wtorek, 25 sierpnia 2015

"Eien ni anata to" - Rozdział 4

Eien ni anata to.


Gatunek: Shounen-Ai, Okruchy życia, Dramat.
Numer rozdziału: 4.
Autor: Chizu Chan. 


~~~

                Martwiło mnie to spotkanie Satoshiego z jego adoratorką. Siedziałem u siebie w pokoju i przez cały czas rozmyślałem, czy to, co powiedział, faktycznie jest prawdą. Niby tylko kumpelski wypad, pogadają sobie i tak dalej, ale jednak coś cały czas mnie kłopocze. Zazwyczaj tak się właśnie zaczyna – niewinne spotkania, rozmowy… Z czasem ich relacja zacznie się polepszać, zostaną przyjaciółmi, a później…
- Kurde! – złapałem się za głowę.
                O czym ja myślę? To się nie wydarzy. Satoshi sam powiedział, że nie ma teraz czasu na dziewczynę. Zgodził się na to spotkanie, ponieważ nie chciał jej zranić. Tak. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
                Z głupkowatym uśmiechem przeszedłem kilka kroków wzdłuż pokoju.
- Jestem zazdrosny? – zapytałem sam siebie – Czy to zazdrość…? 
                Chyba naprawdę zbyt dużo o tym myślę. Jeżeli wydarzy się coś ważnego, Satoshi z pewnością mi o tym powie, tak więc mogę już przestać się tym zadręczać.
                Zszedłem na dół i udałem się do salonu. Mama już czekała z przygotowanymi środkami odkażającymi oraz lekarstwem. Usiadłem obok niej i podwinąłem rękaw. Kobieta zrobiła to, co zawsze, a kiedy było już po wszystkim, odetchnąłem. Naprawdę nienawidzę igieł. Na szczęście w następnym tygodniu będzie to już ostatni zastrzyk. 
                Wszystkie te zawroty głowy, mdłości, dreszcze i tym podobne nie zawitały po drugim wstrzyknięciu lekarstwa. Od tamtej pory jedynie czasami bolała mnie głowa albo zwymiotowałem raz czy dwa. Chciałbym już to wszystko skończyć i dowiedzieć się, czy te zastrzyki w ogóle coś dały. Byłoby naprawdę miło, gdyby wynik był pozytywny.
                Na kolację zrobiłem sobie kilka kanapek. Zabrałem wypełniony nimi talerz i usiadłem na sofie. Standardowo puściłem muzykę i zacząłem się zajadać, w międzyczasie sprawdzając tablicę główną na facebooku. Z ciekawości wszedłem na profil Satoshiego. Aż zakrztusiłem się kanapką. Czarnowłosy jakąś godzinę temu dodał zdjęcie z tą dziewczyną. Obejmowali się.
- Nie godzę się na to! – krzyknąłem do telefonu, w dalszym ciągu mając pełną buzię.
                Byłem wściekły. Mieli jedynie porozmawiać, więc o co chodzi? Wspólne zdjęcia? I co po tym?
- Nie znam jej, ale jestem pewien, że się nie polubimy. – nadąłem policzki.
                Uciszył mnie dzwonek do drzwi. Od razu zerwałem się z miejsca, szybko zmierzając w stronę drzwi. W dalszym ciągu miałem komórkę w dłoni. Byłem prawie pewien, kto to.
- Wybacz, że o tej porze. – powiedział z niewinnym uśmiechem.
                Wyłączyłem wyświetlacz telefonu, gdyż przedmiot był na widoku.
- Coś się stało?
- Spotkanie trochę się przeciągnęło, no i wiesz… - odpowiedział, łapiąc się za kark.
                Wpuściłem chłopaka do środka.
- Robiliście coś ciekawego?
- Iris jest naprawdę sympatyczną osóbką! Miała tyle do powiedzenia, buzia nam się nie zamykała! – opowiedział z szerokim uśmiechem.
                Chyba był szczęśliwy…
- To świetnie…
- Również lubi grać. Zaprosiła mnie do siebie na weekend. Zapewniała, że ma mnóstwo gier, które mogą mnie zaciekawić. – uśmiech nie znikał z jego twarzy.
                To bardzo dobrze, że Satoshi znalazł kogoś, z kim może dogadywać się tak dobrze, ale… dlaczego jest mi przykro z tego powodu?
- Nie sądziłem, że to spotkanie może być takie wspaniałe. – przeciągnął się.
- Spodobała ci się, huh? – użyłem nieco innego tonu głosu, jednak chłopak chyba tego nie zauważył.
- To nie tak, że nagle mi się odwidziało i zacznę się z nią umawiać. Żeby zobaczyć kogoś pod tym romantycznym względem, najpierw muszę lepiej poznać tę osobę. A o niej wiem niewiele, także na razie nie ma co o tym myśleć.
- Możesz zmienić zdanie, gdy się lepiej poznacie. – posłałem mu tajemniczy uśmiech – Tak to chyba działa, no nie?
                Chłopak nie odpowiedział. Sytuacja wskazywała na to, że zaczął nad czymś intensywnie rozmyślać. Nie chciałem mu przerywać. W ciszy wyczekiwałem momentu, aż czarnowłosy coś powie. Długo czekać nie musiałem.
- Różnie może być. Takie gdybanie nie ma sensu. – spojrzał na mnie – A jak jest z tobą? Jest jakiś chłopak, którego masz na oku?
                Po usłyszeniu tego pytania moja twarz automatycznie zrobiła się czerwona.
- No co? Pytam o coś dziwnego? – uniósł brwi do góry – Chociaż, o co ja pytam… - parsknął pod nosem – Ty praktycznie nikogo nie znasz.
- Mówisz to w taki sposób, jakbyś mnie wyśmiewał. – nadąłem policzki – Ale masz rację. Poza tobą, rodzicami i lekarzami rozmawiam jedynie z psychologiem. Niezła lista kontaktów, co?
- To przez tę twoją aspołeczność. – westchnął – Miałeś tak wiele szans, aby się z kimś zapoznać, ale ty za każdym razem ich zbywałeś albo milczałeś.
                Coś w tym było. Ludzie ze szkoły dość wiele razy próbowali się ze mną dogadać, jednak za każdym razem robiłem to samo – zbywałem. Dla mnie tylko taka opcja była dobra. Sądziłem, że po krótszym czasie znowu się przeprowadzę, więc po co miałyby mi być jakieś lepsze relacje z rówieśnikami? Satoshiego traktowałem podobnie, jednak on nie ustępował. Za każdym razem wracał z coraz to większym entuzjazmem, aż w końcu poddałem się i postarałem z nim normalnie porozmawiać.
- Nic już z tym nie zrobię. – podniosłem się z miejsca – Chociaż może masz rację. – zerknąłem na niego, mrużąc lekko oczy – Może powinienem w końcu wyjść z domu i się zabawić? W końcu raz się żyje, a mi może już niewiele brakować do finału. – odwróciłem wzrok.
                Poczułem się zdołowany.
- Ritsu…
                To spojrzenie pełne bólu…
- Być może nie powinienem był tego ujmować w taki sposób. – zacisnąłem dłonie w pięści – Zapomnij, co powiedziałem.
- Jakby to było możliwe. – zmarszczył brwi, po czym wstał i ustawił się tuż przede mną – Jesteś jedyną osobą, której słowa tak wiele dla mnie znaczą.
- Przestań…
- To prawda. – powiedział stanowczo, aż mnie zamurowało – Dlatego nie zniosę więcej powiedzeń tego typu. Jesteś dla mnie bardzo ważna osobą. Myślisz, że jak ja się czuję, kiedy słyszę coś takiego? Czy nie miałeś myśleć pozytywnie?
                Widok Satoshiego w takim stanie był okropny. Obwiniałem się za to, co chwilę wcześniej powiedziałem. A przecież nie powinienem. Mam prawo do wyrażenia tego, co czuję, więc dlaczego? Czemu to musi być takie trudne?

~~~


 

1 komentarz :

  1. Ciekawe... znacznie lepiej niż w pierwotnej wersji tego op. Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :). Życzę dużo weny i pozdrawiam ^_^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic