niedziela, 26 czerwca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 2



Ten wypadek był ciosem dla wszystkich mieszkańców miasta. Ofiarą była jedna z członkiń rady, Lily Asford. Policja od razu podjęła pewne środki – obowiązkowa cisza nocna do czasu znalezienia sprawcy. Była to jednak jedynie wersja pokazowa, o której niestety nie mówiono publicznie. Zwykłym ludziom było wiadome, że kobieta została zamordowana. Cóż, rzeczywiście tak się stało, aczkolwiek nie w sposób, o jakim mówiono. Jej gardło było rozszarpane. Jakby dopadła ją jakaś bestia. Ale Seth znał aż za dobrze ten widok.
- Jak powinienem wam to w miarę zrozumiale powiedzieć... - zaczął, przełykając gulę tkwiącą w gardle.
Chłopak siedział z dwójką znajomych w swoim domu. Byli sami, więc Seth nie musiał się martwić, że jego ciocia usłyszy cokolwiek i na nowo będzie się zadręczać stanem siostrzeńca.
- Na widok ciała tej kobiety zareagowałem tak panicznie z pewnego powodu. – zmrużył oczy, mocno przygryzając dolną wargę. Rzeczywiście przesadził z reakcją wczorajszego ranka, kiedy jego oczy wyłapały martwą postać. Nie chciał, aby jego nowi znajomi uznali go za wariata, dlatego postanowił im wyjawić powód swojego zachowania. Nie uważał tego za sekret. Dodatkowo Susan i Liam wzbudzali w nim duże zaufanie. Nie obawiał się powiedzenia im prawdy. – Jak już wiecie, poprzednio mieszkałem w dużym mieście. W sumie żyłem tam od urodzenia. Miałem jednego przyjaciela. Nazywał się Noah. Był w tym samym wieku, co ja. Trochę różniliśmy się charakterami, jednak to nie był dla nas żaden problem. Dogadywałem się z nim jak z nikim innym. Nawet jeśli jestem jedynakiem, to jego uważałem za prawdziwego brata. – uśmiechnął się melancholijnie na wspomnienie o dawnym przyjacielu. – Był... mi naprawdę bliski.
Zapadła chwila ciszy. W jej trakcie Seth wrócił myślami do dawnych lat.
- Co dokładnie się z nim stało? – zapytała wreszcie Susan.
Seth wziął duży wdech. Czekała go długa i jednocześnie ciężka opowieść.
- To wydarzenie miało miejsce sześć lat temu. Tuż przed wakacjami. Noah miał wyjechać za granicę, gdyż jego rodzice mieli małe problemy między sobą, a że nie chcieli mieszać w to dziecka, postanowili wysłać je do ciotki na jakiś czas. Miałem się z nim spotkać w dzień wyjazdu na placu zabaw. Niestety spóźniłem się, bo chciałem kupić jakiś prezent pożegnalny. – zmrużył oczy. – Dotarłem na miejsce trochę po czasie, jednak... jego nigdzie nie było. Dzwoniłem parę razy, ale nie odbierał. Poszedłem do parku, ponieważ był dość blisko, a Noah po prostu mógł pójść tam usiąść czy coś. – ułożył usta w linię, a następnie pokręcił głową. - Nie zrobił tego. Zadzwoniłem jeszcze raz i w sumie to dzięki temu go znalazłem. Leżał parę metrów dalej za krzakami. Kiedy się zbliżyłem, zobaczyłem sporo krwi i... to rozszarpane gardło. – momentalnie poczuł, jak zrobiło mu się słabo. Zasłonił dłonią usta, nabierając na twarzy delikatnego grymasu. Nienawidził wracać myślami do tego zdarzenia. – Pobiegłem po pomoc. Po drodze trafiłem na mężczyznę. Powiedziałem mu o Noahu i poprosiłem, żeby tam poszedł i po prostu przypilnował go czy coś, podczas kiedy ja będę szukał jakiejś pomocy. Wróciłem z funkcjonariuszem i jakimś mężczyzną po paru minutach, jednak ani Noaha, ani tego mężczyzny tam nie było. Została jedynie plama krwi. – westchnął, markotniejąc. – Poszukiwania trwały niecałe pół roku. Nie udało się znaleźć żadnej poszlaki prowadzącej do chłopaka. Został uznany za martwego. Cały wypadek uzasadniono atakiem dzikiego zwierzęcia.
Susan zasłoniła dłonią usta. Zaniemówiła. Nawet nie mogła pojąć bólu, jaki Seth musiał odczuwać.
- Mieliście wtedy po dwanaście lat... – powiedziała podłamanym głosem, a następnie przytuliła się do Setha. – To... to musiało być okropne przeżycie.
- To chyba oczywiste, Susan. – syknął Liam ostro, wciąż mając w głowie tę makabryczną sytuację.
Znów zapadła nieciekawa cisza.
- Wiesz, Seth. – zaczął Liam, drapiąc się w tył głowy. – Tutaj dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Takie, o jakich byś nawet nie śnił.
- To znaczy?
Minęła chwila, zanim nastolatek postanowił powiedzieć coś więcej. Chwila dłużąca się w nieskończoność.
- I w przypadku Lily, i twojego przyjaciela... to nie był żaden atak zwierzęcia.
Seth wytrzeszczył oczy.
Przemówił przygaszonym tonem.
- Skąd... możecie to wiedzieć?
Teraz to Susan postanowiła zabrać głos.
- Ponieważ znam całą prawdę. – ułożyła usta w cienką linię. – Jeszcze ci o tym nie mówiłam, ale moja mama jest członkinią rady. Zupełnie jak twój przyjaciel, kilka lat temu zginął mój ojciec. Publicznie mówiono, że oczywiście był to atak zwierzęcia, bo czego innego. - przewróciła oczami. - Mama niestety powiedziała przy mnie zbyt wiele. Dzięki temu dowiedziałam się o wszystkim.
W głowie Setha zapaliła się lampka.
- Więc to prawda? To nie żadne zwierzęta, lecz zwykłe morderstwa? – złapał się za głowę. – Dlatego wtedy zabrano jego ciało?
- Tak, to było morderstwo. – potwierdził Liam.
- Ale nie zwyczajne. – dodała Susan. – Musisz wiedzieć o pewnej ważnej kwestii.
Seth obdarował ją niepewnym spojrzeniem. Napięcie wzrastało z każdą chwilą, stopniowo doprowadzając chłopaka do delikatnego obłędu.
- Jakby to w miarę delikatnie powiedzieć... za to wszystko odpowiedzialni są ludzie. – Susan spojrzała Sethowi głęboko w oczy. – Czy może raczej istoty je przypominające.
Szatyn nic nie powiedział. Jedynie ślepo wpatrywał się w dwójkę znajomych. Wyglądali oni na naprawdę poważnych, dlatego nie mógł uznać tego za kawał. Nie miał pojęcia, o czym mówili. Istoty przypominające ludzi? Przecież o czymś takim jak dotąd mówiono jedynie w bajkach. Jak coś tak absurdalnego mogłoby mieć swoje miejsce na świecie?
- Przecież to niemożliwe. – wydukał zszokowany.
- To normalne, że tak myślisz. – powiedział Liam.
- Ale...! – przez chwilę spoglądał na ścianę, zastanawiając się nad czymś. – Jak to w ogóle możliwe...? I co macie na myśli mówiąc... istoty?
Susan zaczerpnęła spory haust powietrza. Szykowała się na spore wyznanie.
- Wyglądają jak ludzie. Mówią naszym językiem, mają rozum, posiadają mnóstwo zmysłów... niektóre są niestety aż nazbyt wyostrzone. – zagryzła wargę, milknąc na moment. Potrzebowała chwili przerwy. Nawet dla niej to było trudne, mimo iż od śmierci jej ojca minęło wiele lat. Kontynuowała po upływie kilkunastu sekund. – Są niesamowicie silni i szybcy, a przede wszystkim... nieśmiertelni.
Setha zatkało.
- Nieśmiertelni? – powtórzył, niedowierzając. Zaśmiał się krótko, lecz po chwili na nowo spoważniał. – To przecież niemożliwe. O czym wy mówicie?
Susan spuściła wzrok na swoje dłonie.
- Nie zranisz ich w normalny sposób. – kontynuowała, nie zważając lekceważące podejście Setha. – Pewnie już się domyślasz jakie istoty mam na myśli. – zerknęła badawczo na chłopaka.
Chłopak lekko zmarszczył brwi.
- Tak, ale nadal... przecież one nie mogą istnieć. W końcu mowa o wampirach. To tylko zwykłe historyjki, aby kogoś nastraszyć. Silni, nieśmiertelni, piją krew... No sami siebie posłuchajcie. - westchnął z bezradności.
Nastał moment ciszy. Susan i Liam wymienili między sobą napięte spojrzenia. Nie wiedzieli, w jaki sposób mogliby dotrzeć do swojego przyjaciela, a chcieli to zrobić. Musieli, jeśli zależało im na jego niebezpieczeństwie.
Dziewczyna odchrząknęła.
- Nie dziwi mnie twoja reakcja, bo w końcu moja była niemal identyczna. Liama zresztą też. Jednakże... to jest prawda. Wiem, jak bardzo absurdalnie ona brzmi, ale naprawdę myślisz, że moglibyśmy sobie z ciebie żartować w takiej chwili?
- Historia jest naprawdę długa, jednak... myślę, że warto jej posłuchać. - wtrącił Daimler*, wyłapując zawahanie na twarzy szatyna.
Seth w odpowiedzi skinął głową.
Na tym w sumie zaczęła się cała opowieść. Liam opowiedział o rodzie pierwszych wampirów, wśród radnych zwanych szlachetnymi. Miały one nawet tysiące lat. Były one znacznie szybsze i silniejsze od normalnych wampirów.
Wampiry także mogły przemieniać ludzi w swoich, jednak ten proces nie przyjmował się u każdego. Najczęściej ludzie po prostu ginęli. Wampiry miały też swoje plusy. Ich krew potrafiła wyleczyć każdą ranę czy nawet chorobę. Byłoby to naprawdę przydatne, gdyby ludziom udało się tę krew jakoś zdobyć. To niestety nie było takie proste.
- Więc... chcesz mi powiedzieć, że gdyby ktoś mnie przebił na wylot, kilka łyków tej krwi i nie byłoby nawet śladu po ranie?
- Dokładnie. – odpowiedział Liam.
Seth złapał się za głowę.
- Tak, wiem. To niemożliwe. – Liam uśmiechnął się kącikiem, co lekko zawstydziło szatyna.
- Wiem, że się powtarzam, ale naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Nawet jeśli mówicie sensownie i popieracie to argumentami, ja... po prostu nie jestem w stanie.
Susan i Liam zerknęli na siebie kątem oka. Zaraz po tym powrócili do przyjaciela i powiedzieli jednocześnie:
- Wiemy.
Po tym nikt nic nie powiedział przez dłuższy czas.
Susan siedziała spokojnie, trzymając Setha za rękę, gdyż wiedziała, że to nie było dla niego proste. Było widać gołym okiem, że chłopak był przerażony.
- Jeśli macie rację, oznaczałoby to, że Noah został zabity przez wampira. Wyssano mu krew, a następnie zabrano go gdzieś daleko, żeby nikt się o niczym nie dowiedział... mam rację?
- Możliwe. – odpowiedział chłopak.
- To głupota. – Seth złapał się za głowę.
- Nie musisz na siłę w to wierzyć. – wtrąciła Susan, zdając sobie sprawę, że to wszystko było bardzo trudne do przetrawienia.
- Nawet na siłę nie dam rady. – nastolatek pokręcił głową, niedowierzając.
- Zrozumiałe. – Liam zamknął oczy. – Ale i tak weź pod uwagę nasze słowa i na siebie uważaj, okej?
Seth zagryzł wargę.
- W porządku. – zmrużył oczy.
Wciąż w to nie wierzył.
Noah miałby zostać zabity przez wampira? Właśnie ta myśl nie dawała chłopakowi spokoju. Kiedy Susan i Liam poszli, Seth położył się do łóżka i spróbował zasnąć. Nie udało mu się. Nie zdołał odpłynąć przez całą noc. Rankiem do jego pokoju weszła Jane. Zobaczyła jego podkrążone oczy i jedyne, co zrobiła, to westchnęła. Szybko opuściła sypialnie chłopaka i udała się do kuchni, gdzie zaparzyła mu szklankę gorącej herbaty. Zaraz po tym wróciła do pokoju, w którym leżał chłopak.
- Co cię aż tak zafascynowało, że zarwałeś całą noc? – zapytała, kładąc kubek na biurku.
- Hm? – spojrzał na kobietę, nieco otępiały, a po chwili zerknął na zegarek. – Chwila, już ranek? – zdziwił się.
- No naprawdę... – pokręciła głową. – Na szczęście dziś masz jeszcze wolne. Dopiero jutro idziesz do szkoły.
Chłopak przytaknął.
- Fakt. – podrapał się po głowie. – Chyba zacznę od porannego prysznica. – powiedział pod nosem.
- W porządku. Zaraz zrobię ci coś na śniadanie.
- Nie musisz, lepiej sobie odpocznij. Jak się umyję to sam sobie coś przygotuję. – podniósł tyłek z krzesła.
- Co to, to nie. – uśmiechnęła się, kręcąc głową. – Nie chcę cię obrażać ani nic, ale ty nawet kanapkę potrafisz popsuć.
Seth ściągnął brwi.
- Przesadzasz... – westchnął. – Ale jak chcesz. - wzruszył ramionami, przystając na propozycję ciotki.
Chłopak wziął szybki prysznic i ubrał się w coś cieplejszego. Niemal od razu pochłonął śniadanie, a następnie wyszedł z domu.
Został na zewnątrz do wieczora, spacerując po mieście. Wreszcie miał zbierać się do domu, ale zadzwonił jego telefon. Była to Susan. Zapytała, czy Seth chciałby się z nią spotkać w barze i na spokojnie porozmawiać. Chłopak nie miał nic przeciwko. Nieświadomie przedłużył rozmowę przez telefon, nie zwracając uwagi na otoczenie, w wyniku czego doszedł aż do granicy. Zaczęło dziwnie przerywać, co zaniepokoiło Susan. Dziewczyna zapytała, gdzie Seth się znajduje, a kiedy ten szczerze odpowiedział, dziewczyna nieco się przeraziła. Powiedziała mu, aby szybko wracał i przyszedł od razu do baru. Szatyn powiedział, żeby niczym się nie martwiła i się rozłączył.
Westchnął przeciągle. Doceniał troskę przyjaciółki, ale mimo to nie potrafił wziąć na poważnie jej obaw związanych z nadprzyrodzonymi kreaturami.
- Przepraszam!
Usłyszał nagle zza pleców. Obrócił się w stronę, z której dobiegł nieznany mu głos i wtedy coś drgnęło wewnątrz niego. Kilka metrów dalej stał wysoki, blady mężczyzna, którego włosy w kolorze kruczej czerni, związane były w kucyk. Wyglądał bardzo szykownie.
- Tak? – zapytał Seth, całkiem zapominając o radach znajomych dotyczących bezpieczeństwa.
- Wiesz może, czy tą drogą dotrę do miasta?
- Em... Tak. – kiwnął głową. Nieznacznie zmarszczył brwi. Ta sytuacja była nieco dziwna. – Akurat tam idę, więc jeśli pan chcę, mogę zaprowadzić, o ile sam będę kojarzył dane miejsce.
- Pragnę się dostać do budynku rady.
- To dość znane miejsce, więc trafię. – zaśmiał się, całkiem ignorując intuicję, która podpowiadała mu, żeby uważał.
- W takim razie byłbym wdzięczny.
Mężczyzna podszedł do Setha i lekko się uśmiechnął. Szatyn był zadziwiony urodą nieznajomego. Był on niesamowicie przystojny, a kiedy się odzywał, można było doznać zawrotów głowy. Miał naprawdę przyjemną dla ucha barwę głosu.
- Nazywam się Vior. Prowadzę pewne interesy z Lily Asford. Mam nadzieję, że uda mi się ją jeszcze zastać. Mój samochód się popsuł niecałą milę stąd i musiałem dość pieszo. - tłumaczył ze spokojem.
Milę stąd? To ile on musiał przejść z buta?
- Oh, to dość niekomfortowa sytuacja. - powiedział, siląc się na normalny ton. - Ale chwila, powiedział pan Lily Asford?
- Zgadza się. - skinął głową.
Szatyn zmarszczył brwi i zatrzymał się. Vior nawiązał z nim kontakt wzrokowy, a następnie również wstrzymał chód.
- Coś się stało?
- Em... nie powiedziano panu o niczym? – zapytał zdziwiony. – Skoro prowadził pan z nią interesy, to z pewnością powinni pana o tym powiadomić...
Brunet obdarował Setha spojrzenia z nutą podejrzenia.
- O czym?
Chłopak dość głośno przełknął ślinę.
- Cóż... Dwa tygodnie temu Lily Asford została znaleziona martwa.
Brunet pozostał niewzruszony, co zaniepokoiło Setha.
- To niedobrze. – mężczyzna spuścił głowę w dół.
Serce chłopaka zabiło mocniej.
- Słucham?
Zaczął odczuwać pewien dyskomfort.
- Jeśli ona nie żyje, będę musiał zaspokoić się kimś innym. - wyznał brunet bezpośrednio.
Setha wryło w ziemię. To była chwila, w której wziął pod uwagę istnienie wampirów na poważnie. Nie chciał jednak bezpośrednio okazywać przerażenia, aby nie pogorszyć swojej sytuacji.
Ale na co zdałoby mu się udawanie opanowanego, skoro wampiry - jak to twierdzili jego znajomi - mieli bardzo wyostrzone zmysły, w związku z czym z całą pewnością wyłapałyby tak oczywiste kwestie, jak przyspieszony puls?
Seth postanowił stworzyć pozory normalności.
- Był pan jej kochankiem? – zapytał z lekką nadzieją w głosie. – Chociaż... nie musi pan odpowiadać. To prywatna sprawa.
Vior rozciągnął usta w uśmiechu, czym trochę zaniepokoił nastolatka.
- Kochankiem? – powtórzył kpiącym tonem głosu, ignorując wycofanie się niższego chłopaka. – Można tak to ująć.
Seth odetchnął w duchu. Czarnowłosy postanowił kontynuować.
- Prowadziliśmy wspólnie interesy, sypialiśmy ze sobą, jednak... chyba najlepszy był smak jej krwi. Chyba tym mnie aż tak urzekła. – uśmiechnął się łagodnie.
Na tę informację Seth wybałuszył oczy. Myślał, że się przesłyszał.
- Smak... krwi?
- Ah, zapewne jesteś jednym z tych, którzy nie mają o niczym pojęcia. – wzruszył ramionami, po czym poprawił prawy rękaw. – Ale spokojnie, nie musisz się niczego obawiać. Mam już swoje lata i uwierz, zabijanie przypadkowych ludzi dawno mi się znudziło. Prócz tego jestem najedzony, więc cię nie podziurawię. - uśmiechnął się tajemniczo.
Seth w ciszy wysłuchiwał słów mężczyzny. W jednej chwili cała obawa, którą odczuwał, opuściła jego wnętrze i wpuściła na swoje miejsce ciekawość. Chłopak był zaintrygowany nieznajomym mężczyzną.
- Mógłbyś przekazać tę wiadomość radnej Marie? – zapytał brunet po chwili, wyciągając spod płaszcza list.
Nastolatek przygryzł dolną wargę.
- Ym... Chyba tak. – zawahał się przed wzięciem koperty.
Vior uśmiechnął się kącikiem.
- Dziękuję. Obawiam się, że gdybym tam poszedł, mógłbym ze złości narobić pewnych kłopotów, dlatego wyręczę się tobą. Nie miej mi tego za złe, dobra? – puścił chłopakowi oczko.
- ...pewnie.
Biorąc kopertę, Seth przypadkiem dotknął dłoni mężczyzny. Momentalnie wzdłuż jego ręki przeszły prądy, finalnie rozchodzące się po każdym centymetrze jego ciała. Aż włosy stanęły mu dęba. Zerknął ze zdziwieniem na Viora, a kiedy spostrzegł, że ten również spoglądał na niego z zadumą, osłupiał.
Więc nie tylko on to poczuł.
Vior w mgnieniu oka odchrząknął, jednocześnie puszczając dłoń Setha.
- Pora na mnie. Jeszcze raz dziękuję i powodzenia.
Seth odpowiedział mężczyźnie skinięciem głowy. Wampir ostatni raz posłał mu łagodny uśmiech, a następnie odwrócił się i po prostu zniknął.
Szatyn od razu skierował się w stronę miasta, trzymając w ręku kopertę. Susan na nowo zadzwoniła. W końcu Seth miał się z nią spotkać, a nie pojawił się w umówionym miejscu na czas. Dziewczyna trochę się tym zaniepokoiła. Poczuła jednak ulgę, kiedy szatyn odebrał telefon i powiedział, że wszystko było z nim dobrze. Po chwili jednak wspomniał o pewnej kwestii, która na nowo przeraziła dziewczynę.
- Chyba spotkałem wampira. Tego, którego zwiecie „szlachetnym".
~~~
*Daimler - nazwisko Liama.


sobota, 18 czerwca 2016

"Desirable blood" - Rozdział 1



Za każdym razem, kiedy zamykam oczy, widzę tę samą scenerię. W jednym momencie wszystko jest barwne, ciepłe, wesołe. Widzę swoich bliskich, każdego otacza pozytywna aura. Siedzę obok swojego przyjaciela – rozmawiamy, śmiejemy się, jednak...
Mysterious Rises, rok 20xx. Niewielkie, owiane wyjątkowo specyficzną aurą miasteczko, liczące góra dwa tysiące mieszkańców. Praktycznie z każdej strony otoczone lasem, co dodaje klimatu i tajemniczości temu miejscu.
Seth był jego nowym mieszkańcem. Wprowadził się do niego wraz z rodziną dobry tydzień temu. Rodzina chłopaka uwielbiała antyki, a dom, który zaczęli z nim zamieszkiwać, był stary i dodatkowo sprawiał wrażenie, jakby skrywał jakiś sekret. Idealnie wpasowywał się w klimat tego miejsca.
Chłopak był już pełnoletni. Od razu odnalazł się w nowej szkole, szybko nawiązując dobry kontakt z paroma osobami. Jego charakter zdecydowanie wychodził na plus. W sumie najlepiej dogadywał się z jednym z chłopaków z jego klasy, Liamem. Był on wysokim szatynem o ciemniejszej karnacji i miłych, brązowych oczach. Jego pozytywne nastawienie i otwartość wywołały u Setha powrót niektórych wspomnień, dotyczących jego dawnego przyjaciela. To chyba to sprawiło, że Seth aż tak bardzo przywiązał do Liama uwagę. Teraz już trochę go poznał i przestał w nim szukać swojego starego znajomego.
- Kojarzysz Susan z równoległej klasy, nie? – zapytał Liam, odkładając na bok gazetę.
Chłopcy siedzieli w pokoju Setha i przeglądali pewne materiały. Musieli w ciągu tygodnia przygotować jakiś projekt, co nie było prostym zadaniem, zwłaszcza że dokumenty, które dostali nie były pomocne.
- Susan... - mruknął Seth, nieznacznie zwężając patrzałki. Mimo iż kojarzył to imię, nie mógł go połączyć z żadną osobą, nawet jeśli dostał niezłą podpowiedź od kolegi. W ich szkole były tylko dwie klasy na trzecim roku, dlatego rozpoznanie jednej osoby powinno być dość proste.
- Jest dość znana ze względu na swój wygląd. – dodał Liam, zaczynając segregować papiery.
Seth zastanowił się przez chwilę.
- Chyba wiem. – spojrzał na Liama. – To ta z zielonymi włosami?
- Powiedz przy niej, że są zielone, a ci przyłoży. – lekko się uśmiechnął, odsłaniając rząd jasnych zębów. – To turkus.
- To jest taki kolor? – uniósł brwi, szczerze zdziwiony, lecz po chwili machnął ręką i dodał: – A zresztą, mniejsza. Jestem facetem, jak można ode mnie wymagać wiedzy o kolorach. Nawet wszystkich podstawowych nie znam. – zaśmiał się.
- Doskonale rozumiem, co masz na myśli.
Seth pokręcił głową z rozbawieniem, po czym podniósł się na nogi i spytał:
- Co z nią?
- Jesteśmy w dość dobrych stosunkach. Pomyślałem, że byłoby miło, jakbyście się poznali. Jesteście całkiem podobni pod względem charakterów, dlatego wydaje mi się, że bez problemu złapiecie wspólny język. – wzruszył ramionami. – Co ty na to?
- Cóż... to dla mnie żaden problem.
- Susan dorywczo pracuje w barze i wyjawiła mi dość ciekawą informację. Jako iż mamy dziś pełnię, rozumiesz. Opowieści o wilkołakach czy wampirach. – opowiadał, zabawnie gestykulując. – Od północy będą darmowe shoty. Zainteresowany?
Seth uniósł brwi na wzmiankę o wampirach i wilkołakach. Naprawdę ktoś jeszcze bawił się w opowiadanie takich historii? Postanowił jednak to zignorować.
- Jeszcze pytasz? – uśmiechnął się szeroko. – Chętnie z wami wyjdę.
- Super. – wyszczerzył się Liam, wyraźnie podekscytowany. – Zaraz napiszę do Susan, że będziemy. – szybko wystukał wiadomość na telefonie, by następnie ją wysłać. – W takim razie widzimy się wieczorem przy rynku?
- Okej. – uśmiechnął się.
- Więc do zobaczenia.
Kiedy Liam poszedł, Seth zajął się szukaniem informacji do projektu. Znalazł kilka ciekawych punktów, które zanotował na czystej kartce i zszedł na dół. Denerwowało go, że od czasu do czasu schody dziwnie strzelały, kiedy się po nich schodziło czy wchodziło. Ale dom był stary, co się dziwić.
- Seth, mógłbyś mi pomóc?
Ciocia Setha, Jane, pichciła coś w kuchni. Szatyn poszedł do niej i spytał, czy może w czymś pomóc. Kobieta poprosiła go o pójście do sklepu. Chłopak wziął pieniądze i wyszedł z domu, od razu kierując się w stronę pobliskiego sklepu. To było jedno z nielicznych miejsc, do których chłopak znał drogę. Szybko zrobił zakupy i wrócił do domu.
- Wieczorem wychodzę do baru. Pewnie wrócę dopiero nad ranem. – oznajmił, podając ciotce zakupy.
- Oh... W porządku. – przemieszała warzywa na patelni. – Tylko się za bardzo nie opij. – puściła szatynowi oczko.
- Postaram się. – odpowiedział jej tym samym, a następnie wrócił do siebie do pokoju.
Nim chłopak wyszedł na spotkanie ze znajomymi, w domu pojawił się mąż Jane. Dał szatynowi trochę gotówki, co było formą kieszonkowego. Mężczyzna był funkcjonariuszem policji. Pracował od rana do wieczora, w związku z czym rzadko bywał w domu. Aż dziw brało, że dziś wrócił tak wcześnie do domu. Seth schował pieniądze do portfela i się przebrał, a następnie wyszedł z domu. Droga na rynek nie zajęła mu zbyt wiele czasu. Na miejscu czekał już Liam z przyjaciółką. Dziewczyna uśmiechnęła się do Setha, by następnie wyciągnąć dłoń w jego stronę.
- Susan. – przedstawiła się miłym głosem.
- Seth. – uścisnął lekko dłoń dziewczyny.
Postali w tym miejscu jeszcze chwilę, rozmawiając o niczym, później z kolei poszli w stronę baru. Po drodze wpadli na niewielką grupę młodych osób. Wyglądali, jakby coś trenowali. Seth wcześniej tego nie widział, więc zatrzymał się i zaczął ich obserwować. Susan od razu zauważyła zainteresowanie szatyna, więc postanowiła poruszyć temat.
- To specjalny oddział rady miasta. Pilnują porządku.
- Nie widziałem ich wcześniej. – powiedział zdumiony. Nigdy przedtem nie spotkał się z niczym podobnym.
- To zrozumiałe, jesteś tu dopiero tydzień, a oni niezbyt często pokazują się publicznie. – oznajmiła dziewczyna.
- Brzmi przerażająco. – zażartował Seth, cicho się śmiejąc. – Miasto musi być dobrze strzeżone. Pewnie nie ma tutaj żadnych przestępców, co?
- Ano. – wtrącił Liam z lekkim grymasem. Seth nie patrzył na niego, więc tego nie zauważył. Susan pozostała cicho.
- Gdybym był jak moja mama, pewnie teraz zacząłbym szukać jakichś spisków i ukrytych znaczeń tego wszystkiego. – szeroko się uśmiechnął, zwracając się ku dziewczynie. – Na szczęście taki nie jestem.
Susan zmrużyła oczy. Przez chwilę wyglądała, jakby się nad czymś zastanawiała.
- I dobrze. Nie ma czego tutaj szukać. – odwróciła wzrok, co trochę zmieszało Setha. – Chodźmy już. Jeszcze zauważą, że ich obserwujemy i się uczepią.
- Okej. – odpowiedzieli Seth i Liam jednocześnie.
W Susan było coś tajemniczego.
Bar był wypełniony po brzegi. Prawie wszystkie stoliki były pozajmowane. Pozostało jedynie kilka wolnych stołków przy barze.
- Chyba informacja wyciekła, co? – spytał Liam, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie ukrywał lekkiego rozczarowania.
- Chyba tak. – dziewczyna westchnęła, a następnie spojrzała na przyjaciela. – Chodź ze mną po soki, jeśli możesz.
- Nie ma problemu. – powiedział z uśmiechem, a następnie spojrzał na Setha. – Zaraz będziemy.
- Okeej. – przeciągnął, rozluźniając barki. Ostatnio chodził bardzo spięty. Wskazał palcem na wolne stołki przy barze. – To ja nam zajmę miejsca.
Już po chwili siedział na skórzanym krzesełku, dyskretnie rozglądając się na boki. Jeszcze nie miał okazji tutaj przyjść. Bar był zachowany w dość starym klimacie. Poobdzierane ściany, co było raczej zamierzonym efektem, ciemne meble, lampy nadające pomieszczeniu pomarańczowej poświaty. Dość przytulnie.
Po kilku minutach na horyzoncie pojawili się Susan i Liam. Dziewczyna usiadła tuż obok Setha, na co Liam zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Spokojnie zajął miejsce na samym brzegu. Zielonowłosa zwołała barmana, uprzednio kładąc kilka kartonów soków na barze.
- Co jest, Sus? – spytał mężczyzna, strzelając kostkami. Był dość dobrze zbudowany, o czym świadczyły szerokie barki i wyrzeźbiony tors. Czarna koszulka ładnie opinała się na jego ciele, uwydatniając liczne mięśnie. Całkiem przystojny.
- Daj trzy szklanki i coś na rozgrzanie. – puściła mężczyźnie oczko.
- Robi się.
Mężczyzna oddalił się, by po krótkiej chwili przynieść pełną butelkę Burbonu.
- Pasuje? – spytał, doskonale znając odpowiedź.
- Pewnie. – odpowiedziała z uśmiechem.
Dziewczyna podziękowała koledze i sama zajęła się polaniem. Zapełniła trzy szklanki do połowy i od razu upiła jeden łyk, chcąc sprawdzić jakość alkoholu.
- Niezłe. – stwierdziła, patrząc na zawartość szklanki.
- Nie przepadam za tym, ale chyba raz mogę zrobić wyjątek. – powiedział Liam, wzdychając. Bez słowa złapał za szklankę z niemrawym wyrazem twarzy.
- A co z tobą, Seth? Też będziesz narzekał, jak Liam?
- Nie sądzę. – zaśmiał się, a następnie stuknął się szklanką z nową koleżanką. Polubił ją.
Obalili całą butelkę w niecałą godzinę. Po tym zajęli się rozmową. W końcu jedna z osób w barze zaproponowała, aby dla lepszego klimatu przejść się do lasu i dopiero tam pobawić się w opowieści. Większość się zgodziła. Jedynie Susan i Liam byli sceptycznie nastawieni. Seth, widząc ich nastawienie, również postanowił odpuścić, pomimo początkowego zainteresowania wycieczką.
- Wybacz, ale naprawdę nie uważam, aby to był dobry pomysł. Wbrew pozorom las nocą nie jest taki bezpieczny. – powiedziała zielonowłosa, patrząc badawczo na Setha.
- Rozumiem. – skinął głową, zdobywając się na lekki uśmiech. – To nie tak, że tutaj się nudzę czy coś, spokojnie. – rozejrzał się dookoła. – No i... skoro teraz jest nas tak mało, chyba załapujemy się na dzisiejszą promocję? – uniósł sugestywnie brwi.
Susan roześmiała się melodyjnie.
- Jasne, że tak.
Po kilku szybkich kieliszkach cała trójka była wstawiona. Od razu każde z nich się wyraźnie rozluźniło i nawet nie zauważyli, jak szybko czas im zleciał na zwykłej rozmowie. W mgnieniu oka nadszedł ranek. Seth, Liam i Susan zebrali się do kupy i pomogli Rickowi, barmanowi, w ogarnięciu baru, który zdążył już opustoszeć. Sprzątanie nie było aż takie męczące i czasochłonne, jak początkowo podejrzewali. Gdy skończyli, wyszli z budynku. Wreszcie zaczerpnęli świeżego powietrza. To od razu postawiło Setha na równe nogi. Z Susan było podobnie. Jedynie Liam nadal nie czuł się najlepiej. To pewnie przez ten Burbon. Powoli skierowali się do centrum, rozmawiając o nadchodzącym egzaminie z biologii.
To właśnie wtedy usłyszeli głośny krzyk. Krzyk, który zmienił wszystko.
Zaciekawieni panicznym głosem, udali się w stronę, z której to dobiegał. Na miejscu stało już dwóch funkcjonariuszy, ledwo radzących sobie z gapiami. Seth, jakby zahipnotyzowany, zaczął zmierzać w ich kierunku. Coś go tam przyciągało.
Susan i Liam zostali w tyle.
Ten moment był tylko ułamkiem sekundy. Całość trwała dosłownie chwilę, gdyż chłopak w mgnieniu oka został odciągnięty przez funkcjonariuszy. Ale ten krótki moment mu wystarczył, aby zobaczył, co było powodem takiego zainteresowania.
Obrazy z przeszłości mignęły mu przed oczami. Na nowo miał w głowie ciało dwunastoletniego chłopca, leżącego w kałuży krwi. Mimowolnie złapał się za głowę i krzyknął. Susan momentalnie zmroziło. Niepewnie zerknęła w stronę tłumów, a kiedy jej oczy wyłapały leżącą na ziemi kobietę, a raczej jej martwe ciało, znieruchomiała.
Liam bez chwili zawahania podszedł do Setha, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zaniemówił. Przerażenie, jakie malowało się na twarzy nastolatka, nie było normalne.
Ta sytuacja rozpoczęła ciąg okropnych wydarzeń. Na zawsze zmieniła życie tej trójki.
Za każdym razem, kiedy zamykam oczy, widzę tę samą scenerię. W jednym momencie wszystko jest barwne, ciepłe, wesołe. Widzę swoich bliskich, każdego otacza pozytywna aura. Siedzę obok swojego przyjaciela – rozmawiamy, śmiejemy się, jednak... po chwili wszystko nabiera krwawej barwy, a sam przyjaciel staje się martwy i tak leży przy mnie z rozszarpanym gardłem. Nie ma możliwości, abym zapomniał o tym widoku.
~~~



Obserwatorzy

Hope Land of Grafic