piątek, 30 września 2016

"Desirable blood" - Rozdział 12



Seth wiedział, że to nie było żadne złudzenie. Wyraźnie słyszał ten głos w swojej głowie. Miał pewność, że to się działo naprawdę. Ale mimo to nie miał najmniejszego pomysłu, jak zareagować. Po prostu stał w miejscu zupełnie otępiały, wpatrując się w jeden ślepy punkt. Ktoś ewidentnie potrafił rozmawiać z nim telepatycznie, a przynajmniej tak to wyglądało.
Ostatnim razem Vior twierdził, iż wszystko było wynikiem figli lasu oraz nocy, ale teraz - biorąc pod uwagę wszystkie „niecodzienne" czynniki, jakie otaczały chłopaka - można było spodziewać się naprawdę wszystkiego.
A najgorsza była ciekawość, jaka dręczyła Setha od momentu zamknięcia drzwi. Kim był ten chłopak, który przemówił w jego głowie? Czy Seth go znał? Kiedykolwiek widział? Ze słów nieznajomego wynikało, że tak. Z każdym dniem ilość zagadek jedynie narastała, a osoby, która byłaby w stanie udzielić odpowiedzi na choć odrobinę z nich nie było od ponad tygodnia. Seth mógł jedynie czekać na powrót Viora. Nie miał innego wyjścia, w końcu nie znał nikogo innego, kto mógłby, czy może raczej chciałby wprowadzić chłopaka w ten niezwykły świat.
Z tego wszystkiego nie udało mu się w nocy zasnąć. Może to i lepiej, bo kiedy tylko podszedł do okna i zerknął przez lekko odsłoniętą zasłonę, w oświetlonym miejscu przy bramie dostrzegł znajomą sylwetkę. Lucian. Seth sądził, że sezon na szpiegowanie jego osoby już się skończył, ale najwyraźniej był w błędzie.
Mężczyzna zmył się dopiero nad ranem. Chyba znudziło mu się stanie w jednym miejscu i obserwowanie natury. Kolejną ciekawą kwestią było to, czy wszyscy członkowie rady wiedzieli o wampirach. Jakby nie patrzeć, znaczna część sprawiała wrażenie takich normalnych, jakby niczego nieświadomych. Może po prostu tylko niektórzy byli wtajemniczeni?
Susan odzywała się do Setha praktycznie codziennie. Inaczej było z Liamem. W ogóle nie dawał znaku życia. Chłopak chyba rzeczywiście wziął do siebie aż za bardzo ostatnie wydarzenia, co było dość niezrozumiałe, bo w końcu to on był odpowiedzialny za ich większość. A konkretnie ten pocałunek. Seth nie uważał, aby jedno cmokniecie w usta było czymś nadzwyczajnym. Przecież coś takiego do niczego nie zobowiązywało. Tym bardziej, że Liam był facetem. Czego mieli się wstydzić bądź obawiać?
Minęły kolejne dwa dni. Czas płynął łagodnie, co o dziwo było całkiem wygodne. Seth jakoś łączył wszystko ze szkołą. Masa pytań w jego głowie na całe szczęście nie odwracała jego uwagi od codziennych czynności, dzięki czemu nikt nic nie zauważał.
Coś ciekawego wydarzyło się dopiero w środku tygodnia, jeszcze przed południem, kiedy chłopak siedział na lekcji. Nagle włączyła się jego intuicja. No, może nie tak nagle, bo chłopak zaczął wyczuwać coś niezwykłego już z daleka, co się z każdym kolejnym krokiem nasilało. Zupełnie jakby działało to na zasadzie: im bliżej jest coś nadprzyrodzonego, tym wydziela mocniejszą aurę. O ile słowo „wydziela" jest właściwe. W pewnym momencie jego serce mocniej zabiło, jakby coś wywołało tę reakcję. Seth wyszedł z sali i pokierował się do miejsca, które go tak przyciągało. Przez pewną chwilę czuł się jak w transie. Jakby musiał tam pójść. To uczucie na szczęście dość szybko przeminęło i Seth odzyskał pełnię zmysłów. Magiczna atmosfera dochodziła ze starego budynku szkoły, który był w trakcie odnowy na rzecz nowych uczniów. Przed wejściem do środka Seth miał chwilę zawahania, ale w końcu przełamał się i przeszedł przez framugę drzwi. O dziwo w środku było już całkiem ładnie. Podłogi były odnowione, podobnie ze ścianami. Wyposażenie było znikome, ale to prawdopodobnie przez to, że meble miały trafić na końcu, kiedy wszystko będzie skończone. Seth pokierował się w lewo i zaczął iść długim korytarzem, na końcu którego znajdowały się schody. One również były odnowione, dzięki czemu nie wydawały dźwięków skrzypienia przy każdym kroku. Pierwsze piętro było całkiem inne. Ściany były pomalowany na chłodny, szary odcień, który ładnie współgrał z czarnymi ramkami na zdjęcia, które wisiały w niektórych miejscach. Sufit zdobił duży żyrandol, a podłogę pokrywały ciemne panele. Dość poważny wystrój. Pomieszczenie wyglądało na jakiś salon. W jednym miejscu zaczynał się kolejny, tym razem niewielki, korytarz, który zapewne prowadził do różnych pokoi. Już z miejsca przy schodach dało się dostrzec drzwi. Góra wyglądała na skończoną, choć jeszcze nie posiadała mebli.
Nagle zmysł chłopaka się wyłączył, zupełnie jakby wampiry, które powinny się tu znajdować, rozpłynęły się w powietrzu. Seth zmarszczył lekko brwi, gdyż wiedział, że to jego wina. Nadal nie rozumiał, na jakiej zasadzie działał jego instynkt, dlatego nie wiedział jak go kontrolować. Był w stu procentach pewien, że gdzieś w tym budynku było coś niezwykłego, co go wyjątkowo mocno przyciągało. Przeszedł się wzdłuż pomieszczenia przypominającego salon, rozglądając się na boki.
- Co tu robisz?
Nagle zamarł, lecz po chwili odwrócił się za siebie.
Ujrzał znajomą twarz.
- Aiden, tak? – nie był do końca przekonany.
Blondwłosy chłopak stał przy schodach i opierał się o ścianę.
- Miło, że zapamiętałeś. – uśmiechnął się, odsłaniając ząbki.
Jego uśmiech był urzekający. Nie można było tego zaprzeczyć.
- Tak więc zapytam jeszcze raz. Co tu robisz? – powtórzył, idąc w stronę Setha.
- Żebym to ja wiedział. – westchnął. – Coś mnie tutaj przyciągnęło. Nie wiem tylko co to takiego. – po części skłamał.
- Hmm. – lekko zmarszczył brwi, podchodząc jeszcze bliżej. – Rozumiem.
Po chwili nabrał spory wdech.
- To dziwne, ale dzisiaj pachniesz trochę inaczej. – uniósł brew, nie ukrywając zaskoczenia.
Seth przechylił łebek na bok. Aiden stał tuż przed nim i to z nim rozmawiał, ale... czy to na pewno jego chłopak wcześniej wyczuł? Coś budziło w nim wątpliwości.
- Jest z tobą ktoś jeszcze? – Seth zmienił temat.
- W budynku jesteśmy tylko my. – zmrużył oczka. – Lydia i reszta postanowili sobie zrobić obchód po mieście. Chcą je jakoś poznać. W końcu mamy tu spędzić najbliższe pół roku.
Więc to o nich tyle trąbią w szkole, pomyślał Seth.
- Dlaczego nie poszedłeś z nimi?
- Nie kręci mnie to. – wzruszył ramionami. – Wolę posiedzieć w domu i porobić coś pożytecznego. – podrapał się w tył głowy. – Ale zawsze kończę z jedzeniem przed telewizorem. Pech chciał, że jeszcze nie zdążyli tu wstawić telewizora. Lodówki zresztą też. Jedynie pozostaje mi durne wałęsanie się po piętrach.
Seth uśmiechnął się kącikiem.
- Więc czemu nie zrobisz czegoś pożytecznego, skoro miałeś taki zamiar?
Blondyn przechylił głowę na bok.
- Nie chce mi się.
- To jest głupie samo w sobie, wiesz?
- No jasne. Ale leniwi ludzie tak mają. – zamilkł na chwilę. – Może ludzie to nie do końca trafne określenie. – wytknął język, lekko smutniejąc, co było ledwo zauważalne.
Aiden był dość niezrozumiały. Mówił o danej rzeczy, ale nie było wiadome, czy do końca to właśnie to miał na myśli. Tak samo było z jego uczuciami. Starał się pokazywać radosne gesty, ale momentami czuć było smutek.
- Twój zapach mnie naprawdę intryguje. – wypalił nagle, zbliżając się do brązowowłosego. – Nie chcę wyjść na jakiegoś dziwaka, ale nie mogę wyrzucić go z głowy.
- Pachnę chociaż ładnie? – Seth zapytał żartobliwie, spoglądając blondynowi w oczy.
Dzieliła ich niewielka odległość.
- Mhm. I to jak. – powiedział w stu procentach poważnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Seth na chwilę zamilkł. Mimo że ciężko było mu przyjąć to do wiadomości, to dzięki tym kilku słowom poczuł się o wiele lepiej. Nareszcie udało mu się odwrócić uwagę od tych wszystkich problemów. Nareszcie skupił się na czymś innym.
- Jaki to zapach? – nieświadomie lekko rozchylił wargi, co dodało mu uroku.
- Orzeźwiający. Trochę jak poranny wiosenny wiatr. Jest też słodki, choć ma w sobie odrobinę goryczy. – zmrużył oczy. – Ale przede wszystkim czuć od ciebie życie. I to mnie urzeka najbardziej.
Seth rozdziawił buzię.
- Bo u mało kogo można je teraz wyczuć. – posmutniał, spuszczając wzrok.
Naprawdę głośne i wyraźne uderzenie serca głównie świadczyło o tym, że słowa Aidena wywarły niemałe wrażenie na Sethu. Usłyszeli to oni obaj. Seth był na tyle zdziwiony swoją reakcją, że zrobił głośny krok w tył i szybko odchrząknął. Mimowolnie się zarumienił.
- Wrócę lepiej na lekcje.
- Lepiej wróć. – zgodził się z bólem w oczach, po czym ułożył usta w prostą linię. – Trafisz do wyjścia?
- Ciężko stwierdzić. – szatyn starał się jakoś ukryć swoje zażenowanie, co proste niestety nie było.
- W takim razie odprowadzę cię.
Seth lekko kiwnął łebkiem i niemal od razu obaj udali się na schody. Schodzili po nich powoli w zupełnej ciszy, która była przerywana tylko i wyłącznie w głowie Aidena przez bicie serca Setha. W połowie drogi jasnowłosy zawahał się i zatrzymał. Seth bał się odwrócić za siebie nie ze względu na obawę, że wampir coś mu zrobi, jednak przez strach związany z jego własnym wyrazem twarzy. Nie ukrywając, czuł się mocno zażenowany i doskonale wiedział, że było po to nim widać. Ale mimo to w końcu zerknął za siebie i wtedy coś go dotknęło na tyle, że nie minął nawet ułamek sekundy, a on już stał tuż przed blondynem. Od razu dał upust emocjom, czego wynikiem był wyjątkowo namiętny pocałunek. Niestety zdrowe zmysły tej dwójki wróciły tak szybko, jak zniknęły. Seth, zaskoczony jeszcze bardziej niż przedtem, jedynie palnął coś pod nosem i szybko udał się w stronę wyjścia, gdzie o dziwo trafił bez pomocy Aidena. Panicznie rozejrzał się wokół siebie, jakby szukał czegoś, co pomogłoby mu jakoś się uspokoić, jednak nic mu nie pomogło.
Nigdy by nie pomyślał, że pocałunek z chłopakiem będzie miał na niego aż taki wpływ.


sobota, 17 września 2016

"Desirable blood" - Rozdział 11



No cóż, po otrzymaniu takiej informacji nie było najmniejszej możliwości, aby Seth mógł się dobrze bawić do rana. Szczerze mówiąc to chciał jak najszybciej stąd wyjść i znaleźć Viora, aby ten mógł mu jakoś pomóc. Bo wampir z pewnością wiedział, co jest na rzeczy.
Wczesne wyjście stąd jednak było jak na razie rzeczą nieosiągalną, gdyż z góry było wiadome, iż jego znajomi dobrze się bawili. A Seth nie chciał im mówić, co usłyszał, aby wrócić do domu. Coś takiego wolał zachować dla siebie i powiedzieć coś więcej dopiero wtedy, gdy zyska jakąkolwiek pewność, iż ma to mniejszy bądź większy związek z prawdą.
Seth starał się wtopić w tłum, co marnie mu wychodziło. Finalnie wylądował na zewnątrz. Było ciemno i dość cicho, jeśli nie liczyć przebijającej się z budynku muzyki. W okolicy nie było żadnych ludzi. Tylko wampiry. Lydia siedziała na drewnianej ławeczce, wyjadając coś z paczki, natomiast przed nią stał blondyn, którego imienia Seth jeszcze nie miał okazji poznać. Oboje równocześnie spojrzeli na szatyna, a następnie pomachali mu, dając tym znak, aby chłopak podszedł. O dziwo Seth nie miał oporów, aby to zrobić.
- Co to za wyraz twarzy? – zapytała dziewczyna. – Źle się bawisz?
- Powiedzmy, że nie najlepiej się czuję. – wyjaśnił niejasno.
- Twoi znajomi nie będą cię szukać?
Blondyn przez cały ten czas uważnie przyglądał się Sethowi.
- W tym tłumie i tak by mnie nie znaleźli. – uśmiechnął się lekko.
Seth dostał sms. Susan napisała, iż jeden z chłopaków się upił i trzeba go wyprowadzić na zewnątrz, więc w razie czego chłopak będzie mógł ją znaleźć przy samochodzie.
- Aiden powiedział mi, że ten twój kumpel celowo cię pocałował, aby mnie odgonić. – zaśmiała się melodyjnie. – Dlaczego to zrobił?
- A żebym to ja wiedział. – pokręcił głową, czując lekkie zażenowanie. – Byłem równie zdziwiony, co ty.
- Może zrobił się zazdrosny. – blondyn pokazał ząbki.
Chłopak nawet nie chciał brać tej opcji pod uwagę. Liam był jego przyjacielem i tylko przyjacielem.
- Mniejsza o to. – Seth wzruszył ramionami, jakby go to już nie obchodziło. – Co tak właściwie tu robicie?
- Tu? Masz na myśli to konkretne miejsce czy ogółem imprezę? – zapytała Lydia.
- Imprezę.
- To samo, co ty. Jesteśmy tu, by się bawić. – uśmiechnęła się łagodnie. – Mamy do tego takie same prawa, jak ty. Nie robimy nikomu krzywdy, więc dlaczego mamy kryć się w lasach i nie nawiązywać żadnego kontaktu ze słabszym gatunkiem?
Seth zmarszczył brwi.
- Słabszy gatunek?
- No. – dziewczyna kiwnęła głową. – Bo jak to inaczej nazwać? Wyglądamy jak ludzie, ale jesteśmy od nich szybsi, silniejsi, sprawniejsi... można tak wymieniać. - przewróciła oczami.
Coś w tym było.
- To tak, jakbyśmy byli po prostu ludźmi z jakimiś super zdolnościami, ale ktoś przypisał nam głupie miano wampirów, bo pijemy krew. Tak więc zostaliśmy okrutnymi krwiopijcami, którzy atakują każdego człowieka, którego napotkają na swojej drodze i wysysają go do ostatniej kropli krwi. – wyjaśniła, siląc się na teatralne gesty.
- No i na dodatek nie jesteśmy jedynymi wampirami tutaj. Prócz trzech naszych znajomych jest tu jeszcze parę innych wampirków. Niektóre przyszły tu z ludźmi. – powiedział Aiden. – Ale ograniczeni ludzie nie zrozumieją, że nie jesteśmy zagrożeniem dla cywilizacji.
Seth trochę się tym zainteresował.
- Co masz na myśli?
Blondyn wziął głębszy wdech.
- Jest taka organizacja, która poluje na wampiry i je zabija. – wyjaśnił krótko.
- Ludzie?
- Tak. – wtrąciła Lydia. - Są naprawdę niebezpieczni. - mówiąc to, posługiwała się nietypowym tonem. Jakby do końca nie wierzyła w to, co mówiła.
- Ale w jaki sposób dowiadują się, że dana osoba jest wampirem? Przecież to może wyczuć tylko wampir. Czy może się mylę...? – zapytał niepewnie.
- Nie mylisz się. – blondyn zmrużył oczy. – Dlatego właśnie ta organizacja jest taka niebezpieczna. Ponieważ ma w swoich szeregach wampiry.
Seth uniósł brwi.
- Wampiry chcące zabić inne wampiry?
- Zdziwiony? – Lydia przeciągnęła się. – Na całe szczęście niewiele ich tam jest.
- Ale i tak na nich uważaj.
- Mają jakikolwiek znak rozpoznawczy? – zapytał chłopak.
- Uroboros. – odpowiedzieli jednocześnie.
Seth nabrał sporo powietrza. Ależ oczywiście. Rzecz, o której wspominał Vior jeszcze raz okazuje się czymś bardzo ważnym.
Szatyn nie spostrzegł, że i Lydia, i Aiden, zaczęli mu się badawczo przyglądać w momencie, jak wspomnieli o organizacji. Zupełnie, jakby chcieli sprawdzić jego reakcję.
- No i oni są w sumie w stanie zabijać tylko pojedyncze jednostki. – kontynuował Aiden. – Dlatego my trzymamy się w grupach.
- Racja. Dzięki współpracy można przetrwać. – powiedziała Lydia z uśmiechem, patrząc na blondyna.
Chłopak ponownie pomyślał, że chciałby jak najszybciej spotkać się z Viorem.
- Ile czasu minęło od waszej przemiany? – zapytał. – Wyglądacie na bardzo... obeznanych. – nie był pewien, czy dobrze to ujął.
- Parę lat. – odpowiedział Aiden.
Niby niewiele, ale jednak coś.
Po chwili z budynku wyszła Susan z Liamem, niosąc pijanego Lucasa. Po Jake'u i Cristy nie było śladu. Musieli dalej się bawić.
- Twój chłoptaś wyszedł. – powiedział Aiden z uśmiechem.
Seth jedynie obdarował go poddenerwowanym spojrzeniem, co tylko spotęgowało jego rozbawienie.
- Już, już. Nie ciskaj we mnie piorunami, tylko żartowałem.
- Mówi prawdę. – zapewniła Lydia. – Sam wyjątkowo mocno lubi chłopców, więc żartuje sobie z innych gejów, aby jakoś podnieść się na duchu.
- Ale chociaż się z tym nie kryję. – nie zaprzeczył, jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się do Setha.
W przeciągu kilku sekund do Lydii i Aidena dołączyły pozostałe wampiry. Byli to dwaj mężczyźni i jedna kobieta.
- No to będziemy się zbierać. – oznajmił blondyn. – Trzymaj się, złotko. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. – puścił do szatyna oczko.
Seth uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Zaraz po tym udał się do swoich znajomych, gdyż sytuacja ewidentnie wskazywała, iż mieli małe problemy z wymiotującym Lucasem. Kiedy Susan zobaczyła Setha, krzyknęła z uradowaniem.
- Błagam, zajmij się nim z Liamem, a ja szybko pójdę znaleźć tamtą dwójkę. – zerknęła na półprzytomnego chłopaka. – To chyba najwyższa pora na powrót.
- Nie ma problemu.
To było naprawdę dłuuugie dziesięć minut. Ciszę przerywały jedynie niepokojące dźwięki dochodzące z żołądka Lucasa. Liam nic nie mówił. Nawet nie próbował zacząć rozmowy. Kiedy Seth go o coś spytał, odpowiadał półsłowem i na tym kończył. Co tu opowiadać, zachowywał się jak obrażony dzieciak. Susan od razu zauważyła, że coś nie grało. Posłała Sethowi pytające spojrzenie, jednak kiedy ten odpowiedział jej nieznacznym uniesieniem ramion, westchnęła w duchu i podeszła do Lucasa. Biedaczek po chwili wylądował w bagażniku. Jake wyglądał na naprawdę padniętego. Mówił, że da radę prowadzić, ale nikt nie wiedział, jak wyjdzie w praktyce. Cristy musiała ładnie go wymęczyć.
Na całe szczęście wszyscy wrócili do domu w jednym kawałku. Tak jakby, bo Lucas wyglądał, jakby wyzionął ducha. Ale żył i to się liczyło.
Setha zaskoczyła nieobecność Jane. Po co kobieta pytała, czy chłopak wróci na noc, skoro i tak gdzieś wyszła? Dom był pusty. Nawet wujek chłopaka nie wrócił na noc z pracy. Może po prostu gdzieś razem wyszli, pomyślał, po czym otworzył lodówkę i wyjął z niej truskawkowy jogurt.
Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie chciał spać, pewnie nie dałby rady zasnąć. Nie po tym, co dziś usłyszał. Kolejna dawka informacji, która sensownie nakładała się na te pozostałe. Seth nie mógł przejść obok tego obojętnie. To była dla niego dziwna i niezrozumiała kwestia. Jego intuicja bardzo się nasiliła. Dlaczego dopiero teraz?
Czyżby przez prawdę, którą ostatnio poznał?
Po pewnym czasie rozmyślań odpadł. Zasnął, choć tego nie chciał. Ponownie śnił o starych, dobrych czasach. Minus był taki, że emocje, które mu wówczas towarzyszyły, jedynie się nasilały, przez co bardzo późnym rankiem, kiedy chłopak się obudził, odczuwał niesamowity smutek. Wiedział, że to wszystko wina snów przepełnionych wspomnieniami, ale i tak nie mógł nic z tym zrobić. Nie mógł wymazać tych obrazów. Koniec końców były one związane z osobą, która znaczyła dla niego więcej, niż ktokolwiek inny.
- Gdybyś tylko tu był... – powiedział półgłosem, siadając na łóżku. – ...z pewnością wszystko byłoby o wiele prostsze.
Ciekawe, o co chodziło z tą organizacją polującą na wampiry? Pomyślał chłopak. Pamiętał, że Vior o nich pytał - wspominał coś o symbolu węża, a biorąc po uwagę wszystko, co do tej pory poznał Seth, wampirowi ewidentnie chodziło o ludzi, którzy bawią się w łowców. Poza tym... wampiry chcące zabić inne wampiry? Przecież to było bez sensu. Po co chcieć zmniejszyć liczebność swojego gatunku, która swoją drogą nie jest zbyt wysoka? U ludzi to mogłoby być zrozumiałe. W końcu ludzie to ludzie. Większość z nich sądzi, iż wampiry to dzikie stworzenia, które zabijają wszystko i wszystkich. Organizacja ludzi mogła mieć jakiś sens, ale że wampiry? One przecież wiedzą, jaka jest prawda. Więc dlaczego?
Reszta weekendu zleciała wyjątkowo szybko. Minus taki, że po Viorze nie było śladu. To już ponad tydzień. Seth zaczął się zastanawiać, czy coś się przypadkiem nie stało. Nawet jeśli wampir należał do tych najsilniejszych, pewnie nadal był na coś narażony. Ale po co mieć takie myśli. Z pewnością chodziło o coś innego. Musiał mieć po prostu trochę więcej spraw do załatwienia.
W szkole wyciekła informacja dotycząca paru nowych uczniów zza granicy. Z tego, co mówili nauczyciele, mieli oni zostać zapisani do tej szkoły tylko na parę miesięcy. Jakby na rzecz jakiegoś doświadczenia bądź projektu. W związku z tym zajęto się odnową budynku obok szkoły, aby ci uczniowie mieli gdzie zostać. Bo po co kupować bądź wynajmować dom dla grupy nastolatków na jakieś pół roku. Poza tym szkoła dostała dotację od pewnej organizacji, aby odbudować ten budynek, więc problemu z funduszami nie było. A po upływie tych kilku miesięcy będzie można wykorzystać ten budynek do czegoś innego. Same plusy.
Wcześniej mówiono coś na ten temat, ale nikt nie wiedział, czy to prawda. Teraz każdy miał pewność. Pierwsza myśl Setha: ciekawe, czy wśród nich będzie ktoś „niecodzienny". Nagle wszystko zaczęło wydawać się takie... podejrzane.
Pod koniec dnia ktoś zapukał do drzwi nastolatka. Był to nieznajomy mu chłopak, który na oko mógłby mieć jakieś... dwadzieścia lat. Maksymalnie. Ale różnie teraz z tym bywało. Miał on czarne włosy i równie ciemne oczy, które przez swój kolor stwarzały wrażenie jakby martwych. Tuż za brunetem stał czerwony samochód, w środku którego ktoś siedział. Przez ciemną szybę przebijała się czyjaś sylwetka. Samochód w środku musiał być lekko podświetlony albo to ta osoba korzystała z czegoś, co oświetlało wnętrze pojazdu. Ale mniejsza o to. Seth wrócił do nieznajomego.
- Mogę w czymś pomóc? – zapytał, badając wzrokiem nieznajomego.
Chłopak w pierwszej kolejności szukał często wspominanego ostatnio węża. Ale nie znalazł niczego takiego. Brunet miał na sobie luźne ubrania w stylu basic, bez żadnych dodatkowych napisów czy innych nadruków.
- Seth?
- Tak. – odpowiedział szczerze, o dziwo nie czując niepokoju.
Halo, intuicjo, czekam aż zadziałasz. Pomyślał, spoglądając na nieznajomego.
- Jestem znajomym Viora.
Odpowiedź podana jak na tacy. Tak, to z pewnością był wampir.
- Vior ostatnio miał sporo na głowie, przez co nie mógł się z tobą spotkać. – kontynuował. – Potrwa to jeszcze kilka dni. Po tym możesz się spodziewać jego wizyty. – podrapał się w tył głowy. – Kazał jeszcze przekazać, abyś się nie martwił, jeśli usłyszysz coś dziwnego na swój temat. On ci wszystko wyjaśni.
Seth zmarszczył brwi.
- Dobra, dzięki za informacje, ale... czy Vior nie mógł tutaj przyjść, skoro to i tak tylko chwila?
- Cóż, jakby to ująć... on jest naprawdę daleko stąd. – lekko się uśmiechnął.
- A. Rozumiem. – ułożył usta w prostą linię. – Macie w swoich szeregach jakieś medium, że zawsze wiecie o wszystkim, co się dzieje wokół mnie?
- Haha, nie, to nie tak. – pokręcił głową. – To coś w rodzaju przeczucia. Jak widać było ono zwiastunem prawdy.
Przeczucie.
Seth aż za dobrze wiedział, o czym mówił jego rozmówca.
Wreszcie brunet lekko skinął głową i udał się do swojego samochodu. Kiedy do niego wsiadł, przez ciało Setha przeszły przyprawiające o dyskomfort dreszcze. Chłopak poczuł, że drugi pasażer samochodu wpatrywał się w niego. Żeby tego było mało, coś wewnątrz niego mówiło mu, iż w samochodzie siedział ktoś podobny do Viora. Znowu to samo.
Inny pierwszy? Pomyślał, po czym zamknął drzwi.
Seth dopiero co to zauważył, ale mógł być pewien, że nie był w błędzie – pierwsze wampiry otaczała nieco inna aura, niż te młodsze.
I, nie wiedzieć czemu, w głowie chłopaka pojawił się ten sam głos, co kiedyś w lesie.
Miło cię znowu widzieć, Seth.



Obserwatorzy

Hope Land of Grafic