niedziela, 11 października 2015

"Eien ni anata to" - Rozdział 6.

Eien ni anata to.


Gatunek: Shounen-Ai, Okruchy życia, Dramat.
Numer rozdziału: 6.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

- Coś się stało? Jesteś dziś jakiś nieobecny.
                Bez wątpienia. Po porannej rozmowie z mamą nie potrafię się na niczym skupić. Jej słowa przez cały czas krążą mi po głowie. Chciałbym się tym podzielić z Satoshim, jednak to nic pewnego, a nie chciałbym go martwić. Dopóki nie zyskam pewności, że rodzice coś przede mną ukrywają, muszę zachować tego typu przemyślenia dla siebie.
- Tak myślisz…? – podrapałem się po policzku – Szczerze mówiąc, to w nocy prawie nie spałem. Rano obudził mnie jakiś facet, a po rozmowie z nim nie byłem w stanie wrócić do snu.
- Mogłeś powiedzieć od razu. Nie wyciągałbym cię z domu, więc mógłbyś się przespać.
- O ile bym zasnął. – zaznaczyłem – Ostatnio mam z tym problem…
                Chłopak spojrzał na mnie badawczo.
- Może to ze względu na stres?
- Czy ja wiem…
                Poklepał mnie po ramieniu.
- Za parę dni czeka cię ostatni zastrzyk. – zaczął – Nie wierzę, że ten miesiąc zleciał aż tak szybko… – westchnął.
- Chyba tylko tobie. – spojrzałem w górę – Mnie się wszystko przeciąga. Chciałbym już skończyć z tymi lekarstwami i poznać wyniki. – przymrużyłem oczy – Naprawdę się niecierpliwię…
- Jakie są twoje osobiste odczucia? – zapytał.
                Zmiana tematu?
- To znaczy?
- Odkąd zacząłeś brać lekarstwa… Czujesz się lepiej? Czy może cały czas tak samo? Albo jest coraz gorzej?
- Co do mojego osobistego samopoczucia… – zastanowiłem się – Nie ma zbyt wielkiej różnicy, może jest troszkę lepiej. – podrapałem się w tył głowy – Już nie mam takich problemów, jak zawroty głowy czy coś podobnego… Tak myślę.
- Czy to nie zwiastuje czegoś dobrego? – zapytał z uśmiechem.
                Odwzajemniłem gest.
- Być może. Gdyby nie twoje słowa, pewnie nie zwróciłbym na to uwagi.
                Postanowiliśmy się przejść po mieście. Pogoda była ładna i nic nie wskazywało, że nagle się pogorszy. Szliśmy spokojnym krokiem wzdłuż uliczki na nieznanej mi dzielnicy, kiedy to drogę zagrodził nam wyskakujący z jakiegoś miejsca mężczyzna. Wyglądał na ładnie wstawionego, a kiedy zaczął nam się przyglądać i trwało to nieco dłuższą chwilę, poczułem się dość dziwnie. Na szczęście w pobliżu znajdował się policjant, który w mgnieniu oka zabrał pijaka daleko od nas. Odetchnąłem z ulgą, a następnie spojrzałem na drzwi, zza których dobiegała głośna muzyka i jakieś śmiechy. To właśnie stąd wyszedł ten mężczyzna.
- Co to za miejsce…? – zapytałem zdziwiony.
- Nie musisz wiedzieć. – Satoshi zmarszczył brwi – Lepiej, żebyś omijał to miejsce szerokim łukiem.
                Uniosłem brwi do góry.
- To jakiś klub? – zignorowałem ostrzeżenie bruneta – Ludzie wewnątrz chyba dobrze się bawią…
                Satoshi zatrzymał się, a następnie obrócił i spojrzał prosto w moje oczy.
- Posłuchaj. – zaczął pewnie – To miejsce nie jest dla ciebie. Zbierają się tu różnorodni ludzie, nie wszyscy są mili i serdeczni. Tamten facet jest dobrym przykładem. Kto wie, co by odwalił, gdyby nie ten policjant. – parsknął pod nosem.
- Więc dlaczego tu jesteśmy, skoro w pobliżu są, jak to ująłeś, miejsca nie dla mnie?
- Dzielnica sama w sobie nie jest zła, tylko to miejsce odstaje.
- Hmmm... – nadąłem policzki – No dobra. Skoro tak mówisz, dlaczego miałbym cię nie posłuchać?
- Całe szczęście. – odetchnął z ulgą.
                Nawet jeśli Satoshi mnie ostrzegł, naprawdę chciałbym tam kiedyś pójść. W jakiś dziwny sposób to miejsce mnie do siebie przyciągało.
                Przez kolejne pół godziny chodziliśmy po okolicy bez celu. Zatrzymaliśmy się, kiedy zadzwonił telefon bruneta. Chłopak powiedział, że to Iris, jego jeszcze-nie-dziewczyna. Ukryłem swoja irytację, po czym powiedziałem, aby śmiało odebrał. Gdy chłopak się oddalił na kilka metrów, odetchnąłem i zmarszczyłem brwi. Czego ona może chcieć? Ostatnio zaczęła pojawiać się zbyt często w naszym życiu. Dotąd byłem tylko ja i Satoshi. To normalne, że on ma też innych znajomych, jednak potrafi podzielić odpowiednio czas między nas. A ona się po prostu wprasza, kiedy jest ta „moja chwila”. To wkurzające.
                Satoshi zakończył rozmowę po kilku minutach i do mnie wrócił. Wyglądał, jakby się czymś kłopotał. To z pewnością jej wina. Powiedziała mu coś bezsensownego, pewnie zaczęła się naprzykrzać…!
- Masz jakieś plany na wieczór? – zapytał po chwili, wyrywając mnie z rozmyślań.
- Nie.
- To dobrze. – uśmiechnął się – Śpij dzisiaj u mnie.
                Uniosłem do góry jedną brew.
- Co tak nagle?
- Właściwie miałem zaprosić cię na weekend, ale wszystko się trochę pokomplikowało…
- Hmm, skoro tak… – wzruszyłem ramionami – Czemu nie. Mama pewnie nie będzie miała nic przeciwko.
- Cieszę się. – spojrzał w górę.
                Coś mi nie pasuje.
- Dzwoniła TA dziewczyna, no nie? – zacząłem, spoglądając przed siebie.
- Iris. – wtrącił nieco poważnie.
                Zdziwiłem się, jednak nie dałem tego po sobie znać.
- Co chciała?
- Powiedziała, że musi odwołać nasze spotkanie w weekend, ponieważ ma jakieś problemy w domu…
- Mieliście się spotkać w weekend? – uniosłem brwi do góry – Ostatnio robicie to bardzo często... – wlepiłem oczy w ziemię.
- Możliwe. – zaśmiał się, nie będąc niczego świadomym.
                Przeciągnął się, po czym odetchnął.
- Z każdym spotkaniem poznaję ją coraz lepiej. Ilość naszych wspólnych zainteresowań jest naprawdę zadziwiająca… Nie sądziłem, że kiedykolwiek poznam taką dziewczynę. – uśmiechnął się szczerze.
- Ooh, więc to tak… – przymrużyłem wrogo oczy – Dobrze dla ciebie…
                Dopiero po chwili spostrzegłem, że użyłem dziwnego tonu głosu. Satoshi spoglądał na mnie niepewnie, jednak szybko wrócił do swojego poprzedniego wyrazu twarzy.
- Ale to nie jest teraz istotne. W sumie możemy już wracać, weźmiemy potrzebne rzeczy z twojego domu i pójdziemy do mnie.
- Okej. – skinąłem łebkiem.

~~~

                Znalezienie torby zajęło mi kilka minut. Satoshi czekał na dole, rozmawiając o czymś z moją mamą. Zacząłem pakować się dość szybko. Nie lubiłem kazać na siebie czekać. Po spakowaniu najważniejszych rzeczy, zapiąłem torbę, a następnie zszedłem na dół. Położyłem bagaż na podłodze, po czym zacząłem zakładać buty.
- Gdyby coś się działo, zadzwoń. – powiedziała szatynka, opierając się plecami o ścianę – Nawet, gdyby były to zwykłe zawroty głowy. Nie staraj się tego ukrywać. Nawet przed Satoshim.
                Jej stanowczy ton głosu potrafił nieźle przerazić. Chyba nie mam wyboru.
- Dobrze. – westchnąłem – Choć uważam, że przesadzasz z tymi obawami, zrobię, jak mówisz. – przymknąłem oczy.
- To nie jest żadna przesada.
- Zgodzę się z twoją mamą. – wtrącił Satoshi – W twoim przypadku nawet niewinne zawroty głowy mogą być czymś poważnym.
- Skoro nawet ty tak twierdzisz, chyba nie mam wyboru. – lekko się uśmiechnąłem.
                Kiedy wyszliśmy z domu, Satoshi dostał jakąś wiadomość. Odpisał, po czym powiedział mi, abyśmy się trochę pospieszyli. Nie wnikałem w szczegóły. Zrobiłem to, o co prosił. Po kilkunastu minutach wchodziliśmy do jego domu. Standardowo rzekł, abym czuł się jak u siebie. Niedługą chwilę po tym wyszedł, wcześniej mówiąc, że za kilka minut wróci. Skinąłem łebkiem, a następnie poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. Z szafki wyjąłem dwa kubki, do których wrzuciłem po torebce herbaty. Kiedy woda się zagotowała, zalałem wrzątkiem herbatę i posłodziłem. Nagle poczułem dziwny ścisk w żołądku. Zmarszczyłem brwi, jednocześnie opierając się o blat kuchenny. Zacząłem odczuwać dziwne mdłości. Sam nie wiedziałem, co to do końca było. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem.
- Kiedy ten Satoshi wróci…
                Poszedłem do salonu, by usiąść na sofie. Sądziłem, że krótki odpoczynek jakoś mi pomoże. Wziąłem kilka większych wdechów i spojrzałem w dół. Z czasem zaczynało przechodzić. Kiedy usłyszałem wchodzącego do mieszkania bruneta, podniosłem się z lekkim uśmiechem. Zniknął on, kiedy tuż obok Satoshiego zobaczyłem tę dziewczynę. Przeniosła swój wzrok z chłopaka na mnie, a kiedy nasze oczy się spotkały, dziewczyna zmarszczyła brwi. Zatkało mnie.
- Zataiłem przed wami tę informację, ale mam nadzieję, że nie będziecie się przez to na mnie gniewać. – zaśmiał się pogodnie, podchodząc do mnie.
                Przymrużyłem lekko oczy.
- Skąd. – powiedziałem, błyskawicznie przybierając pogodny wyraz twarzy – Iris, tak? Jestem Ritsu, przyjaciel Satoshiego.
                Nastolatka podeszła do mnie, wyciągając niedbale dłoń.
- Miło poznać. – odwróciła wzrok.
                Uścisnąłem jej dłoń, po czym skierowałem oczy na czarnowłosego.
- Musiałeś coś zaplanować, co?
- Nic szczególnego. – podrapał się w tył głowy – Po prostu chciałem, żebyście się jakoś poznali. – spojrzał na dziewczynę – Ritsu jest moim najlepszym przyjacielem, dlatego to dla mnie ważne.
- W porządku. Bardzo się cieszę, że przedstawiasz mnie swoim znajomym. – na jej twarz wpłynął szeroki uśmiech.
                Zastanawiam się… Jest to szczery uśmiech? Czy może raczej fałszywa maska, tak jak w moim przypadku, kiedy na nią patrzę? Jedno jest pewne – nie lubię jej. I doskonale wiem, że nie polubię.
- Już się ściemniło, więc może coś obejrzymy? Wcześniej zakupiłem dość sporo przekąsek, więc będziemy mieli co jeść.
- A może… – zacząłem.
- Jestem za! – wtrąciła się, całkowicie mnie zagłuszając.
- W takim razie świetnie. Co byś obejrzała?
                Mnie już o zdanie nie zapyta?
                Westchnąłem cicho, po czym udałem się do kuchni po swoją herbatę. Nie wróciłem do nich od razu. Oparłem się plecami o blat i upiłem łyk herbaty. Przeczesałem włosy jedną z dłoni, zaczynając się zastanawiać, czy to na pewno dobry pomysł, abym tutaj został. Z pewnością będę się jedynie irytować, jednak… naprawdę chciałbym spędzić trochę czasu z Satoshim, zważywszy na to, że ostatnio zbyt często się nie widzimy.
                Po upływie kilku minut wróciłem. Ku mojemu zdziwieniu, film już leciał. Czułem się, jakbym został pominięty. Bez słowa klapnąłem obok bruneta.
- Co to za f…
- Satoshi, mógłbyś trochę pogłośnić?
                I znowu.
- Jasne. – czarnowłosy zerknął na mnie kątem oka – Ritsu, mówiłeś coś?
                Spojrzałem na uśmiechająca się Iris, po czym wlepiłem wzrok w ścianę i powiedziałem:
- Nic ważnego.
                Dość chłodnym tonem.
- Hm, skoro tak…
                Z biegiem czasu coraz bardziej czułem, że powinienem wrócić do siebie. Satoshi przez cały czas rozmawiał o czymś z tą dziewczyną, a kiedy ja próbowałem o coś zapytać, automatycznie byłem zagłuszany. Wyjątkowo denerwująca sytuacja. Najbardziej dziwi mnie to, że Satoshi niczego nie zauważa. Nie wiem, jak można tego nie dostrzec.
                W końcu skończyłem się zastanawiać i podjąłem decyzję.
- Satoshi, ja chyba jednak…
- Spójrz! – zamknąłem oczy – Czy to nie wygląda wspaniale? – wskazała na zwyczajny bukiet kwiatów.
- Czy to nie jest po prostu bukiet?
                Wziąłem głębszy wdech. Naprawdę mam już tego dość. Ona wcina się w każde moje zdanie. Nawet nie jestem w stanie skończyć tego, co chcę powiedzieć.
- Tak, ale za to jaki piękny!
                Wiedziałem, że to tylko maska.
- Zawsze chciałam…
- Iris. – przerwałem jej z pogodnym wyrazem twarzy – Mogę mieć do ciebie prośbę?
- O co chodzi? – od razu zmieniła swoje nastawienie.
                Satoshi, jak ty możesz tego nie zauważać…
- Wybacz, jeśli będzie to zbyt wymagające, ale... – przymrużyłem wrogo oczy – Czy mogłabyś przestać mi się wcinać w każde pojedyncze zdanie?
                Dziewczyna uniosła do góry brwi. Brunet zareagował podobnie.
- Ritsu, o czym ty mówisz? – zapytał, spoglądając na mnie w dziwny sposób.
- Naprawdę tego nie zauważyłeś? – ułożyłem usta w prostą linię.
                Jeśli teraz stanie w jej obronie…
- Nie bądź dla niej chamski. – zmarszczył brwi.
                Więc to tak.
                Podniosłem się z sofy, po czym wziąłem do ręki torbę, która leżała obok niej.
- Wracam do domu. – powiedziałem beznamiętnie.
- Tak chyba będzie najlepiej. – burknął dostatecznie głośno.
                Kiedy zakładałem buty na nogi, przede mną stanął Satoshi.
- Możesz mi wyjaśnić swoje zachowanie? – zapytał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Nie mam ci nic do powiedzenia. – przymrużyłem oczy.
                Chłopak przełknął ślinę.
- Nie chciałem tego mówić, ale… – zawahał się – Zawiodłem się na tobie, jako przyjacielu.
- I vice versa. – odpowiedziałem niezwłocznie – Nie dość, że ona potraktowała mnie chamsko, to jeszcze ty to zrobiłeś. – wyprostowałem się, trzymając w ręku torbę – Doprawdy… Zachowanie godne prawdziwego przyjaciela. Jeśli nowopoznana dziewczyna potrafi nas aż tak poróżnić, to chyba nie świadczy zbyt dobrze, co?
                Po tym wyszedłem i trzasnąłem głośno drzwiami, zostawiając bruneta w całkowitym osłupieniu.

~~~

3 komentarze :

  1. Co odbiło Satoshiemu....Ja chcę więcej T^T

    OdpowiedzUsuń
  2. XD jaki cham z Satoshi'ego. Bidulek Ritsuś teraz sie bedzie czuł samotny... więcej, więcej *^*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na następny rozdział ^·^
    Satoshi baka vv

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic