piątek, 26 sierpnia 2016

"Desirable blood" - Rozdział 9



Susan i Liam nie byli zbyt przychylnie nastawieni do towarzystwa Viora, co dało się z góry wyczuć. Mężczyzna z pewnością to zauważył, jednak mimo to nie wyglądał na zbytnio przejętego. Ze stoickim spokojem popijał sobie kawę, czekając, aż ktoś wreszcie zada mu jakieś pytanie. Bo po to tutaj przyszedł. Seth na początku przygotowywał jedzenie, dlatego nie miał jak sprawdzić, czy jego znajomi nie sprawiali żadnych problemów. Mógł tylko na to liczyć.
- Już skończyłeś? – zapytał Vior, kiedy zobaczył siadającego obok Setha.
- Na chwilę obecną to wszystko. – chłopak spojrzał najpierw na Susan, a później na Liama. – Co z wami? Wyglądacie trochę...
- Po prostu nie jesteśmy przekonani. – odpowiedziała dziewczyna za ich dwójkę.
Liam jedynie kiwnął głową, aby potwierdzić to, co powiedziała Susan.
- Przecież mówiliście, że to żaden problem. – Seth zmarszczył brwi, nie rozumiejąc kolegów. – Co to za nagła zmiana zdania?
- Nie zrozum mnie źle, Seth. – zaczęła dziewczyna. – Nadal nie mam nic przeciwko, to raczej... przyzwyczajenie. Wiesz, dotąd uważałam, że wampiry to rządne krwi bestie. Że nie ma najmniejszej szansy, aby były cywilizowane, dlatego... trochę minie, zanim się przyzwyczaję.
- A ja po prostu nie wiem, co myśleć. – Liam założył ręce na klatce piersiowej. – Ta cała sytuacja jest dziwna.
- Dziwna? – Vior uniósł brwi. – Dlaczego tak sądzisz?
- Dlaczego wampir miałby udzielać wywiadu kilku zwykłym nastolatkom? – przechylił łebek na bok.
- A czemu nie? – wzruszył ramionami. – Cóż, jeśli sądzicie, że to wszystko to jakiś spisek, jesteście w najzwyklejszym błędzie. – odłożył filiżankę na stół, po czym oparł się o siedzenie. – Prawdę mówiąc, moje pierwsze spotkanie z Sethem było czystym przypadkiem. Czy może raczej powinienem powiedzieć przeznaczeniem. – puścił Sethowi oczko, lekko się uśmiechając. Zaraz po tym wrócił do opowieści. – Tylko żartuję. To był przypadek. Poważnie. – zapewnił, widząc zmieszanie na twarzach Susan i Liama. – Często załatwiam różne sprawy w mieście, ale akurat tym razem mój samochód się popsuł, więc do centrum musiałem dojść pieszo. Po drodze trafiłem na tego oto młodzieńca. – wskazał na szatyna. – I to koniec historii.
- Tylko tyle? – zapytała Susan.
- A na co liczyłaś? – uśmiechnął się szeroko. – Tak jak mówiłem, to zwykły zbieg okoliczności.
Dziewczyna ściągnęła brwi,
- Więc... co cię skłoniło do tego, aby tu dzisiaj przyjść? I zaraz. Sprawy w mieście? Czy to nie ryzykowne? Przecież zaraz ktoś zauważy, że jest z tobą coś nie tak.
Vior zaśmiał się gardłowo. Zmieszał tym czynem wszystkich zgromadzonych.
- Jesteś w błędzie. Póki nikogo nie zaatakuję na oczach mieszkańcóq, nikt nawet nie wysunie wobec mnie najmniejszego podejrzenia. To nie tak, że wampiry z góry można rozpoznać. Jeśli chcesz się sugerować wyglądem, to w życiu ci to nie wyjdzie. Już to tłumaczyłem Sethowi, ale mogę powtórzyć. W kwestii wyglądu niczym się od was nie różnimy. Powiedz... jak myślisz, czy prócz mnie przewija się tutaj jeszcze jakiś wampir?
Susan przez chwilę została cicho, gdyż myślała, czy rzeczywiście może tak być.
- Nie wydaje mi się. Przecież od razu byłoby wiadome, że ktoś atakuje mieszkańców.
- Haha, właśnie do tego zmierzam. – Vior rozluźnił ramiona. – Wy z góry zakładacie, że wampiry będą atakować dla krwi. Ale tak nie jest. Nie macie najmniejszego pojęcia, jak jest naprawdę.
- Tutaj i tak nie mieliby jak atakować. – mruknęła cicho Susan. Uparcie pozostawała przy swoim.
- Wygląda na to, że długa droga przed nami. – westchnął Vior. – Dlatego zacznijmy inaczej. To wy mi najpierw powiecie, co wiecie. Tak będzie najprościej.
Susan z początku nie była pewna, czy to dobry pomysł, jednak w końcu się przekonała. Zaczęła od wyjaśnienia, skąd wiedziała o istnieniu wampirów. Dla Viora od razu wszystko stało się jasne. Skoro o wampirach wiedziała od ludzi z rady, zrozumiałe, dlaczego miała o nich tak słabe zdanie. To naturalne, że tego typu grupy będą przestawiać w złym świetle to, co im obce. Ale na tym się nie skończyło. Mężczyzna nie wytrzymał na rodzajach wampirów. Wtedy nie mógł powstrzymać śmiechu, co trochę zmieszało trójkę nastolatków.
- Szlachetne wampiry? – obdarował dziewczynę rozbawionym spojrzeniem. – Skąd ta nazwa?
- Tak was określają w raportach. – wyjaśniła Susan.
- Ale dlaczego?
- Nie mam pojęcia. – wzruszyła ramionami z nieśmiałym uśmiechem, powoli przekonując się do mężczyzny.
- Z tego, co zrozumiałem, ta wasza rada też nie ma zbyt wielkiego pojęcia o wampirach. – zmarszczył brwi, skupiając się na pustej filiżance. – Czyżbym się pomylił...? – powiedział na tyle cicho, że nikt prócz Setha nie zdołał tego zrozumieć.
Seth delikatnie zmrużył oczy, kiedy usłyszał słowa Viora. Pomylił się? Ale z czym? Pomyślał chłopak, jednak nie chciał pytać. Czuł, że to dość ważna kwestia, dlatego wiedział, że Vior będzie mógł wszystko wyjaśnić tylko wtedy, kiedy zostaną sami.
- Susan. – wampir zwrócił się do dziewczyny.
- Tak?
- Mówisz, że twoja mama jest w radzie miasta?
- Mhm. – potwierdziła.
- Orientujesz się może, czy na jej ubraniach znajdują się jakieś symbole?
Dziewczyna uniosła brwi.
- Symbole? Co masz na myśli? – zapytała, nie do końca rozumiejąc zadane jej pytanie.
- Uroboros.
- Em... Uro-co? – na jej twarzy pojawiło się spore niezrozumienie.
- Wąż zjadający własny ogon. – wyjaśnił Seth, co zwróciło uwagę wampira.
Susan wiedziała, o jaki znak chodzi. Kojarzyła go, jednak nie mogła sobie przypomnieć, skąd. Była pewna, że widziała osobę z czymś takim na ubraniu.
- Chyba wiem, co możesz mieć na myśli. – powiedział Liam, po czym zerknął na koleżankę. – Susan może tego nie pamiętać, ale w tamtym czasie byłem w ratuszu razem z nią. Obok nas siedział starszy mężczyzna. Doskonalę kojarzę, że właśnie ten znak miał na lewej piersi.
- Tak. – dodała Susan. – Liam ma rację. To stamtąd kojarzę tego węża. Bo jeśli chodzi o radę, nikt nie ma na ubraniu takiego znaku. Zwykle mają małe emblematy z imieniem i nazwiskiem, żadnych gadów.
- To by się zgadzało. – burknął pod nosem Vior, a po chwili spojrzał na Liama. – Dawno widziałeś tego mężczyznę?
- Noo, trochę czasu zdążyło już minąć.
- Rozumiem. – zmrużył oczy. – To pewnego rodzaju ulga.
Nikt wolał nie pogłębiać tego tematu. Po chwili ciszy wszyscy powrócili do pierwotnej rozmowy, jednak chwilę przed tym Seth przeszedł do kuchni i wyłączył piekarnik.
Wampir cicho odchrząknął, a następnie postanowił przejść do tematu, który poruszył jakiś czas temu.
- Dobrze, zacznijmy może od naszej natury. – Vior wygodnie rozsiadł się na sofie. – Potrzebujemy krwi. To prawda. Ale nie musimy jej pić litrami. Tak samo nie musi być to ludzka krew. Równie dobrze może ona należeć do zwierząt. Możemy też spożywać te normalne produkty. Wiecie, te, którymi wy się żywicie. Dzięki temu bez problemu możemy się wpasować w społeczeństwo. Zjedzenie kanapki na mieście ani trochę nam nie szkodzi. – lekko się uśmiechnął. – Dlatego normalnie nie da się poznać, czy osoba siedząca obok to wampir, czy może raczej człowiek.
- Ale i tak zdarzają się ataki. – wtrąciła Susan.
- Nie mogę zaprzeczyć. W większości są to nowe wampiry, które jeszcze sobie nie radzą z pokusą. Chwila kontroli i da się temu zaradzić.
- W jaki sposób? – zapytał Seth.
- Kontrolując. – wziął głębszy wdech. – W tej kwestii nie myliliście się. Można zmienić człowieka w wampira. Jest taka możliwość, jednak to bardzo ryzykowne. Też nie każdy może podjąć się powiększenia rodu. – poprawił włosy. – Mogą to robić trzy pierwsze pokolenia, co nie zmienia faktu, iż istnieje spore ryzyko, że przemiana nie wyjdzie.
- Ty jesteś z którego pokolenia? – tym razem głos zabrał Liam.
- Pierwszego. – uśmiechnął się. – Można powiedzieć, że jestem dość stary.
- Dość. – zakpiła Susan.
- Jak na swój wiek trzymam się całkiem nieźle. – posłał dziewczynie łagodny uśmiech, po czym wrócił do tematu. – To właśnie od nas, pierwszych, zaczęło się powiększanie gatunku.
- Dużo was było na początku? – zapytał Seth. – Jak w ogóle wyglądał ten wasz początek? Bo przecież nie wzięliście się znikąd.
- Masz rację. Ktoś zapoczątkował nasz gatunek. – zmrużył oczy. – Była nas garstka. Nadal jest nas niewielu, jeśli przyrównać naszą ilość do ilości ludzi na ziemi. – podrapał się w tył głowy. – Nie znam dokładnej liczby, dlatego wam jej nie zdradzę. Można tylko przypuszczać.
- To zrozumiałe, ale jednego nie rozumiem. – powiedziała Susan. – Co masz na myśli mówiąc, że ktoś zapoczątkował istnienie wampirów?
- To, co słyszysz. Ktoś jest za to odpowiedzialny. Bo chyba nie myśleliście, że pojawiliśmy się znikąd? – uniósł jedną brew. – Za tym w sumie stoi kolejna historia. Skoro ktoś nas stworzył, idąc logicznym tokiem myślenia...
- Ten ktoś może też was usunąć. – dokończył Seth.
- Dokładnie. Jednak to nie takie proste, jak zresztą można się domyślić.
Liam wyglądał na trochę poddenerwowanego.
- Ale jak kto ktoś was stworzył? – zmarszczył brwi. – Jakieś czary mary?
- Powiedzmy.
Nie minęła sekunda, jak chłopak złapał się za głowę.
- To śmieszne. – powiedział pod nosem. – Tego jest za dużo.
- Jak mówiłem, nie macie o niczym pojęcia, a wierzcie mi. – uśmiechnął się kącikiem. – Po tym świecie chodzą takie istoty, o których nawet nie śniliście.
- Wilkołaki? – zapytała Susan z fascynacją.
- Nie przesadzajmy. – Vior machnął ręką – Co prawda sam o mnóstwie rzeczy nie wiem. Nie zdziwiłbym się, gdyby na świecie istniały jeszcze inne stwory i ukrywały swe istnienie przed wszystkimi bytami na tej planecie, w tym przede mną. Jednakże skoro już wspomniałeś o, jak ty to nazwałeś, czary mary, to mogę wyznać, iż owszem. Za to odpowiedzialne są wyrocznie. I właśnie z nimi wiąże się teoria zapoczątkowania gatunku wampirów. Wiele osób twierdzi, że to one są odpowiedzialne za nasze istnienie, ale mimo wszystko nikt nie ma na to dowodu.
- Wyrocznie? To jakiś rodzaj czarownic? – Susan nawet nie ukrywała ciekawości.
- Tak. Można tak powiedzieć. – podrapał się w tył głowy. – Jednakże ich moc polega na czymś zupełnie innym. Gdy słyszy się słowo czarodziej, do głowy od razu przychodzą jakieś kule ognia czy kontrola wiatru. Innymi słowy zabawa żywiołami. Ale wyrocznie nie posiadają takiej mocy. One raczej... pracują w zgodzie z naturą. Zajmują się leczeniem ran, tworzeniem różnych naparów z ziół. To taki skrócony opis.
- To jest naprawdę interesujące. – powiedziała dziewczyna szczerze. – Nawet nie sądziłam, że aż tak bardzo się w to wciągnę. Świat skrywa aż tak wiele tajemnic?
- Znasz już odpowiedź na to pytanie.
Liam, w przeciwieństwie do Susan, miał już dość tych wszystkich informacji. Było to dla niego stanowczo zbyt wiele, jednak mimo to miał parę pytań, które chciałby zadać Viorowi.
- Mówisz, że ludzie nie mogą poznać, czy ktoś jest wampirem czy nie, ale jak jest z wami?
- Dużą rolę odgrywa intuicja. Jednak nie zmienia to faktu, że często sugerujemy się zapachem i tym, co słyszymy. – splótł ze sobą dłonie. – Bicie serca wampira ma zupełnie inny rytm, niż to należące do człowieka. – uśmiechnął się. – Tak, nam też bije serce, mimo że teoretycznie jesteśmy martwi. To dość ciekawa sprawa, czyż nie?
- Co z tym zapachem? – dopytywał Liam.
- Ciężko wyjaśnić. To się czuje. To coś w rodzaju aury, tyle że ta aura jest w formie zapachu... Rozumiesz?
- Powiedzmy. – uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał na Setha. – W takim razie potrafisz wyczuć od niego tę aurę?
Serce Setha łupnęło zadziwiająco głośno i mocno. Vior przeniósł na niego swoje zainteresowane ślepia. Usłyszał to.
Chłopak uniósł brwi, będąc nieco zdziwionym pytaniem Liama. Ukradkiem zerknął na przyglądającego mu się wampira, by następnie przenieść spojrzenie na punkt znajdujący się tuż obok.
- Nie wiem, przecież nie jestem wampirem. – zaśmiał się nerwowo. – Może i mam wyjątkowo wyostrzony węch, ale przecież nie wyczuję tej ich aury.
- Racja. – Vior kiwnął głową. – Tę aurę będzie w stanie wyczuć tylko wampir, gdyż on sam ją wytwarza i wie, co to takiego.
- Mam jeszcze parę pytań. – powiedziała Susan. – Masz coś przeciwko?
- Nie, ale obawiam się, że dziś już nie dam rady odpowiedzieć na wszystko. Zrobiło się późno, nie uważasz?
Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz telefonu.
- Co?! – zmarszczyła brwi. – Niby kiedy?
- Która już?
- Po pierwszej. – odpowiedziała, odkładając telefon.
- Tego typu rozmowy są dość czasochłonne. – powiedział Vior.
- Jeśli chcecie, możecie zostać na noc. – oznajmił Seth, zwracając się do przyjaciół.
- Twoja ciocia nie będzie mieć nic przeciwko? – zapytała Susan.
- Nie, Jane nie wróci na noc. – lekko się uśmiechnął.
Vior zerknął ukradkiem na Setha. Ciocia? Jane? Więc wie, że to nie jego matka? – pomyślał, lekko mrużąc oczy. W takim wypadku wyjaśnienie mu kilku spraw będzie prostsze, niż sądziłem.
- W takim razie rozmowę dokończymy kiedy indziej. Co wy na to? – zaproponował Vior.
- Jeśli tylko będziesz miał czas, z chęcią dowiem się kilku nowych rzeczy. – powiedziała Susan z uśmiechem.
- Odprowadzę cię do drzwi. – Seth podniósł się na nogi i zwrócił się do znajomych. – Jeśli jesteście głodni, w piekarniku jest jedzenie. Powinno być jeszcze ciepłe.
- Świetnie. – Liam wydał okrzyk zadowolenia i powędrował do kuchni. Tuż za nim podążyła Susan.
Vior podniósł się na nogi i zaczął iść w stronę wyjścia. Seth podążał za nim, jednak w przedpokoju zatrzymał się, na twarzy mając wypisaną niepewność. Wampir, widząc to, oparł się o ścianę i powiedział:
- Wygląda na to, że coś cię trapi.
Seth kiwnął głową.
- To prawda. Zastanawiam się na tym już dłuższą chwilę.
- O co chodzi?
Chłopak głośno przełknął ślinę. Lekko zadrżał, wstrząśnięty nowościami i emocjami.
- Myślisz, że to możliwe, aby wyczuć czyjąś obecność, jeśli bardzo tego chcemy?
Wampir zmrużył oczy na niższego od siebie nastolatka.
- Chyba tak.
- Nawet, jeśli ta osoba nie żyje? – uniósł jedną brew.
Vior ułożył usta w prostą linię.
- Co dokładnie się dzieje? – zapytał.
- Mam różne sny. Głównie są one przepełnione wspomnieniami, ale zdarzają się też nieco inne. Coś w rodzaju halucynacji. Mam wrażenie, jakby działo się to naprawdę, bo wszystko czuję. To naprawdę dziwne. – na jego twarzy pojawił się grymas. – Nigdy wcześniej nie miałem takich problemów. Ostatnio nawet słyszałem jego głos.
Vior obdarował Setha badawczym spojrzeniem.
- Jego?
- Ah, bo ty nie wiesz. – westchnął. – Mówię o przyjacielu, który zginął sześć lat temu.
Mężczyzna wziął większy wdech.
- Cóż, to całkiem możliwe, jeśli za kimś bardzo tęsknimy i dużo o tej osobie myślimy. To by wyjaśniało sny. Ale mówisz, że słyszałeś też jakiś głos?
- Tak. Wtedy przy lesie, kiedy się spotkaliśmy.
- Las nocą potrafi płatać różne figle. – łagodnie się uśmiechnął. – Czy ten przyjaciel był dla ciebie bardzo ważny?
- Tak. Był mi bliższy, niż ktokolwiek inny.
- Słyszałeś? – zerknął na drzwi, jednak po chwili wrócił do Setha i lekko klepnął go w plecy. – Nie martw się. Nie wydaje mi się, aby ten przyjaciel po tylu latach nagle zechciał cię nawiedzać. Ostatnio byłeś w centrum wielu niepokojących zdarzeń. Po prostu za dużo myślałeś i oto wynik.
- Może masz rację. – złapał się za kark. – Dzięki, że mnie wysłuchałeś.
- Żaden problem. – odchrząknął. – Czas na mnie. Do zobaczenia.
- Na razie. – lekko się uśmiechnął.
Kiedy Vior zniknął z pola widzenia, Seth wrócił do znajomych i zajął się swoją porcją jedzenia.


5 komentarzy :

  1. Poczytałabym tego jeszcze....

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    świetnie, trochę się rozjaśniło, ale tak nak naprawdę co jest prawdą, a co nie? mam tutaj pewne podejrzenia, Seth jest wampirem, albo kimś w tym rodzaju, może jego ojciec był wampirem?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic