środa, 27 lipca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 4



Chłopak stresował się od samego początku rozmową z członkami rady miasta. Na całe szczęście, kiedy tylko zebrano od niego informacje na temat tego, co zobaczył, pozwolono mu wrócić do domu.
Całkiem podejrzane, ale chłopak dla własnego dobra wolał w to nie wnikać.
Mimo wszystko jedna kwestia wciąż go zastanawiała. Dlaczego Lucianowi przydzielono obserwację jego osoby? To nie miało najmniejszego sensu. Przecież nie był on kimś, kogo należało mieć na oku. Był zwykłym chłopakiem, który przez nieuwagę strażnika został wplątany w morderstwo pewnej kobiety. Nic poza tym.
Kiedy znalazł się na świeżym powietrzu, przeciągnął się z ulgą i od razu udał w stronę domu. Był już wieczór, a przecież miał wrócić do ciotki zaraz po zaniesieniu pudła na targi. Jego wyjście się trochę przeciągnęło. W domu czekała już na niego kolacja.
- Co ci zajęło tyle czasu? – zapytała go Jane, pijąc kawę.
- Powiedzmy, że musiałem z kimś porozmawiać. – zaznaczył specyficznie jedno słowo, po czym zatopił zęby w kanapce, chwilę później popijając ją ciepłą herbatą.
Kobieta zaśmiała się melodyjnie.
- Pewnie znowu poszedłeś się napić z Liamem, przyznaj się.
- Nie tym razem, naprawdę.
Jane skinęła głową.
- W sumie to nawet lepiej. – poprawiła długie, jasne włosy. – Nie chciałabym, abyś całe życie spędzał w barze pijąc piwo czy inne świństwo.
- Przyjąłem. – uśmiechnął się.
Skończył posiłek w spokoju i poszedł do swojego pokoju. Dopiero tam mógł zachować się naturalnie i w jakiś sposób wyładować emocje. Oczywiście nie krzyczał w poduszkę, nic z tych rzeczy. Wziął raczej głęboki wdech i na spokojnie zaczął się nad wszystkim na nowo zastanawiać.
Czas zleciał mu niebywale szybko, finalnie doprowadzając go do popadnięcia w niedźwiedzi sen.
Rankiem wpadł Liam. Koniec końców, chłopcy byli jeszcze w wieku szkolnym i niestety musieli się uczyć. Seth z trudem zwlekł się z łóżka, jednak kiedy już tego dokonał, szybko wziął prysznic i ubrał się. W drodze do szkoły streścił koledze wszystkie wydarzenia, które miały miejsce poprzedniego dnia. Liam był naprawdę zdumiony faktem, iż Seth doświadczył aż tylu nieprzyjemnych rzeczy w ciągu kilku godzin. Ponadto sam stwierdził, że rada po całym zajściu wydała mu się podejrzana, choć sam nigdy nie miał z nią styczności.
Kiedy chłopak opowiedział o tym wszystkim jeszcze raz - tym razem wyjaśnienia kierując do Susan - spotkał się z nieco inną reakcja. Dziewczyna nie uważała, aby rada była dziwna. Usprawiedliwić to można było tym, iż mama Susan była członkinią rady i ona po prostu nie chciała źle myśleć o swojej rodzicielce czy też w nią wątpić, zwłaszcza że miała tylko ją.
Na szczęście nie doszło do żadnych kłótni. Susan przyjęła do wiadomości, że Seth mógł się trochę zmieszać po konfrontacji z wampirem i najważniejszymi osobami w radzie, jednak wolała nie drążyć tematu i porozmawiać o czymś innym - lżejszym. Zaprosiła chłopaków na noc do siebie na weekend. Obaj z góry się zgodzili.
W szkole chłopakom obiło się o uszy coś o nowych uczniach, którzy naukę rozpoczną dopiero za jakiś czas. Seth nie mógł się powstrzymać i z góry zaczął coś podejrzewać, choć nie chciał się do tego przyznawać. W duchu wiedział, że przesadza z tym wszystkim; że powinien trochę wyluzować i przestać się tak bardzo przejmować każdą pojedynczą sytuacją, która odstawała od normy w choćby minimalnym stopniu. W końcu zawsze twierdził, że szukanie dziury w całym jest po prostu głupie. Teraz sam dokładnie to robił. Chciał jak najszybciej z tym skończyć.
Po lekcjach poszedł od razu do domu, zabierając ze sobą Liama. Już na wejściu trafił na zabieganą Jane, która powiedziała mu jedynie, że jedzenie zostawiła w lodówce, po czym wyszła, zostawiając chłopaków samych. Seth nie był na razie głodny, Liam również, dlatego bez słowa od razu poszli na górę. Trochę pograli na konsoli, trochę porozmawiali, jednak to drugie zostało szybko przerwane, gdyż Seth w pewnym momencie poczuł dość wyraźny swąd spalenizny.
- Ja nic takiego nie czuję. – Liam podrapał się w tył głowy. – Jedynie twój odświeżacz powietrza, a to chyba jakiś owocowy zapach, nie żadna spalenizna.
- Mówię poważnie.
Seth podniósł się z miejsca, a następnie ruszył w stronę drzwi.
Liam poszedł za nim, biorąc całą tę sytuację za jakiś dowcip, jednak kiedy na dole rzeczywiście poczuł ten nieprzyjemny zapach, nie ukrył zdumienia.
Jakim cudem wyczuł to ze swojego pokoju? Zastanowił się Liam, obserwując poważną twarz kolegi.
W kuchni znaleźli ustawioną na włączonym gazie patelnię, której zawartość definitywnie była już do wyrzucenia. Seth wyłączył gaz, a następnie wyrzucił przypalone jedzenie do kosza. Liam w tym czasie pootwierał okna, aby trochę przewietrzyć pomieszczenie. Po wszystkim Seth złapał się za boki i odetchnął z ulgą, ponieważ było już po wszystkim. Spokój jednak szybko przeminął, gdyż chłopak uświadomił sobie, że w domu był tylko on z kolegą, a Jane wyraźnie powiedziała, że jedzenie odłożyła do lodówki, a nie zostawiła na gazie.



5 komentarzy :

  1. Czemu w takim momencie ~~Nie wytrzymam do następnego rozdziału ... (a raczej postaram sie ;p) Pozdrawiam cieplusioo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie czemu w takim momencie??????

    OdpowiedzUsuń
  3. Wampiry chciały coś ugotować Seth'owi..?

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja teoria jest taka:
    Kiedy ataki wampirów w mieście ustały narodził się Seth, bo jest synem jakiegoś potężnego wampira ale jego wampirze moce zostały zapieczętowane (niczym w naruto) i został podrzucony do ludzkiej rodziny. w tym czasie trwały jego poszukiwania. Wampiry odnaleźli go akurat w tym mieście i dlatego zaczęły znowu atakować, ponieważ chcą go z powrotem.

    W każdym razie tak brzmi moja wersja wydarzeń :)
    A tajemnica "nawiedzonej patelni" to też sprawka wampirów!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    to jest podejrzane, jeśli to prawda z tymi atakami, że ich pojawienie się tutaj wiąże się z atakami... kto wstawił to jedzenie na kuchenkę?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic