niedziela, 8 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 18


W trakcie drogi na lotnisko Seth nie odezwał się ani słowem. John zauważył, że coś jest nie tak z chłopakiem, jednak stwierdził, iż nie warto go o nic wypytywać. Pewnym było, że niczego konkretnego się nie dowie. Po niepełnej godzinie jazdy, samochód nareszcie zatrzymał się przed ogromnym, szarym budynkiem. John wyszedł z auta, a zaraz po nim Seth, który nawet nie zwrócił uwagi na otaczające go otoczenie.
- Dobra, młody, miałem o nic nie pytać, ale twoje zachowanie naprawdę mnie... irytuje. – ostatnie słowo powiedział z nutką niepewności, jakby sam nie wiedział, co to właściwie za uczucie.
Seth nabrał sporo powietrza do płuc.
- Jasne, wybacz. – wzruszył ramionami. – Po prostu dobiła mnie ta wizyta na cmentarzu. Wszystko do mnie wróciło, a ja jakoś... nadal nie mogę się otrząsnąć. – skłamał.
- Masz zamiar się tak użalać nad sobą do końca życia? – uniósł brew.
Szatyn obdarował Johna zdziwionym spojrzeniem. Nie spodziewał się takiego ataku.
- Może i rzeczywiście zdarza mi się przesadzać, ale... to był mój najlepszy przyjaciel. To normalne, że za nim tęsknię. – można było wyczuć nerwy w jego głosie.
- Myślisz, że ta tęsknota przywróci mu życie? – zmrużył oczy.
Seth momentalnie zamarł.
- Hm? Co cię tak zdziwiło? – zapytał, patrząc nastolatkowi w oczy. – Zadałem całkiem normalne pytanie.
- Normalne? – powtórzył, zaciskając dłonie w pięści.
- Tak. – skinął głową.
- Chyba sobie żartujesz. – zmarszczył brwi.
- A wyglądam?
- Nie, bardziej przypominasz mi skończonego idiotę bez krzty empatii. – prychnął, zakładając ręce na klatce piersiowej. – Obstawiam, że nigdy nie miałeś nikogo takiego w swoim życiu. Bo gdyby tak było, to z pewnością nie odzywałbyś się w taki sposób.
Źrenice Johna rozszerzyły się na ułamek sekundy. Zaraz po tym odchrząknął, odwracając się tyłem do chłopaka.
- W takim świecie empatia niczego ci nie da. Prędzej cię skrzywdzi.
- Wiesz, co jeszcze cię może skrzywdzić? Samotność. – powiedział pewnie. – A z takim zachowaniem z pewnością w końcu zostaniesz sam.
- Już jestem. – wzruszył ramionami. – I mam się dobrze.
- Czyżby? – zapytał bardzo cicho.
John już nic nie powiedział. Po prostu szedł przed siebie w ciszy. Seth podążał tuż za nim, również się nie odzywając. Słowa mężczyzny naprawdę go zraniły. Użalanie się nad sobą? To zupełnie co innego. Tęsknota nie jest użalaniem się nad sobą. Jak można tego nie rozróżniać?
Seth usiadł na ławeczce w korytarzu, oczekując, aż jego towarzysz zakupi bilety i wróci. Jak się okazało, John zaraz po zdobyciu biletów udał się do łazienki, nie mówiąc nic o tym Sethowi.
A może ja też chciałbym skorzystać z toalety? Korona by mu z głowy nie spadła, gdyby spytał. Pomyślał, po czym nadął policzki, wlepiając oczy w ścianę.
Chłopak może i powiedział parę niemiłych rzeczy, ale John sam go do tego sprowokował. Wystarczyłoby się powstrzymać albo chociaż postawić w podobnej sytuacji. Wtedy z całą pewnością zaistniałaby gwarancja, iż słowa tego typu nie wyjdą z ust żadnemu z nich.
Minęło dobre dziesięć minut, a Johna nadal nie było. Seth zaczynał się już powoli niecierpliwić, dlatego kiedy upłynęło kolejne parę minut, a mężczyzna nadal nie wyłonił się zza filaru, za którym znajdowała się łazienka, chłopak podniósł się na nogi i tam poszedł. Przy mijaniu grubej, jasnej kolumny zderzył się z wyższym od siebie chłopakiem, o czarnych jak smoła włosach i mieniących się jak słońce, jasnych oczach. Pachniał jak wanilia, którą Seth wręcz uwielbiał. Z rozdziawioną buzią spojrzał nieznajomemu w oczy i wtedy momentalnie znieruchomiał. Z tymi oczami było coś nie tak. Coś, co budziło niepokój od samego spoglądania w nie. Szatyn miał wrażenie, jakby przez chwilę źrenice mężczyzny wyglądały jak u węża. Ale to przecież niemożliwe... prawda?
- Twoja aura jest zielona. – powiedział, zachowując kamienny wyraz twarzy.
Po chwili z łazienki wyszedł ktoś jeszcze. Facet, na oko mający coś koło trzydziestki, o ciemnych włosach i równie ciemnych oczach, na dodatek mający kilkudniowy zarost. Pachniał jak John. Seth poczuł się jeszcze bardziej skołowany.
- Wybacz młody, ale zaklęcie nie chciało zejść. – powiedział znajomym Sethowi głosem.
Chłopak jedynie przenosił spojrzenie to na gościa o głosie Johna, to na bruneta stojącego na wprost niego, aż w końcu powiedział pod nosem:
- Czego ja się musiałem nałykać. – westchnął, po czym złapał się za głowę.
- Porozmawiamy w samolocie, mamy już mało czasu. Szybko.
Po dłuższej chwili cała trójka znajdowała się już na pokładzie samolotu. Seth zajął miejsce przy oknie, tuż obok niego usiadł nieznajomy brunet, a na samym brzegu usadowił się... John?
- Zdążyliśmy. – powiedział z radością trzydziestolatek.
Szatyn niepewnie zerknął na mężczyznę siedzącego obok. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, po ciele chłopaka przeszła gęsia skórka. Mimowolnie spiął ramiona. Nie kontrolował tych zachowań.
- Idę do łazienki, zaraz do was wrócę. – powiedział John.
Chwilę po tym już go nie było. Seth poczuł się jeszcze bardziej poddenerwowany. Nie miał najmniejszego pojęcia, co się tutaj dzieje i czego przede wszystkim powinien się spodziewać.
- Nie wiem, co powiedziałeś Johnowi, ale naprawdę popsułeś mu tym humor. – nieznajomy nareszcie przemówił.
- On mi również, tak więc jesteśmy kwita.
Złotooki wzruszył ramionami.
- W porządku.
Seth przez chwilę nic nie mówił. W końcu jednak jedna rzecz przyszła mu do głowy.
- Co miałeś na myśli, kiedy powiedziałeś, że... moja aura jest zielona?
- To, co usłyszałeś. – odpowiedział tym samym znużonym tonem.
Nastolatek rozchylił wargi.
- ...a jakoś konkretniej?
Brunet westchnął, głowę obracając w stronę nastolatka. Kiedy tylko jego żółte ślepia napotkały te należące do nastolatka, Seth mógłby przysiąc, iż po jego ciele przeszły dziwne impulsy. Zaintrygowany rozdziawił buzię. Czarnowłosy działał na niego w zadziwiający sposób.
- Zauważyłeś te źrenice, prawda?
Seth jedynie kiwnął łebkiem. Czuł się naprawdę onieśmielony przez starszego od siebie mężczyznę. Ledwo utrzymywał ten kontakt wzrokowy, więc o jakichś sensownych, konkretnych odpowiedziach nie było nawet co marzyć.
- Dlatego nie wiem, czy na chwilę obecną powinieneś wiedzieć coś więcej. Już teraz wyglądasz na wystarczająco skołowanego. Może poczekajmy, aż trochę ochłoniesz, co? – zapytał z troską w głosie.
Chwila.
Troska?
- No dobrze. – zmrużył oczy, momentalnie się uspokajając.
- I tak swoją drogą... – dodał po chwili ciszy. – Nazywam się Isaac Black. Wszystko wskazuje na to, że zostałem wyznaczony na kogoś w rodzaju twojego... partnera, przewodnika, coś w tym stylu.


2 komentarze :

  1. Jakoś leci :v
    Tak, Seth. Partnera 😊
    Wiedziałam, że wizrunek Johna-Starego Dziada-to tylko przykrywka! *Tańczy na stole*

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia z weganizmem...
    Moje postanowienie?
    2014 - schudne 5 kilo
    2015 - schudne 10 kilo
    2016 - schudne 15 kilo
    2017 - wymienię drzwi...
    Może w tym roku uda mi się je spełnić...
    Po przeczytaniu rozdziału mam jeszcze większy mętlik z głowie niż zazwyczaj...

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic