wtorek, 28 lipca 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 17.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 17.
Autor: Chizu Chan.



~~~

                Słowa wypowiedziane przez Jae Hoona odbijały się echem w głowie Luke’a. Chłopak był niesamowicie mocno zszokowany tym, co chwilę temu usłyszał, jak i brakiem jakiekolwiek reakcji swojego nauczyciela. Najgorsze było to, że nie potrafił nic powiedzieć. Bardzo chciał zaprzeczyć słowom czerwonowłosego i jakoś wybronić Eun Soo. Sprawa jednak go przerosła i nic nie zrobił. Od bardzo długiego czasu nie przeżył takiego ciosu. Osoba, do której ewidentnie coś czuł została zraniona. W takiej sytuacji nie mógł pozostać obojętny.
- Nie uważasz, że przesadziłeś…? – zapytał cichym głosem, wlepiając swe spojrzenie w podłogę.
                Chłopacy przerwali rozmowę i chwalenie słów Jae Hoona.
- Co? Dlaczego miałbym tak myśleć? – uniósł do góry jedna brew – Patrzał się, jakby chciał cię pożreć. To było okropne. No i ta sprawa z uczennicą… Może faktycznie coś jest na rzeczy? – kpiący śmiech dostatecznie zirytował blondyna.
                Hamilton zabrał swoje rzeczy, po czym podniósł się z miejsca, wcześniej zaciskając dłonie w pięści. Dzięki temu mógł jakoś wyładować odrobinę złości.
- No i co? – zerknął kątem oka na grupkę chłopaków – Nawet jeśli by tak było, nie masz prawa zwracać się do niego w taki sposób. Nie dość, że jest starszy, to jeszcze jest twoim wychowawcą. Trochę szacunku.
- Aah, przesadzasz. – machnął ręką – Po prostu byłem szczery i powiedziałem, co myślę. Nie musiał brać tego do siebie.
                Luke przymrużył oczy.
                „A więc to tak, hm?” – pomyślał, a następnie spojrzał Jae Hoonowi prosto w oczy.
- Heh. Teraz rozumiem. – uśmiechnął się na tyle, aby móc pokazać rząd równych ząbków – Wcześniej nie bardzo rozumiałem, dlaczego ludzie odtrącali szczerą osobę. Przecież szczerość to dobra rzecz. Odpowiedź przyszła szybciej, niż mógłbym się spodziewać. – wziął głębszy wdech – Jae Hoon… Nawet jeśli z zewnątrz wydajesz się być w porządku, twoje wnętrze jest naprawdę paskudne. – uśmiech zniknął z twarzy blondyna – Eun Soo miał rację. Nie potrafisz odróżnić chamstwa od szczerości. Radzę ci trochę nad tym popracować, bo z takim zachowaniem długo nie pociągniesz.
                Po tym lekko skinął łebkiem, a następnie się odwrócił, na chwilę nawiązując kontakt wzrokowy z Woo Hyunem. Blondyn nie posłał mu żadnego gestu. Cały czas miał ten zdenerwowany wyraz twarzy. Nawet podczas wymiany spojrzeń z przyjacielem to się nie zmieniło. Prawdopodobnie dlatego, że szatyn siedział bez jakiegokolwiek wyrazu.
                Luke nie mógł znaleźć Eun Soo przez najbliższe dwadzieścia minut. Nie było go w gabinecie, pokoju nauczycieli, na żadnym z korytarzy. Wprawdzie został jeszcze dach, ale czy brunet mógłby tam pójść? Hamilton postanowił to sprawdzić, więc już po chwili wchodził po schodkach na samą górę. Nie trwało to długo, gdyż już po dwóch minutach stał przed drzwiami prowadzącymi na dach szkoły. Pociągnął za klamkę, a następnie poczuł mocny powiew świeżego, nieco chłodnego powietrza. Słońce trochę go oślepiło, więc przysłonił twarz lewą dłonią, po czym zrobił krok do przodu. Po zamknięciu drzwi zaczął się rozglądać. Uśmiech mimowolnie wdarł się na twarz blondyna, gdy ten zobaczył sylwetkę wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny z papierosem w prawej ręce.
- Co robisz w takim miejscu, panie Choi?
                Czarnowłosy odwrócił się i spojrzał na Luke’a.
- A ty? – odpowiedział pytaniem – Uczniowie mają tu zakaz wstępu.
- Wiem. Zawsze przestrzegałem tych reguł... – uśmiechnął się pod nosem.
- Więc co sprawiło, że tym razem tego nie zrobiłeś?
- Po prostu pomyślałem, że cię tutaj znajdę. – spojrzał radośnie na wyższego mężczyznę.
                Eun Soo nie wiedział, co powiedzieć. Widok Hamiltona z tak pogodnym wyrazem twarzy działał na niego zaskakująco pozytywnie. Uspokajał go. Czarnowłosy położył dużą dłoń na głowie Luke’a, po czym zmierzwił jego włosy.
- Z tobą w porządku? Jae Hoon… przesadził. I to mocno.
- Tak, nie musisz się niczym martwić. Trochę mnie rozzłościł, ale to wszystko.
- Dlaczego nic mu nie powiedziałeś? – chłopak zmarszczył brwi – Powinieneś był…
- A czy nie miał racji? – przerwał blondynowi.
                Luke spojrzał zdziwiony na Eun Soo. Rozdziawił usta, jakby nie wiedział, co powiedzieć.
- Ty… żartujesz, prawda…?
- Tak myślisz?
                Nawet jeśli brunet z zewnątrz wyglądał, jakby nic mu nie było, tak naprawdę był mocno zraniony. Dopiero teraz blondyn to zauważył. Prawie że zamknął oczy, marszcząc przy tym brwi.
- Idioto. – Hamilton pacnął czarnowłosego w czoło z zamkniętej dłoni, a następnie spojrzał w dół – Jae Hoon chyba nie wie, kim jest pedofil. Jakbyś nie zauważył, nie jestem małym dzieckiem. – prychnął – Mam własną świadomość i potrafię myśleć. – założył dłonie na klatce piersiowej – Może i czasem wyglądam, jakbyś mnie wkurzał swoim natarczywym wgapianiem się i tym dogadywaniem, ale tak naprawdę lubię to!
                Eun Soo otworzył szeroko patrzałki. Wyglądał, jakby spodziewał się tego, co może wkrótce usłyszeć.
- Nawet jeśli, to w dalszym ciągu pozostaje jeden problem. Ten najważniejszy. – złapał się za kark – Jestem twoim nauczycielem.
- Phi, dopiero teraz o tym pomyślałeś? – nadął policzki, jednocześnie przewracając oczami.
                Po chwili twarz Luke’a nieco zmizerniała, ponieważ przypomniał sobie o pewnej ważnej rzeczy.
- Jae Hoon… o tym wie. I nie tylko on. Hyun Woo również.
                Ta informacja w ogóle nie zaskoczyła Eun Soo.
- Domyśliłem się…
- E… Serio…? To dobrze… chyba…
- Haha, ty naprawdę jesteś ciemny, jeśli chodzi o rzeczy tego typu. – zasłonił dłonią usta.
                Luke po raz pierwszy usłyszał śmiech bruneta mający taki pozytywny, melodyjny dźwięk. Ucieszył się.
- Całkiem możliwe. – przyznał niepewnie.
- Wiesz... – zaczął, chcąc zmienić temat – Prawda jest taka, że kiedyś spotykałem się z pewną uczennicą. Była studentką ostatniego roku i chodziła na moje prywatne korepetycje wraz z innymi członkami niewielkiej grupy. Imponowała mi praktycznie wszystkim. Była piękna, inteligentna, miała wspaniały charakter. Zawsze wiedziała, co powiedzieć. Czasami była dość cięta... – uśmiechnął się melancholijnie – Ale właśnie za to wszystko ją kochałem.
                „”Kochałem”, co?” – po tej myśli Luke nabrał pewnych wątpliwości, co nieznacznie odbiło się na jego wyrazie twarzy.
- Już nie jesteście razem. I to nie z własnej woli, prawda? – zapytał, znając odpowiedź – Co się wydarzyło?
- Jej rodzice dowiedzieli się o wszystkim. Zagrozili, że powiedzą o wszystkim dyrekcji i dodatkowo zgłoszą sprawę do sądu. Byłem tak jakby początkującym nauczycielem, dlatego taka rzecz mocno odbiłaby się na mojej przyszłości. Z pewnością straciłbym jakąkolwiek szansę na zdobycie nowej pracy. Wszystko byłoby w papierach…
- Więc…?
- Na Ri powiedziała, że uciszy rodziców, jednak musieliśmy zerwać.
                „Na Ri. To musi być imię tej uczennicy.” – pomyślał blondyn, będąc skupionym na historii Eun Soo.
- Cały kontakt się urwał, a ja nie widziałem się z Na Ri od tamtego czasu ani razu.
- Chciałeś tego zerwania?
- Skąd. Wolałem poświecić karierę, jednak ona mi na to nie pozwoliła. Bardzo żałuję, że to wszystko tak się potoczyło… – świetliki w oczach mężczyzny mogły świadczyć tylko o jednym.
- Aha. Rozumiem.
                Luke spojrzał w górę, zaczynając obserwować białe chmury. Słonce schowało się za jedną z nich, dzięki czemu jego promienie nie oślepiały blondyna. Chłopak wziął niesamowicie głęboki wdech, a następnie bardzo powoli wypuścił powietrze.
- Powiedziałeś… – zaczął z zawahaniem, co przykuło uwagę Eun Soo – Powiedziałeś, że ją kochałeś… ale to kłamstwo, prawda? – spojrzał znacząco na wychowawcę.
- Co…
- To kłamstwo, ponieważ ty nadal ją kochasz. – dokończył, przez co poczuł się źle.
                Brunet zamilkł. W ciszy spoglądał na Hamiltona.
- Dalej ją kochasz, dlatego tak pogodnie wyglądasz, gdy o niej mówisz. Nadal jesteś smutny, gdy wszystko wspominasz. Nie możesz powstrzymać łez, kiedy patrzysz na wasze wspólne zdjęcie…
                „Widział…? Ale kiedy?” – pomyślał Eun Soo, trochę panikując.
- Jednak od teraz nie będzie to miało żadnego znaczenia.
- Nie będzie miało… znaczenia? – powtórzył, nic nie rozumiejąc.
- Tak, ponieważ sprawię, że o tym zapomnisz. – uśmiechnął się szeroko, obdarowując wychowawcę tajemniczym spojrzeniem – Dlatego przestań się zadręczać i zacznij myśleć o mnie.
                Stanął na palcach, a następnie lekko cmoknął Eun Soo w usta.
- I nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. – oparł się o barierkę – Jej, nie wiedziałem, że stąd jest taki ładny widok na miasto.
- Niezły, no nie? – brunet dołączył do Luke’a – Dlatego często tu przychodzę.
- I olewasz swoje obowiązki. – przymknął oczy.
- O czym ty mówisz? – zapytał zdziwiony – Przecież jestem przykładny i zawsze wszystko robię, jak należy…
- Tak. I przy okazji bardzo skromny. – zaśmiał się – Nie potrafisz kłamać.
- Nie powinieneś mówić takich rzeczy do swojego nauczyciela.
                Luke machnął ręką i, z uśmiechem na twarzy, spojrzał na dobrze widoczne miasto. Eun Soo jeszcze przez kilka minut mówił blondynowi, jaki to on jest wspaniały i odpowiedzialny. Hamilton w końcu poczuł się szczęśliwy, gdyż mógł mieć tę drugą osobę, nie musząc się zadręczać głupimi rzeczami.
                „Więc w końcu i tak wszystko wyszło na dobre? Ta dwójka dogadała się i chyba są szczęśliwi… Chyba nic tu po mnie.” – pomyślał Hyun Woo, który do tej pory stał pod drzwiami od strony klatki schodowej – „Nigdy nie pomyślałbym, że to może tak zaboleć. Ale nic na to nie poradzę. Teraz Eun Soo będzie musiał odpowiednio zadbać o Luke’a.” – stwierdził, zaczynając schodzić na dół z kamienną twarzą.

~~~

                Po lekcjach blondyn udał się prosto do lekarza. Na miejscu czekała go krótka rozmowa, po której dostał zaplanowany przez dietetyka jadłospis. Doktor opowiedział o poszczególnych składnikach zawartych w niektórych produktach, po czym skończył wykład i pozwolił chłopakowi iść do domu. Luke po wyjściu z budynku zerknął na listę produktów.
                „Hmm… Nie jest tak źle. Niektóre dania z tych opisów są całkiem niezłe…” – pomyślał, przelatując wzrokiem po kartce – „Ale będę musiał pójść do sklepu kupić troszkę składników.”
                Hamilton udał się do dość dużego supermarketu, który na całe szczęście znajdował się w pobliżu jego szkoły. Poprosił jedną ze sprzedawczyń o pomoc w poszukiwaniu niektórych produktów. Kobieta pomogła nastolatkowi bez jakichkolwiek oporu, gdyż zafascynowała ją jego postawa. Taki spokojny i skupiony.
                Zakupy trwały nie więcej, jak trzydzieści minut. Luke wyrobił się przed zachodem słońca, dzięki czemu uniknął ochrzanu od ochroniarza. Kiedy znalazł się w akademiku, automatycznie przyspieszył krok, by jak najszybciej dojść do pokoju. W środku standardowo zastał Woo Hyuna, który ku zaskoczeniu blondyna czytał jakąś książkę. Hamilton zamrugał kilka razy i spojrzał jeszcze raz dla pewności.
                „Ta… To bez wątpienia książka. Żaden magazyn sportowy czy z recenzjami gier.” – stwierdził w myślach.
                Chłopak podszedł do kolegi i bez jakichkolwiek skrupułów położył mu dłoń na czole. Szatyn spojrzał zdezorientowany na Luke’a, który miał dość podobny wyraz twarzy, co on sam.
- Nie wygląda na to, abyś miał gorączkę… – wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał – Dobrze się czujesz?
- A dlaczego miałoby być inaczej? – uniósł do góry jedna brew.
- No wiesz… Ta książka należy do mnie i, o ile dobrze pamiętam, przerabiany w niej temat jest dość ciężki…
- Racja. Choć muszę przyznać, że jest ciekawa. Sytuacja głównego bohatera wydaje się być niecodzienna… – przerwał, kiedy zobaczył wyraz twarzy kolegi – Przeczytałem dopiero połowę, więc… pozwolisz mi skończyć?
- J-jasne... – zaczął powoli się oddalać od brązowowłosego, cały czas obserwując go w niepokoju.
                „Czy ja coś przegapiłem…?” – pomyślał.
- Wiesz, jeśli spodoba ci się ta historia, mam jeszcze jedną książkę od tego autora. Jest równie dobra.
- Tak? To dobrze. Dzięki.
                To przez skupienie podczas czytania czy na rzeczy było coś innego? Dziwna atmosfera w pomieszczeniu nie dawała spokoju blondynowi, jednak chłopak bez słowa zaczął chować zakupione produkty do szafek i lodówki, na której chwilę później powiesił jadłospis, używając do tego magnesu. Przeciągnął się, po czym wziął jogurt i udał się do salonu. Woo Hyun cały czas czytał książkę. Luke nie chciał mu przeszkadzać, więc usiadł na drugim końcu sofy. Rozluźnił się i zaczął jeść.
                „Zamiana ról? Teraz on czyta, a ja jem?” – lekko pokręcił łebkiem – „Eh, pewnie przesadzam. Może po prostu miał pogadankę i kazali mu się wziąć za siebie… To całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę jego ostatnie wybryki.”
                Kiedy blondyn zjadł, wrócił się do kuchni tylko po to, aby wyrzucił puste pudełko do kosza. Po tym poszedł do łazienki, by wziąć prysznic. Czynność wykonał dość szybko. W łóżku znalazł się jeszcze przed dziewiątą. Ułożył się wygonie, a następnie otworzył zeszyt z notatkami. Powtórka materiałów z historii i języków zabrała nie tylko trochę czasu, ale również sporo energii. Blondyn był bardzo senny, więc się położył. Przed całkowitym odpłynięciem miał wrażenie, jakby ktoś go obserwował, jednak szybko rozwiał te myśli i już po chwili słodko drzemał.

~~~

                Hamilton musiał wstać chwilę wcześniej, niż zazwyczaj, ponieważ tym razem musiał przygotować sobie śniadanie, które z pewnością wymagało trochę czasu. Tak mu się wydawało. Gdy zszedł z piętrowego łóżka, spojrzał na śpiącego Woo Hyuna. Zamyślił się, przez co przeżył niemały szok, kiedy oczy jego i szatyna się spotkały.
- Rany! – położył dłoń na klatce piersiowej – Przestraszyłeś mnie. – odetchnął – To ty nie śpisz?
- Spałem. – odpowiedział spokojnie – Ale obudziłem się, ponieważ się na mnie patrzałeś.
- To tak można…?
- No. – podniósł się do siadu, po czym przeciągle ziewnął – Czytasz tyle książek, dużo się uczysz i nie wiesz o tak banalnej rzeczy? – kpiący uśmiech Woo Hyuna wprawił blondyna w osłupienie.
- Słyszałem o tym, ale jakoś niespecjalnie... – przerwał, po czym pokręcił łebkiem – A zresztą, to jest nieważne.
                Blondyn spojrzał na zegarek, by zobaczyć, która godzina. Obrócił się w tył, by wyjść z pokoju, a kiedy już miał to zrobić, został zatrzymany przez słowa kolegi.
- Przepraszam za wczoraj.
                Odwrócił się zdziwiony.
- Za co?
- Wczoraj miałem zły humor i cię zbywałem.
                „Ah, a więc jednak.” – pomyślał Luke.
- Wczoraj poszedłeś spotkać się z Eun Soo, no nie? – zapytał.
- Erm… – przez chwilę nie wiedział, jak zacząć – Musiałem z nim porozmawiać. To całe nieporozumienie… To wszystko przeze mnie.
- Więc to tak. – zamknął oczy, a następnie wstał z łóżka.
- Wiesz, Hyun Woo... – przymrużył patrzałki, przygryzając dolną wargę – Eun Soo i ja… my…
                „Dlaczego powiedzenie tego jest takie ciężkie…?” – pomyślał.
- Spotykamy się... – gdy w końcu to powiedział, jego twarz zalała się rumieńcem.
- Serio? – udał zdziwienie – To jest… trochę dziwne, nie sądzisz?
- Tak myślisz?
- W końcu on jest twoim nauczycielem… Nie będziecie mieć przez to problemów? Jae Hoon powiedział już wystarczająco wiele.
- Nawet jeśli, ja… naprawdę tego chciałem. – lekko się uśmiechnął – Wiesz… myślę, że się zakochałem. – powiedział w stu procentach pewnie.
                Twarz Woo Hyuna na ułamek sekundy przyozdobiło spojrzenie pełne złości.
- Dlaczego mi o tym mówisz? Przecież z tym związkiem będziesz musiał się ukrywać, a rozpowiadanie tego…
- Bo ci ufam. – spojrzał szczerze na szatyna – Przed przybyciem tutaj nie rozumiałem takich rzeczy jak „zaufanie” czy też „miłość”. Teraz… to robi się coraz bardziej oczywiste.
                Brązowowłosy opuścił łebek w dół, po czym ułożył usta w prostą linię.
- A więc to tak... – powiedział – Cieszę się. Jednak nie mam zamiaru życzyć ci szczęścia czy czegoś podobnego. – podszedł do drzwi – Obyś później tego nie żałował.
                Przed wyjściem z pokoju usłyszał tylko radośnie wypowiedziane:
- Tak. Nie będę.
                Chłopak poszedł do łazienki i zamknął drzwi. Oparł się o nie plecami, po czym złapał za głowę i wziął głębszy wdech. Opuścił łebek w dół, a następnie zmarszczył brwi i zacisnął dłonie w pięści. Dość mocno zacisnął zęby. Chwilę później łzy same zaczęły wypływać z jego oczu. 



~~~


poniedziałek, 27 lipca 2015

"Shukuteki" - Rozdział 0

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 0.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 


"Kiedyś w końcu nadejdzie taki dzień, gdy pożałujesz wszystkiego, co mi zrobiłeś."

Mimowolnie zamknąłem oczy i zacząłem powoli wypuczać powietrze nosem. Zmęczony swoją niedługą przechadzką, postanowiłem zatrzymać się w cieniu i trochę odetchnąć. Dzisiejsza pogoda nie pozwalała na spokojne spacery. Słońce świeciło nadzwyczajnie mocno, przez co ja sam miałem wrażenie, że niedługo zemdleję. Nie lubiłem letniego okresu. Wszystko, co najgorsze, kojarzyło mi się właśnie z latem. Normalnie zostałbym w swoim pokoju i odpoczywał, jednak dziś musiałem zrezygnować z drzemki i opuścić mieszkanie. To nie tak, że wyszedłem z własnej woli. Matka dowiedziała się o jakichś dniach otwartych pewnego uniwersytetu, a że nie chce, abym etap nauki zakończył na liceum, wcisnęła mi torbę wypełnioną "potrzebnymi" rzeczami i wyrzuciła za drzwi, dosłownie. A sądziłem, że w końcu uwolnię się od szkoły. Bo po co komu ona? Od dziecka wmawiają nam, że w szkole nauczymy się wszystkiego, co w życiu niezbędne. Bzdura. Oczywiście nie mówię, że szkoła jest całkowicie niepotrzebna. Podstawy i tak dalej są konieczne, jednak po co mam się uczyć struktury i budowy DNA, wszystkich pierwiastków chemicznych, formułek dotyczących durnych praw filozofów, skoro w przyszłości chcę pójść w zupełnie innym kierunku? Zawód, który chciałbym wykonywać nijak ma się do tego, czego mnie uczono. Jeśli mam być szczery, więcej się nauczyłem surfując godzinami po internecie, niż siedząc przez pół dnia w jednej klasie. Sądzę, że każdy powinien mieć wybór, czego chce się uczyć. Na siłę niczego nie powinno się nam wciskać. Wydaje mi się, że umysły większości ludzi bazują na pewnej prostej zasadzie: Informacje, które wydają nam się interesujące, zapamiętujemy, jednakże te, które nie potrafią nas zaciekawić nawet w najmniejszym stopniu, wychodzą nam z głowy w oka mgnieniu, nawet jeśli będziemy się ich uczyć godzinami.
Tak naprawdę moja nienawiść do szkoły nie ma prawie nic wspólnego z systemem nauki, jaki w niej obowiązuje. Prawdziwym i jednocześnie jedynym powodem mojej niechęci jest coś innego.
- Że też zebrało mi się na te wspominki... - pokręciłem głową z niedowierzania, wzdychając głęboko.
            Przymrużyłem lekko oczy, a następnie przekroczyłem bramę, wchodząc na teren uniwersytetu. Tak, jak się spodziewałem, było dość sporo osób. Część to z pewnością studenci, na siłę starający się zachęcić tych młodszych do przyjścia tutaj. Sam budynek prezentował się nie najgorzej. Z tego, co mi wiadomo, była to dość nowa szkoła. Uczniów zaczęto przyjmować bodajże dwa lata temu. Opinie na temat placówki są niezłe, dlatego nie będę protestował i trochę się tu rozejrzę. W końcu sprzeciwy nic by mi nie dały.
            Po zobaczeniu tych „ważniejszych” miejsc udałem się na zewnątrz. Tam, gdzie porozstawiane były różne stragany. Byłem głodny, a na dniach otwartych często można dostać coś dobrego, nie wydając przy tym ani grosza. Jeżeli moje łowy się nie udadzą, zmuszony będę kupić coś w przydrożnym supermarkecie. Trochę przeszkadzały mi te tłumy ludzi, gdyż nie mogłem się swobodnie poruszać i, dodatkowo, co jakiś czas byłem przypadkowo szturchany. Dlatego też, gdy tylko dostałem średnią porcję jakichś przekąsek, szybkim krokiem udałem się do miejsca, gdzie praktycznie nikogo nie było. Jakiś szkolny placyk czy coś. Dużo zieleni i drzew, można było usiąść na ławce i odetchnąć. Stąd można było ujrzeć internat. Może zamieszkanie w nim będzie dobrą opcją, o ile mnie przyjmą. W końcu z domu do tej szkoły trochę drogi jest, a codzienne jeżdżenie w tę i we w tę na dłuższą metę może być upierdliwe. Choć z drugiej strony nie powinienem zostawiać mojego młodszego brata samego.
- Cześć!
            Ten melodyjny głos należał do niezbyt wysokiej szatynki, która chwilę temu stanęła tuż przede mną. Lekko uśmiechnięta, z pogodnym wyrazem twarzy ewidentnie chciała ze mną o czymś pogadać.
- Cześć. – odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- I jak, spodobała ci się nasza szkoła?
            „Nasza szkoła”, hm? Więc jest starsza?
- Prezentuje się dobrze.
- Dobrze wiedzieć. – zamknęła oczy – Jesteśmy nową placówką, dlatego wiele osób ma wątpliwości co do przyjścia tutaj…
- Nie powiedziałbym. W końcu dziś przyszło mnóstwo osób. To chyba o czymś świadczy, prawda?
- A jak jest z tobą?
            Spojrzenie prosto w moje oczy wywołało dość… dziwne uczucie. Nie byłem przyzwyczajony do tego typu rzeczy, dlatego szybko odwróciłem wzrok.
- To znaczy?
- Jesteś tutaj, na dniach otwartych, więc dołączysz do grona tutejszych studentów, tak?
            Nie jestem tu z własnej woli, ale…
- Jeżeli mnie przyjmą. – przymrużyłem oczy.
- Z pewnością się dostaniesz, o to się nie martw!
- Mówisz to, bo naprawdę tak myślisz, czy po prostu musisz? – burknąłem pod nosem.
- Eh? – otworzyła szeroko patrzałki.
- Nie, nic. Nieważne. – podniosłem się z miejsca, gdyż zakończyłem posiłek – To nie było nic ważnego.
- Hmm…
- Dzięki za rozmowę. – skinąłem łebkiem w stronę dziewczyny, a następnie udałem się w stronę ulicy.
            Może to, co powiedziałem było niemiłe, ale no cóż, nie przepadam za rozmowami z takimi ludźmi. Preferuję jednak samotność.
            Po południu zrobiło się jeszcze goręcej. Z trudem doczłapałem do przystanku autobusowego. Wątpię, że dam radę dojść do domu o własnych siłach, tak więc zdecydowałem się na przejażdżkę. Choć z pewnością i w autobusie będzie duszno. Ale lepsze to od bezpośredniego starcia ze słońcem.  
            Ze względu na korki i małe problemy techniczne, w domu znalazłem się dopiero po siedemnastej. Część drogi musiałem przejść pieszo, co tylko przedłużyło czas powrotu. Zdjąłem niepotrzebne rzeczy, po czym udałem się do łazienki, by przemyć twarz. Chłodna woda pomagała w takie duszne dni. Gdy wyszedłem z wc, wpadłem na matkę.
- Oh, już jesteś. Nie słyszałam, jak wchodzisz.
            Nie odpowiedziałem. Jakoś nie czułem potrzeby.
- Cichy jak zawsze. – pokręciła głową – Ale mniejsza. Jak poszło na dniach otwartych? Co myślisz o tej szkole? Było w porządku? Spodobało ci się? Jeżeli tak, to możemy…
- Chwileczkę. – przerwałem – Nie dam rady odpowiedzieć, jeśli zalejesz mnie tysiącem pytań za jednym razem. – zmarszczyłem brwi.
- Okej… No to opowiadaj.
            Westchnąłem.
- Szkoła jak szkoła, nie wiem, co tu opowiadać. – przeczesałem dłonią włosy – Było dość sporo osób. Sama placówka prezentowała się nieźle. Nie sprawdzałem, jak z nauczycielami. Nie chciało mi się słuchać ich nużącego monologu…
- Shun…
- No co? – obdarowałem ją niekoniecznie miłym spojrzeniem – Wiesz, co sądzę na ten temat. To ty mnie tam wysłałaś.
- To dla twojego dobra.
- No, no. Rzecz jasna.
- Wyślę zgłoszenie za ciebie, więc nie musisz się tym kłopotać. – posłała mi uśmiech – Studia są przyjemniejsze od liceum, także skończ się martwić.
            Ale ja się niczym nie martwię…
- Myślałem nad internatem.
- Dlaczego? – uniosła brwi do góry – Przecież szkoła jest w tym mieście.
- Dojazd może być po jakimś czasie kłopotliwy. Ale jeszcze co do tego nie mam pewności.
- Jak na razie nie podejmuj takich decyzji. Być może coś się zmieni.
            Na tym rozmowa dobiegła końca. Kobieta wyszła z domu, tłumacząc się jakimś spotkaniem. Obstawiam, że umówiła się z kimś. Cóż, dobrze dla niej. Po śmierci ojca było z nią źle, dlatego nowa miłość może być takim „odświeżeniem”. Mam nadzieję, że znajdzie szczęście.
            Licząc od jutra, zostało mi niewiele wolnego. Muszę dobrze zagospodarować ten czas, ponieważ wraz z nadejściem nowego roku szkolnego, będę musiał odmówić sobie wiele rzeczy.


~~~ 


Tak mnw wygląda główny bohater, Shun. Sory, że gif z animango, ale 2D>3D. 
Tutaj to każdy pasuje do mych wyobrażeń, a przy Azjatach trzeba szukać i szukać, żeby dopasować. D:

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic