sobota, 31 października 2015

"Something I didn't know" - Rozdział 21.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 21.
Autor: Chizu Chan.



~~~

- Naprawdę nie sądziłem, że się na to zgodzisz. – powiedział brunet, wpuszczając Hamiltona do swojego mieszkania.
- Również się tego nie spodziewałem.
                Jednak co to za problem przyjść do domu swojego chłopaka i coś razem porobić? Nie wszystko musi mieć jakiś podtekst seksualny. Eun Soo tak czy siak nie zrobiłby nic wbrew woli blondyna.
- Rozgość się. Ja zrobię nam w tym czasie coś do picia.
                Czarnowłosy po chwili zniknął z pola widzenia Luke’a. Nastolatek wszedł w głąb mieszkania. W oczy od razu zaczęły się rzucać przeważające ciemne kolory, które w niektórych miejscach kontrastowały z jasnymi elementami. Mieszkanie mężczyzny było urządzone w stylu nowoczesnym. Było w nim mnóstwo różnorodnych ozdób, roślin. Aż dziwne, że mieszkał tu tylko facet. Dodatkowo w mieszkaniu bardzo biła po oczach czystość.
                Luke usiadł na czarnej, skórzanej sofie, po czym wziął do ręki pilot i włączył telewizor. Założył nogę na nogę, oparł się o siedzenie i zaczął przeskakiwać po kanałach, szukając czegoś ciekawego. Było to niebywale trudne, gdyż w telewizji leciały głównie programy rozrywkowe i seriale, które na celu miały ogłupić dzieci i młodzież. Jedynie kanał z muzyką był jakimś zbawieniem, choć też nie do końca. Więcej było tutaj reklam, niż muzyki.
- Nie ma nic ciekawego? – zapytał brunet, zajmując miejsce obok blondyna.
                Po chwili położył dwa kubki na niewielkim, szklanym stoliku.
- Dlatego nie lubię telewizji. – westchnął.
- Trzeba też umieć dobrze szukać. – wziął pilot od chłopaka – Jakie programy mogłyby pasować do twoich zainteresowań?
- Hmm… Nie wiem, może coś o zjawiskach paranormalnych? – zmarszczył brwi – Choć i tak z pewnością wszystko w telewizji jest zwykłą grą aktorska… No ale lepsze to niż nic.
- Więc interesujesz się czymś takim? – zapytał brunet, szukając odpowiedniego kanału.
- Między innymi. – kiwnął łebkiem – Zdziwiony?
- Tylko trochę. W końcu coś takiego bardziej do ciebie pasuje, niż jakieś imprezy czy coś podobnego.
- Uważasz, że się tam nie nadaję?
- Jeszcze pytasz? – zaśmiał się donośnie – Jedyne, co byś tam robił, to podpierał ściany i ciskał w innych spojrzeniem pełnym nienawiści. – złapał się za brzuch – Przecież to takie oczywiste.
                Blondyn nadął policzki.
- Co ty wiesz. – burknął pod nosem.
- No nie oszukujmy się.
- A jak jest z tobą? – zapytał Luke, odwracając łebek na bok.
- To znaczy?
- Czy chodzisz do klubów i tak dalej…
- Nie przepadam.
- Czyżby? – chłopak uniósł jedną brew do góry, nawiązując kontakt wzrokowy z brunetem – Ale w trakcie naszego pierwszego spotkania wychodziłeś nieco wstawiony z jakiegoś baru.
- Ah, o tym mowa. – podrapał się w tył głowy – Faktycznie wtedy coś wypiłem. Miałem ku temu lekki powód, ale lepiej się w to nie zagłębiać. Stare dzieje.
- Skoro tak twierdzisz, chyba mogę ci uwierzyć. – założył ręce na klatce piersiowej, po czym westchnął – Niestety to za każdym razem przypomina mi pewne niezbyt przyjemne wydarzenie…
- Dalej masz mi za złe ten pocałunek? – przerwał chłopakowi, spoglądając na niego z ciekawością.
                Luke zastanowił się przez chwilę.
- Raczej nie. Chociaż wtedy naprawdę mocno mnie zdenerwowałeś.
- Zmieniłeś się od tego czasu. – przeczesał dłonią włosy, przymykając oczy – Nigdy bym nie pomyślał, że znajdziemy się w takiej sytuacji.
- Nie tylko ty. – wycedził przez zęby – Sam tego nie rozumiem. Ja nawet nie toleruję homo, więc dlaczego tak jest? – zmarszczył brwi.
                Eun Soo spojrzał na blondyna badawczo. Lekko przymrużył oczy, chcąc o coś zapytać.
                „To mnie już wcześniej zastanawiało.” – pomyślał mężczyzna.
- Twój brak tolerancji wynika z jakiegoś zdarzenia?
                Hamilton zamilkł. Przygryzł dolną wargę, trochę się wahając. Brunet zauważył brak komfortu u nastolatka, więc odwrócił wzrok i kilka razy klepnął go po ramieniu.
- W porządku, nie musisz się zmuszać. To nie tak, że chcę na siłę wyciągnąć z ciebie jakieś informacje. Po prostu chciałem dowiedzieć się o tobie czegoś więcej, jednak widzę, że to pytanie nie jest dla ciebie byle czym. – uśmiechnął się kącikiem ust – Powiesz, kiedy będziesz gotów.
- Dzięki…
                Chłopak złapał się za brzuch, po czym powiedział, że musi do łazienki. Kiedy znalazł się w pomieszczeniu, odkręcił wodę i przemył sobie twarz. Wziął spory wdech i rozpiął ostatni guzik koszuli. Zrobiło mu się nieprzyjemnie gorąco.
                „Ilekroć ktoś o tym wspomina, ja…” – zacisnął dłonie w pięści – „Czuję, jakbym przeżywał to wszystko od nowa…”
                Luke złapał się za głowę. Stał w miejscu przez dłuższy czas, nie wykonując nawet najmniejszego ruchu. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, odchrząknął i wyszedł. Eun Soo od razu dostrzegł zmianę u blondyna. Zmartwił się nieco, jednak dla dobra chłopaka wolał nie pytać.
- Wiem, że mieliśmy dzisiaj posiedzieć nieco dłużej, ale naprawdę nie czuję się najlepiej.
- Chcesz się przespać? – zapytał brunet – Za chwilę przyniosę ci coś do spania. Wypij w tym czasie herbatę. Coś ciepłego powinno ci choć trochę pomóc.
                Luke uśmiechnął się pod nosem, a następnie podszedł do stołu i wziął do ręki kubek. Kiedy czarnowłosy poszedł do sypialni, chłopak westchnął pod nosem. Lekko zmarszczył brwi, będąc zawiedziony zaistniałą sytuacją. Przypomnienie sobie o tym wydarzeniu było ostatnią rzeczą, jakiej by się spodziewał. Klapnął na sofie i wbił wzrok w szklany blat stołu, na którym po chwili położył swój telefon, wcześniej sprawdzając godzinę. Nie było jakoś specjalnie późno, jednak blondyn od razu wykluczył samotny powrót do domu. Pozostało mu zostać na noc u Eun Soo. To nie był jakiś spory problem. Chłopaka bardziej przerażał fakt, że będzie mógł coś wygadywać przez sen. Myśli tak go pochłonęły, że nawet nie spostrzegł, iż zasypia.
                „Eh, ciężko cokolwiek znaleźć w przybliżonym rozmiarze do jego…” – pomyślał mężczyzna, zamykając szafę – „To musi mu wystarczyć. Oby tylko nie nazwał mnie jakimś zboczeńcem.”
                Kiedy brunet wrócił do salonu, zaśmiał się pod nosem. Podszedł do sofy i spojrzał uważnie na blondyna.
- Nie wierzę, że zasnął z kubkiem w ręce. – wziął przedmiot od śpiącego nastolatka – Przynajmniej nic nie rozlał. – stwierdził po dokładnym zerknięciu na podłogę.
                Eun Soo podrapał się po karku, a następnie rzucił luźną koszulkę na bok sofy i wziął chłopaka na ręce. Luke był niesamowicie lekki, przez co brunet zaczął się zastanawiać, czy chłopak faktycznie się prawidłowo odżywia, jak to ostatnio twierdził. Położył Hamiltona u siebie na łóżku, po czym przykrył kołdrą i lekko pogładził po głowie.
                „Daruję sobie przebieranie go. Tak chyba będzie najbezpieczniej…” – uśmiechnął się kącikiem ust.
                Kiedy mężczyzna wyszedł z pokoju, zostawił lekko uchylone drzwi, w razie jakiegoś wypadku. Spodziewał się, że Luke będzie mógł mieć jakieś problemy podczas snu. W końcu widział, jak chłopak się wcześniej czuł. Włączył jakiś program dokumentalny i skupił się na oglądaniu. Po kilku minutach jego uwagę odwrócił migający wyświetlacz telefonu blondyna. Eun Soo wziął komórkę do ręki. Chłopak nie miał żadnej blokady, więc czarnowłosy bez problemu zobaczył, kto wysłał tę wiadomość.
- Czego on może chcieć o tej porze... – szepnął pod nosem, lekko marszcząc brwi na widok tego nazwiska.

~~~

                Eun Soo odwiózł blondyna do akademika dopiero po południu. Chłopak spał prawie do dwunastej, a zanim się umył, przebrał, zrobił wywiad środowiskowy, to trochę minęło. W samochodzie siedział bardzo spokojnie, gdyż przez cały czas się zastanawiał, czy faktycznie po prostu spał i nic nie mówił. Podczas „porannej” rozmowy z brunetem niby się upewnił, że nie gadał nic przez sen, jednak i tak miał pewne wątpliwości. Luke powiedział Eun Soo, aby zatrzymał się pod pewnym supermarketem. Chłopak chciał zrobić jakieś zakupy, skoro już był na zewnątrz. Po wyjściu z samochodu stwierdził, że z tego miejsca już może wrócić pieszo. Daleko do akademika nie miał. Eun Soo zgodził się z lekkimi oporami, po czym odjechał. Hamilton kupił parę podstawowych produktów i jakieś przekąski, co było trochę dziwne, ponieważ rzadko kiedy jakieś jadł. Zapłacił za zakupy i wyszedł. Wtedy zadzwonił jego telefon.
- Woo Hyun? – powiedział zdziwiony – Coś się stało, że dzwonisz?
- Erm, no tak, w końcu nie dostałem od ciebie żadnej odpowiedzi, a jest szesnasta…
- Odpowiedzi? – chłopak zmarszczył brwi.
                „Ale zmieniając temat… tak dawno nie słyszałem jego głosu.” – lekko się uśmiechnął.
- Nie dostałeś ode mnie wiadomości? – zapytał zaskoczony – Dziwne. Jestem pewien, że ją wysyłałem.
- Nie zauważyłem niczego takiego... – przygryzł dolną wargę.
- Może coś źle wcisnąłem… Ale mniejsza. Jesteś w akademiku?
- Nie, ale właśnie tam idę. Dopiero co wyszedłem ze sklepu. Powinienem być za kilka minut. Dlaczego pytasz?
- Czysta ciekawość. – ziewnął – Nie sądzisz, że jest dość chłodno? Założyłem zwykłą koszulkę i trochę żałuję.
- Ja na szczęście wziąłem ze sobą bluzę. – przymknął oczy.
- Przygotowany jak zawsze.
- Oczywiście.
- Spodziewałem się, że tak odpowiesz. – zaśmiał się cicho – Hmm, nie sądzisz, że jest tutaj wyjątkowo tłoczno?
                Blondyn zatrzymał się i zmarszczył brwi.
- Tutaj?
- Aaa, no przecież. Nie odczytałeś wiadomości. – westchnął – Gdybyś to zrobił, wcale nie byłbyś teraz zdziwiony…
- Mógłbyś zdradzić mi treść tej wiadomości?
- No nie wiem, nie wiem. – zaśmiał się dość donośnie.
                Luke spojrzał przed siebie. Otworzył szerzej oczy na widok Woo Hyuna.
- Chyba jednak nie muszę ci tego mówić.
                Szatyn uśmiechnął się, mrużąc oczka. Hamilton pomyślał, że jest w nim coś innego. Poczuł przez to coś dziwnego.
- Tak jakoś wyszło, że wróciłem nieco wcześniej, niż planowałem. – schował telefon do kieszeni – Mam nadzieję, że nie będziesz przez to zły.
- S-skąd. – wydukał zdezorientowany.
- Daj mi to. – brązowowłosy zabrał od Hamiltona zrywkę z jedzeniem, po czym zajrzał do jej środka – Czekolada? Churpki? – uniósł brew do góry – Jesteś pewien, że nie odczytałeś tej wiadomości? Czy może jednak zrezygnowałeś ze zdrowego trybu życia?
                Luke nie mógł odwrócić oczu od chłopaka. Przez cały czas na niego spoglądał. Woo Hyun na szczęście nie wyglądał na zdenerwowanego.
                „W nim naprawdę coś się zmieniło… Tylko co?” – pomyślał blondyn.
- Przyjechałem jeszcze wczoraj, jednak ciebie nie było. Pomyślałem, że poszedłeś do sklepu, więc czekałem. No ale minęła północ, a ciebie dalej nie było, dlatego też wysłałem tę wiadomość.
- Sprawdzę, czy jej nie dostałem…
                Chłopak wyjął telefon z kieszeni i odblokował wyświetlacz.
- Uhuh, widzę, że teraz potrafisz wejść w folder z wiadomościami w mniej, niż pięć sekund! – krzyknął entuzjastycznie – Nie było mnie niecałe dwa tygodnie, a ty już tyle zdążyłeś…
- Zamknij się. – przerwał, nadymając policzki.
                Szatyn uśmiechnął się, odwracając wzrok od Hamiltona, by nie wybuchnąć śmiechem.
- Dziwne… Ta wiadomość była w wyświetlonych. – zmarszczył brwi.
- Naprawdę? Może ją widziałeś, ale zapomniałeś…
- Nie. Wczoraj źle się poczułem i zasnąłem dość wcześnie u Eun Soo.
                „Eun Soo?” – pomyślał Woo Hyun, poważniejąc.
- Wiesz, Luke. Sądzę, że powinieneś sobie ustawić jakąś blokadę lub chociaż strzec swoich rzeczy.
- Co ty tak nagle…
- Wiadomość by się nie odczytała sama. – spojrzał na blondyna.
- Uważasz, że on…? Gdyby faktycznie tak było, pewnie by mi powiedział…
- Cóż, nie sądzę, że odczytał tylko po to, żebyś nie zobaczył tej wiadomości. W takim wypadku usunąłby ją. Mógł równie dobrze zapomnieć o tym powiedzieć. – przeciągnął się – Ale nie to jest tutaj problemem.
- W takim razie co?
- Jestem świadom, że możecie sobie ufać i tak dalej, ale jeśli wysyłam ci jakąś wiadomość, to wysyłam ją do ciebie, nie do kogoś innego.
- Oh… Rozumiem. – spojrzał w dół – Nie pomyślałem o tym.
- Spoko, nie złoszczę się. Mogę wyglądać na wkurzonego, ale to z innego powodu.
- Coś się stało? – zapytał, spoglądając na Woo.
- Pogadajmy o tym, jak już wrócimy, okej?
- W porządku.
                Luke nie musiał czekać długo, ponieważ w akademiku znaleźli się po kilku minutach. Hyun Woo pochował jedzenie do szafek, po czym poszedł do salonu i usiadł obok blondyna. Na stoliku postawił dwie schłodzone puszki. Hamilton uniósł do góry jedną brew i spojrzał nieco zmieszany na kolegę.
- Zerwałem z Rae Joon.
                Blondyn otworzył szeroko oczka.
- Sądziłem, że po wspólnym wyjeździe sytuacja między wami się jakoś polepszy…
- Szczerze mówiąc wątpiłem w to. – wziął do ręki puszkę – Już od dłuższego czasu między nami się nie układało… Dziwne. Wcześniej nie mieliśmy żadnych problemów. Świetnie się dogadywaliśmy. Tak nagle przestała mnie pociągać i jakoś nie mogliśmy złapać wspólnego języka…
- Jak to przestała cię pociągać?
- Hm, kiedyś zwykłe zbliżenie było dość przyjemne, a teraz jakby wszystko na siłę. Rae Joon nawet sama stwierdziła, że wyglądam, jakbym się do wszystkiego zmuszał…
                Blondyn przełknął ślinę, po czym wziął puszkę ze stołu.
- Jej, nie spodziewałem się tego po tobie…
- Również. – dość niechętnie upił łyk – Gorzkie. – zmarszczył czoło.
- Oczywiście.
- Ale dla ciebie ten jeden raz mogę się poświęcić.
                Woo Hyun uśmiechnął się, włączając muzykę.
- Zwykła rozmowa naprawdę pomaga. – przeciągnął się.
- Wasza dwójka rozstała się… w jakiejś złej atmosferze?
- Nie, ona mnie zrozumiała i nie ma mi tego za złe. W końcu znamy się od dziecka. Rae Joon stara się mnie wspierać. Wie o mnie tak mnóstwo rzeczy… Jest jak dobra przyjaciółka.
                Hamilton zastanowił się przez chwilę, wcześniej biorąc łyk piwa.
- Czy przed nią miałeś jakąś inną dziewczynę? – zapytał.
- Nie.
- Erm, mogę się mylić, ale… być może od zawsze miałeś Rae Joon za przyjaciółkę?
- Jak to od zawsze? Przecież wcześniej między nami bardzo dobrze się układało.
- Tak, wiem co masz na myśli. Dlatego jak powinienem ci to wyjaśnić... – zmarszczył brwi, drapiąc się po głowie – Byłeś przekonany, że czujesz coś więcej do Rae Joon, ponieważ wcześniej nie byłeś w nikim zakochany. Być może teraz to się zmieniło, ponieważ poznałeś to uczucie i dlatego ona przestała cię w ten sposób pociągać. Nie wiem, może twój umysł jakoś odrzucił fakt, że to może być ktoś, kogo darzysz głębszym uczuciem i automatycznie powstawała jakaś blokada?
- Nie do końca rozumiem.
- Ja też. – westchnął – Nie mogę ująć swych myśli w słowa…
- A wypiłeś niecałą puszkę piwa.
- Przymknij się, nigdy wcześniej nie piłem alkoholu.
                Woo Hyun parsknął śmiechem.
- No cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz. – nieco się uspokoił – Ale wracając do tego twojego bełkotu…
- To moje przemyślenia. Doceń, że staram ci się pomóc i leczę twoje złamane serce.
- Ale ono nie jest złamane, po prostu nie czaję, dlaczego Rae nagle przestała mnie interesować.
- Właśnie to miałem na myśli.
                Szatyn uśmiechnął się widząc minę blondyna. Podniósł się i poszedł do kuchni. Wziął kolejne dwie puszki i tabliczkę czekolady. Wrócił do Hamiltona.
- Jakie są twoje intencje, Woo? Co chwilę coś przynosisz... – przeczesał dłonią włosy.
- Haha. – zaśmiał się pod nosem.
                „To jest całkiem zabawne…” – pomyślał, obserwując poczynania nieco wstawionego kolegi.
- Nie musisz już więcej pić. Tak w sumie byłoby lepiej… – pokręcił łebkiem ze śmiechem w oczach, po czym wziął tabliczkę czekolady.
- Ale dobra, postaram się dokończyć to, co zacząłem mówić. – wziął głębszy wdech – Chodziło mi o to, że wcześniej nie byłeś świadom miłości i byłeś przekonany, że kochasz Rae Joon, choć tak naprawdę uważałeś ją jedynie za przyjaciółkę, siostrę czy coś. Kogoś, kto od zawsze cię wspierał.
- No do tego momentu jest dość zrozumiałe. – pokiwał łebkiem z uśmiechem.
- Może teraz nieświadomie pokochałeś kogoś na poważnie i przez to odrzuciłeś myśl, że darzysz Rae Joon miłosnym uczuciem? – nawiązał kontakt wzrokowy z Woo Hyunem, przez co ten spoważniał.
                Luke jednak szybko odwrócił wzrok, dopijając końcówkę piwa i odłożył pustą puszkę na stolik. Szatyn przez chwilę siedział w ciszy i skupieniu, i dogłębnie zastanawiał się nad słowami przyjaciela.
- W takim wypadku będę musiał coś sprawdzić. – przymrużył oczy, zaczynając jeść czekoladę.
- Czy to możliwe, że w twoim życiu pojawiła się jakaś inna osoba? – zapytał, przecierając oczy ze zmęczenia – Chyba nie będę w stanie dotrzymać ci dłużej towarzystwa przy piciu.
- W porządku. Jeśli jesteś zmęczony, to idź spać.
                Luke położył się na sofie i zamknął oczy, jednak w dalszym ciągu starał się prowadzić rozmowę.
- Szczerze mówiąc nawet nie brałem pod uwagę takiej opcji, ba. Coś takiego nawet nie przeszło mi przez myśl. Ale to wydaje się dość sensowne…
                Przez kolejne kilka minut Woo Hyun mówił sam do siebie. Kiedy w końcu usłyszał ciche pochrapywanie, zerknął na blondyna i uśmiechnął się pod nosem. Podniósł się na nogi, po czym podszedł do chłopaka i ukucnął tuż przy nim.


- Więc twoim zdaniem nieświadomie pokochałem inną osobę, huh? Chyba będę musiał to sprawdzić.
                Luke słyszał jedynie urywki słów brązowowłosego. Chciał mu jakoś odpowiedzieć, jednak nie był w stanie. Zmęczenie dawało się we znaki. W jego głowie powtórzył się cały dzisiejszy wieczór, w wyniku czego na jego twarz wdarł się lekki uśmiech. Woo Hyun widząc ten wyraz twarzy przymrużył lekko oczy i podniósł się na równe nogi. Hamilton coś szepnął i pokręcił noskiem. Przez kolejne kilka minut leżał w ciszy. W końcu zaczął odpływać, słysząc cichą, spokojną melodię. Przed całkowitym zaśnięciem poczuł wyrazisty smak mlecznej czekolady.

~~~


niedziela, 11 października 2015

"Eien ni anata to" - Rozdział 6.

Eien ni anata to.


Gatunek: Shounen-Ai, Okruchy życia, Dramat.
Numer rozdziału: 6.
Autor: Chizu Chan. 



~~~

- Coś się stało? Jesteś dziś jakiś nieobecny.
                Bez wątpienia. Po porannej rozmowie z mamą nie potrafię się na niczym skupić. Jej słowa przez cały czas krążą mi po głowie. Chciałbym się tym podzielić z Satoshim, jednak to nic pewnego, a nie chciałbym go martwić. Dopóki nie zyskam pewności, że rodzice coś przede mną ukrywają, muszę zachować tego typu przemyślenia dla siebie.
- Tak myślisz…? – podrapałem się po policzku – Szczerze mówiąc, to w nocy prawie nie spałem. Rano obudził mnie jakiś facet, a po rozmowie z nim nie byłem w stanie wrócić do snu.
- Mogłeś powiedzieć od razu. Nie wyciągałbym cię z domu, więc mógłbyś się przespać.
- O ile bym zasnął. – zaznaczyłem – Ostatnio mam z tym problem…
                Chłopak spojrzał na mnie badawczo.
- Może to ze względu na stres?
- Czy ja wiem…
                Poklepał mnie po ramieniu.
- Za parę dni czeka cię ostatni zastrzyk. – zaczął – Nie wierzę, że ten miesiąc zleciał aż tak szybko… – westchnął.
- Chyba tylko tobie. – spojrzałem w górę – Mnie się wszystko przeciąga. Chciałbym już skończyć z tymi lekarstwami i poznać wyniki. – przymrużyłem oczy – Naprawdę się niecierpliwię…
- Jakie są twoje osobiste odczucia? – zapytał.
                Zmiana tematu?
- To znaczy?
- Odkąd zacząłeś brać lekarstwa… Czujesz się lepiej? Czy może cały czas tak samo? Albo jest coraz gorzej?
- Co do mojego osobistego samopoczucia… – zastanowiłem się – Nie ma zbyt wielkiej różnicy, może jest troszkę lepiej. – podrapałem się w tył głowy – Już nie mam takich problemów, jak zawroty głowy czy coś podobnego… Tak myślę.
- Czy to nie zwiastuje czegoś dobrego? – zapytał z uśmiechem.
                Odwzajemniłem gest.
- Być może. Gdyby nie twoje słowa, pewnie nie zwróciłbym na to uwagi.
                Postanowiliśmy się przejść po mieście. Pogoda była ładna i nic nie wskazywało, że nagle się pogorszy. Szliśmy spokojnym krokiem wzdłuż uliczki na nieznanej mi dzielnicy, kiedy to drogę zagrodził nam wyskakujący z jakiegoś miejsca mężczyzna. Wyglądał na ładnie wstawionego, a kiedy zaczął nam się przyglądać i trwało to nieco dłuższą chwilę, poczułem się dość dziwnie. Na szczęście w pobliżu znajdował się policjant, który w mgnieniu oka zabrał pijaka daleko od nas. Odetchnąłem z ulgą, a następnie spojrzałem na drzwi, zza których dobiegała głośna muzyka i jakieś śmiechy. To właśnie stąd wyszedł ten mężczyzna.
- Co to za miejsce…? – zapytałem zdziwiony.
- Nie musisz wiedzieć. – Satoshi zmarszczył brwi – Lepiej, żebyś omijał to miejsce szerokim łukiem.
                Uniosłem brwi do góry.
- To jakiś klub? – zignorowałem ostrzeżenie bruneta – Ludzie wewnątrz chyba dobrze się bawią…
                Satoshi zatrzymał się, a następnie obrócił i spojrzał prosto w moje oczy.
- Posłuchaj. – zaczął pewnie – To miejsce nie jest dla ciebie. Zbierają się tu różnorodni ludzie, nie wszyscy są mili i serdeczni. Tamten facet jest dobrym przykładem. Kto wie, co by odwalił, gdyby nie ten policjant. – parsknął pod nosem.
- Więc dlaczego tu jesteśmy, skoro w pobliżu są, jak to ująłeś, miejsca nie dla mnie?
- Dzielnica sama w sobie nie jest zła, tylko to miejsce odstaje.
- Hmmm... – nadąłem policzki – No dobra. Skoro tak mówisz, dlaczego miałbym cię nie posłuchać?
- Całe szczęście. – odetchnął z ulgą.
                Nawet jeśli Satoshi mnie ostrzegł, naprawdę chciałbym tam kiedyś pójść. W jakiś dziwny sposób to miejsce mnie do siebie przyciągało.
                Przez kolejne pół godziny chodziliśmy po okolicy bez celu. Zatrzymaliśmy się, kiedy zadzwonił telefon bruneta. Chłopak powiedział, że to Iris, jego jeszcze-nie-dziewczyna. Ukryłem swoja irytację, po czym powiedziałem, aby śmiało odebrał. Gdy chłopak się oddalił na kilka metrów, odetchnąłem i zmarszczyłem brwi. Czego ona może chcieć? Ostatnio zaczęła pojawiać się zbyt często w naszym życiu. Dotąd byłem tylko ja i Satoshi. To normalne, że on ma też innych znajomych, jednak potrafi podzielić odpowiednio czas między nas. A ona się po prostu wprasza, kiedy jest ta „moja chwila”. To wkurzające.
                Satoshi zakończył rozmowę po kilku minutach i do mnie wrócił. Wyglądał, jakby się czymś kłopotał. To z pewnością jej wina. Powiedziała mu coś bezsensownego, pewnie zaczęła się naprzykrzać…!
- Masz jakieś plany na wieczór? – zapytał po chwili, wyrywając mnie z rozmyślań.
- Nie.
- To dobrze. – uśmiechnął się – Śpij dzisiaj u mnie.
                Uniosłem do góry jedną brew.
- Co tak nagle?
- Właściwie miałem zaprosić cię na weekend, ale wszystko się trochę pokomplikowało…
- Hmm, skoro tak… – wzruszyłem ramionami – Czemu nie. Mama pewnie nie będzie miała nic przeciwko.
- Cieszę się. – spojrzał w górę.
                Coś mi nie pasuje.
- Dzwoniła TA dziewczyna, no nie? – zacząłem, spoglądając przed siebie.
- Iris. – wtrącił nieco poważnie.
                Zdziwiłem się, jednak nie dałem tego po sobie znać.
- Co chciała?
- Powiedziała, że musi odwołać nasze spotkanie w weekend, ponieważ ma jakieś problemy w domu…
- Mieliście się spotkać w weekend? – uniosłem brwi do góry – Ostatnio robicie to bardzo często... – wlepiłem oczy w ziemię.
- Możliwe. – zaśmiał się, nie będąc niczego świadomym.
                Przeciągnął się, po czym odetchnął.
- Z każdym spotkaniem poznaję ją coraz lepiej. Ilość naszych wspólnych zainteresowań jest naprawdę zadziwiająca… Nie sądziłem, że kiedykolwiek poznam taką dziewczynę. – uśmiechnął się szczerze.
- Ooh, więc to tak… – przymrużyłem wrogo oczy – Dobrze dla ciebie…
                Dopiero po chwili spostrzegłem, że użyłem dziwnego tonu głosu. Satoshi spoglądał na mnie niepewnie, jednak szybko wrócił do swojego poprzedniego wyrazu twarzy.
- Ale to nie jest teraz istotne. W sumie możemy już wracać, weźmiemy potrzebne rzeczy z twojego domu i pójdziemy do mnie.
- Okej. – skinąłem łebkiem.

~~~

                Znalezienie torby zajęło mi kilka minut. Satoshi czekał na dole, rozmawiając o czymś z moją mamą. Zacząłem pakować się dość szybko. Nie lubiłem kazać na siebie czekać. Po spakowaniu najważniejszych rzeczy, zapiąłem torbę, a następnie zszedłem na dół. Położyłem bagaż na podłodze, po czym zacząłem zakładać buty.
- Gdyby coś się działo, zadzwoń. – powiedziała szatynka, opierając się plecami o ścianę – Nawet, gdyby były to zwykłe zawroty głowy. Nie staraj się tego ukrywać. Nawet przed Satoshim.
                Jej stanowczy ton głosu potrafił nieźle przerazić. Chyba nie mam wyboru.
- Dobrze. – westchnąłem – Choć uważam, że przesadzasz z tymi obawami, zrobię, jak mówisz. – przymknąłem oczy.
- To nie jest żadna przesada.
- Zgodzę się z twoją mamą. – wtrącił Satoshi – W twoim przypadku nawet niewinne zawroty głowy mogą być czymś poważnym.
- Skoro nawet ty tak twierdzisz, chyba nie mam wyboru. – lekko się uśmiechnąłem.
                Kiedy wyszliśmy z domu, Satoshi dostał jakąś wiadomość. Odpisał, po czym powiedział mi, abyśmy się trochę pospieszyli. Nie wnikałem w szczegóły. Zrobiłem to, o co prosił. Po kilkunastu minutach wchodziliśmy do jego domu. Standardowo rzekł, abym czuł się jak u siebie. Niedługą chwilę po tym wyszedł, wcześniej mówiąc, że za kilka minut wróci. Skinąłem łebkiem, a następnie poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. Z szafki wyjąłem dwa kubki, do których wrzuciłem po torebce herbaty. Kiedy woda się zagotowała, zalałem wrzątkiem herbatę i posłodziłem. Nagle poczułem dziwny ścisk w żołądku. Zmarszczyłem brwi, jednocześnie opierając się o blat kuchenny. Zacząłem odczuwać dziwne mdłości. Sam nie wiedziałem, co to do końca było. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem.
- Kiedy ten Satoshi wróci…
                Poszedłem do salonu, by usiąść na sofie. Sądziłem, że krótki odpoczynek jakoś mi pomoże. Wziąłem kilka większych wdechów i spojrzałem w dół. Z czasem zaczynało przechodzić. Kiedy usłyszałem wchodzącego do mieszkania bruneta, podniosłem się z lekkim uśmiechem. Zniknął on, kiedy tuż obok Satoshiego zobaczyłem tę dziewczynę. Przeniosła swój wzrok z chłopaka na mnie, a kiedy nasze oczy się spotkały, dziewczyna zmarszczyła brwi. Zatkało mnie.
- Zataiłem przed wami tę informację, ale mam nadzieję, że nie będziecie się przez to na mnie gniewać. – zaśmiał się pogodnie, podchodząc do mnie.
                Przymrużyłem lekko oczy.
- Skąd. – powiedziałem, błyskawicznie przybierając pogodny wyraz twarzy – Iris, tak? Jestem Ritsu, przyjaciel Satoshiego.
                Nastolatka podeszła do mnie, wyciągając niedbale dłoń.
- Miło poznać. – odwróciła wzrok.
                Uścisnąłem jej dłoń, po czym skierowałem oczy na czarnowłosego.
- Musiałeś coś zaplanować, co?
- Nic szczególnego. – podrapał się w tył głowy – Po prostu chciałem, żebyście się jakoś poznali. – spojrzał na dziewczynę – Ritsu jest moim najlepszym przyjacielem, dlatego to dla mnie ważne.
- W porządku. Bardzo się cieszę, że przedstawiasz mnie swoim znajomym. – na jej twarz wpłynął szeroki uśmiech.
                Zastanawiam się… Jest to szczery uśmiech? Czy może raczej fałszywa maska, tak jak w moim przypadku, kiedy na nią patrzę? Jedno jest pewne – nie lubię jej. I doskonale wiem, że nie polubię.
- Już się ściemniło, więc może coś obejrzymy? Wcześniej zakupiłem dość sporo przekąsek, więc będziemy mieli co jeść.
- A może… – zacząłem.
- Jestem za! – wtrąciła się, całkowicie mnie zagłuszając.
- W takim razie świetnie. Co byś obejrzała?
                Mnie już o zdanie nie zapyta?
                Westchnąłem cicho, po czym udałem się do kuchni po swoją herbatę. Nie wróciłem do nich od razu. Oparłem się plecami o blat i upiłem łyk herbaty. Przeczesałem włosy jedną z dłoni, zaczynając się zastanawiać, czy to na pewno dobry pomysł, abym tutaj został. Z pewnością będę się jedynie irytować, jednak… naprawdę chciałbym spędzić trochę czasu z Satoshim, zważywszy na to, że ostatnio zbyt często się nie widzimy.
                Po upływie kilku minut wróciłem. Ku mojemu zdziwieniu, film już leciał. Czułem się, jakbym został pominięty. Bez słowa klapnąłem obok bruneta.
- Co to za f…
- Satoshi, mógłbyś trochę pogłośnić?
                I znowu.
- Jasne. – czarnowłosy zerknął na mnie kątem oka – Ritsu, mówiłeś coś?
                Spojrzałem na uśmiechająca się Iris, po czym wlepiłem wzrok w ścianę i powiedziałem:
- Nic ważnego.
                Dość chłodnym tonem.
- Hm, skoro tak…
                Z biegiem czasu coraz bardziej czułem, że powinienem wrócić do siebie. Satoshi przez cały czas rozmawiał o czymś z tą dziewczyną, a kiedy ja próbowałem o coś zapytać, automatycznie byłem zagłuszany. Wyjątkowo denerwująca sytuacja. Najbardziej dziwi mnie to, że Satoshi niczego nie zauważa. Nie wiem, jak można tego nie dostrzec.
                W końcu skończyłem się zastanawiać i podjąłem decyzję.
- Satoshi, ja chyba jednak…
- Spójrz! – zamknąłem oczy – Czy to nie wygląda wspaniale? – wskazała na zwyczajny bukiet kwiatów.
- Czy to nie jest po prostu bukiet?
                Wziąłem głębszy wdech. Naprawdę mam już tego dość. Ona wcina się w każde moje zdanie. Nawet nie jestem w stanie skończyć tego, co chcę powiedzieć.
- Tak, ale za to jaki piękny!
                Wiedziałem, że to tylko maska.
- Zawsze chciałam…
- Iris. – przerwałem jej z pogodnym wyrazem twarzy – Mogę mieć do ciebie prośbę?
- O co chodzi? – od razu zmieniła swoje nastawienie.
                Satoshi, jak ty możesz tego nie zauważać…
- Wybacz, jeśli będzie to zbyt wymagające, ale... – przymrużyłem wrogo oczy – Czy mogłabyś przestać mi się wcinać w każde pojedyncze zdanie?
                Dziewczyna uniosła do góry brwi. Brunet zareagował podobnie.
- Ritsu, o czym ty mówisz? – zapytał, spoglądając na mnie w dziwny sposób.
- Naprawdę tego nie zauważyłeś? – ułożyłem usta w prostą linię.
                Jeśli teraz stanie w jej obronie…
- Nie bądź dla niej chamski. – zmarszczył brwi.
                Więc to tak.
                Podniosłem się z sofy, po czym wziąłem do ręki torbę, która leżała obok niej.
- Wracam do domu. – powiedziałem beznamiętnie.
- Tak chyba będzie najlepiej. – burknął dostatecznie głośno.
                Kiedy zakładałem buty na nogi, przede mną stanął Satoshi.
- Możesz mi wyjaśnić swoje zachowanie? – zapytał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Nie mam ci nic do powiedzenia. – przymrużyłem oczy.
                Chłopak przełknął ślinę.
- Nie chciałem tego mówić, ale… – zawahał się – Zawiodłem się na tobie, jako przyjacielu.
- I vice versa. – odpowiedziałem niezwłocznie – Nie dość, że ona potraktowała mnie chamsko, to jeszcze ty to zrobiłeś. – wyprostowałem się, trzymając w ręku torbę – Doprawdy… Zachowanie godne prawdziwego przyjaciela. Jeśli nowopoznana dziewczyna potrafi nas aż tak poróżnić, to chyba nie świadczy zbyt dobrze, co?
                Po tym wyszedłem i trzasnąłem głośno drzwiami, zostawiając bruneta w całkowitym osłupieniu.

~~~

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic