czwartek, 26 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 26

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 26.
Autor: Chizu Chan.




                Pozornie plan wydawał się niebywale prosty. Wystarczyło po prostu uciec z bazy i szybko zniknąć w lesie. Rzeczywistość jednak była trochę inna, w związku z czym, przy takim stanie rzeczy, ucieczka nie miała nawet najmniejszej szansy na powodzenie, bo siedziba była pod ciągłą obserwacją. Trzeba było wymyślić coś innego.
- Możliwe, że jakieś kamery są też na korytarzu, dlatego powinniśmy przyjąć opcję, iż ci ludzie wiedzą o naszym obecnym spotkaniu. – szatyn podrapał się w tył głowy – Musimy chyba chwilę odczekać, zanim zaczniemy cokolwiek działać, jeśli nie chcemy zostać zauważeni.
- Ustalmy jedną wersję tego spotkania.
- Rozmawialiśmy o Aidenie. – powiedział, po czym zerknął na swoją rękę – …powinno się zaraz zagoić.
- Z pewnością tak. Jeżeli nie, dam ci swojej krwi. Chyba wiesz, jak działa ta wampirza, no nie? – w odpowiedzi otrzymała ciche mruknięcie – Jeśli chodzi o ten pokój, nie ma tutaj żadnych kamer. Co do tego mam pewność.
- Dobrze. – skinął głową – Moja przyjaciółka wspominała, że parę osób tutaj zmierza, aby mi pomóc.
- Obawiam się, że nie znajdą tego miejsca tak łatwo. – zmarkotniała – Jeśli nie wydostaniemy się poza barierę, nici z ich misji ratunkowej.
- Dlatego musimy po prostu stąd zwiać, no nie? – spytał, wzruszając ramionami.
- To nie takie proste, jak może się wydawać. – uśmiechnęła się – Jeśli będziesz próbował wyjść na zewnątrz tak o, mogą zacząć coś podejrzewać. W moim przypadku nie powinno być tego problemu, o ile nie dam nic po sobie znać. – przeczesała dłonią włosy wzdłuż ich długości.
                Seth zastanowił się przez chwilę.
- Więc wszystko, co muszę zrobić, to wyjść na zewnątrz, nie tworząc przy tym zbędnych podejrzeń.
- Tak. Ale to chyba niemożliwe po tym, co zrobiłeś. – zmarszczyła brwi.
- Wiesz o tym…? – zdziwił się, jednak po chwili nieco posmutniał – Zapewne masz mnie teraz za jakiegoś wariata…
- Skąd ten pomysł? – westchnęła – Nie mam nawet prawa tak myśleć. Nieraz zabiłam przez brak kontroli przez wzgląd na potrzebę krwi. To coś innego, jak morderstwo w przypadku ratunku samego siebie. No i na dodatek… nie byłeś wtedy sobą, prawda?
- Tak podejrzewam. Czułem się, jakbym był pod wpływem jakiegoś uroku. – splótł ze sobą swoje dłonie – Słyszałem głos w głowie.
                Lydia przysunęła się do chłopaka, po czym położyła głowę na jego ramieniu.
- Musisz nauczyć się to kontrolować. – zamknęła oczy – Z tego, co mówisz, wnioskuję, iż to coś ma swój cel we wprawianiu cię w ten cały mroczny stan.
- Taa. Coś w tym jest. – przygryzł dolną wargę.
                Prawdopodobnie na tym polegałby ten cały „trening wyroczni”, o którym wspominał Vior. – pomyślał, zaciskając dłonie na pościeli – Na kontroli tego czegoś. – zmrużył oczy – Wtedy na cmentarzu Noah powiedział mi, abym ufał tylko sobie. Źle zrozumiałem kilka rzeczy. Sartael nie jest mną. Jest tylko czymś, co siedzi wewnątrz mnie. – westchnął, myślami wracając do tamtej wizyty na cmentarzu – Chciałbym móc go znowu zobaczyć. Nawet jeśli był on wtedy tylko wytworem wyobraźni… nie szkodzi.
- Zróbmy to jutro. – powiedziała nagle – Zaczyna się ściemniać. Lepiej zaczekajmy do rana.
- Czy to nie lepiej, że robi się ciemno? – spytał, posyłając dziewczynie niezrozumiałe spojrzenie.
- Ta pora ma swoje plusy, jak i minusy. W naszej sytuacji więcej tu negatywnych stron.
- Czyżby?
- Mhm. – zakręciła kosmyk włosów wokół palca – Nie znam dobrze tego lasu. Ty tym bardziej. Nawet jeśli jestem wampirem i mam znaczniej więcej siły od człowieka, jeśli poślą za nami innego krwiopijcę, mogę nie być w stanie sobie poradzić.
- Rozumiem. – poklepał dziewczynę po plecach – Coś wymyślimy.
                Lydia podrapała się po podbródku.
- Mam już pewien pomysł.
                Seth spojrzał na dziewczynę ze szczerą ciekawością.
- I jeśli się nie mylisz co do tego wszystkiego, uda nam się.
- Jeżeli się nie mylę…?
- Już opowiadam. – rozluźniła ramiona – Muszę skupić na sobie uwagę. Powiem, że przypomniał mi się ważny szczegół związany z napadem na mnie i Aidena, w związku z czym chcę pójść w tamto miejsce, aby się upewnić, że mam rację. Dodatkowo postaram się zachowywać dość podejrzliwie względem tutejszych osób, ale też bez przesady, aby nie zostać jakoś nagle zaatakowaną.
- Co wtedy?
- W przypadku twojej racji, sprawcy pójdą za mną i będą chcieli się mnie pozbyć.
                Seth przygryzł dolną wargę.
- Możesz być w niebezpieczeństwie. – zaznaczył.
- Poniekąd tak. – zgodziła się – Ale postaram się to tak załatwić, aby wyjść z tego cało.
- Postarasz się…? – nie był do końca przekonany.
- Zaufaj... – przerwała w połowie, po czym zamilkła na moment – Nie. – pokręciła głową, a następnie spojrzała pewnie na Setha – Uwierz we mnie.
                Chłopak przełknął ślinę.
- Okej.
- Świetnie. – uśmiechnęła się – Zgubię ich w lesie i udam się w miejsce, gdzie się spotkamy.
- …jednak ani ja, ani ty zbytnio nie znamy tego lasu, więc mamy lekki problem.
- Hm… co racja, to racja. – pogrążyła się w myślach – Twój zapach. Mogę za nim podążyć.
- Racja. – klasnął w dłonie – W takim razie już wiemy, co robić.
                Lydia zmarszczyła brwi.
- A co z tobą? Ciebie tak łatwo nie wypuszczą.
- Samego nie.
- Chcesz kogoś w to wciągnąć?
- Cóż, nie mam innego wyjścia. – wzruszył ramionami.
- No dobra. Kogo chcesz wykorzystać?
                Seth zaśmiał się nerwowo.
- Nie podoba mi się to określenie.
- Narzekasz! – machnęła dłonią, chichocząc.
- Poproszę o pomoc Isaaca. W końcu i tak robi za moją niańkę, więc to nie będzie dla niego żaden problem.
- Obyś się tylko nie przeliczył.
                Szatyn spojrzał na swoją rękę.
- I jak? Zagoiło się? – spytała dziewczyna z troska.
- Tak. – przytaknął – Ale muszę zmyć krew.
- Łazienka jest tam. – wskazała na drzwi po prawej stronie pokoju.
- Okej.
                Chłopak podniósł się na nogi i poszedł do drugiego pomieszczenia. Przemył rękę pod chłodną wodą, a następnie wrócił do rudowłosej.
- Lepiej wrócę do siebie.
- Jasne.
- Widzimy się jutro.
- Tak. – wywinęła kąciki ust w górę – Do zobaczenia.
                Jeszcze przed wyjściem z pokoju przybrał zmartwiony wyraz twarzy. Kiedy znalazł się na korytarzu, wolnym krokiem zaczął iść w stronę windy, by następnie zjechać nią na piętro, gdzie znajdował się jego pokój. Podejrzewał, że gdzieś w jego okolicy trafi na Johna. Jednak przed pokojem stał tylko Isaac. Gdy zobaczył Setha, wyprostował się i podszedł do chłopaka.
- Gdzie cię wywiało?
- Byłem u Lydii. – odpowiedział szczerze.
- Mhm.
- Masz do mnie jakąś sprawę?
- Tak jakby. – złapał się za kark, wzdychając – Jak się trzymasz?
                Seth uniósł brwi.
- Co cię tak zdziwiło? – skrzywił się.
- Robisz taką minę i jeszcze pytasz? – cicho się zaśmiał.
                Brunet założył ręce na klatce piersiowej. Nadal miał ten sam wyraz twarzy.
- Jaką minę? Nie rozumiem.
- …nieważne. – pokręcił głową, zrezygnowany.
- Odpowiedz mi.
- Nie. – wytknął język, a po chwili dodał – Sam nie wiem, jak się czuję. Logiczne, że nadal źle mi z faktem, iż odebrałem komuś życie, ale… staram się o tym nie myśleć. Do niczego sensownego mnie to nie doprowadzi. Prędzej przysporzy więcej zmartwień.
- Rozumiem. – zmrużył oczy – To poniekąd moja wina, dlatego… – zaciął się – Ten, no…
                Seth uniósł jedną brew, nie mogąc zrozumieć, co Isaac stara się mu przekazać.
- Nie obwiniaj się i, cóż…
                Szatyn mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
- Ssiesz w pocieszaniu innych. – obdarował bruneta rozbawionym spojrzeniem.
                Czarnowłosy momentalnie spoważniał, odwracając wzrok.
- Dobra. Nieważne.
- Tylko się nie złość! – przechylił głowę na bok – Mam do ciebie pewną prośbę.
- Ooh? – oparł rękę na biodrze, przeszywając Setha spojrzeniem – Prośba, powiadasz?
- N-no… – poczuł się trochę niepewnie.
- O co chodzi? – jego ton głosu trochę złagodniał.
- Obstawiam, że samego mnie nigdzie nie puszczą po ostatnich wydarzeniach, dlatego… mógłbyś jutro ze mną pójść na grób Aidena?
                Wydawać by się mogło, iż cała złość Isaaca momentalnie przeminęła.
- Tylko tyle?
- Tak. – skinął głową.
- No to nie ma problemu. – rozejrzał się.
                Seth odetchnął w duchu.
- O której?
- Najlepiej rano. – podrapał się w tył głowy – Później pewnie nie będzie czasu.
- Skąd ta myśl?
- Intuicja. – uśmiechnął się niepewnie.
                Isaac przystanął na propozycję Setha. Z jednej strony chłopak cieszył się, bo wszystko poszło po jego myśli, ale no właśnie. To było zbyt łatwe. Kiedy wrócił do swojego pokoju, zdjął koszulkę i klapnął na łóżku. Pod jego nieobecność wymieniono całą pościel. Chłopak położył głowę na miękkiej poduszce i spojrzał w górę. Lekko zmrużył oczy. Kompletnie nie miał ochoty na sen, jednak chciał jak najszybciej skończyć ten dzień. Zamknął patrzałki i skupił całe myśli na jak najszybszym zaśnięciu. Mimo że nie było to takie proste, w końcu zasnął.
                Rozpoczęło się odliczanie do realizacji planu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic