z całą pewnością da się coś zrobić…
- Tak, jest pewna opcja. – przytaknął, nawet na moment nie zmieniając wyrazu twarzy. Wciąż miał tę swoją grobową minę, co z góry wróżyło, iż nie miał do powiedzenia nic, co mogłoby uszczęśliwić Setha. – Jestem niemal pewien, że domyślasz się, co to takiego.
                Szatyn spuścił łebek w dół. Nie chciał tego robić, ale rozumiał sytuację.
- W porządku. – przełknął ślinę, po czym przygryzł usta.
- Jest szansa, że mieszkańcom Mysterious Rises nic nie grozi. Członkowie organizacji prawdopodobnie ruszą zaraz za nami. – dodał, mając nadzieję, iż tym sposobem choć minimalnie zdoła podnieść przyjaciela na duchu.
                Seth lekko skinął łebkiem, nawet na moment nie podnosząc wzroku. Znowu musiał opuścić to miejsce. A przecież dopiero, co wrócił. Po raz kolejny zmuszony był zostawić przyjaciół i rodzinę na rzecz głupich spraw w tym drugim świecie.
                Eh, co ja mam na to poradzić? – pomyślał, markotniejąc na twarzy. – Myśl, że innym grozi niebezpieczeństwo z mojego powodu nie pozwala mi na ucieczkę. Ale wiem też, że takim postępowaniem jedynie wywołam więcej niepożądanych sytuacji… Beznadzieja. – westchnął cicho. – Co mam zrobić?
                Chłopak usłyszał podejrzany świst w swojej głowie. Po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. Aż zatrząsnął się z wrażenia. Wiedział, że za chwilę usłyszy ten głos.
- Seth? – spytał Noah troskliwym tonem, jednak nie otrzymał odpowiedzi. Zmartwił się.
                Kolejne sekundy mijały, a szatyn nadal nic nie usłyszał. Zaczynał powoli odczuwać dziwne mrowienie. Czyżby mu się wtedy wydawało…? A może…
- Wszystko w porządku? – blondyn położył dłoń na ramieniu chłopaka, częściowo dotykając jego skóry. Zmarszczył brwi. Seth był lodowaty. Na dodatek nie odpowiadał. Co, do diabła, się z nim działo? Wampir lekko potrząsnął przyjacielem za ramiona, jednak to nic nie dało. Był jakby w transie. Gdy uniósł jego głowę za podbródek, wszystko zrozumiał. Oczy Setha były przepełnione pustką. Nawet jeśli miał je otwarte, spał. Noah doskonale wiedział, czyja to była sprawka. Najgorszy był fakt, że nie mógł nic na to zaradzić. Pozostało tylko czekać, aż Seth się wybudzi.
                O ile to on się wybudzi.

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic