sobota, 18 czerwca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 1



Za każdym razem, kiedy zamykam oczy, widzę tę samą scenerię. W jednym momencie wszystko jest barwne, ciepłe, wesołe. Widzę swoich bliskich, każdego otacza pozytywna aura. Siedzę obok swojego przyjaciela – rozmawiamy, śmiejemy się, jednak...
Mysterious Rises, rok 20xx. Niewielkie, owiane wyjątkowo specyficzną aurą miasteczko, liczące góra dwa tysiące mieszkańców. Praktycznie z każdej strony otoczone lasem, co dodaje klimatu i tajemniczości temu miejscu.
Seth był jego nowym mieszkańcem. Wprowadził się do niego wraz z rodziną dobry tydzień temu. Rodzina chłopaka uwielbiała antyki, a dom, który zaczęli z nim zamieszkiwać, był stary i dodatkowo sprawiał wrażenie, jakby skrywał jakiś sekret. Idealnie wpasowywał się w klimat tego miejsca.
Chłopak był już pełnoletni. Od razu odnalazł się w nowej szkole, szybko nawiązując dobry kontakt z paroma osobami. Jego charakter zdecydowanie wychodził na plus. W sumie najlepiej dogadywał się z jednym z chłopaków z jego klasy, Liamem. Był on wysokim szatynem o ciemniejszej karnacji i miłych, brązowych oczach. Jego pozytywne nastawienie i otwartość wywołały u Setha powrót niektórych wspomnień, dotyczących jego dawnego przyjaciela. To chyba to sprawiło, że Seth aż tak bardzo przywiązał do Liama uwagę. Teraz już trochę go poznał i przestał w nim szukać swojego starego znajomego.
- Kojarzysz Susan z równoległej klasy, nie? – zapytał Liam, odkładając na bok gazetę.
Chłopcy siedzieli w pokoju Setha i przeglądali pewne materiały. Musieli w ciągu tygodnia przygotować jakiś projekt, co nie było prostym zadaniem, zwłaszcza że dokumenty, które dostali nie były pomocne.
- Susan... - mruknął Seth, nieznacznie zwężając patrzałki. Mimo iż kojarzył to imię, nie mógł go połączyć z żadną osobą, nawet jeśli dostał niezłą podpowiedź od kolegi. W ich szkole były tylko dwie klasy na trzecim roku, dlatego rozpoznanie jednej osoby powinno być dość proste.
- Jest dość znana ze względu na swój wygląd. – dodał Liam, zaczynając segregować papiery.
Seth zastanowił się przez chwilę.
- Chyba wiem. – spojrzał na Liama. – To ta z zielonymi włosami?
- Powiedz przy niej, że są zielone, a ci przyłoży. – lekko się uśmiechnął, odsłaniając rząd jasnych zębów. – To turkus.
- To jest taki kolor? – uniósł brwi, szczerze zdziwiony, lecz po chwili machnął ręką i dodał: – A zresztą, mniejsza. Jestem facetem, jak można ode mnie wymagać wiedzy o kolorach. Nawet wszystkich podstawowych nie znam. – zaśmiał się.
- Doskonale rozumiem, co masz na myśli.
Seth pokręcił głową z rozbawieniem, po czym podniósł się na nogi i spytał:
- Co z nią?
- Jesteśmy w dość dobrych stosunkach. Pomyślałem, że byłoby miło, jakbyście się poznali. Jesteście całkiem podobni pod względem charakterów, dlatego wydaje mi się, że bez problemu złapiecie wspólny język. – wzruszył ramionami. – Co ty na to?
- Cóż... to dla mnie żaden problem.
- Susan dorywczo pracuje w barze i wyjawiła mi dość ciekawą informację. Jako iż mamy dziś pełnię, rozumiesz. Opowieści o wilkołakach czy wampirach. – opowiadał, zabawnie gestykulując. – Od północy będą darmowe shoty. Zainteresowany?
Seth uniósł brwi na wzmiankę o wampirach i wilkołakach. Naprawdę ktoś jeszcze bawił się w opowiadanie takich historii? Postanowił jednak to zignorować.
- Jeszcze pytasz? – uśmiechnął się szeroko. – Chętnie z wami wyjdę.
- Super. – wyszczerzył się Liam, wyraźnie podekscytowany. – Zaraz napiszę do Susan, że będziemy. – szybko wystukał wiadomość na telefonie, by następnie ją wysłać. – W takim razie widzimy się wieczorem przy rynku?
- Okej. – uśmiechnął się.
- Więc do zobaczenia.
Kiedy Liam poszedł, Seth zajął się szukaniem informacji do projektu. Znalazł kilka ciekawych punktów, które zanotował na czystej kartce i zszedł na dół. Denerwowało go, że od czasu do czasu schody dziwnie strzelały, kiedy się po nich schodziło czy wchodziło. Ale dom był stary, co się dziwić.
- Seth, mógłbyś mi pomóc?
Ciocia Setha, Jane, pichciła coś w kuchni. Szatyn poszedł do niej i spytał, czy może w czymś pomóc. Kobieta poprosiła go o pójście do sklepu. Chłopak wziął pieniądze i wyszedł z domu, od razu kierując się w stronę pobliskiego sklepu. To było jedno z nielicznych miejsc, do których chłopak znał drogę. Szybko zrobił zakupy i wrócił do domu.
- Wieczorem wychodzę do baru. Pewnie wrócę dopiero nad ranem. – oznajmił, podając ciotce zakupy.
- Oh... W porządku. – przemieszała warzywa na patelni. – Tylko się za bardzo nie opij. – puściła szatynowi oczko.
- Postaram się. – odpowiedział jej tym samym, a następnie wrócił do siebie do pokoju.
Nim chłopak wyszedł na spotkanie ze znajomymi, w domu pojawił się mąż Jane. Dał szatynowi trochę gotówki, co było formą kieszonkowego. Mężczyzna był funkcjonariuszem policji. Pracował od rana do wieczora, w związku z czym rzadko bywał w domu. Aż dziw brało, że dziś wrócił tak wcześnie do domu. Seth schował pieniądze do portfela i się przebrał, a następnie wyszedł z domu. Droga na rynek nie zajęła mu zbyt wiele czasu. Na miejscu czekał już Liam z przyjaciółką. Dziewczyna uśmiechnęła się do Setha, by następnie wyciągnąć dłoń w jego stronę.
- Susan. – przedstawiła się miłym głosem.
- Seth. – uścisnął lekko dłoń dziewczyny.
Postali w tym miejscu jeszcze chwilę, rozmawiając o niczym, później z kolei poszli w stronę baru. Po drodze wpadli na niewielką grupę młodych osób. Wyglądali, jakby coś trenowali. Seth wcześniej tego nie widział, więc zatrzymał się i zaczął ich obserwować. Susan od razu zauważyła zainteresowanie szatyna, więc postanowiła poruszyć temat.
- To specjalny oddział rady miasta. Pilnują porządku.
- Nie widziałem ich wcześniej. – powiedział zdumiony. Nigdy przedtem nie spotkał się z niczym podobnym.
- To zrozumiałe, jesteś tu dopiero tydzień, a oni niezbyt często pokazują się publicznie. – oznajmiła dziewczyna.
- Brzmi przerażająco. – zażartował Seth, cicho się śmiejąc. – Miasto musi być dobrze strzeżone. Pewnie nie ma tutaj żadnych przestępców, co?
- Ano. – wtrącił Liam z lekkim grymasem. Seth nie patrzył na niego, więc tego nie zauważył. Susan pozostała cicho.
- Gdybym był jak moja mama, pewnie teraz zacząłbym szukać jakichś spisków i ukrytych znaczeń tego wszystkiego. – szeroko się uśmiechnął, zwracając się ku dziewczynie. – Na szczęście taki nie jestem.
Susan zmrużyła oczy. Przez chwilę wyglądała, jakby się nad czymś zastanawiała.
- I dobrze. Nie ma czego tutaj szukać. – odwróciła wzrok, co trochę zmieszało Setha. – Chodźmy już. Jeszcze zauważą, że ich obserwujemy i się uczepią.
- Okej. – odpowiedzieli Seth i Liam jednocześnie.
W Susan było coś tajemniczego.
Bar był wypełniony po brzegi. Prawie wszystkie stoliki były pozajmowane. Pozostało jedynie kilka wolnych stołków przy barze.
- Chyba informacja wyciekła, co? – spytał Liam, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie ukrywał lekkiego rozczarowania.
- Chyba tak. – dziewczyna westchnęła, a następnie spojrzała na przyjaciela. – Chodź ze mną po soki, jeśli możesz.
- Nie ma problemu. – powiedział z uśmiechem, a następnie spojrzał na Setha. – Zaraz będziemy.
- Okeej. – przeciągnął, rozluźniając barki. Ostatnio chodził bardzo spięty. Wskazał palcem na wolne stołki przy barze. – To ja nam zajmę miejsca.
Już po chwili siedział na skórzanym krzesełku, dyskretnie rozglądając się na boki. Jeszcze nie miał okazji tutaj przyjść. Bar był zachowany w dość starym klimacie. Poobdzierane ściany, co było raczej zamierzonym efektem, ciemne meble, lampy nadające pomieszczeniu pomarańczowej poświaty. Dość przytulnie.
Po kilku minutach na horyzoncie pojawili się Susan i Liam. Dziewczyna usiadła tuż obok Setha, na co Liam zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Spokojnie zajął miejsce na samym brzegu. Zielonowłosa zwołała barmana, uprzednio kładąc kilka kartonów soków na barze.
- Co jest, Sus? – spytał mężczyzna, strzelając kostkami. Był dość dobrze zbudowany, o czym świadczyły szerokie barki i wyrzeźbiony tors. Czarna koszulka ładnie opinała się na jego ciele, uwydatniając liczne mięśnie. Całkiem przystojny.
- Daj trzy szklanki i coś na rozgrzanie. – puściła mężczyźnie oczko.
- Robi się.
Mężczyzna oddalił się, by po krótkiej chwili przynieść pełną butelkę Burbonu.
- Pasuje? – spytał, doskonale znając odpowiedź.
- Pewnie. – odpowiedziała z uśmiechem.
Dziewczyna podziękowała koledze i sama zajęła się polaniem. Zapełniła trzy szklanki do połowy i od razu upiła jeden łyk, chcąc sprawdzić jakość alkoholu.
- Niezłe. – stwierdziła, patrząc na zawartość szklanki.
- Nie przepadam za tym, ale chyba raz mogę zrobić wyjątek. – powiedział Liam, wzdychając. Bez słowa złapał za szklankę z niemrawym wyrazem twarzy.
- A co z tobą, Seth? Też będziesz narzekał, jak Liam?
- Nie sądzę. – zaśmiał się, a następnie stuknął się szklanką z nową koleżanką. Polubił ją.
Obalili całą butelkę w niecałą godzinę. Po tym zajęli się rozmową. W końcu jedna z osób w barze zaproponowała, aby dla lepszego klimatu przejść się do lasu i dopiero tam pobawić się w opowieści. Większość się zgodziła. Jedynie Susan i Liam byli sceptycznie nastawieni. Seth, widząc ich nastawienie, również postanowił odpuścić, pomimo początkowego zainteresowania wycieczką.
- Wybacz, ale naprawdę nie uważam, aby to był dobry pomysł. Wbrew pozorom las nocą nie jest taki bezpieczny. – powiedziała zielonowłosa, patrząc badawczo na Setha.
- Rozumiem. – skinął głową, zdobywając się na lekki uśmiech. – To nie tak, że tutaj się nudzę czy coś, spokojnie. – rozejrzał się dookoła. – No i... skoro teraz jest nas tak mało, chyba załapujemy się na dzisiejszą promocję? – uniósł sugestywnie brwi.
Susan roześmiała się melodyjnie.
- Jasne, że tak.
Po kilku szybkich kieliszkach cała trójka była wstawiona. Od razu każde z nich się wyraźnie rozluźniło i nawet nie zauważyli, jak szybko czas im zleciał na zwykłej rozmowie. W mgnieniu oka nadszedł ranek. Seth, Liam i Susan zebrali się do kupy i pomogli Rickowi, barmanowi, w ogarnięciu baru, który zdążył już opustoszeć. Sprzątanie nie było aż takie męczące i czasochłonne, jak początkowo podejrzewali. Gdy skończyli, wyszli z budynku. Wreszcie zaczerpnęli świeżego powietrza. To od razu postawiło Setha na równe nogi. Z Susan było podobnie. Jedynie Liam nadal nie czuł się najlepiej. To pewnie przez ten Burbon. Powoli skierowali się do centrum, rozmawiając o nadchodzącym egzaminie z biologii.
To właśnie wtedy usłyszeli głośny krzyk. Krzyk, który zmienił wszystko.
Zaciekawieni panicznym głosem, udali się w stronę, z której to dobiegał. Na miejscu stało już dwóch funkcjonariuszy, ledwo radzących sobie z gapiami. Seth, jakby zahipnotyzowany, zaczął zmierzać w ich kierunku. Coś go tam przyciągało.
Susan i Liam zostali w tyle.
Ten moment był tylko ułamkiem sekundy. Całość trwała dosłownie chwilę, gdyż chłopak w mgnieniu oka został odciągnięty przez funkcjonariuszy. Ale ten krótki moment mu wystarczył, aby zobaczył, co było powodem takiego zainteresowania.
Obrazy z przeszłości mignęły mu przed oczami. Na nowo miał w głowie ciało dwunastoletniego chłopca, leżącego w kałuży krwi. Mimowolnie złapał się za głowę i krzyknął. Susan momentalnie zmroziło. Niepewnie zerknęła w stronę tłumów, a kiedy jej oczy wyłapały leżącą na ziemi kobietę, a raczej jej martwe ciało, znieruchomiała.
Liam bez chwili zawahania podszedł do Setha, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zaniemówił. Przerażenie, jakie malowało się na twarzy nastolatka, nie było normalne.
Ta sytuacja rozpoczęła ciąg okropnych wydarzeń. Na zawsze zmieniła życie tej trójki.
Za każdym razem, kiedy zamykam oczy, widzę tę samą scenerię. W jednym momencie wszystko jest barwne, ciepłe, wesołe. Widzę swoich bliskich, każdego otacza pozytywna aura. Siedzę obok swojego przyjaciela – rozmawiamy, śmiejemy się, jednak... po chwili wszystko nabiera krwawej barwy, a sam przyjaciel staje się martwy i tak leży przy mnie z rozszarpanym gardłem. Nie ma możliwości, abym zapomniał o tym widoku.
~~~



2 komentarze :

  1. Hmmm. ciekawie się zapowiada, jestem ciekawa jak to się potoczy (* " Czy Seth zostanie wampirem?..."*)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    ok, opowiadanie zaciekawiło mnie, ta tematyka, przez moment myślałam, że to właśnie Seth jest wampirem...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic