sobota, 10 września 2016

"Desirable blood" - Rozdział 10



- I co o tym myślicie? – zapytał Seth, siadając na łóżku.
Była czwarta nad ranem. Jane zmieniła swoje plany i przyszła trochę wcześniej, niż zapowiadała, dlatego Seth wraz ze znajomymi przeszedł do swojego pokoju. Był on dość obszerny, dlatego żadne z nich nie musiało się martwić brakiem miejsca.
- Muszę przyznać, że inaczej to sobie wyobrażałam. – wyznała Susan. – Szczerze mówiąc to nadal nie dowierzam, że zaledwie trzy godziny temu siedzieliśmy w jednym pokoju z wampirem.
- Taa, coś w tym jest. – burknął Liam, masując tył głowy, gdyż chwilę wcześniej zarył nią w ścianę.
Seth był ciekaw, czemu Vior wspominał o radzie. Coś musiało być na rzeczy, skoro wampir pytał o tych ludzi i na dodatek wspominał o jakichś symbolach. Na całe szczęście to spotkanie nie było ich ostatnim, dlatego chłopak mógł mieć pewność, że jeszcze nadarzy się okazja, aby o to spytać.
Zastanawiał się również, dlatego tak bardzo ufał Viorowi. Przecież go nie znał jakoś specjalnie długo, więc co sprawiało, że nie miał żadnych oporów, aby wyznać mu swój największy sekret?
- Masz z nim jakiś kontakt, Seth? – zapytała Susan, wcinając czekoladę.
- Jak teraz tak o tym wspominasz... chyba nie wymieniliśmy się żadnymi kontaktami.
Dziewczyna uniosła brwi.
- Więc macie aż tak dobry timing, że wpadacie na siebie za każdym razem o właściwym czasie? – uśmiechnęła się szeroko. – Bo jeszcze sobie pomyślę, że rzeczywiście coś jest na rzeczy.
Seth rozmasował kciukiem skronie. Dziewczyna miała rację. Te wszystkie spotkanie faktycznie były zbyt dokładne. Trochę tak, jakby z góry było narzucone, iż właśnie w tym miejscu i o tej godzinie chłopak jeszcze raz spotka się z Viorem.
- Żartowałam, żeby nie było. To pewnie kwestia wielkiego przypadku i szczęścia. – widząc zmieszaną twarz Liama uniosła brwi. – No co?
- Nie wierzę, że to właśnie ty nazwałaś to wszystko szczęściem.
- Co cię tak dziwi? Może i racja, bo przez te wszystkie lata miałam trochę inne zdanie...
- Trochę. – podkreślił Liam.
- Ale to chyba naturalne, że po poznaniu czegoś od innej strony, nasze zdanie może się troszkę zmienić. De facto nie powinnam się teraz przeobrażać w jakąś ich wielką fankę, bo w końcu jeden z wampirów jest odpowiedzialny za śmierć mojego ojca, ale...
Susan zamilkła. Seth w tym czasie zdał sobie sprawę z jednej kwestii.
- Takie podejście też nie jest dobre. – wtrącił Seth. – Nie możesz obwiniać ich wszystkich za jeden wypadek. Co prawda masz prawo do skierowania nienawiści w tego jednego osobnika, ale żeby zaraz źle nastawiać się na wszystkich... To tak jakby znienawidzić całą rasę ludzką, ponieważ jeden człowieczek zabił kilka osób.
Susan zmrużyła oczy, pozostając cicho. Ewidentnie nad czymś rozmyślała.
- Nie wiem, czy stawianie ludzi i wampirów w jednej linii jest dobre. – powiedział Liam.
- Według mnie tak. Dzisiaj poznałeś jednego z nich. Sam widziałeś, że nie jest jakimś dzikusem, a normalnym, cywilizowanym... – zawahał się.
- Wampirem. – dokończyła Susan.
- Tak. Wampirem. – Seth kiwnął głową. – Ale widzisz, rzeczywistość trochę odbiega od fikcji. Vior w spokoju nas wysłuchał i na dodatek przedstawił nam kilka ważnych faktów. Czy to o czymś nie świadczy?
- Może i masz rację. – Liam wzruszył ramionami.
- Myślisz, że jest więcej wampirów takich jak on? – zapytała Susan.
- Sam to przyznał. I zanim mnie spytacie skąd możemy wiedzieć, że mówił prawdę, z góry odpowiem. Nie możemy mieć tej pewności. Od tego jest zaufanie.
Susan lekko się uśmiechnęła. Liam pozostał obojętny.
Do rana trzymali się tego tematu. Wydawać by się mogło, że doszli do porozumienia, jednak oczywistym było, iż dwójka z nich nadal mogła mieć jakieś opory. Ale to było zrozumiałe.
Przed południem Seth odprowadził znajomych do pobliskiego przystanku. Wrócił do domu i usiadł przy biurku, po czym wziął się za lekcje. Mimo wszystko nadal był uczniem i czekała go jeszcze ponad połowa ostatniej klasy. Wolne się skończyło i od jutra musiał wrócić do szkoły. Miał lekki problem ze skupieniem się, ale koniec końców jakoś dał radę rozwiązać zadania. Matematyka. Zmora większości uczniów.
Ciężko jest sobie radzić samemu, pomyślał, stukając się końcówką ołówka po głowie. Dawniej mogłem liczyć na jego pomoc, ale teraz jestem tylko ja. Korepetycje odpadają. Byłyby zbyt czasochłonne.
Odłożył zeszyty do szafki i poszedł do kuchni. Siedziała tam Jane z tą swoją czarnoskórą koleżanką, Iruomą. Kobieta miło się uśmiechnęła, a następnie wróciła do rozmowy.
Całe szczęście, że tym razem nie przewiercała mnie tymi oczami, pomyślał, wracając do pokoju.
Do końca dnia nie robił nic szczególnego. Podobnie było z paroma następnymi dniami. Finalnie zleciał tydzień, w ciągu którego nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Seth skupił się na szkole, jego znajomi podobnie. Także nie udało mu się trafić na Viora. Cóż więcej dodawać. Bez tych wszystkich problemów czas leciał szybciej. Ale spokój musiał się wreszcie skończyć.
Był początek weekendu. Chwila na odpoczynek od nauki i szkoły. Seth przed południem dostał sms od Liama, w którym to został poinformowany o wieczornej imprezie. To mógłby być niezły sposób na chwilowe oderwanie się od wszystkich komplikacji. Minus był taki, że klub, w którym impreza miała mieć miejsce, był poza miastem. Niewielki kawałek, ale jednak jakiś. Ponoć Liam znalazł niepijącego kierowcę, dlatego nikt nie musiał się o nic martwić, ale Seth nadal miał lekkie opory. Koniec końców zgodził się.
Wszyscy spotkali się wczesnym wieczorem. Susan przyprowadziła jakąś znajomą, natomiast Liam zabrał ze sobą dwóch kolegów. Seth kojarzył obu, nawet z nimi parę razy rozmawiał. O ile dobrze pamiętał, nazywali się Jake i Lucas. Jake ponoć miał pełnić rolę kierowcy. Susan zapoznała pozostałych ze swoją koleżanką, która, jak się okazało, była jej kuzynką i dopiero co przyjechała do miasta na parę dni. Miała ciemne, krótkie włosy i wyraziste rysy twarzy. Lekkie przeciwieństwo Susan.
- Cristy. Ładne imię. – powiedział Lucas, starając jakoś rozpocząć temat, gdyż atmosfera w samochodzie była trochę drętwa.
Na szczęście Seth dorwał miejsce z przodu, dlatego nie musiał się gnieść z tyłu z trójką innych osób. Raz na jakiś czas wymienił kilka słów z kolegą prowadzącym samochód, a tak to głównie spoglądał przez szyby i obserwował las, który z czasem zrobił się znacznie ciemniejszy. Późna godzina dawała się we znaki.
Po niecałych dwóch godzinach dojechali na miejsce. Nawet nie musieli opuszczać samochodu, aby usłyszeć głośne dudnienie muzyki, dobiegające z wnętrza budynku. Na tego typu wydarzeniach był to spory plus. Muzyka była bardzo ważna. Teraz przynajmniej mieli pewność, że się nie zawiodą w tej małej kwestii.
- Dobra, my z Cristy i Sethem pójdziemy kupić wejściówki. – powiedziała Susan, patrząc na Liama.
- W takim razie ja idę się odlać. – poinformował Lucas, a następnie ruszył w stronę krzaków.
- Zaczekajcie tutaj na nas, dobra? – zapytała dziewczyna, a kiedy dostała twierdzącą odpowiedź, ruszyła w stronę budynku klubowego. Tuż za nią podążyli Seth i Cristy.
Seth wyczuł wibracje w kieszeni, dlatego zawrócił, aby odebrać telefon. Gdyby tam został, z pewnością nie usłyszałby żadnego słowa. Dzwoniła Jane, aby się upewnić, czy chłopak nie wróci na noc. Kiedy Seth odpowiedział, że najwcześniej wróci nad ranem, kobieta rozłączyła się. Szatyn zaczął szukać wzrokiem Susan i Cristy, jednak zamiast na nie, natrafił wzrokiem na niską rudowłosą dziewczynę, stojącą w niewielkiej grupce. Wyglądała bardzo młodo. Od dłuższego czasu wpatrywała się w Setha, a teraz, kiedy ten na nią spojrzał, przełamała się i podeszła.Nim jednak pokonała dzielącą ich odległość, brązowowłosy zwrócił uwagę na chłopaka, przy którym przedtem stała rudowłosa. Wysoki blondyn z pogodnym wyrazem twarzy rozglądał się po okolicy, co parę sekund przytakując jeszcze innemu koledze.
Był naprawdę przystojny.
Jednak Seth dość szybko odwrócił od niego swoją uwagę.
- Cześć! – niby tylko jedno słowo, a jednak już z góry pokazało, iż dziewczyna była bardzo pozytywnie nastawiona.
- Cześć. – Seth lekko się uśmiechnął.
- Lydia. – przedstawiła się szybko. – Jesteś tutaj sam? – zapytała bezpośrednio.
- Seth. - uścisnął dłoń dziewczyny. - Nie, przyjechałem ze znajomymi. – wskazał na samochód, przy którym stali Liam i Jake.
Seth nie zwrócił na to zbyt wielkiej uwagi, ale Liam ewidentnie go obserwował.
- Sami chłopcy? – powiedziała pod nosem, po czym zwróciła się do Setha. – Może do nas dołączycie? Dopiero co przyjechaliśmy i średnio orientujemy się w tym wszystkim.
- Mamy w sumie podobnie, ale na całe szczęście zabraliśmy ze sobą osobę, która robi nam za przewodnika.
Szatyn miał na myśli Susan.
- To świetnie! – złapała Setha za rękę, po czym posłała mu łagodny uśmiech. Właśnie wtedy blondyn, który stał parę metrów dalej, zwrócił na nich swoją uwagę. Na ułamek sekundy nawiązał z Sethem kontakt wzrokowy. – Jestem pewna, że będziemy się dobrze bawić.
Brązowowłosy lekko się zmieszał.
- Cóż, ja nie mam z tym żadnego problemu, ale nie wiem, jak reszta.
Dziewczyna spojrzała w stronę samochodu. Seth niechętnie podążył za nią wzrokiem. Niechętnie, ponieważ miał chęć znacznie dłużej wpatrywać się w tego nieznajomego chłopaka.
- O. Jeden z twoich kolegów tu idzie.
Nim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć, Liam stanął tuż obok niego, niemal od razu obejmując go ramieniem. Zaraz po tym lekko go cmoknął w usta. Lydia uniosła brwi, nic nie mówiąc. Seth zareagował niemal identycznie.
- Mówiłeś, że tylko gdzieś przedzwonisz i zaraz wrócisz. – powiedział, ignorując pytający wyraz twarzy dziewczyny. – Co ci aż tyle zajęło?
Seth wreszcie odżył. Pierwsze, co zrobił, to zmarszczył brwi. Dopiero po tym postanowił coś powiedzieć.
- Liam...?
Mimo iż nie było to zbyt ambitne, to udało mu się coś powiedzieć.
- Więc jednak jesteś już z kimś. – wyraźnie podkreśliła, przygryzając dolną wargę. Zaraz po tym lekko się uśmiechnęła. – Miło było poznać. – i wróciła do swoich znajomych.
Seth jeszcze raz obdarował Liama niezrozumiałym spojrzeniem, nadal oczekując jakiegoś wyjaśnienia, co to miało być.
- Co? – zapytał chłopak. – Pomogłem ci.
- Niby w jaki sposób? – Seth uniósł brew.
- To nie chciałeś jej spławić?
Szatyn westchnął.
- Nie. Całkiem w porządku nam się rozmawiało.
- Oh. Więc się pomyliłem. – ułożył usta w prostą linię.
- Prawdopodobnie tak.
- Jeśli chcesz, to z nią pogadam...
- Nie, spoko. Nic takiego się nie stało. – machnął dłonią.
Liam odwrócił wzrok, gdyż zauważył Susan. Dziewczyna trzymała w ręce wejściówki.
- Szybko się z tym uwinęłaś. – powiedział Seth.
- Udało mi się przepchać przez kilka osób. – zaśmiała się nerwo.
- Kilka? – powtórzyła Cristy, śmiejąc się pod nosem. – Ominęłaś co najmniej pół kolejki.
- Gdyby nie to, stalibyśmy tutaj przez co najmniej godzinę, więc proszę bez czepiania się. – nadęła policzki, po chwili wręczając po jednej wejściówce każdemu z paczki. – Idziemy?
Nim przemieścili się całą grupą, Seth jeszcze jeden raz zerknął w kierunku, gdzie wcześniej stała grupa Lydii i blondyna. Już ich tutaj nie było.
Chłopak mimowolnie westchnął pod nosem.
Pierwszym celem był bar. Różnorodność drinków była powalająca, podobnie ich ilość. Pomieszczenie było prawie maksymalnie wypełnione ludźmi w różnym przedziale wiekowym. Parkiet był ogromny. Podłoga była wyłożona odbijającymi światło kaflami. A skoro mowa o świetle – z prawie każdej strony świeciły grube, lasery w chłodnych odcieniach. Idealnie wpasowywały się w klimat. Głośne dudnienie muzyki samo porywało do tańca. Cristy jako pierwsza się na to skusiła. Wzięła Jake'a pod rękę i zaciągnęła go na parkiet, by po chwili zniknąć wśród tłumów.
- To może i my pójdziemy? – zapytała Susan, patrząc na Setha.
Dziewczyna nie musiała go długo namawiać. Po dokończeniu drinka sam złapał Susan za rękę i udał się w stronę parkietu. Do samego końca czuł na sobie wzrok Liama. Teraz zaczął to zauważać i, co gorsza, zastanawiać się, czy coś mogło być na rzeczy. Bo normalni koledzy nie całują się w usta, aby odgonić od siebie laski.
Susan bardzo dobrze się ruszała. Miała na sobie krótki, czarny top odsłaniający jej płaski brzuch oraz ciemne spodnie. Ot zwykłe ubranie, a jednak wyglądała w nim obłędnie. Wizualnie podobała się Sethowi, ale to tylko tyle. Chłopak uważał ją tylko i wyłącznie za bliską koleżankę, nic więcej. Dlatego bez żadnego dziwnego poczucia wiedział, że mogą sobie pozwolić na zabawę i później nie będą musieli się martwić swoją relacją.
Oczywiście tylko tańczyli. Nic więcej. Co prawda był to dość prowokujący taniec, ale nie zwracał niczyjej uwagi. Wszyscy się bawili w ten sposób. Alkohol z czasem trochę podziałał i jeszcze bardziej rozluźnił tę dwójkę. Podeszła do nich jakaś wysoka dziewczyna i ewidentnie zaczęła zaczepiać Susan. Seth zostawił je same i poszedł do łazienki. Trochę szukał upragnionego pomieszczenia, ale finalnie je odnalazł i, co najlepsze, nie musiał czekać parę godzin, aby dostać się do pisuaru. Bo w środku nikogo nie było. Dziwne, ale korzystne.
Przemył twarz chłodną wodą i chwilę odetchnął. Nawet jeśli intensywny taniec w tym tłumie nie miał na niego jakiegoś większego wpływu, to Seth jednak wolał chwilę posiedzieć w cichym, pustym pomieszczeniu. Taka już chyba była jego natura. Postanowił się zebrać, kiedy usłyszał, że do łazienki wszedł ktoś jeszcze. Był to młody, nieco wyższy od Setha chłopak o typowo aryjskiej urodzie - a mianowicie jasnych blond włosach i błękitnych oczach - który wcześniej przykuł uwagę nastolatka. Lekko się uśmiechnął, kiedy napotkał wzrok Setha.
- O. Chłopak, od którego Lydia dostała kosza. – pokazał proste, jasne ząbki.
Seth podrapał się w tył głowy z zakłopotaniem.
- A więc widział to ktoś jeszcze... – burknął pod nosem.
- Spokojnie, nie musisz się z tym kryć. Akurat jestem bardzo otwarty na wszelkie różnorodności. – oznajmił, podchodząc do umywalki.
Blondyn, podobnie jak Seth chwilę wcześniej, przemył twarz.
- Nie, to nie tak. – szatyn zmarszczył brwi. – To tylko kolega.
Seth nie wiedział, dlaczego tłumaczył się przed jasnowłosym.
- Nie wyglądał na zwykłego kumpla. – uśmiechnął się znacząco.
Dodatkowo czuł się trochę niepewnie w jego towarzystwie. Nie wiedzieć czemu, czuł od niego coś specyficznego. Oczywiście nie dosłownie - nie wyczuwał od niego żadnej aury. Raczej chodziło tutaj o kwestię intuicji.
Zorientował się.
- Bicie twojego serca gwałtownie przyspieszyło. – powiedział blondyn, patrząc na swoje odbicie w lustrze. – Chyba już wiesz, kim jestem.
Seth nie odpowiedział.
- Dość długo ci to zajęło. Po czym się zorientowałeś? Bo w końcu jesteś człowiekiem. Ale mimo to jest w tobie coś... nietypowego. – skierował wzrok na szatyna.
Seth zaniemówił.
- Bez stresu. – uśmiechnął się. – Nigdy przedtem nie spotkałem człowieka, mogącego tak po prostu nas wyczuć. Niezwykłe. – spojrzał szatynowi głęboko w oczy. Przez chwilę jakby coś analizował, lecz po chwili powrócił do swojego pogodnego wyrazu i dodał: – No nic, miło się gawędziło, ale czas mnie nagli. – puścił oczko. – Na raazie~
I tak po prostu wyszedł, zostawiając Setha w osłupieniu.
Co się właśnie wydarzyło?


4 komentarze :

  1. O... Rozdział. I już powoli dochodzimy do przemiany Setha. Ciekawa jestem jak Vior ma zamiar to wszystko wytłumaczyć chłopakowi... I czy jest też gdzieś na tej imprezie, by w razie czego pomóc opanować się. Bo w sumie kto wie jak u niego będzie wyglądać pierwsza przemiana czy pragnienie krwi...
    Pozostaje czekać na rozwój akcji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, w końcu rozdział, naprawdę robi się coraz bardziej ciekawie. Nie mogę się doczekać dalszej części, naprawdę, czuje przez to niedosyt. A własnie kiedy będzie dalsza część "Shukuteki" ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział <3 Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    może Liam zakochał się w Sethie, wyczół od nich tą specyficzną aure, ciekawe jak Vior ma zamiar to wytłumaczyć...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic