czwartek, 19 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 21



Wbrew pozorom Seth nie narzekał na tę wycieczkę po górach. Lubił spacery, a jeśli jakiś miał się odbywać w tego typu okolicy, to tym lepiej dla chłopaka. Ponadto miał bardzo dobrą kondycję, więc kilka godzin marszu nie robiło na nim najmniejszego wrażenia. Ze spokojem podążał za ludźmi z organizacji Uroboros, w międzyczasie podziwiając naturę i rozkoszując się orzeźwiającym zapachem natury. Dzięki temu do jego głowy przyszły słowa, które usłyszał nie tak dawno temu.
Twój zapach mnie naprawdę intryguje. Jest orzeźwiający. Trochę jak poranny wiosenny wiatr. Jest też słodki, choć ma w sobie odrobinę goryczy. Ale przede wszystkim czuć od ciebie życie. I to mnie urzeka najbardziej.
Chłopak mimowolnie zmrużył oczy, spuszczając łebek w dół.
Ciekawe, co u Aidena? Pomyślał, nieco zwalniając. Jak tak o tym pomyśleć, nie widziałem się z nim od... tamtego momentu. Czy jeszcze kiedykolwiek go spotkam?
- Coś się stało? – spytał John, odwracając się w stronę chłopaka.
- Hm? – obdarzył mężczyznę nieobecnym wzrokiem, jednak zaraz po tym wrócił do siebie. – Nie, wybacz. Trochę się zamyśliłem. – przyspieszył.
- Jeżeli jesteś zmęczony, możemy zrobić małą przerwę i odpocząć. – powiedział Isaac.
- Nie jestem, ale dzięki za troskę. – skinął głową w stronę bruneta.
Isaac jedynie wywrócił oczami, po czym od razu wrócił do wędrówki. Był dość tajemniczy.
Właśnie... o co biega z tymi aurami, które widzi? Zastanowił się Seth, badawczo spoglądając na idącego przed nim chłopaka. Zielona, pomarańczowa... Nagle wytrzeszczył oczy, gdyż przeszło mu przez myśl coś niepokojącego. Chyba to nie jest coś w rodzaju linii życia...? Zmarszczył brwi. Jakby nie patrzeć... to mogłoby mieć sens. Zielony kolor jest pozytywny, pomarańczowy zwiastuje coś niedobrego, jak wtedy w moim przypadku, a kolejnym pokrewieństwem do tego byłaby... czerwień. Przygryzł wargę. Barwa zwiastująca śmierć? Mylę się, czy może... Nie, mam przeczucie, że moje myśli są słuszne. Poza tym, na tym świecie dzieją się takie rzeczy, że możliwość dostrzeżenia tego, czy czyjeś życie zbliża się do końca czy też nie, nie jest chyba niczym szczególnym. Uśmiechnął się pod nosem. Nie, jeśli porównać to do mojej roli. Owoc Końca, tak? Nie chce mi się w to wierzyć, ale chyba nie mam wyboru. Nie pozostaje mi chyba nic innego, jak zaakceptować prawdę, która już dłuższy czas depcze mi po piętach.
Myśli pochłonęły chłopaka tak bardzo, że nawet nie spostrzegł dziury znajdującej się przed nim. Mimo że była stosunkowo niewielka i płytka, to i tak zdołała wykręcić stopę szatyna na tyle, że w okolicy rozległo się głośne chrupnięcie. Seth momentalnie wstrzymał oddech, błyskawicznie padając na kolana. Zaraz po tym usiadł, dłońmi dotykając kostkę. Bolało. Isaac przykucnął przy nastolatku, wzrok kierując na puchnące miejsce.
- Prawdopodobnie skręcona. – stwierdził, przenosząc wzrok na twarz brązowowłosego. – O czym żeś tak rozmyślał, że nie zauważyłeś tego dołku?
- A bo ja wiem. – westchnął. – O wszystkim. Ale chyba nie ma co mi się dziwić, no nie?
- Raczej nie. – podniósł się na nogi, po czym wyciągnął rękę w stronę chłopaka. – Dasz radę wstać?
Seth złapał dłoń bruneta. Zaraz po tym został postawiony na nogi. Ból dochodzący z okolicy spuchniętej kostki dawał się we znaki, a jego twarz idealnie to wyrażała. Isaac, widząc to, jedynie cicho westchnął, a następnie odwrócił się do niego plecami, lekko uginając nogi w kolanach.
- Wskakuj. – rzucił krótko, co lekko zdziwiło Setha.
- Nie no, dam radę...
- Bez gadania. – przerwał.
Szatyn niepewnym krokiem podszedł do czarnowłosego. Wyciągnął przed siebie dłonie, by móc je później owinąć wokół jego szyi. Kiedy to zrobił, poczuł delikatny dotyk zmierzający od tylnej części obu ud w dół. Zaraz po tym został lekko podrzucony.
- Coś zabolało?
- Nie. – odpowiedział cicho, wzrok wlepiając w kark wybawcy.
- To dobrze. Została nam niepełna godzina drogi. Po dotarciu na miejsce zaniosę cię do lekarza. Wytrzymaj do tego czasu.
Na twarz Setha wdarł się lekki rumieniec.
Nie sądziłem, że usłyszę od niego coś takiego. Pomyślał chłopak.
- W porządku. To nie tak, że kostka sprawia mi jakiś ból nie do wytrzymania...
- Nieważne.
Nie chciał się kłócić.
- Muszę być ciężki. – burknął pod nosem, czując się naprawdę niepewnie.
- Hm? Takie chucherko miałoby dużo ważyć? – mimo że Seth tego nie widział, był pewien, iż Isaac się uśmiechnął.
- Pf. – nadął policzki.
- Haha.
Chyba nie jest aż taki zły, co? Stwierdził w myślach, zaciągając się powietrzem.
- Pachniesz jak wanilia. – wypalił bez chwili namysłu.
- Nie obwąchuj mnie, bo cię zrzucę do rowu. – zabrzmiał poważnie.
Albo i jest. Dodał po chwili, przenosząc wzrok na przemijające mu przed oczami drzewa.
Zaraz po tym zamknął patrzałki, starając się rozwiać wszystkie zbędne myśli i, przy odrobinie szczęścia, zasnąć. Ale to tylko z jednego powodu. Chciał ujrzeć Sartaela.
.
..
...
Polana tym razem nie wyglądała tak paskudnie. Mimo że niektóre z kwiatów powiędły, a pozostała roślinność nie była tak zdrowa, jak za pierwszym razem, widok nadal był o wiele lepszy od tego, który Seth zastał ostatnim razem.
- Witam ponownie. – usłyszał nagle.
Ten widok już nie przerażał Setha. Nawet jeśli Sartael wyglądał jak on, nadal był kimś innym.
- Dlaczego wyglądasz jak ja? – zapytał bezpośrednio.
- Przyjmuję wygląd osoby, której ciało zamieszkuję.
- Aha. – rzekł krótko, kierując wzrok przed siebie. – Ostatnio było tutaj paskudnie. Coś uległo zmianie?
- Owszem. Dowiedziałeś się, że masz wybór. Możesz albo doprowadzić świat do zniszczenia, co się wiąże z jego powstaniem na nowo, albo... nic nie robić. Jednak nie wiem, czy to taki dobry pomysł.
Seth zerknął na Sataela.
- Co masz na myśli?
- Świat jest zepsuty. Wojny, choroby, zabójstwa... to tylko nieliczne przykłady. – posmutniał. – Obecnie samo słowo „wojna" chyba już na nikim nie robi wrażenia. Nie jest to już nic nadzwyczajnego. Zupełna codzienność. Czy nie jest to przykre? – zmrużył czy. – Śmierć jednego człowieka już nie sprawia bólu temu drugiemu. Teraz jest tylko obojętność. Kiedy wszystkich dopadła taka znieczulica? W którym momencie sprawy przybrały taki obrót? – zwrócił się do Setha. – Czy nie sądzisz, że najlepiej byłoby zacząć od początku?
- Ale... skąd wiadome, że po tym odtworzeniu świata na nowo, coś takiego się nie powtórzy?
- Nie wiemy tego.
- Właśnie.
- Jednak jeśli pozostawimy sprawy samym sobie, ludzie doprowadzą się do upadku sami. W bólu i cierpieniu. Ty mógłbyś tego uniknąć.
Chłopak wstrzymał oddech. Słowa Sartaela idealnie w niego uderzyły, odsłaniając prawdę, która skrywała się w jego umyśle, jednak nie był on tego świadom.
- Przemyśl to. Masz szansę wszystko zmienić. Jednak decyzja należy do ciebie.
Coś jakby przejęło kontrolę nad umysłem Setha.
- Już ją chyba podjąłem.
Sartael uniósł brwi, po chwili uśmiechając się dumnie.
- Ooh? – wyszczerzył się. – Czyżby? I co postanowiłeś?
- Zrobię to.
- Cieszę się, jednak masz jeszcze czas zmienić decyzję. W końcu najpierw musisz znaleźć tę rzecz, dzięki której będziesz w stanie to zrobić.
- Racja. – przełknął ślinę. – Czas na mnie. Tamci już prawdopodobnie dotarli do celu.
Sartael jedynie się uśmiechnął. Zaraz po tym zniknął, a Setha ogarnęła ciemność.
.
..
...
Uniósł łebek, rozglądając się na boki. Isaac z pozostałymi zatrzymał się przed ogromnym obszarem, na którym nie znajdowało się zupełnie nic. Chłopak już miał pytać, dlaczego zatrzymali się w miejscu takim jak to, jednak zanim to nastąpiło, John dziwnie złożył dłonie i zaczął coś szeptać pod nosem. Pozostali stali w ciszy, najwyraźniej oczekując, aż mężczyzna skończy. Kiedy przestał mówił, klasnął w dłonie. Wtedy przed oczami Setha pojawił się ogromny budynek we wschodnim stylu, zajmujący prawie całe miejsce na tym wielkim obszarze.
- Dobre wyczucie, Seth. – powiedział trzydziestolatek, wskazując na budowlę. – Jesteśmy na miejscu. Witaj w Shai Tan. Jednej z trzech najważniejszych siedzib Uroboros.
Seth postanowił to teraz powiedzieć.
- Kiedy zaczniemy poszukiwania tego przedmiotu? – zapytał, zupełnie odbiegając od tematu.
- Niebawem. Dlaczego pytasz? Coś się stało?
- Zdecydowałem. – wyznał pewnie, co zdziwiło całą trójkę.
John zaczął podejrzewać, co chłopak chce powiedzieć. Nie ukrywał swojego zadowolenia tym faktem. Mężczyzna odpowiedzialny za kierowanie pojazdem również sprawiał wrażenie zadowolonego. Jedynie Isaac nie wyrażał żadnych emocji.
- Zrobię to. Spełnię swoją rolę.


1 komentarz :

  1. Aaaaaaaa! Piszczę ze szczęścia! ♡♡♡
    Słodkie to było~!
    ^Ari spokojnie, Masz lekcję!^
    Nie sądziłam, że naprawdę to zrobisz. Dzięki! 😁

    Pozdrawiam
    Życzę weny

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic