środa, 13 grudnia 2017

Blog przeniesiony

...na Wattpada.

Wszystkie historie - zarówno nowe, jak i stare, lecz w poprawionej wersji - przeniosłam na swój profil na Wattpadzie @Sraleki
Zapraszam wszystkich chcących poznać zakończenie "Shukuteki" lub przeczytać drugą część Pożądanej krwi - Nieznaną krew. Ponadto zajęłam się poprawkami Something I didn't know, gdzie zaczęłam wprowadzać naprawdę sporo zmian. Także ta historia również będzie się różniła. Znajdziecie tam także parę nowych prac, które niedawno zaczęłam pisać.

Zapraszam jeszcze raz: Sraleki

niedziela, 12 listopada 2017

"Nieznana krew" - Rozdział 3


  Seth siedział od dłuższej chwili przy stole w kuchni z dość smętnym wyrazem twarzy, przez cały ten czas intensywnie wpatrując się we własne dłonie. Incydent sprzed kilkunastu minut niesamowicie namącił mu w głowie. Chłopak nie miał pojęcia, co tak właściwie się wydarzyło. 
  Chciał zrobić sobie śniadanie i tak po prostu wysadził toster, dodatkowo raniąc sobie jedną z dłoni. Kończyna była niesamowicie zaczerwieniona i piekła jak diabli, co było w stu procentach uzasadnione. Dziwne, jakby nic go nie bolało po tak bezpośrednim kontakcie z urządzeniem w trakcie jego wybuchu. Cud, że nie stracił tej ręki.
  Winę, rzecz jasna, mógł zwalić na jakieś zwarcie lub coś podobnego. Niejeden raz zdarzały się podobne sytuacje zwykłym szarym ludziom – choć zwykle w takich sytuacjach swój udział miały jeszcze jakieś inne czynniki – dlatego Seth mógł spokojnie zignorować tę kwestię i po prostu kupić nowy toster, całkiem zapominając o tym starym i jego przykrej śmierci. Niestety, przez wiedzę, jaką posiadał na temat swojego niezwykłego świata, nie mógł tego zrobić.
Mnóstwo teorii wręcz sunęło się na jego myśli.
  Dodatkową kwestią, która nie ułatwiała mu zignorowania zaistniałej sytuacji, było to, że chwilę przed całym zajściem odczuł dziwne impulsy w swoim ciele. Nie potrafił określić słowami tych uczuć, gdyż nigdy przedtem nie doświadczył niczego podobnego. Te odczucia były dla niego kompletną nowością.
Pierwszą myślą był Leatras.
  Jednakże ten pomysł z góry odpadał. Ducha już nie było z Sethem. Pomijając fakt, iż od dobrych sześciu miesięcy chłopak miał spokój – co wiązało się z brakiem jakiegokolwiek kontaktu z wampirami, magią i tym podobnymi – to dodatkowo istnieli świadkowie, którzy widzieli całe zajście i dzięki temu mieli pewność, iż Leatras odszedł na dobre.
  Tymi świadkami byli ludzie z Uroboros. A skoro oni odpuścili, mimo iż byli tak zawzięci i gotowi nawet na najgorsze czyny, które pozbawiłyby ich człowieczeństwa – jakby jeszcze jakieś posiadali – to niestety, ale trzeba było wziąć pod uwagę tę rzecz.
Leatras odszedł, a Sartael, owoc jego chciwości, zniknął razem z nim.
  Ten fakt był niepodważalny.
  Więc... czy to możliwe, że Seth jednak odziedziczył coś po swojej matce, która była jedną z potężniejszych wyroczni?
  No niezbyt.
  Odpowiedzią na to pytanie mogłaby być chociażby informacja na temat objawiania się mocy wyroczni. W tym przypadku istniał pewien limit czasowy. Zgodnie ze słowami Viora i Jane, cała siła objawiała się do sześciu miesięcy po ukończeniu osiemnastego roku życia przez potencjalną wyrocznię.
  Seth z góry odpadał.
  Miał już dziewiętnaście wiosen.
- Kuźwa. – syknął pod nosem, dodatkowo marszcząc brwi. Był niesamowicie przejęty wszystkim, co miało ostatnio miejsce. Cztery morderstwa, będące kompletną zagadką dla policji, brak jakiegokolwiek tropu, który mógłby naprowadzić służby na sprawcę, a teraz jeszcze to. – Znowu wszystko zaczyna się komplikować.
  Westchnął dość donośnie, a następnie podniósł tyłek z siedzenia. Ręka wciąż go piekła, dlatego postanowił coś z tym zrobić, aby później nie mieć niemiłego zaskoczenia. A to z całą pewnością by na niego czekało, gdyby zostawił dłoń w obecnym stanie i w ogóle nie zainterweniował.
  Podszedł do kranu i odkręcił chłodną wodę z zamiarem opłukania pod nią kończyny. W momencie zetknięcia się pierwszej kropli cieczy z podrażnioną skórą chłopaka, coś jakby zaiskrzyło. Seth automatycznie zmarszczył brwi, oddalając rękę od strumienia wody.
  Nic go nie zabolało, ale...
  ...no właśnie, co?
- Mam zwidy? – przełknął głośno ślinę. Zamrugał parę razy, a następnie zakręcił kurek i oddalił się od zlewu. Sam nie wiedział, czy chciał poznać odpowiedź na to pytanie.
  Nie wiedząc, co innego mógłby zrobić ze swoją ręką, zdecydował się na zwykły opatrunek chłodzący, który na tę chwilę wydawał się dla niego zbawieniem. Wszystko załatwił dość sprawnie i szybko, dlatego już po kilku minutach mógł się cieszyć opatrzoną i bezpieczną dłonią.
  Wreszcie mógł zabrać się za śniadanie, jednakże przez obawę, iż coś podobnego znowu będzie mogło mieć miejsce, zdecydował się na wyjście do pobliskiej kawiarni, która znajdowała się dosłownie parę metrów od bramy wyjściowej budynku, w którym to pomieszkiwał wraz z Isaaciem.
Bez chwili namysłu złapał za cienką kurtkę i ruszył w stronę wyjścia, uprzednio zabierając klucze i portfel. Ot, same niezbędne przedmioty.

~~~

- Jak idzie projekt? – spytała jasnowłosa kobieta, opierająca się o framugę otwartych drzwi. Noah automatycznie zwrócił się w jej stronę, nie mogąc powstrzymać dumnego uśmiechu. Już on sam w sobie był jednoznaczną odpowiedzią. Julie odetchnęła z ulgą, a następnie sama nieco rozpogodziła. – O czym zdecydowałeś się napisać?
- O tych organizacjach. – odpowiedział dość ogólnie, na co kobieta skinęła głową. – A raczej jednej konkretnej. – podrapał się po policzku, spuszczając wzrok. W jednej chwili pomyślał o swoim referacie i tym, co czuł, kiedy go pisał. Coś jakby trzymało go za serce, dostatecznie mocno, aby był on w stanie to poczuć. Całość zwalił na ekscytację, nie wiedząc, co innego mógłby wytypować. Bo to przecież nie tak, że jego podświadomość wie o wszystkim w pełni i reaguje w taki sposób, ponieważ ma okazję na nowo zetknąć się z czymś znajomym po dość długim czasie. To nie to. – Znalazłem jedną, która zainteresowała mnie na samym starcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek o niej słyszałaś. Nazywa się Uroboros.
  Kobieta zastanowiła się przez chwilę, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- Masz rację. Nigdy o niej nie słyszałam. – uśmiechnęła się ciepło. – To zapewne tylko jakiś wymysł, podobnie jak reszta tego typu pomysłów, ale hej, co na tym świecie nie jest ludzkim wymysłem. – zaśmiała się, na co Noah na moment odpłynął.
  Coś jakby zaświtało w jego głowie.
  Na język sunęła mu się odpowiedź: nie, ale... dlaczego tak się działo?
  Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co odbywało się w jego głowie.
- Wszystko w porządku, skarbie? – spytała kobieta z troską, zauważając lekkie zdenerwowanie na twarzy syna.
  Noah momentalnie powrócił na ziemię.
- Tak. – pokiwał energicznie głową, by po chwili na nowo spoważnieć. – Jestem tylko trochę zmęczony.
- Sen powinien ci dobrze zrobić.
- Pójście spać z góry odpada. – oznajmił, kręcąc głową. – Jak się położę, to do jutra nie wstanę, a po południu mam się spotkać z Sethem.
  Julie pokiwała głową na znak zrozumienia, a następnie wyszła z pokoju, mówiąc jedynie na odchodne, iż przygotuje coś do jedzenia i picia, aby Noah mógł zyskać choć trochę energii. Nie popierała włóczenia się poza domem w takim stanie, jednakże wiedziała, że Noah i tak by jej nie posłuchał, tym bardziej że chodziło tutaj o spotkanie z Sethem.
  Była bardzo pozytywnie zdziwiona faktem, iż chłopcy bez problemu złapali tak dobry kontakt. Zupełnie, jakby te sześć lat, w trakcie których nie widzieli się ani razu, nie miało miejsca. Dziwiła ją również zbieżność sytuacji, gdzie Seth i jego rodzina wrócili do miasta dokładnie w tym samym czasie, jak odnalazł się Noah.
  Doprawdy... dziwna sytuacja, pomyślała, schodząc po schodach.
  Oczywiście cieszyła się z tego, iż jej syn miał kogoś bliskiego, do kogo zawsze mógł się zwrócić i liczyć na wsparcie, jednak mimo to momentami nie potrafiła wyzbyć się specyficznych myśli.
Koniec końców starała się je po prostu ignorować i cieszyć z faktu, iż odzyskała syna. 

~~~

  W ciągu paru kolejnych dni nie wydarzyło się nic szczególnego. Śledztwo i poszukiwanie jakiegokolwiek tropu do sprawcy nadal trwały, nie przynosząc żadnych efektów, jednak to nie pozbawiało Isaaca nadziei. Brunet naprawdę uważał całą tę sprawę za coś nieprawdopodobnego. Miał z nią niemałą zagwozdkę. Od dawna nie zajmował się niczym podobnym, w związku z czym nie mógł wyzbyć się myśli pełnych podekscytowania, co, być może, było odrobinę nie na miejscu. Ale mężczyzna nic nie mógł na to poradzić.
  Lubił to, czym się zajmował.
  Był też dość zdziwiony, kiedy zobaczył Setha z opatrunkiem na ręce. Szatyn usprawiedliwił swój stan wybuchem tostera, jednakże nie wspomniał, w jaki sposób do tego doszło. Nie chodziło o to, że chciał coś ukrywać przed brunetem czy go okłamywać. Wolał nie dokładać mu większej ilości spraw, skoro już teraz miał tak wiele na głowie. Przy okazji wolał się upewnić, że jego myśli były słuszne. Póki co sam nie wiedział, co konkretnie twierdził w związku z tym wszystkim. Od tamtego dnia nic podobnego nie miało miejsca. Żadnych dziwnych przepływów, żadnego iskrzenia czy wysadzania sprzętów. Kompletne zero.
  Może to naprawdę była tylko kwestia jakiegoś zwarcia?
  Sprawa morderstw prawdopodobnie wyszła poza obręby miasta, swoją niebanalnością interesując wielu dziennikarzy i zwykłych fanów zagadek. W internecie wręcz roiło się od wszelakich teorii i podejrzeń. Nie zabrakło komentarzy, w których całość uzasadniano objadaniem się tej czwórki w niewłaściwych restauracjach, gdzie kucharze nie potrafili poprawnie przygotować ryby fugu, lecz były one z góry pomijane przez służby zajmujące się sprawą morderstw.
Vior nie potrafił stwierdzić, co mogło być prawdziwym powodem zgonów. Nie był w stanie nic ocenić, nie mogąc nawet samemu sprawdzić poniektórych kwestii, jak chociażby miejsc zbrodni czy wyników analizy ich ciał, gdzie również zamieszono informacje na temat wszelkich śladów i znaków na skórze. Postanowił osobiście zainterweniować.
  Teraz można tylko było czekać na jego przybycie. 


W dalszym ciągu zachęcam do zajrzenia na mojego wattpada @Sraleki
Znajdziecie tam o wiele więcej rozdziałów :3

poniedziałek, 2 października 2017

"Nieznana krew" - Rozdział 2




Nerwowo podgryzał końcówkę ołówka, dość mocno marszcząc brwi. Wędrował wzrokiem od jednego końca ekranu laptopa do drugiego, jakby tym sposobem miał sobie wyczarować wstęp do referatu. Nieważne, ile czasu nad tym rozmyślał, nie mógł wpaść na nic sensownego.
To już było jego czwarte podejście.
Nauczyciel prowadzący za każdym razem odrzucał prace chłopaka, tłumacząc się tym, iż były one wykonane w sposób aż nazbyt niedbały i nieprofesjonalny. A jego zadaniem było naprowadzić Noaha na dostatecznie wysoki poziom, aby ten mógł sobie bez problemu poradzić w życiu.
Na chwilę obecną, szło mu średnio.
Wreszcie syknął zdenerwowany, a następnie rąbnął pięścią w górę ekranu laptopa, co prawdopodobnie zrobił aż za mocno, gdyż komputer zamknął się z dziwnym trzaskiem. Średnio go to obeszło i nawet nie pofatygował się sprawdzeniem szkód, które najprawdopodobniej wyrządził. Czasami odnosił wrażenie, że był nieco za silny, jak na zwykłego chłopaka.
W mgnieniu oka odepchnął się od biurka i odjechał na fotelu parę metrów do tyłu. Zaczął się odpychać nogami od podłogi, robiąc sobie tym sposobem karuzelę z siedzenia.
Zabawa szybko przeminęła, gdyż blondyn przeciągu najbliższych trzydziestu sekund odczuł mdłości.
Zatrzymał się w miejscu, a następnie złapał za brzuch z obawą, iż za moment zwróci całą kolację. Na jego twarz automatycznie wpłynął lekki grymas, mający za zadanie podkreślić tę całą sytuację.
Na całe szczęście nie zwymiotował.
Aczkolwiek był temu bardzo bliski.
Nagle drzwi do jego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanęła blondwłosa kobieta ze zmartwionym wyrazem twarzy. Jej jasne loki sięgały łopatek, bardzo podkreślając jej delikatną urodę. Podobnie jak syn, miała niebieskie oczy i bladą cerę.
Widząc Noaha w dość nietypowej pozycji na krześle, dodatkowo trzymającego się za brzuch, jedynie cicho westchnęła, a następnie pokręciła głową z lekkim rozczarowaniem.
- Słońce, momentami odnoszę wrażenie, że zatrzymałeś się w rozwoju parę lat temu. - złapała się za skronie, by po chwili rzucić spojrzeniem na zamknięty laptop. - Zakładam, że skończyłeś już swoją pracę. - uniosła jedną brew, obdarowując syna jednoznacznym spojrzeniem.
Noah momentalnie spiął barki. Pomieszczenie wypełnił jego nerwowy śmiech. Nigdy nie przerażały go horrory czy przeróżne straszne historie. Nie bał się wracać do domu po zmroku, jak i krążyć po nieciekawych okolicach ze świadomością, iż często działy się w  nich okropne rzeczy. Jednakże za każdym razem, kiedy docierało do niego to spojrzenie matki, po jego ciele przechodziły dreszcze, a umysł momentalnie dopadała pustka.
Julie Cane była niezwykłą kobietą.
- Powiedzmy. - odpowiedział chłopak, drapiąc się po policzku. Odwrócił wzrok, przytłoczony sztyletującym spojrzeniem rodzicielki.
Jasnowłosa ponownie westchnęła.
- Skarbie. - zaczęła z troską w głosie, wchodząc do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, a następnie na nowo zwróciła się w stronę nastolatka. - Robisz to już czwarty raz. - westchnęła. - Temat wcale nie jest taki ciężki.
Noah oparł się plecami o fotel, nieznacznie odchylając łebek do tyłu. Skupił oczy na białym suficie.
- Niby tak, ale jest zbyt ogólny. - wzruszył ramionami. - Nie wiem, jakoś nie potrafię się wkręcić w te nieodgadnione strony świata. - zafalował rękami w powietrzu dla efektu podkreślenia swoich słów. Dodatkowo przewrócił oczami.
Kobieta przeleciała wzrokiem po pomieszczeniu, myśląc, jak pomóc synowi.
- Może teorie spiskowe? - uśmiechnęła się, odsłaniając proste zęby. - W internecie jest mnóstwo wszelakich historyjek i teorii na każdy możliwy temat. Mógłbyś chociażby opisać jakieś... hm... no nie wiem, organizacje sterujące światem? Wiesz, illuminati i te sprawy. - powiedziała podekscytowana, co poniekąd zainteresowało Noaha. Teraz chłopak przysłuchiwał się matce ze znacznie większą uwagą. - Myślę, że to bardzo dobrze, że dostałeś taki ogólny temat. Dzięki temu masz wolną rękę i możesz sobie znaleźć coś, co dostatecznie cię zainteresuje.
Noah nie mógł się z nią nie zgodzić.
- Masz rację. - skinął głową. Na twarz kobiety momentalnie wpłynął uśmiech. - Dzięki, mamo.
- Gdybyś miał jakiś problem, mów o tym śmiało. - puściła blondynowi oczko, a następnie wyszła z pokoju. Poniekąd jej ulżyło.
Noah dopiero po chwili przypomniał sobie, co zrobił ze swoim laptopem. Nieco poddenerwowany podjechał do biurka, by następnie na nowo włączyć komputer.
Działał.
Chłopak mimowolnie odetchnął z ulgą, jednocześnie rozluźniając plecy, które do tej konkretnej chwili były trochę spięte.
- No naprawdę. - pokręcił głową z bezradności. Sam siebie zadziwiał tym nerwowym zachowaniem, które przejawiało się u niego od czasu do czasu. Nie miał nad tym kontroli. Momentami zastanawiał się, czy rzeczywiście był taki zdrowy na umyśle, jak to wykazywały badania.
W oczekiwaniu, aż komputer połączy się z siecią Wi-Fi, postanowił rozruszać szyję. Przechylał niezdarnie głowę na boki, dodatkowo strzelając kostkami z palców. Musiał się dobrze przygotować na tę ciężką pracę.
Po włączeniu przeglądarki zabrał się za wyszukiwanie informacji na temat przeróżnych organizacji światowych. Temat illuminati, o którym wspomniała jego matka, popchnął go w tym kierunku. Szybko skanując artykuły wzrokiem, w pewnym momencie po prostu przestał scrollować stronę, gdyż jego oczy wyłapały znajomy symbol.
Nieznacznie zmrużył patrzałki, nie mogąc wyzbyć się dziwnej obawy. Sam nie rozumiał, skąd wzięło się to uczucie. Ale dopadło go w momencie, kiedy ujrzał ten znak.
Wąż zjadający własny ogon.
- Uro...bos? - uniósł jedną brew, jednocześnie przechylając głowę na bok. - Nie, to jest... Uroboros? - poprawił po chwili, gdyż dokładniej doczytał podpis pod obrazkiem. - To może być ciekawe. - stwierdził, a następnie kliknął w odnośnik, który przekierował go do innej strony.
To specyficzne uczucie trzymało się go przez cały czas. W pewnym momencie po prostu postanowił je zignorować, usprawiedliwiając całość tą nieudaną zabawą w karuzelę sprzed dłuższej chwili.
~~~
Seth z trudem zwlekł się z łóżka. Był sam. Isaac przez natłok pracy wybywał z domu wczesnym rankiem, dlatego szatyn nawet nie odczuwał zdziwienia, kiedy nie wyczuwał jego obecności po przebudzeniu.
Minęły dwa miesiące, odkąd ta dwójka zamieszkała razem.
Pół roku, odkąd pamiętna randka w kinie pchnęła ich ku sobie.
Sześć miesięcy, odkąd Seth podjął się zapomnienia o wszystkim, co łączyło go z Noahem.
To nie było proste. Pewne uczucia wciąż się go trzymały i chłopak nie miał na to żadnego wpływu. Aby w pełni zapomnieć, potrzebował znacznie większej ilości czasu i braku jakiejkolwiek ingerencji ze strony innych.
Na całe szczęście nikt nie wnikał w ich dawną relację i w to, co było obecnie.
Dlatego jedynym, czego potrzebował Seth, był dalszy upływ czasu.
Ponieważ to właśnie czas leczył większość ran.
Mimo tego, co Seth czuł do dawnego chłopaka, nie można było powiedzieć, iż jego obecny związek był wymuszony. Isaac był dla niego równie ważny, co sam Noah. Seth był bardzo pewny tego związku i nawet przez moment nie żałował decyzji, w której zdecydował się na coś więcej.
Jego intencje wobec bruneta były szczere i prawdziwe.
Po pewnym czasie chłopak opuścił sypialnię. Idąc w stronę kuchni, rozciągał plecy i ramiona. Jego oczy mimowolnie błądziły po pomieszczeniu, w którym się znajdował, aż finalnie zatrzymały się na marmurowym wazonie, stojącym na ciemnej szafce. Od razu wyłapał drobną zmianę na jego powierzchni. Podszedł do komody, lekko marszcząc brwi.
Nie pomylił się.
Ozdoba, która do tej pory stała nienaruszona, teraz dziwnym trafem miała kilka pęknięć, które wręcz rzucały się w oczy. Dziwne, jakby ciemne krechy nie były widoczne na wyjątkowo jasnej powierzchni.
Nie mogąc znaleźć wyjaśnienia na to zjawisko, odstawił wazon na szafkę. Zaraz po tym na nowo pokierował się w stronę kuchni. Nawykowo podłączył toster do prądu i sięgnął do chlebaka.
Poczuł coś.
Dziwne odczucie, które dopadało go od czasu do czasu w najmniej oczekiwanych momentach. Z góry wykluczał sprawy związane z tamtym światem, dobrze wiedząc, iż wszystko dobiegło końca. Nie było wampirów. Nie było wyroczni. Nie było Leatrasa czy Sartaela.
To naprawdę był już koniec.
Nietypowe samopoczucie usprawiedliwiał wieloma rzeczami. Późnym zasypianiem, wczesnymi pobudkami, natłokiem obowiązków i mnóstwem zajęć na uniwersytecie. Któryś z przykładów musiał być prawdziwą przyczyną jego dziwnych odczuć.
Kiedy tylko włożył dwie kromki chleba tostowego we właściwe miejsce, automatycznie skierował dłoń na włącznik*.
Znowu to samo.
Po jego ręce przepłynęło coś dziwnego.
Ledwo dotknął tostera, jak kuchnię wypełnił głośny trzask, a on sam odskoczył do tyłu, jednocześnie wytrzeszczając oczy. Dłoń piekła go niemiłosiernie, ale on teraz nie zwracał na to uwagi. Skupił się na czymś innym.
Pomieszczenie momentalnie wypełnił zapach spalonego plastiku, a z tostera zaczął wydobywać się dym. Urządzenie było spalone.
Dodatkowo chleb, który Seth wyjął ze środka w następnej kolejności, był cały zwęglony.
A to przecież był tylko ułamek sekundy... 
Chłopak mógł dopisać kolejne dziwne wydarzenie do listy zjawisk mających miejsce w ciągu ostatniego miesiąca, na które nie potrafił znaleźć wyjaśnienia.


wtorek, 5 września 2017

"Nieznana krew" - Rozdział 1




Biegł przed siebie, nie zważając na nic dookoła. Był zbyt przerażony tym, co znajdowało się  za nim. Głośne i ciężkie kroki rozbrzmiewały po całej okolicy, przedzierając się przez dźwięki opadających kropli deszczu i świstu wiatru bez najmniejszego problemu. Pozornie spokojną ulicę, o tej porze świecącą pustkami, spowijał kompletny mrok.
Mocno dociskał rękę do zranionego brzucha. Jego podarta koszulka była cała we krwi. Ból, jaki odczuwał, był nie do zniesienia, ale mimo to nie mógł się zatrzymać. Przerwanie ucieczki byłoby jednoznaczne z końcem.
Oddychał ciężko, powoli zaczynając tracić siły. Poruszanie nogami było coraz trudniejsze i wymagało od niego nakładu znacznie większej ilości energii, na którą niestety nie mógł sobie pozwolić.
Powoli zaczynał opadać z sił.
Nagle potknął się. Runął na zimny i mokry asfalt niczym kłoda. Zetknąwszy się twarzą z szorstką, twardą powierzchnią, wykrzywił twarz w grymasie i jednocześnie stęknął z bólu. Zdarł sobie policzek do żywego mięsa, a kolana porządnie potłukł. Nawet nie miał siły się ruszyć. Był zbyt obolały.
Dwa złote punkty momentalnie błysnęły w ciemności. Zaczęły się zbliżać do jego sparaliżowanego strachem ciała, lecz on nie mógł nic z tym zrobić.
Nie był w stanie.
Wiedział, że za moment nastąpi jego koniec.
Poddał się.
~~~
Głośna muzyka bez problemu docierała do jego uszu dzięki słuchawkom, całkowicie zagłuszając wszystko wokół, w tym pracę paru sprzętów elektronicznych. Sprawnie poruszał się po salonie, czyszcząc ciemne panele za pomocą bezprzewodowego odkurzacza.
Nucąc pod nosem dobrze znane słowa ze składanek kilku nowszych piosenek, często nazywanych mashupami, powoli kończył odkurzać piąte pomieszczenie. Był tak pochłonięty pracą, że nawet nie zorientował się, iż w pokoju pojawił się ktoś jeszcze.
Brunet oparł się biodrem o framugę drzwi, a następnie skrzyżował ręce na torsie. Zaczął obserwować młodszego od siebie chłopaka w ciszy, nie ukrywając przy tym lekkiego rozbawienia. Nieznacznie przechylił głowę na bok, jednocześnie mrużąc patrzałki.
Tak właśnie wyglądało ich obecne życie - spokojne, wymagające codziennej pracy i pełne obowiązków.
Isaac wciąż nie mógł wyjść z podziwu, że udało im się to osiągnąć.
Seth wyłączył odkurzacz, gdyż podłoga wreszcie wydawała się świecić czystością, a następnie wyjął słuchawki z uszu, jednocześnie wyłączając muzykę puszczaną z telefonu. Dopiero wtedy spostrzegł, że nie był sam. Uśmiechnął się od ucha do ucha na widok swojego chłopaka, lecz po chwili powrócił do poprzedniego wyrazu twarzy. Isaac nie był taki pogodny, jak mogło się wydawać. Po jego twarzy błąkały się nerwy.
- Ciężki dzień w pracy? - spytał nastolatek, zwijając słuchawki w kulkę. Następnie rzucił nimi gdzieś w kąt pokoju, cudem trafiając w regał, stojący pod ścianą.
- I to jak. - odpowiedział, finalnie podkreślając swoje słowa dość donośnym westchnięciem. Naprawdę wyglądał, jakby dostał niezły wycisk. - Rano znaleziono kolejne ciało.
Seth skinął głową na znak zrozumienia. Odstawił odkurzacz do dużej, drewnianej szafy, w której dodatkowo spoczywały jeszcze inne przedmioty, mające nieść czystość pomieszczeniom, a następnie otrzepał dłonie z kurzu, którego w rzeczywistości na nich nie było.
- Cztery ofiary w ciągu ostatniego miesiąca? Wygląda poważnie. - powiedział, a następnie spojrzał na bruneta. - Wiadomo cokolwiek na ten temat?
- Niestety. - pokręcił głową. - Nie znaleźliśmy nic, co mogłoby nas naprowadzić na trop sprawcy. Jeszcze informacja wyciekła do mediów, więc pewnie od jutra będzie o tym głośno w gazetach i telewizji. - złapał się za kark, jednocześnie prostując plecy. - Beznadzieja.
Seth uśmiechnął się łagodnie.
- Zgadzam się. Brzmi okropnie.
- Więc może odłóżmy ten temat na bok. - zaproponował od razu, wychwytując niepewność na twarzy Setha. Szatyn wciąż nie radził sobie zbyt dobrze z tego typu sprawami. Nadal miał swego rodzaju uraz po wszystkim, przez co przeszedł. Ale mimo wszystko nie narzekał. Teraz miał spokój. Był zwykłym studentem, mogącym oddać się swojej pasji. Normalnym nastolatkiem, posiadającym dobrych znajomych i cennych przyjaciół. Miał to, czego pragnął. - Noah odzywał się od wczoraj? - spytał po chwili, opuszczając ramiona wzdłuż ciała. Ten ruch uwydatnił jego obojczyki. Były one bardzo widoczne, pomimo dobrej budowy ciała bruneta.
Seth w odpowiedzi pokręcił głową, a następnie westchnął.
- Nie. Obstawiam, że przez ten czas nawet na moment nie opuścił swojego pokoju i wciąż męczy ten referat. - wzruszył ramionami, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- Dostał aż taki ciężki temat? - spytał brunet, unosząc brwi. Wiedział, że blondyn był wręcz nękany nauką, zważywszy na fakt, iż przez ostatnie sześć lat był zaginiony, tym samym mając ogromne braki w podstawowej wiedzy, aczkolwiek nie potrafił ukryć zdziwienia, kiedy słyszał, że zwykła praca pisemna mogła przynosić mu aż takie trudności.
- Nie, to nie to. - podrapał się w tył głowy, przez moment myśląc nad odpowiedzią. - Wypracowania nigdy nie były jego mocną stroną. Potrafił siedzieć godzinami nad jakimś tematem, a jedyne, co zdołał wymyślić, to parę słów wstępu na zasadzie: moim zdaniem, uważam że i tak dalej. - wywrócił oczami, samemu nie mogąc ukryć niezrozumienia. - Ale nadrabiał przedmiotami ścisłymi. W tej dziedzinie zawsze zaskakiwał. - uśmiechnął się lekko.
- Podział na humanistów i ścisłowców jest dość powszechny. - powiedział Isaac, skupiając spojrzenie na pustym, marmurowym wazonie, robiącym za ozdobę. Był idealnie wykonany i nie posiadał żadnej skazy. - Chociaż ja sam tego nie uznaję.
- Może dlatego, że jesteś dobry i w tym, i w tym. - zaśmiał się Seth, co odbiło się też na brunecie. Nawet nie zauważył, jak znalazł się tuż przed nim, w naprawdę niewielkiej odległości. Nogi same go poniosły. - Wprawdzie znalazłoby się jeszcze parę rzeczy, ale nie będę ci tak słodzić.
- Czemu nie? Mi to nie przeszkadza.
- Ależ oczywiście, że nie. - wywrócił oczami, a następnie pokręcił głową z rozbawieniem.
Nie dodając nic więcej, udał się do kuchni, która też jednocześnie była jadalnią. Mijając duży stół, zaczął bawić się dłońmi. Dotarł do lodówki i wyjął z niej mały karton smakowego mleka. Wrócił się do miejsca spożywania posiłków z zamiarem spokojnego wypicia napoju, lecz zamiast usiąść na miejscu do tego przeznaczonym, klapnął na stole i zaczął odpakowywać niewielką słomkę.
Isaac, widząc to, uniósł brwi w geście zdumienia.
- Nie chcę wyjść na zrzędę, ale tutaj... - wskazał na siedzenie, znajdujące się tuż pod nastolatkiem. - Dokładnie w tym miejscu znajduje się krzesło. Wiesz jakie jest jego przeznaczenie, prawda? - spytał, podchodząc bliżej nastolatka. Znowu dzieliła ich niewielka odległość.
Seth w odpowiedzi przewrócił oczami. Ten gest nie wyrażał żadnej złośliwości. Chłopak nie miał zamiaru okazywać jej nikomu. A na pewno nie Isaacowi. Gdy mężczyzna miał zrezygnować i po prostu odejść, Seth odłożył kartonik na bok i sięgnął ręką w jego kierunku. Złapał za materiał czarnej koszulki, by następnie delikatnie zacisnąć na niej ręce i lekko pociągnąć w swoją stronę. To był wystarczający znak dla bruneta.
Zbliżywszy się, Isaac położył dłonie na stole po obu stronach brązowowłosego, odcinając mu tym samym każdą możliwą drogę ucieczki, a następnie zmrużył oczy. Błysnęło w nich pożądanie.
Uczucie przeszło na szatyna w zastraszającym tempie.
Przed jego oczami pojawiło się miliard scen, przedstawiających ich dwóch w naprawdę przeróżnych sytuacjach. Mimowolnie zaszedł na twarzy purpurą, co od razu go zdradziło.
Isaac uśmiechnął się z satysfakcją.
- Wiem, o czym myślisz.
I nim Seth zdążył cokolwiek odpowiedzieć, usta jego i bruneta spotkały się, niemal od razu doprowadzając tego pierwszego do braku tchu. Jego mózg wyłączył się, kiedy zatopił palce we włosach starszego. Były miękkie i gęste.
Głębokie pocałunki Isaaca napierały na usta szatyna, sprawiając, że te płonęły. Brunet oderwał dłonie od gładkiej powierzchni stołu, a następnie położył je na biodrach Setha i lekko zacisnął, z zamiarem przyciągnięcia do siebie drobnego ciała chłopaka, lecz został uprzedzony. Nie spodziewał się tego, dlatego po chwili zachwiał się do przodu, a Seth nie zdołał utrzymać jego ciężaru. Opadł na plecy, ciągnąc bruneta za sobą.
Podczas gdy Seth rozkoszował się pocałunkiem, Isaac wsunął jedną z dłoni pod luźną koszulkę nastolatka. Uwielbiał dotykać jego gładkiej skóry. Każdy jej skrawek zdawał się płonąć pod dotykiem bruneta, co było niezwykle przyjemnym doznaniem dla Setha. Szatyn cicho jęknął w usta brunetowi, kiedy ten postanowił wbić mu palce w bok.
Nie wydał z siebie tego dźwięku dlatego, że nagle odczuł ból.
Zrobił to, ponieważ ten gest był cholernie podniecający.
Przez to zwykłe pocałunki przestały mu wystarczyć.
Zapragnął więcej.
~~~
Media zrobiły straszną aferę i niemal od razu nagłośniły sprawę. Ludzie całymi dniami plotkowali na temat ostatnich morderstw, szczerze przerażeni opuszczaniem własnych domów nawet za dnia. Informacja w mgnieniu oka dotarła do Viora, u którego od razu stworzyły się pewne podejrzenia. Niestety czarnowłosy nie mógł powiedzieć, iż sprawcą tych wszystkich morderstw był wampir, gdyż zgodnie ze słowami Isaaca, żadna z ofiar nie była pozbawiona krwi. Także na ich ciele nie znaleziono jakichś nietypowych śladów, typu dziur po ugryzieniach. Wykryto jedynie nieliczne zacięcia.
Ale to właśnie one okazały się być kluczem.
Jeszcze tego samego dnia na posterunek przyszły wyniki autopsji pierwszego z czterech zbadanych ciał. Zgon nastąpił w wyniku uduszenia, na skutek porażenia przepony, czego przyczyną było działanie pewnej trucizny. I tutaj pojawiała się cała zagadka, gdyż trucizna, która odpowiadała za te wszystkie nieprzyjemności, należała do grupy najsilniejszych trucizn świata.
Tetrodotoksyna.
Substancję wykryto również w pozostałych trzech zwłokach.
Powód zgonów znaleziono, lecz tym samym utworzono kolejną zagadkę.
Skąd ta trucizna znalazła się w ciele czterech zupełnie przypadkowych osób?


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic