niedziela, 26 czerwca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 2



Ten wypadek był ciosem dla wszystkich mieszkańców miasta. Ofiarą była jedna z członkiń rady, Lily Asford. Policja od razu podjęła pewne środki – obowiązkowa cisza nocna do czasu znalezienia sprawcy. Była to jednak jedynie wersja pokazowa, o której niestety nie mówiono publicznie. Zwykłym ludziom było wiadome, że kobieta została zamordowana. Cóż, rzeczywiście tak się stało, aczkolwiek nie w sposób, o jakim mówiono. Jej gardło było rozszarpane. Jakby dopadła ją jakaś bestia. Ale Seth znał aż za dobrze ten widok.
- Jak powinienem wam to w miarę zrozumiale powiedzieć... - zaczął, przełykając gulę tkwiącą w gardle.
Chłopak siedział z dwójką znajomych w swoim domu. Byli sami, więc Seth nie musiał się martwić, że jego ciocia usłyszy cokolwiek i na nowo będzie się zadręczać stanem siostrzeńca.
- Na widok ciała tej kobiety zareagowałem tak panicznie z pewnego powodu. – zmrużył oczy, mocno przygryzając dolną wargę. Rzeczywiście przesadził z reakcją wczorajszego ranka, kiedy jego oczy wyłapały martwą postać. Nie chciał, aby jego nowi znajomi uznali go za wariata, dlatego postanowił im wyjawić powód swojego zachowania. Nie uważał tego za sekret. Dodatkowo Susan i Liam wzbudzali w nim duże zaufanie. Nie obawiał się powiedzenia im prawdy. – Jak już wiecie, poprzednio mieszkałem w dużym mieście. W sumie żyłem tam od urodzenia. Miałem jednego przyjaciela. Nazywał się Noah. Był w tym samym wieku, co ja. Trochę różniliśmy się charakterami, jednak to nie był dla nas żaden problem. Dogadywałem się z nim jak z nikim innym. Nawet jeśli jestem jedynakiem, to jego uważałem za prawdziwego brata. – uśmiechnął się melancholijnie na wspomnienie o dawnym przyjacielu. – Był... mi naprawdę bliski.
Zapadła chwila ciszy. W jej trakcie Seth wrócił myślami do dawnych lat.
- Co dokładnie się z nim stało? – zapytała wreszcie Susan.
Seth wziął duży wdech. Czekała go długa i jednocześnie ciężka opowieść.
- To wydarzenie miało miejsce sześć lat temu. Tuż przed wakacjami. Noah miał wyjechać za granicę, gdyż jego rodzice mieli małe problemy między sobą, a że nie chcieli mieszać w to dziecka, postanowili wysłać je do ciotki na jakiś czas. Miałem się z nim spotkać w dzień wyjazdu na placu zabaw. Niestety spóźniłem się, bo chciałem kupić jakiś prezent pożegnalny. – zmrużył oczy. – Dotarłem na miejsce trochę po czasie, jednak... jego nigdzie nie było. Dzwoniłem parę razy, ale nie odbierał. Poszedłem do parku, ponieważ był dość blisko, a Noah po prostu mógł pójść tam usiąść czy coś. – ułożył usta w linię, a następnie pokręcił głową. - Nie zrobił tego. Zadzwoniłem jeszcze raz i w sumie to dzięki temu go znalazłem. Leżał parę metrów dalej za krzakami. Kiedy się zbliżyłem, zobaczyłem sporo krwi i... to rozszarpane gardło. – momentalnie poczuł, jak zrobiło mu się słabo. Zasłonił dłonią usta, nabierając na twarzy delikatnego grymasu. Nienawidził wracać myślami do tego zdarzenia. – Pobiegłem po pomoc. Po drodze trafiłem na mężczyznę. Powiedziałem mu o Noahu i poprosiłem, żeby tam poszedł i po prostu przypilnował go czy coś, podczas kiedy ja będę szukał jakiejś pomocy. Wróciłem z funkcjonariuszem i jakimś mężczyzną po paru minutach, jednak ani Noaha, ani tego mężczyzny tam nie było. Została jedynie plama krwi. – westchnął, markotniejąc. – Poszukiwania trwały niecałe pół roku. Nie udało się znaleźć żadnej poszlaki prowadzącej do chłopaka. Został uznany za martwego. Cały wypadek uzasadniono atakiem dzikiego zwierzęcia.
Susan zasłoniła dłonią usta. Zaniemówiła. Nawet nie mogła pojąć bólu, jaki Seth musiał odczuwać.
- Mieliście wtedy po dwanaście lat... – powiedziała podłamanym głosem, a następnie przytuliła się do Setha. – To... to musiało być okropne przeżycie.
- To chyba oczywiste, Susan. – syknął Liam ostro, wciąż mając w głowie tę makabryczną sytuację.
Znów zapadła nieciekawa cisza.
- Wiesz, Seth. – zaczął Liam, drapiąc się w tył głowy. – Tutaj dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Takie, o jakich byś nawet nie śnił.
- To znaczy?
Minęła chwila, zanim nastolatek postanowił powiedzieć coś więcej. Chwila dłużąca się w nieskończoność.
- I w przypadku Lily, i twojego przyjaciela... to nie był żaden atak zwierzęcia.
Seth wytrzeszczył oczy.
Przemówił przygaszonym tonem.
- Skąd... możecie to wiedzieć?
Teraz to Susan postanowiła zabrać głos.
- Ponieważ znam całą prawdę. – ułożyła usta w cienką linię. – Jeszcze ci o tym nie mówiłam, ale moja mama jest członkinią rady. Zupełnie jak twój przyjaciel, kilka lat temu zginął mój ojciec. Publicznie mówiono, że oczywiście był to atak zwierzęcia, bo czego innego. - przewróciła oczami. - Mama niestety powiedziała przy mnie zbyt wiele. Dzięki temu dowiedziałam się o wszystkim.
W głowie Setha zapaliła się lampka.
- Więc to prawda? To nie żadne zwierzęta, lecz zwykłe morderstwa? – złapał się za głowę. – Dlatego wtedy zabrano jego ciało?
- Tak, to było morderstwo. – potwierdził Liam.
- Ale nie zwyczajne. – dodała Susan. – Musisz wiedzieć o pewnej ważnej kwestii.
Seth obdarował ją niepewnym spojrzeniem. Napięcie wzrastało z każdą chwilą, stopniowo doprowadzając chłopaka do delikatnego obłędu.
- Jakby to w miarę delikatnie powiedzieć... za to wszystko odpowiedzialni są ludzie. – Susan spojrzała Sethowi głęboko w oczy. – Czy może raczej istoty je przypominające.
Szatyn nic nie powiedział. Jedynie ślepo wpatrywał się w dwójkę znajomych. Wyglądali oni na naprawdę poważnych, dlatego nie mógł uznać tego za kawał. Nie miał pojęcia, o czym mówili. Istoty przypominające ludzi? Przecież o czymś takim jak dotąd mówiono jedynie w bajkach. Jak coś tak absurdalnego mogłoby mieć swoje miejsce na świecie?
- Przecież to niemożliwe. – wydukał zszokowany.
- To normalne, że tak myślisz. – powiedział Liam.
- Ale...! – przez chwilę spoglądał na ścianę, zastanawiając się nad czymś. – Jak to w ogóle możliwe...? I co macie na myśli mówiąc... istoty?
Susan zaczerpnęła spory haust powietrza. Szykowała się na spore wyznanie.
- Wyglądają jak ludzie. Mówią naszym językiem, mają rozum, posiadają mnóstwo zmysłów... niektóre są niestety aż nazbyt wyostrzone. – zagryzła wargę, milknąc na moment. Potrzebowała chwili przerwy. Nawet dla niej to było trudne, mimo iż od śmierci jej ojca minęło wiele lat. Kontynuowała po upływie kilkunastu sekund. – Są niesamowicie silni i szybcy, a przede wszystkim... nieśmiertelni.
Setha zatkało.
- Nieśmiertelni? – powtórzył, niedowierzając. Zaśmiał się krótko, lecz po chwili na nowo spoważniał. – To przecież niemożliwe. O czym wy mówicie?
Susan spuściła wzrok na swoje dłonie.
- Nie zranisz ich w normalny sposób. – kontynuowała, nie zważając lekceważące podejście Setha. – Pewnie już się domyślasz jakie istoty mam na myśli. – zerknęła badawczo na chłopaka.
Chłopak lekko zmarszczył brwi.
- Tak, ale nadal... przecież one nie mogą istnieć. W końcu mowa o wampirach. To tylko zwykłe historyjki, aby kogoś nastraszyć. Silni, nieśmiertelni, piją krew... No sami siebie posłuchajcie. - westchnął z bezradności.
Nastał moment ciszy. Susan i Liam wymienili między sobą napięte spojrzenia. Nie wiedzieli, w jaki sposób mogliby dotrzeć do swojego przyjaciela, a chcieli to zrobić. Musieli, jeśli zależało im na jego niebezpieczeństwie.
Dziewczyna odchrząknęła.
- Nie dziwi mnie twoja reakcja, bo w końcu moja była niemal identyczna. Liama zresztą też. Jednakże... to jest prawda. Wiem, jak bardzo absurdalnie ona brzmi, ale naprawdę myślisz, że moglibyśmy sobie z ciebie żartować w takiej chwili?
- Historia jest naprawdę długa, jednak... myślę, że warto jej posłuchać. - wtrącił Daimler*, wyłapując zawahanie na twarzy szatyna.
Seth w odpowiedzi skinął głową.
Na tym w sumie zaczęła się cała opowieść. Liam opowiedział o rodzie pierwszych wampirów, wśród radnych zwanych szlachetnymi. Miały one nawet tysiące lat. Były one znacznie szybsze i silniejsze od normalnych wampirów.
Wampiry także mogły przemieniać ludzi w swoich, jednak ten proces nie przyjmował się u każdego. Najczęściej ludzie po prostu ginęli. Wampiry miały też swoje plusy. Ich krew potrafiła wyleczyć każdą ranę czy nawet chorobę. Byłoby to naprawdę przydatne, gdyby ludziom udało się tę krew jakoś zdobyć. To niestety nie było takie proste.
- Więc... chcesz mi powiedzieć, że gdyby ktoś mnie przebił na wylot, kilka łyków tej krwi i nie byłoby nawet śladu po ranie?
- Dokładnie. – odpowiedział Liam.
Seth złapał się za głowę.
- Tak, wiem. To niemożliwe. – Liam uśmiechnął się kącikiem, co lekko zawstydziło szatyna.
- Wiem, że się powtarzam, ale naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Nawet jeśli mówicie sensownie i popieracie to argumentami, ja... po prostu nie jestem w stanie.
Susan i Liam zerknęli na siebie kątem oka. Zaraz po tym powrócili do przyjaciela i powiedzieli jednocześnie:
- Wiemy.
Po tym nikt nic nie powiedział przez dłuższy czas.
Susan siedziała spokojnie, trzymając Setha za rękę, gdyż wiedziała, że to nie było dla niego proste. Było widać gołym okiem, że chłopak był przerażony.
- Jeśli macie rację, oznaczałoby to, że Noah został zabity przez wampira. Wyssano mu krew, a następnie zabrano go gdzieś daleko, żeby nikt się o niczym nie dowiedział... mam rację?
- Możliwe. – odpowiedział chłopak.
- To głupota. – Seth złapał się za głowę.
- Nie musisz na siłę w to wierzyć. – wtrąciła Susan, zdając sobie sprawę, że to wszystko było bardzo trudne do przetrawienia.
- Nawet na siłę nie dam rady. – nastolatek pokręcił głową, niedowierzając.
- Zrozumiałe. – Liam zamknął oczy. – Ale i tak weź pod uwagę nasze słowa i na siebie uważaj, okej?
Seth zagryzł wargę.
- W porządku. – zmrużył oczy.
Wciąż w to nie wierzył.
Noah miałby zostać zabity przez wampira? Właśnie ta myśl nie dawała chłopakowi spokoju. Kiedy Susan i Liam poszli, Seth położył się do łóżka i spróbował zasnąć. Nie udało mu się. Nie zdołał odpłynąć przez całą noc. Rankiem do jego pokoju weszła Jane. Zobaczyła jego podkrążone oczy i jedyne, co zrobiła, to westchnęła. Szybko opuściła sypialnie chłopaka i udała się do kuchni, gdzie zaparzyła mu szklankę gorącej herbaty. Zaraz po tym wróciła do pokoju, w którym leżał chłopak.
- Co cię aż tak zafascynowało, że zarwałeś całą noc? – zapytała, kładąc kubek na biurku.
- Hm? – spojrzał na kobietę, nieco otępiały, a po chwili zerknął na zegarek. – Chwila, już ranek? – zdziwił się.
- No naprawdę... – pokręciła głową. – Na szczęście dziś masz jeszcze wolne. Dopiero jutro idziesz do szkoły.
Chłopak przytaknął.
- Fakt. – podrapał się po głowie. – Chyba zacznę od porannego prysznica. – powiedział pod nosem.
- W porządku. Zaraz zrobię ci coś na śniadanie.
- Nie musisz, lepiej sobie odpocznij. Jak się umyję to sam sobie coś przygotuję. – podniósł tyłek z krzesła.
- Co to, to nie. – uśmiechnęła się, kręcąc głową. – Nie chcę cię obrażać ani nic, ale ty nawet kanapkę potrafisz popsuć.
Seth ściągnął brwi.
- Przesadzasz... – westchnął. – Ale jak chcesz. - wzruszył ramionami, przystając na propozycję ciotki.
Chłopak wziął szybki prysznic i ubrał się w coś cieplejszego. Niemal od razu pochłonął śniadanie, a następnie wyszedł z domu.
Został na zewnątrz do wieczora, spacerując po mieście. Wreszcie miał zbierać się do domu, ale zadzwonił jego telefon. Była to Susan. Zapytała, czy Seth chciałby się z nią spotkać w barze i na spokojnie porozmawiać. Chłopak nie miał nic przeciwko. Nieświadomie przedłużył rozmowę przez telefon, nie zwracając uwagi na otoczenie, w wyniku czego doszedł aż do granicy. Zaczęło dziwnie przerywać, co zaniepokoiło Susan. Dziewczyna zapytała, gdzie Seth się znajduje, a kiedy ten szczerze odpowiedział, dziewczyna nieco się przeraziła. Powiedziała mu, aby szybko wracał i przyszedł od razu do baru. Szatyn powiedział, żeby niczym się nie martwiła i się rozłączył.
Westchnął przeciągle. Doceniał troskę przyjaciółki, ale mimo to nie potrafił wziąć na poważnie jej obaw związanych z nadprzyrodzonymi kreaturami.
- Przepraszam!
Usłyszał nagle zza pleców. Obrócił się w stronę, z której dobiegł nieznany mu głos i wtedy coś drgnęło wewnątrz niego. Kilka metrów dalej stał wysoki, blady mężczyzna, którego włosy w kolorze kruczej czerni, związane były w kucyk. Wyglądał bardzo szykownie.
- Tak? – zapytał Seth, całkiem zapominając o radach znajomych dotyczących bezpieczeństwa.
- Wiesz może, czy tą drogą dotrę do miasta?
- Em... Tak. – kiwnął głową. Nieznacznie zmarszczył brwi. Ta sytuacja była nieco dziwna. – Akurat tam idę, więc jeśli pan chcę, mogę zaprowadzić, o ile sam będę kojarzył dane miejsce.
- Pragnę się dostać do budynku rady.
- To dość znane miejsce, więc trafię. – zaśmiał się, całkiem ignorując intuicję, która podpowiadała mu, żeby uważał.
- W takim razie byłbym wdzięczny.
Mężczyzna podszedł do Setha i lekko się uśmiechnął. Szatyn był zadziwiony urodą nieznajomego. Był on niesamowicie przystojny, a kiedy się odzywał, można było doznać zawrotów głowy. Miał naprawdę przyjemną dla ucha barwę głosu.
- Nazywam się Vior. Prowadzę pewne interesy z Lily Asford. Mam nadzieję, że uda mi się ją jeszcze zastać. Mój samochód się popsuł niecałą milę stąd i musiałem dość pieszo. - tłumaczył ze spokojem.
Milę stąd? To ile on musiał przejść z buta?
- Oh, to dość niekomfortowa sytuacja. - powiedział, siląc się na normalny ton. - Ale chwila, powiedział pan Lily Asford?
- Zgadza się. - skinął głową.
Szatyn zmarszczył brwi i zatrzymał się. Vior nawiązał z nim kontakt wzrokowy, a następnie również wstrzymał chód.
- Coś się stało?
- Em... nie powiedziano panu o niczym? – zapytał zdziwiony. – Skoro prowadził pan z nią interesy, to z pewnością powinni pana o tym powiadomić...
Brunet obdarował Setha spojrzenia z nutą podejrzenia.
- O czym?
Chłopak dość głośno przełknął ślinę.
- Cóż... Dwa tygodnie temu Lily Asford została znaleziona martwa.
Brunet pozostał niewzruszony, co zaniepokoiło Setha.
- To niedobrze. – mężczyzna spuścił głowę w dół.
Serce chłopaka zabiło mocniej.
- Słucham?
Zaczął odczuwać pewien dyskomfort.
- Jeśli ona nie żyje, będę musiał zaspokoić się kimś innym. - wyznał brunet bezpośrednio.
Setha wryło w ziemię. To była chwila, w której wziął pod uwagę istnienie wampirów na poważnie. Nie chciał jednak bezpośrednio okazywać przerażenia, aby nie pogorszyć swojej sytuacji.
Ale na co zdałoby mu się udawanie opanowanego, skoro wampiry - jak to twierdzili jego znajomi - mieli bardzo wyostrzone zmysły, w związku z czym z całą pewnością wyłapałyby tak oczywiste kwestie, jak przyspieszony puls?
Seth postanowił stworzyć pozory normalności.
- Był pan jej kochankiem? – zapytał z lekką nadzieją w głosie. – Chociaż... nie musi pan odpowiadać. To prywatna sprawa.
Vior rozciągnął usta w uśmiechu, czym trochę zaniepokoił nastolatka.
- Kochankiem? – powtórzył kpiącym tonem głosu, ignorując wycofanie się niższego chłopaka. – Można tak to ująć.
Seth odetchnął w duchu. Czarnowłosy postanowił kontynuować.
- Prowadziliśmy wspólnie interesy, sypialiśmy ze sobą, jednak... chyba najlepszy był smak jej krwi. Chyba tym mnie aż tak urzekła. – uśmiechnął się łagodnie.
Na tę informację Seth wybałuszył oczy. Myślał, że się przesłyszał.
- Smak... krwi?
- Ah, zapewne jesteś jednym z tych, którzy nie mają o niczym pojęcia. – wzruszył ramionami, po czym poprawił prawy rękaw. – Ale spokojnie, nie musisz się niczego obawiać. Mam już swoje lata i uwierz, zabijanie przypadkowych ludzi dawno mi się znudziło. Prócz tego jestem najedzony, więc cię nie podziurawię. - uśmiechnął się tajemniczo.
Seth w ciszy wysłuchiwał słów mężczyzny. W jednej chwili cała obawa, którą odczuwał, opuściła jego wnętrze i wpuściła na swoje miejsce ciekawość. Chłopak był zaintrygowany nieznajomym mężczyzną.
- Mógłbyś przekazać tę wiadomość radnej Marie? – zapytał brunet po chwili, wyciągając spod płaszcza list.
Nastolatek przygryzł dolną wargę.
- Ym... Chyba tak. – zawahał się przed wzięciem koperty.
Vior uśmiechnął się kącikiem.
- Dziękuję. Obawiam się, że gdybym tam poszedł, mógłbym ze złości narobić pewnych kłopotów, dlatego wyręczę się tobą. Nie miej mi tego za złe, dobra? – puścił chłopakowi oczko.
- ...pewnie.
Biorąc kopertę, Seth przypadkiem dotknął dłoni mężczyzny. Momentalnie wzdłuż jego ręki przeszły prądy, finalnie rozchodzące się po każdym centymetrze jego ciała. Aż włosy stanęły mu dęba. Zerknął ze zdziwieniem na Viora, a kiedy spostrzegł, że ten również spoglądał na niego z zadumą, osłupiał.
Więc nie tylko on to poczuł.
Vior w mgnieniu oka odchrząknął, jednocześnie puszczając dłoń Setha.
- Pora na mnie. Jeszcze raz dziękuję i powodzenia.
Seth odpowiedział mężczyźnie skinięciem głowy. Wampir ostatni raz posłał mu łagodny uśmiech, a następnie odwrócił się i po prostu zniknął.
Szatyn od razu skierował się w stronę miasta, trzymając w ręku kopertę. Susan na nowo zadzwoniła. W końcu Seth miał się z nią spotkać, a nie pojawił się w umówionym miejscu na czas. Dziewczyna trochę się tym zaniepokoiła. Poczuła jednak ulgę, kiedy szatyn odebrał telefon i powiedział, że wszystko było z nim dobrze. Po chwili jednak wspomniał o pewnej kwestii, która na nowo przeraziła dziewczynę.
- Chyba spotkałem wampira. Tego, którego zwiecie „szlachetnym".
~~~
*Daimler - nazwisko Liama.


5 komentarzy :

  1. Coraz ciekawiej,już myślałam że ten pan przemieni go w wampira, szkoda że do tego nie doszło (*" chociaż... może w kolejnych rozdziałach. Hmmm.."*)
    A właśnie, kiedy będzie następny rozdział "Shukuteki"?
    Nie przedłużając, oby tak dalej! trzymam za ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest taka gejowska wersja pamiętników wampirów XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak... Ja też od razu pomyślałam o pamiętnikach wampirów. Oczywiście nie mam nic przeciwko.
    Ja nie razie trochę mrocznie... Chociaż było wiadome, że na początku nie uwierzy, a potem jakimś cudem spotka wampira. Dlatego pozostaje czekać na rozwój akcji. W szczególności na spotkanie z wampirem.
    Dużo czasu i weny.
    Nirana

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się już doczekać dalszych rozdziałów :) Dużo weny i miłych wakacji ~~

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    ok, poznaliśmy historie Setha, poznał prawdę choć nie uwierzył, a potem to spotkanie z wampirem bosko, czyżby Lily była stałym żywicielem i czyżby był jakiś pakt zawarty...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic