wtorek, 24 maja 2016

"Shukuteki" - Rozdział 1

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 1.
Autor: Chizu Chan.

~~~

                Wspomnienia mają to do siebie, że chcesz czy nie i tak do ciebie wracają. Przykra, ale zarazem prawdziwa rzecz. Jako osoba z niezbyt barwną przeszłością nie byłem zadowolony z momentów, kiedy to wszystko do mnie wracało. Dzięki upływowi czasu udało mi się wyzbyć wszelkich emocji z nimi związanych, jednak nadal zdarzały się wyjątki, kiedy jednak czułem coś nieprzyjemnego.
- Shun, mógłbyś przez chwilę zająć się programem? Muszę szybko odnieść te dokumenty.
                Zerknąłem za siebie. Profesor wskazywał na jakąś teczkę, jednocześnie wyglądając na zakłopotanego.
- Jasne. – odpowiedziałem oschle, po czym podniosłem się z miejsca i podszedłem do mężczyzny.
- Wiesz, jak to działa, więc nie muszę ci nic tłumaczyć.
- Zgadza się. – przytaknąłem, a następnie usiadłem i zająłem się komputerem.
- Daj mi kilka minut. – powiedział na odchodne.
                Cóż, nie musiał się spieszyć. To nie było nic skomplikowanego. Musiałem tylko wpisywać poszczególne kody w tabelę. Niektórym takie zadanie mogłoby sprawiać problemy, ale na szczęście byłem osobą, która interesowała się takimi rzeczami i miała na ten temat jakieś pojęcie.
- Czasami mam wrażenie, jakby był z innej planety. – powiedział jeden z chłopaków, a następnie zwrócił się do mnie – Nie rozumiem, Shun, jak możesz się z nim dogadywać. Jest jakby w swoim własnym świecie. – pokręcił łebkiem.
- A co tu zrozumieć? Poprosił o pomoc, więc robię, co potrafię. – odpowiedziałem, w dalszym ciągu wciskając klawisze.
- No przecież… – westchnął.
- Chyba nie liczyłeś, że dostaniesz normalną odpowiedź? – zapytał inny chłopak.
- Możesz mnie wyśmiać. – położył głowę na ławce.
- To było do przewidzenia. W końcu on każdego trzyma na dystans.
                Słyszę was, idioci. Ale co poradzić, nie pierwszy, nie ostatni raz to się dzieje. Tak już niestety mam. Zacząłem studia niecały miesiąc temu, jednak nadal nie udało mi się przyzwyczaić. Z ludźmi nie nawiązałem żadnego kontaktu, ale to akurat najmniejszy problem. Nie dbam o jakąkolwiek zażyłość. Wolę swoje własne towarzystwo.
- Już jestem. – w mgnieniu oka profesor wparował do pomieszczenia i stanął tuż obok mnie – Dość sporo wpisałeś.
- Jakoś poszło. – ustąpiłem miejsce starszemu mężczyźnie.
- Dobrze jest mieć ucznia, który to potrafi. – odetchnął z ulgą – W chwilach takich, jak ta, jest to naprawdę przydatne. – uśmiechnął się do mnie, mogłem jedynie odwrócić wzrok – No dobrze, możesz teraz wrócić do tego, co robiłeś wcześniej.
                Bez słowa zająłem swoje miejsce i otworzyłem książkę na ostatnio przeczytanej stronie. Nie pozostałem zbyt długo skupiony na treści, gdyż po chwili dostałem jakimś papierkiem w ramię. Spojrzałem w stronę, z której został on rzucony. Jeden z chłopaków wskazywał na swój zeszyt, a następnie na mnie. I tak w kółko. Westchnąłem, a następnie podałem swój notatnik. Ci ludzie są doprawdy leniwi.
                Po zajęciach spakowałem wszystkie swoje rzeczy i opuściłem budynek. Na placu jak zwykle było mnóstwo osób. Na moje nieszczęście, sporo tych hałaśliwych. Nie chcąc słuchać niczego, wyjąłem z torby słuchawki i już po chwili słyszałem jedynie przyjemną dla ucha melodię. Poprawiłem koszulkę i ruszyłem w stronę domu. Nie myliłem się. Codzienny powrót o tej godzinie bywał kłopotliwy. Wspominałem mamie o akademiku, jednak kobieta uparcie twierdziła, że niedługo to się zmieni. Zastanawiałem się, jaki odcinek czasu miała na myśli mówiąc „niedługo”. W końcu powtarzała to od dwóch tygodni.
                Kiedy zdjąłem buty z nóg, od razu poszedłem do swojego pokoju. Położyłem torbę na biurku, a następnie zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją gdzieś na bok. Usiadłem na łóżku, po czym wlepiłem wzrok w sufit i zostałem tak w sumie jeszcze przez jakąś chwilę. Przestałem, gdyż zostałem wezwany do kuchni.
- O co chodzi? – zapytałem, stając przy lodówce.
- O której jutro będziesz w domu? – kobieta wyglądała na dość przejętą.
                Moja mama była niskiego wzrostu brunetką o niebieskich oczach i jasnej cerze. W sumie po niej odziedziczyłem większość cech wyglądu. Nie należałem oczywiście do najniższych osób, jednak nie mogłem zaprzeczyć, że te parę centymetrów mogłoby mi się przydać. Nie robiłem z tego jednak zbyt wielkiej afery. Lubiłem swój wygląd.
- Po szesnastej, tak myślę.
- Hmm… – zaczęła się nad czymś zastanawiać – Mógłbyś przyjść jutro o siedemnastej do Nuttin’s?
                Czarnowłosa mówiła o niewielkiej kawiarence znajdującej się blisko stacji.
- Jeśli jeszcze wziąłbyś ze sobą Yukiego, byłoby świetnie.
- Raczej nie będę miał z tym problemu. Coś planujesz?
- No powiedzmy. – zaśmiała się pod nosem – Zrobimy sobie taki mały rodzinny obiad. Dawno nie mieliśmy żadnej okazji, aby to zrobić.
                Zmrużyłem oczy.
- Nuttin’s, tak? – zapytałem, spoglądając na zegarek – Obstawiam, że dojście tam zajmie mi trochę czasu, więc po prostu podjadę autobusem. – powiedziałem sam do siebie.
- Tylko się nie spóźnij! Siedemnasta, a nawet i przed.
- Dobrze, dobrze. – westchnąłem – Będę na czas.
                Wróciłem do siebie i usiadłem przy komputerze. Odpaliłem jeden z programów, nad którym sam pracowałem, a następnie zacząłem wykonywać swoją pracę. To zajęcie było dość czasochłonne, jednak co poradzić. Lubiłem to.
                Oderwałem się od monitora dopiero po północy. Zapisałem wszystkie zmiany, po czym poszedłem wziąć szybki prysznic. Po wyjściu z łazienki trafiłem na młodszego brata. Przemycał jakieś jedzenie do pokoju. Udałem, że nic nie widziałem i poszedłem w swoją stronę. Stanąłem przed lustrem. Miałem na sobie jedynie czarne bokserki. Przez ten kolor moja cera wydawała się nadzwyczajnie jasna. Ogółem byłem blady, ale bez przesady.
                Kiedy znudziłem się oglądaniem własnej twarzy na dziś, poszedłem do łóżka i w sumie od razu zasnąłem. Wstałem dopiero po ósmej. Nie wiedzieć czemu, nie usłyszałem budzika. Dość szybko się zebrałem. Wprawdzie i tak byłem już spóźniony, jednak nie chciałem opuszczać zbyt wielu godzin. Narobiłbym sobie zaległości. Po około połowie godziny wyszedłem z mieszkania i popędziłem na przystanek, by po chwili wsiąść do autobusu i podjechać pod uniwersytet. Profesor nie miał żadnego problemu z moim spóźnieniem. Prawdopodobnie przez to, że zawsze przychodziłem na czas i się starałem. Zacząłem szukać swojego notatnika, jednak nie mogłem go znaleźć. Po chwili wyręczył mnie jeden z chłopaków z wydziału.
- Dzięki za pożyczenie. – lekko się uśmiechnął.
                Ah, racja. Przecież wczoraj mu pożyczyłem ten zeszyt.
- Nie ma sprawy. – odwróciłem wzrok.
- Twoje notatki są naprawdę dobrze wykonane. – kontynuował rozmowę – O wiele łatwiej jest zrozumieć niektóre przykłady.
- Cóż, cieszę się, że mogłem pomóc. – nadal spoglądałem na ścianę.
                Chłopak przez chwilę milczał.
- Jeśli będę miał jeszcze jakieś problemy z matmą, z pewnością zgłoszę się do ciebie.
- Nie, lepiej nie... – ukradkiem zerknąłem na chłopaka.
- Możesz się tego spodziewać! – lekko się uśmiechnął, a następnie wrócił do swojej paczki.
                Ten chłopak chyba ma na imię Akito. Nie jestem tego pewien. Cóż, niewątpliwie ma talent do nawiązywania kontaktu z innymi. Jest całkiem przystojny. Około metr osiemdziesiąt wzrostu. Ma naprawdę szerokie barki. Całkiem nieźle zgrywają się z jego męskimi rysami twarzy. Ma dość wyostrzone kości policzkowe i piwne, wąskie oczy. W sumie to głównie on podtrzymuje tę wydziałową grupkę.
                Kiedy znalazłem trochę czasu dla siebie, poszedłem na dziedziniec coś zjeść. Wybrałem jedyną, oddaloną od tłocznych miejsc ławkę i usiadłem na niej. Miałem ze sobą sałatkę i zwykłą wodę. Ostatnio ubzdurałem sobie to całe zdrowe żywienie i nosiłem ze sobą takie badziewia. Nie najadałem się tym, ale również nie odczuwałem głodu. No i czułem się jakoś lekko. Było to całkiem korzystne.
                Zjadłem dość szybko i wróciłem do budynku. Idąc jednym z zaludnionych korytarzu, poczułem dziwny przypływ nieprzyjemnych odczuć. Jakby ktoś bardzo energicznie wlepiał we mnie swoje ślepia. To uczucie nie należało do najprzyjemniejszych, więc w mgnieniu oka wypaliłem do sali plastycznej. Oparłem się o drzwi i westchnąłem. Minęło naprawdę sporo czasu odkąd miałem to złudzenie. Jakieś osiem lat. Podstawówka niestety nie należała do najprzyjemniejszych chwil.
                Przestałem o tym myśleć i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Na ścianie wisiało wiele portretów i innych obrazów. Szczególnie jeden przykuł moją uwagę. Niby zwykły pejzaż, ale jednak wyróżniał się sposobem użycia kolorów, co wyraźnie rozbudzało cały widok. Nagle ktoś wszedł do sali.
- Oh, nie wiedziałam, że ktoś tu będzie o tej godzinie.
                Była to szatynka, której twarz od razu skojarzyłem. Rozmawiałem z nią chwilę podczas dni otwartych.
- Nie martw się, już wychodzę.
- Nie musisz, naprawdę. – zatrzymała mnie – Widziałam, że patrzyłeś na ten obraz – skinęła łebkiem na pejzaż, który rzeczywiście oglądałem – Podoba ci się?
                Spojrzałem w bok.
- Jest niezły… chyba. – podrapałem się w policzek.
- Namalował go mój starszy brak. Ukończył już studia, jednak stwierdziłam, że jego obraz powinien nadal tu wisieć. – uśmiechnęła się szczerze – Uważam, że to wyjątkowe dzieło.
- Nie można zaprzeczyć, że przyjemnie się na to patrzy.
- Prawda? – spojrzała na mnie, jednak udało mi się wyminąć jej wzrok – Ale on sam uważa, że nie nadaje się do tego. – nadęła policzki – Nie wierzy w siebie.
                Zmrużyłem oczy.
- Dlaczego mi o tym mówisz? Jestem przecież tylko przypadkową osobą.
                Ponownie skupiła się na malunku.
- Może i masz rację, ale… sposób, w jaki patrzyłeś na ten obraz… wyglądałeś, jakby naprawdę ci się spodobał. Dlatego stwierdziłam, że co mi szkodzi, mogę ci trochę opowiedzieć o autorze. – wytknęła język.
                Przewróciłem oczami. W tym samym czasie do pomieszczenia weszło kilka innych osób. Chyba zaczęły się zajęcia, jak mniemam.
- Chciałbyś do nas dołączyć? – zapytała, kiedy miałem już wyjść.
- Niestety nie. Mam nieco inne zainteresowania. – wyjaśniłem, po czym opuściłem salę i pokierowałem się na własne zajęcia.
                Rzeczywiście udało mi się wyrwać o szesnastej. Do domu poszedłem tylko po brata. Szybko jeszcze napiłem się herbaty i popędziłem na przystanek. Yuki miał na sobie jakąś odświętną koszulę. Dopiero teraz to zauważyłem.
- Co się tak wystroiłeś?
- Mama kazała mi to założyć. – odpowiedział.
- Naprawdę? – zdziwiłem się – Mi nic na ten temat nie powiedziała…
- Pytałem, czy mam tobie coś przekazać.
- I?
- „On i tak założy to, na co będzie miał ochotę.” – zacytował.
                Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Tak, chyba jest w tym trochę prawdy.
                W końcu przyjechał autobus. Wraz z bratem przejechaliśmy parę przystanków i finalnie wysieliśmy na stacji. Już z daleka widoczny był ogromny szyld z napisem „Nuttin’s”. W kafejce grzecznie zapytałem jednej z kelnerek o mamę, dokładnie opisując jej wygląd. Było to dość spore miejsce, więc miałbym mały problem ze znalezieniem kobiety, zwłaszcza że miejsce było trochę zaludnione. Już po chwili wskazano mi miejsce. Przywróciłem brata do świata żywych i podszedłem z nim do mamy. Na nasze zdziwienie, nie była sama, lecz z jakimś mężczyzną. Na nasz widok uśmiechnęła się szeroko. Kiedy zajęliśmy z Yukim miejsca, nadal jedno pozostało wolne.
- Dlaczego wybrałaś stolik dla pięciu osób?
- Ah, to ze względu na mojego syna. – wtrącił mężczyzna łagodnym tonem – Jednak jeszcze się nie zjawił. – posmutniał, zerkając na zegarek – Bardzo za to przepraszam.
- Nic nie szkodzi, naprawdę. – kobieta machnęła ręką.
- Jestem pewien, że niedługo się zjawi. – zapewnił – Gdyby miało być inaczej, z pewnością powiadomiłby mnie o tym. Wie, że to ważna chwila.
- Więc już mu o wszystkim powiedziałeś?
                Nieco bardziej zainteresowałem się rozmową tejże dwójki.
- Nie, jeszcze nie. – zaprzeczył – Wie jedynie, że to ważne spotkanie. Nie pytał o nic.
- Oo, rozumiem. – mama wyglądała na szczęśliwą.
                Zastanawiam się… czy ten mężczyzna to jej nowy facet?
- W takim razie może zaczniemy? – zapytał mężczyzna.
- W porządku.
                Mama nawiązała ze mną kontakt wzrokowy. Po chwili przeniosła go na Yukiego.
- Shun, Yuki. – wywinęła kąciki ust w górę – Chciałabym was oficjalnie poznać z Renem, moim narzeczonym.
                Cóż, to był dość niezręczny moment dla każdego z nas, głównie przez durną ciszę.
- Nie musicie ukrywać zdziwienia. – chyba poczuła się trochę niepewnie – Zaręczyliśmy się z Renem już jakiś czas temu, jednak czekaliśmy na odpowiedni moment, aby powiedzieć o tym naszym rodzinom.
- Zaręczyny i ślub to dość poważna decyzja. Jesteście tego pewni? Pary zwykle decydują się na to po dość długim stażu związku…
- Spotykamy się prawie rok. – uśmiechnęła się ciepło – Doskonale rozumiem, co masz na myśli, Shun, ale naprawdę czuję, że to jest ta osoba.
                „Ta osoba”, co?
- Skoro tak, to nie mam żadnych przeciwwskazań. – przymrużyłem oczy – Skoro dzięki temu będziesz szczęśliwa, nie mam prawa ci niczego zabraniać.
                Mężczyzna nie ukrywał zdziwienia. Chwilę później dostrzegłem łzy w oczach matki. Poszła do łazienki, gdyż nie miała przy sobie żadnych chusteczek.
- Kaori zareagowała w ten sposób, ponieważ bała się, że nie zaakceptujecie tych zaręczyn. Była bardzo przejęta. Ale jak widać martwiła się na próżno. – pogodny uśmiech wpłynął na jego twarz – Ma naprawdę wspaniałych synów. Oby i mój się zachował, jak ty. Jesteś naprawdę dojrzały.
                Po powrocie mamy zamówiliśmy coś do jedzenia. Kobieta powiedziała również, że planują się pobrać w bardzo pobliskim czasie. Nie chcą jednak robić żadnego hucznego przyjęcia. Ma to być zwykły ślub cywilny, na którym pojawią się najbliższe osoby. Taka opcja zdecydowanie mi pasowała. Mieli moje wsparcie. Kiedy już mieliśmy się zbierać, pan Ren rozpogodził się i odetchnął z ulgą. Domyśliłem się, że dostrzegł swojego syna. Zacząłem szukać miejsca, w które mężczyzna spoglądał. Wtedy mnie zamurowało. Te same blond włosy. Te same brązowe oczy. To musiał być on.
Shuuun, może poszedłbyś nam po coś do jedzenia?
Masz dzisiaj jakieś pieniądze dla nas, Shun?
Słyszałem, że Kishimoto z szóstej klasy wyznała ci uczucia. Szkoda byłoby, gdyby zobaczyła te kompromitujące zdjęcia.
                Zmarszczyłem brwi, z automatu przestając oddychać.
Uuuuśmiechnij się, Shun, tylko tak szeroko!
Jak to możliwe, że on tu jest? To duch! Duch! Przecież Shun odszedł!
Płacz więcej. Sprawiasz mi tym satysfakcję.
                Dlaczego ze wszystkich osób… dlaczego, do cholery, musi to być właśnie on…?
- Wybacz, tato, ale nie mogłem wyjść wcześniej. Dodatkowo padła mi bateria w telefonie. – westchnął, jednak po chwili zamilkł.
                Nachyliłem się do mamy.
- Jak mają na nazwisko?
- Hm? Czemu pytasz?
- Nieważne, po prostu powiedz.
                Kobieta lekko zmarszczyła brwi. Nie pytała jednak o więcej.
- Kyousuke.
                Momentalnie zbladłem. To definitywnie on. Jestem tego pewien.
- Sądząc po tym rodzinnym spotkaniu, obstawiam jedno.
- Spóźniłeś się na jedzenie. – powiedział Ren-san – Kaori musi niestety iść z rodziną do domu, więc nie uda nam się porozmawiać. Umówimy się może na pojutrze? Wtedy będę miał wolne.
- Ja również. – uśmiechnęła się – Pasuje ci to? – skierowała pytanie do wysokiego blondyna.
- Oczywiście. Wtedy już zrobię wszystko, aby się nie spóźnić. – zapewnił.
- Ale zanim wszyscy rozejdziemy się do domów, może przedstawimy ci synów Kaori?
- W porządku.
- Młodszy to Yuki. Jest jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Starszy natomiast już uczęszcza na studia. O ile się nie mylę, jest to ten sam uniwersytet, co twój, Ryou. Prawda, Shun? – spojrzał na mnie.
                Wtedy stało się coś dziwnego. Blondyn upuścił torbę, którą do tej chwili trzymał w prawej ręce i spojrzał na mnie zszokowany.
- Shun? – uniósł brwi – Powiedziałeś „Shun”, tato?
- Tak... – odpowiedział niepewnie – Znacie się, że tak reagujesz?
- N-nie… nie wiem…
                Prychnąłem pod nosem. Jest tylko jeden sposób, aby uniknąć setek pytań.
- Oczywiście, że nie znamy. – powiedziałem stanowczo, na siłę przybierając obojętny wyraz twarzy – Ryou, tak? – zmrużyłem oczy – Jestem Shun. Miło mi cię poznać. – chłód wywodzący się z tonu mojego głosu dałoby się poczuć już na kilometr.
                Nie powiem, pewnego rodzaju satysfakcję sprawił mi wyraz twarzy blondyna. Był w szoku. Ogromnym szoku.
- Czyżbym się pomylił…? – szepnął pod nosem, jednak po chwili ponownie na mnie spojrzał – Nie, to niemożliwe. To zdecydowanie ty.
- Spotkaliśmy się już wcześniej? – zapytałem, obojętnie odwracając wzrok.
                Byłem ciekaw, co powie.
- Tak… Tak, spotkaliśmy się. Było to dość dawno. Chodziliśmy do jednej klasy w szkole podstawowej. – przygryzł dolną wargę – To z pewnością ty. Nie pomyliłbym się w tej kwestii.
                Pomylił? A to ciekawe.
- Niestety, Shun niewiele pamięta z tamtego okresu. – wtrąciła mama – Pod koniec piątej klasy musiał zmienić szkołę, ponieważ miał spore problemy z psychiką. Później psycholodzy i psychoterapeuci tak bardzo go męczyli, że zapomniał o niektórych rzeczach. Albo po prostu nie chce o nich pamiętać.
                Mina blondyna zrzedła. Haha, a to ciekawe, facet, który sam do tego doprowadził, wygląda na tak bardzo zdziwionego? Nie wierzę.
- Kaori, myślę, że nie powinnaś o tym mówić… – powiedział Ren-san.
- W porządku. To nie jest nic do ukrycia. Skoro i tak mamy być rodziną, nie muszę się obawiać, czyż nie?
                Mężczyzna uśmiechnął się.
- Naprawdę mnie zadziwiasz.
- To tylko przeszłość. – odwzajemniłem uśmiech – Nie warto się nią zamartwiać.
                Ryou nie powiedział nic więcej. Stał wryty jak słup, przez cały czas mnie obserwując. Chwilę później wszyscy zaczęliśmy się zbierać. Po zapłaceniu rachunku i wyjściu z lokalu, już mieliśmy się rozejść, jednak wtedy znów poczułem ten sam dotyk na ramieniu. Spojrzałem pytająco na chłopaka.
- Możemy chwilę pogadać?
                Spojrzałem na mamę.
- W porządku. Zaprowadzę Yukiego do domu, możesz porozmawiać.  
                Westchnąłem.
- Jasne. O co chodzi?
- Tylko nie w miejscu takim, jak to. – posmutniał, po czym odwrócił się w stronę ojca – Wróć sam. Przyjdę niedługo.
- Nie ma problemu. – mężczyzna skinął łebkiem, a następnie poszedł w swoją stronę. Mama zrobiła to samo.
                Ryou zaprowadził mnie do jakiegoś parku i usiadł na ławce. Nie usiadłem obok niego. Stanąłem przed nim i czekałem na moment, aż cokolwiek wyduka. Na moje nieszczęście, chwila ciszy dłużyła się i dłużyła tak bardzo, że w końcu zacząłem wątpić, iż chłopak cokolwiek powie.

~~~

Ryou :v

2 komentarze :

  1. Ho ho ho ho!
    To nie Mikołaj🎅 -.-
    No nie powiem, zaciekawiłaś mnie ogromnie! Shun miał problemy z psychiką przez Ryou? Zacnie, zacnie. Tylko dlaczego? 👉👌 Domyślasz się co chodzi mi po głowie, prawda? XD
    No cóż, pozostaje mi czekać.

    Pozdrawiam
    Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w podstawówce nie miałby zbytnio czym go przelecieć, ale zobaczymy jeszcze, co tam wymyślę XDD

      Usuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic