wtorek, 17 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 20



Owoc Końca. To ostatnie, co usłyszał Seth, zanim został obudzony.
- Lot dobiegł końca, zbieraj się. – powiedział oschle Isaac, co za pierwszym razem nie dotarło do chłopaka. – Rany. – westchnął, po czym szarpnął szatyna za ramię. – Koniec drzemki, księżniczko.
Seth uniósł brwi, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał.
- Isaac, nie bądź dla niego taki wredny. – skomentował John, poprawiając marynarkę. – Jest jeszcze zaspany.
- To niech się rozbudzi. – burknął brunet, po czym na nowo zwrócił się do nastolatka. – Nie mamy czasu, więc podnieś tyłek z siedzenia i idziemy.
Po tym zamknął oczy i poszedł w stronę wyjścia, uprzednio zabierając niewielki plecak. John odetchnął ciężko, widząc całą tę sytuację.
- On już taki jest... – powiedział niepewnie, jakby sam nie wiedział, czy mówi prawdę. – Trzeba przywyknąć.
- A więc w przeciągu kilku godzin z paskudnego wampira ewoluowałem w księżniczkę? – zapytał Seth, marszcząc brwi. – No wspaniale. – przewrócił oczami.
John zaśmiał się nerwowo.
- To mi się trafiły dwie rozkoszne osóbki. – rzucił pod nosem, również kierując się w stronę wyjścia.
Seth nie chciał kazać na siebie czekać, dlatego szybko podniósł tyłek z siedzenia i podążył za Johnem. Po wyjściu z samolotu, skupił wzrok na Isaacu, który stał przy taksówce, opierając się o nią plecami. Od razu posłał mu wrogie spojrzenie. Raczej go nie polubił. Ale Isaac chyba niezbyt się tym przejął. Spoglądał na nastolatka z tą samą obojętnością, co na początku.
- Czeka nas jeszcze krótka przejażdżka, a następnie nieco dłuższa wycieczka po górach. – wyjaśnił John.
- Świetnie. Już nie mogę się doczekać. – powiedział Seth z udawanym entuzjazmem.
Trzydziestolatek westchnął ciężko.
- Słuchaj, jeśli nadal jesteś zły o to, co ci wcześniej powiedziałem to...
- Nie. – przerwał mężczyźnie, co jeszcze bardziej go zirytowało. – To nie w tym rzecz. Wkurzyłem się z innego powodu. – zmarszczył brwi. – Oszukałeś mnie. Powiedziałeś, że jestem wampirem, ale to kłamstwo.
John rozdziawił buzię, jednak zaraz po tym szybko się rozejrzał, aby zyskać pewność, iż nikt tego nie usłyszał. Następnie zwrócił się do Setha z wyraźną powagą.
- Więc już wiesz. – zmrużył oczy. – To dobrze. – skinął głową na samochód. – Kierowca jest jednym z nas. Pogadamy w trakcie jazdy. Tutaj może być trochę niebezpiecznie.
- Dobrze. – chłopak przystanął na propozycję starszego od siebie mężczyzny. Protesty i tak nic by mu nie dały.
Chwilę później Seth zapinał pasy na tylnym siedzeniu z wyraźnym grymasem na twarzy. Chyba niezbyt spodobała mu się opcja ponownego zajmowania miejsca obok gburowatego kolegi. Ale nic nie mógł na to poradzić. John, mimo że siedział z przodu, wszystko doskonale widział. O dziwo tym razem zachowanie Setha go bawiło, nie denerwowało, jak wcześniej.
- Z pewnością będziecie się dobrze dogadywać. – skwitował pod nosem.
Szatyn odchylił łebek do tyłu, lekko przymykając oczy. Miał chęć włączyć telefon i skontaktować się ze swoimi przyjaciółmi, jednak nie mógł tego zrobić. Dostał wyraźny zakaz, przynajmniej do momentu, aż wszyscy nie znajdą się w bezpiecznej dla organizacji strefie. Zastanawiał się, co u Susan i Liama. Zostali tam sami, niczego nieświadomi... No i Jane. Co zachowanie kobiety miało oznaczać? Nie była normalna. Dawna Jane za nic nie pozwoliłaby obcym ludziom zabrać jej siostrzeńca. Dlaczego teraz to zrobiła?
Seth miał już dość rozmyślań nad tym wszystkim. Powoli zaczynała boleć go głowa.
- Seth. – zaczął John, zwracając uwagę chłopaka. – Skąd wiesz, że cię okłamałem?
Chłopak najpierw spojrzał na Isaaca, jednak ten wyglądał, jakby wszystko miał w czterech literach. Ze spokojem wyglądał przez szybę, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi na nastolatka.
- Mówi ci coś imię Sartael? – zapytał, nadal spoglądając na siedzącego obok niego bruneta.
- Owszem.
- No to już masz odpowiedź.
John lekko się uśmiechnął.
- Powiedział ci coś jeszcze? – kontynuował wywiad.
- Nie. – skłamał.
Nagle atmosfera w samochodzie zrobiła się dość napięta. Seth zrozumiał, że poruszył niełatwy temat. Nawet Isaac zmienił obiekt swojego zainteresowania, wzrok przenosząc na szatyna.
- Owoc Końca. – kontynuował. – Co to konkretnie oznacza? Sartael nie zdążył wyjaśnić, bo mnie obudziliście. – powiedział z grymasem.
- To po prostu określenie.
- Nie wydaje się być zwyczajne.
- Bo nie jest. – wtrącił Isaac. – Zostało nadane dawno temu, jeszcze zanim zdążyłeś się urodzić. Mimo że nie było cię na świecie, dzięki proroctwu było wiadome, iż z czasem się pojawisz.
Seth wytrzeszczył oczy.
Proroctwo...? Pomyślał, niedowierzając. Rany, co jeszcze mnie zaskoczy w tym dniu?
- Zgodnie z treścią proroctwa, jesteś osobą zdolną do doprowadzenia świata do zniszczenia. – wyjaśniał dalej.
Nie brzmiało to najlepiej.
- Jednak nie musisz tego robić. – dodał po chwili brunet, nawiązując kontakt wzrokowy z chłopakiem. – Naszą rolą jest wspierać cię, nieważne jakiego wyboru dokonasz.
Seth otworzył buzię, jakby chciał coś powiedzieć, jednak żadne słowo nie chciało wyjść z jego ust.
- I to dlatego Viorowi tak bardzo zależało, abyś się o tym nie dowiedział i nadal myślał, iż jesteś wyrocznią. – powiedział John.
Seth zastanowił się nad czymś przez chwilę.
- Ale czy Sartael tak czy siak nie objawiłby się przede mną?
- Nie. – mężczyzna zaprzeczył. – Musiało wydarzyć się coś, co mogłoby go przebudzić. – podrapał się w tył głowy. – Moja teoria jest taka: Vior chciał trzymać cię w niewiedzy i ukryciu do momentu, aż nie zdobyłby drugiego czynnika pozwalającego na wykonanie tego... zaklęcia. – ostatnie słowo powiedział niepewnie. – Sam nie wiem jak to określić. Zaklęcie chyba jest najbardziej zbliżonym słowem. Ale no mniejsza. Jest też szansa, że Vior chciał zapieczętować tę moc. Ta opcja pewnie bardziej ci odpowiada.
- Drugi czynnik? – Seth zmarszczył brwi. – Co to takiego?
- Sam konkretnie nie wiem. – pokręcił głową. – To coś, co ty sam wyczujesz, ponieważ ta rzecz jest z tobą połączona. – odchylił głowę do tyłu, nawiązując kontakt wzrokowy z chłopakiem. – Dlatego potrzebujemy ciebie do poszukiwań. Kiedy już znajdziemy tę rzecz, wedle twojego życzenia albo ją zniszczymy, albo... oddamy tobie, abyś mógł jej użyć.
Przez ciało szatyna przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Użycie jej oznacza koniec świata... prawda?
- Przy wypowiedzeniu odpowiedniego zaklęcia, owszem. – uśmiechnął się. – Ale zaklęć jest mnóstwo.
- Jaki jest haczyk?
- Nie przeżyłbyś tego. – powiedział bezpośrednio.
- W kwestii tego konkretnego zaklęcia?
- W przypadku każdego. – wtrącił Isaac. – To nie byle jaki urok. Ale w przypadku końca świata to nic takiego, no nie? I tak byś zginął. – wzruszył ramionami.
Seth puścił koło ucha nieprzyjemną wypowiedź bruneta i zastanowił się przez chwilę.
- W takim razie... musimy znaleźć ten przedmiot i go zniszczyć, aby nie doszło do tragedii? – zapytał, spoglądając na Isaaca.
Na odpowiedź chwilę poczekał.
- Taa.
Serce Setha zabiło o wiele mocniej, niż powinno. Raz. Drugi. Trzeci. Niekomfortowe dudnienie serca nie chciało ustać. Co to było za uczucie? Chłopak złapał się za głowę, zaciskając zęby. Czuł się, jakby miało mu rozsadzić klatkę piersiową.
- W porządku? – zapytał brunet, nachylając się do chłopaka.
Seth zacisnął mocno dłoń na swoim torsie. Chwilę później to okropne uczucie przeminęło.
- T-tak. – odpowiedział cicho, przygryzając dolną wargę.
- Już się przeraziłem. – odetchnął z ulgą. – Przez chwilę twoja aura była mocno pomarańczowa.
Szatyn spojrzał na Isaaca z zaskoczeniem. Znowu mówił o tej aurze i jej kolorze. Co miał na myśli, mówiąc to?
- Ale na nowo jest zielona. To dobrze.
- Przez chwilę towarzyszyło mi uczucie, jakby coś chciało mi rozsadzić klatkę piersiową. – wyjaśnił Seth. – Ale już minęło.
- Opis przypomina stan przedzawałowy. Chorujesz na coś?
- Nie wydaje mi się. – pokręcił głową. – Nigdy nie miałem problemów z sercem.
- Może powinieneś się przebadać. – powiedział z troską w głosie, co trochę zmieszało Setha.
Raz jest oschły i wredny jak diabli, a zaraz po tym mówi coś takiego... ani trochę go nie rozumiem. Pomyślał szatyn, w ciszy obserwując opanowanego bruneta.
- Chyba tak zrobię. – westchnął.
- Może wina stresu. – skomentował kierowca, który do tej pory milczał. – Tyle się dowiedział w tak krótkim czasie, że to naprawdę nic dziwnego.
- To też jakaś opcja. – Seth ułożył usta w prostą kreskę. – A obecne wyrażenia ani trochę niczego mi nie ułatwiają...
- Przykro mi, ale nic na to nie poradzimy. – rzekł John .– Musimy cię wprowadzić w to wszystko. Sam chyba tego chciałeś, czyż nie?
- Tak i was o to nie winię. – przełknął ślinę. – Po prostu nie chce mi się wierzyć, że to wszystko jest prawdą... Jakieś proroctwa, koniec świata... Mam mętlik w głowie.
Po tym zapadła cisza. John i Isaac nie chcieli nic więcej dodawać, gdyż widzieli, w jakim stanie jest Seth. Nawet jeśli nie wyglądali, martwili się o chłopaka. Jednak wbrew pozorom taka przejażdżka w kompletnej ciszy wcale się nie dłużyła. Nim szatyn zdążył spostrzec, samochód się zatrzymał.
- Przygotuj się mój drogi na małą wycieczkę po górach.


3 komentarze :

  1. Niech Seth coś sobie zrobi, ale nie poważnego, a Isaac niesie go na plecach przez całą wycieczkę.
    Albo na "księżniczkę". 😂

    Pozdrawiam
    Życzę weny
    Dawniej; Orihara Alice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz masz XDXD
      Dzięki wielkie ^^

      Usuń
    2. To ten moment, kiedy wyobrażam sobie za dużo rzeczy i zaczynam bać się samej siebie. I moich myśli. Mojego toku rozumowania i tego, co sama piszę na wattpadzie.
      Łola Boga, co ja robię ze swoim życiem XDDD

      Fajnie fajnie fajnie fajnie *-*

      Usuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic