piątek, 27 maja 2016

"Shukuteki" - Rozdział 3

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 3.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

                Do końca weekendu nie udało mi się złapać nawet chwili przerwy. Przez cały czas byłem w ruchu i pomagałem w przenoszeniu i rozpakowywaniu przeróżnych rzeczy. W finale wszystko skończyliśmy dopiero w środku tygodnia. Od razu rzuciłem się na łóżko i oddałem kilkugodzinnej, porządnej drzemce. Mój pokój był teraz znacznie większy. Dzięki nowym, nieco większym meblom nie wydawał się pusty. Minus był taki, że bardzo często trafiałem na twarz Ryou, kiedy tylko otwierałem drzwi. Tak. Jego pokój był naprzeciwko mojego.
                Jednym z większych plusów, przynajmniej dla mnie, było miejsce, w którym ten dom się znajdował. Miałem o wiele bliżej do szkoły. Teraz wystarczyło, że wyszedłem niedużą chwilę przed rozpoczęciem lekcji i już po chwili byłem na wykładach. Przedtem musiałem się męczyć z dojazdem i innymi takimi. To było utrapienie. No ale każdy kij ma dwa końce – fajna sprawa z odległością, ale niestety codziennie mam denerwującego towarzysza.
                Kiedy siedziałem na zajęciach, zostałem wezwany przez jednego z profesorów. Niemal od razu poszedłem się z nim spotkać. Był to opiekun jakiejś grupy ze zdolnościami plastycznymi. Wyjaśnił mi, że nie wezwał mnie przez żaden negatywny powód. Usłyszał od któregoś z wykładowców, że dobrze znam się na komputerach, więc poprosił o pomoc przy jakimś konkursie. Potrzebowali operatora czy kogoś innego. Wprawdzie każdemu udałoby się wykonać tak banalną pracę, no ale zgodziłem się. Zostałem zaprowadzony do grupy rówieśników, gdzie przedstawiono mnie i zaczęto wyjaśniać rzeczy, którymi mniej więcej muszę się zająć. Jakieś prezentacje, puszczanie muzyki w odpowiednim momencie i wyciszanie jej. Same czynności tego typu.
- Jestem szefem tej grupy, Nina, miło poznać. – uśmiechnęła się.
                Oh, to ta dziewczyna z wtedy.
- Shun. – powiedziałem, po czym wyminąłem szatynkę i podszedłem do większej grupy osób – Nie do końca rozumiem, dlaczego szukaliście osoby, która ma jakieś pojęcie na temat zabawy z komputerami, skoro te czynności wykonałby każdy.
- Tak, może i masz racje, ale ten konkurs jest dla nas bardzo ważny. – wyjaśnił jeden z chłopaków, specyficznie gestykulując – Nie chcemy żadnych pomyłek i błędów.
- Okej. – kiwnąłem łebkiem, a następnie odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pomieszczenia.
                Wróciłem na wykłady i przesiedziałem tam do końca zajęć. Kiedy już znalazłem się na świeżym powietrzu, poszedłem do supermarketu, aby kupić coś do jedzenia. Dodatkowo dostałem listę zakupów od mamy, więc wszystko by się wyrównało.
- Shun, poczekaj!
                Zerknąłem ukradkiem za siebie.
- Co?
- Idziesz na zakupy, prawda? – zapytał, ignorując moją postawę.
- No.
- Zabiorę się z tobą. – przeciągnął się – Widziałem tę listę i mogę być pewien, że nie uniesiesz tego wszystkiego.
                Prychnąłem.
- Dzięki za troskę, ale poradzę sobie sam.
- Już nie bądź taki niedostępny. – nadął policzki – Chcę ci pomóc i tyle.
                Spojrzałem ukradkiem na Ryou. Zastanawiałem się, czy naprawdę mógł zmienić się aż tak bardzo. W sumie nie byłoby to nic nadzwyczajnego. Minęło sporo lat, mógł dojrzeć. Skoro i ja się zmieniłem, on również mógłby.
- Tak odbiegając od tematu, jesteś dziś zajęty?
- To zależy.
- Znajomy zabiera mnie na goukon, ale potrzebujemy jeszcze jednego chłopaka.
- W takim razie tak, jestem dziś zajęty. – spojrzałem na zegarek.
                Ryou zignorował to i dalej mnie namawiał na wyjście.
- Proszę cię, Shun. – złożył dłonie jak do modlitwy – Możesz być nawet tak samo oziębły w stosunku do dziewczyn, jak teraz do mnie.
                Jestem oziębły? Nie wydaje mi się.
- Dlaczego nie zapytasz któregoś ze swoich kolegów?
- Zawsze odmawiają, kiedy ja idę… – posmutniał.
- Mają jakiś konkretny powód czy po prostu masz takich beznadziejnych znajomych?
- Uważają, że to im się nie opłaca, skoro i tak wszystkie dziewczyny są zawsze mną zainteresowane.
- Hmm, czyli to drugie. – westchnąłem – O której?
                Blondyn automatycznie się wyszczerzył. W takich chwilach przypominał mi wiernego pieska.
- Późnym wieczorem, więc na spokojnie zdążysz się wyrobić ze wszystkim.
                Zmrużyłem oczy.
- W porządku.
                Dlaczego się na to zgodziłem? Przecież nawet nie jestem zainteresowany dziewczynami. Ryou tym bardziej. Również nie wydaje mi się, abym potrzebował jakiejś rozrywki. Zachowuję się naprawdę dziwnie.
- Już tak nie wdychaj, bo naprawdę zaczynam odczuwać winę, że cię do czegoś zmuszam.
- A jak to niby wygląda? – zapytałem, wchodząc do sklepu.
                Wyjąłem z torby listę zakupów i przedarłem na pół. Wręczyłem tę większą część kartki blondynowi, a sobie zostawiłem mniejszą.
- Czemu dajesz mi połowę?
- Tak będzie szybciej. – odwróciłem wzrok – Spotkamy się przy kasie, więc spokojnie.
- Noo, oby tak było. – nadął policzki, a następnie zaczął szukać potrzebnych produktów.
                Również to zrobiłem. Trochę to zajęło, ale w końcu udało mi się wszystko znaleźć i udałem się w stronę kasy. Ryou już tam stał i czekał na mnie. Miał praktycznie dwa razy więcej produktów, niż ja. Chyba naprawdę miał rację mówiąc, iż nie będę w stanie sam tego wszystkiego zabrać. Podzieliliśmy się zakupami, tym razem po równo i wróciliśmy do domu. Mama od razu zabrała się za gotowanie. Postanowiłem pomóc. Zająłem się krojeniem warzyw. Trochę ich było. Ryou stał przy blacie i obserwował moją pracę. Naprawdę potrafił zainteresować się takimi błahostkami.
                Po obiedzie trochę poczytałem. Później zacząłem się szykować na tę całą randkę. Nie byłem zbyt entuzjastycznie do niej nastawiony, jednak skoro już się zgodziłem, wypadałoby pójść. Ubrałem swoje standardowe kolory – czerń i czerń, a następnie poszedłem do salonu, gdzie czekał blondyn. Szybko wyszliśmy z domu. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w jakimś barze. Przy jednym ze stolików siedziała grupka dziewczyn i dwóch chłopaków. To prawdopodobnie ci ludzie. Kiedy podeszliśmy bliżej, rozpoznałem jedną z dziewczyn. Ona również zapamiętała moją twarz. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną.
- Shun… – wydukała nieco roztrzęsiona.
- Yuri? – bardziej zapytałem, niż powiedziałem.
                Już myślałem, że dostanę w twarz, jednak Ryou złapał dłoń dziewczyny, lekko się uśmiechając.
- Nie wiem, co między wami zaszło, ale bez przesady, żeby od razu bić się w pierwszej minucie spotkania.
                Zignorowałem dziewczynę i usiadłem na jednym z wolnych miejsc. Po chwili dosunęła się do  mnie długowłosa blondynka z przyjemną dla oka twarzą.
- Shun, tak? – wywinęła kąciki ust w górę – Jestem Sana.
- Cześć.
                Wziąłem do ręki coś, co przypominało menu. Same napoje alkoholowe, co?
- Pijesz?
- Nie. – zmrużyłem oczy – Ale skoro jest tutaj tylko alkohol, chyba nie mam innego wyjścia.
- Zadziwiające podejście. – zaśmiała się, zasłaniając twarz.
                Zauważyłem, że Ryou zajął się Yuri. Cóż, nic dziwnego. Ona leciała tylko na wygląd, a blondyn był bardzo przystojny. Chwilę później jeden z chłopaków poszedł przekazać nasze zamówienia. Przyszedł z tacką pełną drinków i innych świństw. Wziąłem swoją szklankę i upiłem jeden łyk whisky. Paskudne.
- Jesteś studentem, prawda?
- Tak.
- Ja już po tym etapie nauki.
- Naprawdę? Wyglądasz znacznie młodziej.
- To duży komplement. – lekko się zawstydziła.
                Domyśliłem się, że Yuri opowiadała o mnie Ryou, gdyż jakiś czas się we mnie wpatrywali i bardzo namiętnie rozmawiali. W końcu blondyn pochylił się i z szyderczym uśmiechem szepnął coś dziewczynie. Z początku wyglądała ona na dość niepewną, jednak po chwili kiwnęła łebkiem i zerknęła na stolik. Stwierdziłem, że to pewnie jakaś głupota, więc powróciłem do blondynki, która była dość interesująca.
- Jaki to kierunek ukończyłaś?
- Programista.
                Uśmiechnąłem się pod nosem. Ryou nie ukrywał zdziwienia faktem, iż udało mi się kimś zaciekawić. Dziewczyna zapytała, czy mógłbym jej podać popielniczkę. Westchnąłem, sięgając po przedmiot. Najwyraźniej każdy ma jakieś minusy. Ja niestety nie jestem w stanie strawić papierosów, więc to by było na tyle. Zanim zdążyłem usiąść, obok stanęła Yuri i niby przypadkiem wylała na mnie całą zawartość szklanki. Przeprosiła z głupim uśmieszkiem.
- Spoko. I tak nic nie widać.
                Wzruszyłem ramionami i podciągnąłem do góry koszulkę, aby mniej więcej stwierdzić wielkość mokrej plamy.
- Czy to tatuaż? – zapytała blondynka, spoglądając na moje podbrzusze.
- Ano. – odpowiedziałem beznamiętnie.
- Co oznacza?
                Uśmiechnąłem się kącikiem.
- Czy to ważne?
                Po chwili poszedłem do łazienki. Starałem się jakoś pozbyć tego okropnego zapachu alkoholu, jednak sama woda niewiele dawała. W wyniku plama się jedynie powiększyła. Drzwi do pomieszczenia się otworzyły, a w ich progu stanął Ryou. Wyglądał poważnie.
- Złościsz się czasami?
- Nie mam ku temu żadnego powodu. Żeby się zezłościć, najpierw musiałbym się kimś przejmować, a tak nie jest.
                Blondyn oparł się o ścianę i założył ręce na klatce piersiowej.
- Wybacz. Ta plama to chyba moja wina. – westchnął.
- Aa, więc jednak ty jej coś powiedziałeś.
- Podsunąłem pomysł, aby zrobiła coś, co pozwoli jej się rozluźnić. – podrapał się w tył głowy – Nie sądziłem, że weźmie to aż tak do siebie.
- Spoko. Nic się nie stało.
- Naprawdę przepraszam. – zmarszczył brwi – Nie chcę, żebyś nadal myślał o mnie, jak o tamtym gówniarzu, którym kiedyś byłem.
                To mnie trochę zaskoczyło.
- Ale to tyle o tym. – podszedł bliżej – Pamiętam. „Nigdy nie spotkaliśmy się w przeszłości”, tak?
                Zmrużyłem oczy. Chciałem wiedzieć, co nim wówczas kierowało, ale…
- Dokładnie tak.
                Wolałem do tego nie wracać.
- Pokaż mi to.
                Ryou zdjął ze mnie koszulkę i zaczął ją oglądać. Poczułem się dziwnie.
- Jeśli będziesz to tak męczył, w życiu nic nie zejdzie. – westchnął, a następnie zajął się plamą.
                Stałem tak przy nim i oglądałem, jak pracują jego dłonie. Miały naprawdę ładny kształt. Chude, ale nie kościste z długimi, prostymi palcami.
- Może i masz rację, ale teraz jej nie założę, bo jest cała mokra.
                Blondyn przerwał pracę.
- Fakt… – przygryzł dolną wargę – A półnagi do nich pewnie nie wrócisz. – skupił oczy na moim torsie.
- No zgaduj. – odwróciłem wzrok.
- Rzeczywiście masz tatuaż… – podszedł bliżej, dotykając mojego podbrzusza.
                Uniosłem jedną brew, nic nie mówiąc.
- Nie rozumiem, co jest tu napisane.
- To łacina. „Cisza jest najpotężniejszą formą krzyku.”
- Wygląda nieźle.
                Chłopak nawiązał ze mną kontakt wzrokowy. Ponownie zrobił tę swoją specyficzną minę, która działała na mnie w dość wyjątkowy sposób.
- Znów jesteś czerwony… – szepnął lekko zdziwiony.
                Nic nie powiedziałem. Byłem równie zaskoczony, co on.
- Zwykły dotyk działa na ciebie w taki sposób? – przechylił łebek na bok – Cóż, to dość zrozumiałe, jeśli jesteś prawiczkiem.
- Nie jestem. – nie przerwałem kontaktu wzrokowego – Miałem kilka dziewczyn. Jedną z nich jest Yuri, ta, co mnie oblała.
- To twoja była? – zdziwił się jeszcze bardziej.
- No.
- Z nią też spałeś?          
                Potwierdziłem.
- Wiesz ty co... – blondyn zmarszczył brwi – Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.
- Wyobrażasz sobie takie rzeczy? – spojrzałem na niego z odrazą – Paskudne.
- N-nie myśl o tym w taki sposób! – położył dłonie na moich ramionach, jeszcze bardziej się zbliżając – Po prostu nie mogę sobie wyobrazić ciebie jako tego dominującego.
                Zatkało mnie.
- To też niedobrze zabrzmiało.
- Więc według ciebie wyglądam jak osoba dominowana?
                Chłopak nie odpowiedział.
- Dlaczego?
- Wiesz… – podrapał się w policzek – Jesteś naprawdę drobny i masz ładną twarz, a jak się zarumienisz to wyglądasz nadzwyczajnie uroczo. No i twój charakter mi jakoś tak pasuje.
                Tak, teraz byłem pewien. Wyraźnie odczuwałem pieczenie własnych policzków. Nie spodziewałem się aż takiej salwy przykładów. Tym bardziej nie spodziewałem się, że zareaguję w taki sposób. Bo to przecież tylko kilka słów, więc dlaczego? Poprzednim razem też stało się coś podobnego, bo Ryou dotknął moich włosów. Czy coś tak banalnego naprawdę mogłoby mieć na mnie aż taki wpływ?
- Właśnie o tym mówię... – wyglądał, jakby ze sobą walczył.
- Nie żeby coś, ale to twoja wina.
- Niby dlaczego? Jedynie odpowiedziałem na twoje pytanie.
- Jak widać to wystarczy. – westchnąłem.
                Blondyn mnie puścił i się odwrócił.
- Wziąłem ze sobą bluzę. Zaraz ci ją przyniosę.
- Okej.
                Chłopak wyszedł, zostawiając mnie samego. Podszedłem do lustra. Miałem bordową twarz. Szybko opłukałem ją chłodną wodą, jednak po chwili walnąłem w umywalkę i zacisnąłem jedną dłoń w pięść.
- Że niby wyglądam na osobę, która jest dominowana? – prychnąłem – Nie jestem przecież gejem.
                Ryou wrócił. Założyłem na siebie bluzę, która była trochę za duża, ale nie narzekałem. To albo robienie za suchoklatesa. Wycisnąłem mokrą koszulkę na tyle mocno, że nie kapała już z niej woda, a następnie wróciłem do reszty. Nie chciało mi się tu dłużej siedzieć. Byłem zdenerwowany, więc pożegnałem się i poszedłem. Ryou chyba został. To dobrze. Miałem czas na przemyślenie kilku spraw. Wróciłem do domu i powiesiłem na kaloryferze nadal mokrą koszulkę. Zdjąłem bluzę blondyna i założyłem coś w swoim rozmiarze. Przeciągnąłem się, a następnie poszedłem do kuchni i zacząłem robić sobie kolację. Nie miałem zbyt wielkiego pomysłu na to, co przygotować, więc postanowiłem dalej bawić się w osobę fit. Zrobiłem sobie sałatkę warzywną. Prócz mnie nie było nikogo w domu, więc wystarczyła niewielka porcja. Zjadłem dość szybko. Lekko uprzątnąłem w kuchni. Kiedy skończyłem, ktoś wrócił. Po chwili z korytarza wyłonił się zmarnowany blondyn.
- Twoja była dziewczyna jest straszna.
                Hmm, więc jednak został z nimi.
- Co zrobiła, że aż tak na nią narzekasz?
- Pocałowała mnie.
- To aż takie złe?
- Nie narzekałbym, gdyby to było chociaż coś przyjemnego, ale ona się po prostu na mnie rzuciła.
- Więc to tak? – odwróciłem wzrok, spoglądając na lodówkę – W takim razie czym jest dla ciebie przyjemny pocałunek?
                Ryou milczał przez chwilę.
- Proszę, Shun, nie prowokuj mnie.
                Spojrzałem na niego lekko zdziwiony.
- Chyba nie rozumiem.
- Może i lepiej. – westchnął.
                Nie pytałem o więcej.
- Twoja bluza leży u mnie na łóżku. Zaraz ci ją przyniosę.
- Spoko, sam sobie wezmę.
- Jak chcesz. – wzruszyłem ramionami.
                Albo mi się wydaje, albo Ryou zmienił swoje nastawienie. Nie żeby mi to przeszkadzało. Chłopak poszedł, a ja zaraz za nim. W końcu nie miałem już nic do roboty w kuchni. Mogłem tam stać bez celu albo wrócić do siebie i porobić coś bardziej pożytecznego. Druga opcja wygrała. Blondyn usiadł na moim łóżku i zaczął nad czymś rozmyślać. Naprawdę go nie rozumiem.
- Przyszedłeś tutaj, by móc pomyśleć o sensie istnienia?
- Też. – zaśmiał się – Ale bardziej interesuje mnie powód, przez który zerwałeś z Yuri.
                Podrapałem się w tył głowy.
- To chyba przez brak zainteresowania. Z każdą tak było.
- I sypiałeś z nimi, mimo iż cię nie interesowały?
                A on dalej o tym?
- W końcu byliśmy ze sobą. Zawsze towarzyszyła jakaś myśl, że może w końcu się zainteresuję.
- Stało się tak?
- Nie.
                Ryou rozdziawił buzię.
- Stałeś się taki z mojego powodu?
                Udałem obojętnego.
- Może. Kto wie. – odwróciłem wzrok – Nawet jeśli, to co?
                Blondyn podniósł się na nogi.
- Wiem, że przeprosiny nie wystarczą, ale naprawdę… żałuję tego wszystkiego.
                Po tym wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Zostałem sam z małym mętlikiem w głowie.

~~~

czwartek, 26 maja 2016

"Shukuteki" - Rozdział 2

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 2.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

                Spędziliśmy w tym parku prawie dwie godziny. Smutne, że to właśnie z nim tam byłem, ale co poradzić. Byłem ciekaw, co chłopak miał do powiedzenia. Wprawdzie nie dowiedziałem się niczego szczególnego. Ryou wypytywał mnie o szkołę podstawową, czy cokolwiek pamiętam, czy pamiętam jego i tak dalej. Nie odpowiadałem bezpośrednio. Nie chciałem, aby blondyn skojarzył mnie z tamtym gnębionym dzieciakiem. Zmieniłem się w ciągu tych paru lat. Tym bardziej zapomniałem o wszelkich przykrościach, jakie mi wówczas sprawiono. Na siłę wyciąłem wszelkie uczucia. Nic już nie czułem. Dosłownie nic.
                W domu znalazłem się dopiero około północy. Mama nie spała. Czekała na mnie. Zapytała mnie, co o tym wszystkim myślę. Wyznałem szczerze, że nie mam nic przeciwko ich związkowi. Przecież nie sprawiali mi tym żadnej krzywdy. Jedynym problemem mógłby być dla mnie Ryou, ale przecież równie dobrze mogę ignorować jego osobę. Nawet jeśli z początku zareagowałem w dość specyficzny sposób, kiedy go zobaczyłem, szybko zrozumiałem, że popełniam błąd. Nie mogę znowu zacząć przepełniać swych myśli przeszłością. Było, minęło i teraz jest dobrze.
                Nie mogłem zasnąć. Czułem się dziwnie i w wyniku nawet na sekundę nie zmrużyłem oka. Stoczyłem się z łóżka około piątej nad ranem i odpaliłem komputer. Aby jakoś zbić czas, zająłem się programowaniem. Dwie godziny minęły tak o. Zacząłem się przygotowywać. Szybki prysznic, narzucenie na siebie jakichś ubrań i ułożenie włosów. To ostatnie nie należało może do zbyt męskich czynów, ale co poradzić, miałem tak wkurzające kłaki, że po godzinie leżenia wszystkie kosmyki wywijały się w każdą możliwą stronę. W życiu nie pokazałbym się tak publicznie. Nie ze względu na innych, raczej na siebie.
                Na dziedzińcu uniwersytetu znalazłem się jeszcze przed czasem. Usiadłem na ławce i odetchnąłem, zaczynając grzebać w torbie. Wyjąłem książkę i otworzyłem ją na stronie, na której ostatnio skończyłem czytać. Był to thriller opowiadający o mężczyźnie z zamiłowaniem do zapachu. Tworzył perfumy z ludzkich ciał, jednak nie mógł znaleźć tej idealnej woni. Do czasu, oczywiście. Zdążyłem przeczytać jedynie dwa rozdziały. Nie wiedzieć czemu, książki czytałem dość wolno. Być może przywiązywałem dość dużą uwagę do pojedynczych słów, kto wie.
                Zebrałem się i poszedłem do sali, w której miałem mieć wykłady. Zająłem miejsce z tyłu i westchnąłem. Chwilę później pomieszczenie było praktycznie zapełnione. Zadziwiała mnie obecność tych ludzi. Sądziłem, że większość będzie raczej olewać zwykłe wykłady. Myliłem się, jak widać. Obok mnie usiadło dwóch chłopaków i jakaś dziewczyna. Z początku strasznie się we mnie wpatrywała. Trochę mnie to irytowało. Może nie powinienem tak myśleć, bo kiedy tylko poprosiłem w myślach, aby przestała, zaczęła coś do mnie mówić. Pytała o moje zainteresowania i cele w życiu. Odpowiadałem na takie typowe ‘odwal się’, jednak nawet to jej nie zniechęciło. Kiedy przyszedł profesor, kobieta zajęła się wykładem. Przez cały czas notowała jego słowa. Też to robiłem, ale nie zapisywałem wszystkiego, co mężczyzna mówił. Może podchodziła do nauki bardzo poważnie?
                Po wykładach mogłem pójść do domu. Nie udało mi się tego zrobić od razu, gdyż znowu zostałem przez kogoś zagadany, a spławienie tej osoby było wyjątkowo ciężkie. Kiedy w końcu uwolniłem się i wyszedłem z budynku, pomyślałem, że towarzyszy mi dzisiaj jakieś złe fatum.
- Oh… Shun. – powiedział, podchodząc do mnie.
                Ryou… Proszę, nie mówcie, że on naprawdę się tutaj uczy.
- Czego chcesz? – zapytałem, marszcząc brwi.
                Blondyn nie ukrywał zdziwienia. Zaśmiał się nerwowo, odwracając wzrok.
- Chyba za mną nie przepadasz... – podrapał się w tył głowy.
                No, ciekawe czemu.
- Mógłbyś przynajmniej udawać, że się dogadujemy. Jeśli mamy razem mieszkać, to…
- Czekaj, co? – przerwałem chłopakowi, spoglądając na niego – Jak to razem mieszkać?
- Nic ci nie powiedzieli?
                Zmrużyłem oczy.
- O czym?
- W weekend wszyscy wprowadzamy się do jednego domu. Jest całkiem blisko tego uniwerku. – wskazał na budynek.
                Więc dlatego odradzała akademik…
- Ona naprawdę… – westchnąłem, łapiąc się za głowę.
- Nie do końca rozumiem, co cię tak dziwi. – przechylił łebek na bok – Przecież to logiczne, że będziemy razem mieszkać, skoro nasi rodzice mają się pobrać.
- Tak, wiem. – przewróciłem oczami.
                Po prostu nie sądziłem, że to nastąpi tak szybko.
- No więc… wracając do naszego pierwotnego tematu…
                Uniosłem jedną brew, pierwszy raz nawiązując kontakt wzrokowy z blondynem.
- Myślę, że najlepiej by było, gdybyśmy chociaż udawali, że się dobrze dogadujemy.
- Dlaczego?
- Dla dobra rodziców. – posmutniał – Nie wiem, jak było z twoją mamą, ale mój ojciec przez bardzo długi czas nie mógł sobie nikogo znaleźć po rozwodzie. Ucieszyłem się, że w końcu udało mu się poznać odpowiednią kobietę.
                Ma trochę racji. Mama również miała problemy z drugą połówką po śmierci ojca.
- Tak odbiegając od tematu… Mój ojciec się rozwiódł, ale jak z twoją mamą? To samo?
- Nie.
- Więc co się stało z twoim…
- Zmarł. – powiedziałem bezpośrednio.
                Chłopak rozdziawił buzię.
- Wybacz… Brakuje mi taktu.
                Nie tylko tego ci brakuje.
- W porządku. – westchnąłem – To nic wielkiego. Nie będę przecież płakać.
                Blondyn zmarszczył brwi.
- Zrobiłeś się naprawdę oziębły.
                Spojrzałem obojętnie na Ryou.
- Mówisz tak, jakbyś mnie wcześniej znał.
- Wiem o wszystkim, Shun. – założył ręce na klatce piersiowej – Przepisałeś się w piątej klasie. Do tego czasu chodziłeś do tej samej podstawówki, co ja. Ba, byliśmy w jednej klasie.
- Skąd ta pewność?
- Rozmawiałem dziś z twoją mamą.
- Dlaczego?
- Zaprosiła mnie, aby zapytać, czy naprawdę się znaliśmy. Doszedłem do wniosku, że to rzeczywiście ty.
                Odwróciłem wzrok.
- Wybacz, nic nie kojarzę.
                Oczywiście skłamałem.
- Naprawdę tak jest? Czy tylko mówisz to, żeby uniknąć tematu?
                Zdenerwowałem się.
- Posłuchaj mnie. Chcesz się dobrze dogadywać, prawda? Więc przestań wypytywać o te rzeczy.
- Dlaczego? Czy nie lepiej byłoby, gdybyśmy…
- Nie. – przerwałem blondynowi – Sam słyszałeś. Musiałem się przepisać, bo miałem problemy z psychiką przez chłopaków z klasy. – zmrużyłem oczy – Oznaczałoby to, że byłeś jednym z nich. Nie ma mowy, abyśmy mogli się dogadywać po tym wszystkim.
                Ryou chciał coś powiedzieć, jednak darował sobie.
- Więc jeśli nie chcesz, aby tak było, przestań pytać. Zostańmy przy wersji, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. Tak będzie najwygodniej.
                Po tym odwróciłem się i poszedłem do domu, zostawiając chłopaka w osłupieniu. Niczego nie udawałem. Naprawdę nie mogłem go strawić. Mimo iż puściłem w zapomnienie to wszystko, pewne rzeczy nadal się mnie trzymają i po prostu nie mogę się do niego przekonać. Dla dobra związku mamy będę udawać, że go lubię, ale to wszystko. Niech nikt na szczerą sympatię nie liczy.
- Shun, pomożesz Yukiemu z zadaniem domowym? – zapytała mama, kiedy znalazłem się w domu.
- Pewnie.
                Zdjąłem buty i poszedłem do pokoju brata. Siedział przy biurku i wpatrywał się w zeszyt ze zmarnowanym wyrazem twarzy.
- Z czym masz taki problem?
                Chłopak pokazał mi rysunki figur geometrycznych. Musiał po prostu policzyć ich pole.
- Przecież to proste. – westchnąłem – Wystarczy, że podstawisz te wartości do wzoru i policzysz.
- Nie znam wzorów. – nadął policzki.
- Przecież masz tutaj wypisane te wszystkie podstawowe. – wskazałem na jedną ze stron w podręczniku – Nauczysz się i będziesz miał z głowy.
- Nie lubię matematyki. – posmutniał.
- Ją trzeba zrozumieć. – podrapałem się w tył głowy – Kiedy to zrobisz, wszystko okaże się proste.
- Łatwo ci mówić, bo jesteś w tym dobry. – założył ręce na klatce piersiowej – Dla mnie to jest trudne.
- Poczekaj do momentu, aż będziesz mieć rozszerzenie. – szepnąłem pod nosem, a następnie napisałem bratu na kartce wszystkie wzory, jakie będą mu potrzebne do zadań – Masz. – podsunąłem chłopakowi zeszyt – Zamiast ‘a’ wpisujesz tę liczbę, a zamiast ‘b’ tę. – wskazałem na poszczególne wartości – Później mnożysz i po sprawie. – zerknąłem na chłopaka – Jak mi powiesz, że nadal tego nie rozumiesz, to cię walnę.
- Dobra, dobra, już wiem. – nadąsał się – A jak mam takie coś z kreską pomiędzy, to co zrobić?
- To ułamek. – zmarszczyłem brwi – Słuchasz w ogóle na tych lekcjach, co mówią nauczyciele? – wziąłem głęboki wdech – Jeśli masz taki ułamek przed liczbą, to dzielisz ją na pół.
- Dlaczego?
                Złapałem się za głowę.
- Bo to ma być połowa. Pół. Połówka.
                Chłopak lekko się uśmiechnął, jednak po chwili spoważniał.
- Ty mały… – przygryzłem dolna wargę – Przestań udawać idiotę. Skoro wiesz, jak to zrobić, to zrób, a nie mnie męczysz.
- Wybacz, od czasu do czasu muszę cię zdenerwować. – wytknął mi język – Inaczej w ogóle byś nie pokazywał żadnych emocji.
                Zmrużyłem oczy.
- Rozwiąż i będziesz miał z głowy.
                Podniosłem się z miejsca i poszedłem do siebie. Nie miałem na nic ochoty, więc się zdrzemnąłem na dwie godziny. Po tym czasie obudziła mnie mama i powiedziała, żebym zszedł na obiad. Nie powinno jej być o tej porze w domu. Poszedłem za nią do jadalni i zastałem swoje utrapienie. Westchnąłem i zająłem miejsce obok blondyna, bo tylko to było wolne. Ren zapytał mnie o samopoczucie. Odpowiedziałem szczerze. Nie miałem żadnych problemów z jego obecnością. Wydawał się być bardzo w porządku. Z czasem zacząłem odczuwać dyskomfort, gdyż Ryou ewidentnie się we mnie wpatrywał. Chwilę później przejechał dłonią po moich włosach. Spojrzałem na niego ze zdezorientowaniem.
- Kilka kosmyków odstaje ci w tym miejscu.
- Możliwe, chwilę temu jeszcze spałem.
                Blondyn przełknął ślinę, przenosząc wzrok na moje usta. W dalszym ciągu jego dłoń dotykała mojej twarzy.
- Rumienisz się. – powiedział zdziwiony.
                Eh?
- … – nic nie powiedziałem.
                Spojrzałem na swój talerz. Prawie nic nie zjadłem. Mimo to poniosłem tyłek z krzesełka.
- Zaraz wrócę.
                Poszedłem do łazienki. Od razu spojrzałem w lustro. Miałem zaczerwienione policzki. Zakryłem połowę twarzy dłonią. 
 
                 Jestem chory? Nie ma najmniejszej możliwości, żebym się zawstydził czymś takim. Nie przez niego. Przemyłem twarz chłodną wodą i wróciłem do rodziny. Nie zjadłem zbyt wiele. Ostatnio mięso mnie odpychało. Kiedy wszyscy skończyli, poszedłem do swojego pokoju, a za mną oczywiście przyszedł Ryou.
- Masz sporo książek.
- Lubię czytać.
                Chłopak usiadł na moim łóżku. Przeciągnął się i zerknął na stertę notatników.
- Właśnie, jesteśmy na tym samym uniwerku, ale chyba jeszcze na ciebie ani razu nie wpadłem…
- Idę w kierunku programisty. Prawie wcale nie opuszczam swojego wydziału. Prawdopodobnie to jest powód.
- Programista? – zdziwił się – To dość ciężkie.
- Ale właśnie to mnie interesuje. – podszedłem do komputera – Chyba dobrze jest robić coś, co się lubi, nawet jeśli to trudne.
                Usiadłem na krzesełku i spojrzałem chłopaka. Wyglądał na zainteresowanego.
- Co cię tak cieszy? – zmarszczyłem brwi.
- W końcu coś o sobie powiedziałeś. – uśmiechnął się – Martwiłem się, że nadal będziesz taki zdystansowany i nie będę miał okazji cię poznać.
- Dlaczego tak ci na tym zależy? – przechyliłem łebek na bok, nie rozumiejąc intencji chłopaka.
- Chciałbym po prostu wiedzieć o tobie więcej.
                Wyraz twarzy blondyna poruszył mnie w pewien sposób. Nerwowo odwróciłem wzrok i włączyłem komputer.
- Przecież to nie jest potrzebne.
- Czyżby? – wyprostował się.
- Możemy ograniczyć się do zwykłej relacji. Tak będzie najprościej.
- Chyba jednak pozostanę w swoim przekonaniu.
                Prychnąłem.
- Próbuj, a może ci się uda.
                Oczywiście nie miałem tego na myśli. Nie chciałem, aby Ryou starał się o jakąś lepszą relację między nami. Byłoby to kłopotliwe. Niestety, postawa blondyna wskazywała na to, iż wziął to do siebie i nie odpuści. Wieczorem poszedł do siebie, zabierając zadowolonego ojca. Zostałem sam. Przebrałem się i usiadłem na łóżku. Westchnąłem i runąłem plecami na miękki materac.
- Chyba nie powinienem być dla niego miły. – burknąłem pod nosem, a następnie przewróciłem się na lewy bok i zamknąłem oczy.
                Przez kolejne dwie dobry moje dni wyglądały praktycznie tak samo. Wspólne obiadki czy kolacyjki z Renem i Ryou były już chyba normą. Nie przeszkadzałoby mi to tak bardzo, gdyby nie stosy pytań od blondyna. Chłopak naprawdę nie przestawał się starać.
                W końcu nadszedł weekend. Od rana byłem na nogach i pakowałem wszystkie rzeczy do pudeł, a później jeszcze je wynosiłem do ciężarówki. Skończyliśmy dopiero wieczorem. Mama pogasiła wszystkie światła i wyszła z bratem na zewnątrz. Ja zostałem jeszcze chwilę. Poszedłem do swojego pokoju i westchnąłem. Trochę przyzwyczaiłem się do tego miejsca. W końcu spędziłem tu kilkanaście lat. Ale nie miałem co rozpaczać. Nowy dom miał być bliżej uniwersytetu, co byłoby dla mnie o wiele bardziej korzystne, gdyż nie musiałbym codziennie dojeżdżać autobusem. Wyszedłem z mieszkania i dołączyłem do rodziny, a następnie wsiadłem do taksówki i pojechałem do swojego nowego domu.

~~~

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic