czwartek, 9 czerwca 2016

"Shukuteki" - Rozdział 6

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 6.
Autor: Chizu Chan. 


~~~

- Przepraszam cię, naprawdę.
                W drodze do domu co chwilę to słyszałem. Chociaż na przejażdżce się nie skończyło. Nawet we własnym pokoju nie miałem spokoju. Ryou zdążył trochę wytrzeźwieć, więc postanowił mnie nadal zasypywać przeprosinami, jakby się stało coś wielkiego.
- Wyluzuj, Ryou. – westchnąłem, patrząc na chłopaka – Nic takiego się nie stało. To tylko nieporozumienie.
- Może i tak, ale nadal… po prostu źle się z tym czuję! – z ust zrobiła mu się mała podkowa – Jeśli zniechęcisz się do mnie przez to, wtedy ja…
- Nie zniechęcę. – zamknąłem oczy, opierając się o ścianę – Jak byłem wobec ciebie obojętny, tak nadal jestem.
              Blondyn wyprostował się, wywijając kąciki ust w górę. Nawet jeśli się uśmiechał, wyglądało to dość specyficznie.
- Auć.
                Może trochę przegiąłem. Uważałem, że jestem obojętny, ale… czy oby na pewno była to prawda? Ostatnio zwracałem większą uwagę na blondyna. Coś naprawdę mogło się zmienić.
- To trochę bolesne, wiesz?
- Dlaczego? – nawiązałem kontakt wzrokowy z chłopakiem.
                Szczerze chciałem wiedzieć, co powodowało, że blondynowi aż tak zależało na dobrej relacji ze mną. Mógł to olać i tylko udawać, że się dogadujemy, a tymczasem naprawdę się starał. Czasem do przesady.
- Jak to dlaczego? – zdziwił się.
- Jeśli znowu masz mówić, że to na potrzeby rodziców, to przecież równie dobrze moglibyśmy po prostu udawać, jak zresztą zamierzaliśmy na początku.
- Hmm… – złapał się za podbródek.
                Przez chwilę nic nie mówił.
- …a jeśli powiem, że to moje osobiste pragnienie?
                Kilka sekund i sądziłem, że rozsadzi mi klatkę piersiową. Nie takiej reakcji się spodziewałem. O nie. Panicznie się odwróciłem, siłą starając uspokoić bicie własnego serca.
- Przestań ujmować to w taki sposób, bo jeszcze sobie coś ubzduram. – burknąłem pod nosem w miarę wyraźnie.
- Śmiało.
                Chłopak był naprawdę pewien swoich słów.
- Chyba jeszcze nie wytrzeźwiałeś. – westchnąłem, po czym odkleiłem się od ściany – Lepiej idź spać. Rano się zdziwisz, co za głupoty wygadywałeś.
- Jest ze mną dobrze, Shun.
                Zatrzymałem się. On zdecydowanie był świadom wszystkiego, co mówił. Najgorszy był fakt, że sam nie wiedziałem, czy się cieszę czy raczej boję.
- Prawdopodobnie sam alkohol sprawił, że zdobyłem się, aby to wszystko powiedzieć, jednak… możesz być pewien, że mówię to wszystko w pełnej świadomości.
- Nie do końca rozumiem.
- Więc może zamiast mieszać ci jeszcze bardziej za pomocą słów, pokażę, co mam na myśli.
                Wzdrygnąłem się na samą myśl, co blondyn mógłby zrobić. Kiedy podszedł, rzeczywiście się przeraziłem. Bałem się, jak cholera, że dojdzie do czegoś niepożądanego, a ja sam nie będę w stanie się oprzeć. Początek wydawał się niewinny. Ryou znów lekko mnie pocałował. Zrobiło mi się nawet miło. Na tyle przyjemnie, że nie chciałem przestawać. Sam pogłębiłem pocałunek. Chyba dałem tym znak blondynowi, że nie będę się opierać. Nawet dotyk jego dłoni nie wzbudził we mnie odruchów wymiotnych. Wręcz przeciwnie, spodobało mi się to.
                Tym właśnie sposobem uświadomiłem sobie pewną rzecz. Nie byłem aseksualny. Po prostu lubowałem się w facetach, a raczej jednym, konkretnym chłopaku. Był to Ryou.
                Szybko zostałem pozbawiony wszystkich części garderoby. Dla wygody owinąłem ręce wokół karku chłopaka, całkowicie oddając się chwili. Ten pocałunek zdecydowanie należał do tych najprzyjemniejszych, jakich w życiu doświadczyłem, nawet jeśli smakował jak znienawidzone przeze mnie whisky. Nawet nie zauważyłem, że znaleźliśmy się w łóżku. Siedziałem okrakiem na biodrach Ryou, lekko ocierając się o jego nabrzmiałego członka, co w sumie nieźle działało na nas obojga. Bez większych przygotowań wsadził go we mnie. Mimowolnie wygiąłem się w łuk. Nie z przyjemności, lecz bólu. Mocno przygryzłem wargę, w wyniku czego chwilę później pociekła po niej stróżka krwi. Chyba byłem masochistą, bo mi nie opadł, a jeszcze bardziej stwardniał.
                Spodziewałem się raczej szybkiego finału, a jednak trochę się namęczyliśmy. Na szczęście z czasem i ja zacząłem odczuwać przyjemność, więc Ryou nie był jedynym, który dobrze się bawił. Cóż, najbardziej pewnym było, że jutro zbyt szybko nie podniosę dupy z łóżka. Ale… nie żałuję.
                Rankiem lekko się przeciągnąłem, nadal leżąc, a i tak myślałem, że umrę z bólu. To chyba skutki przeżycia pierwszego seksu analnego. Ryou nadal spał jak niemowlę. Nie zbudziły go nawet moje skomlenia. Jakoś udało mi się podnieść do siadu. Dopiero wtedy poczułem, co to piekło. Myślałem, że się rozpłaczę, ale na szczęście nie doszło do tego.
- Przepraszam.
                Poczułem, jak ręce Ryou owijają się wokół mojej talii. Nawet się uśmiechnąłem.
- Za co?
- Boli, co?
- Jak diabli.
                Blondyn wstał z łóżka.
- W sumie nawet nie użyliśmy prezerwatywy.
- W ciążę nie zajdę.
                Blondyn roześmiał się na głos.
- Ciszej, bo jeszcze ktoś tu przyjdzie i przeżyje niemałe zdziwienie.
- A, fakt. – zakłopotany podrapał się w tył głowy – Ojciec raczej nie ucieszyłby się z faktu, że ze sobą spaliśmy.
- Niemożliwe. – pokręciłem głową z niedowierzania, przybierając zdziwiony wyraz twarzy.
                Chłopak tylko się uśmiechnął.
- Uwielbiam tę część ciebie.
                Tak prosta rzecz wystarczyła, aby moje policzki zmieniły barwę. Po co czuć się zawstydzonym podczas seksu czy przypadkowego pocałunku. Lepiej umrzeć na zawał przez kilka pozornie normalnych słów.
                Podczas śniadania nie okazałem nawet najmniejszej oznaki bólu. Nawet jeśli w duszy krzyczałem, z zewnątrz raczej wyglądałem na opanowanego. To chyba nie powinno tak boleć. Może rzeczywiście zbyt się pospieszyliśmy. Nie mam najmniejszego pojęcia na temat gejów i ich przygotowań do zabaw, Ryou raczej też. Ale chyba nic sobie nie popsułem.
                Odpuściłem sobie dzisiaj uniwerek. Zamiast tego oddałem się zbieraniu informacji na temat bólu po tym ‘magicznym pierwszym razie’. Ponoć była to norma. A patrząc na to, że nawet się nie przygotowaliśmy, ten ultra-ból był zrozumiały. Przynajmniej dla mnie.
                Do wieczora trochę się polepszyło, choć nadal rwało, kiedy się schylałem. Na szczęście miałem małą pomoc od osoby, przez którą teraz cierpiałem. Nawet pomógł mi się umyć. Nie, to mnie nie krępowało. Ale teksty typu „jesteś uroczy” już tak. Logika.
                Sam nie rozumiałem, jak do tego wszystkiego doszło. Ryou był chłopakiem, którego nienawidziłem z całego serca, nawet jeśli wszystkie te straszne rzeczy zdarzyły się wieku temu. Same wspominki wywoływały u mnie gniew. Sądziłem, że jeśli jeszcze kiedyś go spotkam, nie będę stać bezczynnie i wygarnę, jak bardzo go nienawidzę, a wyszło na to, że go polubiłem. Prócz tego wpadł mi w oko. Zdecydowanie coś tu nie grało. Już nawet pomijałem fakt, że nasi rodzice mieli się pobrać, w związku z czym stalibyśmy się przyrodnimi braćmi. Naprawdę nie dbałem teraz o to. I tak nie ujawniłbym się ze związkiem z facetem, choć trzeba przyznać, słowa ‘związek’ i ‘przyrodni brat’ średnio do siebie pasują.
                Po dwóch dniach czułem się jak nowonarodzony. Zero bólu, zero męczących myśli. Mama i Ren już wyznaczyli datę ślubu. Miał to być przyszły miesiąc. Powiadomili bliższą rodzinę. Można by pomyśleć, że w sumie wszystkie większe problemy rozwiązane i powinno już być z górki. Tak właśnie myślałem. I to był ogromny błąd.

~~~


3 komentarze :

  1. Dalej! Dalej! Dalej!
    Kobieto, to jest genialne! Ja chcę więcej! Ten blog jest świetny! Przeczytałam wszystkie opowiadania i wszystkie były ciekawe. No i to dzięki tobie poznałam anime Kuroko no Basket, które teraz jest jednym z moich ulubionych ^^
    Nie przestawaj pisać, okej? Może komentarz niezwiązany z tematem, ale co tam!
    Cheers!
    ~Anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieem, komentarz do dupy, ale pisałam go po dziesiątej wieczorem, a o tej godzinie już nie myślę racjonalnie tylko czytam jakieś dobre yaoi (o, na przykład to).
      Cheers!
      ~Anonim od koma wyżej

      Usuń
  2. No znowu urwałaś w najlepszym momencie, cóż najwyraźniej lubisz się bawić w Polsat.W każdym razie fajne opowiadanie i jestem ciekawa dalszej części (choć szkoda że "Something I didn't know" zostało zakończone).Dwie główne postacie są naprawdę interesujące a ich reakcje czasami są porostu BOSKIE, Przy niektórych scenach można się tak usiać :) (oczywiście w pozytywnym sensie).Tak z ciekawości to czy dowiemy się co takiego się stało się w przeszłości naszemu kochasiowi? nie przedłużając weny życzę. Właśnie! ja też mam bloga na którym będę zamieszczać opowiadanie które piszę,już jest tam parę notek więc czy mogłabyś na niego wejść i go ocenić?
    http://bestiablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic