czwartek, 20 października 2016

"Desirable blood" - Rozdział 14



- Więc...? Co to konkretnie oznacza? Jestem w połowie wampirem?
Vior nabrał sporo powietrza do płuc, przybierając zamyślony wyraz twarzy.
- Nie. – powiedział, jeszcze bardziej mieszając Sethowi w głowie. – Ale też nie jesteś w stu procentach człowiekiem.
- Ekm... no to jeśli dobrze rozumiem, nie jestem nikim szczególnym, tak? – zapytał z nadzieją.
- Też nie.
Seth westchnął.
- Nie do końca wiem, jak mogę ci to wyjaśnić. – uformował usta w prostą kreskę. – Mam też obawę, że kiedy to zrobię, przerazisz się czy coś w tym stylu.
- O to się nie martw. Już mam wystarczająco namieszane w głowie. Wątpię, aby to mogło się pogorszyć.
- No cóż, ty wątpisz, ale ja już nie. – odchrząknął. – Może powiem to w ten sposób: jest w tobie coś nietypowego. Pewna moc.
- Moc? – powtórzył, zdziwiony.
- Pamiętasz, jak jakiś czas temu wspominałem o organizacji polującej na wampiry?
- Uroboros.
- Tak. – skinął głową, a po chwili spoważniał. – Kiedy tylko ci ludzie się dowiedzą, że to właśnie ty jesteś dzieckiem wampira i wyroczni, przyjdą po ciebie.
Seth błyskawicznie się wyprostował. Te słowa zabrzmiały wyjątkowo niepokojąco.
- Dlatego za nic nie możesz o tym nikomu powiedzieć, rozumiesz?
- Tak, ale... myślę, że w tej kwestii coś innego może mnie zdradzić.
- Co masz na myśli?
- Niedawno spotkałem wampira. Nazywa się Aiden. – po wypowiedzeniu jego imienia Seth delikatnie przygryzł wargę, a następnie kontynuował. – Sam nie wiem, jak to wyszło, ale... rozpoznałem, że on jest wampirem, no i tym samym on się dowiedział, że ja wiem. – wyjaśnił, gestykulując. – To brzmi śmiesznie, wiem.
Vior splótł ze sobą dłonie, uważnie słuchając Setha.
- To zrozumiałe, że wyczuwasz tę aurę. Każda nadnaturalna istota ją wyczuwa. To coś z intuicji, a ty... cóż... – nieznacznie zmarszczył brwi. – Masz coś z takiej istoty.
Chłopak przechylił głowę na bok.
- Ale tylko w pewnej części?
- Sam nie wiem, jak to konkretnie wygląda. - westchnął.
Seth podrapał się w tył głowy.
- Dobra, powiedzmy, że rozumiem. Wracając do tej organizacji, Uroboros, dlaczego powinienem na nich uważać?
- Ponieważ są to ludzie, którzy pragną pozbyć się wszystkich wampirów, a ty możesz być jednym z dwóch kluczy, aby móc tego dokonać.
Seth uniósł brwi.
- Pozbyć się was? – powtórzył zdumiony. – Niby wspominałeś o tym, ale... to wydaje się aż nazbyt nierealne. Bo w końcu już tyle czasu jesteście na tym świecie. Dlaczego nagle ktoś miałby was zniszczyć?
- Teraz jest to możliwe, ponieważ istniejesz.
Seth przybrał poważny wyraz twarzy. To, co mówił Vior brzmiało trochę niedorzecznie, ale pewnym było, iż mężczyzna nie zmyślał. Nie miałby z tego żadnej korzyści. Musiał mówić prawdę.
- Z początku ta informacja przejawiała się tylko wśród wampirów pierwszej generacji, jednak przez pewien durny incydent wszystko wyciekło. – zmarszczył brwi. – Jak to bywa z plotkami, są przekazywane dalej i dalej, więc kiedy tylko ci, którzy chcą się nas pozbyć dowiedzieli się, że pojawiła się szansa, aby tego dokonać, zaczęli kombinować i szukać różnych wskazówek. Mało kto wie, że to ty jesteś tym dzieckiem.
- ...można to jakoś po mnie poznać?
- Tylko jeśli się wygadasz. – powiedział pewnie. – Po prostu trzymaj się wersji, że jesteś jedną z tych nietypowych istot. To powinno załatwić całą sprawę.
- A co, jeśli powiem, że kilka spraw zdążyło się już pokomplikować? – uniósł brew, patrząc wampirowi w oczy.
Vior spoważniał.
- Miejmy nadzieję, że to nie przyniesie żadnych nieciekawych skutków.
Zapadła chwila ciszy. Seth skupił swoje spojrzenie na szyi bruneta. Zdobił ją skromny medalion.
- Ładny naszyjnik. – powiedział bez namysłu.
Vior mimowolnie zerknął na ozdobę.
- Ah. To chyba jedyna pamiątka, jaka została mi po Lily.
- Lily... ta Lily, która była radną?
- Mhm. – westchnął. – I przy okazji kobietą, którą szczerze kochałem.
Seth rozdziawił buzię. Obecny stan Viora mógłby wprawić niejedną osobę w przygnębienie.
- Więc ty też straciłeś bliską ci osobę przez jakiegoś wampira. – powiedział półgłosem, w pełni rozumiejąc bruneta.
- Ano. – wyprostował się. – Jednak nasze sytuacje różnią się.
- Może i tak, ale to nie jest ważne. Tutaj chodzi o sam fakt, że obaj straciliśmy ważne dla nas osoby. Ty kobietę, którą kochałeś, a ja... – nagle zamilkł, zastanawiając się nad czymś ważnym.
- A ty...? – zerknął badawczo na Setha, czekając, aż ten skończy.
- Jedynego przyjaciela, który był dla mnie tak ważny jak nikt inny. – zmrużył oczy, które po chwili lekko się zaszkliły.
Vior przez jakiś czas nic nie mówił. Seth też się nie odzywał. Ewidentnie rozmyślał nad tym, co właśnie powiedział i o tym, ile by dał, żeby na nowo zobaczyć swojego przyjaciela.
- Co byś zrobił, gdyby Noah nagle na nowo pojawił się w twoim życiu? – wampir w końcu przerwał ciszę.
Seth spojrzał zdezorientowany na mężczyznę.
- Co bym zrobił...? – powtórzył cicho. – Sam nie wiem... – lekko się uśmiechnął. – Zapewne byłbym tak bardzo zaskoczony, że jedynie stałbym w miejscu i na niego spoglądał. A następnie podszedł i mocno go uściskał, aby się upewnić, że to nie jakaś durna iluzja. Chyba tak bym postąpił.
Widać było po nim, że poczuł się lepiej dzięki temu pytaniu.
- Nie byłbyś zły, że przez te wszystkie lata nie dał ci żadnego znaku, że żyje?
- Cóż... – ułożył usta w prostą linię. – Myślę, że miałbym ważniejsze sprawy na głowie, jak złoszczenie się na niego. Byłbym po prostu zaskoczony i szczęśliwy, jeśli bym go odzyskał. Osobę, która... która była dla mnie tak bardzo ważna.
- Rozumiem. – lekko się uśmiechnął.
Seth spojrzał wampirowi w oczy.
- A ty? Co byś zrobił, jeśli za godzinę wyszedłbyś z tego domu i na swojej drodze spotkał Lily?
Mężczyzna uniósł brwi, okazując w ten sposób swoje zaskoczenie wywołane pytaniem Setha. Rozchylił wargi, siedząc przez chwilę w ciszy.
- Sam nie wiem. To rzeczywiście trudne pytanie. Ale myślę, że postąpiłbym tak samo jak ty. – lekko wywinął kąciki ust w górę.
- I widzisz? Nasza sytuacje wcale nie różnią się tak bardzo.
- Może i masz rację. – rozluźnił ramiona, wzdychając głęboko. – Byłoby świetnie, gdybyśmy mogli odzyskać te ważne dla nas osoby. – zerknął badawczo na Setha. – Nie sądzisz?
Chłopak nie wyłapał tego spojrzenia.
- Czy to nie oczywiste? – wzruszył ramionami. – Ale to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
Wampir zawahał się nad powiedzeniem czegoś. Przykuło to uwagę Setha, jednak chłopak nie zdążył o nic spytać, gdyż z korytarza dobiegł charyzmatyczny trzask drzwi. Po chwili zza ściany wyłoniła się Jane. Początkowo była zaskoczona widokiem Viora, jednak szybko przybrała obojętny wyraz twarzy i podeszła do mężczyzny.
- Dobry wieczór. – przywitała się łagodnym tonem głosu.
- W porządku, Jane, wiem, że się znacie. – wypalił Seth, co nieco ogłupiło kobietę.
Ta, nie wiedząc jak zareagować, jedynie spojrzała ukradkiem na Viora. Kiedy mężczyzna westchnął pod nosem, a następnie lekko się uśmiechnął, wszystko stało się dla niej jasne.
- Oh... a więc już wiesz. – powiedziała niepewnie, marszcząc brwi.
- Powiedzmy.
- I jak idzie przyswajanie nowych informacji?
- Nie najlepiej. – podniósł się z siedzenia. – A co z wujkiem? – zmienił temat. – Bo w tej rodzinie to chyba nikt nie należy do tej normalnej strony świata.
- On akurat jest człowiekiem, co do tego możesz być pewny. – Jane wyjęła z torebki kilka niewielkich pojemników, które po chwili położyła na stole. – Zakładam, że doszliście już do tych ważniejszych kwestii i ty, Seth, dobrze wiesz, kim jesteś.
- Tak. Poniekąd tak...
- To pewnego rodzaju ulga. – przyznała niechętnie. – Nie powinnam tego mówić, ale osobiście czułabym się dziwnie, gdybym musiała ci to wszystko tłumaczyć. Dziękuję, że mnie w tym wyręczyłeś. – zwróciła się do wampira.
Seth uważnie przyglądał się Jane i Viorowi.
- Do tej pory nie okazywałeś żadnych dziwnych oznak, dopiero niedawno się wszystko zaczęło, prawda?
- Mhm. Zaczęło się od snów.
- Czyli to już najwyższa pora. - powiedziała pod nosem.
Seth uniósł brwi, zdziwiony.
- Pora? Pora na co?
Jane ponownie westchnęła, po czym zwróciła się do wciąż siedzącego wampira.
- Mógłbyś?
Vior spuścił wzrok na swoje dłonie, milknąc na ten czas, lecz po upływie krótszej chwili na nowo zerknął na nastolatka, tym razem ze specyficznym błyskiem w oku.
- Zważywszy na niebezpieczeństwo, jakie ci towarzyszy, jak i wyjątkowo nietypową moc, którą trzeba będzie jakoś okiełznać, będziesz musiał na jakiś czas opuścić to miejsce. – powiedział, patrząc chłopakowi w oczy.


niedziela, 2 października 2016

"Desirable blood" - Rozdział 13



Na szczęście Seth nie miał aż tak dużych problemów z opanowaniem własnych emocji. Z początku rzeczywiście było mu ciężko, ale po kilku minutach chłopak poukładał swoje myśli na tyle, że nareszcie na pierwszym planie znajdowały się inne dźwięki, niż bicie jego własnego serca.
Chłopak niepewnie zerknął na odnawiany budynek, jednak po krótkiej chwili na nowo spojrzał przed siebie i wrócił na lekcje. A przynajmniej taki miał zamiar. Na korytarzu wpadł na Liama. Chłopaka nie było w szkole od początku tygodnia i dodatkowo nie odzywał się do Setha od momentu, kiedy wrócili z klubu. Szatyn nareszcie miał okazję zapytać, jak jego kolega się miewał.
Liam kątem oka dostrzegł Setha, a mimo to udał, jakby go nie zauważył i ruszył w przeciwną stronę. Zmieszany Seth zatrzymał się w miejscu, marszcząc brwi.
- Liam? – powiedział na tyle głośno, że ten na sto procent zdołał wszystko dokładnie usłyszeć.
- Co jest? – zapytał, nie odwracając się.
- Wszystko gra? Od weekendu nie dałeś nawet najmniejszego znaku życia.
- Taa, jest dobrze. – machnął dłonią. – Pogadamy później.
I poszedł. Seth nawet nie spróbował go zatrzymać. Wiedział, że to nic nie zmieni. Po niedługiej chwili stania w miejscu pokręcił głową, a następnie wrócił na lekcję, która dosłownie parę sekund później dobiegła końca. Wszyscy opuścili pomieszczenie, rozpraszając się na korytarzu. Zrobiło się dość głośno. To był prawdopodobnie jeden z większych minusów szkolnych przerw dla osób, które preferowały spokój i ciszę. Seth oparł się o swoją ławkę i westchnął pod nosem.
- Wszystko w porządku, Seth? – zapytała nauczycielka, kończąc zbierać potrzebne papiery do teczki.
- Tak, jestem tylko trochę zmęczony. – ułożył usta w prostą linię.
- Bardzo zbladłeś. – kobieta podeszła do szatyna. – Na pewno nie chcesz się położyć u pielęgniarki i odpocząć?
- Nie, jest dobrze. – zdobył się na lekki uśmiech.
- No niech ci będzie, ale pamiętaj. – położyła dłoń na ramieniu chłopaka. – Gdyby coś się działo, nie wahaj się o tym powiedzieć.
Nauczycielka posłała Sethowi ciepły uśmiech, a następnie wyszła z sali, zostawiając chłopaka samego. Kobieta miała niezłe oko, bo szatyn rzeczywiście poczuł się nieco gorzej. Było to coś podobnego do mdłości, takie niekomfortowe uczucie trzymające się w żołądku. Ale było do zniesienia.
To niewygodne uczucie trzymało się Setha do końca lekcji. Chłopak odczuwał dyskomfort nawet po powrocie do domu. Zrobił sobie ciepłej herbaty z dodatkiem ziół, myśląc, iż coś to da. W pewnym sensie pomogło, ale nie całkowicie. Nie chcąc bardziej kombinować z tworzeniem mikstur, Seth machnął na wszystko ręką i wyłożył się w salonie, włączając telewizor. Chwilę po tym zasnął.
Sny Setha ostatnio były bardzo realistyczne. Chłopak miał wrażenie, jakby przeżywał te wszystkie rzeczy naprawdę. Jakby to nie była tylko jawa. Tym razem udało mu się zyskać świadomość, iż to sen już na samym początku. Stał w ciemnych pomieszczeniu, gdzie nie było niczego ani nikogo prócz jego samego. Wiedział, że śni, dlatego po prostu stał w miejscu i czekał na jakikolwiek rozwój wydarzeń. Po paru sekundach po pomieszczeniu przeleciały jasne przebłyski i zaraz po tym Seth znajdował się we własnym domu. Kiedy spojrzał na okno, dostrzegł mrok. Chłopak przeszedł się po domu, zatrzymując się w salonie. Wtedy się zdziwił, gdyż na kanapie dostrzegł siebie samego oglądającego telewizję. Miał na sobie dokładnie te same ubrania, co w momencie pójścia spać. Poczuł się przez to skołowany i postanowił wyjść z domu, o ile to było możliwe. Ledwo otworzył drzwi i dostrzegł na ulicy znajomą sylwetkę. Vior zmierzał w stronę jego domu. Mężczyzna wyglądał, jakby nie widział Setha, mimo że ten stał praktycznie na wprost niego.
No tak.
Bo to był sen.
Nagle zerwał się do siadu i rozejrzał wokół siebie. Siedział na sofie, trzymając w ręku pilota. W tle słyszał dźwięki dobiegające z telewizora. Akurat leciała jakaś kreskówka. Podobnie jak w jego śnie. Zgadzała się jeszcze jedna rzecz – późna godzina. Było trochę po ciszy nocnej, dlatego za oknami jedynymi jasnymi rzeczami były światła dochodzące z lamp. Setha naszła pewna myśl.
Co, jeśli to nie był zwykły sen?
Mimo iż było to trochę naiwne, chłopak szybko podniósł się z sofy i popędził w stronę drzwi frontowych. Ledwo je uchylił i od razu dopadło go to paskudne uczucie deja vu. Vior stał kilka centymetrów dalej, wyglądając na równie zdziwionego, co sam Seth. Po chwili jednak szeroko się uśmiechnął, przechylając głowę na bok.
- Skąd wiedziałeś? – zapytał.
Seth nie odpowiedział. Cofnął się do tyłu, wpuszczając do środka Viora. Mężczyzna zdjął z siebie płaszcz, który po chwili zawisł na wieszaku. Następnie skupił całą swoją uwagę na zmieszanej twarzy Setha.
- Wnioskuję, że miałeś ostatnio sporo przygód.
- O tak. – westchnął. – Ale to nie one mnie tak urządziły.
Vior zmrużył oczy.
- Co masz na myśli?
Seth nawiązał kontakt wzrokowy z wampirem.
- Chwilę temu spałem. I to właśnie stąd wiedziałem, że przyszedłeś.
Brunet uniósł brwi.
- Chociaż ten sen miał dość dziwną formę. – Seth kontynuował. – Zupełnie... jakby mnie tam nie było, a przecież byłem.
- Zdarzyło ci się to już kiedyś?
- Przewidywanie przyszłości? Nie. – pokręcił głową. – Ale sen na podobnej zasadzie, że byłem jakby duchem, a ludzie wokoło mnie nie zauważali? Tak.
Vior przeszedł się wzdłuż korytarza, wyraźnie nad czymś myśląc.
- Ale jest ważniejsza kwestia, o którą chciałbym cię spytać. – Seth zmarszczył brwi. – I proszę cię, abyś mi szczerze odpowiedział.
- Tak? – nadal stał tyłem.
Nastolatek wyprostował plecy.
- Kim ja jestem?
To pytanie zdziwiło Viora. Mężczyzna tego nie ukrywał. Odwrócił się do szatyna i obdarował go niezrozumiałym spojrzeniem. W sumie nie pierwszy raz dzisiaj.
- Pytasz mnie o to, kim jesteś?
Seth jedynie kiwnął głową.
- Chyba nie wiem, jak mogę ci odpowiedzieć na to pytanie.
- Szczerze. – wypalił stanowczo.
Vior nabrał poważnego wyrazu.
Szatyn zmrużył na niego swoje ślepia.
- To nie przypadek, że się wtedy spotkaliśmy, prawda? – zapytał.
- To był przypadek. Naprawdę.
Seth lekko się zdenerwował.
- Bo nasze spotkanie miało nastąpić nieco później.- dodał po chwili.
Nagle cała złość  jakby uszła z nastolatka, a w jej miejscu pojawiła się ciekawość.
- Może usiądziemy? – zaproponował Vior.
Lada moment obaj siedzieli w salonie.
- Miałem ci o tym powiedzieć trochę później, ale skoro tak się sprawy mają... – lekko się uśmiechnął. – Chyba nie mam wyboru, jak zrobić to teraz.
- Co to oznacza? – Seth trochę obawiał się odpowiedzi na to pytanie.
- Nic, co wywołuje taką panikę w twoich oczach. Uspokój się, nie usłyszysz przecież żadnego wyroku śmierci.
- Mógłbym się spierać. – powiedział pod nosem.
Seth bał się, że informacja, iż jest on wampirem, okaże się prawdziwa.
- Wiem o twoim istnieniu od bardzo dawna. Można powiedzieć, że już w momencie narodzin stałeś się dość popularny w naszych... kręgach. – dziwnie ujął ostatnie słowo.
Seth momentalnie zbladł.
- Nie jesteś wampirem.
Odetchnął w duchu.
- Ale też nie jesteś człowiekiem. – zmrużył oczy. – Żadne z tych dwóch.
Serce szatyna zaczęło bić mocniej i szybciej, zupełnie jakby miało zaraz wybuchnąć.
- Wiesz, że Jane nie jest twoją matką, prawda?
- Tak. – przełknął ślinę. – Ale wiem, kim była moja matka.
- Niewątpliwie. – uśmiechnął się kącikiem – Jednak o ojcu już nic nie wiesz, czyż nie?
Seth zmarszczył brwi, niepewnie zerkając na Viora.
- Nie, nie jestem nim, więc daruj sobie to spojrzenie.
Seth przygryzł dolną wargę.
- Skąd wiesz o tym wszystkim?
- Jak już mówiłem, wiem o tobie od bardzo dawna... jak i o twojej rodzinie. – splótł ze sobą dłonie, po czym skupił na nich swoje oczy. – Jane oraz Aria, twoja matka, to dość znane siostry w tym świecie. A przynajmniej były znane do śmierci Arii. Teraz już mniej się o nich mówi, choć moja generacja nadal wszystko świetnie pamięta.
- Moja mama zmarła po tym, jak mnie urodziła, prawda?
- Tak. – przytaknął, minimalnie smutniejąc. – Nie była na tyle silna, aby przeżyć.
Seth zdenerwował się.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nic obraźliwego. Mówię tylko prawdę. – spiorunował szatyna wzrokiem. – Dlatego nie twórz błędnych wniosków. – odchrząknął, po czym kontynuował. – Wampiry to magiczne kreatury stworzone za pomocą pewnego potężnego zaklęcia. Martwe kreatury. To zaklęcie podtrzymuje nas przy życiu, mimo że już go nie posiadamy. I pomimo tego, że narządy dobrze prosperują, to niektórych czynności po prostu nie możemy wykonywać. Rzeczy jak chociażby sen czy... rozmnażanie się. To dla nas niemożliwe. – wywinął kąciki ust w górę. – A żeby było jeszcze ciekawiej... możemy żyć wiecznie, ale nie jesteśmy nieśmiertelni. Rozumiesz, co to oznacza?
Seth skinął głową.
- Ktoś może was zabić.
- Zgadza się. Zapewne słyszałeś o metodach jak kołek z drewna w serce, bo nic innego nie zadziała. – kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź od Setha, kontynuował. – To nieprawda. Jedyny wymóg, aby nas zabić, to po prostu uszkodzić nasze najważniejsze narządy.
- Serce.
- Albo mózg. – dodał z uśmiechem.
- Brzmi jak coś prostego.
- I tylko brzmi. – zaśmiał się. – Nie zapominaj, że jesteśmy wampirami. Nasze zdolności to nie bajeczki. Ale to tyle o tym. Rozgadałem nie na temat. Zmierzałem do zupełnie innego wątku.
- Zacząłeś temat o wampirach, ponieważ to ważna kwestia, prawda?
- Można rzec, że bez tej informacji się nie zrozumiemy. Bo wiesz... twoja matka, Aria, też nie była zwykłym człowiekiem. Była wyrocznią. Już o nich wspominałem.
Seth rozchylił wargi w geście zdziwienia. Jego matka była kimś w rodzaju wiedźmy? I co jeszcze?
- Jane również nią jest. – dodał szybko, co jeszcze bardziej zszokowało Setha. – Ale to Aria była tą, która zawsze podejmowała się niemożliwego. Jane raczej była tą grzeczną siostrą.
- To znaczy?
- Twoja matka spotykała się z wampirem.
Seth schował twarz w dłoniach, łapiąc spory wdech.
- Czuję się, jak skończony idiota. Jakbym się czegoś naćpał. Siedzi przede mną wielki facet, który uważa się za starego wampira i opowiada mi, że moja matka była jakąś wiedźmą i spotykała się z innym wampirem. Super. – spojrzał niechętnie na Viora. – To jest tak cholernie nierealne, że zaczynam podejrzewać, iż to kolejny z moich snów, ale... - zaniemówił.
- Śmiało, wyrzuć to z siebie. – oparł się o sofę.
- Czuje, jakby parę ostatnich miesięcy było zwykłym snem. Ewentualnie złudzeniem.
- Ale tak nie jest. – zamknął oczy. – Świat jest porąbany nie przez wzgląd na nas, ale przez narzucane z góry standardy, które robią ludziom wodę z mózgu i później nawet najzwyklejsze wyjście w skarpetkach i sandałach jest uważane za odstępstwo od normy. Nie daj się porwać temu ograniczeniu, Seth.
Nastąpiła chwila ciszy pomiędzy tą dwójką.
- Kontynuuj, jeśli możesz. – powiedział Seth.
- Jesteś pewien?
- Taa. Chcę mieć już to z głowy.
- Dobrze więc. – powiedział z pełnym satysfakcji uśmiechem. – Wampir, z którym spotykała się twoja matka, podobnie jak ja, był pierwszym. Ale to takim prawdziwym pierwszym. To on wprowadził mnie we wszystko. Bezcenna, pierwsza generacja. – westchnął. – Znaliśmy się doskonale.
Vior wyglądał, jakby wspomnienie o starym znajomym sprawiło mu radość.
- Wcześniej ci powiedziałem, że wampiry nie mogą sobie pozwolić na niektóre rzeczy. To niemożliwe, aby wampir miał dziecko. – posłał Sethowi znaczące spojrzenie.
- ...ale pewna kobieta zaszła w ciążę z pierwszym wampirem.
Brunet uśmiechnął się pod nosem.
- I ta kobieta była moją matką.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic