niedziela, 17 lipca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 3



Spotkanie Setha i Viora rozpoczęło ciąg dziwnych wydarzeń. Nocą w mieście pojawiały się podejrzane, niewielkie grupy wypytujące o ciemnowłosego chłopaka, zamieszkującego tę okolicę. Ludzie na całe szczęście zbywali pytających. Rada miasta postanowiła się tym zainteresować.
Kiedy Seth zaniósł list, wywołał lekki konflikt wśród radnych. Z początku nie chcieli oni dopuścić chłopaka do kobiety, której miał przekazać dokument, jednak kiedy powiedział przy wszystkich, iż dostał to od mężczyzny o imieniu Vior, wszyscy zamilkli, a po chwili zaczęli zalewać szatyna pytaniami. Seth nie powiedział zbyt wiele. Tak radziła mu Susan, aby nie narobił sobie problemów. Gdy został zapytany o szczegóły, odpowiedział jedynie, iż spotkał tego mężczyznę w mieście i został poproszony o przekazanie listu. Tyle. Nie uwierzyli mu, jednak pozwolili odejść, mówiąc, że to wszystko. Wtedy właśnie zaczęła się kontrola chłopaka dla sprawdzenia, czy oby na pewno nic nie wiedział.
- Nadal cię śledzą? – zapytała Susan, kiedy Seth wspomniał o dziwnym, podążającym za nim przez dłuższy czas mężczyźnie.
- Na to wychodzi. – westchnął.
- Rada to pół biedy. – wtrącił Liam. – Słyszeliście, że nocą kręcą się dziwni ludzie i o kogoś wypytują?
- Coś mi się obiło o uszy. – dziewczyna złapała się za podbródek. – Dlaczego to się dzieje? Jak dotąd było spokojnie. – zmarszczyła brwi.
Głos ponownie zabrał Liam.
- Myślisz, że spotkanie tego wampira może mieć z tym jakiś związek?
Seth zaczął rozmyślać nad tym, co dokładnie mówił Vior, kiedy na siebie wpadli.
- Wiecie... - zaczął, lekko ściągając brwi. - Wydaje mi się, że on był rozwścieczony śmiercią Lily.
- Coś o tym wspominałeś... Twierdził, że byli ze sobą, tak? – spytał Liam.
- Mhm. – przytaknął Seth, mrużąc oczy.
- Ale w takim razie dlaczego to ciebie szukają? – zapytała dziewczyna, spoglądając na szatyna.
Chłopak lekko się uśmiechnął, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Skąd pomysł, że to o mnie może chodzić? – odpowiedział pytaniem.
- Po tym, jak cię niby przypadkiem spotkał, wysyła grupy ludzi, które o ciebie wypytują. - wyjaśniła dziewczyna.
Seth spiął barki.
- Wcale nie musi o mnie chodzić. – powiedział cicho, odwracając wzrok. – Jest tutaj masa osób o ciemnych włosach. – podrapał się w tył głowy. – I też nie jest powiedziane, że ci ludzie są wampirami. Nie wszystko musi się wokół nich kręcić, wiecie?
Susan wzięła większy wdech.
- Racja, ale... i tak uważam, że ma to większy bądź mniejszy związek z tym mężczyzną, dlatego... powinieneś się pilnować.
Seth po chwili się zebrał i wrócił do domu, gdyż musiał pomóc przy czymś rodzinie. W trakcie powrotu zauważył, że na ulicach było znacznie więcej ludzi, niż zwykle. Zajmowali się rozstawianiem różnorodnych stoisk. Chłopak nie przywiązał do tego większej uwagi i poszedł prosto do domu. Od wprowadzki jego rodziny zdążył już minąć prawie miesiąc. Szatyn z początku sądził, iż nareszcie znalazł idealne miejsce do zamieszkania. Niewielkie, ciche miasteczko, gdzie będzie mógł żyć w spokoju wraz z rodziną. Przez ostatnie wydarzenia niestety nieco zmienił swoje zdanie o tym miejscu. Nie było to w sumie zadziwiające. Raczej każdy nie byłby zbytnio zadowolony faktem, iż mieszka w miasteczku rzekomo otoczonym przez wampiry.
- Chciałaś, żebym pomógł, prawda? – zapytał Seth, wchodząc do kuchni, gdzie była jego ciotka.
- Dobrze, że już jesteś. – kobieta uśmiechnęła się ciepło. – Spokojnie, to nic wymagającego. Chcę tylko, żebyś zaniósł to pudło pod ratusz. Za dwa dni otworzą targi, a te rzeczy będzie można posprzedawać.
- Targi? – powtórzył, podnosząc niewielki, aczkolwiek ciężki karton.
„Pewnie stąd te tłumy." – stwierdził w myślach, a następnie wyszedł z domu. Na miejscu podał pudło niskiej, pulchnej kobiecie, która po chwili dała mu słoik jakichś przecierów, mówiąc, aby przekazał to w podzięce Jane. Seth uśmiechnął się pod nosem, chowając słoik do niewielkiego plecaka, który na szczęście zabrał ze sobą i usiadł na pobliskiej ławce, by trochę poobserwować przygotowania do targów. W dużych miastach coś takiego było bardzo rzadkim widokiem.
W pewnym momencie do szatyna podeszła wysoka blondynka.
- Mógłbyś mi pomóc?
Seth spojrzał na nią badawczo.
- W czym?
- Potrzebna mi pomocna dłoń przy ustawianiu słoików na tamtych półkach. – uśmiechnęła się, wskazując regały. – A widzę, że nie masz nic do roboty, więc może chciałbyś mi pomóc?
- Pewnie. – podniósł się na nogi.
Bo co mu szkodziło?
Dziewczyna miała na imię Sarah i była absolwentką liceum, w którym uczył się Seth. Aktualnie zajmowała się domem i schorowaną matką, więc nie miała czasu na pracę czy jej poszukiwanie. Nie miała jednak przez to problemów, gdyż mogła liczyć na pomoc swojego chłopaka, Luciana, którego Seth już po chwili poznał. Był on jednym z członków oddziału rady miasta i nie krył się z tym. Miał miłą dla oka twarz z wystającymi kościami policzkowymi i czarne, krótkie włosy. Jego oczy były mieszanką kolorów, jednak w ostateczności można było uznać całość za zieleń. Lucian od początku był miły dla Setha i starał się z nim normalnie rozmawiać. Dzięki temu szatyn mógł się trochę rozluźnić i na spokojnie pomóc blondynce. Po jakiejś godzinie udało im się skończyć. Wtedy Lucian zapytał chłopaka, czy ten nie chciałby się czegoś napić w barze. Dodał szybko, że nareszcie udało mu się zyskać pozwolenie od dziewczyny, więc szkoda byłoby zmarnować taką okazję. Seth, słysząc to, niemal od razu się zgodził.
Po niedługim czasie oboje znajdowali się w barze, zajmując miejsca przy jednym z nielicznych wolnych stolików.
- Chciałeś się mnie o coś zapytać, no nie? – spytał Lucian, zwracając się do nastolatka.
Seth skinął głową.
- Jak to jest z waszą pracą? Jedni mówią, że po prostu pilnujecie porządku w mieście, a drudzy twierdzą, iż chodzi tutaj o coś większego.
Brunet uśmiechnął się kącikiem ust.
- A ty jak sądzisz?
Seth uformował usta w kreskę.
- Nie wiem. Dlatego pytam. – wzruszył ramionami.
- Wiele osób interesuje się naszą pracą. – zaczął stukać paznokciami w stolik. – Zauważyłem, że spora część tworzy swoje własne teorie, które niekoniecznie są dla nas pozytywne. – westchnął. – Prawdą jest, że pilnujemy porządku w mieście i to na tyle.
Seth wymusił uśmiech, co na szczęście nie rzuciło się w oczy.
- Tak myślałem.
- Dlaczego w takim razie zapytałeś?
„Powinienem uważać na to, o czym mówię. On zapewne wie o liście, więc może chcieć się czegoś dowiedzieć..." – pomyślał szatyn.
- Ludzie ze szkoły dużo o tym mówią, bo w końcu w mieście nic się nie dzieje. No... może pomijając ostatnie nieciekawe wydarzenia. – podrapał się w policzek. – Nieważne, ile im się tłumaczy, że to nie tak, jak myślą, oni nadal swoje.
- Tak to jest z ludźmi w twoim wieku. – machnął ręką, dodatkowo wzdychając. – Wiecznie by tylko mówili o jakichś niestworzonych rzeczach.
- Chyba masz rację. - zgodził się, poniekąd szczerze.
W barze zrobiło się trochę tłoczno. Jeszcze nawet nie zdążyło się ściemnić, a praktycznie wszystkie stoliki i miejsca były pozajmowane.
- Sporo tu osób...
- To źle? – zapytał Lucian, zerkając na szatyna.
- Nie przepadam za tłumami. – wyznał nieśmiało.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem.
- O ile dobrze zrozumiałem, dziś organizują jakieś gry. Bingo i te sprawy. – podrapał się w tył głowy.
- To by wyjaśniało przewagę seniorów... - powiedział Seth z niepewnością w głosie.
Lucian zaśmiał się na głos.
- Tak, pewnie tak. – uśmiech nie schodził mu z twarzy, co trochę onieśmielało nastolatka.
To była prawda. W pomieszczeniu głównie znajdowali się starsi ludzie, jednak dawało radę dojrzeć jakąś młodszą osobę. Seth trochę czasu się rozglądał i w końcu napotkał spojrzenie kogoś innego. Wyglądało to tak, jakby nieznajomy obserwował szatyna już jakiś czas. Seth odwrócił wzrok i zerknął na Luciana.
- Coś nie tak? – spytał mężczyzna.
- Muszę do łazienki. – powiedział cicho Seth. – Zaraz wrócę.
- W porządku.
Chłopak zwinnie przeszedł pomiędzy grupami dziadków i wszedł do łazienki, która o dziwo była pusta. Przemył twarz chłodną wodą i wszedł do kabiny. Opuścił deskę i na niej usiadł, po czym schował twarz w dłoniach i głęboko westchnął.
- Czuję się beznadziejnie.
Chwilę później do łazienki wszedł ktoś jeszcze. Seth już chciał wyjść, jednak w momencie, kiedy usłyszał głośny trzask, a następnie serię specyficznych odgłosów, porzucił tę myśl i złapał się za głowę. Trochę się speszył, kiedy do jego uszu dotarły dwa głosy, damski i męski. „No naprawdę, nie mogli iść do damskiego, tylko tutaj?" – wrzasnął w myślach. Na tego typu zdarzenia nie reagował zbyt ciekawie. W końcu nie pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji, więc to było zrozumiałe, że trochę się irytował. Byłoby dość niezręcznie, gdyby wyszedł z kabiny w takim momencie, dlatego na nowo usiadł i wziął spory wdech, przygotowując się mentalnie na chwilowe posiedzenie. Z początku słychać było jedynie kobiece jęki, jednak w pewnym momencie przybrały one formę skomlenia. Jakby dziewczynę coś bolało. Seth przywiązał do tego większą uwagę. Podniósł się na nogi i lekko uchylił drzwi od kabiny. Zobaczył wysokiego chłopaka przyssanego do szyi kobiety, której twarz zdecydowanie wyrażała grymas. Usta miała zasłonięte dłonią, więc nie miała najmniejszej szansy, aby krzyknąć czy chociaż coś powiedzieć. Nieporanie wierzgała nogami, co na nic się nie zdawało. Seth zrobił krok w tył, wytrzeszczając oczy. Miał pojęcie, co się działo. Był świadom, że powinien zareagować, ale też doskonale wiedział, do czego mogłoby dojść, jeżeli zrobiłby to. Pokręcił głową, po czym podparł się o ścianę i wziął spory wdech. „Czy to samo przeżył Noah...?" – automatycznie posmutniał. Otrząsnął się jednak szybko i zaczął zastanawiać, czy jest jakakolwiek szansa, aby pomóc tej kobiecie – „Powinienem coś zrobić... Tylko co?" – zmrużył oczy – „Już trochę tutaj siedzę, więc może zaraz Lucian przyjdzie sprawdzić, czy wszystko w porządku?" – pokręcił głową – „Nie, wtedy może już być za późno." – przygryzł dolną wargę i w sumie na tym skończył snuć plany, gdyż usłyszał charakterystyczny trzask, a następnie mocne łupnięcie o podłogę. Z zawahaniem podszedł do uchylonych drzwi i przez nie zerknął. Nie widział nikogo, jedynie parę plam krwi. Już snuł najgorsze scenariusze, ale na całe "szczęście" do pomieszczenia wszedł Lucian. Trochę po fakcie, ale teraz to nie było ważne.
Zmierzył całe pomieszczenie wzrokiem, finalnie zatrzymując się na brudnej podłodze.
- Co tu się stało? – zapytał szorstkim tonem.
Seth zmarszczył brwi.
- Nie wiesz? Nie ma mowy, że na nich nie wpadłeś.
Lucian skrzyżował ręce na piersi.
- Co masz na myśli?
- Jeszcze chwilę temu było tu to coś. – powiedział niejasno.
Strażnik zmrużył oczy.
- Tak podejrzewałem. – spoważniał.
Seth uniósł brwi.
Chyba się przesłyszał.
- Że co? – zapytał, nic nie rozumiejąc.
- Chyba mogę powiedzieć ci prawdę, skoro i tak wiesz o najważniejszym. – burknął pod nosem, przez co Seth się trochę zdenerwował. – To nie przypadek, że tutaj jesteśmy. Zlecono mi to. A że mamy cię dodatkowo obserwować, najłatwiej było zabrać cię ze sobą.
Seth zbaraniał.
- Żartujesz?
- A wyglądam, jakbym żartował?
Chłopak zignorował to denne pytanie.
- No to trochę średnio ci wyszło obserwowanie mnie, bo gdybym nie miał tyle szczęścia, z pewnością skończyłbym jak tamta kobieta. – zmarszczył brwi.
- Dobra, tu masz rację. Powinienem być bardziej uważny.
Szatyn parsknął.
- Nie gadaj. – pokręcił głową, niedowierzając.
- Ale co się stało, to się nie odstanie. Mamy teraz ważniejsze sprawy do obgadania. Wiesz już o wszystkim, prawda?
Seth złapał się za głowę.
- A niby skąd miałbym wiedzieć? – przewrócił oczami. – Fakt, że raz widziałem, jak to coś wysysa krew, nie oznacza, iż z góry wiem o wszystkich tajemnicach miasta. Pomyśl trochę.
- Może źle to sformułowałem. – westchnął. – Chodzi mi o wampiry. – nawiązał kontakt wzrokowy z Sethem. – Wiesz o ich istnieniu, prawda?
Na twarzy chłopaka pojawiło się zrezygnowanie.
- Przed chwilą się do tego przyznałem.
- Racja. – uśmiechnął się pod nosem, odwracając wzrok. Seth był trudnym orzechem do zgryzienia. – Rzeczywiście miałeś ogromne szczęście. Wampir, na którego trafiłeś to Ripper. To właśnie on jest odpowiedzialny za wszystkie ostatnie wypadki.
- Dlaczego od razu go nie powstrzymałeś, skoro wszystko wiedziałeś?
- I miałbym go zabić na oczach wszystkich mieszkańców? Odpada.
- No i widzisz, wasza wielka chęć zachowania wszystkiego w sekrecie doprowadziła do śmierci kolejnej osoby.
„A mógł temu zapobiec." – dodał od razu w myślach.
Lucian przez chwilę pozostał w ciszy.
- To nie jest takie proste, jak może się wydawać. – ułożył usta w prostą linię. Zaraz po tym kontynuował. – Musimy pójść do ratusza.
- My?
- Mhm. – kucnął, rzucając spojrzeniem po pobrudzonej podłodze. – Ale przed tym trzeba zadzwonić po szeryfa i na niego zaczekać. Dodatkowo nie możemy nikogo tu wpuścić. Nie chcemy siać paniki.
Seth westchnął.
- Okej. To dzwoń.
Lucian szybko wykonał telefon i wyszedł przed łazienkę wraz z Sethem. Stali tam do momentu, aż nie przyszedł szeryf. Mężczyzna zajął się wszystkim, a Lucian wraz z szatynem mogli udać się spokojnie do ratusza, gdzie czekał ich mały wywiad.


8 komentarzy :

  1. Będą pytania do Setha, ja, to wiem!
    Uhhh. Lucian 😂 Fajne imię! 😃

    A może wampiry ostatnio atakują, bo chcą zdobyć najlepszy przepis na drzem, stopniowo przybliżać się do dnia targów, a wtedy, kożystając z zamieszania, zazłodzieją wszystkie drzemy! OH NJE. 😭 OD WIŚNIOWEGO WON! XD

    Rozdział fajny, nowe postaci, gwałty *lenny*
    *szepcze* Niech Setha zgwałci jakiś wampir. Najlepiej w drzemie!
    😂
    Cóż,
    Pozdrawiam
    Czekam na kolejny rozdział
    Oraz
    Ślę pudełko tęczowej weny ^^
    Orihara Alice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż zaczęłam szukać, czy walnęłam jakiś błąd z DRZEMEM, ale chyba nic takiego nie ma XDDDD

      Usuń
    2. Pisałam to po 18 siostry XD
      Chciało mi się XD
      Słoik konfitur też może być XD
      *Krzyczy z drugiego końca Internetu* Ale drzem lepszy!
      XD

      Usuń
    3. Mam jedynie jakiś z czarnej porzeczki XDD
      Gwałt w basenie z konfitur pasuje? XD

      Usuń
    4. TAK! XDDD
      Oczywiście XD
      Czarna porzeczka też spoko 😂

      Usuń
  2. Fajny rozdział. Na początku myślałam że w tej łazience się po prostu pieprzą, a tu taka niespodzianka- ATAK WAMPIRA :)
    Oby Seth się stał wampirem. Kiedy dodałaś rozdział 1 to sądząc po opisie myślałam że to będzie coś w stylu "akademia wampirów" ale tak też jest ciekawie. Naprawdę jestem ciekawa co będzie dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział, czekam na dalsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    dawno mnie tutaj nie było, niestety brak czasu... i chyba jakiś czas tak będzie, ale w wolnej chwili będę się starała czytać...
    a co do tego rozdziału...
    Lucian mógł się wcześniej pojawić, ciekawe co wymyślą aby to wszystko zatuszować...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic