piątek, 29 lipca 2016

Voldemort x Harry/Tom Riddle x Harry - "I am Lord Voldemort"

I am Lord Voldemort


Gatunek: Yaoi, fanfiction.
Numer rozdziału: 1.
Autor: Chizu Chan.
  




                W chwili, gdy zobaczył ją leżącą na podłodze, bez namysłu zaczął biec. Padł na kolana, wołając ją po imieniu, mówiąc, aby się obudziła.
- Musisz żyć! – krzyknął, łapiąc dziewczynę za twarz.
                W tym momencie z ciemności wyłonił się ktoś jeszcze.
- Nie obudzi się. – powiedział, idąc spokojnym krokiem.
                Harry przeniósł wzrok na osobę, która zmierzała w jego kierunku. Dobrze znał tę twarz.
- Tom. – wypowiedział jego imię załamującym się głosem. – Tom Riddle. Jak to się nie obudzi? Czy ona…?
- Już słabnie. – przerwał Potterowi, podchodząc jeszcze bliżej. – Choć jeszcze żyje.
- Jesteś duchem…? – podniósł się na nogi, patrząc Tomowi w oczy.
- Wspomnieniem. Żyjącym w dzienniku od półwiecza.
                Harry przeniósł wzrok na dziewczynę, po chwili łapiąc ją za dłoń.
- Jest zimna jak lód... – zmarszczył brwi. – Błagam cię, nie umieraj, obudź się.
                Tom, korzystając z chwili, podniósł różdżkę Harry’ego. Chłopak z początku tego nie spostrzegł, gdyż był za bardzo skupiony na nieprzytomnej dziewczynie.
- Tom, musisz mi pomóc. Tu jest bazyliszek. – nadal spoglądał na dziewczynę.
- Nie zjawi się niewzywany. – powiedział pewnie, uśmiechając się kącikiem.
                Dopiero teraz Harry przeniósł wzrok na Toma. Widząc, że trzyma on w ręku różdżkę, trochę się zmieszał.
- Oddaj mi różdżkę, Tom. – podniósł się na nogi.
- Nie zrobię tego. – zmrużył oczy.
                Harry nie rozumiał jego zachowania.
- Chcę stąd wyjść. Pragnę ją uratować! – krzyknął, dziwnie gestykulując.
- Ja ci w tym niestety nie pomogę. – odwrócił wzrok. – Widzisz… gdy ona słabnie, ja rosnę w siłę.
                Przez plecy Harry’ego przeszedł zimny dreszcz. Spoglądał z lekkim przerażeniem na Toma. Przez myśl mu przeszło coś pozornie niemożliwego.
- Tak, Harry, to właśnie ona otworzyła komnatę tajemnic. – utwierdził chłopaka w przekonaniu, rozglądając się wokół.
- Nie… Nieprawda. To niemożliwe. – rzekł Harry, niedowierzając w słowa wyższego od siebie chłopaka.
- To ona napuściła bazyliszka na szlamy i nabazgrała niebezpieczne napisy na ścianach. – spojrzał na Pottera, który definitywnie nie chciał w to wierzyć.
- Dlaczego…? – uniósł brwi. – Przecież… nie miała ku temu najmniejszego powodu…
                Tom uśmiechnął się szyderczo.
- Bo jej kazałem. – wyznał ze szczerością w głosie, na co Potter rozdziawił buzię, ale też się przeraził. – Jak chcę, mogę być… – zamilkł na chwilę, szukając odpowiedniego słowa. – Bardzo przekonujący. – ponownie się uśmiechnął, tym razem jednak zrobił to w nieco inny sposób, przyprawiając Harry’ego o ponowny przypływ dreszczy. – Nie do końca wiedziała, co robi. Była do pewnego stopnia w transie. Wreszcie moc dziennika zaczęła ją przerażać i zechciała się go za wszelką cenę pozbyć w toalecie. Lecz on... – podszedł jeszcze bliżej Pottera. – Trafił ci jakimś cudem pod nos. A na tym właśnie zależało mi najbardziej.
- Chciałeś mnie poznać? – zapytał Potter, utrzymując kontakt wzrokowy. – Dlaczego?
- Chciałem rozmawiać. Poznać cię trochę. – uśmiechnął się w uroczy sposób. – Aby zdobyć twoje zaufanie, postanowiłem pokazać ci, jak załatwiłem Hagrida.
- To mój przyjaciel! – krzyknął, jednak po chwili się opanował i dokończył poważnym tonem. – A ty go bezczelnie wrobiłeś.
- Zawsze miał coś na sumieniu. – wredny uśmiech nie schodził z jego twarzy. – Tylko Dumbledore wierzył w niego.
- Założę się, że od razu cię wyczuł. – powiedział pewnie, na co Tom przewrócił oczami.
- W każdym razie zaczął mnie dokładniej obserwować. Uznałem, że nie otworzę więcej komnaty, dopóki jestem w szkole, dlatego zostawiłem ten dziennik, w którym utrwaliłem swój wizerunek, by pewnego dnia móc poprowadzić kogoś, kto skończy szlachetne dzieło mego mistrza. – opowiadał, chodząc wokół Pottera, który to jedynie śledził go wzrokiem.
- Niestety, nie tym razem. – stanął Tomowi na drodze. – Już niedługo dojrzeją mandragory i wszyscy spetryfikowani wrócą do życia.
                Tom pokręcił głową.
- Jak chcesz wiedzieć, tępienie szlam mnie już zupełnie nie interesuje. – uśmiechnął się ponownie, co trochę zakłopotało Pottera. – Od miesięcy mam nowy cel, którym… - przeciągnął dostatecznie długo, aby Harry przybrał niecierpliwy wyraz twarzy. Riddle, widząc to, uśmiechnął się z satysfakcją i wreszcie dodał: – …jesteś ty.
                Harry osłupiał. Rozdziawił buzię i spoglądał tak na Toma przez jakiś czas, nic nie mówiąc. Riddle na ten widok jedynie poszerzył swój uśmiech i wyminął Pottera, mówiąc dalej.
- Powiedz, jak dziecko nieposiadające szczególnej magicznej mocy pokonało największego czarodzieja wszech czasów? – zapytał, stojąc plecami do Pottera.
                W głosie Toma można było wyczuć gniew.
- Dlaczego ocalałeś z blizną zaledwie, a Lord Voldemort utracił swą siłę? – spojrzał na Pottera, piorunując go wzrokiem.
- Co cię obchodzi, jak ocalałem? – zapytał, marszcząc brwi. – Voldemort zjawił się po tobie.
                Tom podszedł do Harry’ego, obdarzając go spojrzeniem, jakby ten nic nie rozumiał.
- Voldemort, mój drogi Harry, był ze mną, jest i… będzie. – zmrużył oczy, po czym odwrócił się plecami do chłopaka i wyciągnął różdżkę.
                Napisał nią w powietrzu trzy słowa, które były jego pełnym imieniem: Tom Marvolo Riddle, a następnie machnął dłonią, rozpraszając wszystkie litery, które po chwili uformowały się w inne słowa. I am Lord Voldemort*. Słowa po chwili zniknęły, a Tom spojrzał na Harry’ego, którego definitywnie ogarnęło przerażenie.
- Jesteś…
- Dokładnie tak, Harry.
                Spoglądali na siebie przez chwilę w ciszy.
- Jesteś Voldemort.
- Oczywiście. – zaśmiał się, jakby uważał Pottera za skończonego idiotę, po czym kontynuował. – A co, sądziłeś, że zechcę zachować nazwisko po ojcu z rodziny mugoli? – jego twarz przyozdobiła kpina. – Nie. Nadałem sobie całkiem nowe. Chciałem, żeby czarodzieje nawet bali się je wymówić, jak zostanę największym czarownikiem świata.
- Dumbledore jest największym czarownikiem świata.
- Dumbledora usunięto ze szkoły przez samą pamięć o mnie.
- On zawsze tu będzie. W szkole są ludzie wierni jego ideom. – nie ustępował.
                Tom zmarszczył brwi. Był zły. Jednak sam nie rozumiał, czym ta złość była wywołana. Bo przecież Potter nie powiedział nic tak ważnego, co mogłoby go aż tak rozzłościć. Za tym stało coś jeszcze.
                Od samego początku to go zastanawiało. Dlaczego tak bardzo irytowała go postawa Pottera? Czemu jego słowa miały tak wielki wpływ na to, co czuł?
                Nie pozwalając mu na powiedzenie nic więcej, złapał go za ramiona i pchnął na ziemię. Harry upadł na plecy, ale nie zdołał się podnieść, gdyż Tom usiadł okrakiem na jego biodrach. Na nowo złapał go za ramiona i przygwoździł do podłogi. Harry nie mógł nic powiedzieć. Był zszokowany. Tom przeniósł jego ręce nad głowę i jednym ruchem różdżki związał je grubym pnączem, które wyrastało z ziemi. Tym oto sposobem sprawił, że Harry nie mógł uwolnić swych dłoni. Nie miał jak się wyrwać.
                Zastanawiał się, dlaczego to robił. Co nim kierowało? Nieważne, jak bardzo nad tym rozmyślał, nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Nie mógł też przerwać. Był jakby… w transie.
                Rozdarł jego koszulę, a następnie spodnie. Bawił się tak, dopóki nie pozbawił Pottera wszystkich części garderoby. Widząc go w takim stanie pod sobą, uśmiechnął się usatysfakcjonowany, po czym przejechał jedną z dłoni po ciele chłopaka, zaczynając od torsu, kończąc na podbrzuszu. Tam zaczął kreślić różne znaki, co bardzo szybko pobudziło kolegę Pottera.
Chłopak był przerażony. Szok wywołany zaistniałą sytuacją nie pozwalał mu kompletnie na nic. Ale mimo wszystko nie potrafił ukryć zawstydzenia, jakie go dopadło, kiedy Tom pozbawił go wszelkiego odzienia. Niemal od początku jego twarz zalana była purpurą, jednak teraz ten kolor przeszedł nawet na uszy.
Widok ten podniecił Toma dostatecznie. Nie chcąc czekać ani chwili dłużej, pochylił się nad chłopakiem i zaczął całować go po szyi, raz po raz zostawiając malutką, czerwoną jak twarz Harry’ego malinkę. Unosił się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu trafił na usta Pottera. Delikatnie je przygryzł, po czym całkiem się w nie wpił. Słysząc ciche pojękiwania Harry’ego, postanowił zrobić jeszcze więcej. Dłonią złapał chłopaka za członka, a następnie bardzo mocno go ścisnął. Potter stęknął z bólu, jednak po chwili przeleciała po nim fala przyjemności, gdyż Tom zaczął poruszać ręką w górę i w dół. Harry zaczął w końcu jęczeć z przyjemności. Tom myślał, że zwariuje, widząc i słysząc to wszystko.
Ten głos.
To ciepło bijące od chłopaka.
Jego puls.
Drżące, chude ciałko.
Niespokojny oddech.
Wszystko zamykało Toma w klatce.
W celi, z której nie potrafił uciec.
 Teraz zrozumiał. Od początku tego pragnął. To stąd wynikała jego złość i frustracja, kiedy Potter wspominał o innych. Nieważne, że mówił o nich w zupełnie innym kontekście. To wystarczyło, aby wywołać zazdrość Riddle’a.
Nawet, jeśli miał to być pierwszy i ostatni raz, chciał zasmakować każdego centymetra ciała drobniejszego chłopaka. Nie zważał na to, czy sprawiał mu swoją zaborczością ból. Nawet o tym nie myślał. Był egoistą.
 Zwinnie rozstawił jego nogi na tyle, aby mieć dostęp do ciasnego wejścia. Napluł sobie na dłoń i bez krzty zawahania wpakował w niego od razu dwa palce. Chciał jak najszybciej w niego wejść. Już wystarczająco długo się powstrzymywał.
 Potter wygiął się w łuk, mocno zamykając oczy. Z całą pewnością czuł ból. Ogromny ból. Tom poruszał palcami wewnątrz Harry’ego, który z czasem zaczął się przyzwyczajać. Mimo to łzy nie przestawały płynąć po jego policzkach. Biedaczek nie był świadom, że czymś takim jeszcze bardziej nakręcał Toma. Już po chwili czuł coś o wiele większego i twardszego przy swoim wejściu. Nie musiał długo czekać, żeby poczuć go całego w sobie. Nadal bolało, nawet o wiele bardziej, niż kiedy Tom nagle włożył w niego dwa palce.
- Jesteś naprawdę ciasny, Harry. – powiedział, uśmiechając się z satysfakcją.
                Wiedział, że denerwował tym chłopaka, jednak nie mógł przestać. Widząc go cierpiącego, czuł się o wiele lepiej, niż mógłby przypuszczać. Z początku lekko poruszał biodrami, aby i Potter mógł odczuwać jakąś przyjemność, ale w końcu zaczął robić to dość brutalnie. Było mu niebywale dobrze, kiedy widział małe, drżące ciałko Pottera pod sobą. Uczucia się potęgowały, kiedy dodatkowo widział jego zapłakaną twarz.
                Zdawał sobie sprawę, iż ten obraz pozostanie w jego pamięci przez bardzo długi czas.
                Kiedy wreszcie doszedł, nie chciał wyjść na egoistę, którym i tak był, i dogodził Harry’emu ręką. Przykrył go skrawkiem potarganej koszuli, po czym stanął na nogi i ostatni raz na niego spojrzał. Po upływie paru sekund odwrócił głowę i zaczął zmierzać w stronę ciemności, z której jakiś czas temu się wyłonił. Zanim tam jednak wszedł, powiedział tylko:
- Żegnaj, Potter.
                I zniknął w przerażającej czerni.

2 komentarze :

  1. Hej,
    autorko, trafiłam tutaj tak właściwie można powiedzieć niedawno, jak na razie powoli czytam teksty, zaczęłam od "Desered blood", które mi się podoba, klimaty które uwielbiam, ale ten tekst już przeczytałam, bardzo mi się podobało, czy istniała by jakaś szansa na coś dłuższego o Harrym i Tomie?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szansa zawsze jest, ale musiałabym mieć jakiś pomysł na całą akcję i tak dalej. :D Może coś mi się nasunie, zobaczę.

      Usuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic