piątek, 29 lipca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 6


Ku zdziwieniu Setha, Vior nie zrobił nic podejrzanego. Zachowywał się, jakby był jego dobrym znajomym, choć tak nie było. Ale Seth nic nie powiedział. Zgodził się na małą gierkę Viora. Koniec końców był ciekaw, co sprowadziło wampira do jego domu. Powiedział Jane, iż muszą załatwić między sobą parę spraw, po czym pokierował się na górę, upewniając się, że Vior za nim podąża.
Gdy znalazł się w swoim pokoju, zamknął drzwi, a następnie zwrócił do znajomego.
- Dlaczego tutaj przyszedłeś? – zmarszczył brwi, patrząc w oczy wampirowi. – Jeżeli zrobiłeś coś Jane, to przysięgam, że...
Vior uniósł ręce w geście kapitulacji.
- Spokojnie. Jestem tu w nieco innym celu.
Seth zawahał się przed zapytaniem, o co może chodzić. Vior na szczęście postanowił kontynuować, wyręczając szatyna.
- Nie jestem twoim wrogiem. – powiedział poważnym tonem, wprawiając Setha w osłupienie.
Chłopak nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Nic nie mówił, jedynie wpatrywał się w stojącego przed nim mężczyznę, przyjmując wyjątkowo zszokowany wyraz twarzy.
- Dlatego chcę cię ostrzec. – zmrużył oczy.
Seth otworzył buzię, chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili ją zamknął, jakby nie mógł znaleźć odpowiednich słów na wyrażenie swoich myśli.
- Nie ufaj ludziom. – kontynuował. – A na pewno nie tym z rady.
- Co... – zaczął, nie będąc do końca pewnym, o co chciał zapytać. – O czym ty mówisz?
Vior westchnął.
- Teraz tego nie zrozumiesz, ale chociaż mnie wysłuchaj. – przeszedł się po pokoju, na końcu zatrzymując się przy oknie. – Często zostawiasz je otwarte na noc, czyż nie?
Chłopak nie odpowiedział. Bał się.
- Musisz być ostrożny. Rada cię obserwuje. Wiem, że mówię to wszystko i nawet ci nie wyjaśniam, co mam konkretnie na myśli, ale na chwilę obecną nie ma potrzeby, abyś o wszystkim wiedział. – odwrócił się w stronę Setha, łącząc z nim spojrzenia. – Ci ludzie są paskudni i gotowi zrobić naprawdę złe rzeczy, aby dopiąć swego. – zmarszczył brwi.
- Skąd ty...
Wampir uniósł otwartą dłoń, czym uciszył młodszego od siebie chłopaka.
- Na razie nic nie mów. Tylko słuchaj.
Seth niepewnie kiwnął łebkiem, nie chcąc się spierać z Viorem.
- Dobrze. – mężczyzna lekko się uśmiechnął, jednak szybko spoważniał. – Tego typu zdarzenia, jak ostatnia sytuacja w barze, mogą się powtarzać. Nie muszą, ale mogą. Dlatego bądź ostrożny.
Szatyn rozdziawił buzię. W jego głowie kłębiło się mnóstwo pytań, jednak zdołał się powstrzymać przed zadaniem paru z nich. Dalej słuchał. Nie wiedzieć czemu, w towarzystwie Viora czuł się swobodnie. Nie obawiał się go.
- I wierz mi lub nie, to nie my za nimi stoimy. – wlepił spojrzenie w półkę, na której były poustawiane różne książki. Zmrużył oczy na jedną z nich. Pomiędzy powieściami wyłapał niewielki album. – I chociaż może to tak wyglądać, uwierz mi, za morderstwami stoi ktoś spoza rodu. – zmarszczył brwi. – Już jakiś czas go szukamy, jednak ślady cały czas się zacierają. Zupełnie jakby ktoś mu pomagał w ucieczce.
Seth wziął większy wdech.
- Mogę o coś zapytać? – jego głos się prawie załamywał.
Wampir spojrzał na chłopaka.
- Śmiało.
Seth przełknął ślinę.
- Co masz na myśli mówiąc ktoś spoza rodu? – przygryzł dolną wargę. – Już któryś raz o tym słyszę. Czym jest ten ród?
- To bardzo proste. – zamknął oczy. – Jeden, wielki ród wampirów. Zapoczątkowany przez wampiry, które jako pierwsze pojawiły się na ziemi.
- I ty jesteś jednym z nich?
- Zgadza się. – uśmiechnął się. – Dlatego wiem, że to żaden z nas. Może to brzmieć absurdalnie, ale wampiry nie są takie złe, jak mówią ludzie. – podkreślił wyraźnie. – Owszem, zdarzają się wyjątki, jednak większość z nas jest normalna i racjonalna. Nie tworzymy niepotrzebnie konfliktów.
Seth ponownie wziął spory wdech. Nie wiedział, w co wierzyć, a w co wątpić.
- Nie zmuszam cię, abyś mi wierzył. Po prostu bądź od teraz ostrożny. – przez chwilę wyglądał, jakby się przed czymś wahał. – I jeszcze jedno...
Obdarował chłopaka nieciekawym spojrzeniem.
- Nie panikuj, jeśli będziesz doświadczał niemożliwych rzeczy.
- To znaczy? – nie wytrzymał i zapytał.
- Jak nagła, wręcz nienormalna poprawa słuchu, węchu, a nawet wzroku.
Seth zmarszczył brwi. Skąd on o wszystkim wie? Pomyślał, powielając pytania w swojej głowie.
- Najlepiej, jeśli nikomu o tym nie wspomnisz. Byłoby źle, gdyby ta informacja wyciekła do kogoś niepożądanego. – wziął większy wdech. – To tyle. Spotkamy się ponownie niebawem.
Nim Seth zdążył o cokolwiek zapytać, Vior wyskoczył przez okno. Chłopak szybko do niego podbiegł, jednak po mężczyźnie nie było nawet śladu. Złapał się za głowę i nabrał dużo powietrza do płuc, kompletnie nie przyjmując niczego do świadomości. O czym on mówił? Skąd o wszystkim wiedział? Co jest nie tak z radą? Dlaczego nie mogę nikomu ufać? To były tylko nieliczne pytania i w sumie najmniej skomplikowane, jakie przewijały się w głowie Setha. Chłopak miał już dość zagadek. Za bardzo go one męczyły i, nie wiedzieć czemu, od początku dotyczyły właśnie jego.
Jane była zaciekawiona Viorem, jednak Seth nie chciał jej mówić prawdy. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli kobieta nie będzie wiedziała o paru rzeczach. Uważał, że to zapewni jej bezpieczeństwo. Tylko czy rzeczywiście tak będzie? Mała ilość niepewności tkwiła w umyśle chłopaka, choć ten starał się ją ignorować. Postanowił wziąć do siebie słowa Viora. Uznał, że od teraz te wszystkie rzeczy będzie zachowywał dla siebie, z małymi wyjątkami. Wolał jednak o niektórych sprawach porozmawiać z Liamem czy Susan, bo w końcu to oni mu tak bardzo pomogli na początku. Coś mu podpowiadało, że im akurat może zaufać.
Do końca tygodnia nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a przynajmniej nic na ten temat nie mówiono. Seth w weekend miał nocować u Susan, jednak przed pójściem do jej domu postanowił przejść się do baru i spojrzeć na miejsce, w którym ostatnio doszło do niemiłego spotkania z wampirem. Nikt nic ewidentnie o tym nie wiedział, a po krwi nie było nawet śladu. Prawdopodobnie wszystko zatajono nawet przed właścicielem baru, jak i jego pracownikami.
Do wieczora spakował niewielki plecak i poszedł do Susan. Na miejscu już zastał Liama, który zajadał się chipsami i orzeszkami. Przywitał chłopaka z pełną buzią, po czym na nowo zaczął się opychać. Susan jedynie pokręciła głową, wzdychając przy tym, a następnie zaprowadziła Setha do swojego pokoju, aby mógł zostawić w nim swoje rzeczy. Kiedy po krótkim czasie wrócili do salonu, Liam otwierał następną paczkę chipsów.
- Hola, zastopuj trochę! – krzyknęła dziewczyna, podchodząc do Liama. – Jak możesz tyle jeść? – rozejrzała się po pokoju. – Chociaż to zrozumiałe, bo i tak większa część trafia na podłogę lub sofę! Sprzątnij to albo niczego nie zaczniemy. – odwróciła głowę w stronę Setha. – Widzisz, ile mam z nim problemów? Daj mu trochę luzu, a i u ciebie zrobi swoją oborę. – znów zwróciła się do Liama. – Prosiak.
Liam jedynie machnął ręką, jakby już do tego przywykł, po czym podniósł się z miejsca.
- Dobra już, dobra. Sprzątnę, jak tak bardzo ci to przeszkadza. – nadął policzki.
- Nareszcie. – odetchnęła z ulgą.
Chwilę to zajęło, zanim Liam wszystko pozamiatał, jednak w końcu tego dokonał.
- Macie jutro coś do roboty wieczorem? – zapytała Susan dla rozluźnienia atmosfery, siadając na czystej już sofie.
Chłopcy zaprzeczyli.
- Trochę poczytałam i jutro w górach będzie można zaobserwować coś ciekawego.
- Chcesz iść wieczorem w góry? – zapytał Liam, dziwiąc się.
- Mhm. – mruknęła, lekko się uśmiechając. – Będzie warto, uwierz mi.
Liam nie wyglądał na do końca przekonanego. Seth natomiast sprawiał wrażenie, jakby już nie mógł się doczekać.
- Będziemy mieć kawałeczek do przejścia, ale wierzcie mi, nie pożałujecie tego. – włączyła telewizor. – To coś, czego często się nie spotyka.
Przez kolejną godzinę Susan wykłócała się z Liamem, czy oby na pewno powinni zapuszczać się nocą do lasu. Dziewczyna twierdziła, że nie muszą się martwić. Tam ponoć będą bezpieczni. Seth przypomniał sobie słowa Viora. Większość z nas jest normalna i racjonalna. Nie tworzymy niepotrzebnie konfliktów. Nie wiedzieć czemu, wierzył w to. Bo w końcu za tymi morderstwami stał jeden wampir.
- Ripper. – powiedział nagle Seth. – Tak się nazywa ten wampir, który za wszystkim stoi, no nie?
- Co ty tak nagle? – zaśmiała się Susan, po chwili poważniejąc. Spuściła wzrok na swoje ręce. – Tak, dokładnie tak na niego mówią.
Chłopak zaczął się nad czymś zastanawiać, co przyciągnęło uwagę Susan, jak i Liama.
- Dlaczego teraz o to pytasz? - spytał chłopak.
- Tak jakoś zebrało mi się na myślenie. – podrapał się w tył głowy. - Nie wiem, jak to określić, ale... – zawahał się, co dało się wyczytać z jego twarzy.
- Co jest, Seth? – zapytała Susan, patrząc prosto na chłopaka.
- Skoro za wszystkim stoi ten jeden, Ripper, czy naprawdę powinniśmy myśleć, iż oni wszyscy są tacy sami?
Susan rozdziawiła buzię. Liam podobnie.
- O czym ty mówisz, Seth? – zapytała niepewnie. – Oczywiście, że są tacy sami. W końcu to wampiry. Nie mogą żyć bez krwi. Z pewnością dla niej mordują.
Chłopak zagryzł wargę, zastanawiając się, jak powinien przemówić do swoich przyjaciół. Już to zauważył - zarówno Susan, jak i Liam nie byli zbyt przychylnie nastawieni do wampirów.
Zapragnął to zmienić.
- Ale czy to was nie dziwi? Zanim tu przyjechałem, nie miałem o nich najmniejszego pojęcia. Mieszkałem w dużym mieście i nikt nie gadał o tego typu sprawach. – w mgnieniu oka na jego twarzy pojawił się smutek. – Co prawda właśnie tam zabito Noaha, ale... to był pierwszy i ostatni raz, jak czegoś takiego doświadczyłem. – zamilkł na moment, myśląc. – Ponadto... Naprawdę myślicie, że gdyby takie ataki wampirów, jak tutaj, miały miejsce na całym świecie, nikt by nic nie mówił w wiadomościach? Jestem pewien, że od razu informacje pojawiłyby się w telewizji czy internecie. Żyjemy w takich czasach, że z pewnością ktoś zacząłby coś podejrzewać. A tak naprawdę nikt nic o tym nie wie. Mają wampiry za jakąś bajeczkę. – spojrzał na Susan. – A wierz mi, wieści o absurdalnych zdarzeniach bardzo szybko rozchodzą się w dużych miastach.
Żadne z nich przez chwilę się nie odzywało. Liam w końcu postanowił przerwać tę ciszę.
- Więc co? Myślisz, że wampiry dzielą się na dobre i złe?
- Mogę zabrzmieć jak głupiec, ale tak. – wziął spory wdech. – Jeszcze wam o tym nie mówiłem, ale parę dni temu rozmawiałem z jednym z nich.
Susan pokiwała głową w geście zrozumienia. Dopiero po chwili dotarło do niej, do czego tak właściwie przyznał się Seth.
- Co?! – zerwała się na nogi, wyglądając na naprawdę zszokowaną. – Dlaczego nic nie mówiłeś?
Chłopak uśmiechnął się niemrawo.
- Tak mi zalecił. – spuścił głowę. – Ale wam ufam, więc chyba mogę o tym opowiedzieć.
Susan usiadła, czekając, aż Seth powie coś więcej.
- Ma on na imię Vior. Twierdzi, że jest jednym z pierwszych.
Liam zaśmiał się. Jego głos wypełniła frustracja.
- No ładnie. – wtrącił. – To żeś sobie narobił kłopotów.
- Możesz mieć rację. – Seth przygryzł dolną wargę. – Ale paru rzeczy się od niego dowiedziałem. – przez chwilę siedział cicho, starając jakoś sensownie obrać myśli w słowa. – Ponoć pierwsze wampiry zapoczątkowały jakiś ród i, z tego co mówił Vior, wampiry należące do tego rodu nie bawią się w coś takiego, jak mordowanie dla zabawy.
- I uwierzyłeś w to? – zapytała Susan, marszcząc czoło.
- Spotkałem go już drugi raz. Gdyby był taki, za jakiego go uważacie, naprawdę myślicie, że chciałby tylko ze mną porozmawiać? – uniósł brew. – Jestem pewien, że skończyłbym podobnie, jak te kobiety.
Liam wyglądał, jakby zaczynał coś rozumieć. Susan niekoniecznie.
- Więc jak myślisz, dlaczego chciał z tobą porozmawiać? – dziewczyna mimo wszystko bardzo zaciekawiła się nowym faktem. Wampiry miałyby być dobre? Nie wierzyła w to, ale chciała poznać szczegóły.
- Myślę, że w ten sposób chce mi coś przekazać. – zmrużył oczy. – Powiedział też, że za jakiś czas spotkamy się na nowo. Naprawdę nie uważam, żeby miał jakieś złe intencje. Bardziej to wygląda, jakby próbował mnie przed czymś ostrzec.
- Ostrzec? Przed czym?
- Wydaje mi się, że na świecie może dziać się coś dziwnego. – wyznał, automatycznie poważniejąc.


czwartek, 28 lipca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 5



Seth stał w miejscu przez dłuższą chwilę, nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa. Z Liamem było podobnie. Obaj byli przerażeni, gdyż nie wiedzieli, czego jeszcze mogli się spodziewać. W końcu Liam odezwał się, chcąc znaleźć jakieś wyjaśnienie na tę sytuację.
- Twoja mama była bardzo zabiegana... może pomyliło jej się?
Seth oparł się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Jane nie popełniłaby takiego błędu. – zmarszczył brwi.
Liam przechylił głowę na bok. Nie rozumiał czegoś.
- Jane?
- Ah. – Seth nawiązał kontakt wzrokowy z Liamem. – Ta kobieta, którą poznałeś, jest moją ciotką, nie matką.
- Poważnie? – zapytał, a kiedy w odpowiedzi otrzymał kiwnięcie głową, rozdziawił buzię. Już miał coś dodać, lecz został uprzedzony przez przyjaciela.
- Z tego, co mi wiadomo, moja mama zmarła zaraz po porodzie, natomiast ojciec... nic o nim nie wiem. - wzruszył ramionami. Nie czuł się źle mówiąc o tym. Już dawno temu zaakceptował prawdę o swojej rodzinie.
Liam trochę posmutniał, jednak w pewnym sensie poczuł się dobrze ze świadomością, że Seth się przed nim otworzył.
- Ale jest dobrze. – szatyn zdobył się na uśmiech. – Jane stara się ze wszystkich sił. Jest jak prawdziwa matka. To ona znalazła ogłoszenie dotyczące tego domu. – przeczesał dłonią włosy. – Nie mam na co narzekać. To moja prawdziwa rodzina. Nawet jeśli mnie nie urodziła, jest rodziną.
- Cieszę się. – uśmiechnął się lekko, podchodząc do chłopaka.
Dotąd tego nie spostrzegli, ale krótka rozmowa o rodzinie Setha nieco ich rozluźniła i teraz nie byli tak spięci, jak jeszcze chwilę temu. Odzyskując świadomość powagi sytuacji, obaj prędko rozejrzeli się wokół siebie.
- Było to trochę straszne, ale... nikogo tu chyba nie ma. – powiedział niepewnie Liam, marszcząc brwi.
- Ta... też mi się tak wydaje. – wziął większy wdech. – Albo to rzeczywiście pomyłka Jane, albo... ktoś stroi sobie z nas żarty.
Liam przełknął ślinę, bardziej biorąc pod uwagę opcję drugą.
- Jak ty to wytrzymujesz... – pokręcił głową. – Dopiero, co przyjechałeś i już byłeś świadkiem czyjegoś zabójstwa, a teraz to... – ugryzł się w język, nie chcąc już nic więcej dodawać.
Seth zdobył się na lekki uśmiech, chcąc samemu sobie udowodnić, że jest okej. Ale tak nie było.
- Nie zrozum mnie źle. – zaczął, patrząc na Liama. – Jestem tak samo przerażony, jak ty. Po prostu dobrze kontroluję emocje.
Chłopcy postali przez chwilę w ciszy, patrząc się w jeden, ślepy punkt. Seth w końcu oderwał się od blatu i podszedł do drzwi frontowych. Były zamknięte. Chłopak przez chwilę się w nie wpatrywał, a kiedy dołączył do niego Liam, jego myśli zostały przelane na słowa.
- Skoro są zamknięte, nie ma możliwości, aby ktokolwiek tutaj wszedł. – powiedział Liam, stojąc tuż za Sethem.
- Tak. Masz rację. – przygryzł dolną wargę. – To niemożliwe.
Seth zmarszczył brwi, czegoś nie rozumiejąc.
- W takim razie to była wina... - zaczął Liam.
- Jane. – dokończył nastolatek, wzdychając z ulgą. – Najwyraźniej się pomyliła i zostawiła jedzenie na palniku, nie w lodówce. – oparł się o ścianę, zamykając oczy. – A już brałem pod uwagę najgorsze.
- Nic dziwnego. – złapał się za głowę. – Dawno się tak nie bałem.
Chłopcy wrócili do pokoju na górę, całkiem zapominając o sytuacji sprzed chwili. Wszystko wskazywało, iż to naprawdę był błąd ciotki Setha.
Niestety nie zauważyli oni pewnej ważnej rzeczy. Jedno z okien w kuchni było już wcześniej otwarte. Ktoś otworzył je przed Liamem.

Seth, siedząc na swoim łóżku, zaczął się zastanawiać, jak to możliwe, że wszystko wyczuł ze swojego pokoju. Było to przecież niemożliwe, bo odór spalenizny jeszcze nie zdążył się rozprzestrzenić na całym dolnym piętrze, a co dopiero na górze. To było naprawdę dziwne, jak i niepokojące. Ale koniec końców ta dziwna rzecz ich uratowała.
Liam zaczął myszkować po regale z książkami kolegi. Zatrzymał się na jakimś albumie z dzieciństwa. Bez chwili namysłu go zabrał i klapnął obok Setha.
- Mam nadzieję, że będą tu jakieś zawstydzające zdjęcia z przeszłości. – wyszczerzył się, na co Seth jedynie wywrócił oczami.
Liam z ciekawością przerzucał kartki ze zdjęciami. Zatrzymał się na stronie, gdzie prócz Setha na zdjęciu był ktoś jeszcze.
- Kto to? – wskazał na nieznajomą osobę.
- Hm? – szatyn zerknął na zdjęcie, a zaraz po tym zamilkł na chwilę. – A, on. – zmrużył oczy. – To Noah.
Liam rozdziawił buzię. Zrobiło mu się trochę przykro. Seth jednak wyprostował się szybko, klepiąc kolegę po ramieniu. Tym sposobem dał mu znak, że jest okej.
- Jest jeszcze na wielu innych zdjęciach. – uśmiechnął się w przygnębiający sposób. – W końcu byliśmy nierozłączni.
Dalej przeglądali album razem. Seth spoglądał na zdjęcia ze smutkiem w oczach, jednak nic nie mówił. Liam czuł się źle z tego powodu, ale mimo to pozostał cicho, powoli przerzucając kartki ze stoickim spokojem. Po paru minutach trafili na czyste strony i po tym już nie znaleźli żadnego zdjęcia.
Liam odchrząknął, zamykając książkę.
- Rozumiem, że to czas, kiedy...
- Tak. – powiedział od razu, nie musząc znać pełnego pytania.
- Mhm. – Liam podniósł się z łóżka, po czym odłożył album na półkę.
Zrobiło się trochę niezręcznie. Między tą dwójką zapanowała cisza, która została przerwana dopiero po paru minutach. Rockowy kawałek dobiegł z telefonu Liama, nadając trochę życia temu cichemu pokojowi. Dzwonił ojciec chłopaka, prosząc go o pomoc.
Już po chwili Seth został sam w domu. Opadł bezwładnie na łóżko i przysłonił twarz dłońmi. To definitywnie było zbyt wiele jak na niego. Koniec końców był tylko nastolatkiem. Zwykłym chłopakiem. Jak miał sobie poradzić, wiedząc tak wiele? Nawet jeśli nie pierwszy raz doświadczył tak makabrycznego widoku, jakim była śmierć z rąk - czy raczej kłów wampira - to i tak nadal nie mógł się z tym pogodzić. Te wydarzenia i tak nie były tak samo dobijające, jak to jedno z jego przeszłości. Ten konkretny moment, w którym znalazł ciało swojego przyjaciela, mając zaledwie dwanaście lat... Był żałosnym doświadczeniem. Nie chciał już o tym myśleć; chciał zapomnieć i w końcu skupić się na czymś, co nie będzie go zasmucało na każdym kroku, ale jak miał to zrobić, kiedy ostatnie wydarzenia w tym mieście jedynie przywoływały wszystkie przykre wspomnienia? Nie dało się.
Seth odpłynął, do końca czując przyjemny powiew wiatru. Liam musiał otworzyć okno również w jego pokoju. Ale tak było lepiej. Przyjemny chłód pozwolił mu szybciej zasnąć.

Jest dzieckiem. Ma może osiem lat. Widzi kolorową scenerię dookoła, jednak nie może się ruszyć. Zupełnie jakby był przygwożdżony do podłoża. Kiedy spojrzał w dół, nie zobaczył kompletnie nic. Ciemność. Unosił się nad przepaścią. W końcu przed jego oczami przemknął młody, blondwłosy chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy. Tuż za nim podążał nieco niższy, ciemnowłosy dzieciak, wyglądający na naprawdę zakłopotanego.
Wyciągnął rękę, jednak nie mógł ich dotknąć. Chciał coś powiedzieć, ale żadne słowa nie wypływały z jego ust. Mógł jedynie obserwować. Patrzeć na swoje wspomnienie z przeszłości, w którym wraz z Noahem zakradał się do sklepu, aby pierwszy raz w życiu coś z niego zawinąć. Oczywiście tak się nie stało. Był on tylko wkręcany przez przyjaciela.
Po wszystkim poczuł, jakby ciemność, nad którą się unosił, zaczynała go pochłaniać. Chwilę później nie widział już nic. Spadał w dół.

Czuł, jakby ktoś gładził go po głowie. Było to naprawdę miłe uczucie. Był pewien, że już nie śnił, gdyż czuł swoje miękkie łóżko. Ta delikatna dłoń musi należeć do Jane, pomyślał, a następnie lekko uchylił powieki. Z początku nic nie widział, jedynie rozmazaną plamę kolorów. Po upływie kilkunastu sekund jego wzrok się wyostrzył i dostrzegł nieznaną mu twarz. Albo i znaną? Była znajoma; przyprawiała o uczucie melancholii. Setha ogarnęło błogie uczucie spokoju. Jakby właśnie przy tej osobie bez żadnych oporów mógł czuć się bezpiecznie. Ponownie zamknął oczy i lekko się uśmiechnął. Już wiedział, kto to był. To był Noah.
Nagle zerwał się do siadu, panicznie patrząc w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu widział swojego przyjaciela. Nikogo tam nie było. Rozejrzał się dookoła i spostrzegł jedna ważną rzecz. Był ranek. Bezsilnie opadł na łóżko, po czym zasłonił twarz dłońmi, jakby bał się, że ktoś zobaczy jego łzy. Widział go, a przynajmniej tak mu się wydawało. Osoba, która wyglądała jak Noah, zdecydowanie była odwzorowaniem jego starszej wersji. Tylko dlaczego pojawiła się w jego śnie właśnie teraz?
Seth przetarł oczy, zastanawiając się, co mogłoby wywołać u niego taki natłok wspomnień. Dlaczego na nowo w jego głowie gościły obrazy z przeszłości? Czemu właśnie teraz przewijały się wszystkie wspomnienia związane z jego nieżywym już przyjacielem? Przeglądanie albumu to wszystko wywołało? Nie powinno, ponieważ to nie pierwszy raz, jak chłopak przeglądał zdjęcia. Seth naprawdę nie mógł zrozumieć swoich myśli.
Poniekąd uspokajał się dzięki twierdzeniu, iż to po prostu wynik ostatnich wydarzeń. Tak musiało być. A przynajmniej tak myślał.
Zebrał się po jakiejś godzinie i zaczął szykować do szkoły. Skończył, zanim jeszcze Liam zdążył po niego wpaść, jak to robił zazwyczaj. Spotkali się przed domem Setha. Samym zerknięciem można było wyłapać zdumienie w oczach Liama - bo w końcu chłopak przez cały czas musiał zrzucać Setha z łóżka, aby ten ruszył tyłek, a teraz jego przyjaciel sam wstał i się wyszykował jeszcze przed czasem.
- Zadziwiasz mnie. – rzucił krótko, po czym zawrócił, zmierzając tym razem w stronę szkoły.
Seth szybko dorównał mu kroku.
- Wczoraj położyłem się wyjątkowo wcześnie. Wstałem może o piątej.
Liam skinął głową.
- Też bym pewnie tak zrobił na twoim miejscu. – zasłonił usta, gdyż musiał ziewnąć – W przeciwieństwie do ciebie, mnie nie udało się tak łatwo zasnąć. Nie wiedzieć czemu, przez cały czas zastanawiałem się, jakim cudem udało ci się wyczuć ten smród ze swojego zamkniętego pokoju. – zmarszczył czoło. – To trochę przeraża, ale przede wszystkim zadziwia.
- Też nad tym myślałem. – podrapał się w tył głowy. – I w sumie żadne sensowne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy.
- Nie tylko tobie. – odchrząknął, w oddali widząc Susan. – Ale najlepiej będzie, jeśli na razie zachowasz tę sytuację dla siebie.
Brązowowłosy zatrzymał się, wzrokiem śledząc powoli idącego przyjaciela.
- To znaczy?
Liam również stanął w miejscu, a następnie skinął głową przed siebie, w stronę Susan.
- Nic jej nie mów. To nie tak, że jej nie ufam, bo ufam jak mało komu, ale nie w tym rzecz.
Seth patrzył na chłopaka, oczekując ciągu dalszego.
- Jakby to... Susan ma to do siebie, że czasem nawet na siłę stara się szukać rozwiązania, co nie jest do końca dobre. A ty przez tyle teraz przeszedłeś, że powinieneś dostać chociaż chwilę spokoju, zanim znowu zostaniesz w coś wciągnięty. Susan chciałaby od razu rozwiązać tę zagadkę. Zaraz zaczęłaby eksperymenty, czy wyczujesz czyjegoś bąka z drugiego krańca świata. – westchnął. Słowa chłopaka same w sobie były zabawne dla Setha. – Powiemy jej za jakiś czas, kiedy sprawy wokół ciebie się uspokoją, a tymczasem... staraj się nic o tym nie wspominać, okej?
Seth uśmiechnął się lekko. Doceniał troskę ze strony Liama.
- W porządku.
I już do końca dnia żaden z nich nie wspominał o niczym, co miałoby związek z wczorajszym dniem. Przez zajęcia dodatkowe, Seth wyszedł ze szkoły dopiero wieczorem i do domu udał się wyjątkowo wolnym krokiem. Nie miał na nic ochoty. Ale do swojego pokoju musiał jakoś się doczłapać.
Wchodząc do domu, poczuł coś dziwnego. Pewnego rodzaju niepokój. Rozwiał jednak szybko te myśli, gdyż w oddali zobaczył swojego wujka niosącego jakiś talerz. Seth prędko zdjął buty i udał się do kuchni, gdzie, jak podejrzewał, powinna siedzieć Jane. Nieco się zdziwił, kiedy prócz kobiety zastał jeszcze jedną osobę. Tej twarzy za nic by nie zapomniał.
- No, w końcu jesteś! – powiedziała kobieta, lekko się uśmiechając. – Już myślałam, że się ciebie nie doczekamy.
Nic nie powiedział. W dalszym ciągu spoglądał na czarnowłosego mężczyznę o pięknej twarzy, na której gościł niepokojący uśmieszek.
- Vior. – wydukał Seth niemrawo.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic