środa, 9 listopada 2016

"Desirable blood" - Rozdział 15



Ta informacja postawiła Setha w bardzo niekomfortowej sytuacji. Nawet jeśli chłopak powoli zaczynał przyswajać fakt istnienia wampirów, wyroczni i tym podobnych, to po dowiedzeniu się, iż sam należy do tego niezwykłego świata i wkrótce będzie musiał gdzieś wyjechać, odczuł wyraźne przytłoczenie. Ciężko mu było sobie poradzić z tak wielką ilością nowych rzeczy. Nie miał nikogo, kto działałby na niego tak kojąco, jak dawniej Noah. Susan i Liam nie byli mu aż tak bliscy, jak on, dlatego Seth wiedział, że to nie mogłoby zadziałać.
Wraz z nadejściem ranka, Setha dopadło przedziwne uczucie głodu. Po zjedzeniu dwóch ogromnych porcji gofrów z owocami i wypiciu sporego kubka kawy, dalej miał ochotę wepchnąć w siebie całą zawartość lodówki. A to pewnie nadal by nie wystarczyło.
Na szczęście z pomocą przyszła Jane, która widząc wyraz twarzy Setha i to, co chłopak wyprawiał, od razu ułożyła sobie całą historię w głowie. Zaparzyła jakieś ziółka, które przyniosła dzień wcześniej.
- Paskudne. – syknął Seth pod nosem po zamoczeniu języka w napoju.
- To ma działać, nie smakować.
Szatyn zaśmiał się pod nosem.
- Co cię tak rozbawiło?
- Dokładnie to samo zawsze powtarza Liam, kiedy wyciąga butelkę wódki i widzi moją minę. – wyjaśnił szybko.
- To możliwe, żebyś skrzywił się na widok alkoholu? – zapytała zdziwiona Jane.
- Wbrew pozorom wiele rzeczy wywołuje we mnie odruch wymiotny. A wódka swoi na ich czele wraz ze śmierdzącym sosem wujka. No, teraz można jeszcze dorzucić do listy te ziółka. Mamy trzech królów na szczycie.
- Jesteś jeszcze młody. – machnąwszy dłonią, prychnęła. – Z czasem dowiesz się, jak smakuje coś naprawdę paskudnego.
- Nawet nie próbuj mnie straszyć. – spojrzał na Jane spode łba. – Bo jeśli istnieje coś o wiele bardziej odpychającego od tego tajemniczego sosu, to nie chcę chyba dożyć momentu, w którym będę musiał tego skosztować.
Jane pokręciła głową, łagodnie się uśmiechając, a następnie wróciła do swoich zajęć. Kiedy przekładała jakieś pojemniki z jednego pudełka do drugiego, Seth przyglądał jej się w ciszy, stopniowo poważniejąc.
- Jane... – powiedział cicho i niepewnie, co zwróciło uwagę kobiety.
- Co się stało? – zapytała zdziwiona. – Nagle zrobiłeś się taki smutny... O czym myślisz?
Chłopak nabrał sporo powietrza do płuc, na końcu przygryzając wargę.
- Naprawdę będę musiał opuścić to miejsce?
Jane momentalnie zastygła. Dla niej to również nie było proste, zwłaszcza że znała powagę sytuacji i wiedziała o tej jednej istotnej rzeczy związanej z jej siostrzeńcem, co tylko potęgowało jej niepewność związaną z tym wszystkim.
- To nie tak, że wyjedziesz w jakieś odległe miejsce i już tu nie wrócisz. – zdobyła się na niewielki uśmiech. – I to też nie tak, że z tego powodu stracimy kontakt.
- Domyślam się, ale... – zamilkł, wzrok skupiając na podłodze. – Mimo wszystko mam pewnego rodzaju obawę.
- Rozumiem cię doskonale. – usiadła obok chłopaka. – Też przez to przechodziłam. Co prawda ja nie musiałam opuszczać domu, ale nadal przechodziłam przez te zmiany, co ty. Też się ich bałam.
- Skoro ty nie musiałaś opuszczać domu, to dlaczego ja muszę? Bo jestem synem wampira?
Jane wzięła spory haust powietrza.
- Nie do końca. Grozi ci niebezpieczeństwo, dlatego potrzebujesz pomocy odpowiednich ludzi, aby ze wszystkim sobie poradzić. Dzięki temu wyjazdowi nauczysz się, jak radzić sobie z przeróżnymi rzeczami związanymi z twoją mocą.
- A jeśli nie chcę? – uniósł brew.
- Chyba wiem, co tak naprawdę chcesz mi przekazać. – przybrała pełną troski minę. – Seth, to nie tak, że przez tę moc twoja przyszłość będzie z góry przesądzona. Nie musisz się decydować na życie, w którym będziesz musiał korzystać ze swoich zdolności.
- Więc dlaczego muszę przez to przechodzić?
- Aby zyskać świadomość wszystkiego, co możesz zrobić. Oraz aby poznać sposoby, jak sobie z tym radzić.
Seth przygryzł dolną wargę.
- Wyjadę po to, aby nauczyć się tej każdej rzeczy?
- Tak.
- A co z normalną szkołą? Jestem na ostatnim roku. Będę mieć egzaminy. Wiesz, mam pewne plany na przyszłość i na pewno chcę kontynuować naukę. – przechylił głowę na bok – Ile ta moja wycieczka będzie trwać?
Jane obdarowała Setha ciepłym uśmiechem.
- To już zależy od ciebie. – odchrząknęła. – Nie musisz się przejmować szkołą i egzaminami. Nie narobisz sobie zaległości.
Szatyn postanowił spytać o coś jeszcze. Ta jedna rzecz chodziła mu po głowie już jakiś czas, a że cierpliwość się kończyła, wypadałoby poznać odpowiedź jak najszybciej.
- Czy to moje pochodzenie może mi stwarzać problemy w przyszłości?
Jane ułożyła usta w prostą linię.
- Cóż... – zamilkła na chwilę, po czym kontynuowała. – Nie wiem, czy na to pytanie mogę udzielić ci poprawnej i jednoznacznej odpowiedzi.
Seth westchnął.
- Chciałbym po prostu wrócić do tego, co było kiedyś. – zmrużył oczy. – Zero świadomości, że po świecie chodzą jakieś magiczne kreatury; że sam jestem jedną z nich. Żyć tak, jak normalny człowiek.
Jane położyła dłoń na ramieniu Setha.
- A myślisz, że jak żyjemy? Normalnie. Prócz tego, że wiemy i potrafimy nieco więcej, niż przeciętny człowiek, to nadal żyjemy zwyczajnie.
- Pytanie, czy ja będę mógł tak żyć. – spiął ramiona. – W końcu jestem synem wampira.
- Nie patrz na to, kim jesteś. Myśl o tym, kim chcesz być. – podniosła się z siedzenia. – A ta drobnostka z pewnością nie narzuca ci żadnego przeznaczenia czy misji, którą koniecznie musisz wypełnić. Nie przejmuj się tym.
Seth zdołał się trochę rozluźnić.
- Chyba mnie tak odrobinę uspokoiłaś. – wyznał z wyraźną ulgą w głosie.
- Gdybyś miał jakieś wątpliwości lub cokolwiek, pamiętaj, że zawsze możesz się z tym do mnie zwrócić. – oparła się o blat, nawiązując kontakt wzrokowy z Sethem. – Do Viora również. To naprawdę godna zaufania osoba. Pomaga nam od zawsze.
- Wiem. – skinął głową. – Co do tego pewność zyskałem już na samym początku.
Na twarz Jane wpłynął uśmiech pełen zadowolenia.
- Cieszę się. – przeniosła wzrok na kuchenkę. – A tak dla zmiany tematu...
- Hm?
- Dziś trochę pocierpisz. – ciepły uśmiech momentalnie nabrał podejrzanego wyrazu.
- O czym ty mówisz?
- Tajemniczy sosik. – puściła chłopakowi oczko.
- Nie. – podniósł się z miejsca. – Przecież wujka nawet nie ma w domu.
- Tak, ale wróci niedługo. Już zaklepał kuchnię na popołudnie. Przykro mi. – wzruszyła ramionami – Nic z tym nie zrobię. Niech ma tę satysfakcję, że raz na jakiś czas upichci nam coś dobrego.
Seth westchnął.
- Za co to?
- Już tak nie rozpaczaj. – uśmiechnęła się melancholijnie. – Chociaż pamiętam, że zawsze miałeś opory z jedzeniem potraw Andy'ego. Za każdym razem, kiedy wiedziałeś, że na obiad będzie któreś z jego dzieł, przyprowadzałeś Noaha.
- Haha, prawda. – zmrużył patrzałki na myśl o przyjacielu. – Miał ogromny apetyt. Mógł jeść i jeść, a to i tak było dla niego za mało. Na dodatek smakował mu ten sos. – pokręcił głową, uśmiechając się kącikiem. – Ale przynajmniej dzięki temu sam nie musiałem się katować.
Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło.
- Ostatnim razem odwiedzaliśmy jego grób jakoś tydzień przed wyprowadzką, prawda?
- Mhm. – Seth skinął głową. – Trochę czasu już minęło.
- To prawda. – kobieta założyła dłonie na piersi. – Jeśli będziesz chciał się tam udać, to mów.
- W porządku. – posłał cioci łagodny uśmiech. – Idę do siebie. Jakbyś potrzebowała przy czymś pomocy, to mów.
Prawdą było, że Seth miał już dość tych wszystkich spraw związanych z magią, więc kiedy tylko znalazł się w pokoju, zamknął drzwi, a następnie usiadł przy biurku i założył słuchawki na uszy. Od razu włączył muzykę, ustawiając głośność na najwyższy stopień. Nie chciał słyszeć niczego prócz muzyki. Nawet własnych myśli. Po tym odpalił jakąś strzelankę i spędził przy niej przez kolejne dwie godziny. W gruncie rzeczy nie zauważył, jak szybko ten czas zleciał. I gdyby nie to, że w widocznym miejscu na biurku leżał jego telefon, pewnie nie spostrzegłby, że ktoś do niego dzwonił. To była Susan.
Seth wyłączył muzykę i zsunął słuchawki z uszu, po czym odebrał.
- Co jest, Sus?
- Pamiętasz o tej organizacji, o której wspominał Vior? – zapytała poddenerwowanym głosem.
- Masz na myśli Uroboros?
- Tak. – odparła. – Nie wiem, czy to dobrze, ale przed ratuszem minęłam faceta z tym wężem na kurtce.
Seth uniósł brwi, po czym podniósł się z miejsca.
- Normalnie bym to zignorowała, ale skojarzyłam sobie powagę Viora, kiedy nam o tym opowiadał, dlatego chyba dobrze robię, że co o tym mówię, no nie?
- Tak. Vior mówił, że oni są niebezpieczni. I nie tylko on. Aiden też.
- Aiden? – powtórzyła. – Jaki Aiden?
- To dość długa historia. – zamilkł na chwilę. – Aiden to jeden z wampirów, który przez parę miesięcy będzie chodzić do naszej szkoły. – wyjaśnił na jednym wdechu.
- No nie żartuj nawet! Dlaczego tak nagle?
- Nie mam pojęcia. – wzruszył ramionami, jakby Susan miała to zauważyć. – Rozmawiałem trochę z nimi i wspominali o ludziach ze znakiem węża. Podobnie jak Vior, mówili, że to niebezpieczna organizacja. Polują na wampiry.
- Całe szczęście. – odetchnęła z ulgą. – W takim wypadku nam nic nie grozi.
Na twarz Setha wpłynął nerwowy uśmiech.
- Pewnie, że nie. – niepewność w jego głosie dałoby się wyczuć z kilometra. – Ale to nie zmienia faktu, że ci ludzie są niebezpieczni, a my... no cóż... wiemy całkiem sporo.
- To prawda. – zgodziła się. – Ciekawe, co ich sprowadza do miasta.
- Nie mam pojęcia, ale chyba wiem, kto mógłby nam udzielić odpowiedzi na to pytanie.
- Będę u ciebie za jakieś dwie godziny.
- Dobra. Powiesz o tym Liamowi? – zapytał, licząc na twierdzącą odpowiedź.
Koniec końców Seth polubił Liama i było mu trochę przykro przez ostatnie wydarzenia. Jakby nie patrzeć, Liam go zlewał. Seth chciał w końcu dojść do jakiegokolwiek porozumienia.
- O nim też będę musiała z tobą pogadać.
Szatyn zmarszczył brwi.
- O Liamie? Co z nim?
- Daj sobie na wstrzymanie. To też nie jest rozmowa na telefon.
- No dobra... To do zobaczenia, Susan.
- Na razie.
Kiedy dziewczyna się rozłączyła, Seth odłożył telefon i podrapał się w tył głowy. Czyżby coś działo się z Liamem? I to coś na tyle ważnego, że Susan nie chciała o tym rozmawiać przez telefon? Kolejna seria myśli zaczęła się przewijać w głowie Setha, co mu ani trochę nie pomagało. Ale teraz było coś ważniejszego do załatwienia. Chłopak musiał skontaktować się z Viorem.
Szybko opuścił pokój i zszedł na dół, gdzie powinna być Jane. Zastał ją w kuchni, ale nie samą. Siedziała przy stole z jakimś starszym mężczyzną. Z wyrazu twarzy, który posłała Sethowi w momencie, gdy go zobaczyła można było wyczytać jedno. Ta osoba nie była zbyt pożądaną w tym miejscu.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic