piątek, 19 czerwca 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 14.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 14.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 

     Kiedy dzień dobiegł końca, praktycznie wszyscy położyli się spać, ponieważ byli padnięci po wieczornej zabawie. Był to ostatni dzień wycieczki. Jutro wszyscy mieli się spakować i wrócić do szkoły. Ale z pewnością przed tym na nastolatków będzie czekać coś jeszcze. 
     Kilka minut po północy, kiedy większość już spała, w tym Jae Hoon, Luke leżał z książką, którą czytał od jakichś dwóch godzin. Czerwonowłosy kolega chłopaka narzekał na światło, jednak po kilkunastu nieudanych próbach rozkazania wyłączenia latarki odpuścił sobie. Brązowooki czytał jakąś powieść fantastyczną, opierającą się w większości na miłości. Mimo iż dość obszerny wątek romansu go odpychał, Luke nie chciał porzucić książki. Zainteresował go pomysł, z pozoru zwyczajny, niewyróżniający się niczym szczególnym, jednak po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów od razu zmieniał zdanie czytelnika. Takich książek Luke nie mógł zostawić. 
     Trzask.
- Hm? - blondyn mruknął pod nosem, przenosząc wzrok z książki na wyjście z namiotu. 
     Po usłyszeniu kolejnych łamiących się gałęzi, chłopak zmarszczył brwi i odłożył książkę, wcześniej wkładając coś do jej środka, aby później nie szukać strony, na której skończył czytać. Usiadł wyprostowany i zaczął wsłuchiwać się w czyjś chód. Po chwili zerknął na wyświetlacz telefonu, a gdy zobaczył, że już druga, odłożył telefon i zbliżył się do wyjścia. Cicho rozsunął zamek i wychylił łebek z namiotu. W oddali zobaczył jakieś światło, jednak to było na tyle. Szybko schował się do środka i podszedł do śpiącego Jae Hoona. Zaczął go lekko klepać w plecy.
- Ej, wstań. 
     Czerwonowłosy jedynie machnął ręką i burknął, żeby Luke się zamknął i dał mu spać. Blondyn jednak nie odpuścił i pacnął kolegę w głowę. Jae Hoon od razu podniósł się do siadu i już chciał krzyknąć, jednak Hamilton uniemożliwił mu to, zasłaniając dłonią buzię. 
- Bądź ciszej. - szepnął.
- Mogę wiedzieć, co ty robisz? - zapytał, marszcząc czoło - Najpierw nie pozwalasz mi zasnąć, a teraz jeszcze budzisz... - przymrużył oczy.
- Chodź ze mną. - wskazał palcem na rozsuniętą część namiotu. 
- Ee? - uniósł do góry jedną brew - Po co? 
- Ktoś tam szedł. 
- I? - zrobił zmieszany wyraz twarzy, jednak gdy ujrzał poważną minę Luke'a, zaczął się śmiać, co szybko się skończyło, ponieważ blondyn błyskawicznie przysłonił mu usta dłonią. 
- Skończ się wydurniać, to nic zabawnego.
- Owszem, twoja mimika w tej chwili jest niesamowicie zabawna. - zamknął oczy ze śmiechu. 
- Eh, dlaczego musiałem trafić akurat na ciebie... - westchnął.
- No już, już, nie denerwuj się. - pokręcił głową - Słucham cię, o co chodzi. Słyszałeś jakieś dziwne szmery? Wycie wilków dobiegające z lasu? Śmiechy? Opowiadaj.
- Żartujesz sobie ze mnie? - nadął policzki - To były czyjeś kroki i łamiące się gałęzie. - dumnie obrócił łebek na bok. 
- I co, przestraszyłeś się, że aż musiałeś mnie obudzić, by poczuć się bezpiecznie? 
- Nie. - wycedził przez zęby, nieco się denerwując - Chcę sprawdzić, co to było. 
- Hmm, niech zgadnę... Któryś z chłopaków poszedł się odlać? - uśmiechnął się kącikiem ust.
     Nie minęła chwila, jak Luke zdzielił Jae Hoonowi prosto w głowę.
- Auć?
- Mógłbyś choć raz być poważny? - zapytał, ciskając wzrokiem w czerwonowłosego - A zresztą, do ciebie nic nie przemówi. Nie kłopocz się, sam pójdę.
     Po tym Luke opuścił namiot i z lekkim wahaniem zaczął zmierzać w stronę, gdzie wcześniej widział światło oraz czyjąś sylwetkę. Starał się zachować jak największą ciszę, co szło mu nieźle. Przynajmniej na chwilę obecną.
     Zatrzymał się, gdy usłyszał dwa różne głosy. Chciał się dokładniej przysłuchać.
- No ładnie.
     Blondyn gwałtownie obrócił łebek w bok.
- Przecież ci powiedziałem, że sam pójdę. Nie potrzebuję twojej pomocy.
- Tak, tak. Ale jednak wolałem mieć pewność, że nic cię nie zjadło, wiesz... Różne rzeczy się dzieją.
- Jasne.
- W końcu to las. Nawet, jeśli jest pod obserwacją, zawsze ludzkim oczom mogło przemknąć jakieś zwierze.
     Hamilton spojrzał na Jae Hoona, jednak nic nie powiedział.
- Wracając... - czerwonowłosy kontynuował - Jej, już wiesz, że to ktoś od nas, a i tak podsłuchujesz. Nieładnie. - pokręcił łebkiem, teatralnie wzdychając - Ciekawski jesteś.
- I kto to mówi. - przewrócił oczami.
- No dobra. - spojrzał przed siebie - Chcesz wiedzieć, kto to? W porządku. Ale to może chwilę potrwać. Oni chyba są... zajęci. - stwierdził z niesmakiem, słysząc odgłosy mlaskania.
- Co to za dźwięki? Są denerwujące. - zapytał Luke, marszcząc brwi.
- Naprawdę nie wiesz? - Jae Hoon spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, po czym wziął głębszy wdech - Jakiś ty niewinny.
- Co? O czym ty mówisz?
- Nieważne, obserwuj. - skinął łebkiem na dwójkę "tajemniczych" nastolatków.
     Minęło kilka minut. Luke nie rozumiał, dlaczego jego czerwonowłosy kolega miał tak skwaszoną minę. Chciał zapytać, ale stwierdził, że to pewnie i tak nic ważnego.
     "W końcu bardzo często ma taką minę." - pomyślał.
- No pięknie. - burknął pod nosem - Oby tylko nie poszli na całość zanim nam się pokażą. Naprawdę nie interesuje mnie dźwięk jęków, stęków i innych takich.
     Brązowooki otworzył szeroko oczy i spojrzał zszokowany na Jae Hoona, jakby się wszystkiego domyślił.
- To znaczy, że oni...?
- To dla mnie zbyt wiele... Odpadam. - złapał się za głowę.
     Luke zmarszczył brwi i zrobił krok w tył.
- Nie wierzę, że podsłuchiwałem, jak ktoś się całuje... - złapał się za głowę.
- To jak, wracamy? - zapytał, widząc zabawną minę blondyna.
- Dobra...
     Powrót nie trwał długo. Choć na początku chłopcy starali się iść bardzo cicho, później nawet nie zwracali uwagi na to, czy pod nimi łamią się gałęzie czy nie. Gdy w końcu znaleźli się w swoim namiocie, usiedli na tyłkach. Jae Hoon od razu zdjął bluzę i położył się na śpiworze.
- Możesz mi coś wyjaśnić?
- No?
- Jakim cudem nie domyśliłeś się, co oni robią? Ten dźwięk jest aż tak ci obcy? Nigdy się nie całowałeś, czy co?
     Luke od razu nieco się spiął. Na szczęście udało mu się to ukryć. Spojrzał obojętnie na Jae Hoona i powiedział:
- Nie twoja sprawa.
- Heh. - uśmiechnął się szyderczo.
     Hamilton odwrócił wzrok, po czym zdjął bluzę. Wziął kocyk i się nim owinął.
- Nie musisz się od razu denerwować. To zwykłe pytanie.
- To nie twoje pytania mnie denerwują. Po prostu twoja osoba tak na mnie działa. - położył się na boku.
- Jestem aż tak irytujący?
- Szczerze czy nie?
- Więc to tak, hm... - przymrużył oczy, spoglądając w górę.
- Tylko nie popadnij w depresję.
- Spokojnie, już do tego przywykłem. - wzruszył ramionami.
- Często to słyszysz? - zapytał z ciekawości.
- No, powiedzmy. Większość ma mnie dość na dłuższą metę.
- W sumie... najczęściej widywałem cię samego... Ewentualnie z Woo Hyunem.
- Taa. - przymknął oczy, delikatnie się uśmiechając.
     Luke odwrócił się w stronę czerwonowłosego. Chłopak miał już zamknięte oczy i starał się zasnąć.
- Nie jest ci z tym źle? - zapytał sam z siebie. 
     Jae Hoon nawet nie drgnął. Hamilton pomyślał, że nie dostanie żadnej odpowiedzi.
- Chyba nie... Może? Nie mam pojęcia. - wziął większy wdech, a po chwili zaczął powoli wypuszczać powietrze - Nie jest mi z tym jakoś specjalnie źle. Szczerze mam gdzieś, czy ktoś mnie lubi czy nie. Jestem sobą i jeżeli ktoś tego nie akceptuje, to już jego problem.
     "Woo Hyun mógłby się od ciebie wiele nauczyć..." - pomyślał Luke, przymykając oczka.
- Masz naprawdę dobre podejście. - szczerze stwierdził, po czym wygodnie się ułożył.
     Chłopak był tak padnięty, że nawet nie usłyszał, jak Jae Hoon mu podziękował. Zasnął niesamowicie szybko.

~~~ 

     Nawet nie było szóstej, kiedy to na zewnątrz dość spora grupa biegała z wyraźnym podekscytowaniem. Przez ich hałas obudziła się ta pozostała część. Chwilę po przebudzeniu, z namiotu wyłonił się podirytowany Jae Hoon. Czerwonowłosy podszedł do biegających chłopaków i, z widoczną żyłką na czole, zapytał ich, dlaczego się tak wydzierają.
- Nie wiem, co was tak ucieszyło, ale błagam, zamknijcie się w końcu. Chcę spać.
- Nie zrzędź tak, Hoon! - krzyknął jeden z chłopaków - Mamy ogromny powód do radości!
- Ta, jak zwykle... - burknął pod nosem.
- Słuchaj tylko. Dziś na kilka godzin przed wyjazdem będziemy mogli spędzić czas z dziewczynami!
     Jae Hoon w dalszym ciągu wpatrywał się w kolegę bez jakiegokolwiek wyrazu, jakby wyczekując dalszej części.
- No? Mów dalej.
- Ale to wszystko.
     Wyraz twarzy czerwonowłosego był w tej chwili bezcenny. Po chwili zaczął się śmiać i zaczął zmierzać do namiotu.
- Co cię tak rozbawiło? - ciemnowłosy chłopak dotrzymał mu kroku.
- Nie uważacie, że zachowujecie się trochę zabawnie? - zapytał z przymkniętymi oczami - To tylko dziewczyny. Widujecie je na co dzień. - pokręcił łebkiem - Gorzej niż zwierzęta... - spoważniał.
     Chwilę później znalazł się w namiocie. Był tak zamyślony, że nawet nie spostrzegł, iż Luke gdzieś zniknął.
     W międzyczasie, kiedy Jae Hoon zasypiał, uciszaniem chłopaków zajął się Eun Soo. Wysoki mężczyzna pacnął kilu po głowie jakąś gazetą, a tej pozostałej części posłał piorunujące spojrzenie. Chłopcy od razu się uciszyli. Czarnowłosy nic im nie powiedział, jedynie westchnął i udał się w miejsce, gdzie wcześniej widział Hamiltona.
     "Może w końcu uda mi się go złapać. Naprawdę muszę z nim porozmawiać. Musimy w końcu wszystko sobie wyjaśnić." - pomyślał, po czym zatrzymał się kilka metrów od blondyna.
     Luke nie zauważył wychowawcy. Mył ręce, przez co wszystko zagłuszane było przez lejącą się wodę. Zauważył czyjąś obecność dopiero wtedy, gdy zakręcił kran i poczuł czyjś wzrok na sobie. Odwrócił się, a kiedy tuż przed sobą zobaczył znajomą twarz Eun Soo, odwrócił łebek na bok i spuścił wzrok na dół. Nic nie powiedział.
- Możemy porozmawiać? - zapytał łagodnie.
- O czym chcesz rozmawiać? - z trudem spojrzał na wychowawcę.
- Mniej więcej o tym, co ostatnio między nami zaszło.
- T-to nic takiego, więc... - kiedy starał się wyminąć Eun Soo, ten go złapał za rękę i nie pozwolił odejść - Możesz mnie puścić?
- Tylko wtedy, gdy porozmawiamy.
- Ale nawet nie mamy o czym rozmawiać! - podniósł głos z nerwów, jednak po chwili uspokoił się i spuścił łebek w dół - Wtedy... Wtedy może i powiedziałem zbyt wiele, ale kierowały mną emocje. Nigdy normalnie nie przyznałbym się do czegoś takiego. Nie tobie.
- Mów dalej.
- Dlatego nie mamy o czym rozmawiać... - pomyślał o ciepłej dłoni czarnowłosego, przez co się lekko zarumienił - Więc... zapomnij o tym...
     Kiedy próbował wyrwać dłoń, Eun Soo złapał go mocniej i odwrócił do siebie. Spojrzał blondynowi prosto w oczy, co go całkowicie unieruchomiło. Gdy zauważył kolorki na twarzy Luke'a, uśmiechnął się kącikiem ust, po czym zbliżył się do niego i delikatnie pocałował. Hamilton nie opierał się. Chciał tego. To był jedynie ułamek sekundy, kiedy z zaskoczonego, niepewnego nastolatka zmienił się w chcącego czegoś więcej chłopaka. Pragnął czegoś więcej od Eun Soo. Nie wiedział, dlaczego tak było, nawet nie chciał się nad tym zastanawiać. Szkoda mu było czasu. Wolał go poświęcić na coś innego.
     Czarnowłosy wyraźnie się zdziwił, kiedy to Luke owinął ręce wokół jego szyi i jako pierwszy pogłębił pocałunek. Nie chciał dać za wygraną, dlatego też niesamowicie szybko przejął kontrolę nad sytuacją. Podczas gdy językiem masował podniebienie chłopaka, dając się jeszcze bardziej wciągnąć namiętnemu pocałunkowi, jedną z dłoni łagodnie, jednak wystarczająco przyjemnie masował jego plecy i pośladki. Obydwaj czuli się świetnie. Ciepło bijące od postaci Eun Soo jedynie dawało Hamiltonowi większą pewność, że nie będzie żałował tego, co teraz robi. Nie chciał nawet myśleć o złych skutkach tego pocałunku. Czuł się wspaniale, dlatego też nie zawracał sobie głowy przeszłością. Nie czuł już tego obrzydzenia, co wcześniej. Teraz towarzyszyły mu jedynie przyjemność i pożądanie. Nie obawiał się tego, co może nadejść.
     Jednak nie pomyśleli o jednej ważnej rzeczy. Znajdowali się w zbyt zauważalnym miejscu.

~~~ 

- Haha, jasne chłopaki, dołączę do was, tylko się trochę przemyję.
- Kara od trenera musiała dać niezły wycisk, co? - zapytał znajomy z drużyny brązowowłosego.
- Trochę dał w kość. - przyznał - Ale warto było.
- Chociażby dla samej miny trenera! - dodał kolejny chłopak - Stary, nawet nie wiesz, jak bardzo był wtedy wkurzony! Aż chciałem ci zacząć klaskać, powaga! - zaśmiał się.
- Przesadzacie. - machnął ręką.
- Skądże. Taka prawda.
- Dobra, dobra. - uśmiechnął się - Czekajcie na mnie na polu, za chwilę przyjdę.
- Luz. - powiedzieli jednocześnie, po czym dołączyli do reszty chłopaków, a następnie udali się grupą na pole do gry.
     Lee Hyun Woo cieszył się, ponieważ jego koledzy słyszeli, jak przestał być sztucznie miły, a w dalszym ciągu trzymali się blisko niego.
     "Chociaż... kto wie, jak zachowywaliby się, gdybym był taki w stosunku do nich..." - pomyślał, nieco smutniejąc.
     Chłopak szybko porzucił tę myśl, nie chciał się zadręczać. Gdy jego oczom ukazało się miejsce, do którego zmierzał, lekko się przeciągnął i uśmiechnął. Ten szczęśliwy wyraz twarzy zniknął, kiedy zobaczył obściskującego się Luke'a z Eun Soo. Na początku spoglądał na nich zaskoczony. Szeroko otwarte oczy były niczym. Zaraz po tym zaczął się rozglądać, czy nie idzie tu nikt inny. Na szczęście było czysto. Znów spojrzał na tę dwójkę. Tym razem jednak był bardziej zdenerwowany, niż zdziwiony. Przymrużył wrogo oczy, po czym skupił całą swoją uwagę na nauczycielu.
     "Myślałem, że to przypadek, gdy Luke był wtedy z tym facetem... Ale... chyba się myliłem." - pomyślał, po czym z opuszczoną głową zaczął zmierzać w stronę pola do gry.

~~~ 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 13.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 13.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 

     Pierwsza noc minęła dość szybko. Chłopcy położyli się spać dopiero około piątej, co okazało się być sporym błędem, ponieważ już o ósmej czekała ich dość nietypowa pobudka. Niektórym nie spodobało się spontaniczne spotkanie z lodowatą wodą, więc wybuchli niekontrolowaną wściekłością. Hamiltonowi udało się tego uniknąć dzięki temu, że zwinął się w kłębek i zniknął w śpiworze. Niestety Jae Hoon już nie miał tyle szczęścia. Zdenerwowany zaczął wycierać mokre włosy, co obudziło Luke'a. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, przeciągnął, a na końcu lekko przetarł oczy.
- A ty co taki zadowolony? Śniłeś o Eun Soo?
     Blondyn spojrzał zmieszany na Jae Hoona.
- Dalej swoje? - zmarszczył brwi, kierując wzrok na włosy kolegi - Co ty taki mokry? Aż tak pocisz się przez sen?
- To nie pot! - podniósł głos, przez co Luke się lekko uśmiechnął, cudem powstrzymując śmiech - Oblali mnie.
- Dlaczego?
- A skąd mam wiedzieć? Ciebie też by to spotkało, gdybyś nie był takim knypkiem, którego zakryje byle przedmiot.
     "Chcesz się bić?" - pomyślał Luke.
- Jak widać knypkowatość mnie uratowała. - przymknął oczy.
     Czerwonowłosy westchnął.
- Nie tak łatwo cię sprowokować, co?
- Powiedzmy.
     "Ależ on mi działa na nerwy." - blondyn podniósł się i przeszedł kawałek wzdłuż namiotu.
- Gdzie idziesz? - zapytał Jae Hoon.
- Przemyć twarz.
- Załóż coś jeszcze, na zewnątrz jest chłodniej. - zaczął ponownie wycierać ręcznikiem włosy.
- Okej, mamo? - zmarszczył brwi i zabrał bluzę.
     Blondyn wyszedł z namiotu i wziął głęboki wdech. Faktycznie, trochę wiało, dlatego już po chwili Hamilton szedł w stronę kranu ubrany w bluzę. Po drodze minął kilku chłopaków, którzy najwyraźniej wracali z porannej rozgrzewki. Chłopakowi na myśl przyszedł Hyun Woo, którego już trochę nie widział. Brakowało mu tej gadatliwości i lekkiej natarczywości. Myśli szybko przeskoczyły na postać czarnowłosego wychowawcy, Eun Soo. Na twarz Luke'a wdarły się niewielkie rumieńce mówiące o tym, iż chłopak przypomniał sobie, co zrobił. Z pozoru ta sytuacja mogła się wydawać dla osoby trzeciej czymś normalnym, jednak dla blondyna to było coś innego. Głównie ze względu na jego barierę i charakter.
     Nim chłopak zdążył się obejrzeć, przemył twarz i zaczął zmierzać do namiotu. W oddali zobaczył wysokiego mężczyznę, którego rozpoznał od razu. Nie chciał się z nim spotkać, więc postanowił przejść inną drogę. Trochę dziecinne, ale co poradzić.
     Luke chwilę później znalazł się za jakimś murkiem, gdzie wpadł na kolegę. Brązowowłosy chłopak, widząc współlokatora, podszedł do niego z uśmiechem i rozpoczął rozmowę.
- No, w końcu chwila wytchnienia!
- Co tu robisz?
     Blondyn rozejrzał się po okolicy. Szybko doszedł do wniosku, że to tutaj wczoraj rozmawiał z Eun Soo.
- Aa, wiesz... - Hyun Woo podrapał się w tył głowy, myśląc nad czymś - Chowam się przed trenerem. Znając go, pewnie każe mi biegać, gdy tylko mnie zobaczy.
- Ale dlaczego tutaj? - szybko przeleciał oczami po okolicy - Niezbyt przyjemne miejsce na kryjówkę.
- Niby tak, ale... - brązowowłosy przymrużył oczy, spoglądając na blondyna - Tutaj raczej nikt nie przyjdzie. Ponadto, gdy tylko zobaczyłem trenera, zacząłem uciekać. Wtedy nawet nie myślałem dokąd biegnę. - zaśmiał się nerwowo.
- Kiedyś w końcu cię zobaczy, więc nie rozumiem, po co to uciekanie.
- Gdybyś miał taki wycisk co ja, zrozumiałbyś.
- Być może, jednak pewności nie ma. - nie ustąpił - Mógłbyś pokazać swoją prawdziwą buźkę i powiedzieć, co myślisz, a nie sztucznie się uśmiechać i robić to, co on ci powie. W końcu nie przyjechaliśmy tutaj po to, abyście trenowali. Cel był trochę inny.
- Nigdy nie odpuścisz, co? - spojrzał w dół - Staram się.
- Marnie ci to wychodzi.
- Dopiero się rozkręcam.
- Nie da się szybciej?
- Nie! - odwrócił się na pięcie, jednak nie przemieścił do przodu - Równie dobrze ty mógłbyś przestać być takim nieufnym dupkiem. To całkiem podobne sytuacje, wiesz? - powiedział bardziej poważnym tonem głosu.
     Luke otworzył szczerzej oczy, wyrażając w ten sposób swoje zdziwienie.
- Wcześniej tego nie zauważyłem... - szepnął się pod nosem, spoglądając na oddalającą się sylwetkę Woo Hyuna.
     "Ale ma rację. Powinienem najpierw spojrzeć na siebie, a dopiero po tym mówić, co Woo powinien zrobić..." - pomyślał, lekko marszcząc brwi.

~~~ 

     Przed godziną 15 wszyscy zebrali się przez wejściem do głębszej części lasu. Chłopaków czekała jakaś gra terenowa, polegająca głównie na szybkości i zwinności. Chodziło w niej o to, aby jedna drużyna uciekała przed drugą, korzystając ze wszelkich dostępnych środków. Jeżeli w danym czasie liczba "schwytanych" osób nie będzie wynosiła więcej niż 50%, wygrywa drużyna, która uciekała. Gra zaczęła się o równej 15. Pierwsza drużyna ruszyła w las, starając się oddalić jak najszybciej. Luke nie był z tego powodu zadowolony, ponieważ większość "sportowców" trafiła się do drużyny, która będzie ich ścigać. Chłopak zagłębiał się w las swobodnym chodem. Nie zależało mu na tym, czy wygrają czy nie. Po około 10 minutach ruszyła druga drużyna. Blondyn niedługo po tym zaczął słyszeć ich szybkie kroki. Niby nie przeszkadzała mu przegrana, ale nie chciał być tym, który odpadnie jako pierwszy. Dlatego też zaczął biec przed siebie, skręcając trochę w prawo. Zbyt daleko się nie oddalił, gdyż przez słabą kondycję dość szybko się zmęczył. Usiadł pod jednym z drzew, by móc odsapnąć. Po kilku minutach zaczął słyszeć rozmowy kolegów z przeciwnej drużyny, jednak miał szczęście - żaden z nich go nie zauważył. Minęła kolejna chwila i Luke podniósł się na nogi. Przeszedł kawałek do przodu, jednak tym razem nie poszczęściło mu się. Jeden z chłopaków go dostrzegł i zaczął gonić. Blondyn zdziwił się i pobiegł przed siebie. Determinacja nie dawała za wygraną. Myślał tylko o niewielkiej ilości czasu, jaka pozostała. Zauważył przed sobą sporą ilość ogromnych drzew. Odpychać mogła jedynie mgła, na którą na <nie>szczęście blondyn nie zwrócił uwagi. Schował się za jednym z drzew i tym razem już wolnym krokiem podążał przed siebie, łapiąc spore wdechy. Dopiero wtedy blondyn zauważył mgłę.
- Dziwne. - rozejrzał się dookoła - Mgła o tej porze? - zerknął na wyświetlacz telefonu, który chwilę wcześniej wyjął z kieszeni - Już po 17? - rzekł do siebie zdziwiony - Ale to i tak za wcześnie... 
     Kolejne kilka kroków w przód i gałęzie, po których przechodził Luke zaczęły dziwnie pękać. Zatrzymał się, gdyż prócz swoich kroków, słyszał również kogoś innego. Stał nieruchomo tuż obok drzewa, nasłuchując, czy znajomy z klasy już odszedł. Stwierdził, że tak dopiero po kilku minutach, gdy kroki były coraz cichsze. Odetchnął z ulgą i zrobił trzy kroki w przód. Gałęzie spod stóp blondyna złamały się, a on sam wywrócił się na tyłek i zjechał w dół, prosto do jakiegoś dołu. Gdy w końcu wylądował na siedzeniu w nieco ciemniejszym miejscu niż wcześniej, spojrzał w górę. Wbrew pozorom, dół wcale nie był taki głęboki, jednak Luke sam nie dałby rady z niego wyjść.
- Auć... - zaczął rozmasowywać obolały tył głowy, ponieważ się uderzył - Co to ma być?!
      Sięgnął do kieszeni, aby wyjąć telefon, jednak...
- Nawet sobie nie żartujcie. - zaczął panicznie przeglądać wszystkie kieszenie, a następnie ziemię.
     Telefon prawdopodobnie został na górze. Chłopak złapał się za głowę i wziął głęboki wdech.
- Co w takiej chwili powinienem zrobić...? Jestem sam. Nie mam telefonu. Nie ma nikogo w pobliżu. Sam stąd nie wyjdę, a niedługo zacznie się ściemniać! - zacisnął dłonie w pięści - Ale nie ma się co denerwować! W końcu zauważą moją nieobecność i zaczną mnie szukać. - uśmiechnął się z wyrazem pełnym ulgi.
- Tylko jak długo będą szukać tego miejsca? Przecież pobiegłem dość daleko!
- Racja... - przeraził się nieco.
     Minęło kilka sekund zanim Luke zauważył coś ważnego. Z nadzieją spojrzał w górę, a gdy ujrzał znajomą twarz, uśmiechnął się jak małe dziecko, które dostało pożądaną zabawkę na urodziny.
- Yo.
- Ratujesz mnie! - krzyknął uradowany - Jest tam mój telefon? Sprawdź! - przeciągnął się - No i pomóż mi stąd wyjść, sam nie dam rady. Tylko szybko. Tutaj jest nieprzyjemnie. Chociaż plus taki, że ciemno. Nie widzę żadnych robali...
- Zaczynam żałować, że tutaj przyszedłem... - szepnął do siebie, sztucznie się uśmiechając.
- I co, jest?
- Tak. - odpowiedział, gdy wziął do ręki telefon kolegi - I nie, nie jest uszkodzony. Nic mu się nie stało.
- Dobra, to teraz mi pomóż.
- Hmm... - przechylił łebek na bok - Co z tego będę miał? - uśmiechnął się szyderczo.
    "I... co? Robale? Co ty, baba?" - zaśmiał się w duchu.
- Teraz zamierzasz się targować? - zmarszczył brwi, zakładając ręce na klatce piersiowej - Nie żeby coś, ale to chyba nie jest odpowiednia chwila na takie rzeczy, co?
- U ciebie nic nie przejdzie... - westchnął, robiąc smutną minkę - Tak więc znaj moją dobroć.
     Brązowowłosy złapał dłonie Luke'a i zaczął go wyciągać z dołu. To nie było takie proste, zważywszy na to, że chłopak musiał leżeć, jednak po chwili męczarni udało się. Blondyn położył się z ulgą na ziemi i głośno odetchnął. Woo Hyun podniósł się na nogi i przeciągnął. Znajdowali się w takiej ciszy jeszcze przez jakiś czas. Gdy Hamilton trochę odsapnął, wstał i poszedł kawałek do przodu. Hyun Woo został za nim.
- Wiesz, to nie tak, że jestem taki nieufny z wyboru. Czasem jest to dla mnie naprawdę uciążliwe. Chciałbym móc się komuś wygadać, ale nie potrafię. Kiedyś... Przeżyłem coś strasznego. Na razie tylko tyle mogę na ten temat powiedzieć. Od tamtej pory przestałem ufać ludziom, zacząłem mierzyć wszystkich jedną miarką. Myślę, że teraz się to zmienia, jednak to jeszcze nie jest ten etap. Więcej dowiesz się z czasem, gdy przemyślę większość rzeczy. Dlatego nie myśl, że jestem taki, ponieważ tak chcę, okej? - blondyn zerknął ukradkiem na stojącego za nim Woo Hyuna, po czym z niewielkim uśmiechem na twarzy zaczął zmierzać w stronę wyjścia z głębi lasu.
     "Nie spodziewałem się tego." - przyznał zdziwiony - "Więc... teraz moja kolej, co?"

~~~ 

     Po ustaleniu wszystkiego opiekunowie doszli do wniosku, że zwycięską drużyną zostaje ta, która goniła przeciwników. Tylko niewielka grupka schowała się na tyle dobrze, że nikt nie był w stanie ich znaleźć. Jedną z tych osób był Luke, jednak chłopak nie chciał się chwalić, w jaki sposób się ukrył.
     Pod wieczór z głównego placyku zaczęły dobiegać jakieś kłótnie. Luke z ciekawości tam poszedł, a gdy zobaczył chłopaków z drużyny stojących przed trenerem wiedział, o co chodzi. Od razu wzrokiem zaczął wyszukiwać Woo Hyuna, a gdy to zrobił, zaczął go dokładnie obserwować, jednocześnie zastanawiając się, czy powie co myśli, czy raczej znowu zrobi to, co każe trener.
- Ale w czym widzicie problem? Trochę pobiegacie i problem z głowy.
- Trochę? Znowu nam to zajmie kilka godzin!
- Bez dyskusji. - przerwał chłopakom.
     Luke widząc niepewny wyraz twarzy Woo Hyuna nie liczył na zbyt wiele, także zaczął się wycofywać.
- Ale dlaczego mamy się odłączać od grupy? To tak jakby wycieczka integracyjna, a co robimy? Non stop biegamy bez celu.
- Macie cały dzień na integrację z kolegami, wieczory i poranki możecie przeznaczyć na treningi.
     Chłopaki wymienili się spojrzeniami. Luke pomyślał, że dali za wygraną. Westchnął i odwrócił się w przeciwnym kierunku.
- Bez obrazy, ale uważam, że pańskie myślenie jest trochę... ograniczone? - zmarszczył brwi, zastanawiając się nad sytuacją - Tak, to chyba trafne określenie.
- Słucham? - mężczyzna uniósł do góry zarośnięte brwi w akcie zdziwienia.
- Ma pan bardzo prosty sposób myślenia. - lekko się uśmiechnął - Dlaczego nie postawi się pan na naszym miejscu? Wystarczy spojrzeć na całą sytuację obiektywnie, spór wtedy powinien zostać rozwiązany. - spojrzał na kolegów - No ale, żeby zobaczyć coś, co znajduje się dalej niż czubek własnego nosa wymaga trochę pracy. Dopiero co ukończyliśmy grę terenową, która trwała prawie trzy godziny. Trochę się nabiegaliśmy, wie pan?
     Chłopcy dołączyli się rozmowy. Ku zdziwieniu Luke'a, Woo Hyun w końcu zdjął swoją maskę. Pytanie brzmi: Na jak długo?
- Myślisz, że dostanę jakąś robotę za to, co powiedziałem? - zapytał blondyna, stając tuż obok niego.
- Prawdopodobnie.
- Eh, no trudno. - wzruszył ramionami - Powiedzmy, że nie żałuję.
- Jak długo masz zamiar pozostać w takiej formie?
- Kto wie. - złapał się za kark - Obym tylko tego nie pożałował...
- Nie pożałujesz. - Luke przymrużył oczy, ciepło spoglądając na kolegę - Dzięki temu dowiesz się, kto tak naprawdę jest po twojej stronie. Po co ci masa fałszywych przyjaciół, skoro możesz mieć niewielu prawdziwych?
- Strach przed byciem odrzuconym robi swoje. - zaśmiał się nerwowo.
- Sam strach jest gorszy od tego, czego się boimy. Czasem musisz zaryzykować. - blondyn spojrzał na wyświetlacz telefonu, by dowiedzieć się, która godzina - Niedługo kolacja. Ja idę, a jak z tobą? - zapytał, po czym zaczął zmierzać w stronę "stołówki".
     "Jakby to ująć... Luke jest dla mnie jak lustro. Lustro, w którym widzisz siebie takiego, jakim chciał być być. Od początku zazdroszczę mu tej bezpośredniości, jednak... Mam wrażenie, że jeśli będę razem z nim, w końcu stanę się sobą." - pomyślał, po czym dołączył do Hamiltona.
     Całe zajście uważnie obserwował siedzący na rozkładanym krześle Jae Hoon. Trzymał w ręku mały podręcznik z cytatami, myślami oraz aforyzmami. Przerzucił kilka stron w prawo i przeczytał na głos:
- "Niebo zsyła nam przyjaźń po to, żebyśmy mogli się wypowiedzieć i pozbyć tajemnic, które nas gnębią."
     Przeniósł wzrok na oddalających się chłopaków, po czym lekko się uśmiechnął.
- Tylko czy na tej przyjaźni się zakończy... - przymrużył oczy, skupiając całą swoją uwagę na Woo Hyunie.

~~~ 

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic