sobota, 21 listopada 2015

"Saved by you" - Rozdział 30.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 30. 


~~~

                Przez resztę tygodnia starałam się spędzać tyle czasu z przyjaciółmi, ile tylko mogłam. Nawet Isei starał się ze mną rozmawiać tak, jak wcześniej. Sądziłam, że po tym wyznaniu między nami będzie panowała dość dziwna atmosfera, ale jak widać myliłam się. I bardzo dobrze. Cieszę się, że mogę w dalszym ciągu rozmawiać z brunetem, jakby nic się nie wydarzyło. Tsuki nie wyglądał, jakby go to denerwowało. Chyba zdał sobie sprawę, że nie będę patrzeć na innych w „ten” sposób.
                Podczas przerwy na lunch udałam się do biblioteki. Chciałam oddać wszystkie książki, które wypożyczyłam jakiś czas temu, by później nie mieć z tym problemu. Podczas rozmowy z kobietą odpowiedzialną za książki, dostrzegłam kątem oka Kaito. Chłopak stał przy regałach z książkami o tematyce mitycznej. Wyglądał na bardzo zainteresowanego, więc po dokonaniu wszystkich formalności, podeszłam do niego.
- Nie wiedziałam, że interesujesz się czymś takim.
- Ja też nie. – odpowiedział, nie odrywając wzroku od książki – Ale muszę napisać pracę na ten temat. Rin polecił mi tę książkę, która swoją drogą jest dość… wciągająca.
- Rin wie coś na ten temat? – nie ukrywałam zdziwienia.
- Prawda? – spojrzał na mnie – On był akurat ostatnią osobą, po której spodziewałbym się pomocy przy tym temacie.
                Przypomniałam sobie, że Kaito podoba się Jessice. Może to dobra okazja, aby jakoś ich do siebie zbliżyć?
- Wiesz, jeśli będziesz miał jakieś problemy z napisaniem tego, możesz zwrócić się do naszej blondwłosej koleżanki. Zna się na pisaniu takich prac. Mówiła, że sama coś tworzy w wolnym czasie.
                Wyraz twarzy chłopaka zaczął wyrażać coraz większe zainteresowanie.
- Więc może powinienem poprosić ją o pomoc... – podrapał się w tył głowy – Szczerze to nie najlepiej sobie radzę z pracami pisemnymi... – westchnął.
                Poszło łatwiej, niż mogłabym się spodziewać!
- Ale… czy się zgodzi?
- Jestem pewna, że pomoże ci bez wahania. – machnęłam dłonią – Najlepiej zapytaj ją o to przed lekcją. Im szybciej, tym lepiej, nie?
                Chłopak uśmiechnął się pogodnie.
- Dzięki za pomoc, Yumi. To ja lecę ją znaleźć.
- Chyba jest na stołówce z Futabą i resztą, ale głowy nie dam sobie uciąć.
- Okej.
                Chłopak przed wyjściem odłożył książkę na półkę twierdząc, że później po nią wróci, a następnie wyszedł. Cóż, może wyjdzie i Kaito dostrzeże, że podoba się Jessice. Wydaje mi się, że tworzyliby dość niezłą parę.
                Podczas powrotu do klasy złapał mnie Satoru. Do rozpoczęcia lekcji pozostało jeszcze trochę czasu, więc chłopak zabrał mnie do pokoju samorządu. Na miejscu nie było nikogo, prócz naszej dwójki. Nawet Kou gdzieś zniknął, a zawsze tutaj przesiadywał. Zdarzało się, że nawet podczas lekcji.
- Coś się stało, Satoru?
- Chciałem zapytać o twoje wypisanie ze szkoły. Rozmawiałem z panią dyrektor i ponoć wszystko zostało już zakończone.
- Tak. – potwierdziłam – Jestem już oficjalnie wypisana ze szkoły.
- Więc… co tutaj nadal robisz? – zmarszczył brwi w geście niezrozumienia.
- Opuszczam Japonię dopiero w weekend. Nie chcę marnować czasu w domu, więc chcę te ostatnie dni spędzić z przyjaciółmi. – uśmiechnęłam się beztrosko.
- Normalnie siedzisz na lekcjach? – zapytał.
- Tak. – skinęłam łebkiem.
- Dziwaczka. – cicho się zaśmiał.
                Nadęłam policzki. Satoru zawsze mówił rzeczy tego typu.
- Cóż… Muszę podziękować ci za twoją ciężką pracę. – wyciągnął dłoń w moją stronę – Dobrze się z tobą pracowało w samorządzie.
- Co z tobą… – uścisnęłam dłoń chłopaka – Przecież jeszcze nie wyjeżdżam.
- Tak, ale teraz raczej nie będziemy mieli okazji, aby się widywać. – przymrużył oczy z uśmiechem – Masz swoich przyjaciół i to z nimi musisz też spędzać najwięcej czasu.
- Przecież ty też jesteś moim przyjacielem.
                Blondyn uniósł do góry brwi. Wyglądał na nieźle zaskoczonego. Po chwili jego twarz zrobiła się trochę czerwona. Czy Satoru mógłby się zawstydzić przez takie słowa…?
- C-cóż, nie spodziewałem się tego, ale… dzięki. – wbrew pozorom wyglądał na szczęśliwego.
                Po tej rozmowie musiałam wrócić do klasy. Samorząd miał swoje obowiązki, a ja nie chciałam im dłużej przeszkadzać. Jessica po zobaczeniu mnie od razu zaczęła opowiadać, że Kaito poprosił ją o pomoc. Wyglądała na szczęśliwą. Cieszę się, że mogłam jej choć trochę pomóc. Do końca zajęć skupiłam się tylko na dziewczynach. Z Tsukim umówiłam się na wieczór. Zaplanowaliśmy wyjście do kina. Nie mogę się doczekać.
- Eh? – zerknęłam zdziwiona na wyświetlacz telefonu.
                Dostałam nową wiadomość od taty. Po odczytaniu trochę się zdziwiłam. Napisał, że lot się przesunął i od dzisiaj mam zacząć się pakować, ponieważ będziemy wylatywać do Anglii w piątek. Przecież to dzień balu…
- Yumi, wszystko w porządku? – zapytała Futaba, dostrzegając mój zmieszany wyraz twarzy.
                Uśmiechnęłam się szybko, rozwiewając jej wątpliwości, po czym powiedziałam:
- Jasne.
                Nie chcę jej tym zamartwiać. Postaram się przyjść na bal choćby na chwilę.

~~~

                Tsukiemu również jeszcze nie powiedziałam o przesuniętym locie. Po skończeniu zajęć zajęłam się pakowaniem walizek. Nie chciałam zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, choć do piątku nie zostało wiele czasu. Z blondynem spotkałam się dopiero późnym wieczorem. Od razu poprawił mi się humor. Rozmowy z chłopakiem potrafiły niesamowicie odprężyć. Wszystko przychodziło nam tak naturalnie, że naprawdę było mi przykro z powodu tego wyjazdu. Ale nie mogłam nic z tym zrobić.
                Do kina poszliśmy na jakiś film fantastyczny. Tsukiego interesowała taka tematyka, więc również chciałam to zobaczyć. Film miał dość prostą fabułę, wręcz schematyczną, jednak nie mogłam powiedzieć, że był zły. Przyjemnie spędziliśmy czas, więc nie chciałam narzekać. Na końcu poszliśmy coś zjeść. Znów wylądowaliśmy na naleśnikach. To raczej była dla nas taka codzienność.
Kto by pomyślał, że aż tak się zmienię…
- Do zobaczenia jutro, Yumi.
                Na pożegnanie pocałował mnie w policzek i posłał mi ciepły uśmiech. Odwzajemniłam go i weszłam do domu. Zjadłam niewielką kolację z rodziną i położyłam się spać. Miałam zamiar powtórzyć wszystko, co zrobiłam dzisiaj przez następne kilka dni. Będzie mi ich wszystkich bardzo brakować.

~~~

                Dzień przed wyjazdem spotkałam się z całą paczką najbliższych przyjaciół, by powiedzieć im prawdę. Był już wieczór i wszyscy siedzieliśmy w parku przy fontannie. Dziewczyny chlapały się wzajemnie chłodną wodą, a chłopcy byli nad wyraz spokojni. Wszyscy wyglądali tak beztrosko…
- Wiecie… – zaczęłam, spoglądając w dół – Chciałam wam o tym powiedzieć wcześniej, jednak nie wiedziałam, jak to zrobić…
- Coś się stało? – zapytała Futaba, po chwili marszcząc brwi – Chodzi o twój wyjazd, prawda…?
- Tak. – kiwnęłam łebkiem – Przełożyli lot i już jutro opuszczam Japonię. – przybrałam dość smutny wyraz twarzy.
- Naprawdę…?
                Wszyscy wyglądali na zdziwionych.
- W takim razie nie będzie cię na balu? – zapytał Tsuki – Naprawdę chciałem tam z tobą pójść.
- Postaram się przyjść. Choćby na chwilkę. – uśmiechnęłam się lekko – Obiecuję, że będę.
- Miło byłoby ten ostatni raz porozmawiać w takiej „wyjątkowej” atmosferze. – wtrącił Isei.
- Jaki ostatni raz. – Futaba zdzieliła mu po głowie – Wyjazd Yumi to nie koniec świata. W obecnych czasach technologia rozwinęła się na tyle, że nawet dzieląca nas odległość nie będzie przeszkadzać w kontakcie.
- To prawda. – dodała Jessica – Więc już tak nie dramatyzujcie, że to ostatni raz.
- Dziękuję, dziewczyny…
- Bal zaczyna się o osiemnastej. Pamiętaj. – powiedział Tsuki – Będziemy na ciebie czekać.
- Dobrze. – pokiwałam głową – Z pewnością przyjdę.

~~~

                Ten dzień w końcu nadszedł. Już z rana zaczął boleć mnie brzuch, co tylko mogło zwiastować niepowodzenie. Przez kilka kolejnych godzin kończyłam pakowanie się, jak i sprawdzanie, czy zabrałam wszystkie swoje książki. Czułam niesamowity stres. Czegoś się nawet obawiałam, jednak wiedziałam, że wszyscy są ze mną, więc nie chciałam sobie zaprzątać tym głowy. Wiedziałam, że wszystko dobrze się potoczy. Dzięki wsparciu przyjaciół mogłam mieć tę pewność.
                O szesnastej wszystko robiło się coraz bardziej napięte. Widziałam rozmawiającego przez telefon tatę, który nie wyglądał najlepiej. Po zakończeniu rozmowy powiedział, że to nic takiego, po prostu przesunęli godzinę lotu na wcześniejszą bez wcześniejszej konsultacji. Trochę się tym zmartwiłam.
- O której godzinie… będziemy wylatywać?
- O dziewiętnastej. Niedługo będziemy musieli się przez to zbierać.
- Tak wcześnie? – rozdziawiłam usta – Czy… czy moglibyśmy pojechać w jedno miejsce, zanim udamy się na lotnisko…?
- Wydaje mi się, że tak, ale będziemy musieli się streszczać.
- O osiemnastej jest bal w mojej szkole…
- Osiemnastej? – nie wyglądał na zbyt zadowolonego – To będzie mógł być problem…
- Tak myślisz…? – od razu zachciało mi się płakać – Nie moglibyśmy pojechać tam choćby na moment…?
- Lotnisko nie jest tak blisko… A jeśli trafimy na korki, nie będzie zbyt dobrze.
                Jestem pewna, że w tej chwili wyglądałam na niesamowicie przybitą. Tata musiał to chyba dostrzec, ponieważ po chwili namysłu głośno odetchnął i oznajmił, że postara się tam pojechać, jednak będę mogła tam zostać tylko kilka minut.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się, ocierając łzy – To dla mnie naprawdę bardzo ważny dzień. – przymrużyłam oczy.
- Zauważyłem. – westchnął – To wszystko przez te problemy z lotniskami w innych krajach. Odwołują mnóstwo lotów, przez co pozostałe są przekładane.
- Nie można nic z tym zrobić?
- Niestety. – pokręcił głową.
                Chociaż tyle, że będę mogła pokazać się na balu. To mi wystarczy.
                Dochodziła osiemnasta, a wszystkie bagaże były już spakowane do taksówki. Siedziałam już na tylnym miejscu pełna nerwów. Wysłałam Tsukiemu wiadomość, aby razem z innymi czekali na mnie przy wejściu, ponieważ przyjadę tylko na chwilę i nawet nie będę miała czasu, by coś zjeść lub zatańczyć. Przed wyjazdem pożegnałam się jeszcze z babcią i dziadkiem, a następnie wyjechałam wraz z tatą, cudem powstrzymując łzy. Ulice nie wyglądały na jakoś wyjątkowo przepełnione, więc wydawało mi się, że unikniemy korków. Do szkoły jechaliśmy niecałe dziesięć minut. Po dotarciu na miejsce było już po osiemnastej. Przez szybę od razu dostrzegłam Tsukiego stojącego przy wejściu do szkoły. Otworzyłam drzwi i wybiegłam z samochodu.
- Tsuki! – krzyknęłam, machając do chłopaka.
- W końcu jesteś. – uśmiechnął się, mocno mnie obejmując – Tak się cieszę, że dałaś radę. – zamknął oczy – Dziewczyny martwiły się, że przez kolejne przesunięcie lotu nie będziesz w stanie się tu zjawić, ale jednak…
- Na szczęście dałam radę. – wzięłam głębszy wdech – Za chwilę będę musiała jechać, dlatego… chcę już wszystkich zobaczyć.
- W porządku!
                Usłyszałam donośny, radosny głos Futaby. Spojrzałam w bok, a tuż za dziewczyną zobaczyłam mnóstwo znajomych twarzy. Nawet Nanami się pokazała. A już straciłam nadzieję, że będziemy mogły porozmawiać… Futaba naprawdę się postarała.
- Abyś nas pamiętała! – wręczyła mi dość spory, jak i ciężki album i pudło, które po chwili przejął Tsuki – To nasze wspólne pamiątki. Zdjęcia, figurki i takie tam. Jestem pewna, że będą ci nas przypominać.
- Izumi… – rozkleiłam się – Dziękuję ci. – od razu rzuciłam się jej na szyję.
                Pozostałe dziewczyny również postanowiły dorzucić coś od siebie. Byłam naprawdę szczęśliwa. Nie mogłam powstrzymać łez.
- Yumi. – Isei stanął tuż przede mną, po czym mocno mnie objął – Mam nadzieję, że spotka cię wiele dobrego.
                Trochę się tym zdziwiłam, jednak czułam potrzebę przytulenia chłopaka. Obdarowałam go naprawdę mocnym uściskiem. Tsuki nie wyglądał na złego, wręcz przeciwnie. Uśmiechał się. Chyba każdy rozumiał powagę sytuacji.
- Będziemy za tobą tęsknić. – kilka osób powiedziało jednocześnie.
- Ja za wami też. – uśmiechnęłam się szeroko, przechylając łebek na bok.
                Tsuki pomógł zanieść mi te wszystkie rzeczy do taksówki. Położyłam pudło i inne przedmioty na miejscu obok swojego, a następnie obróciłam się w stronę chłopaka. Blondyn wplótł jedną dłoń w moje włosy, po czym czule mnie pocałował. Poczułam napływające do mojego wnętrza szczęście. 


- Tylko czekaj. – powiedział pewnie – Nie będziesz sama w Anglii.
                Otworzyłam szeroko patrzałki.
- Tak, jak ty obiecałaś, że dzisiaj tutaj będziesz, tak jak obiecam, że z czasem do ciebie dołączę.
- Tsuki…
- Nie bądź smutna i staraj się uśmiechać tak często, jak tylko możesz.
                Wywinęłam kąciki ust ku górze.
- Tak.
                Ostatni raz pocałowałam Tsukiego, po czym wsiadłam do samochodu i zamknęłam drzwi. Jedynie machałam wszystkim znajomym, kiedy samochód odjeżdżał. Mimo napływających do oczu łez, nie byłam w stanie przerwać uśmiechu.
- Do zobaczenia, Tsuki. – powiedziałam do siebie łamliwym głosem – Będę czekać.
                Ponieważ jestem pewna, że w końcu się zjawisz.

~~~
 kuniec

"Something I didn't know" - Rozdział 23.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 23.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

                Letnie wakacje w końcu dobiegły końca. W akademii Yonsei rozpoczął się drugi semestr. Jakiś tydzień po powrocie do zajęć i nauki, w szkole ogłoszono pewien konkurs. Szczegółów nie podano, jedynie powiedziano, aby dobrać się w pięcioosobowe grupy. Chłopcy mieli dwa tygodnie na zapis, dlatego też nikt z początku nie zawracał sobie tym głowy.
                 Luke nie miał żadnych problemów z powrotem do zajęć. W końcu w trakcie letnich wakacji nie robił nic szczególnego, co zmieniłoby jego podejście. Na pierwszych zajęciach Eun Soo zrobił test. Kiedy Hamilton go napisał, oddał kartkę brunetowi, po czym zerknął na ławkę Woo Hyuna. Szatyna nie było w szkole. Znowu. Blondyn martwił się o kolegę. Starał się go budzić codziennie, jednak za każdym razem po jego wyjściu brązowowłosy zasypiał na nowo i przychodził dopiero na końcowe lekcje. Problemy wynikające z takiego podejścia były pewne.  
- Do końca lekcji zostało niewiele czasu. Macie teraz trochę wolnego. – powiedział, po czym wyszedł z klasy.
                Kilku nastolatków odetchnęło z ulgą. Zaraz po tym słychać było szur krzeseł i ławek.
- Mam dla was całkiem niezłe wieści. Podsłuchałem rozmowę dwóch nauczycieli i ponoć pod koniec miesiąca do szkoły ma dołączyć nowa, młodziutka pielęgniarka! – powiedział jeden z chłopaków, nie ukrywając wielkiej radości.
- Poważnie? Nie usłyszałeś czegoś błędnie?
- Nie, nie. – pokręcił łebkiem – Jestem pewien, że dobrze usłyszałem. Jeden się wzburzał i mówił coś w stylu „ledwo, co studia ukończyła”.
- Hmm, jeśli będzie niezła, to być może celowo będę się ranił.
- Idiota. – trójka chłopaków dość głośno się zaśmiała.
                Luke położył głowę na ławce i cicho westchnął. Tego typu rozmowy kolegów z klasy nie robiły już na nim żadnego wrażenia. Praktycznie zawsze gadali o tym samym.
- Tak w ogóle… ma któryś z was jakieś wieści od Jae Hoona?
                To pytanie trochę zainteresowało Hamiltona. Chłopak był nieźle zdenerwowany na czerwonowłosego za to, co powiedział jakiś czas w stronę Eun Soo, jednak chciał wiedzieć, co go do tego skłoniło. Wcześniej nie mieli okazji, gdyż atmosfera była dość napięta, ale teraz, po małym upływie czasu, blondyn prawdopodobnie nie miałby z tym żadnego problemu.
- Nie. – pokręcił łebkiem – Wydaje mi się, że może mieć kłopoty przez tę kłótnię z Eun Soo. – wyjął z torby soczek.
- Też tak myślę. Eun Soo pewnie poszedł poskarżyć się dyrektorowi. Jae Hoon raczej łatwo się nie wywinie. To nie pierwszy taki incydent…
- A mi się wydaje, że właśnie nic mu nie zrobią. – wtrącił pewnie chłopak w okularach.
- Co masz przez to na myśli?
- Jest wnukiem dyrektora, więc wynik jest oczywisty. – przewrócił oczami – Wystarczy, że pstryknie palcami i już sprawa będzie załatwiona, rzecz jasna z korzyścią dla niego. Tak to już jest.
- Skąd ta pewność, co? – nastolatek uniósł do góry jedną brew.
- Chodziłem z nim do jednego gimnazjum. Już w pierwszej klasie pozbawił pewnego nauczyciela posady. – uśmiechnął się kpiąco – Nie chwalił się wam? Przecież to tak bardzo w jego stylu… Widać, jak bardzo ceni znajomych. Chociaż co tu się dziwić, zawsze tak było. W gimnazjum też miał kumpli tylko wtedy, gdy ich potrzebował. Normalnie był sam. – wlepił wzrok w ścianę – Zawsze spoglądał na innych z góry.
                Blondynowi coś się nie zgadzało. Jae Hoon trochę mu o sobie opowiadał, więc to, co mówił ciemnowłosy chłopak było dla niego dziwne. Nie wiedział tylko, że czerwonowłosy jest wnukiem dyrektora, jednak to było całkiem zrozumiałe. W końcu ta informacja wywołałaby dość spore zamieszanie nie tylko w klasie, ale i w całej szkole.
- Dyrektor jest jego dziadkiem? – powtórzył inny chłopak z zaskoczeniem – Nie miałem pojęcia.
- Ktokolwiek z was wiedział? – zwrócił się do całej klasy, jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi – Tak myślałem. – uśmiechnął się, czując satysfakcję – Teraz już wiecie, jak jest. Założę się, że on nigdy nie uważał was za…
- Daj już spokój. – powiedział blondyn, podnosząc łebek z ławki.
- Ooh, odezwał się i Hamilton. – spojrzał na chłopaka – Jesteś pewien, że chcesz stanąć w obronie Jae Hoona? Zapomniałeś już, co ostatnio powiedział do twojego wspaniałego Eun Soo?
                Luke uniósł do góry jedną brew.
- „Mojego wspaniałego Eun Soo?” – powtórzył z niewielkim uśmiechem.
                „Jae Hoon mówił na wycieczce o jakiejś osobie, która rozsiała tę plotkę…” – lekko zmarszczył brwi – „Czy to… może być jego sprawka?” – pomyślał.
- Nie o nauczycielu teraz mowa.
- Więc o kim? – zapytał, robiąc kilka kroków w stronę ławki Hamiltona – Wydawało mi się, że chwilę temu o wspominałem o Eun Soo, więc dlaczego uważasz, że to nie o nim mowa?
- Nie skupiaj się tak bardzo na pojechaniu drugiej osobie, bo sam na tym ucierpisz. – przymrużył oczy – Skończ rozgadywać te głupoty i zajmij się sobą.
- Głupoty? – powtórzył sztucznie zdziwiony – Nie wierzysz, że jest wnukiem dyrektora?
- Co do tego nie mam pewności, więc się nie wypowiadam. – przymknął oczy – Nie rozumiem raczej, dlaczego tak bardzo starasz się przedstawić go w złym świetle. Zazdrość? – nawiązał kontakt wzrokowy z chłopakiem – Czy może jakiś rodzaj zemsty?
                Ciemnowłosy prychnął.
- Dlaczego miałbym mu czegoś zazdrościć?
- Dlaczego miałbyś rozgadywać tego typu rzeczy? – uniósł do góry brwi – Tylko ty znasz odpowiedź na te dwa pytania.
- Mówisz to tak pewnie, jakbyś o wszystkim doskonale wiedział. – wyraz twarzy chłopaka idealnie wyrażał pogardę.
- To podstawa podczas rozmowy. – westchnął – Czemu zawsze takie rzeczy się dzieją, kiedy obiektu rozmów nie ma…
- Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Nic szczególnego, tylko zastanawiam się, dlaczego zawsze milczysz, kiedy on jest w pobliżu, a całą szopkę zaczynasz dopiero wtedy, kiedy Jae Hoon zniknie ci z pola widzenia. – spojrzał badawczo na ciemnowłosego – Łatwo jest mówić tego typu rzeczy o osobie, której nie ma, prawda?
                Rozmowę przerwał dzwonek na przerwę. Luke podniósł się z miejsca i zaczął iść w stronę wyjścia. Kiedy przechodził obok chłopaka w okularach, z którym właśnie skończył rozmowę, zatrzymał się na chwilę i, mając nieprzyjemny wyraz twarzy, szybko szepnął mu do ucha:
- Rozsiewasz plotki, jak jakąś zarazę.
                Tuż po tym skierował wzrok na korytarz i wyszedł z klasy. Ciemnowłosy w dalszym ciągu stał w miejscu, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał. Luke dobrze podejrzewał. To właśnie on był odpowiedzialny za tę plotkę na temat związku Hamiltona i Eun Soo. Zobaczył ich kiedyś w sali, a że darzył nauczyciela jakimś głębszym, dość niezrozumianym uczuciem, postanowił zrobić coś takiego, jak puszczenie w obieg „plotki”, która w większości była prawdą. Na szczęście ta dwójka dość łatwo się wywinęła.
- Co tu robisz?
                Na horyzoncie pojawił się Hyun Woo, który od razu powitał blondyna miłym uśmiechem.
- O, przyszedłeś. – powiedział lekko zdziwiony.
- Udało mi się jakoś zebrać. – podrapał się w tył głowy – Wymyśliłem pewien sposób, ale nie wiem, jak wyjdzie jutro…
- Jutro wyjdziesz z akademika razem ze mną. – zapewnił – Mam zamiar cię przypilnować.
                Szatyn przez chwilę spoglądał na Luke’a w ciszy, jednak zaraz po tym odetchnął z ulgą.
- Coś się stało? – zapytał.
- Nic, tylko… chwilę wcześniej wyglądałeś na nieźle zdenerwowanego.
                Hamilton lekko się uśmiechnął, patrząc w oczy koledze.
- Twój głupkowaty wyraz twarzy działa niebywale kojąco.
- Pf. – nadął policzki – Niby dobrze, ale też nie do końca.
- Haha. – zasłonił dłonią usta – O tym właśnie mówię.
                Hyun Woo przeciągnął się, po czym spojrzał na wyświetlacz telefonu.
- Wiesz, że mamy już prawie połowę września?
- Racja.
- To oznacza, że znamy się już prawie pół roku.
- Rac... – przerwał, szybko kierując wzrok na szatyna – Naprawdę?
- Tak. – kiwnął łebkiem, po czym lekko przymrużył oczy – To chyba pierwszy raz, kiedy jestem z kimś tak długo w tak bliskich stosunkach.
                Luke pozostał przez chwilę cicho, rozumiejąc poważne podejście Woo Hyuna do sytuacji.
- Więc może wyjdziemy gdzieś dzisiaj, by to uczcić? – zaproponował niepewnie.
- Świetny pomysł! – od razu się ucieszył – Tego typu wydarzenia należy świętować.
                Luke lekko wywinął kąciki ust w górę.
- Możemy iść coś zjeść od razu po szkole. Znam fajne miejsce, gdzie można posiedzieć, odpocząć i napełnić żołądek czymś dobrym. – powiedział Woo Hyun.
- Zauważyłem, że znasz sporo takich miejsc.
- Całkiem możliwe. – podrapał się w tył głowy – Na początku Rae Joon mnie wyciągała do różnych kafejek, barów  i tak dalej. Z czasem sam zacząłem odkrywać ich coraz więcej. – przeciągnął się – Lubię klimat takich miejsc. Ludzie patrzą tam na siebie i są raczej pozytywnie nastawieni.
- Raczej nie przywiązałem do tego większej uwagi. Z tobą w kafejce byłem raz lub dwa.
- I to jest przykre. Znamy się tyle czasu, a tak rzadko gdzieś wychodzimy…
- U osób w naszym wieku to raczej normalne. No wiesz, szkoła do późna, następnie nauka. Ciężko znaleźć czas na coś innego.
- W ogóle nie mamy życia. – burknął – I jeszcze przez to, że ta szkoła ma naprawdę wysoki poziom, do nauki trzeba się przykładać bardziej, niż zwykle…
- Ty się w ogóle nie uczysz. – zaznaczył – I to mnie zastanawia. Chyba nigdy nie widziałem cię z książką od jakiegoś przedmiotu szkolnego, a nie wygląda na to, abyś miał jakieś problemy z ocenami. Jedynie z frekwencją.
- Ah, punktualność… Nigdy tego nie osiągnę. – westchnął – Ale nie będę narzekał. Miałem wybór między tą szkołą, a jakąś ze słabszym poziomem, tylko że znajdującą się blisko mojego domu.
- Więc co cię skłoniło do tego wyboru?
- Akademik. – uśmiechnął się gorzko – Dzięki niemu nie muszę codziennie oglądać twarzy swojego ojca.
                Luke poczuł pewnego rodzaju przygnębienie.
- Ale nie mówmy o tym. Są o wiele lepsze i ciekawsze tematy. – rozluźnił się.
- Tak… – niepewnie kiwnął łebkiem, lekko marszcząc brwi.
                I choć Hyun Woo zapewnił, że ma gdzieś swojego ojca i nie ma zamiaru nawiązywać z nim jakiegokolwiek kontaktu, Luke nie mógł przestać się tym martwić.

~~~

                Po zakończeniu zajęć, czyli po siedemnastej, chłopcy od razu pokierowali się w stronę wyjścia. Woo Hyun zastanawiał się, na co ma największą ochotę, a Luke jedynie słuchał. Duży apetyt szatyna nie był niczym nowym, dlatego chłopak spodziewał się widoku ogromnej ilości jedzenia.
                „Zastanawiam się gdzie on to wszystko mieści…” – westchnął na samą myśl o jedzącym przyjacielu.
- Jakiś czas temu poznałem tam niewielką grupkę artystów. Bardzo zdystansowani ludzie. – opowiadał z entuzjazmem – Twierdzili, że chcą zrobić pomieszczenie podobne do galaktyki.
- Galaktyki? – Hamilton trochę się zainteresował.
- Wiedziałem, że zwrócisz uwagę na to słowo. – zaśmiał się – Tak. Gwiazdy, komety, planety i tym podobne. Pytali, czy chciałbym im pomóc. Trochę nad tym myślałem i w sumie mógłbym spróbować.
- Kiedy skończycie, chcę to zobaczyć. – powiedział.
- Oczywiście. – kiwnął łebkiem – Zabiorę cię tam jako pierwszego.
                Hamilton był bardzo zainteresowany tym miejscem. Ciekawiło go, czy coś takiego mogłoby choć odrobinę przypominać galaktykę. Dodatkowo Woo Hyun wyglądał, jakby mu na tym zależało. Pozostało jedynie czekać na efekty.
- Luke!
                Blondyn usłyszał poważny głos wykrzykujący jego imię. Odwrócił się na pięcie w stronę, z której on dobiegał.
- Eun Soo? – zdziwiony uniósł obie brwi do góry – Co tu jeszcze robisz? Przecież skończyłeś pracę dwie godziny temu.
- Czekałem na ciebie. – uśmiechnął się kącikiem ust.
                Hyun Woo przewrócił oczami, mając nieco kpiący wyraz twarzy.
- Coś się stało? – zapytał nastolatek.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Na osobności. – wlepił mordercze spojrzenie w szatyna.
                Chłopak cudem się nie zaśmiał. Spojrzał rozbawiony na Luke’a i szybko powiedział:
- Może jednak to przełożymy, bo jak widać…
- Nie, spokojnie. – przerwał Hamilton – Daj mi tylko parę minut.
                Szatyn poczuł pewnego rodzaju satysfakcję. Nie chciał tego jednak zbytnio okazywać.
- W takim razie poczekam na dziedzińcu.
- Okej.
                Hyun Woo zerknął szybko na bruneta.
- Do widzenia. – lekko się ukłonił, a następnie udał do wyjścia.
                Eun Soo nie ukrywał zdziwienia. Kiedy brązowowłosy zniknął mu z oczu, wziął głębszy wdech.
- Wracacie razem? – zapytał.
- Idziemy coś zjeść. Dlatego… jeśli mógłbyś powiedzieć szybko, co chcesz…
- To aż takie ważne? – w jego tonie głosu dało się dostrzec złość.
- Tak... – zmarszczył brwi, czując się dziwnie podczas tej rozmowy – Co z tobą? Zachowujesz się inaczej, niż zwykle.
- Powiedzmy, że jestem nie w humorze.
- Dobrze, każdemu się trafiają te „gorsze dni”, ale to nie oznacza, że możesz się wyładowywać na innych.
                Eun Soo spojrzał zdumiony na Luke’a.
- Przecież się na nikim nie wyładowuję.
- Ślepy nie jestem. – westchnął – Mógłbyś być przynajmniej ze mną szczery.
                Brunet pozostał cicho.
- Wiem, że nie przepadasz za Woo Hyunem. Ciężko tego nie zauważyć. – blondyn podszedł wyjątkowo poważnie do tej rozmowy – Ale gdybyś chociaż starał się zachowywać przy nim normalnie… Cała sytuacja wyglądałaby inaczej.
- Dobrze. Może przesadziłem. – przyznał niechętnie – Popracuję nad tym.
                „Albo po prostu będę unikał jakichś większych spotkań z nim…” – dodał w myślach.
- Liczę na to. – spojrzał na wyświetlacz telefonu – Muszę już iść. Do zobaczenia.
- Cześć. – przymrużył oczy.
                Atmosfera była dość napięta, jednak żaden z nich nie chciał nic z tym zrobić. Hamilton szybko opuścił budynek szkoły, po czym zaczął szukać Woo Hyuna. Dostrzegł go na ławce pod pomnikiem. Zaczął iść w jego stronę. Szatyn miał w ręku telefon i ewidentnie coś czytał. Nie wyglądał przy tym najlepiej. Kiedy blondyn w końcu stanął tuż przed nim, zaczął się zastanawiać, czy nie przyszedł za wcześnie.
- Wszystko w porządku…? – zapytał niepewnie.
                Woo Hyun miał nieźle skwaszony wyraz twarzy po przeczytaniu czegoś. Dość donośnie westchnął, po czym spojrzał na blondyna, starając się uśmiechnąć.
- Nic takiego. Po prostu… Dostałem od kogoś wiadomość.
                Luke chciał zapytać o tę osobę, jednak zastanawiał się, czy byłoby to taktowne.
- Nadal chcesz iść coś zjeść?
- Pewnie. – odpowiedział niezwłocznie – Nie będę przez niego niczego przekładał.
                „Przez niego?” – pomyślał Luke.
                Miał już pewne podejrzenia, kto mógłby wysłać tę wiadomość. Dla dobra Woo Hyuna wolał nie pytać.
- W takim razie chodźmy. – wyciągnął rękę w stronę szatyna – Wstawaj.

~~~

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic