niedziela, 5 czerwca 2016

"Shukuteki" - Rozdział 4

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 4.
Autor: Chizu Chan. 




~~~

                Po tygodniu bez wahania mogłem stwierdzić, że Ryou trochę zmienił swoje podejście. Nie okazywał tego otwarcie. Niby nadal był taki sam, jednak dzięki podejrzeniom udało mi się dojść do prawdy. Chłopak prawdopodobnie tak bardzo przejął się przez fakt, że sypiałem z dziewczynami, mimo iż nic do nich nie czułem. Dla mnie to nie było nic specjalnego. Byliśmy razem, więc czemu nie? Blondyn jednak twierdził, że to wszystko przez niego. Cóż, może miał w minimalnym stopniu rację, ale nie przesadzajmy, sam o sobie decyduję. Nawet jeśli z jego względu musiałem nad sobą popracować, sam się taki stałem i nie żałuję.
                Zdążyłem już się przyzwyczaić do nowego domu i rodziny. Całkiem nieźle dogadywałem się z Renem. Widziałem, że zależało mu na matce, więc w stu procentach popierałem ich związek i dość szybkie decyzje. Yuki również wyglądał na zadowolonego obecnym stanem rzeczy. Z początku martwiłem się, że być może nie będzie rozumiał paru rzeczy, gdyż jest jeszcze dzieckiem, ale jak widać na próżno. Koniec końców to mądry dzieciak.
                Wstałem rano. Miałem wolne, więc nie musiałem się nigdzie spieszyć. Narzuciłem na siebie jedynie koszulkę i, nie zapinając jej, wyszedłem z pokoju. Trafiłem na myjącego zęby blondyna. Tak, chodził po całym domu ze szczoteczką w buzi i paskudził podłogę od czasu do czasu.
- Kiedy zaczniesz myć zęby nad umywalką?
                Chłopak już miał odpowiadać, jednak na czas udało mi się zakryć jego buzię i powstrzymać przed wyjęciem z niej szczoteczki.
- Odpowiesz, jak już nie będziesz miał niczego w ustach. – lekko się uśmiechnąłem – Nie chcę znowu zmywać pasty i innych dziwnych płynów z podłogi. – westchnąłem.
                Blondyn kiwnął łebkiem i poszedł do łazienki. Wrócił po chwili z głupkowatym wyrazem twarzy i zmierzył mnie wzrokiem.
- Co z tą twarzą?
- Z taką się urodziłem, wybacz. – nadął policzki, jednak po chwili złapał się za podbródek i specyficznie uśmiechnął – Co to za strój? Starasz się mnie uwieść?
                Nawet mu nie odpowiedziałem. Jedynie westchnąłem i go wyminąłem, zmierzając do kuchni. Chłopak podążył za mną.
- Mógłbyś założyć chociaż jakieś spodnie. Chociaż nie mam co narzekać.
- Jesteś obrzydliwy. – wzdrygnąłem się.
- Tylko żartuję, spokojnie. – poklepał mnie po ramieniu.
- Kto cię tam wie.
                Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej karton mleka. Upiłem łyk, jednak z moim szczęściem niewielka strużka pociekła mi po szyi, prosto na tors. Wtedy zerknąłem na Ryou, który zaśmiał się w dość uroczy sposób. „Uroczy”?
                Blondyn podszedł bliżej i lekko zsunął ze mnie koszulę. Po chwili pochylił się i przejechał językiem po mojej klatce piersiowej. Wzdrygnąłem się. Kreślił wzory na moim torsie, co wywoływało u mnie dość przyjemne doznania. W końcu spojrzał mi w oczy. Złapał za podbródek i już miało dojść do jednego, ale...
- Ile ty masz lat? – westchnął, a następnie wziął do ręki czystą szmatkę i podał mi ją.
- Że co? – zmarszczyłem brwi, nieco panikując.
                Nerwowo spojrzałem w bok, zastanawiając się, czy naprawdę wyobraziłem sobie tak absurdalną scenę.
- Co się stało? – zapytał, podchodząc bliżej.
- Czekaj! – powstrzymałem chłopaka, nie rozumiejąc siebie samego – Nie podchodź.
- Dlaczego? – zapytał, śmiejąc się – Jeśli się wstydzisz, to wyluzuj, widziałem o wiele bardziej krępujące sytuacje.
- Nie w tym rzecz. – przygryzłem dolną wargę.
                Czuję to. Moje policzki z pewnością zmieniły barwę. Najgorsze jest to, że sam do wszystkiego doprowadziłem.
- Pójdę do łazienki.
- W porządku. Sprzątnę tutaj, więc się nie kłopocz.
- Dzięki…
                W tempie błyskawicznym znalazłem się pod prysznicem. Chłodna woda zazwyczaj pomagała, jednak tym razem nawet ona nie była w stanie wybić mi tej debilnej sceny z głowy. Wyszedłem z kabiny i osuszyłem się ręcznikiem. Przewiązałem go sobie na biodrach i poszedłem do swojego pokoju, gdyż nie wziąłem ze sobą czystych ubrań. Wziąłem pierwsze lepsze ubrania z szafy i je ubrałem, po czym usiadłem na łóżku i złapałem się za głowę.
- Co to było za chore wyobrażenie? – szepnąłem sam do siebie.
                Kiedy drzwi do pokoju uchyliły się, a w ich progu stanął Ryou, nie do końca wiedziałem, jak zareagować.
- Co jest? – zapytałem.
                W sumie, co to za durne pytanie? Po prostu o tym zapomnę i będę się zachowywać jak zawsze.
- Kaori zapytała, czy mógłbyś jej pomóc z obiadem.
- Pewnie. Zaraz zejdę.
- Okej.
                Podniosłem tyłek z łóżka i wyszedłem z pokoju.
- Właaaśnie. – i znowu przede mną pojawił się Ryou – Jesteś zajęty wieczorem?
- To zależy.
- Tak, tak. – westchnął – Zawsze to mówisz.
- Więc dlaczego pytasz?
- W sumie. – podrapał się w tył głowy – Aaa, mniejsza, nie zastanawiajmy się nad tym.
- Jak chcesz. – wzruszyłem ramionami.
- Wieczorem wpada do mnie przyjaciel i zostaje na noc. Dołączysz się do nas?
- Nie chcę przeszkadzać.
- Spoko, nie będziesz. – zapewnił.
- Skoro tak, raczej nie mam nic przeciwko.
                Przez kolejne pół godziny szkoliłem swoje umiejętności kulinarne. Lubiłem pomagać w kuchni. Było to dość rozluźniające. Dodatkowo z moją pomocą szło o wiele szybciej. Całą rodziną zasiedliśmy przy jednym stole i zajęliśmy się posiłkiem. Taka miła atmosfera towarzyszyła nam odkąd się tylko wprowadziliśmy. Zastanawiam się, jak długo może się ona utrzymać.
                Tak, jak mówił Ryou, wieczorem przyszedł jakiś chłopak. Był podobnego wzrostu i postury, co blondyn, jednak on sam miał włosy o kolorze wiśni i podobne oczy, choć to prawdopodobnie były soczewki. Wydawał się miły. Siedziałem wraz z nimi w pokoju i słuchałem, jak rozmawiają o różnych pierdołach. To chyba tak wyglądają pogawędki pomiędzy przyjaciółmi. Niby o niczym, a mogą się ciągnąć w nieskończoność. Przyznam, że dość ciekawa rzecz do obserwacji.
                Yoru, bo tak nazywał się znajomy Ryou, używał dodatku, do którego powstania się przyczyniłem. Dobrze było słyszeć, że moja praca się opłaciła, a sam program działam nieźle. Był to dodatek do przeglądarki podobny do adblocka, jednak jego nie trzeba było wyłączać na poszczególnych portalach, aby móc je przeglądać. Dość wygodna rzecz pozwalająca uniknąć milionów reklam i wirusów. Miło, że korzystało z niego trochę osób.
                Czas płynął dość szybko. Yoru miał zostać na noc, więc poszedł jako pierwszy pod prysznic. Kiedy zostałem sam z Ryou, ponownie przypomniałem sobie o tej przygnębiającej scenie, jednak tym razem nie miała ona na mnie takiego wpływu, jak za pierwszym razem. Sam sobie ją wymyśliłem, więc również sam mogłem ją wymazać.
- Zostaniesz z nami tutaj, nie?
- Hm? A dlaczego?
- Jak to dlaczego? – zdziwił się – Teraz się dopiero zacznie. – na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech – Yoru przyniósł niezłą płytę DVD. Jestem pewien, że ci się spodoba. – puścił mi oczko.
- To jakiś program dokumentalny? – zapytałem z czystej ciekawości.
- No, powiedzmy… – odwrócił wzrok.
                Ryou miał w pokoju telewizor, dzięki czemu nie musieliśmy schodzić na dół. Gdy Yoru wrócił, blondyn od razu się rozpogodził i odpalił płytę. Chłopak usiadł obok mnie, dziwnie się szczerząc. Akcja filmu rozgrywała się w szpitalu. Bohaterka była pielęgniarką w dość skąpym stroju, czego nie komentowałem. Zorientowałem się, że to była zwyczajna płyta porno, kiedy jeden z pacjentów zaczął się dobierać do tej pielęgniarki. Przysunąłem się do Ryou, po czym szepnąłem mu do ucha:
- Film dokumentalny, tak?
                Blondyn zerknął na mnie z lekkim wahaniem, jednak kiedy zobaczył, że nie jestem wzruszony nawet w najmniejszym stopniu, posmutniał.
- Nawet takie coś na ciebie nie działa?
- Tylko jakieś króliki by się tym podnieciły. – westchnąłem – Za kogo ty mnie uważasz?
- Racja. Pan bez emocji. Jak mogłem zapomnieć…
                Uśmiechnąłem się kącikiem ust.
- Naprawdę chciałbym zobaczyć cię zawstydzonego.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że to takie osobiste pragnienie. – puścił mi oczko.
                Odwróciłem wzrok. Jak się okazało, nie tylko ja się nudziłem tym filmem. Yoru zasnął. Zajął całe łóżko, przez co z Ryou musieliśmy się przenieść do mojego pokoju.
- Twoje łóżko jest o wiele bardziej wygodne od mojego. – stwierdził, rozwalając się na materacu.
- Nie przyzwyczajaj się.
- Luz, zmieścimy się we dwójkę.
- Nie chcę.
                Wyjąłem z szafy luźną koszulkę.
- W tym będziesz spać? – zapytałem, patrząc na Ryou.
- Nie, ja śpię nago.
                Spojrzałem na chłopaka z odrazą.
- Żartuję. – podniósł się do siadu – Po części.
- To znaczy?
- Jedynie bokserki. Nie potrafię zasnąć, mając na sobie koszulkę czy coś innego.
- To dziwne.
- Mam tak od zawsze. – zamknął oczy,  po czym zdjął bluzę, ukazując umięśnioną klatkę piersiową.
                Z początku nie mogłem odwrócić wzroku. Liczyłem na to, że blondyn nic nie zauważył, jednak chyba nie mogłem być tego taki pewien. Ostatnimi czasy myślałem o dziwnych rzeczach. Zachowywałem się, jakby Ryou nie był mi obojętny. Do tego to dzisiejsze wyobrażenie. Nie rozumiałem tego, jednakże też nie chciałem niczego po sobie pokazywać.
                Odchrząknąłem, a następnie się przebrałem. Usiadłem przy biurku. Już chciałem włączyć komputer, jednak Ryou zapytał, dlaczego się nie kładę.
- Muszę coś jeszcze zrobić.
- Jest późno. Zniszczysz sobie wzrok.
- To przecież nic takiego. – wzruszyłem ramionami.
- Skoro tak twierdzisz. – westchnął – Ale jak skończysz, połóż się. Jutro mamy coś do zrobienia.
- Okej.
                Tak naprawdę nie miałem nic do roboty. Po prostu nie chciałem leżeć obok Ryou. Trochę się obawiałem, że moja wyobraźnia znów pójdzie na własną rękę, a tego naprawdę bym nie chciał. Starałem się zbytnio nie hałasować. Kiedy usłyszałem lekkie pochrapywanie ze strony blondyna, wyłączyłem komputer, a następnie cicho wyszedłem z pokoju. W kuchni zrobiłem sobie coś do jedzenia i zająłem miejsce na sofie w salonie. Spędziłem tak czas do rana.

~~~


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic