poniedziałek, 27 lipca 2015

"Shukuteki" - Rozdział 0

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 0.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 


"Kiedyś w końcu nadejdzie taki dzień, gdy pożałujesz wszystkiego, co mi zrobiłeś."

Mimowolnie zamknąłem oczy i zacząłem powoli wypuczać powietrze nosem. Zmęczony swoją niedługą przechadzką, postanowiłem zatrzymać się w cieniu i trochę odetchnąć. Dzisiejsza pogoda nie pozwalała na spokojne spacery. Słońce świeciło nadzwyczajnie mocno, przez co ja sam miałem wrażenie, że niedługo zemdleję. Nie lubiłem letniego okresu. Wszystko, co najgorsze, kojarzyło mi się właśnie z latem. Normalnie zostałbym w swoim pokoju i odpoczywał, jednak dziś musiałem zrezygnować z drzemki i opuścić mieszkanie. To nie tak, że wyszedłem z własnej woli. Matka dowiedziała się o jakichś dniach otwartych pewnego uniwersytetu, a że nie chce, abym etap nauki zakończył na liceum, wcisnęła mi torbę wypełnioną "potrzebnymi" rzeczami i wyrzuciła za drzwi, dosłownie. A sądziłem, że w końcu uwolnię się od szkoły. Bo po co komu ona? Od dziecka wmawiają nam, że w szkole nauczymy się wszystkiego, co w życiu niezbędne. Bzdura. Oczywiście nie mówię, że szkoła jest całkowicie niepotrzebna. Podstawy i tak dalej są konieczne, jednak po co mam się uczyć struktury i budowy DNA, wszystkich pierwiastków chemicznych, formułek dotyczących durnych praw filozofów, skoro w przyszłości chcę pójść w zupełnie innym kierunku? Zawód, który chciałbym wykonywać nijak ma się do tego, czego mnie uczono. Jeśli mam być szczery, więcej się nauczyłem surfując godzinami po internecie, niż siedząc przez pół dnia w jednej klasie. Sądzę, że każdy powinien mieć wybór, czego chce się uczyć. Na siłę niczego nie powinno się nam wciskać. Wydaje mi się, że umysły większości ludzi bazują na pewnej prostej zasadzie: Informacje, które wydają nam się interesujące, zapamiętujemy, jednakże te, które nie potrafią nas zaciekawić nawet w najmniejszym stopniu, wychodzą nam z głowy w oka mgnieniu, nawet jeśli będziemy się ich uczyć godzinami.
Tak naprawdę moja nienawiść do szkoły nie ma prawie nic wspólnego z systemem nauki, jaki w niej obowiązuje. Prawdziwym i jednocześnie jedynym powodem mojej niechęci jest coś innego.
- Że też zebrało mi się na te wspominki... - pokręciłem głową z niedowierzania, wzdychając głęboko.
            Przymrużyłem lekko oczy, a następnie przekroczyłem bramę, wchodząc na teren uniwersytetu. Tak, jak się spodziewałem, było dość sporo osób. Część to z pewnością studenci, na siłę starający się zachęcić tych młodszych do przyjścia tutaj. Sam budynek prezentował się nie najgorzej. Z tego, co mi wiadomo, była to dość nowa szkoła. Uczniów zaczęto przyjmować bodajże dwa lata temu. Opinie na temat placówki są niezłe, dlatego nie będę protestował i trochę się tu rozejrzę. W końcu sprzeciwy nic by mi nie dały.
            Po zobaczeniu tych „ważniejszych” miejsc udałem się na zewnątrz. Tam, gdzie porozstawiane były różne stragany. Byłem głodny, a na dniach otwartych często można dostać coś dobrego, nie wydając przy tym ani grosza. Jeżeli moje łowy się nie udadzą, zmuszony będę kupić coś w przydrożnym supermarkecie. Trochę przeszkadzały mi te tłumy ludzi, gdyż nie mogłem się swobodnie poruszać i, dodatkowo, co jakiś czas byłem przypadkowo szturchany. Dlatego też, gdy tylko dostałem średnią porcję jakichś przekąsek, szybkim krokiem udałem się do miejsca, gdzie praktycznie nikogo nie było. Jakiś szkolny placyk czy coś. Dużo zieleni i drzew, można było usiąść na ławce i odetchnąć. Stąd można było ujrzeć internat. Może zamieszkanie w nim będzie dobrą opcją, o ile mnie przyjmą. W końcu z domu do tej szkoły trochę drogi jest, a codzienne jeżdżenie w tę i we w tę na dłuższą metę może być upierdliwe. Choć z drugiej strony nie powinienem zostawiać mojego młodszego brata samego.
- Cześć!
            Ten melodyjny głos należał do niezbyt wysokiej szatynki, która chwilę temu stanęła tuż przede mną. Lekko uśmiechnięta, z pogodnym wyrazem twarzy ewidentnie chciała ze mną o czymś pogadać.
- Cześć. – odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- I jak, spodobała ci się nasza szkoła?
            „Nasza szkoła”, hm? Więc jest starsza?
- Prezentuje się dobrze.
- Dobrze wiedzieć. – zamknęła oczy – Jesteśmy nową placówką, dlatego wiele osób ma wątpliwości co do przyjścia tutaj…
- Nie powiedziałbym. W końcu dziś przyszło mnóstwo osób. To chyba o czymś świadczy, prawda?
- A jak jest z tobą?
            Spojrzenie prosto w moje oczy wywołało dość… dziwne uczucie. Nie byłem przyzwyczajony do tego typu rzeczy, dlatego szybko odwróciłem wzrok.
- To znaczy?
- Jesteś tutaj, na dniach otwartych, więc dołączysz do grona tutejszych studentów, tak?
            Nie jestem tu z własnej woli, ale…
- Jeżeli mnie przyjmą. – przymrużyłem oczy.
- Z pewnością się dostaniesz, o to się nie martw!
- Mówisz to, bo naprawdę tak myślisz, czy po prostu musisz? – burknąłem pod nosem.
- Eh? – otworzyła szeroko patrzałki.
- Nie, nic. Nieważne. – podniosłem się z miejsca, gdyż zakończyłem posiłek – To nie było nic ważnego.
- Hmm…
- Dzięki za rozmowę. – skinąłem łebkiem w stronę dziewczyny, a następnie udałem się w stronę ulicy.
            Może to, co powiedziałem było niemiłe, ale no cóż, nie przepadam za rozmowami z takimi ludźmi. Preferuję jednak samotność.
            Po południu zrobiło się jeszcze goręcej. Z trudem doczłapałem do przystanku autobusowego. Wątpię, że dam radę dojść do domu o własnych siłach, tak więc zdecydowałem się na przejażdżkę. Choć z pewnością i w autobusie będzie duszno. Ale lepsze to od bezpośredniego starcia ze słońcem.  
            Ze względu na korki i małe problemy techniczne, w domu znalazłem się dopiero po siedemnastej. Część drogi musiałem przejść pieszo, co tylko przedłużyło czas powrotu. Zdjąłem niepotrzebne rzeczy, po czym udałem się do łazienki, by przemyć twarz. Chłodna woda pomagała w takie duszne dni. Gdy wyszedłem z wc, wpadłem na matkę.
- Oh, już jesteś. Nie słyszałam, jak wchodzisz.
            Nie odpowiedziałem. Jakoś nie czułem potrzeby.
- Cichy jak zawsze. – pokręciła głową – Ale mniejsza. Jak poszło na dniach otwartych? Co myślisz o tej szkole? Było w porządku? Spodobało ci się? Jeżeli tak, to możemy…
- Chwileczkę. – przerwałem – Nie dam rady odpowiedzieć, jeśli zalejesz mnie tysiącem pytań za jednym razem. – zmarszczyłem brwi.
- Okej… No to opowiadaj.
            Westchnąłem.
- Szkoła jak szkoła, nie wiem, co tu opowiadać. – przeczesałem dłonią włosy – Było dość sporo osób. Sama placówka prezentowała się nieźle. Nie sprawdzałem, jak z nauczycielami. Nie chciało mi się słuchać ich nużącego monologu…
- Shun…
- No co? – obdarowałem ją niekoniecznie miłym spojrzeniem – Wiesz, co sądzę na ten temat. To ty mnie tam wysłałaś.
- To dla twojego dobra.
- No, no. Rzecz jasna.
- Wyślę zgłoszenie za ciebie, więc nie musisz się tym kłopotać. – posłała mi uśmiech – Studia są przyjemniejsze od liceum, także skończ się martwić.
            Ale ja się niczym nie martwię…
- Myślałem nad internatem.
- Dlaczego? – uniosła brwi do góry – Przecież szkoła jest w tym mieście.
- Dojazd może być po jakimś czasie kłopotliwy. Ale jeszcze co do tego nie mam pewności.
- Jak na razie nie podejmuj takich decyzji. Być może coś się zmieni.
            Na tym rozmowa dobiegła końca. Kobieta wyszła z domu, tłumacząc się jakimś spotkaniem. Obstawiam, że umówiła się z kimś. Cóż, dobrze dla niej. Po śmierci ojca było z nią źle, dlatego nowa miłość może być takim „odświeżeniem”. Mam nadzieję, że znajdzie szczęście.
            Licząc od jutra, zostało mi niewiele wolnego. Muszę dobrze zagospodarować ten czas, ponieważ wraz z nadejściem nowego roku szkolnego, będę musiał odmówić sobie wiele rzeczy.


~~~ 


Tak mnw wygląda główny bohater, Shun. Sory, że gif z animango, ale 2D>3D. 
Tutaj to każdy pasuje do mych wyobrażeń, a przy Azjatach trzeba szukać i szukać, żeby dopasować. D:

9 komentarzy :

  1. Zajebę Cię jak nie dokończysz ''Saved by you''. Nie zaczynaj nowej historii, bo moje uczucia znowu będą rozdarte. Nie wiem... Yumi może nawet popełnić samobójstwo tylko niech się coś wreszcie wydarzy. Oke? /:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To groźba czy jak? Mogę sobie zacząć nawet pierdyliard nowych historii, to mój blog. Jakiś czas temu napisałam, dlaczego SbY jest tak jakby urwane, dodam jak ogarnę końcówkę, bo zostały bodajże 2 rozdziały.

      Usuń
  2. Trochę nie lubię już głównego bohatera ale to może być ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawie się zaczyna, a główny bohater przypomina mi trochę mnie -.-. No i nie mogę się doczekać drugiego bohatera :3.
    ~Eleila

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy początek :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy początek :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy początek :D Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    bardzo mi się to podoba, Shun taki marudny, matka wszystko za niego załatwi, to po co na dni otwarte, mogła od razu wysłać to zgłoszenie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic