poniedziałek, 23 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 24

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 24.
Autor: Chizu Chan.






- Musisz wziąć się w garść. – Isaac potrząsnął chłopakiem, jednak na nic to się nie zdało.
                Seth spoglądał z przerażeniem na swoje zakrwawione dłonie, niedowierzając, iż to wydarzyło się naprawdę. Coś przysłoniło mu świadomość. Miał wrażenie, jakby to był jakiś sen, a nie rzeczywistość. Całkowicie w czymś się zatracił. Tylko co to było?
- C-co ja zrobiłem... – zrobiło mu się słabo – To byli zwykli… ludzie…
                Przygryzł dolną wargę.
- Zabiłem trójkę ludzi. – pokręcił głową – To niemożliwe... – spojrzał na Isaaca – Co się ze mną dzieje?! – podniósł głos, co trochę zaskoczyło bruneta – To zdecydowanie nie jest normalne! – ręce zaczęły mu drżeć – To, co wtedy czułem… definitywnie nie było normalne.
                Czarnowłosy rozejrzał się wokół siebie.
- To nie mogli być zwykli ludzie. – podszedł do zwłok jednego z mężczyzn – Nie wyczułem obecności żadnego z nich. Ci dwaj faceci, do których poszedłem, byli zwykłymi wabikami. Podobnie jak ci, zwykli narkomani.
                Seth zmarszczył brwi, odczuwając coraz większe przytłoczenie.
- Więc…? O co tu w takim razie chodzi?
- Wychodzi na to, że ktoś to zaplanował. – powiedział poważnie.
                Szatyn opuścił ręce bezwładnie.
- Co…? – powiedział beznamiętnie – To był czyjś plan? Abym… zabił? – wlepił wzrok w ziemię – Chyba sobie kpisz. – dodał pod nosem.
                Isaac przykucnął przy mężczyźnie z rozwaloną głową.
                Wpadł w niezłą furię, skoro sam zrobił coś takiego. – pomyślał, lustrując oczami zmasakrowaną twarz martwego – Co go mogło do tego nakłonić? Nie wygląda mi na osobę, która może poradzić sobie sama z czymkolwiek. – zerknął kątem oka na zrozpaczonego Setha – A może go nie doceniłem? – ułożył usta w prostą linię – Wydawał się dziwy, kiedy mówił, że doprowadzi świat do upadku, ale… czegoś takiego się nie spodziewałem. – podniósł się na równe nogi – On… miał prawdziwe szaleństwo w oczach.
                Brunet podszedł do nastolatka.
                Co ta organizacja sobie wyobraża? – zmrużył oczy.
- Chodźmy.
                Seth obdarował Isaaca spojrzeniem pełnym wątpliwości.
- Bez obaw... – zawahał się, co wywołało w nastolatku parę sprzecznych odczuć.
- Bez obaw…? – powtórzył, uśmiechając się – Isaac, zabiłem kogoś. Chyba nie myślisz, że będę teraz w stanie tak po prostu o tym zapomnieć i zachowywać się, jakby nic się nie wydarzyło?
                Brunet nabrał sporo powietrza.
- Pewnie, że nie. – oparł rękę o biodro – Takie zachowanie przejawia się tylko u socjopatów, a jak mniemam, nie należysz do ich grupy. – poniekąd zwątpił w swoje słowa.
- Co teraz ze mną będzie?
- Przepraszam, ale nie mogę zachować tego w tajemnicy.
                Seth przełknął gulę, która tkwiła w jego gardle.
- No tak… dlaczego miałbyś mnie kryć.
- To nie kwestia krycia czy wydawania. – spoważniał – Takie jest moje zadanie jako członka Uroboros.
                W tej chwili szatyn zwątpił, czy rzeczywiście jest bezpieczny w tym miejscu. Pomimo słów Sartaela, w jego głowie powstawały coraz to nowsze wątpliwe odczucia. Coś nie dawało mu spokoju.
To nie mogli być zwykli ludzie. Nie wyczułem obecności żadnego z nich. Ci dwaj faceci, do których poszedłem, byli zwykłymi wabikami. Podobnie jak ci, zwykli narkomani.
                Jacy, do cholery, dwaj faceci? Przecież miał być tylko jeden. – pomyślał, siłą utrzymując kamienny wyraz twarzy.
                Nieważne co, nie chciał dać po sobie znać, iż wyłapał ten błąd w wypowiedzi Isaaca.
                Nie ufam im. – zacisnął zęby.
                Brunet powiadomił kilku członków organizacji o zaistniałej sytuacji. Po dobrych trzydziestu minutach przyszła ich czwórka. Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Dziewczyna zabrała Setha z powrotem do bazy. Zanim jednak chłopak odszedł, rzucił spojrzeniem na Isaaca i nowoprzybyłych. Wszyscy trzej mieli ten sam wyraz twarzy, co John i inny koleś w momencie, kiedy chłopak powiedział coś o zniszczeniu świata. Jednak brunet, tak jak przedtem, nie wyrażał żadnych emocji.
                Na miejscu Seth został odprowadzony do pokoju. Mimo że umył ręce, nadal czuł na nich krew. Wiedział, że to uczucie tak łatwo nie zniknie. Potrzebował się komuś wygadać, jednak nie miał tutaj nikogo, komu ufał.
                Zaufanie.
                Ciekawa rzecz.
                Ale jakże złudna.
                Wysunął telefon spod poduszki, po czym go włączył. Znowu zaczął wibrować. Susan i Liam naprawdę się o niego martwili. Ale nie tylko oni. Ktoś próbował nawiązać połączenie z paru nieznanych numerów. Nie myśląc, chłopak wcisnął zieloną słuchawkę obok numeru zielonowłosej. Parę sygnałów i nic. Już miał się rozłączyć, jednak dziewczyna odebrała w ostatniej chwili telefon.
- Seth?! – niemalże krzyknęła, co zszokowało chłopaka.
                Wystarczyło usłyszeć jej głos, aby poczuć się lepiej.
- … – jedynie wziął spory wdech, co z całą pewnością było słychać po drugiej stronie.
- Seth, to ty, prawda?
- Mhm. – mruknął cicho.
- Całe szczęście. – odetchnęła z ulgą – Nawet nie wiesz, jak bardzo się o ciebie martwiłam! Powiedziałeś, że zadzwonisz, ale wyłączyłeś telefon… Dlaczego to zrobiłeś?! – podniosła głos – Myśleliśmy, że…
- My? – powtórzył, przerywając dziewczynie.
- Oczywiście, że my! Ja, Liam, twoja ciocia wraz z wujkiem! – Seth wytrzeszczył oczy – Nawet Rick się pytał, dlaczego nie przychodzisz z nami do baru.
- Jane się martwiła?
                Dziewczyna zaniemówiła.
- Jesteś idiotą? – można było wyczuć nerwy w jej głosie – To przecież jasne.
- Ale… – chłopak zmarszczył brwi – Wtedy, kiedy ten facet mnie zabierał… nawet na mnie nie spojrzała…
- Nie wiem, jak to wyglądało, ale mogę ci szczerze wyznać, że to ona jako pierwsza zawiadomiła Viora o tym zajściu.
                Seth przygryzł dolną wargę.
- Nie wiem, czy możemy mu ufać.
- O czym ty mówisz? – zdziwiła się – Sam nas do tego przekonywałeś!
- Tak, ale… – zawahał się.
- Skoro nawet twoja ciocia powierzyła mu twoje bezpieczeństwo, na pewno nie jest taki zły. – westchnęła – Nie wiem, czego się tam nasłuchałeś, ale Seth, błagam. Nie zapominaj, kim jesteś.
                Chłopak rozdziawił buzię.
- Jesteś dobrą osobą. Moim przyjacielem. Świetnym kompanem w piciu. Uwielbiam cię za to, jak otwarty jesteś, ale masz pewien szczególny minus. Zbyt łatwo ufasz innym.
                Zaczęły piec go oczy. Czuł napływające do nich łzy, dlatego hamował się jak tylko mógł, aby nie zrobić niczego, co mogłoby go zdradzić.
- Uważaj na siebie. Musisz jeszcze trochę wytrzymać. Vior już po ciebie wyruszył. Jedzie do ciebie z pewnym chłopakiem. Z pewnością cię odbiją. Tylko wytrzymaj do tego czasu.
Chłopakiem? Jakim chłopakiem? - zastanowił się myślach.
Już miało to spytać, jednak połączenie się zerwało. Telefon wskazywał brak zasięgu. Chwilę później ktoś złapał za klamkę od pokoju chłopaka.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic