poniedziałek, 6 czerwca 2016

"Shukuteki" - Rozdział 5

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 5.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

                Byłem nieco zaskoczony, kiedy zostałem poproszony przez Rena, aby pojechać wraz z Ryou na przymiarkę garniturów. Sytuacja wskazywała na to, iż rodzice planowali się pobrać w niezbyt odległym czasie. Nie miałem żadnych przeciwwskazań. Przed południem wyszedłem z domu i dołączyłem do blondyna, który już siedział w samochodzie. Chłopak miał prawo jazdy, więc mogliśmy sami pojechać, bez potrzeby wzywania taksówki czy czegoś podobnego. Salon, w którym ta przymiarka miała mieć miejsce, był bardzo elegancko urządzony. Miła, młoda kobieta poprosiła naszą dwójkę o zdjęcie prawie wszystkiego i pozostanie jedynie w bokserkach. Po tym wyszła, zostawiając nas samych.
- No nic, chyba pozostaje nam zrobić to, o co poprosiła.
                Po tym Ryou podciągnął do góry koszulkę i ją zdjął, odsłaniając barki. Były naprawdę szerokie. Nie myśląc o niczym, uniosłem do góry dłoń, po chwili dotykając nią pleców chłopaka. Blondyn od razu spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja, nie wiedząc, co tak właściwie wyprawiam, spanikowałem i zrobiłem krok w tył.
- Miałeś mały paproch. – wyjaśniłem szybko, odwracając wzrok.
- Aa, dzięki. – uśmiechnął się.
                Również pozbyłem się swoich ubrań. Przy Ryou wyglądałem jak chuderlak. Byłem niższy, węższy, ogółem drobniejszy. Jednak nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie.
- Jesteś naprawdę blady. – zdziwił się – Nie masz anemii?
- Nie sądzę. – rozluźniłem ramiona – Mam taką karnację od zawsze.
- Racja. – pokiwał łebkiem.
                Kiedy przyszła kobieta, zaczęła nas mierzyć. Trochę to trwało. Byłem przed Ryou, więc kiedy brunetka zajęła się nim, mogłem usiąść i popatrzeć. Może było to dość dziwne, ale co poradzić. Ostatnio często mi się to zdarzało. Salon opuściliśmy dopiero po południu. W drodze do domu wstąpiliśmy do pączkarni. Miałem ochotę na coś słodkiego, a Ryou nie protestował, wręcz przeciwnie – sam miał na coś podobnego chrapkę. Wzięliśmy kilka różnych pączków i wróciliśmy do rodziny. Jak się okazało, Ren nie przepadał za słodyczami, a mama ostatnimi czasy odmawiała sobie tego typu przekąsek, więc wraz z blondynem zjedliśmy więcej, niż przypuszczaliśmy. Jedynie Yuki się do nas przyłączył. Kiedy zjadłem, poczułem się trochę ciężko, więc poszedłem do pokoju, by trochę poleżeć. Moja poduszka pachniała trochę inaczej. Prawdopodobnie przeszła zapachem szamponu Ryou, w końcu chłopak tutaj spał. Przeciągnąłem się, a następnie zamknąłem oczy. Na szczęście nie zasnąłem. Gdybym to zrobił, nie usłyszałbym, jak ktoś wchodzi do mojego pokoju.
- Co jest?
- Pożycz mi jakąś książkę.
                Podniosłem się do siadu, po czym zerknąłem badawczo na blondyna.
- Jaka tematyka cię interesuje?
- Nie patrzę na to, ważne, aby książka była ciekawa.
                Wziąłem głębszy wdech.
- To pojęcie względne, wiesz? – odwróciłem wzrok – Pachnidło. Wczoraj skończyłem czytać, dość niezła książka.
- Widziałem urywek filmu. – podrapał się w tył głowy – Ale okej, zobaczę, co to takiego.
- Leży na biurku. – wskazałem na wieżę z różnych zeszytów i książek – Chyba nawet na czubku budowli.
- Dzięki. – zaśmiał się.
                Ryou wziął książkę i zerknął na jej okładkę.
- Hmm, niezła dziewczyna.
- Tak myślisz? – zapytałem od niechcenia, poprawiając poduszki.
- A co, nie podoba ci się?
- Powiedzmy, że mam całkiem specyficzne gusta.
                Chłopak przewrócił oczami.
- W takim razie pokaż jakąś laskę, która jest w twoim typie.
                To mnie nawet zainteresowało. Chwilę się zastanowiłem, czy rzeczywiście taka istnieje.
- Co to za mina? – zaśmiał się – Może jeszcze powiesz, że nie ma takiej?
- Bardzo możliwe. – odparłem nie do końca zdecydowany.
                Blondyn pokręcił głową, wzdychając przy tym.
- Masz aż tak spore wymagania?
- To raczej nie to. – zmarszczyłem brwi – Po prostu… nie mogę się żadną zainteresować.
                Ryou złapał się za podbródek, myśląc nad czymś.
- Nie obraź się za tę sugestię, ale… – nawiązał ze mną kontakt wzrokowy – Może po prostu wolisz facetów?
                Rozdziawiłem buzię.
- Naprawdę? To jedyne, co przychodzi ci do głowy? – uniosłem jedną brew.
- Zastanów się nad tym! – usiadł obok mnie – W końcu nie kręcą cię dziewczyny.
- Więc? To przecież o niczym nie świadczy.
- Myślałeś kiedyś o jakimś chłopaku?
                Przypomniałem sobie o przerażającej scenie z Ryou w roli głównej.
- Nie. – odwróciłem wzrok – Jeszcze wiem, jakiej jestem orientacji, spokojnie.
- Ale sam przecież twierdziłeś, że nawet po długim czasie bycia w związku nie mogłeś się zainteresować żadną z dziewczyn!
                Zdecydowanie się w to wczuł.
- To miałoby sens, serio!
- Nie sądzę. – burknąłem pod nosem – Są jeszcze ludzie aseksualni.
- No ale dochodzić to chyba normalnie dochodzisz?
                Złapałem się za głowę.
- O co zamierzasz mnie jeszcze zapytać? – odwróciłem głowę w drugą stronę.
                Ryou zaśmiał się na głos.
- Czyżby mi się udało? Zawstydziłem cię?
- Nie. – wycedziłem przez zęby.
- Wydaje mi się jednak, że tak. – nie przestawał się śmiać – No ale dobra. Odbieram to tak, że jednak możesz dojść.
                Westchnąłem.
- Potrafisz poczuć podniecenie, więc aseksualny nie jesteś. – kontynuował swoje wspaniałe rozmyślania – O czym myślisz, kiedy się masturbujesz?
- Dość! – straciłem cierpliwość – Mam cię dość.
                Ryou zasłonił dłonią usta, spoglądając w bok. Zdecydowanie się hamował przed wybuchem śmiechem.
- Wybacz, tak bardzo chciałem to zobaczyć... – zaczął się trząść ze śmiechu.
- Naprawdę bardzo ciekawa rzecz. – prychnąłem, po czym nadąłem policzki – O niczym.
- Hę?    
                Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- Co cię tak dziwi? – zapytałem, marszcząc brwi.
- To znaczy, że w ogóle nie robisz sobie dobrze?
- Bingo.
                Nie kłamałem. W ogóle nie miałem chęci na takie zabawy.
- Co jest z tobą nie tak? – wyglądał na przerażonego – Przecież to taka podstawowa, codzienna czynność…
                Uniosłem brwi.
- Codzienna?
- Może nie do końca, ale no błagam cię, w ogóle tego nie robić? Co, jak ci stanie?
- Jeśli już dojdzie do czegoś takiego, wystarczy przeczekać.
- Jesteś dziwny.
                Uśmiechnąłem się kącikiem.
- Dziękuję.
                Ryou jeszcze przez parę minut o tym rozmyślał. Jego wyraz twarzy był naprawdę komiczny.
- Wracając do poprzedniego tematu…
- Naprawdę chcesz to kontynuować? – westchnąłem, ponownie siadając.
- No wiesz, to całkiem nietypowa rzecz. Nikim się nie interesujesz, nawet…
- Tak, wiem. – przerwałem chłopakowi, wiedząc, co chciał powiedzieć – Do czego dążysz?
- Może jesteś jedną z tych osób, które nie zainteresują się nikim, jeśli nie będzie to ‘ta’ osoba? – wyraźnie zaakcentował jedno słowo.
                Wzruszyłem ramionami.
- Kto wie, nie wnikam w to. – spojrzałem na chłopaka – A nawet jeśli byłbym gejem, zmieniłoby to coś?
                Zapytałem jedynie z czystej ciekawości. Z pewnością nie byłem homoseksualistą. Raczej osobą aseksualną, bo przecież nie czułem żadnego pociągu czy czegoś podobnego. Ryou wyglądał na zaskoczonego moim pytaniem. Cicho odchrząknął, po czym odwrócił wzrok i jakby się przed czymś zawahał.
- Nic… tak myślę. – podrapał się w tył głowy – Nie przeszkadza mi to.
- Już wyluzuj, to było tylko nic nie znaczące pytanie.
- A… skoro tak.
                Zdecydowanie wziął to aż za bardzo do siebie.
- No to wracam do siebie trochę poczytać.
- Okej.
                Ryou poszedł. Nie wiedząc, co pożytecznego mogę porobić, zdrzemnąłem się. Dopiero obudziłem się wieczorem, czy może raczej zostałem obudzony na kolację. Zszedłem do rodziny. Mama była cała w skowronkach. Opowiadała, że znalazła suknię idealną na ślub. Ren uważnie słuchał każdego słowa kobiety. Musiał ją naprawdę kochać. Wszystko miał wypisane na twarzy. Szybko zjadłem kolację i poszedłem się wykąpać. Stałem pod prysznicem trochę długo. Na tyle długo, że ktoś zaczął się dobijać do drzwi, chociaż łazienki były dwie. Wysuszyłem się, ubrałem i zwolniłem pomieszczenie. Z ręcznikiem na głowie udałem się do pokoju. Ryou znowu chodził po korytarzu ze szczoteczką do zębów w buzi. Jak widać niektórych rzeczy nie da się tak łatwo pozbyć.
                Nazajutrz rano kompletnie nie mogłem się zebrać. Byłem w okropnym humorze. Nawet nie wiem dlaczego. Po śniadaniu od razu wyszedłem na uniwerek, nie czekając na blondyna. Wolałem nie przelewać na innych swojej złej energii. W połowie drogi Ryou zadzwonił, pytając, dlaczego wyszedłem bez niego. Powiedziałem krótko, że się spieszyłem i na tym zakończyłem rozmowę. Miałem wrażenie, iż momentami mogłem wychodzić na chama. Nie chciałem stwarzać takich pozorów, ale co poradzić. Takie czyny weszły mi już w nawyk, a jak powszechnie wiadomo, upierdliwych nawyków wyjątkowo ciężko się pozbyć czy chociaż je zmienić.
                Dzięki konkursowi, przy którym miałem pomagać, udało mi się zerwać z chemii. Nie przepadałem za mieszaniem mikstur. Zawsze miałem dziwną obawę, że coś mi wybuchnie przed twarzą, a ja sam na tym ucierpię. Udałem się do sali plastycznej, gdzie siedziała grupa młodych osób. Ta dziewczyna, Nina, od razu do mnie podeszła, będąc przesadnie miłą.
- Co chcecie omówić? – zapytałem, wymijając dziewczynę, zupełnie tak, jak ostatnio.
- Dziś nie zajmiemy ci zbyt dużo czasu.
- To nie problem. – zmrużyłem oczy – Wolę poświęcić więcej czasu na spotkanie, jeśli dzięki temu mogę wypaść lepiej.
                Jeden z chłopaków cicho się zaśmiał.
- Już tak nie próbuj wyjść na idealnego ucznia.
                Zignorowałem go.
- Wiem jedynie, że będę zajmować się jakąś prezentacją i puszczaniem muzyki w danym momencie.
- Tak. Prezentacja będzie dość długa, no i jest dość sporo kawałków do puszczenia. Trzeba tylko wyczuć odpowiedni moment, a później ją w równie dobrej chwili wyciszyć.
- I tylko tyle? – dopytałem dla pewności.
- Zgadza się. – przytaknął – Skoro tak pytasz, to chyba dla ciebie proste?
- Tak myślę. – poprawiłem rękaw – Nic skomplikowanego.
- Dobrze wiedzieć. – uśmiechnął się.
                W sumie nie dowiedziałem się niczego nowego. O tych rzeczach powiedzieli mi na poprzednim spotkaniu. Nie chcąc niczego dłużyć, wyszedłem. Kilka metrów dalej wpadłem na jakiegoś chłopaka. Był minimalnie ode mnie wyższy. Czerwone włosy i fiołkowe, błyszczące oczy. Miał nawet podobną karnację do Ryou.
- Przepraszam, znasz może Ninę? – zapytał.
                Mężczyzna miał naprawdę miłą barwę głosu dla ucha.
- Niska szatynka?
- Tak… Chyba tak.
- Jest na spotkaniu w sali plastycznej, o ile mówmy o tej samej dziewczynie.
- Aa, no przecież. Gdzie indziej mógłbym ja znaleźć... – westchnął – Ale i tak dziękuję za pomoc.
- Nie ma sprawy.
                Czerwonowłosy lekko się ukłonił, po czym poszedł przed siebie. Czyżby kolejna osoba do konkursowej grupki?
                Wieczorem, kiedy zupełnie nic nie robiłem, dostałem randomowy telefon. Oczywiście od Ryou, bo któżby inny mógł do mnie zadzwonić bez powodu. Chłopak mówił, że bawi się na imprezie w klubie i zapytał, czy nie chciałbym do nich wpaść. Było bardzo głośno, więc od razu odmówiłem, po czym się rozłączyłem. Blondyn zadzwonił po tym jeszcze kilka razy, jednak nie odebrałem. W końcu dał sobie spokój. Przez wczorajszą rozmowę z chłopakiem nie mogłem sobie wybić z głowy niektórych stwierdzeń. Z pozoru były naprawdę beznadziejne i głupie, jednakże… po dłuższym zastanowieniu się, mogły mieć jakiś sens. Oczywiście z góry odrzucałem fakt, iż jestem gejem, bo to przecież było niemożliwe. W takim wypadku czułbym pociąg do mężczyzn, a tak nie było. Dziwna rzecz. Również czasochłonna, ponieważ chwila myślenia nad tym i już przyszła północ. A co z tym? Kolejny telefon od Ryou. Tym razem odebrałem. Może to i dobrze, bo od razu stwierdziłem, że blondyn był nieźle napruty. Ledwo sklejał zdania, jednak jakoś udało mu się zapytać, czy mógłbym go odebrać. Wprawdzie nie miałem żadnego prawka, bo nie jeździłem, jednak coś tam ogarniałem, więc raczej nie spowoduję wypadku. Minus był taki, że Ryou zabrał samochód, więc do klubu musiałem dojść z buta. Że też się na coś takiego zgodziłem… Po niepełnej połowie godziny byłem pod klubem i starałem się jakoś skontaktować z blondynem, co nie wypalało. Albo nie odbierał, albo po prostu odrzucał. Już miałem zrezygnować i wrócić do domu, jednak złapał mnie Yoru, kolega Ryou. Powiedział, że blondyn jest w łazience, starając się jakoś wytrzeźwieć. Wyjaśniłem jakimś gościom, że jedynie przyszedłem odebrać ‘kolegę’, którzy na szczęście wpuścili mnie bez problemu. Trochę zajęło mi odnalezienie łazienki. Ku mojemu zdziwieniu nie była jakoś specjalnie zasyfiona. Ryou stał nad umywalką i wzdychał pod nosem. Tak, zdecydowanie był pijany. Podszedłem do niego.
- Jak mogłeś doprowadzić się do takiego stanu. – pokręciłem głową, lekko klepiąc chłopaka po plecach.
- Sam się o to pytam.
                Przynajmniej już mówi w miarę zrozumiale.
- Masz kluczyki czy zgubiłeś?
- Mam, spokojnie. – wyjął z kieszeni owe klucze – Trzymaj, lepiej, żebyś ty prowadził.
- Kwestia sporna. – zaśmiałem się gorzko – Ale chyba nie mamy innego wyjścia. Nie mam zamiaru cię za sobą ciągnąć do domu.
- Tylko nas nie zabij.
                Nawet jeśli mówił wyraźnie, to nadal był pijany, bo kiedy tylko postawił krok w bok, runął przed siebie. W wyniku wpadł prosto na mnie. Nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że zostałem mocno przyparty do ściany, a twarz Ryou idealnie znalazła się przed moją. Spoglądał na mnie przymrużonymi oczami. Mimowolnie skierowałem wzrok na jego usta, jednak szybko się otrząsnąłem i położyłem ręce na jego barkach, chcąc się jakoś uwolnić. Blondyn chyba źle to odebrał, bo zaraz złapał mnie za podbródek i, zupełnie jak w moim wyobrażeniu, czy może teraz powinienem raczej powiedzieć „wizji”, pocałował mnie.

~~~


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic