niedziela, 15 stycznia 2017

"Shukuteki" - Rozdział 8

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 8.
Autor: Chizu Chan. 




                Zbliżał się koniec miesiąca. Zostały jeszcze dwa tygodnie do tego szczególnego dnia, a konkretnie ślubu matki i Rena. Sam nie wierzę, że to mówię, ale… chyba nie mogę się doczekać.
                Wyszedłem wcześniej z uniwersytetu, gdyż nie czułem się najlepiej. Szybko wróciłem do domu. Znajdując się przed drzwiami wejściowymi, złapałem za klamkę, a następnie lekko za nią pociągnąłem. Drzwi nie wydały żadnego dźwięku. Wątpię, aby ktokolwiek mnie usłyszał. Ale w sumie kto miałby? Mama i Ren pracują, a Ryou powinien być na wykładzie. Mam cały dom dla siebie. To idealny moment na obejrzenie serialu. W końcu życie ma się tylko jedno.
                Po cichu wszedłem pod schodach na górę. Już miałem wejść do swojego pokoju, jednak wtedy do moich uszu dotarł męski głos. Nie Ryou, mimo że dochodził z pokoju chłopaka. Nie chciałem podsłuchiwać, ale ciekawość wzięła górę nad wszystkim. Przystawiłem ucho do drzwi. Prócz nieznanego mi głosu, usłyszałem również kobiecy śmiech. Mimowolnie zmarszczyłem brwi.
- Mówisz, że ci się udało, Ryou?
                Ryou…? Więc jest w domu, a nie na wykładzie?
- Taa. – zaśmiał się.
                Tak, to był definitywnie Ryou. Ale… czemu miałem dziwną obawę?
- W takim razie wiszę ci tę grę. – chłopak prawdopodobnie westchnął, aczkolwiek nie byłem pewien, czy rzeczywiście to zrobił.
- Haha, jesteś niemożliwy! – dziewczyna raz jeszcze wydała z siebie ten irytujący śmiech – Zaliczyć chłopaka, aby zdobyć jakąś grę!
                Momentalnie mnie zamurowało. Oni nie mogli mówić o mnie. To było przecież niemożliwe.
- I to nie byle jakiego chłopaka! – kontynuowała, zwijając się ze śmiechu – Naszego płaczliwego Shuna.
                Miałem wrażenie, jakby świat zaczął mi wirować przed oczami. Ale był to tylko wynik wstrzymania oddechu na dłuższą chwilę. Czy tego chciałem, czy nie, osunąłem się na podłogę. Na całe szczęście nie narobiłem przy tym zbędnego hałasu. Zakryłem dłonią usta, mrużąc oczy. Po chwili poczułem, jak po policzku spływa mi łza, a zaraz po niej mnóstwo kolejnych. Nie mogłem tego powstrzymać. Szybko podniosłem się na nogi i popędziłem na dół. Nie dbałem o to, czy ktokolwiek mnie usłyszy. Założyłem buty i wybiegłem z domu. Najgorsze było, że łzy nadal wypływały mi z oczu. Nie mogłem tego powstrzymać.
                Zatrzymałem się w parku. Usiadłem w cieniu, który stworzyło drzewo znajdujące się tuż obok. Oparłem się o nie plecami i mocno zacisnąłem powieki. Zakryłem twarz dłońmi i już nie próbowałem się powstrzymywać. Popłynęło jeszcze więcej łez.
                Definitywnie się nie przesłyszałem. Oni mówili o mnie. O jakimś durnym zakładzie. Ryou przespał się ze mną tylko po to, aby zdobyć jakąś grę. Nie, on mnie zaliczył. Jak tak teraz o tym myślę, w podstawówce trzymała z nimi jedna laska… Ale nie pamiętam, jak się nazywała.
                Nie chciałem wracać do domu. Nie dałbym rady spojrzeć mu w twarz i nie wybuchnąć przy tym. Czy byłby to gniew, czy płacz, nieważne. Z pewnością coś by to było. Wyjąłem telefon z kieszeni i wpisałem numer do jedynego chłopaka, któremu chyba ufałem.
- Tak?
- Hisato…? – przedtem tego nie spostrzegłem, gdyż nic nie mówiłem, ale nawet najkrótsze słowo wymawiałem łamiącym się głosem.
                Chłopak wziął spory wdech. Było to dobrze słychać.
- Shun…? – powiedział po chwili ciszy – Czy ty… no wiesz…
- Płaczę? – dokończyłem za niego, spuszczając głowę w dół – Chyba tak.
                Hisato nie powiedział nic przez chwilę.
- Gdzie jesteś?
- Siedzę w parku przy tym starym szpitalu. – odpowiedziałem, pociągając noskiem.
- Daj mi chwilę. Zaraz będę.
- C-co? Daj spokój, przecież… – nie zdołałem dokończyć, ponieważ chłopak się rozłączył.
                Zaśmiałem się gorzko.
- Przestań, bo jeszcze sobie pomyślę, że komuś naprawdę na mnie zależy. – powiedziałem pod nosem, a następnie uroniłem jeszcze kilka łez.
                Być może zachowywałem się żałośnie, ale co mogłem na to poradzić? Nigdy bym nie przypuszczał, że spotka mnie coś takiego. To przecież nie ma najmniejszego sensu. Kto normalny zrobiłby coś takiego, aby wygrać zakład o jakąś głupią grę…?
                Po dobrym kwadransie naprzeciw mnie stanął Hisato. Na twarzy miał wypisaną troskę zmieszaną z odrobiną przerażenia. Uśmiechnąłem się do niego od niechcenia, po czym skierowałem wzrok na trawę. Chłopak usiadł.
- Wyglądasz okropnie. – wypalił od razu.
                Zaśmiałem się cicho.
- Czuję jeszcze gorzej.
                Chłopak posłał mi niepewne spojrzenie.
- Co się stało?
                Przygryzłem dolną wargę. Pragnąłem go o coś spytać, jednak trochę się wahałem. Finalnie zrobiłem to.
- Możesz mnie dziś przenocować?
                Źrenice chłopaka rozszerzyły się. Szybko jednak powrócił do poprzedniego wyrazu twarzy i lekko skinął głową.
- Oczywiście o ile nie będzie to kłopotem dla twojej rodziny. – dodałem po chwili namysłu.
- To nie problem. Mieszkam sam.
                Hisato pomógł mi się podnieść na nogi. Doskonale wiedział, że płakałem, ale mimo to nie chciałem, aby widział mnie w takim stanie. Nawet jeśli było to nieuniknione, wolałem odkładać to aż do samego końca. Chłopak przyjechał tutaj samochodem. W ciszy wsiadłem do środka i skuliłem się na siedzeniu. Chwilę po tym ruszyliśmy. Nie jechaliśmy jakoś specjalnie długo. Zatrzymaliśmy się pod sporym wieżowcem. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do Hisato, który wyciągał coś z bagażnika. Był to niewielki karton z jakimiś dziwnymi nadrukami. Po tym czerwonowłosy zamknął bagażnik i pokierował się w stronę budynku. Podążyłem za nim w ciszy. Parę minut później zamykałem drzwi od apartamentu chłopaka. Zdjąłem buty i wszedłem w głąb mieszkania. Zdziwiłem się. Pomieszczenia było ogromne i urządzone w dość… poważnym stylu. Ale to w sumie pasowało do Hisato.
- Zaparzę ci herbaty. Musiałeś zmarznąć.
- Nie musisz, to nic.
- Bez gadania. – posłał mi nerwowe spojrzenie – Masz mocno zaczerwienione oczy. Na dodatek siedziałeś w parku w podkoszulku, gdzie w chwili obecnej temperatura do najwyższych nie należy. Nie dam ci się rozchorować.
                Rozdziawiłem buzię. Wcześniej nie widziałem go takiego poważnego. Nie wiem, co to za uczucie, ale… chyba trochę poprawił mi się humor. W spokoju usiadałem na sofie i zamknąłem oczy. Wziąłem spory wdech, starając się uspokoić wszystkie okropne myśli. Wsparcie drugiej osoby naprawdę potrafi wiele zdziałać.
                Po chwili obok mnie klapnął Hisato. Na ciemnym, drewnianym stoliku postawił dwa parujące kubki. Zmrużyłem oczy, skupiając się na parze.
- A więc… co się konkretnie wydarzyło?
                Przygryzłem dolną wargę.
- Nie musisz się zmuszać, ale… cóż, chciałbym wiedzieć, co cię doprowadziło do takiego stanu.
                Przeniosłem wzrok na chłopaka. Moja mina musiała wyglądać strasznie. Tak podejrzewam, widząc wyraz twarzy Hisato.
- Jakiś czas temu poznałeś Ryou, prawda? – zapytałem.
- Syn narzeczonego twojej mamy. Tak, pamiętam go. – skinął głową.
- Nie mówiłem ci o tym, ale znam go jeszcze z czasów podstawówki. W piątej klasie musiałem się przepisać, bo byłem nękany. I to nie były jakieś głupie zaczepki czy wyzwiska. Robili mi naprawdę paskudne rzeczy, przez które później musiałem się męczyć z psychoterapeutami. – przyciągnąłem kolana do klatki piersiowej, opierając na nich podbródek – Właśnie przez terapie udało mi się o tych rzeczach zapomnieć. Nie o wszystkim, ale znacznej części owszem. – przełknąłem ślinę – Ryou był jednym z chłopaków, którzy mnie wówczas nękali.
                Mogło mi się zdawać, ale aura wokół Hisato zmieniła się. Mimo to kontynuowałem.
- Spotkaliśmy się niedawno, kiedy nasi rodzice ogłosili zaręczyny. Postanowiłem puścić przeszłość w niepamięć dla dobra matki i udawać, że nic nigdy się nie wydarzyło. Dodatkowo Ryou cały czas mnie przepraszał, brzmiąc przy tym szczerze, dlatego…
                Zaciąłem się.
- Wybaczyłeś mu? – spytał z troską w głosie.
- Mhm. – mruknąłem na potwierdzenie, po czym kontynuowałem – Ale to wszystko okazało się kłamstwem.
- Co konkretnie masz na myśli?
                Odbyłem krótką walkę wewnątrz siebie. Muszę mu powiedzieć. W końcu to mój… przyjaciel.
                …przyjaciel, huh?
                Czy ja w ogóle zasługuję na kogoś takiego?
                Czy mam prawo, by kogokolwiek tak nazywać?
                Nie, to nie jest teraz ważne.
                Potrząsnąłem głową, co musiało wyglądać co najmniej dziwnie, a następnie powiedziałem to, co mi leżało na sercu.
- Ryou założył się z dawnymi kolegami, że jeśli „mnie zaliczy”... – zacytowałem – …to dostanie jakąś głupią grę. – spojrzałem Hisato w oczy – Wygrał zakład.
                Spodziewałem się spojrzenia pełnego nienawiści, odrazy lub czegoś w tym rodzaju, ale zamiast tego dostrzegłem… ból? Współczucie? Ale to nie był koniec zaskoczenia, jakie mnie spotkało.
- Jeśli chcesz, możesz tutaj zamieszkać. 


po 6 miesiącach wznawiam
khekhe

a to nasz czerwonowłosy wybawiciel, Hisato
możliwe, iż w którymś rozdziale było napisane, że ma on fiołkowe oczy
no cóż, nie ma
 

3 komentarze :

  1. Och, chyba muszę przeczytać od początku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie dziwię się. Też musiałam sobie wszystko na nowo przypomnieć, bo nie wiedziałam, co konkretnie się wydarzyło. :D

      Usuń
  2. A ja tam wszystko pamiętam *do nauki, a nie -.-*
    Nahahaha, oby ta gra zacinała mu się bez końca! 😈
    Na Victora! Czyżby Hisato czuł coś do Shunkka? Płaczliwego chłopaczka nie ma w domu przez dwa dni, wychodzi z mieszkania czerwonowłosego i nagle jeb! Spotyka żebrącego o wybaczenie Ryou. Pod Biedronką. XD
    Lol

    Pozdrawiam
    Życzę weny
    Dawniej; Orihara Alice.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic