czwartek, 20 października 2016

"Desirable blood" - Rozdział 14



- Więc...? Co to konkretnie oznacza? Jestem w połowie wampirem?
Vior nabrał sporo powietrza do płuc, przybierając zamyślony wyraz twarzy.
- Nie. – powiedział, jeszcze bardziej mieszając Sethowi w głowie. – Ale też nie jesteś w stu procentach człowiekiem.
- Ekm... no to jeśli dobrze rozumiem, nie jestem nikim szczególnym, tak? – zapytał z nadzieją.
- Też nie.
Seth westchnął.
- Nie do końca wiem, jak mogę ci to wyjaśnić. – uformował usta w prostą kreskę. – Mam też obawę, że kiedy to zrobię, przerazisz się czy coś w tym stylu.
- O to się nie martw. Już mam wystarczająco namieszane w głowie. Wątpię, aby to mogło się pogorszyć.
- No cóż, ty wątpisz, ale ja już nie. – odchrząknął. – Może powiem to w ten sposób: jest w tobie coś nietypowego. Pewna moc.
- Moc? – powtórzył, zdziwiony.
- Pamiętasz, jak jakiś czas temu wspominałem o organizacji polującej na wampiry?
- Uroboros.
- Tak. – skinął głową, a po chwili spoważniał. – Kiedy tylko ci ludzie się dowiedzą, że to właśnie ty jesteś dzieckiem wampira i wyroczni, przyjdą po ciebie.
Seth błyskawicznie się wyprostował. Te słowa zabrzmiały wyjątkowo niepokojąco.
- Dlatego za nic nie możesz o tym nikomu powiedzieć, rozumiesz?
- Tak, ale... myślę, że w tej kwestii coś innego może mnie zdradzić.
- Co masz na myśli?
- Niedawno spotkałem wampira. Nazywa się Aiden. – po wypowiedzeniu jego imienia Seth delikatnie przygryzł wargę, a następnie kontynuował. – Sam nie wiem, jak to wyszło, ale... rozpoznałem, że on jest wampirem, no i tym samym on się dowiedział, że ja wiem. – wyjaśnił, gestykulując. – To brzmi śmiesznie, wiem.
Vior splótł ze sobą dłonie, uważnie słuchając Setha.
- To zrozumiałe, że wyczuwasz tę aurę. Każda nadnaturalna istota ją wyczuwa. To coś z intuicji, a ty... cóż... – nieznacznie zmarszczył brwi. – Masz coś z takiej istoty.
Chłopak przechylił głowę na bok.
- Ale tylko w pewnej części?
- Sam nie wiem, jak to konkretnie wygląda. - westchnął.
Seth podrapał się w tył głowy.
- Dobra, powiedzmy, że rozumiem. Wracając do tej organizacji, Uroboros, dlaczego powinienem na nich uważać?
- Ponieważ są to ludzie, którzy pragną pozbyć się wszystkich wampirów, a ty możesz być jednym z dwóch kluczy, aby móc tego dokonać.
Seth uniósł brwi.
- Pozbyć się was? – powtórzył zdumiony. – Niby wspominałeś o tym, ale... to wydaje się aż nazbyt nierealne. Bo w końcu już tyle czasu jesteście na tym świecie. Dlaczego nagle ktoś miałby was zniszczyć?
- Teraz jest to możliwe, ponieważ istniejesz.
Seth przybrał poważny wyraz twarzy. To, co mówił Vior brzmiało trochę niedorzecznie, ale pewnym było, iż mężczyzna nie zmyślał. Nie miałby z tego żadnej korzyści. Musiał mówić prawdę.
- Z początku ta informacja przejawiała się tylko wśród wampirów pierwszej generacji, jednak przez pewien durny incydent wszystko wyciekło. – zmarszczył brwi. – Jak to bywa z plotkami, są przekazywane dalej i dalej, więc kiedy tylko ci, którzy chcą się nas pozbyć dowiedzieli się, że pojawiła się szansa, aby tego dokonać, zaczęli kombinować i szukać różnych wskazówek. Mało kto wie, że to ty jesteś tym dzieckiem.
- ...można to jakoś po mnie poznać?
- Tylko jeśli się wygadasz. – powiedział pewnie. – Po prostu trzymaj się wersji, że jesteś jedną z tych nietypowych istot. To powinno załatwić całą sprawę.
- A co, jeśli powiem, że kilka spraw zdążyło się już pokomplikować? – uniósł brew, patrząc wampirowi w oczy.
Vior spoważniał.
- Miejmy nadzieję, że to nie przyniesie żadnych nieciekawych skutków.
Zapadła chwila ciszy. Seth skupił swoje spojrzenie na szyi bruneta. Zdobił ją skromny medalion.
- Ładny naszyjnik. – powiedział bez namysłu.
Vior mimowolnie zerknął na ozdobę.
- Ah. To chyba jedyna pamiątka, jaka została mi po Lily.
- Lily... ta Lily, która była radną?
- Mhm. – westchnął. – I przy okazji kobietą, którą szczerze kochałem.
Seth rozdziawił buzię. Obecny stan Viora mógłby wprawić niejedną osobę w przygnębienie.
- Więc ty też straciłeś bliską ci osobę przez jakiegoś wampira. – powiedział półgłosem, w pełni rozumiejąc bruneta.
- Ano. – wyprostował się. – Jednak nasze sytuacje różnią się.
- Może i tak, ale to nie jest ważne. Tutaj chodzi o sam fakt, że obaj straciliśmy ważne dla nas osoby. Ty kobietę, którą kochałeś, a ja... – nagle zamilkł, zastanawiając się nad czymś ważnym.
- A ty...? – zerknął badawczo na Setha, czekając, aż ten skończy.
- Jedynego przyjaciela, który był dla mnie tak ważny jak nikt inny. – zmrużył oczy, które po chwili lekko się zaszkliły.
Vior przez jakiś czas nic nie mówił. Seth też się nie odzywał. Ewidentnie rozmyślał nad tym, co właśnie powiedział i o tym, ile by dał, żeby na nowo zobaczyć swojego przyjaciela.
- Co byś zrobił, gdyby Noah nagle na nowo pojawił się w twoim życiu? – wampir w końcu przerwał ciszę.
Seth spojrzał zdezorientowany na mężczyznę.
- Co bym zrobił...? – powtórzył cicho. – Sam nie wiem... – lekko się uśmiechnął. – Zapewne byłbym tak bardzo zaskoczony, że jedynie stałbym w miejscu i na niego spoglądał. A następnie podszedł i mocno go uściskał, aby się upewnić, że to nie jakaś durna iluzja. Chyba tak bym postąpił.
Widać było po nim, że poczuł się lepiej dzięki temu pytaniu.
- Nie byłbyś zły, że przez te wszystkie lata nie dał ci żadnego znaku, że żyje?
- Cóż... – ułożył usta w prostą linię. – Myślę, że miałbym ważniejsze sprawy na głowie, jak złoszczenie się na niego. Byłbym po prostu zaskoczony i szczęśliwy, jeśli bym go odzyskał. Osobę, która... która była dla mnie tak bardzo ważna.
- Rozumiem. – lekko się uśmiechnął.
Seth spojrzał wampirowi w oczy.
- A ty? Co byś zrobił, jeśli za godzinę wyszedłbyś z tego domu i na swojej drodze spotkał Lily?
Mężczyzna uniósł brwi, okazując w ten sposób swoje zaskoczenie wywołane pytaniem Setha. Rozchylił wargi, siedząc przez chwilę w ciszy.
- Sam nie wiem. To rzeczywiście trudne pytanie. Ale myślę, że postąpiłbym tak samo jak ty. – lekko wywinął kąciki ust w górę.
- I widzisz? Nasza sytuacje wcale nie różnią się tak bardzo.
- Może i masz rację. – rozluźnił ramiona, wzdychając głęboko. – Byłoby świetnie, gdybyśmy mogli odzyskać te ważne dla nas osoby. – zerknął badawczo na Setha. – Nie sądzisz?
Chłopak nie wyłapał tego spojrzenia.
- Czy to nie oczywiste? – wzruszył ramionami. – Ale to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
Wampir zawahał się nad powiedzeniem czegoś. Przykuło to uwagę Setha, jednak chłopak nie zdążył o nic spytać, gdyż z korytarza dobiegł charyzmatyczny trzask drzwi. Po chwili zza ściany wyłoniła się Jane. Początkowo była zaskoczona widokiem Viora, jednak szybko przybrała obojętny wyraz twarzy i podeszła do mężczyzny.
- Dobry wieczór. – przywitała się łagodnym tonem głosu.
- W porządku, Jane, wiem, że się znacie. – wypalił Seth, co nieco ogłupiło kobietę.
Ta, nie wiedząc jak zareagować, jedynie spojrzała ukradkiem na Viora. Kiedy mężczyzna westchnął pod nosem, a następnie lekko się uśmiechnął, wszystko stało się dla niej jasne.
- Oh... a więc już wiesz. – powiedziała niepewnie, marszcząc brwi.
- Powiedzmy.
- I jak idzie przyswajanie nowych informacji?
- Nie najlepiej. – podniósł się z siedzenia. – A co z wujkiem? – zmienił temat. – Bo w tej rodzinie to chyba nikt nie należy do tej normalnej strony świata.
- On akurat jest człowiekiem, co do tego możesz być pewny. – Jane wyjęła z torebki kilka niewielkich pojemników, które po chwili położyła na stole. – Zakładam, że doszliście już do tych ważniejszych kwestii i ty, Seth, dobrze wiesz, kim jesteś.
- Tak. Poniekąd tak...
- To pewnego rodzaju ulga. – przyznała niechętnie. – Nie powinnam tego mówić, ale osobiście czułabym się dziwnie, gdybym musiała ci to wszystko tłumaczyć. Dziękuję, że mnie w tym wyręczyłeś. – zwróciła się do wampira.
Seth uważnie przyglądał się Jane i Viorowi.
- Do tej pory nie okazywałeś żadnych dziwnych oznak, dopiero niedawno się wszystko zaczęło, prawda?
- Mhm. Zaczęło się od snów.
- Czyli to już najwyższa pora. - powiedziała pod nosem.
Seth uniósł brwi, zdziwiony.
- Pora? Pora na co?
Jane ponownie westchnęła, po czym zwróciła się do wciąż siedzącego wampira.
- Mógłbyś?
Vior spuścił wzrok na swoje dłonie, milknąc na ten czas, lecz po upływie krótszej chwili na nowo zerknął na nastolatka, tym razem ze specyficznym błyskiem w oku.
- Zważywszy na niebezpieczeństwo, jakie ci towarzyszy, jak i wyjątkowo nietypową moc, którą trzeba będzie jakoś okiełznać, będziesz musiał na jakiś czas opuścić to miejsce. – powiedział, patrząc chłopakowi w oczy.


2 komentarze :

  1. Kto wymyślił tak głupią zasadę, żeby przerywać akcję w najciekawszym momencie? Krótki rozdział, ale fajny. Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział jak zawsze, czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic