poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 29

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 29.
Autor: Chizu Chan.






                Chatka, w której Vior zajmował się Lydią, była niewielka. Składała się z dwóch pomieszczeń: głównego pokoju i malutkiej łazienki. Ściany obu miejsc były pokryte drewnem i jakimiś starymi, poniekąd poniszczonymi obrazami. Podłogę pokrywała wykładzina. W kącie większego pokoju znajdowało się łóżko, na którym leżała rudowłosa. W pomieszczeniu było dość ciemno. Było tutaj tylko jedno okno, które i tak zasłaniała roleta, w związku z czym światło nie miało jak dotrze do środka. Ze względu na potrzebę obserwacji dziewczyny, wampir zapalił lampkę przy posłaniu. W pomieszczeniu znajdował się jeszcze niski stolik i jakaś szafka. Nijakie wyposażenie, ale tyle im wystarczyło do chwilowego pobytu.  
                Kiedy Seth dotarł na miejsce wraz z przyjacielem, przeszedł się wzdłuż większego pokoju, układając myśli. Czuł się zmieszany bardziej, niż kiedykolwiek. Miał tyle pytań, jednak nie wiedział, od czego i kogo zacząć. Usiadł pod ścianą, chowając twarz w dłoniach i głęboko westchnął. Noah, widząc stan szatyna, przybrał przejęty wyraz twarzy i usiadł metr dalej. Przez cały czas obserwował chłopaka.
                Ta cisza trochę trwała. Przerwała ją przebudzająca się Lydia. Seth, słysząc jej głos, poderwał się na nogi i podszedł do łóżka, na którym dziewczyna leżała. Widząc chłopaka całego, uśmiechnęła się z ulgą, po czym podziękowała Viorowi za ratunek. Zaraz po tym zasnęła. Nie miała na nic sił.
- Najlepiej będzie, jeśli zostaniemy tu na noc. – stwierdził Vior, pocierając dłonią o dłoń. Wiedział, że rudowłosa musi odpocząć i odzyskać energię, dlatego pomysł z przedłużeniem pobytu był sensowny i przede wszystkim uzasadniony.
- Dla mnie to nie problem, ale… – Noah przeniósł wzrok na Setha. Szatyn spoglądał na niego już jakiś czas, nic nie mówiąc. Bał się odezwać.
- Ale? – Vior uniósł brew, oczekując ciągu dalszego. Spojrzenie przyjaciela nieco przytłoczyło blondyna, w związku z czym stracił on sens tego, co chciał powiedzieć. Po krótszym zastanowieniu się, kontynuował.
- Pytanie brzmi, czy Seth nie ma nic przeciwko. – przechylił głowę na bok, unosząc jedną dłoń na wysokość twarzy. – Nie zdziwiłbym się, gdyby miał dość tego miejsca.
- Więc pozwólmy, że to on zdecyduje. – brunet wzruszył ramionami, wzrok przenosząc na jedynego ludzkiego nastolatka w tym pomieszczeniu.
                Szatyn nie miał się nawet nad czym zastanawiać. Mimo że ta okolica przywoływała mu parę nieprzyjemnych wspomnień, w tej chwili liczyła się Lydia, która ryzykowała dla niego swoim życiem.
- Zostańmy. – skinął głową, układając usta w prostą linię. W jego głowie na nowo zagościł obraz zmasakrowanych trzech ciał, czego sam był sprawcą. Bezmyślnie zakrył usta dłonią, robiąc krok do tyłu.
                Vior zauważył przejęcie Setha. Wiedział, że nie było one spowodowane spotkaniem przyjaciela, który powinien być martwy, lecz czymś innym. Trochę obawiał się spytać, co jest tego prawdziwą przyczyną.
- Seth… – zaczął niepewnie, skupiając na sobie dwie pary oczu. Obecność Noaha nie była dla niego problemem. Po czasie, jaki z nim spędził, wiedział, że nie ma czego się obawiać. Blondyn był definitywnie po stronie szatyna.
- Tak? – lekko rozdziawił buzię, domyślając się, iż Vior coś zauważył. Bał się reakcji ich obu.
- Coś cię trapi, czyż nie?
                Brązowowłosy przełknął ślinę. Było to straszne, ale musiał powiedzieć, co mu leży na sercu. Ci ludzie byli tymi, którym naprawdę ufał.
                Ufał im Seth.
                Nie żaden Sartael czy ktoś podobny.
                Tylko on.
                Zacisnął dłonie w pięści, łebek spuszczając w dół. Chwilę zbierał myśli, aż w końcu to wyznał.
- Zabiłem trzy osoby.
                Nie potrafił podnieść wzroku. Strach był większy, niż mógłby przypuszczać. Bał się odtrącenia. Negatywnej oceny. Jednak to się nie wydarzyło. Spiął ramiona, kiedy poczuł łagodny dotyk na plecach. Niepewnie spojrzał na osobę, która znajdowała się tuż obok. Vior patrzył na niego ze współczuciem. Ale prócz tej jednej emocji było coś jeszcze. Zrozumienie.
- Oddychaj. – zaśmiał się brunet, klepiąc chłopaka między łopatkami.
                Dopiero teraz spostrzegł, że na ten moment wstrzymał oddech. Zdołał się trochę wyluzować, co było naprawdę miłą odskocznią od ostatnich wrażeń.
- Gdybym ja miał powiedzieć, ilu zabiłem... – podrapał się w tył głowy, szukając odpowiednich słów. – I ludzi, i wampirów. – ściągnął brwi, co sprawiało wrażenie, jakby naprawdę starał się policzyć w myślach, jak wielką liczbę istnień pozbawił życia. – Musiałbym przemilczeć pytanie. – uśmiechnął się pokrzepiająco, minimalnie podnosząc samopoczucie szatyna w górę. – Nie przeciągając tego, sporo ich było. – kątem oka zerknął na blondwłosego chłopaka stojącego nieopodal dalej. Seth mimowolnie podążył za spojrzeniem wampira. Kiedy jego oczy skrzyżowały się ze spojrzeniem przyjaciela, zamarł. Jego klatka piersiowa uniosła się do góry i zatrzymała w tym miejscu. Znów zapomniał o oddychaniu.
- Nikt cię nie będzie o to obwiniał. – powiedział łagodnie Noah, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
                Seth wcześniej o tym nie myślał, ale miał pytanie, które bardzo pragnął zadać blondynowi. Nie był pewien, czy tak nagle powinien to zrobić. Koniec końców, spytanie o to było trochę nietaktowne. Noah doskonale wiedział, co szatynowi chodziło po głowie. Wolał jednak poczekać, aż nastolatek jako pierwszy zacznie temat.
                W końcu się na to zdobył.
- Jak to możliwe, że żyjesz? – lekko zmrużył oczy, przełykając gulę, która tkwiła w jego gardle dłuższą chwilę. Noah nie był ani trochę zdziwiony tym pytaniem. To było dla niego wręcz oczywiste, iż przyjaciel w końcu o to spyta. Bo przecież te parę lat temu widział, co się z nim stało. Myśli nasuwały się na jeden tor. Blondyn powinien umrzeć na wskutek wykrwawienia. Tym bardziej, że jego ciało zostało gdzieś zabrane i nigdy nie odnalezione.
                Vior spoglądał bez wyrazu na tę dwójkę. Nie chciał się wcinać w rozmowę, nie ważne jak miałaby ona wyglądać, dlatego po chwili podszedł do śpiącej Lydii i skupił się na niej.
- Jest już trochę ciemno, ale może się przejdziemy? – zaproponował blondyn, spoglądając na stare, drewniane drzwi. Seth przystał na tę propozycję. Już po chwili obaj znajdowali się kilkadziesiąt metrów od chatki, powoli zagłębiając się w ciemny las.
- Powinniśmy się oddalać aż tak? – spytał szatyn, obserwując plecy podążającego przed nim blondyna.
- Bez obaw. – lekko się uśmiechnął, czego Seth nie mógł zauważyć. Przerwał chód parę metrów dalej, opierając się o jedno z drzew. Założył ręce na torsie, nie odrywając wzroku od ziemi. Seth pomyślał, że naprawdę się zmienił. Niesamowicie wyrósł.
                Właśnie.
                Normalnie dojrzał.
- O czym myślisz? – skupił spojrzenie na przejętej twarzy Setha. Chłopak nie wiedział, jak to powiedzieć. Minęła chwila, zanim ułożył sobie wypowiedź w głowie.
- Nie wyglądasz, jak dwunastolatek. – zmarszczył brwi, dopiero po chwili zauważając głupotę tego, co powiedział. Noah zaśmiał się melodyjnie, po czym przytaknął.
- Racja. W końcu mam już osiemnastkę. – przechylił głowę na bok, domyślając się, do czego zmierzał jego przyjaciel. – Chcesz spytać, jak to możliwe?
                Seth skinął głową.
- Tak, bo przecież… wampiry się nie starzeją. – spojrzał na blondyna z nadzieją w oczach – Czy to może oznaczać, że…
- Jestem człowiekiem? – dokończył za brązowowłosego ze smutnym uśmiechem. Seth z całą pewnością chciał, aby to była prawda. By jego najdroższy przyjaciel nie okazał się jednym z nieśmiertelnych krwiopijców. Mimo że widział, jak silny i szybki on jest, nadal wierzył, że to kwestia czegoś innego. – Chciałbyś, aby to była prawda? – doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Oczywiście, że szatyn tego pragnął. Jednak nie powiedział tego. Przemilczał, czekając, aż Noah zacznie kontynuować. – Muszę cię rozczarować. – spuścił wzrok, szykując się na wyznanie prawdy. Po usłyszeniu tego, dla Setha jasna była odpowiedź. Chłopak mimowolnie zacisnął zęby, czując pieczenie własnych oczu. Nie przerywał jednak. Chciał to usłyszeć. Pragnął mieć stuprocentową pewność. – Tego dnia trafiłeś na pewnego mężczyznę, prawda? Powiedziałeś mu o całym zdarzeniu i poszedłeś szukać funkcjonariusza. – na ciele szatyna pojawiła się gęsia skórka. Więc jednak z tym facetem było coś nie tak. – Mówiąc wprost, zabrał mnie ze sobą. – opowiadał ze spokojem, jakby było to dla niego coś zupełnie normalnego. Seth nie mógł tego pojąć. – Wiesz, jakie działanie ma krew wampira, prawda? – spytał dla pewności. Kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź, kontynuował. – Mężczyzna, który mnie ze sobą zabrał, był wampirem pierwszej generacji. I żeby rozwiać twoje wątpliwości, to nie on mnie wówczas zaatakował. – uśmiechnął się półgębkiem, przez cały czas spoglądając w jeden punkt. – Podał mi swoją krew, jednak na regenerację było już o wiele za późno.
                Seth zauważył to. Spojrzenie blondyna stało się puste. Zupełnie bez życia. Widząc to, na nowo poczuł upierdliwe pieczenie oczu, które moment temu ustało. Czekał na to jedno szczególne słowo, cudem powstrzymując oczy od uronienia słonych łez.
- Umarłem.
                Szatyn automatycznie wstrzymał oddech.
                Noah wtedy naprawdę zmarł.
                Ale mimo to stał tuż przed nim i o tym opowiadał, jak gdyby nigdy nic.
                To nie mogło się dziać naprawdę.
                Seth schował twarz w dłoniach, odczuwając wyraźne przytłoczenie. Praktycznie od początku się spodziewał, że usłyszy to wszystko, ale i tak był to dla niego ogromny cios. Właśnie przez to, że Noah sam to powiedział, sprawa całkowicie go przerosła. Nie wiedział nawet, co powiedzieć. Blondyn jednak nie pozostał obojętny. Podszedł do przyjaciela, po czym łagodnie położył dłoń na jego ramieniu.
- Wampir, który podał mi swoją krew, od początku wiedział, że jest dla mnie już za późno. Ale mimo to spróbował, nie zważając, czy takie dziecko jak ja później sobie poradzi, będąc jednym z nich. – oddalił się od szatyna, gdyż nie wiedział, co chłopak teraz sobie myślał.
- Normalnie się starzejesz? – spytał, nie odsłaniając twarzy.
- Nie. – zaprzeczył, kręcąc głową, czego Seth i tak nie mógł zobaczyć. – Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego tak się stało, ale przez pierwszy tydzień po mojej przemianie przeżywałem katorgę. – westchnął, odwracając się plecami do przyjaciela. Podszedł do jednego z drzew, po czym przystawił do niego prawą dłoń, skupiając na niej spojrzenie. – Łamanie kości, nagłe dojrzewanie organizmu… W siedem dni z ciała dwunastolatka do… sam nie wiem. Osobiście dałbym sobie dwudziestkę, bazując na wyglądzie. Ale mniejsza, to nie jest ważne. – wzruszył ramionami, po czym wrócił do wcześniejszej kwestii. – Szczerze mogę przyznać, że ten krótki okres nie należał do najprzyjemniejszych. Nawet atak tego wampira był mniej bolesny. – zaśmiał się gorzko, co wywołało dreszcze na ciele Setha. Chłopak odsłonił twarz, kierując oczy na plecy blondyna.
- Nadal cierpisz? – spytał ponuro, nie wiedząc, co innego mógłby powiedzieć.
- Nie. – odwrócił się, nawiązując kontakt wzrokowy z szatynem. – Bolesne były jedynie początki. Teraz już jest w porządku. – zachował poważny wyraz twarzy.
- Wiem, że pytanie o to jest beznadziejne, ale… dlaczego nie pokazałeś się wcześniej…? – przygryzł dolną wargę, nagle mając tak wiele do powiedzenia. – Wszyscy tak bardzo przeżywaliśmy twoje zniknięcie… Twoi rodzice przeżywali coś strasznego, ja zresztą też. Nie mogłem się pozbierać, chociaż się starałem, jak nikt inny. – rozdziawił buzię, lekko ściągając brwi. – Dlaczego się ukrywałeś?
- To była najbardziej rozważna opcja. – przyznał z bólem, co dotknęło też Setha. – Wampir, który się mną opiekował, nie pozwolił na to. Jednak uprzedzał, że w końcu się spotkamy twarzą w twarz. Tylko to mnie podtrzymywało przy tym. – spuścił wzrok.
                Seth zwrócił uwagę na jedną kwestię.
- Jak to mówił, że się w końcu spotkamy? – uniósł brwi. – Skoro Vior nawet nie wiedział, o mnie, w sensie, że to ja jestem tym kimś, kto ma w sobie tę paskudną rzecz, ten wampir wiedział?
- Tak. – odpowiedział zgodnie z prawdą, na co szatyn rozdziawił buzię. – Vior nie wiedział o tobie, ponieważ ten ktoś trzymał twoje istnienie w tajemnicy.
                O istnieniu Setha i tym, co się w nim skrywało, mogła wiedzieć tylko jedna osoba.
                Tylko tego brakowało mu usłyszeć.
- I żeby potwierdzić twoje myśli... – blondyn przez chwilę się zawahał. Bał się, że ta informacja jedynie pogorszy stan przyjaciela, jednak miał też świadomość, iż ukrywanie tego przed nim nie przyniesie nic dobrego. – Wampir, który odpowiada za moją przemianę i wszystko inne, jest tym samym, który dał ci życie. – ułożył usta w prostą linię.
- Przez ten cały czas byłeś z moim ojcem? – zadziwiał go fakt, iż był w stanie powiedzieć to wszystko tak spokojnym tonem, jakby nic się nie stało.
- Tak. – przytaknął, obdarowując Setha spojrzeniem pełnym współczucia. – Był dobry. Mimo że nie pojawił się w twoim życiu bezpośrednio, obserwował cię. Kontrolował, czy zbliża się jakieś niebezpieczeństwo. Jeśli tak się działo, prędko wszystkiego się pozbywał. – posmutniał, co dało Sethowi do myślenia. – Ponad rok temu opiekę nade mną przejął Vior. Wtedy dowiedział się o tobie, jednak nie powiedziałem, iż to konkretnie Ty, Seth More, jesteś tym, który ma w sobie tego potwora. Vior doszedł do tego sam, kiedy cię spotkał.
                Szatyn przełknął ślinę.
- Dlaczego Vior przejął nad tobą opiekę?
                Noah powstrzymał się przed odpowiedzią.
- Powiedz mi, proszę. – Seth naciskał, mając własne podejrzenia względem tej sytuacji. – Chcę znać prawdę. – przełknął ślinę. Poczuł nieciekawe mrowienie na całym ciele, kiedy Noah skinął głową, zbierając się do wyznania.
- Twój ojciec odszedł z tego świata na dobre, Seth. – posmutniał.
                Było to przykre, jednak nie aż tak, jak szatyn przypuszczał.
                Bardziej skupił się na czymś innym.
                Pierwsze wampiry mogły zginąć.
                Kolejna kwestia popierająca to, iż Sartael go okłamał.
                Teraz Seth miał pewność, że towarzystwo Viora i jego ludzi było właściwe.

niedziela, 29 stycznia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 28

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 28.
Autor: Chizu Chan.





                Poznali się w wieku pięciu lat. Pierwsze spotkanie nie było zbyt wesołe, gdyż pomiędzy chłopcami doszło do małego konfliktu i wdali się przez to w bójkę. Z tego powodu początkowo za sobą nie przepadali. Chodząc do jednej klasy, rzadko kiedy na siebie spoglądali. Kiedy już do tego doszło, wzajemnie posyłali sobie nieprzyjemne spojrzenia, co jedynie pogarszało ich relację.
                Seth był wtedy dość cichą osobą. Zawsze trzymał się na uboczu i izolował od pozostałych, zbywał ich. Z czasem rówieśnicy przestali do niego podchodzić, bo ile można próbować nawiązać jakikolwiek kontakt z chłopakiem, który tego nie chce, dodatkowo z marnym skutkiem.
                Noah był jego zupełnym przeciwieństwem. Zawsze radosny, wesoły z dużym uśmiechem na twarzy, wytwarzał wokół siebie przyjazną aurę, którą przyciągał do siebie praktycznie każdego. Nawiązywanie znajomości przychodziło mu z ogromną łatwością. Tego w pewnym sensie zazdrościł mu Seth, choć był tego nieświadomy. I właśnie przez to denerwował się jeszcze bardziej, kiedy przebywał w pobliżu blondyna.
                Zbliżyło ich do siebie dopiero pewne zdarzenie, które miało miejsce niecałe sześć miesięcy po pojawieniu się Noaha w życiu Setha.
Wracał do domu w deszczową porę sam. Jane miała małe problemy w pracy, w związku z czym nie miała jak go odebrać ze szkoły. Nie był to żaden problem dla chłopaka. Nie pierwszy raz wracał samotnie do domu. Na dodatek placówka, w której się uczył, nie znajdowała się aż tak daleko od jego miejsca zamieszkania, dlatego nie widział w tym żadnego problemu. Idąc takim powolnym tempem, trafił na przemoknięty już karton, w którym siedział mały, czarny kotek. Zwierzątko trzęsło się z zimna, jak i przerażenia. Seth nie potrafił przejść obok niego obojętnie. Przykucnął przed pudełkiem, wlepiając ślepia w kociaka. Chciał go zabrać ze sobą, jednak nie mógł. Wujek miał alergię na zwierzęcą sierść, dlatego posiadanie jakiegokolwiek pupila nie wchodziło w grę. Smuciło to trochę chłopaka, ale co miałby na to poradzić? Nic. Jednakże nie chciał zostawiać zwierzaka samego. Domyślał się, że nie skończyłoby się to dobrze. Jakim cudem taki maluch miałby przetrwać w taką pogodę sam? Bez myślenia wziął go na ręce i schował pod bluzą, zostawiając jedynie łebek na zewnątrz. W pobliżu nie było nikogo, do kogo mógłby zwrócić się o pomoc. Była to dość ciężka dla niego sytuacja. Nie chciał zostawiać kotka w takim miejscu, ale nie mógł też zabrać go do domu. A bardzo polubił zwierzaka. W pewnym momencie usłyszał znajomy głos. Odwrócił się w kierunku, z którego dobiegał. Kilka metrów dalej stał niezbyt lubiany przez niego blondyn. Z wzajemnością zresztą. Jednak w tej chwili żadne z nich nie zwracało na to uwagi. Noah podszedł do Setha, odcinając go od deszczu częścią parasolki, a następnie spytał, co robi w taką ulewę sam i na dodatek na środku chodnika. Szatyn wyjaśnił wszystko zwięźle, pokazując czarnego kotka. Jasnowłosy niemal od razu postanowił, iż zabierze go ze sobą. Uwielbiał zwierzęta, a jego rodzice nie mieli nic przeciwko nim. Przynajmniej tak myślał. Seth początkowo miał opory, by zostawić maleństwo w jego rękach, lecz nie miał lepszej opcji, dlatego po krótszej chwili zgodził się na to. Obaj poszli do domu blondyna, gdzie wysuszyli i siebie, i kotka. Ta sytuacja dziwnym trafem miała bardzo pozytywny wpływ na ich relację. Seth zaczął często wpadać po szkole do blondyna, by pobawić się z kotkiem.
I mimo że początkowo obaj za sobą jakoś szczególnie nie przepadali, z czasem stali się ze sobą tak zżyci, jak z nikim innym. Seth trochę się zmienił dzięki temu. Stał się nieco bardziej pewny, choć nadal nie był jakoś szczególnie przychylny w kwestii nawiązywania kontaktów, lecz za namowami przyjaciela godził się na to.
                Dowiedzieli się o sobie w sumie wszystkiego. Nie mieli przed sobą żadnych tajemnic. Wydawać by się mogło, że takie relacje w rzeczywistości nie istnieją. Ale jednak istniały.
                Jednak dojrzewając razem w ten sposób, wreszcie musieli doczekać się rozłąki. Nastąpiła ona wcześniej, niż każde z nich przypuszczało. Rodzice Noaha mieli lekki kryzys w związku. Nie chcieli mieszać w to syna, dlatego postanowili wysłać go za granicę do bliższej rodziny do czasu, aż nie uregulują wszystkich spraw między sobą. W dniu wyjazdu blondyna, Seth miał się z nim spotkać w parku, w którym mieli zwyczaj się wspólnie bawić. Szatyn chciał znaleźć jakiś prezent na pożegnanie, przez co się spóźnił. Do spotkania niestety nie doszło. Seth znalazł swojego przyjaciela z rozszarpanym gardłem, ledwo oddychającego. Bez chwili namysłu pobiegł po pomoc, po drodze spotykając jakiegoś mężczyznę. Powiedział mu o sytuacji i pobiegł dalej. Kiedy wrócił z funkcjonariuszem, na miejscu nie było ani nieznajomego, ani przyjaciela. Poszukiwania ciała trwały kilka miesięcy. Bazując na zeznaniach Setha, Noah został uznany za martwego. Nikt więcej nie drążył sprawy jego śmierci. Nawet Seth zaprzestał w pewnym momencie.
                Zmienił się po tym. Stał się bardziej otwarty. Zaczął się zadawać z innymi. Prawdopodobnie robił to, by zdusić jakoś żal i ból, który mu doskwierał, lecz nie było co do tego pewności. Może po prostu zapragnął być jak jego przyjaciel? Któż to wie.
                Minęło ponad szczęść lat od tego wydarzenia. Seth już zdołał się pogodzić ze śmiercią przyjaciela, ba. Przestał się zadręczać, że to wszystko jego wina.
                Dlatego…
- To naprawdę ty…? – spytał, nieświadomie robiąc krok do przodu, a zaraz po nim kilka kolejnych. Zatrzymał się tuż przed blondynem, przełykając ślinę. To był bez wątpienia on. Te same jasne, gęste włosy. Te same błękitne niczym niebo oczy. Ta sama blada, nieskazitelna cera i pełne, różowe usta. Mimo że rysy twarzy zrobiły się bardziej męskie, nadal go rozpoznawał. – Noah…? – zaczęła mu drżeć dolna warga. Nie wiedział, czy to wyobraźnia płata mu figle po tych wszystkich nieprzyjemnych wydarzeniach, czy może rzeczywiście go widzi.
- Cieszę się, że jesteś cały. – powiedział łagodnym tonem, przechylając głowę na bok.
                Minęła chwila, zanim Seth wrócił do świata żywych. Zamrugał parę razy, a następnie, nie zastanawiając się nad niczym, mocno objął chłopaka, automatycznie nabierając sporo powietrza do płuc. Noah, początkowo zszokowany, po chwili odwzajemnił uścisk, poszerzając uśmiech. Tak naprawdę odetchnął w duchu. Nie spodziewał się takiej reakcji. Oczekiwał różnego rodzaju wyzwisk i obelg, że przez cały ten czas się ukrywał i nie dał żadnego znaku, że żyje. A tu proszę.
- To… naprawdę ty… – bardziej stwierdził, niż spytał. Ściągnął brwi, przygryzając dolną wargę. Zacisnął dłonie na plecach blondyna. Czuł między palcami śliski materiał ciemnej peleryny.
- Mhm. – mruknął cicho, wtulając głowę w miękkie włosy szatyna. Był wyższy od niego o dobre dziesięć centymetrów. Zaśmiał się pod nosem na wspomnienie, jak chłopak kiedyś go przerastał.
                Vior przyglądał się tej dwójce rozmarzonym wzrokiem.
                Jest zupełnie, jak mówił. Rzucił mu się na szyję, nie myśląc o tym, że nie widzieli się przez ostatnie sześć lat. – pomyślał wampir, przenosząc spojrzenie na rudowłosą. Dziewczyna dostała lekkich drgawek. Na dodatek wcześniej straciła rękę. Niby wampiry nie mogły stracić życia na wskutek utraty krwi, jednak po co mieli czekać na Bóg wie co, skoro sprawiało to cierpienie Lydii. Stracić życie, będąc wampirem. Brzmi nieco ironicznie. – Trzeba się nią szybko zająć.
- Zabiorę ją w bezpieczne miejsce i opatrzę, by szybko wróciła do siebie. – powiedział, posyłając pogodne spojrzenie chłopakom. – Wyjaśnijcie sobie, co macie wyjaśnić i dołączcie do mnie. Noah będzie wiedział, gdzie iść.
                Serce Setha raz jeszcze zabiło mocniej.
                Powiedział Noah.
                Uśmiechnął się w duchu, zaczynając podejrzewać, że zaraz się rozpłacze.
                Więc to naprawdę on, pomyślał.
- Dobrze. – blondyn odpowiedział skinięciem głowy. Zaraz po tym wrócił wzrokiem do przyjaciela, który zdążył już odpłynąć. Odkleił się od niego, co było dość wygodnym posunięciem dla ich obojga.
                Seth osunął się na ziemię, po czym klapnął tyłkiem na ziemi. Przyciągnął nogi do torsu, obejmując je rękami. Oparł podbródek na jednym z kolan, niepewnie zerkając na jasnowłosego. Mimo że widział, mimo że słyszał, nadal wątpił, iż to wszystko dzieje się naprawdę. Nie było o co go obwiniać. Raczej każdy zareagowałby w podobny sposób, gdyby przyjaciel, który sześć lat temu został uznany za martwego, nagle przez nim się objawił.
                Właśnie.
                Sześć lat.
                Seth lekko zmarszczył brwi, po czym podniósł się na nogi. Już miał krzyknąć, co prawdopodobnie zauważył Noah, jednak kiedy tylko skupił spojrzenie na tej twarzy, której od tak dawna nie widział, cała złość momentalnie uleciała. W jej miejscu pojawiła się radość.
                Co z tego, że minęło tyle lat.
                Później będzie czas na zamartwianie się.
                Raz jeszcze rzucił mu się na szyję, jakby musiał się upewnić, że chłopak stoi tu naprawdę, a nie jest tylko jakąś złudną materią, która znika po tym, jak się pomacha ręką, rozwiewając powietrze.       Tak nie było.
                Noah był prawdziwy.
                Z oczu Setha mimowolnie popłynęło kilka łez. Blondyn otarł je kciukiem, nie wiedząc, jak może go uspokoić. Prawdopodobnie się nie dało. Szatyn najpewniej musiał teraz odreagować. W końcu w jego życiu wydarzyło się tak wiele rzeczy, że dziwnie by było, gdyby nie zareagował w żaden sposób.
                Jasnowłosy nie miał nic przeciwko temu, jednak zważywszy na miejsce, w którym się znajdują i niebezpieczeństwa, które ich czekają, a raczej „które czekają na Setha”, nie chciał tutaj dłużej zostawać. Nie pytając przyjaciela o zdanie, wziął go na ręce i zaczął biec w stronę domu, w którym Vior już prawdopodobnie zajmował się poturbowaną Lydią.
                To tam sobie wszystko wyjaśnią, jeśli będzie taka potrzeba.
                A na pewno będzie.

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic