niedziela, 22 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 23

                Po tygodniu odbył się prowizoryczny pogrzeb Aidena. Jego ciało zakopano w pobliżu Shai Tan. W głównej mierze byli przy tym jego najbliżsi znajomi, jednak nie brakowało tych, z którymi chłopak miał słabszy kontakt. Seth trzymał się z tyłu, ze smutkiem w oczach spoglądając na świeżo ubitą ziemię. Kolejny raz to przeżył. Śmierć ważnej dla niego osoby. Chwilę później przyszedł Isaac. Nic nie mówił, po prostu stał w ciszy obok szatyna, patrząc przed siebie.
- Nie spytasz mnie, jak się trzymam?
- To chyba oczywiste, zważywszy na sytuację, w której się znajdujesz. – odparł z kamiennym wyrazem twarzy, ukradkiem zerkając na brązowowłosego.
- Taa… Chyba masz rację. – zmrużył oczy – Na dodatek to nie pierwszy raz, kiedy mnie to spotyka.
                Brunet uniósł głowę, zaczynając obserwować szare niebo.
- Coś takiego miało już miejsce?
- Sześć lat temu. – posmutniał – Wtedy zginął mój bliski przyjaciel.
- Co mu się stało?
- Atak wampira. – zacisnął dłonie w pięści – Rozszarpał mu gardło.
- Znasz dość mnóstwo szczegółów. – zauważył.
- W końcu to ja go znalazłem. – przygryzł dolną wargę – Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to uczucie znaleźć ciało tak ważnej dla ciebie osoby, w dodatku mając zaledwie dwanaście lat.
- Masz rację. Nie mam pojęcia, jak to jest. – wzruszył ramionami – Aczkolwiek współczuję.
                Seth uśmiechnął się pod nosem.
- Dzięki.
                Isaac przeczesał dłonią włosy.
- Byłeś w dość nietypowej relacji z Aidenem, no nie? – zapytał nagle.
- Skąd to wiesz?
- Powiedzmy, że dość dobrze łączę fakty.
                Szatyn pozostał cicho. Przenosił spojrzenie z jednej zapłakanej osoby na drugą, aż w końcu zatrzymał się na Lydii, której wyrazu twarzy po prostu nie dało się opisać. Jednak chłopak widział w niej siebie. Dokładnie tak samo wyglądał na pogrzebie sprzed sześciu lat. Wówczas również miał taką pustkę w oczach, jak obecnie rudowłosa.
- Kochałeś go? – kontynuował Isaac.
                Seth zastanowił się przez chwilę.
- Nie. – wyznał szczerze, co trochę zdziwiło bruneta – Znałem go za krótko, aby móc to poczuć.
- Hm. – mruknął cicho – A tamtego przyjaciela?
                Szatyn uniósł brwi, tym razem skupiając oczy na twarzy czarnowłosego.
- Dlaczego tak nagle o to pytasz?
- Bez większego powodu. Chcę po prostu cię trochę poznać.
                Nastolatek na nowo spuścił wzrok.
- Aha. – westchnął – Noah był moim przyjacielem. Jego śmierć była dla mnie ogromnym ciosem. Dość nadzwyczajnym. Dlatego myślę, że tak. Kochałem go. – pokiwał głową – Ale to jak przyjaciela. Czy może raczej jak… brata.
                Niedługo ludzie zaczęli się rozchodzić. W tym samym miejscu stała jeszcze tylko Lydia, nadal wpatrując się w punkt, gdzie zakopano ciało blondyna. Po chwili walki ze sobą, Seth zdecydował się do niej podejść. Isaac śledził go wzrokiem do samego końca.
- Znałam Aidena od małego. Byliśmy dla siebie jak rodzeństwo. Od zawsze nierozłączni. – zmrużyła oczy – Od zawsze… na zawsze. – dodała po chwili pod nosem, co trochę zaniepokoiło Setha – Powiedzieli ci, dlaczego zginął?
- Nie. – szatyn pokręcił głową.
- To moja wina. – jej dolna warga zaczęła trochę drżeć – Mieliśmy szansę na ucieczkę, jednak ja byłam tak przerażona, że nie mogłam się ruszyć. – z dużych oczu dziewczyny zaczęły wypływać łzy – Przez to on również nie uciekł, tylko stanął w mojej obronie. To naprawdę beznadziejne. – schowała twarz w dłoniach, padając na kolana – Ja też jestem beznadziejna.
                Seth spojrzał na nią ze współczuciem. Zaraz po tym przykucnął, przytulając dziewczynę.
- Tylko nie próbuj mnie pocieszać. – powiedziała załamanym głosem.
- Dobrze. – nabrał trochę powietrza do płuc, po czym wszystko przeciągle wypuścił – Ale obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego.
                Lydia momentalnie zastygła. Seth to wyczuł.
- Pomyśl o Aidenie. O tym, co dla ciebie zrobił.
- Zginął przeze mnie.
- Może i tak. Ale to dlatego właśnie powinnaś zrobić wszystko, aby przetrwać. Niech jego poświecenie nie pójdzie na marne.
                Dziewczyna lekko się uśmiechnęła, a następnie podniosła na nogi.
- Chyba rozumiem, dlaczego tak bardzo cię polubił. – przetarła oczy – Dziękuję. Przysięgam, że nie zrobię nic bezmyślnego.
                Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Cieszę się.
                Kiedy rudowłosa odeszła, Isaac poprawił przewieszoną przez ramię torbę, a następnie podszedł do Setha.
- Jeszcze tu jesteś? – spytał chłopak, wstając.
- Mam pewne zadanie do wykonania. Ale przed tym muszę się upewnić, że bezpiecznie wróciłeś do swojego pokoju, także zbieraj się.
                Seth zaśmiał się gorzko.
- A więc jestem więźniem?
                Brunet uniósł jedną brew, lekko się krzywiąc.
- Więźniem? – powtórzył nerwowo – Czy ty zdajesz sobie sprawę, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajdujesz? To nie trzymanie cię w klatce, a ochranianie.
                Chłopak trochę posmutniał.
- Przepraszam… sam nie wiem, co mówię.
                Isaac odchrząknął.
- Nieważne. Chodźmy.
- Mogę iść z tobą? – spytał, zatrzymując czarnowłosego.
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Bo wychodzę poza bezpieczną strefę.
- To tym bardziej nie powinieneś iść sam. – zwrócił uwagę.
- Może i tak. Ale jeśli miałbym wziąć kogoś, z kim mógłbym czuć się pewnie, z pewnością nie byłbyś to ty. – zamknął oczy, odwracając się – Jednak nie potrzebuję nikogo takiego. Nie bez powodu wyznaczono mnie na osobę odpowiedzialną za ciebie.
- No to w takim razie to nie problem, abyś zabrał mnie ze sobą, co? – dalej naciskał – Wtedy będziesz miał mnie cały czas na oku.
- Średnio mnie przekonujesz.
- No proszę! I tak nie mam co robić…
- Nie wolałbyś porozmawiać ze swoimi przyjaciółmi, zamiast szwędać się ze mną po lesie?
                Seth spoważniał.
- Wyłączyłem telefon zaraz po tym, jak dowiedziałem się o śmierci Aidena.
                Isaac pozostał niewzruszony.
- Aha. – zaczął iść przed siebie – Jednak musisz trzymać się blisko mnie. I nawet nie myśl, żeby się gdziekolwiek oddalać.
                Szatyn na ułamek sekundy się uśmiechnął. Zaraz po tym dorównał kroku brunetowi i szedł w tym samym  tempie, co on do momentu, aż obaj nie znaleźli się poza bezpieczną strefą. Wtedy Isaac zatrzymał się, jednocześnie zamykając oczy. Kiedy Seth zaczął cos mówić, czarnowłosy go uciszył. Potrzebował ciszy i spokoju do pełnego skupienia. To wszystko po to, aby sprawdzić, czy w okolicy nie ma nikogo niepożądanego. Po dłuższej chwili Black skończył sprawdzać teren. W pobliżu nie było nikogo. Tylko oni dwaj.
                Nie bez powodu jest za mnie odpowiedzialny, huh? – pomyślał, ukradkiem spoglądając na kamienną twarz Isaaca.
                Brunet na nowo ruszył przed siebie bez słowa. Co jakiś czas rozglądał się na boki, jakby czegoś szukał. Seth zastanawiał się, co tak właściwie było jego zadaniem, jednak nie pytał. Domyślał się, że nie dostanie odpowiedzi. Nieświadomie zaczął nucić sobie pod nosem melodyjkę, której nigdy wcześniej nie słyszał. Był to dość smętny utwór, który wywołał uczucia nawet w Isaacu. Brunet w pewnym momencie spanikował. Bez słowa złapał Setha za rękę, a następnie zaciągnął na bok, ukrywając się wśród jakichś badyli.
- C-co jest? – spytał niepewnie szatyn, czując przytłoczenie na wskutek niespodziewanej bliskości z Blackiem.
- Cicho. – przyłożył palec wskazujący do ust nastolatka, na co ten otworzył szerzej patrzałki.
                Isaac jednak nie zwrócił na to uwagi. Zajęty był obserwacją terenu. Wyglądał na dość przejętego. Prawdopodobnie coś umknęło jego uwadze.
                Cholera, straciłem czujność. – przygryzł dolną wargę, nie mogąc się wyciszyć na tyle, aby móc sprawdzić, jaka odległość dzieli ich od nieznanej grupy – Przez tę melodię... – pokręcił głową – Nie, tu nie ma na co zganiać. To tylko i wyłącznie moja wina.
                Seth spuścił wzrok, gdyż zrozumiał, iż wraz z Isaaciem znalazł się w nieciekawej sytuacji. I podejrzewał, że może być tego częściowym powodem.
                Świetnie, gdzie nie pójdę, przynoszę kłopoty. – pomyślał chłopak, denerwując się – Na pewno musi być jakieś wyjście z tej sytuacji… Bo jest, prawda…?
                Brunet zamknął oczy, jednocześnie nabierając sporo powietrza do płuc. Po upływie kilku sekund wszystko wypuścił, automatycznie przybierając poważny wyraz twarzy. Był blisko tego wyciszenia. Seth obserwował go w bezruchu. Był pewien, że da radę.
- Jest. – powiedział, po czym szeroko otworzył oczy i odwrócił głowę w bok – Jeden facet. Jakieś pięćset metrów odległości… maksymalnie.
- I co teraz?
- Pójdę tam.
- C-co? – zdziwił się – No co ty, skoro to aż pięćset metrów, możemy szybko…
- Nie wiem, czy to człowiek czy wampir. – przerwał szatynowi – Najpewniej wampir. Nikt inny nie zapuszczałby się tutaj w pojedynkę.
- Ty chcesz to zrobić. – zmartwił się – Dlatego… przestań… nie chcę, żebyś i ty zginął.
                Isaac uniósł brwi.
- Damy radę wrócić, o ile się pospieszymy... więc… – kontynuował, idealnie wyrażając spore przejęcie.
                Brunet lekko się uśmiechnął. Zanim podniósł się na równe nogi, poklepał Setha po głowie.
- Jeśli to wampir, to skróci dystans w naprawdę krótkim czasie. Nie ruszaj się stąd. – przestrzegł chłopaka spojrzeniem – Wrócę szybko. Jednak jeśli zauważyłbyś cos niepokojącego: krzycz. Najgłośniej, jak potrafisz.
                Seth jedynie skinął łebkiem, przełykając gulę, która tkwiła w jego gardle krótszą chwilę. Obserwował on oddalającego się Isaaca do momentu, aż ten nie zniknął z jego pola widzenia. Po tym oparł się plecami o jakieś sztywne badyle i westchnął przeciągle.
                Nie martwię się o siebie, tylko o niego. – pomyślał, spoglądając w miejsce, w którym stracił z oczu bruneta.
                Z myśli wyrwał go szelest liści dobiegający z lewej strony. Chłopak niepewnie zerknął w tamtym kierunku, jednak nie zdołał nic dostrzec. Po chwili szumów było więcej. Jakby ktoś biegał w okolicy, chcąc nastraszyć szatyna. Był bliski spełnienia celu.
              Nagle poczuł mocne szarpnięcie. Nawet nie zdążył spostrzec, jak wylądował na stercie głazów i różnych śmieci. Poczuł wyraźny ból pleców na wskutek uderzenia w twardy, spory kamień. Po chwili ktoś przyłożył dłoń do jego gardła, niemal od razu ją zaciskając. Seth otworzył oczy. Mężczyzna, którego zobaczył na pierwszym planie, miał prawdziwe szaleństwo w oczach. Za nim stało jeszcze dwóch innych. Cała trójka uśmiechała się w przerażający sposób, jakby tego typu postępowania ich cieszyły. Szatyn zacisnął zęby, czując, jak zaczyna mu brakować oddechu.
                I co teraz? – pomyślał, kiedy dłoń jeszcze bardziej zacisnęła się na jego gardle – Co mam teraz zrobić…?
                Może ich zabijesz?
                Momentalnie wytrzeszczył oczy. Był pewien, że się nie przesłyszał.
                Ten głos… Sartael…? – zamknął oczy, walcząc ze sobą w duchu – Jak, do cholery, miałbym tego dokonać..?
                Pomogę ci w tym.
                Zaraz po tym cień się zaśmiał.
                Niby jak? – przed jego oczami powoli zaczęły pojawiać się mroczki.
                Wystarczy, że będziesz tego chcieć.
                Seth wyciszył się na chwilę. Rozluźnił dłonie, co z punktu widzenia tej trójki mogło wyglądać na typowe poddanie się. Mimo to uścisk na gardle chłopaka nadal był tak mocny, jak przedtem. Jednak to nie był żaden problem. Szatyn wyczuł pod nadgarstkiem jakiś kawałek drewna. Zacisnął na nim dłoń, przez chwilę się wahając.
                Dalej. Zrób to i przeżyj.
                Tyle wystarczyło. Otworzył szeroko oczy, biorąc spory zamach ręką, w której trzymał dość ostry przedmiot. Błyskawicznie wbił go w szyję napastnika, idealnie trafiając w punkt witalny. Mężczyzna wytrzeszczył oczy, automatycznie rozluźniając uścisk dłoni. Seth skorzystał z okazji i odepchnął go od siebie, niemal od razu zrywając się na nogi i ruszając przed siebie. Pozostali dwaj faceci byli w takim szoku, że nawet nie spostrzegli, jak nastolatek znalazł się tuż przed nimi. Wcześniej, kiedy chłopak się podnosił, zabrał kawałek szkła. Z całej siły wbił go w oko drugiemu z mężczyzn, na co ten zgiął się w pół. Kiedy to zrobił, Seth użył kolana do wbicia przedmiotu jeszcze głębiej. Odrobina krwi prysnęła na jego spodnie.
                Jeszcze jeden.
                Usłyszał na nowo w swojej głowie.
                Zrób to.
                Seth widział przerażenie na twarzy tego mężczyzny. Widać było, że chciał on uciec, jednak nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Już był bezpieczny, więc dlaczego miałby…
                Zrób to!
                Krzyk na nowo rozległ się w jego głowie.
                To oni prawdopodobnie odpowiadają za śmierć Aidena. Pomścij go.
              Seth zmrużył oczy. Wystarczyła mu chwila, aby pozbawić życia ostatniego mężczyzny. Kiedy runął on na ziemię, szatyn nie przestał. Kontynuował uderzanie jego głową w twardy głaz. Bryzgająca na boki krew ani trochę go nie obrzydzała. W pewnym momencie miał wrażenie, jakby zaczynał tracić kontrolę. Jakby to Sartael powoli ją przejmował.
                Jednak nim to się stało, pojawił się Isaac. Widząc, co Seth wyprawia, odrzucił torbę na bok i ruszył w jego stronę. Odciągnął go od zwłok nieznanego mężczyzny, krzycząc mu do ucha, aby się opanował. Chłopak powoli zaczynał odzyskiwać świadomość. Zamrugał kilka razy, jakby niedowierzał, że to, co widzi, jest prawdziwe. Już unosił dłonie, aby zasłonić twarz, jednak kiedy zobaczył mnóstwo krwi na własnych rękach, przeraził się.
                Uświadomił sobie, że to jego sprawka.  

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic