środa, 10 sierpnia 2016

"Desirable blood" - Rozdział 7



Seth przedstawił przyjaciołom wszystko od samego początku. Zaczynając na jego przyjeździe, kończąc na dziwnej rozmowie z Viorem. Wspomniał również o jednorazowej sytuacji, kiedy to wyczuł swąd spalenizny ze swojego pokoju, a także swoich podejrzeniach względem rady. Chłopak miał rację. Rzeczywiście coś tutaj nie grało. Na chwilę obecną niestety nie posiadał żadnych konkretnych dowodów na poparcie swych słów. Miał jednak przeczucie, jakby niedługo miało się to zmienić.
Nie mógł zasnąć. Kiedy Susan i Liam smacznie drzemali, on w ciszy wgapiał się w sufit, ponownie rozmyślając nad wszystkim, co dotąd miało miejsce. Z czasem jednak skupił myśli na innej rzeczy. Czy gdyby zasnął, ponownie zobaczyłby swojego przyjaciela? Chciał to sprawdzić, ale bał się. Coś go powstrzymywało.
Nim się zorientował, nadszedł ranek. Poniósł się z łóżka i dopiero wtedy odczuł skutki uboczne braku snu. Przetarł oczy, po czym zerknął na wstającą z łóżka Susan. Dziewczyna poszła do kuchni, jak można by przypuszczać, zrobić śniadanie. Seth postanowił jej pomóc. I tak nie miał nic lepszego do roboty. Zanim jednak opuścił pokój, spojrzał na nadal śpiącego Liama. Spod kołdry wystawał jedynie czubek jego głowy. Widoczne włosy sterczały mu na wszystkie możliwe strony. Seth pokręcił głową, a następnie poszedł do Susan, która zajęła się robieniem herbaty.
- Czego się napijesz? – zapytała, wyciągając z lodówki ser i jakąś wędlinę.
- Kawy. Czuję, że bez kofeiny dziś nie przeżyję. – Seth oparł się o ścianę, wlepiając zaspane oczy w podłogę.
- Źle ci się spało?
- W ogóle nie spałem. – podrapał się w tył głowy, przenosząc wzrok na dziewczynę, która obdarzyła go zatroskanym spojrzeniem. Jednak po chwili na jej twarz wpłynął uśmiech. Susan podeszła do jednej z szafek i wyjęła z niej jakąś czarną torebkę.
- Mam nadzieję, że lubisz mocną kawę. – puściła Sethowi oczko.
- Chyba mogę powiedzieć, że uwielbiam. – uśmiechnął się kącikiem. – Ale to opakowanie mnie przeraża. – podszedł bliżej. – Co to za hieroglify?
- Hmm... dobre pytanie. – złapała się za podbródek. Seth się wzdrygnął. – Zakładam, że po prostu wszystkie informacje zapisane w innym języku. Ale nie martw się! To nic podejrzanego. Piłam już tę kawę, więc nie umrzesz od niej. – zaśmiała się cicho. – Kupiła mi ją mama, kiedy była za granicą.
- Dobrze, wierzę ci na słowo.
Wkrótce oboje skończyli przygotowywać śniadanie. Seth podjął się obudzenia Liama. Kiedy tylko zobaczył zrezygnowanie na twarzy Susan po wspomnieniu o chłopaku, wiedział, że będzie to ciężkie. Z początku słowa na niego nie działały. Wtedy mruczał jedynie coś pod nosem i nadal sprawiał wrażenie, jakby smacznie drzemał. Sethowi udało się zedrzeć z niego kołdrę. Po tym zrzucił go z łóżka. Liam, nie wiedząc co się stało, gwałtownie zerwał się do siadu i spojrzał pytająco na Setha.
- Śniadanie gotowe. – powiedział krótko, po czym pomógł koledze podnieść się na nogi.
Spotkała ich pewna niespodzianka, ponieważ kiedy tylko Liam podniósł się na nogi, na jego kroczu można było dostrzec wybrzuszenie. Seth parsknął pod nosem, czego zupełnie nie rozumiał Liam. Nadal nie wiedział, w jakiej sytuacji się znajdował. Na całe szczęście Seth w końcu wyjaśnił chłopakowi, co go tak rozbawiło. Liam momentalnie zrobił się czerwony i naciągnął na krocze bluzę. Przygryzł dolną wargę, jakby nie wiedział, co powiedzieć.
- Spokojnie, Liam. – Seth poklepał chłopaka po plecach, śmiejąc się pod nosem. – Też jestem facetem i doskonale rozumiem, że to normalne.
- Co nie zmienia faktu, że czuję się niekomfortowo. – burknął pod nosem.
Seth udał, że tego nie usłyszał.
- Leć szybko do łazienki i pozbądź się problemu, a ja zaczekam na ciebie na korytarzu.
Liam niepewnie wyszedł z pokoju. Kiedy Seth usłyszał trzask drzwi dobiegający z okolicy łazienki, ponownie parsknął śmiechem na głos. Dla niego nie było to nic dziwnego i nie śmiał się z samej sytuacji, a zabawnego zachowania Liama. Wstydził się, jakby nie wiadomo co się stało. Seth trochę się uspokoił i wyszedł z pokoju, po czym oparł się o ścianę i zaczekał na kolegę, który wyszedł z łazienki po kilku minutach. Nadal był trochę zaczerwieniony na twarzy, ale Seth już się wystarczająco ponabijał, więc przestał zwracać na to uwagę. Obaj zeszli na dół i usiedli przy stole.
- Co wam tyle zajęło? – zapytała Susan, jedząc kanapkę.
Liam zerknął ukradkiem na Setha.
- Nie wziąłem twoich słów na poważnie. Jego naprawdę ciężko dobudzić. – szatyn westchnął teatralnie, zachowując poszczególne szczegóły dla siebie.
- A nie mówiłam? Same z nim problemy.
Do południa czas dłużył się i dłużył. Seth przed wyjściem usłyszał od Susan, że całą trójka spotkają się późnym wieczorem przy starej kapliczce w pobliżu kościoła. Seth wiedział, o czym mówiła dziewczyna, więc z góry założył, że dojdzie tam bez problemu. W domu trafił na Jane rozmawiającą z kimś przez telefon. Nie zauważyła powrotu Setha, więc kontynuowała rozmowę, robiąc to naprawdę głośnio. Chłopak nie do końca rozumiał, o czym kobieta rozmawiała. Wyłapywał jedynie jakieś niezrozumiałe skrawki rozmowy jak póki co nie wychwyciłam nic podejrzanego dzień czy chociaż wątpię, aby moc już się objawiła. Nie rozumiał żadnej z tych rzeczy, więc olał rozmowę i poszedł do siebie, gdzie oddał się niedługiej drzemce.
Tym razem we śnie nie odwiedził go przyjaciel. Przez to chłopak odczuł pewnego rodzaju rozczarowanie. Jakby oczekiwał czegoś innego. Nie chciał się jednak niczym zadręczać. I tak miał już wystarczającą liczbę problemów. Po co miałby sobie dokładać.
Wziął szybki prysznic i założył coś cieplejszego, gdyż przewidywano chłodniejszą noc. Jakieś dwadzieścia minut przed umówioną godziną wyszedł z domu i udał się w stronę kapliczki. Na szczęście nie miał żadnych problemów z dotarciem do niej. Zauważył, że Susan z Liamem jeszcze nie przyszli, więc usiadł na niskim murku i rozejrzał się wokół siebie. Tuż za nim znajdował się ciemny las, który go o dziwo ani trochę nie przerażał. Miał w sobie coś interesującego. Seth myślał w ten sposób prawdopodobnie przez to, że był z miasta i przedtem nie miał zbyt dużej styczności z lasami.
Nieznane od zawsze fascynowało ludzi.
Było tu tak spokojnie i cicho, że chłopak zamknął oczy i zaczął przysłuchiwać się dźwiękom dobiegającym zza jego pleców. Głównie był to świst porywanych przez wiatr gałęzi drzew, ale też od czasu do czasu parę świerszczy dawało o sobie znać. Poza tym bardzo ładnie tu pachniało. Ku zdziwieniu Setha, zapachy, które czuł, ponownie sprawiały wrażenie aż nazbyt intensywnych. Delikatny zapach ziemi przecinający się z tym roślin, porządnie wydeptanej ściółki, wilgotnej kory drzewnej, aż w końcu... coś podobnego do zaschniętej krwi. O dziwo chłopak nie zareagował. Ten jeden raz miał wrażenie, jakby ten zapach był dla niego na porządku dziennym. Jakby nie był niczym szczególnym. Przechylił łebek na bok i w jednej chwili zerwał się na nogi, błyskawicznie oglądając się za siebie. Dosłownie niecałą sekundę temu usłyszał, jak ktoś wypowiedział jego imię. Dźwięk wyraźnie dobiegał zza jego pleców. Był to miły, kojący, od razu zapadający w pamięć ton głosu.
Wiatr zawiał trochę mocniej, pozwalając chłopakowi poczuć na twarzy krople wody. Zaczęło kropić. Krótką chwilę później do Setha zadzwoniła Susan, informując go, iż wraz z Liamem napotkali mały problem na drodze i mogą się trochę spóźnić.
Seth schował telefon do kieszeni i ponownie klapnął na murku. Towarzyszyło mu dziwne uczucie. Pewnego rodzaju niepokój, jednak nie można było powiedzieć, iż się bał. Był raczej... zaintrygowany; skołowany sytuacją sprzed chwili. Ewidentnie to usłyszał. Niestety nie mógł skojarzyć, do kogo ta barwa głosu mogłaby należeć. A wydawała mu się znajoma.
Kolejne parę minut upłynęło w ciszy. Krople deszczu coraz częściej zahaczały o bladą twarz Setha, co mu na szczęście nie przeszkadzało. Zamiast tego rozluźnił ramiona i spojrzał w górę, mrużąc oczy. Niebo nie wyglądało na tak łyse, jak w mieście. Wydawać by się mogło, że na każdy jego milimetr kwadratowy przypadały miliony gwiazd. Widok ten był zadziwiający, jak i nużący. Seth niemal od razu spostrzegł, że zrobił się senny przez samo patrzenie na te błyszczące punkciki. Lekko potrząsnął głową i skupił się na starej, zaniedbanej kapliczce. Po chwili wpatrywania się w obiekt, niecały metr obok dostrzegł sylwetkę. Od razu podniósł się na nogi, zakładając, iż jego znajomi wreszcie raczyli przyjść. Oczywiście był w błędzie. Na całe szczęście znał tę osobę, więc miał pewność, że nic mu nie grozi.
- Co tu robisz całkiem sam? W dodatku o tak późnej porze? – zapytał mężczyzna, podchodząc do Setha.
- Czekam na znajomych.
- Nie boisz się?
- To dziwne? – odpowiedział pytaniem na pytanie, lekko się uśmiechając. – Wiesz, Vior, nie wiem jak to wyjaśnić, ale po prostu mam pewność, że nic mi tu nie grozi. – uniósł ramiona, nabierając sporo powietrza do płuc. – Nawet nie wiem dlaczego. Po prostu tak czuję.
- No tak. Bo w końcu ty nie masz czego się bać. – powiedział na tyle cicho, że Seth nie zdołał wszystkiego usłyszeć.
Seth podrapał się w tył głowy, zastanawiając się, czy przedtem usłyszał głos Viora. Ten wołający jego imię.
- Jak długo tu jesteś?
- Dopiero, co przyszedłem. – odpowiedział szczerze, spoglądając na kapliczkę. – Miałem kilka spraw do załatwienia w pobliżu.
Więc to nie on, pomyślał.
- Dość często widuję cię w mieście. Nikt nie nabiera podejrzeń względem ciebie?
- A dlaczego ktokolwiek miałby na mnie zwracać uwagę? – wampir uśmiechnął się kącikiem. – Myślisz, że ludzie z góry potrafią rozpoznać wampira?
Seth zastanowił się przed chwilę nad odpowiedzią.
- Osoby z rady doskonale znają twoje imię.
- I tylko imię. Nie znają twarzy tego słynnego Viora. – przeszedł kawałek i klapnął na murku, po czym wskazał Sethowi, aby ten usiadł obok. – Nie rozpoznasz wampira bazując na wyglądzie. Niczym się nie różnimy od ludzi. Nie świecimy w słońcu ani też od niego nie giniemy.
- Słońce nie działa na wampiry? – zapytał zaciekawiony Seth.
- Nie. To wszystko to mity. – zerknął na szatyna. – To samo z kościołem, krzyżami, wodą święconą, czosnkiem... – wymieniał kolejno. – To zwykłe bajki.
Seth zmarszczył brwi. To, co mówił Vior, trochę odbiegało od tego, co kiedyś usłyszał od znajomych.
- Coś nie tak? – zapytał mężczyzna, widząc zmieszanie na twarzy Setha.
Chłopak przygryzł dolną wargę, splatając ze sobą własne dłonie.
- Mam tak wiele pytań, ale nie wiem, od czego zacząć... Też nie wiem, czy będziesz chciał na nie odpowiedzieć...
- Nie mam nic do ukrycia. – oznajmił miłym tonem głosu. – Zwłaszcza przed tobą.
Seth uniósł brwi, wlepiając oczy w twarz Viora.
- Zwłaszcza przede mną? – przechylił łebek na bok. – Co chcesz przez to powiedzieć?
Vior wziął spory wdech, wahając się przed odpowiedzią.
- Jesteś kimś, kto musi poznać całą prawdę. Ale nie o tym teraz. – złożył dłonie jak do modlitwy, posyłając uśmiech chłopakowi. – Mówisz, że masz mnóstwo pytań, tak? – w odpowiedzi otrzymał jedno kiwnięcie głową. – W takim razie umówmy się na spotkanie w twoim domu. Na spokojnie, żeby nikt nam nie przeszkadzał.
- Dobrze, ale najlepiej, jakby nie było wtedy Jane...
- Ona nie będzie żadnym problemem. – przerwał Sethowi, wiedząc, co ten miał na myśli.
- No dobrze. – przełknął ślinę, chcąc spytać o coś jeszcze. – Em... Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym zaprosił dwóch znajomych?
Vior przez chwilę milczał.
- Jesteś pewien, że możesz im zaufać? – zapytał, badawczo patrząc na chłopaka.
- Mhm. – potwierdził. – To oni mnie wprowadzili w całą tę historię z wampirami.
- Błędnie, jak przypuszczam. – dopowiedział sobie, wzdychając pod nosem.
- Do tego zmierzam. – Seth kontynuował. – Chcę, aby i oni mogli poznać prawdę.
- Myślisz, że uwierzą wampirowi?
Seth przełknął ślinę.
- Ja ci wierzę.
Vior uśmiechnął się kącikiem.
- Dobrze więc. – wstał, bokiem odwracając się do chłopaka. – Za dwa dni. Pasuje?
- Jak najbardziej. – ułożył usta w prostą linię.
- Wpadnę wieczorem.
Po chwili mężczyzny już nie było w pobliżu. Seth odetchnął z ulgą, czując, że jest coraz bliżej poznania prawdy, co było dla niego naprawdę świetnym wyjściem. Na horyzoncie dostrzegł dwie znajome mu sylwetki. Pomachał do przyjaciół, aby zdołali go zauważyć.
Wychwycenie jego obecności nie było niczym trudnym. Pomimo panującej ciemności, chłopak był aż nazbyt widoczny. Zalety bladej karnacji.
- Wybacz, że aż tyle nam zeszło. – dziewczyna z trudem łapała oddech. – Ale się zmęczyłam!
- Biegliście? – zauważył Seth.
- Taa. – odpowiedział Liam, przecierając czoło. – Nie chcieliśmy kazać ci dłużej czekać.
- Co za różnica. – wzruszył ramionami, śmiejąc się pod nosem. – I tak długo czekałem.
Chłopak zaśmiał się na głos.
- Mógłbyś chociaż zaprzeczyć.
Susan zaprowadziła przyjaciół w głąb lasu. Ciemność i cisza dobijały Liama, choć chłopak nie dawał tego po sobie poznać. A przynajmniej tak myślał.
- Wpadniecie do mnie za dwa dni wieczorem? – zapytał Seth.
- Hm. Wtedy raczej nie mam nic do roboty. – oznajmił Liam.
- Ja też nie.
Wycieczka trwała jeszcze trochę czasu. W końcu i Seth się zmęczył. Dobiło go wchodzenie pod sporą górkę. Chłopak zauważył, że im dalej szli, tym niebo posiadało coraz dziwniejszą poświatę. Dostrzegł też coraz mniejszą liczbę drzew w okolicy. Susan - znajdująca się dobre dziesięć metrów przed chłopakami - wydała z siebie jakiś dziwny okrzyk i zaczęła biec przed siebie. Seth i Liam musieli się doczłapać w swoim tempie, przez cały mając wlepiony wzrok w ziemię, jakby miało im to jakoś pomóc. Kiedy stanęli obok dziewczyny, dopiero wtedy przenieśli spojrzenie w górę. Obaj rozdziawili buzię.
- Czy to zorza polarna? – zapytał Liam, mając szeroko otwarte patrzałki.
- Aha! – krzyknęła uradowana Susan. – Piękny widok, co?
- Robi wrażenie.
Seth nic nie mówił. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Ale doskonale pamiętał, że była osoba, którą bardzo pasjonowały zjawiska tego typu.
- Co jest, Seth, nie podoba ci się, że nic nie mówisz? – zapytała Susan, patrząc przed siebie.
Chłopak stał zamyślony przez jakiś czas. W końcu jednak pozbierał się i odpowiedział dziewczynie.
- Nie, to nie to. – uśmiechnął się lekko. – Po prostu myślałem o osobie, która zawsze chciała coś takiego zobaczyć.


6 komentarzy :

  1. Jeeezu~~~~ Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziałuu (Jesteś kurde jak Polsat XDD) Rozdział świetny jak zawsze z resztą :) Pozdrawiam cieplusio <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No wreszcie kolejna część. No nic dodać, nic ująć
    czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    o czym Jane rozmawiała? kim była ta osoba, która wymawiała jego imię? jest wampirem, biorąc pod uwagę słowa Viora...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic