piątek, 29 lipca 2016

Voldemort x Harry/Tom Riddle x Harry - "I am Lord Voldemort"

I am Lord Voldemort


Gatunek: Yaoi, fanfiction.
Numer rozdziału: 1.
Autor: Chizu Chan.
  




                W chwili, gdy zobaczył ją leżącą na podłodze, bez namysłu zaczął biec. Padł na kolana, wołając ją po imieniu, mówiąc, aby się obudziła.
- Musisz żyć! – krzyknął, łapiąc dziewczynę za twarz.
                W tym momencie z ciemności wyłonił się ktoś jeszcze.
- Nie obudzi się. – powiedział, idąc spokojnym krokiem.
                Harry przeniósł wzrok na osobę, która zmierzała w jego kierunku. Dobrze znał tę twarz.
- Tom. – wypowiedział jego imię załamującym się głosem. – Tom Riddle. Jak to się nie obudzi? Czy ona…?
- Już słabnie. – przerwał Potterowi, podchodząc jeszcze bliżej. – Choć jeszcze żyje.
- Jesteś duchem…? – podniósł się na nogi, patrząc Tomowi w oczy.
- Wspomnieniem. Żyjącym w dzienniku od półwiecza.
                Harry przeniósł wzrok na dziewczynę, po chwili łapiąc ją za dłoń.
- Jest zimna jak lód... – zmarszczył brwi. – Błagam cię, nie umieraj, obudź się.
                Tom, korzystając z chwili, podniósł różdżkę Harry’ego. Chłopak z początku tego nie spostrzegł, gdyż był za bardzo skupiony na nieprzytomnej dziewczynie.
- Tom, musisz mi pomóc. Tu jest bazyliszek. – nadal spoglądał na dziewczynę.
- Nie zjawi się niewzywany. – powiedział pewnie, uśmiechając się kącikiem.
                Dopiero teraz Harry przeniósł wzrok na Toma. Widząc, że trzyma on w ręku różdżkę, trochę się zmieszał.
- Oddaj mi różdżkę, Tom. – podniósł się na nogi.
- Nie zrobię tego. – zmrużył oczy.
                Harry nie rozumiał jego zachowania.
- Chcę stąd wyjść. Pragnę ją uratować! – krzyknął, dziwnie gestykulując.
- Ja ci w tym niestety nie pomogę. – odwrócił wzrok. – Widzisz… gdy ona słabnie, ja rosnę w siłę.
                Przez plecy Harry’ego przeszedł zimny dreszcz. Spoglądał z lekkim przerażeniem na Toma. Przez myśl mu przeszło coś pozornie niemożliwego.
- Tak, Harry, to właśnie ona otworzyła komnatę tajemnic. – utwierdził chłopaka w przekonaniu, rozglądając się wokół.
- Nie… Nieprawda. To niemożliwe. – rzekł Harry, niedowierzając w słowa wyższego od siebie chłopaka.
- To ona napuściła bazyliszka na szlamy i nabazgrała niebezpieczne napisy na ścianach. – spojrzał na Pottera, który definitywnie nie chciał w to wierzyć.
- Dlaczego…? – uniósł brwi. – Przecież… nie miała ku temu najmniejszego powodu…
                Tom uśmiechnął się szyderczo.
- Bo jej kazałem. – wyznał ze szczerością w głosie, na co Potter rozdziawił buzię, ale też się przeraził. – Jak chcę, mogę być… – zamilkł na chwilę, szukając odpowiedniego słowa. – Bardzo przekonujący. – ponownie się uśmiechnął, tym razem jednak zrobił to w nieco inny sposób, przyprawiając Harry’ego o ponowny przypływ dreszczy. – Nie do końca wiedziała, co robi. Była do pewnego stopnia w transie. Wreszcie moc dziennika zaczęła ją przerażać i zechciała się go za wszelką cenę pozbyć w toalecie. Lecz on... – podszedł jeszcze bliżej Pottera. – Trafił ci jakimś cudem pod nos. A na tym właśnie zależało mi najbardziej.
- Chciałeś mnie poznać? – zapytał Potter, utrzymując kontakt wzrokowy. – Dlaczego?
- Chciałem rozmawiać. Poznać cię trochę. – uśmiechnął się w uroczy sposób. – Aby zdobyć twoje zaufanie, postanowiłem pokazać ci, jak załatwiłem Hagrida.
- To mój przyjaciel! – krzyknął, jednak po chwili się opanował i dokończył poważnym tonem. – A ty go bezczelnie wrobiłeś.
- Zawsze miał coś na sumieniu. – wredny uśmiech nie schodził z jego twarzy. – Tylko Dumbledore wierzył w niego.
- Założę się, że od razu cię wyczuł. – powiedział pewnie, na co Tom przewrócił oczami.
- W każdym razie zaczął mnie dokładniej obserwować. Uznałem, że nie otworzę więcej komnaty, dopóki jestem w szkole, dlatego zostawiłem ten dziennik, w którym utrwaliłem swój wizerunek, by pewnego dnia móc poprowadzić kogoś, kto skończy szlachetne dzieło mego mistrza. – opowiadał, chodząc wokół Pottera, który to jedynie śledził go wzrokiem.
- Niestety, nie tym razem. – stanął Tomowi na drodze. – Już niedługo dojrzeją mandragory i wszyscy spetryfikowani wrócą do życia.
                Tom pokręcił głową.
- Jak chcesz wiedzieć, tępienie szlam mnie już zupełnie nie interesuje. – uśmiechnął się ponownie, co trochę zakłopotało Pottera. – Od miesięcy mam nowy cel, którym… - przeciągnął dostatecznie długo, aby Harry przybrał niecierpliwy wyraz twarzy. Riddle, widząc to, uśmiechnął się z satysfakcją i wreszcie dodał: – …jesteś ty.
                Harry osłupiał. Rozdziawił buzię i spoglądał tak na Toma przez jakiś czas, nic nie mówiąc. Riddle na ten widok jedynie poszerzył swój uśmiech i wyminął Pottera, mówiąc dalej.
- Powiedz, jak dziecko nieposiadające szczególnej magicznej mocy pokonało największego czarodzieja wszech czasów? – zapytał, stojąc plecami do Pottera.
                W głosie Toma można było wyczuć gniew.
- Dlaczego ocalałeś z blizną zaledwie, a Lord Voldemort utracił swą siłę? – spojrzał na Pottera, piorunując go wzrokiem.
- Co cię obchodzi, jak ocalałem? – zapytał, marszcząc brwi. – Voldemort zjawił się po tobie.
                Tom podszedł do Harry’ego, obdarzając go spojrzeniem, jakby ten nic nie rozumiał.
- Voldemort, mój drogi Harry, był ze mną, jest i… będzie. – zmrużył oczy, po czym odwrócił się plecami do chłopaka i wyciągnął różdżkę.
                Napisał nią w powietrzu trzy słowa, które były jego pełnym imieniem: Tom Marvolo Riddle, a następnie machnął dłonią, rozpraszając wszystkie litery, które po chwili uformowały się w inne słowa. I am Lord Voldemort*. Słowa po chwili zniknęły, a Tom spojrzał na Harry’ego, którego definitywnie ogarnęło przerażenie.
- Jesteś…
- Dokładnie tak, Harry.
                Spoglądali na siebie przez chwilę w ciszy.
- Jesteś Voldemort.
- Oczywiście. – zaśmiał się, jakby uważał Pottera za skończonego idiotę, po czym kontynuował. – A co, sądziłeś, że zechcę zachować nazwisko po ojcu z rodziny mugoli? – jego twarz przyozdobiła kpina. – Nie. Nadałem sobie całkiem nowe. Chciałem, żeby czarodzieje nawet bali się je wymówić, jak zostanę największym czarownikiem świata.
- Dumbledore jest największym czarownikiem świata.
- Dumbledora usunięto ze szkoły przez samą pamięć o mnie.
- On zawsze tu będzie. W szkole są ludzie wierni jego ideom. – nie ustępował.
                Tom zmarszczył brwi. Był zły. Jednak sam nie rozumiał, czym ta złość była wywołana. Bo przecież Potter nie powiedział nic tak ważnego, co mogłoby go aż tak rozzłościć. Za tym stało coś jeszcze.
                Od samego początku to go zastanawiało. Dlaczego tak bardzo irytowała go postawa Pottera? Czemu jego słowa miały tak wielki wpływ na to, co czuł?
                Nie pozwalając mu na powiedzenie nic więcej, złapał go za ramiona i pchnął na ziemię. Harry upadł na plecy, ale nie zdołał się podnieść, gdyż Tom usiadł okrakiem na jego biodrach. Na nowo złapał go za ramiona i przygwoździł do podłogi. Harry nie mógł nic powiedzieć. Był zszokowany. Tom przeniósł jego ręce nad głowę i jednym ruchem różdżki związał je grubym pnączem, które wyrastało z ziemi. Tym oto sposobem sprawił, że Harry nie mógł uwolnić swych dłoni. Nie miał jak się wyrwać.
                Zastanawiał się, dlaczego to robił. Co nim kierowało? Nieważne, jak bardzo nad tym rozmyślał, nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Nie mógł też przerwać. Był jakby… w transie.
                Rozdarł jego koszulę, a następnie spodnie. Bawił się tak, dopóki nie pozbawił Pottera wszystkich części garderoby. Widząc go w takim stanie pod sobą, uśmiechnął się usatysfakcjonowany, po czym przejechał jedną z dłoni po ciele chłopaka, zaczynając od torsu, kończąc na podbrzuszu. Tam zaczął kreślić różne znaki, co bardzo szybko pobudziło kolegę Pottera.
Chłopak był przerażony. Szok wywołany zaistniałą sytuacją nie pozwalał mu kompletnie na nic. Ale mimo wszystko nie potrafił ukryć zawstydzenia, jakie go dopadło, kiedy Tom pozbawił go wszelkiego odzienia. Niemal od początku jego twarz zalana była purpurą, jednak teraz ten kolor przeszedł nawet na uszy.
Widok ten podniecił Toma dostatecznie. Nie chcąc czekać ani chwili dłużej, pochylił się nad chłopakiem i zaczął całować go po szyi, raz po raz zostawiając malutką, czerwoną jak twarz Harry’ego malinkę. Unosił się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu trafił na usta Pottera. Delikatnie je przygryzł, po czym całkiem się w nie wpił. Słysząc ciche pojękiwania Harry’ego, postanowił zrobić jeszcze więcej. Dłonią złapał chłopaka za członka, a następnie bardzo mocno go ścisnął. Potter stęknął z bólu, jednak po chwili przeleciała po nim fala przyjemności, gdyż Tom zaczął poruszać ręką w górę i w dół. Harry zaczął w końcu jęczeć z przyjemności. Tom myślał, że zwariuje, widząc i słysząc to wszystko.
Ten głos.
To ciepło bijące od chłopaka.
Jego puls.
Drżące, chude ciałko.
Niespokojny oddech.
Wszystko zamykało Toma w klatce.
W celi, z której nie potrafił uciec.
 Teraz zrozumiał. Od początku tego pragnął. To stąd wynikała jego złość i frustracja, kiedy Potter wspominał o innych. Nieważne, że mówił o nich w zupełnie innym kontekście. To wystarczyło, aby wywołać zazdrość Riddle’a.
Nawet, jeśli miał to być pierwszy i ostatni raz, chciał zasmakować każdego centymetra ciała drobniejszego chłopaka. Nie zważał na to, czy sprawiał mu swoją zaborczością ból. Nawet o tym nie myślał. Był egoistą.
 Zwinnie rozstawił jego nogi na tyle, aby mieć dostęp do ciasnego wejścia. Napluł sobie na dłoń i bez krzty zawahania wpakował w niego od razu dwa palce. Chciał jak najszybciej w niego wejść. Już wystarczająco długo się powstrzymywał.
 Potter wygiął się w łuk, mocno zamykając oczy. Z całą pewnością czuł ból. Ogromny ból. Tom poruszał palcami wewnątrz Harry’ego, który z czasem zaczął się przyzwyczajać. Mimo to łzy nie przestawały płynąć po jego policzkach. Biedaczek nie był świadom, że czymś takim jeszcze bardziej nakręcał Toma. Już po chwili czuł coś o wiele większego i twardszego przy swoim wejściu. Nie musiał długo czekać, żeby poczuć go całego w sobie. Nadal bolało, nawet o wiele bardziej, niż kiedy Tom nagle włożył w niego dwa palce.
- Jesteś naprawdę ciasny, Harry. – powiedział, uśmiechając się z satysfakcją.
                Wiedział, że denerwował tym chłopaka, jednak nie mógł przestać. Widząc go cierpiącego, czuł się o wiele lepiej, niż mógłby przypuszczać. Z początku lekko poruszał biodrami, aby i Potter mógł odczuwać jakąś przyjemność, ale w końcu zaczął robić to dość brutalnie. Było mu niebywale dobrze, kiedy widział małe, drżące ciałko Pottera pod sobą. Uczucia się potęgowały, kiedy dodatkowo widział jego zapłakaną twarz.
                Zdawał sobie sprawę, iż ten obraz pozostanie w jego pamięci przez bardzo długi czas.
                Kiedy wreszcie doszedł, nie chciał wyjść na egoistę, którym i tak był, i dogodził Harry’emu ręką. Przykrył go skrawkiem potarganej koszuli, po czym stanął na nogi i ostatni raz na niego spojrzał. Po upływie paru sekund odwrócił głowę i zaczął zmierzać w stronę ciemności, z której jakiś czas temu się wyłonił. Zanim tam jednak wszedł, powiedział tylko:
- Żegnaj, Potter.
                I zniknął w przerażającej czerni.

"Desirable blood" - Rozdział 6


Ku zdziwieniu Setha, Vior nie zrobił nic podejrzanego. Zachowywał się, jakby był jego dobrym znajomym, choć tak nie było. Ale Seth nic nie powiedział. Zgodził się na małą gierkę Viora. Koniec końców był ciekaw, co sprowadziło wampira do jego domu. Powiedział Jane, iż muszą załatwić między sobą parę spraw, po czym pokierował się na górę, upewniając się, że Vior za nim podąża.
Gdy znalazł się w swoim pokoju, zamknął drzwi, a następnie zwrócił do znajomego.
- Dlaczego tutaj przyszedłeś? – zmarszczył brwi, patrząc w oczy wampirowi. – Jeżeli zrobiłeś coś Jane, to przysięgam, że...
Vior uniósł ręce w geście kapitulacji.
- Spokojnie. Jestem tu w nieco innym celu.
Seth zawahał się przed zapytaniem, o co może chodzić. Vior na szczęście postanowił kontynuować, wyręczając szatyna.
- Nie jestem twoim wrogiem. – powiedział poważnym tonem, wprawiając Setha w osłupienie.
Chłopak nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Nic nie mówił, jedynie wpatrywał się w stojącego przed nim mężczyznę, przyjmując wyjątkowo zszokowany wyraz twarzy.
- Dlatego chcę cię ostrzec. – zmrużył oczy.
Seth otworzył buzię, chcąc coś powiedzieć, jednak po chwili ją zamknął, jakby nie mógł znaleźć odpowiednich słów na wyrażenie swoich myśli.
- Nie ufaj ludziom. – kontynuował. – A na pewno nie tym z rady.
- Co... – zaczął, nie będąc do końca pewnym, o co chciał zapytać. – O czym ty mówisz?
Vior westchnął.
- Teraz tego nie zrozumiesz, ale chociaż mnie wysłuchaj. – przeszedł się po pokoju, na końcu zatrzymując się przy oknie. – Często zostawiasz je otwarte na noc, czyż nie?
Chłopak nie odpowiedział. Bał się.
- Musisz być ostrożny. Rada cię obserwuje. Wiem, że mówię to wszystko i nawet ci nie wyjaśniam, co mam konkretnie na myśli, ale na chwilę obecną nie ma potrzeby, abyś o wszystkim wiedział. – odwrócił się w stronę Setha, łącząc z nim spojrzenia. – Ci ludzie są paskudni i gotowi zrobić naprawdę złe rzeczy, aby dopiąć swego. – zmarszczył brwi.
- Skąd ty...
Wampir uniósł otwartą dłoń, czym uciszył młodszego od siebie chłopaka.
- Na razie nic nie mów. Tylko słuchaj.
Seth niepewnie kiwnął łebkiem, nie chcąc się spierać z Viorem.
- Dobrze. – mężczyzna lekko się uśmiechnął, jednak szybko spoważniał. – Tego typu zdarzenia, jak ostatnia sytuacja w barze, mogą się powtarzać. Nie muszą, ale mogą. Dlatego bądź ostrożny.
Szatyn rozdziawił buzię. W jego głowie kłębiło się mnóstwo pytań, jednak zdołał się powstrzymać przed zadaniem paru z nich. Dalej słuchał. Nie wiedzieć czemu, w towarzystwie Viora czuł się swobodnie. Nie obawiał się go.
- I wierz mi lub nie, to nie my za nimi stoimy. – wlepił spojrzenie w półkę, na której były poustawiane różne książki. Zmrużył oczy na jedną z nich. Pomiędzy powieściami wyłapał niewielki album. – I chociaż może to tak wyglądać, uwierz mi, za morderstwami stoi ktoś spoza rodu. – zmarszczył brwi. – Już jakiś czas go szukamy, jednak ślady cały czas się zacierają. Zupełnie jakby ktoś mu pomagał w ucieczce.
Seth wziął większy wdech.
- Mogę o coś zapytać? – jego głos się prawie załamywał.
Wampir spojrzał na chłopaka.
- Śmiało.
Seth przełknął ślinę.
- Co masz na myśli mówiąc ktoś spoza rodu? – przygryzł dolną wargę. – Już któryś raz o tym słyszę. Czym jest ten ród?
- To bardzo proste. – zamknął oczy. – Jeden, wielki ród wampirów. Zapoczątkowany przez wampiry, które jako pierwsze pojawiły się na ziemi.
- I ty jesteś jednym z nich?
- Zgadza się. – uśmiechnął się. – Dlatego wiem, że to żaden z nas. Może to brzmieć absurdalnie, ale wampiry nie są takie złe, jak mówią ludzie. – podkreślił wyraźnie. – Owszem, zdarzają się wyjątki, jednak większość z nas jest normalna i racjonalna. Nie tworzymy niepotrzebnie konfliktów.
Seth ponownie wziął spory wdech. Nie wiedział, w co wierzyć, a w co wątpić.
- Nie zmuszam cię, abyś mi wierzył. Po prostu bądź od teraz ostrożny. – przez chwilę wyglądał, jakby się przed czymś wahał. – I jeszcze jedno...
Obdarował chłopaka nieciekawym spojrzeniem.
- Nie panikuj, jeśli będziesz doświadczał niemożliwych rzeczy.
- To znaczy? – nie wytrzymał i zapytał.
- Jak nagła, wręcz nienormalna poprawa słuchu, węchu, a nawet wzroku.
Seth zmarszczył brwi. Skąd on o wszystkim wie? Pomyślał, powielając pytania w swojej głowie.
- Najlepiej, jeśli nikomu o tym nie wspomnisz. Byłoby źle, gdyby ta informacja wyciekła do kogoś niepożądanego. – wziął większy wdech. – To tyle. Spotkamy się ponownie niebawem.
Nim Seth zdążył o cokolwiek zapytać, Vior wyskoczył przez okno. Chłopak szybko do niego podbiegł, jednak po mężczyźnie nie było nawet śladu. Złapał się za głowę i nabrał dużo powietrza do płuc, kompletnie nie przyjmując niczego do świadomości. O czym on mówił? Skąd o wszystkim wiedział? Co jest nie tak z radą? Dlaczego nie mogę nikomu ufać? To były tylko nieliczne pytania i w sumie najmniej skomplikowane, jakie przewijały się w głowie Setha. Chłopak miał już dość zagadek. Za bardzo go one męczyły i, nie wiedzieć czemu, od początku dotyczyły właśnie jego.
Jane była zaciekawiona Viorem, jednak Seth nie chciał jej mówić prawdy. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli kobieta nie będzie wiedziała o paru rzeczach. Uważał, że to zapewni jej bezpieczeństwo. Tylko czy rzeczywiście tak będzie? Mała ilość niepewności tkwiła w umyśle chłopaka, choć ten starał się ją ignorować. Postanowił wziąć do siebie słowa Viora. Uznał, że od teraz te wszystkie rzeczy będzie zachowywał dla siebie, z małymi wyjątkami. Wolał jednak o niektórych sprawach porozmawiać z Liamem czy Susan, bo w końcu to oni mu tak bardzo pomogli na początku. Coś mu podpowiadało, że im akurat może zaufać.
Do końca tygodnia nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a przynajmniej nic na ten temat nie mówiono. Seth w weekend miał nocować u Susan, jednak przed pójściem do jej domu postanowił przejść się do baru i spojrzeć na miejsce, w którym ostatnio doszło do niemiłego spotkania z wampirem. Nikt nic ewidentnie o tym nie wiedział, a po krwi nie było nawet śladu. Prawdopodobnie wszystko zatajono nawet przed właścicielem baru, jak i jego pracownikami.
Do wieczora spakował niewielki plecak i poszedł do Susan. Na miejscu już zastał Liama, który zajadał się chipsami i orzeszkami. Przywitał chłopaka z pełną buzią, po czym na nowo zaczął się opychać. Susan jedynie pokręciła głową, wzdychając przy tym, a następnie zaprowadziła Setha do swojego pokoju, aby mógł zostawić w nim swoje rzeczy. Kiedy po krótkim czasie wrócili do salonu, Liam otwierał następną paczkę chipsów.
- Hola, zastopuj trochę! – krzyknęła dziewczyna, podchodząc do Liama. – Jak możesz tyle jeść? – rozejrzała się po pokoju. – Chociaż to zrozumiałe, bo i tak większa część trafia na podłogę lub sofę! Sprzątnij to albo niczego nie zaczniemy. – odwróciła głowę w stronę Setha. – Widzisz, ile mam z nim problemów? Daj mu trochę luzu, a i u ciebie zrobi swoją oborę. – znów zwróciła się do Liama. – Prosiak.
Liam jedynie machnął ręką, jakby już do tego przywykł, po czym podniósł się z miejsca.
- Dobra już, dobra. Sprzątnę, jak tak bardzo ci to przeszkadza. – nadął policzki.
- Nareszcie. – odetchnęła z ulgą.
Chwilę to zajęło, zanim Liam wszystko pozamiatał, jednak w końcu tego dokonał.
- Macie jutro coś do roboty wieczorem? – zapytała Susan dla rozluźnienia atmosfery, siadając na czystej już sofie.
Chłopcy zaprzeczyli.
- Trochę poczytałam i jutro w górach będzie można zaobserwować coś ciekawego.
- Chcesz iść wieczorem w góry? – zapytał Liam, dziwiąc się.
- Mhm. – mruknęła, lekko się uśmiechając. – Będzie warto, uwierz mi.
Liam nie wyglądał na do końca przekonanego. Seth natomiast sprawiał wrażenie, jakby już nie mógł się doczekać.
- Będziemy mieć kawałeczek do przejścia, ale wierzcie mi, nie pożałujecie tego. – włączyła telewizor. – To coś, czego często się nie spotyka.
Przez kolejną godzinę Susan wykłócała się z Liamem, czy oby na pewno powinni zapuszczać się nocą do lasu. Dziewczyna twierdziła, że nie muszą się martwić. Tam ponoć będą bezpieczni. Seth przypomniał sobie słowa Viora. Większość z nas jest normalna i racjonalna. Nie tworzymy niepotrzebnie konfliktów. Nie wiedzieć czemu, wierzył w to. Bo w końcu za tymi morderstwami stał jeden wampir.
- Ripper. – powiedział nagle Seth. – Tak się nazywa ten wampir, który za wszystkim stoi, no nie?
- Co ty tak nagle? – zaśmiała się Susan, po chwili poważniejąc. Spuściła wzrok na swoje ręce. – Tak, dokładnie tak na niego mówią.
Chłopak zaczął się nad czymś zastanawiać, co przyciągnęło uwagę Susan, jak i Liama.
- Dlaczego teraz o to pytasz? - spytał chłopak.
- Tak jakoś zebrało mi się na myślenie. – podrapał się w tył głowy. - Nie wiem, jak to określić, ale... – zawahał się, co dało się wyczytać z jego twarzy.
- Co jest, Seth? – zapytała Susan, patrząc prosto na chłopaka.
- Skoro za wszystkim stoi ten jeden, Ripper, czy naprawdę powinniśmy myśleć, iż oni wszyscy są tacy sami?
Susan rozdziawiła buzię. Liam podobnie.
- O czym ty mówisz, Seth? – zapytała niepewnie. – Oczywiście, że są tacy sami. W końcu to wampiry. Nie mogą żyć bez krwi. Z pewnością dla niej mordują.
Chłopak zagryzł wargę, zastanawiając się, jak powinien przemówić do swoich przyjaciół. Już to zauważył - zarówno Susan, jak i Liam nie byli zbyt przychylnie nastawieni do wampirów.
Zapragnął to zmienić.
- Ale czy to was nie dziwi? Zanim tu przyjechałem, nie miałem o nich najmniejszego pojęcia. Mieszkałem w dużym mieście i nikt nie gadał o tego typu sprawach. – w mgnieniu oka na jego twarzy pojawił się smutek. – Co prawda właśnie tam zabito Noaha, ale... to był pierwszy i ostatni raz, jak czegoś takiego doświadczyłem. – zamilkł na moment, myśląc. – Ponadto... Naprawdę myślicie, że gdyby takie ataki wampirów, jak tutaj, miały miejsce na całym świecie, nikt by nic nie mówił w wiadomościach? Jestem pewien, że od razu informacje pojawiłyby się w telewizji czy internecie. Żyjemy w takich czasach, że z pewnością ktoś zacząłby coś podejrzewać. A tak naprawdę nikt nic o tym nie wie. Mają wampiry za jakąś bajeczkę. – spojrzał na Susan. – A wierz mi, wieści o absurdalnych zdarzeniach bardzo szybko rozchodzą się w dużych miastach.
Żadne z nich przez chwilę się nie odzywało. Liam w końcu postanowił przerwać tę ciszę.
- Więc co? Myślisz, że wampiry dzielą się na dobre i złe?
- Mogę zabrzmieć jak głupiec, ale tak. – wziął spory wdech. – Jeszcze wam o tym nie mówiłem, ale parę dni temu rozmawiałem z jednym z nich.
Susan pokiwała głową w geście zrozumienia. Dopiero po chwili dotarło do niej, do czego tak właściwie przyznał się Seth.
- Co?! – zerwała się na nogi, wyglądając na naprawdę zszokowaną. – Dlaczego nic nie mówiłeś?
Chłopak uśmiechnął się niemrawo.
- Tak mi zalecił. – spuścił głowę. – Ale wam ufam, więc chyba mogę o tym opowiedzieć.
Susan usiadła, czekając, aż Seth powie coś więcej.
- Ma on na imię Vior. Twierdzi, że jest jednym z pierwszych.
Liam zaśmiał się. Jego głos wypełniła frustracja.
- No ładnie. – wtrącił. – To żeś sobie narobił kłopotów.
- Możesz mieć rację. – Seth przygryzł dolną wargę. – Ale paru rzeczy się od niego dowiedziałem. – przez chwilę siedział cicho, starając jakoś sensownie obrać myśli w słowa. – Ponoć pierwsze wampiry zapoczątkowały jakiś ród i, z tego co mówił Vior, wampiry należące do tego rodu nie bawią się w coś takiego, jak mordowanie dla zabawy.
- I uwierzyłeś w to? – zapytała Susan, marszcząc czoło.
- Spotkałem go już drugi raz. Gdyby był taki, za jakiego go uważacie, naprawdę myślicie, że chciałby tylko ze mną porozmawiać? – uniósł brew. – Jestem pewien, że skończyłbym podobnie, jak te kobiety.
Liam wyglądał, jakby zaczynał coś rozumieć. Susan niekoniecznie.
- Więc jak myślisz, dlaczego chciał z tobą porozmawiać? – dziewczyna mimo wszystko bardzo zaciekawiła się nowym faktem. Wampiry miałyby być dobre? Nie wierzyła w to, ale chciała poznać szczegóły.
- Myślę, że w ten sposób chce mi coś przekazać. – zmrużył oczy. – Powiedział też, że za jakiś czas spotkamy się na nowo. Naprawdę nie uważam, żeby miał jakieś złe intencje. Bardziej to wygląda, jakby próbował mnie przed czymś ostrzec.
- Ostrzec? Przed czym?
- Wydaje mi się, że na świecie może dziać się coś dziwnego. – wyznał, automatycznie poważniejąc.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic