piątek, 20 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 22



Wnętrze budynku wyglądało nietypowo. Na ścianach widniały specyficzne obrazy, a w niektórych miejscach były nawet wyrzeźbione różne symbole. Korytarz, którym przemieszczała się grupa Setha, był niesamowicie długi. Wydawać by się mogło, iż nie ma on końca. Jednak w końcu dotarli oni do windy, która po chwili zabrała ich na drugie piętro.
- Tutaj jest twój pokój. – powiedział John po przejściu paru metrów wzdłuż korytarza. – Wejdź, za chwilę przyprowadzę kogoś, kto rzuci okiem na twoją kostkę.
Po otwarciu drzwi, Seth wszedł do środka, trochę kuśtykając, i rozejrzał się dookoła. Pomieszczenie było spore. Ścianę pokrywała mocno szara farba, która wraz z czarnymi panelami na podłodze tworzyła dość smętną atmosferę. Na środku pokoju stało dwuosobowe łóżko, obok którego znajdowała się niewielka szafka nocna. Również ciemna. Na etażerce stała lampka nocna, tak dla odmiany czarna.
- Co z tym klimatem. – powiedział pod nosem, nadal się rozglądając.
Po prawej stronie stała spora szafa, której drzwi pokrywało równie pokaźnej wielkości lustro. Z drugiej strony pokoju, pod ścianą było biurko z krzesełkiem. Obok niego półka, na której poustawiane były różne książki. Wszystkie meble, rzecz jasna, były w kolorze smolistej czerni. Seth odchrząknął pod nosem, odczuwając lekkie przytłoczenie przez te ciemne barwy, a następnie podszedł do łóżka, by na nim usiąść.
- Przynajmniej jest wygodnie. – położył się, ręce rozkładając na boki.
Po chwili zamknął oczy i nabrał sporo powietrza do płuc.
- Ciekawe, co mnie tu spotka. – uchylił lekko powieki. – No i na jak długo tu zostanę?
Sięgnął do kieszeni po telefon. Już znajdował się w bezpiecznej strefie, więc nie było problemu z włączeniem komórki. Kiedy to zrobił, przedmiot zaczął mocno wibrować. Ponad sto wiadomości i jeszcze trzy razy więcej nieodebranych połączeń. Większość od Susan. Chłopak mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Wystukał krótką wiadomość do dziewczyny, którą wysłał też do Liama.
Jestem w Chinach. Nic mi nie grozi. Zadzwonię jeszcze dzisiaj.
Po paru minutach w pokoju rozległ się dźwięk pukania. Seth nie miał jak podejść do drzwi, gdyż ból kostki naprawdę był upierdliwy, dlatego chłopak jedynie krzyknął, aby ten ktoś wszedł. Szatyn z początku myślał, że ma zwidy, jednak kiedy znajoma mu osoba podeszła bliżej i lekko się uśmiechnęła, uświadomił sobie, że to dzieje się naprawdę.
- Aiden?
Seth zmarszczył brwi. Jego serce zabiło mocniej.
– Co ty tutaj robisz?
- No cześć, Seth. – klapnął obok szatyna. – Jesteś zły, że nie wyznałem ci prawdy? – wypalił nagle, przyprawiając chłopaka o jeszcze większe niezrozumienie.
- Zły? Nie, dlaczego miałbym? I zaraz, jakiej prawdy? – obdarował blondyna zmieszanym spojrzeniem.
Blondyn podrapał się w tył głowy.
- Nie powiedziałem ci, że należę do Uroboros.
Brązowowłosy momentalnie wytrzeszczył oczy.
- A należysz?
- Mhm. – skinął łebkiem, spuszczając wzrok. – Nasza organizacja zapłaciła za odnowę tego budynku szkolnego. Ta cała sprawa z przeniesionymi wampirami na okres paru miesięcy, jak i nasze spotkanie na imprezie... Wszystko było po to, aby mieć cię na oku.
Szatyn znieruchomiał.
- Dlaczego?
- Dla twojego bezpieczeństwa. – westchnął, zdając sobie sprawę z banalności tych słów. – Może to brzmieć na bardzo naciągane, ale kiedy wyszło na jaw, że grupa Viora zrobiła pierwszy krok, to znaczy poznali cię i zaczęli kombinować, musieliśmy coś zrobić. Pierwotnym planem była obserwacja z daleka, czy wszystko jest w porządku, jednakże ci z wyższego szczebla uznali, że najlepszym wyjściem będzie bezpośrednie dbanie o twoje bezpieczeństwo. No, może nie do końca bezpośrednie, bo nie bawilibyśmy się w twoich prywatnych ochroniarzy, ale zawężenie relacji i widywanie się w szkole wystarczyłoby, aby mieć większość spraw pod kontrolą. – westchnął. – Na imprezie też cię obserwowaliśmy.
- Skoro wiedziałeś o wszystkim, dlaczego... – zastanowił się przez chwilę. – Wspomniałeś o Uroboros, jak o czymś strasznym?
- Dla sprawdzenia, czy jesteś świadom tych spraw. Ale byłeś tak zagubiony, kiedy o tym usłyszałeś, że jasnym było, iż ten cały Vior nawciskał ci różnych kitów. – nawiązał kontakt wzrokowy z Sethem. Zaraz po tym zmarkotniał. Czuł się winny przez to, że okłamywał nastolatka. - Przepraszam, że od razu nie wyznałem ci prawdy. Ale obawiałem się, że nie uwierzysz, bo w końcu wtedy ufałeś Viorowi. Tak myślę.
- Nie mylisz się. – pokręcił głową. – Sądziłem, że dzięki niemu poznam prawdę i wierzyłem w każde jego słowo. Wciąż...
Chyba wciąż w niego wierzę, pomyślał, lecz nie powiedział tego na głos.
Blondyn położył dłoń na ramieniu szatyna.
- Nie przejmuj się tym.
- Nie przejmuję. – westchnął. – Jednak tęsknię za przyjaciółmi.
- Susan i Liam, tak?
- Mhm.
- Są bezpieczni.
- Skąd ta pewność?
Aiden rozciągnął usta w powalającym uśmiechu.
- Intuicja.
Seth zaśmiał się nerwowo. Znowu poczuł to dziwne drgnięcie wewnątrz.
- Czy coś jeszcze mnie zaskoczy...? - powiedział sam do siebie, spuszczając wzrok.
- Z pewnością tak. – poklepał szatyna po plecach. – Jeszcze nieraz poczujesz, co to zawód. Bo to dopiero początek.
Chłopak spojrzał Aidenowi w oczy. Była rzecz, o którą chciał spytać, jednak wahał się to zrobić.Chciał wiedzieć, czy wszystko, co do tej pory wydarzyło się między nimi było tylko grą.
- Myślałem o tobie. - powiedział nagle, czym zdziwił blondyna. Chłopak uniósł brwi. - W chwili, kiedy tutaj szedłem, zastanawiałem się, czy wszystko z tobą w porządku.
- Poważnie?
- Mhm. – skierował wzrok na swoje dłonie. – Czy to dziwne?
- Dlaczego miałoby być? – zaśmiał się. – Jeśli już, to sprawia mi to radość.
Odchrząknął.
- Bo wiesz... – zaczął niepewnie. – Nawet jeśli zadanie popchnęło mnie do tego, aby nawiązać z tobą kontakt... to, co zrobiłem, było wynikiem moich własnych pragnień i intencji. – wyznał z powagą w głosie.
Seth rozdziawił buzię. Nie spodziewał się tego. Prawda była taka, że obawiał się, iż nawet ten pocałunek był w planie. Jednak wyszło na to, że się mylił. A przynajmniej tak mówił Aiden. Seth oprzytomniał, kiedy blondyn lekko się pochyli. Kontakty z innym facetem ani trochę go nie odpychały. Lekko zmrużył oczy, myśli skupiając na tym, jak miękkie były usta Aidena ostatnim razem. Kiedy ich twarze dzieliła niewielka odległość, ktoś szarpnął za klamkę. Seth podskoczył jak oparzony, czołem uderzając o nos blondyna, na wskutek czego ten drugi poleciał do tyłu, łapiąc się za obolałe miejsce. Po chwili wybuchnął śmiechem, a Seth schował twarz w dłonie, wstydząc się własnej reakcji. Do pokoju wszedł Isaac z kimś jeszcze. Była to młoda, szczupła kobieta o długich, barwą przypominających srebro włosach i dużych oczach, które wyglądały jak szmaragdy. Uśmiechnęła się ciepło, podchodząc do szatyna, po czym przed nim przykucnęła i zaczęła badać opuchniętą kostkę, o której chłopak zdążył na moment zapomnieć. Isaac przyglądał się temu w ciszy, a kiedy spostrzegł, że Seth na niego patrzy, posłał mu jedno ze swoich standardowych spojrzeń. Przez ciało nastolatka przeszły dreszcze, co było widać. Brunet zaśmiał się w duchu, a następnie zerknął na Aidena. Blondyn masował swój nosek, nie zwracając uwagi na nikogo innego. Isaac zaczął powoli sobie składać wszystko w całość. Raz jeszcze spojrzał na Setha, a kiedy nad jego skronią ujrzał lekkie zaczerwienienie, zyskał pewność, iż się nie pomylił. Kobieta wkrótce skończyła badać kostkę nastolatka. Owinęła ją mocno bandażem uciskowym, a następnie podniosła się na równe nogi.
- Pomimo opuchnięcia, z kostką nic nie jest. To dziwne. – ułożyła usta w prostą kreskę. – Boli cię jeszcze, kiedy ruszasz stopą?
Seth powyginał tę część ciała na boki, jednak kiedy nie odczuł żadnego bólu, zmarszczył brwi.
Kolejna sprawka Sartaela? Pomyślał, spoglądając na obandażowaną stopę.
- Chyba masz szczęście. – zaśmiała się jasnowłosa, po czym skinęła głową i opuściła pomieszczenie.
- Dobrze, że tu jesteś, Aiden. – powiedział Isaac. – John ma dla ciebie i Lydii jakieś zadanie. Znajdź ją i idźcie do biblioteki.
- Okej. – podniósł tyłek z łóżka i wyszedł z pokoju, wcześniej posyłając rozbawione spojrzenie Sethowi.
Chłopak został sam z Isaaciem.
- A ty nie masz żadnych zadań?
- Mam i uwierz, nie jestem z niego jakoś szczególnie zadowolony.
- Co to za nieszczęście?
- Opieka nad tobą. – odpowiedział zwięźle.
Seth nadął policzki.
- Bo to rzeczywiście takie straszne. – założył ręce na klatce piersiowej.
Isaac uśmiechnął się pod nosem. Zaraz po tym odwrócił się plecami do nastolatka.
- Nieważne, zbieraj się. Skoro twoja kostka już się zagoiła, możemy zacząć.
Kiedy obaj wyszli z pokoju, Seth rozejrzał się na boki.
- Myślałem, że to będzie typowo wschodni styl wyposażenia, a jedyne co widzę, to czerń.
- Mi pasuje. – wzruszył ramionami.
- Nie przytłacza cię to?
- Ani trochę.
- Jesteś wyjątkowo rozmowny.
- No nie? – uśmiechnął się kącikiem. – Dość często to słyszę.
- Ciekawe czemu. – wywrócił oczami.
Isaac zaprowadził Setha do pomieszczenia przypominającego małe biuro, które znajdowało się na niższym piętrze. Spędzili w nim dobre pół godziny, jak nie więcej. Brunet przez cały czas grzebał w jakichś papierach, wyraźnie nie mogąc czegoś znaleźć. Seth w międzyczasie zajął się obserwacją wysokiej rzeźby, która przedstawiała kobietę ubraną w skąpe szaty. Wokół szyi damy owinięty był wąż, wgryzający się w jej ramię.
- Wygląda nieźle. – stwierdził pod nosem.
- Hm? – Isaac zwrócił się do szatyna. – Mówiłeś coś?
- Nic ważnego. – podszedł do bruneta. – Znalazłeś już to coś?
- Nie. – westchnął. – John musiał zabrać. Chodźmy do niego.
Kiedy wyszli na korytarz, idealnie wpadli na trzydziestolatka. Miał przejętą minę.
- Coś się stało? – spytał Isaac.
- Nie powinienem był ich teraz nigdzie wysyłać. – powiedział niezrozumiale.
Isaac zmarszczył brwi. Prawdopodobnie się domyślił, do czego doszło.
- Ich? – wtrącił się Seth. – Masz na myśli Aidena i Lydię?
- Tak. – odpowiedział, po czym dodał. – Mamy szczęście, że teraz wracała inna grupa. Gdyby nie oni, nie byłoby szansy, aby móc uratować tę dziewczynę.
Seth uniósł brwi.
- Jest już tutaj? – zapytał Isaac.
- Tak, zajmuje się nią Aya. – skinął głową.
- A co z chłopakiem? – zapadło kolejne pytanie ze strony bruneta.
- Dla niego już nie ma ratunku. – spoważniał. – Pomyśleć, że te paskudy zapuściły się aż tutaj... musieliśmy mieć ogon.
- Chwila! – szatyn podniósł głos, zwracając na siebie uwagę Johna. – Co chcesz powiedzieć przez to, że nie ma dla niego ratunku? – mimo że znał odpowiedź, nie chciał w to wierzyć.
Trzydziestolatek spuścił wzrok.
- Twój kolega nie żyje. – wyznał z wyraźnym smutkiem w głosie.


4 komentarze :

  1. Mam nadzieje, że jednak źle zrozumiałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może śmierć Aidena? 😃

      Usuń
    2. No to dobrze zrozumiała, jeśli to o to chodzi😈

      Usuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic