wtorek, 14 lipca 2015

"Eien ni anata to." - Rozdział 3.

Eien ni anata to.


Gatunek: Shounen-Ai, Okruchy życia, Dramat.
Numer rozdziału: 3.
Autor: Chizu Chan.
 


~~~

                Sądziłem, że Satoshi będzie zachowywał się nieco inaczej, jak dotychczas. Coś w stylu zachowania dystansu lub rzadszego spotykania się. Jak widać nie powinienem był nawet o czymś takim myśleć, gdyż chłopak już z samego rana władował mi się do łóżka bez żadnych oporów. Szczerze mówiąc, do tej pory jestem niesamowicie zdziwiony jego zachowaniem. Jakby w ogóle nie przejmował się tym, że jestem gejem.
- Będziesz to jadł?
                Pytanie, które zapadło z ust czarnowłosego wyrwało mnie z myśli.
- Co? – przez chwilę jeszcze nie do końca kontaktowałem – A, o to ci chodzi. – zerknąłem na swój prawie że pełny talerz – Cóż, mogę odstąpić ci dwie krewetki w tempurze.
                Łagodnym ruchem dłoni przełożyłem pałeczkami jedzenie z talerza swojego na ten Satoshiego.
- Na więcej nie licz. – po tym od zrazu zacząłem jeść, aby nie musieć oddawać mu kolejnych przekąsek.
- Skąpiec. – burknął pod nosem.
                Obecna sytuacja naprawdę mi odpowiada. Chłopak wie o wszystkim, a mimo tego nie odtrąca mnie. Być może zmieniłby zdanie, gdyby dowiedział się, co tak naprawdę do niego czuję, jednak nie będę na razie się tym zadręczać. W najbliższym czasie nie zamierzam tego robić. Mam nieco ważniejsze sprawy na głowie.
                Dzień znowu zleciał mi szybko. To chyba magia wakacji. Wtedy zawsze czas tak mija. Nim zdążysz się obejrzeć, ponownie powitają cię mury szkoły i karcące spojrzenia nauczycieli. Jeszcze miesiąc i tam wrócę. Nie chcę tego, ale muszę. Chociaż tyle, że będę miał nauczanie indywidualne. Rodzice ponoć już wszystko załatwili z dyrektorem szkoły. Martwią się bardziej, niż powinni.
                Wieczorem, kiedy byłem sam w domu, wreszcie mogłem odpocząć. Moja rodzicielka przez cały czas potrafiła tylko zadawać pytania, czy wszystko w porządku. Doceniam jej starania i w ogóle, ale co za dużo to nie zdrowo, no nie?
                Po tym, gdy włączyłem kanał z muzyką i głośność ustawiłem na fulla, poszedłem do kuchni po jakiś jogurt. Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Zegarek wskazywał dziewiątą, więc wątpię, aby był to Satoshi. Sąsiad przyszedł ponarzekać, że za głośno?
- O co chodzi? – zapytałem, gdy tylko otworzyłem drzwi.
                Naprzeciw mnie stał wysoki mężczyzna z czarną teczką w ręku. Mimiką nie wyrażał jakichś nadzwyczajnych emocji. Po prostu stał sobie taki niewzruszony i już.
- Są rodzice, dzieciaku?
                Zmarszczyłem brwi.
- Niestety nie.
- Kiedy ich zastanę?
- Kto wie, ciężko to stwierdzić. Ostatnio są dość zabiegani.
                Trochę zastanawiało mnie spojrzenie nieznajomego mężczyzny. Jakby starał się mnie prześwietlić. Z pewnością był przystojny. Miał nieco dłuższe, czarne włosy związane w kitkę. Dość ciekawie to wyglądało. Rzadko widywałem facetów z włosami sięgającymi dalej niż do ramion.
- Chyba najlepiej byłoby skontaktować się z nimi telefonicznie, prawda?
- Masz rację.
                Zaczął grzebać w jednej z kieszeni płaszcza. Po chwili wyciągnął jakąś mini karteczkę i mi ją wcisnął. Zerknąłem ukradkiem na rzecz trzymaną w rękach.
- Wizytówka?
- Niech zadzwonią pod numer podany na odwrocie, tuż obok logo. – przymrużył oczy – Powiedz im, że przyszedł Sakimoto. To powinno wystarczyć.
- Powinno…? – uniosłem do góry jedną brew.
                Mężczyzna lekko się ukłonił, a następnie poszedł sobie. Zamknąłem drzwi i wróciłem do salonu. Położyłem wizytówkę na szklanym stole, po czym klapnąłem sobie na sofie. Po przeciągnięciu się złapałem za pilot, by po chwili wyłączyć tv.
- Nie ma co na nich czekać, idę spać.

~~~

- Mamo, wczoraj był tu jakiś facet i zostawił wizytówkę. Któreś z was ma do niego zadzwonić. – powiedziałem, stając w przejściu.
                Kobieta spojrzała na mnie zmieszana, ojciec podobnie.
- Wizytówkę zostawiłem na stole.
                Już chciałem iść, jednak Fumiko złapała mnie za rękę. Spojrzałem na nią pytająco.
- Czy ten mężczyzna coś ci mówił?
                Wyglądała na nieco poddenerwowaną. Zastanawiam się dlaczego.
- Że nazywa się Sakimoto czy jakoś tak. Tylko tyle.
                Rodzice wymienili się spojrzeniami. Nie chciałem się zagłębiać w ten temat, zapewne kombinowali coś związanego z moim leczeniem. Niedawno zrozumiałem, że nie powinienem się bać, obawiać i stresować z powodu choroby. Dlatego zacząłem podchodzić do tego tak o. Być może ta moja sztucznie stworzona obojętność jakoś się do tego przyczyniła, kto wie. Tak jest chyba najlepiej. Zamiast płakać po kątach, że jestem śmiertelnie chory po prostu będę żył tak, jak do tej pory.
                Po południu wyszedłem z domu. Udałem się prosto do gabinetu psychologa. Dziś była umówiona kolejna wizyta. Już nawet nie narzekałem. Takie rozmowy z osobą, która zna się na ludzkiej psychice są całkiem okej.
- Jak tam dzisiaj twoje samopoczucie, Ritsu?
                Praktycznie zawsze zaczynał nasze spotkanie od tego pytania.
- Wszystko gra jak należy.
- To dobrze. – uśmiechnął się pod nosem.
                Mogę z łatwością stwierdzić, że polubiłem rozmowy z tym facetem. Zawsze wiedział, co trafnego powiedzieć. Nawet on sam stwierdził, że się trochę zmieniłem. W pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna.
- Zostały jeszcze dwa zastrzyki, prawda?
- Tak. – potwierdziłem.
- Mam nadzieję, że ta kontrola za dwa tygodnie przyniesie ci pozytywne informacje.
                Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Nie tylko pan.
- W takim razie do następnego razu. – skinął głową.
- Tak. Do widzenia. – powiedziałem, po czym wyszedłem.
                Znowu szybko minęło. Nasze spotkania zazwyczaj są krótkie. Chyba nie ma potrzeby prowadzić rozmowy o niczym, aby tylko sprawdzić, czy z moją psychiką jest wszystko dobrze. Tę rzecz można chyba zauważyć gołym okiem.
                W domu znalazłem się przed ósmą. Przed tym jeszcze poszedłem do supermarketu zrobić małe zakupy, gdyż na dzisiejszą noc zaprosiłem Satoshiego. Pewnie będziemy grać i tak dalej, więc przekąski, napoje i inne takie są jak najbardziej potrzebne. Chłopak siedział sobie na sofie, spokojnie popijając jakiś napój. Uwielbiam jego dłonie. Takie blade, smukłe. Do tego ma niesamowicie długie palce. Jeszcze sposób w jaki mówi, porusza się. Jego mimika twarzy, głos śmiech. Naprawdę uwielbiam w nim wszystko.
- Ritsu?
                Spostrzegłem, że od dłuższego czasu przyglądam się czarnowłosemu. Robiłem to tak oczywiście, że sam to zauważył. Szybko odwróciłem wzrok, a następnie klapnąłem obok niego.
- Wybacz, zamyśliłem się.
- Nie szkodzi.
                Cichy śmiech dobiegający z jego ust nieco mnie rozluźnił.
- Przyniosłem kilka gier na plejkę.
- Chyba się dziś nie wyśpimy, co? – zapytałem, pomagając Satoshiemu rozpakować jego torbę.
- Pewnie nie.
                I znów ten przyjemny dla ucha śmiech. Czarnowłosy z pewnością jest bardzo wesołą osobą.
- Jutro będę musiał wyjść trochę wcześniej.
- Cos się stało?
- Ta dziewczyna, którą ostatnio wyznała mi co czuje znów to zrobiła.
- Eh? – spojrzałem na niego zaskoczony.
                A on wychodzi jutro wcześniej, ponieważ…?
                Nagle tak jakoś zrobiło mi się źle.
- Szkoda mi znów było ją ranić. Zgodziłem się na jedno spotkanie, ale powiedziałem jej, że to zwykły kumpelski wypad.
- Myślisz, że tak po prostu wzięła to do siebie?
- Nie wiem, ale jeśli zacznie robić coś dziwnego, przypomnę jej te słowa.
                Ulżyło mi.
- Nie chcę mieć teraz dziewczyny, jestem zbyt zajęty treningami, no i… - zerknął na mnie – Mój przyjaciel ma ciężkie chwile.
                To mnie zaskoczył. Uśmiechnąłem się mimowolnie, a bicie mojego serca nagle przyspieszyło. Takie proste słowa, a jak potrafią kogoś ucieszyć.
- Ze mną wszystko dobrze. – powiedziałem szczerze – Staram się myśleć pozytywnie.
- Wiem. Widzę to po tobie. – przymrużył oczy – Twoje spojrzenie się zmieniło.
- Potrafisz dostrzec tak niepotrzebne rzeczy. – pokręciłem łebkiem.
- Nie są niepotrzebne. – nadął policzki.
                Satoshi podłączył plejkę do telewizora, a następnie włączył którąś z przyniesionych przez siebie samego gier.
- Dasz radę ze mną wygrać?
- Jeśli dasz mi fory, to jasne. – sięgnąłem po pada.
- Pf, nie licz na to. – machnął ręką.
                Uśmiech od razu zagościł na mojej twarzy.

~~~


2 komentarze :

  1. Najpierw skusiłam się, by przeczytać starą wersje xD czytałam i czytałam i było wszystko spoko. Mówiąc szczerze nie byłam przekonana do nowej wersji, bo mówią że pierwsze.pomysły są.najlepsze ... ale muszę przyznać, że pisząc to od nowa podjęłaś słuszną decyzje :) Historia wydaje się być teraz bardziej spójna i nie naciągana. Czekam na.dalszy ciąg i pozdrawiam serdecznie ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny rozdział? Jak na razie wszystko spoko :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic