niedziela, 12 lipca 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 15.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 15.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 



                Podpierający się o umywalkę w łazience Woo Hyun od kilku minut zadręczał się tym, co widział podczas ostatniego dnia obozu. Właściwie myślał o tym przez cały tydzień, w końcu tyle już zdążyło minąć od powrotu. Powodowało to jego wręcz nadmierne odpływanie nawet podczas zwykłych rozmów. Najwyraźniej przejmował się tym bardziej, niż powinien. Kiedy chłopak w końcu zorientował się, że od kilku minut spogląda na lejącą się z kranu wodę, wyprostował się, zakręcił kurek, a następnie przeciągnął i westchnął. Przetarł oczy, po czym wyszedł z pomieszczenia. Zerknął ukradkiem na czytającego coś Luke’a, który siedział na sofie. Kiedy blondyn usłyszał dźwięk zamykających się drzwi, lekko obrócił łebek w stronę Hyuna.
- W końcu wyszedłeś. – powiedział, po czym odłożył książkę i podniósł się z sofy – Myślałem, że nie doczekam się tego momentu.
- Taa… Trochę się zamyśliłem. – zaśmiał się nerwowo.
- Ostatnio coś często to się zdarza. – stwierdził, łagodnie przymrużając oczy.
- Tak myślisz? – wzruszył ramionami – Nie zauważam tego nawet.
- To przez tę twoją dziewczynę? – zapytał, łapiąc za klamkę.
                Woo Hyun spojrzał zdziwiony na Luke’a, jednak szybko pozbył się tego wyrazu twarzy i wymusił niewielki uśmiech.
- Powiedzmy…
- Znowu się przez nią zadręczasz, co? – spojrzał na brązowowłosego – Dlatego uważam, że powinieneś znaleźć sobie kogoś bardziej cywilizowanego, niż ona.
- Ej, ej… - uśmiechnął się kącikiem ust – Myślałem, że dogadaliście się w dniu, gdy robiłeś mi ciasto…
- To była raczej jednorazowa zgoda… Skoro tak się przez nią zadręczasz, chyba jednak nie jest w porządku?
- D-dlatego powiedziałem „powiedzmy”, bo to nie do końca tak… - podrapał się w tył głowy, jednocześnie przymykając oczy.
- Hm, niech ci będzie. Ale i tak się do niej nie przekonam. Nie na chwilę obecną.
                Po tym blondyn wszedł do łazienki i zaczął się rozbierać. Stojąc w samej bieliźnie, podszedł do umywalki i odkręcił wodę. Pochylił się, po czym ochlapał twarz. Widząc swoje przemęczone spojrzenie, nieco zmarkotniał. Przypomniał sobie swoją wizytę u lekarza zaraz po powrocie, a także to, co tam usłyszał.
„Jak wyniki pokazują, nie jest najlepiej. Masz anemię. Dość przerażający jest fakt, że wcześniej miałeś problemy z sercem. Ale skoro twierdzisz, że z tym już jest w porządku, nie powinniśmy się martwić. Na szczęście jest to tylko anemia złośliwa. Niedobór witamin najpewniej spowodowany jest niewłaściwym odżywianiem. Proszę cię, abyś przyszedł tutaj za tydzień. W tym czasie poproszę znajomego dietetyka, aby ustalił dla ciebie specjalny jadłospis. Najlepiej będzie zacząć od tego.”
                „To naprawdę upierdliwe.” – pomyślał, po czym zakręcił wodę – „Wtedy Hyun Woo już w ogóle zemdleje z tych zmartwień. Wbrew pozorom naprawdę nie chcę go zadręczać, dlatego najlepiej będzie, jeśli tę sprawę zachowam dla siebie… Przynajmniej do momentu, aż on sobie wszystko wyjaśni z dziewczyną.”
                Blondyn w końcu poszedł się wykąpać. W tym czasie Woo chodził po pokoju i rozmyślał, jak tu zagadać Luke’a, aby jakoś zrozumiał, że był zbyt nieuważny z Eun Soo i… stało się. Był to dość ciężki temat, w końcu chodziło o sam romans z nauczycielem. Co gorsza, był to raczej związek homoseksualny, a to tylko jeszcze bardziej komplikowało wyznanie Hyuna.
                „To nie tak, że nie toleruję, bo homosie mi nie przeszkadzają, ale… dlaczego ten nauczyciel? Przecież to nie skończy się dobrze… Nie będzie mogło.” – pomyślał, zatrzymując się przed gablotką ze swoim rodzinnym zdjęciem.
                Brązowowłosy wziął do ręki ramkę z fotografią. Skupił swój wzrok na długowłosej kobiecie, która uśmiechała się najszczerzej, jak tylko mogła. Tuż obok niej stał młody Hyun Woo, na którego ramieniu spoczywała dłoń ojca. W tym momencie wyraz twarzy chłopaka uległ małej zmianie. Odłożył zdjęcie na szafkę, po czym odwrócił się i podszedł do sofy, by po chwili na niej usiąść.
                „To już będą cztery lata…” – pochylił łebek w dół – „Będę musiał ją odwiedzić. Dawno mnie tam nie było.” – twarz Woo Hyuna wyrażała żal i smutek, jednak w momencie, gdy myślał o swoim ojcu, cała mimika zmieniała się na gorsze.   
- O czym myślisz?
                Szatyn spojrzał w prawo. Lekko wzdrygnął się na widok Luke’a.
- Kiedy zdążyłeś tu usiąść? – zapytał zdziwiony – Byłem tu cały czas i nawet nie słyszałem…
- Bo za dużo myślisz. – przerwał koledze – Jednak tym razem wyglądałeś na bardziej zmartwionego. – spojrzał w oczy koledze – Coś się stało? Tym razem chyba nie chodzi o dziewczynę, mam rację?
                Luke podczas ostatnich rozmów z Woo Hyunem używał tak łagodnego i przyjemnego tonu głosu, że chłopak mógł się czuć bardzo swobodnie.
- Zgadłeś. – przyznał, po czym skinął łebkiem w stronę stojącej w pobliżu fotografii – Widziałeś już to zdjęcie, no nie?
- Tak. – potwierdził – To ty ze swoimi rodzicami. O to chodzi? Tęsknisz za nimi czy coś?
- Hah, dobry żart. – prychnął, dodatkowo przewracając oczami.
                Jednak bardzo szybko spoważniał, co zdezorientowało Luke’a.
- Nigdy nie będę tęsknił za tym śmieciem. Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mogę mieszkać w akademiku. Dzięki temu nie muszę sobie psuć nerwów poprzez spoglądanie na twarz jego i tej zdz… - przerwał.
                Hyun Woo wytrzeszczył oczy i w panice spojrzał na blondwłosego kolegę, który w tej chwili miał dość podobny wyraz twarzy do niego.
                „Nie powiedziałem tego na głos, prawda? Nie w ten sposób…” – pomyślał przerażony.
- Wszystko w porządku? – zapytał wyraźnie zdziwiony, jednak w ciągu kilku najbliższych sekund nie doczekał się odpowiedzi.
                Luke, widząc zakłopotanie i niepewność szatyna, mimowolnie zbliżył się i go delikatnie przytulił. Przymknął oczy, po czym lekko westchnął i postarał się rozluźnić.
- L-luke…? – jedynie tyle zdołał wydukać z siebie Woo.
- Hm?
- C-co ty robisz?
- Obejmuję cię, a co niby innego?
- To akurat wiem. – burknął pod nosem – Możesz już przest…
- Pomaga, prawda? – przerwał, lekko się uśmiechając pod nosem – Ciepło drugiej osoby potrafi uspokoić nawet w tych cięższych chwilach.
- Cóż, coś w tym jest, ale i tak…
                Zerknął na wtulonego w niego blondyna, będąc wyraźnie zmieszanym. Z jednej strony to było miłe uczucie, taki przyjacielski przytulas. Jednak z drugiej… Woo sam nie rozumiał szybszego bicia własnego serca. Obawiał się, że Luke to poczuje i jeszcze dojdzie do jakiegoś porozumienia, co byłoby lekkim kłopotem.
                „Gdy patrzę tak z tej perspektywy… On naprawdę ma drobne ciało. Wygląda tak niewinnie…” – lekko przymrużył oczy – „Nic dziwnego, że ten durny Eun Soo zaczął się do niego dobierać.”
- Zostałeś przez niego zraniony, prawda?
- Nie tylko ja… - zacisnął dłonie w pięści – Moja mama najbardziej ucierpiała. Zranił ją do tego stopnia, że…
                Luke domyślił się odpowiedzi. Posmutniał.
- Nie musisz tego mówić, jeśli nie chcesz. Jestem świadom, że to może być ciężkie.
- Nie… Jest dobrze. – rozluźnił nadgarstki, po czym wziął głębszy wdech – Nie popełniła samobójstwa. Z powodu przemęczenia swojego słabego organizmu zmarła. Starała się najbardziej, jak tylko mogła, aby nie było mi źle. Tylko ona w całej rodzinie traktowała mnie normalnie. Reszta nawet nie zauważała mojej obecności. Ojciec cały czas tylko w pracy albo u kochanki, która w końcu się do nas wprowadziła. Była tak niesamowicie dwulicową osobą… Że też coś takiego chodzi po tym świecie. Zniszczyła naszą rodzinę.
                Blondyn ułożył usta w prostą linię, opierając łebek o tors kolegi.
- To dlatego taki jesteś? Chcesz uwagi i sympatii tak wielu osób, ponieważ boisz się, że znowu zostaniesz sam?
- Myślę, że to główny powód.
- Więc są jeszcze jakieś?
- Gdy byłem młodszy dość często się przeprowadzałem, co wiązało się ze zmianami szkół. Zawsze znajdowałem sobie grupę kolegów, jednak oni po jakimś czasie mówili mi, że nie chcą się zadawać z kimś tak chamskim i poważnym jak ja. W końcu zostawałem sam i czekałem do kolejnej przeprowadzki. Sytuacja powtarzała się w każdej szkole. Nikt nigdy mnie nie zaakceptował. Dzięki temu, że miałem „kochającą mnie rodzinę” nie cierpiałem aż tak bardzo, w końcu to tylko kilka miesięcy bez znajomych, być może w nowej szkole jacyś się znajdą… Jednak po tym, gdy wszystko się rozsypało, nie mogłem tak po prostu być zawsze sam. Nie chciałem tego.
- Dlatego udajesz takiego miłego, zawsze chętnego do rozmów i pomocy? Dlatego nie masz własnego zdania?
- Heh. – uśmiechnął się – Teraz już wiesz. Nigdy nikomu nie powiedziałem tylu rzeczy.
- Być może powinieneś był zrobić to wcześniej. – powiedział – Ale co z Rae Joon? Czy nie przyjaźniliście się od dziecka.
- Taa, taka przyjaźń. Zawsze stawiała koleżanki na pierwszym miejscu. Dopiero po śmierci mamy jakoś tam zaczęła mnie wspierać, ale to nie to samo, co męskie towarzystwo.
- Też prawda.
                „Teraz wiem, co miała na myśli podczas tamtej rozmowy.” – pomyślał Luke.
                Blondyn oddalił się od Woo Hyuna, a następnie położył mu dłonie na ramionach i spojrzał prosto w oczy.
- Naprawdę się cieszę, że mi o tym powiedziałeś. – zaczął – Teraz rozumiem, dlaczego bycie szczerym było i z pewnością nadal jest dla ciebie ciężkie. Naprawdę nie spodziewałbym się, że mogłeś przez coś takiego przejść… Zawsze byłeś taki radosny... – przymrużył oczka – Dlatego uważam, że powinieneś to zmienić i zacząć wyrażać swoje prawdziwe emocje. Ludzie, którzy ich nie zaakceptują po prostu nie są ciebie warci. Mówisz, że nikogo przy tobie nie ma? A co ze mną? Poznałem twój sekret i nadal z tobą rozmawiam. Póki jesteś sobą, w czym tkwi problem? Czy sam nie mówiłeś, że jesteśmy przyjaciółmi? Ja cię za swojego uważam, więc dlaczego miałbym nagle cię zostawić? Skończ zadręczać się czarnymi scenariuszami i zacznij cieszyć się z tego, co masz.
                Hyun Woo na chwilę spuścił wzrok w dół. Miał lekko zmarszczone brwi, co tylko świadczyło o jego zakłopotaniu. To z pewnością był dla niego ciężki temat.
- Masz rację. – ponownie spojrzał na blondyna z niewielkim, acz szczerym uśmiechem – Dziękuję.
                Luke odwzajemnił gest.
- Od teraz bądźmy ze sobą szczerzy.
                „Szczerzy, huh? W takim razie nie ma na to rady, muszę mu o tym powiedzieć.” – pomyślał Hamilton.
- W porządku. – skinął łebkiem – Więc może ja zacznę…
- Hm? – uniósł do góry jedną brew.
- Byłem u tego lekarza, pobrał krew od nowa i jeszcze tego samego dnia dostałem wyniki. Nie myliłeś się, mam anemię.
                Szatyn złapał Luke’a za twarz.
- Mówiłem?! Tylko spójrz na swoją twarz! Okropne!
- D-dzięki… - spojrzał skruszony w bok.
- Znaczy, nie o tym mówię. Te worki pod oczami, przekrwione oczy…
- Czyli nie jestem okropny?
- Co? Nie, przecież mówię, że nie o to mi chodziło.
- Więc jaki jestem? – zamrugał kilka razy.
- Aż tak zabolało cię to jedno słowo? – przechylił łebek na bok.
- Powiedziałeś to tak szczerze, że naprawdę zacząłem się zastanawiać…
- Pff. – zasłonił usta.
                Minęła krótka chwila.
- Ale… nic ci nie będzie? – zapytał zatroskany.
- To na szczęście tylko niedobór witamin. Jutro idę odebrać jadłospis od tego doktorka.
- To wszystko przez to, że prawie nic nie jesz…
- Nie moja wina.
- A niby czyja? – pokręcił łebkiem – Na szczęście to nic poważnego.
- Racja. – przyznał – No i… Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę ci powiedzieć.
                „Coś jeszcze? To nie może być…” – pomyślał szatyn.
- Cóż… Myślę, że mogę być odmiennej orientacji.
                Woo Hyunowi opadła kopara.
                „O luju, on to serio powiedział! Myślałem, że wyjdzie z czymś w stylu ‘chce mi się spać’ albo ‘przez ciebie znowu się nie pouczyłem’, a on…” – złapał się za głowę – „Niech tylko nie dodaje, że między nim, a Eun Soo się DZIEJE, błagam. Za dużo informacji na jeden wieczór.”
- No… To chyba nic takiego?
- Tak myślisz? – zapytał blondyn – Nie obrzydza cię to ani nic?
- Skąd. – zaprzeczył – Jestem raczej tolerancyjny. – dumnie wypiął do przodu klatkę piersiową, jednocześnie łapiąc się za biodra.
- Nie rób takich póz, proszę…
- Wybacz. – wyprostował się – Serio, nie mam nic do osób homoseksualnych. Orientacja jak każda inna. – wzruszył ramionami.
                „Nawet on nie uważa, aby to było coś złego… Jeszcze niedawno cofało mi się, gdy słyszałem samo słowo ‘homo’, a teraz biorę pod uwagę fakt, że mogę być jednym z nich…” – pomyślał Hamilton.
- Odkryłeś to jakoś niedawno, czy byłeś tego świadom od dłuższego czasu i ukrywałeś się?
- Myślę, że pierwsza opcja będzie prawidłowa.
- W jaki sposób? – przez sekundę spojrzenie Woo było niesamowicie podejrzliwe.
- Erm… - chłopak widocznie zakłopotał się odpowiedzią.
- Coś nie tak? – zapytał niby nieświadom własnego pytania.
- Wiesz… To trochę… - zaczął bawić się dłońmi.
                „Nie mam jakichś większych oporów, aby wyznać mu, że jest coś między mną, a Eun Soo, ale… gdy mu powiem, że się całowaliśmy, chyba spalę się ze wstydu…” – stwierdził w myślach.
- Całowałeś się z jakimś i pomyślałeś, że „to jest to”? – zadał kolejne pytanie.
- Eh? – otworzył szerzej oczy.
                W mgnieniu oka twarz blondyna przyozdobiły dwa czerwone rumieńce, które przy jego bladej karnacji były aż nazbyt widoczne. Luke widocznie się speszył, ponieważ zaczął myśleć o Eun Soo i jego miękkich ustach, a świadomość, że robił to przed Woo Hyunem sprawiła, że jeszcze bardziej się zawstydził. Widok blondyna w takim stanie przyprawił brązowowłosego już drugi raz w tym dniu o mocne bicie serca. Lekko zdziwiony odchrząknął, a następnie odwrócił wzrok od kolegi.
- Wybacz, nie pomyślałem o czymś takim jak intymność i prywatność.
- No, nie pomyślałeś… - Hamilton wydał się trochę wkurzony.
                „Może i przesadziłem, ale… ta jego reakcja…” – ukradkiem zerknął na czerwoną twarz Luke’a – „Zawsze był taki uroczy? To dziwne, ale pomyślałem sobie, że chciałbym być na miejscu Eun Soo.” – przełknął ślinę.

~~~

                Poranne zajęcia przyniosły chłopakom kolejną ilość konfliktów. Wszystko zaczęło się od wychowawcy, który wręcz natarczywie patrzał się na piszącego test Luke’a. Chłopak nie mógł się skupić, cały czas czuł na sobie to spojrzenie, co tylko powodowało zmieszanie i brak koncentracji. Minęło już dwadzieścia minut, odkąd rozpoczęli pisanie testu, a on nawet nie dał rady skończyć pięciu zadań.
                „Niech on w końcu przestanie. Jestem pewien, że już ktoś to zauważył…” – pomyślał Hamilton.
                Blondyn wziął głębszy wdech i zaczął dalej rozwiązywać test, a przynajmniej starał się to zrobić. Nie mylił się. Większość klasy miała z pewnością gdzieś, czy Eun Soo molestował kogoś wzrokiem czy nie, jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy coś tak dziwnego. Pierwszy był Hyun Woo, wmawiający sobie, że pilnuje niewinności współlokatora. Zauważył wszystko praktycznie od razu. Drugą i ostatnią osobą był Jae Hoon, który widząc złość Woo i zakłopotanie Luke’a złożył sobie wszystko w całość. Gdy dostrzegł, że blondyn ledwo co zaczął rozwiązywać zadania, wyprostował się i skupił oczy na nauczycielu.
- Co jest, panie Eun Soo? Zakochał się pan w naszym małym blondasku, że aż tak wlepia pan w niego swoje oczy? Nie za mało panu romansów z uczniami?
                Wszystko ucichło, a sam Soo cisnął w Jae Hoona swoim przeszywającym spojrzeniem.
- Co proszę? – uniósł do góry jedną brew.
- Ja rozumiem, że kontrolowanie i sprawdzanie, czy ktoś ściąga jest normalne, ale tak natarczywe wgapianie się od dłuższego czasu w jedną osobę może być dla niej dość kłopotliwe. – spojrzał na test Luke’a – Proszę zobaczyć, prawie nic nie napisał. I przez kogo to?
- Zmień ton, jeśli do mnie mówisz. Nie będę tolerował takiego chamstwa.
- To po prostu szczerość. – przymrużył oczy.
- Jest różnica między szczerością, a chamstwem.
- Między wychowawstwem, a pedofilią również.
                Wszystkich zatkało. To nie był kolejny żart Jae Hoona. Tym razem nie zaśmiał się i nie przeprosił. Był w stu procentach poważny. Aż za bardzo. Jego spojrzenie mówiło samo za siebie.
- Koniec zajęć. Posiedźcie sobie sami.
                Po chwili było słychać jedynie głośny trzask drzwi. Wszyscy w dalszym ciągu siedzieli w ciszy. Luke spojrzał zszokowany na poważnego Jae Hoona, a gdy zobaczył jego wyraz twarzy, przełknął ślinę.
- To było… wow… - powiedział któryś z chłopaków.
- Jeszcze nie widziałem tak wściekłego Eun Soo…
- Chamsko, ale prawdziwie.
                Blondyn nie mógł wydusić z siebie nawet jednego słowa. To był dla niego czysty szok.

~~~

1 komentarz :

  1. Hej,
    no i Lucke ma anemie... no pięknie Woo chyba naprawdę zaczyna coś czuć do Lucke, pogadali szczerze, ech czemu był taki natarczywy...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic