czwartek, 19 lutego 2015

"Saved by you" - Rozdział 28.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 28. 





~~~

                C-co mu strzeliło do głowy?! Powiedzieć coś takiego tak wprost i dodatkowo bez problemu… On naprawdę nie wie, w jakiej sytuacji mnie obecnie stawia? Po tym, co mi wyznał, nie mogę tak po prostu podjąć decyzji o wyjeździe… Jakby na to nie spojrzeć, w momencie, gdy tylko Tsuki powiedział, że mnie lubi, poczułam się niesamowicie szczęśliwa. W tamtym momencie serce nie przestawało mi bić. Tak naprawdę chciałam coś takiego od niego usłyszeć. Nie byłam tego świadoma aż do tamtej chwili. Wtedy w końcu zrozumiałam swoje uczucia.
                Znowu z powodu myślenia o tej sytuacji gdzieś się spóźniłam! Wcześniej były to jedynie lekcje, jednak teraz czekało mnie coś o wiele ważniejszego.
- Wybacz mi spóźnienie! – powiedziałam, zajmując miejsce naprzeciw mężczyzny – Znowu trochę się zamyśliłam… tato.
                Nazywanie go ojcem już nie było takie niezręczne i dziwne, jak wcześniej. Teraz mogłam to mówić bez większych problemów, jednak gdzieś tam nadal pozostawała cząstka mnie, która trochę się tego obawiała. Na szczęście miałam pewność, że prędzej czy później to minie.
- Masz na coś ochotę? – zapytał, spoglądając na kartę menu.
- Hmm… - pomyślałam – Zjadłam już obiad, więc zwykły koktajl wystarczy.
- W takim razie pójdę złożyć zamówienie. – uśmiechnął się, a następnie udał się do lady.
                Byłam naprawdę szczęśliwa, że nie towarzyszyła nam już ta napięta atmosfera. Mogłam zachowywać się normalnie, nie okazując przy tym jakiegoś wstydu. To była dla mnie spora ulga, zważywszy na moją przeszłość oraz to, jak się wówczas zachowywałam w podobnych sytuacjach.
- Zamówione. – ponownie usiadł.
                Celem tego spotkania była rozmowa, a dokładniej – bliższe poznanie się. Chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o ojcu, a on o mnie. Spodziewałam się pytań dotyczących szkoły, jak mi się żyje, czy się dobrze uczę, czy mam jakieś problemy. Takie też pytania zyskałam. Odpowiadałam na wszystko szczerze, mówiąc mu o wszystkich dobrych rzeczach.
- A jak jest z tobą? – zmieniłam w końcu temat – Mieszkasz w Anglii, prawda? Opowiedz mi o tym.
- W porządku… - podrapał się w tył głowy – Od czego by tu zacząć… - pomyślał przez chwilę – Jestem prezesem niewielkiej firmy finansowej. Zaczęliśmy niedawno, ale nasz zespół bardzo szybko się rozwija. Ale ty chyba nic o tym nie wiesz… - zaśmiał się nerwowo – Więc, w skrócie, mam dobrą pracę i nie zanosi się na to, aby ktoś mi ją zabrał.
- A jak z rodziną? – zapytałam – Musisz z kimś mieszkać.
- Racja. – potwierdził – Mieszkam z moją nową żoną i jej nastoletnim synem. – powiedział.
- Synem…?
- Ah, to jest dziecko z jej poprzedniego małżeństwa. – wyjaśnił szybko – Nie łączą was żadne więzy krwi.
- Rozumiem… - powiedziałam cicho.
- Ta kobieta ma na imię Susan, natomiast jej syn – Caleb.
- Nie są Japończykami?
- Nie. – zaprzeczył.
- Więc to tak…
                W końcu kelnerka przyniosła nasze koktajle. Od razu trochę wypiłam.
- Caleb jest w twoim wieku. – powiedział po chwili – Ale ostatnio nauka nie szła mu zbyt dobrze… Za to jest dobry w sporcie!
                Nie najlepszy w nauce, za to dobry w sporcie, huh? To mi od razu na myśl nasuwa Tsukiego…
- Ale i tak stara się z całych swoich sił. – delikatnie się uśmiechnął – Gdy się o tobie dowiedział, cały czas mnie o coś wypytywał.
- O co na przykład? – zapytałam.
- Czy cię kiedyś pozna, jaka jesteś, jak wyglądasz i tym podobne.
- Z tego, co słyszę, musi być naprawdę miły. – również się uśmiechnęłam.
- Jest. – pokiwał głową – Dlatego pewnie by się ucieszył, gdyby w końcu mógł cię poznać. – spojrzał na mnie – Ja również bym się bardzo ucieszył, gdybyś zdecydowała się ze mną wyjechać. – przymrużył oczy.
                Ah… Znowu to uczucie… Ból w klatce piersiowej i przytłoczenie… Zakłopotanie oraz niepewność…
- Ale masz jeszcze czas na podjęcie decyzji. – westchnął – Jednak nie zaprzeczę, że chciałbym już ją znać.
- Wszyscy… - zaczęłam niepewnie – Wszyscy mówią mi, że powinnam… - zawahałam się – Że powinnam jechać…
- A ty…? Co chcesz zrobić?
- Ja… - opuściłam łebek w dół – Nie wiem… - zacisnęłam dłonie w pięści – Nie mam pojęcia…
                Wzięłam głębszy wdech, po czym przygryzłam wargę.
- Naprawdę się cieszę, że tu jesteś, ale… Ja po prostu nie wiem.
- W porządku… - powiedział ciepłym głosem – Nie musisz się tak bardzo tym zamęczać. Masz jeszcze czas na przemyślenia.
                Racja, ale… Nie mam go znowu tak wiele.

~~~

                Danie odpowiedzi ojcu jest naprawdę ciężkie. Ta wczorajsza rozmowa dość wiele wniosła, teraz wiedziałam o nim znacznie więcej, ale to i tak nie sprawiało, że wiedziałam, co zrobić. Dodatkowo gryzło mnie poczucie winy. O moim wyjeździe wiedziały prawie wszystkie bliskie mi osoby, jednak… nie Tsuki. Nie powiedziałam mu o tym. Chciałam to w końcu zrobić, nawet nie zależało mi o jakimś „odpowiednim” momencie. Po prostu chciałam go jak najszybciej znaleźć i wszystko wygadać… Usłyszeć, co on o tym sądzi… Być może jego zdanie byłoby tym decydującym. Jednak, gdy tak myślę… Gdyby powiedział, abym została, raczej zrobiłabym to bez wahania, ale gdyby odpowiedź brzmiała inaczej, gdyby powiedział, żebym jechała… Co bym wtedy zrobiła?
                W szkole nie mogłam go znaleźć, blondyn pojawił się dopiero po pierwszej lekcji. Gdy w końcu zdobyłam się na odwagę, by z nim porozmawiać, przeszkodziła mi pewna osoba. Satsuki. Chyba nie zamieniłam z nią jeszcze nawet jednego słowa, ale pomimo tego otwarcie sądziłam, że nie jest dobrą osobą. To z powodu zazdrości i obawy?
                Trochę się zamyśliłam i nim zdążyłam się zorientować, Tsuki zauważył, jak obserwuję tę dwójkę. Lekko się do mnie uśmiechnął, a następnie podszedł, wcześniej „spławiając” byłą dziewczynę. Gdy w końcu znalazł się przede mną, poczułam niezręczność. Tak było od dwóch dni.
- Nie mów, że znowu się denerwujesz z powodu Satsuki… - pokręcił łebkiem z niedowierzania – Nawet, jeśli powiedziałem ci coś tak ważnego, ty w dalszym ciągu wierzysz w te swoje głupie przypuszczenia? – stuknął mnie w głowę – Przecież wiesz, co do ciebie czuję. – po chwili na jego twarzy pojawił się dość podejrzany uśmiech – I ja też wiem, co ty czujesz do mn…
- Nie mów tego! – przerwałam mu niekontrolowanie – Wiesz o wszystkim, ale nie musisz mówić tego tak otwarcie! – założyłam ręce na klatce piersiowej, nadymając policzki.
- Trochę bawi mnie ta twoja wstydliwość. – zaśmiał się – Ale to jest na swój sposób urocze. – już chciałam coś powiedzieć, jednak w ostatnim momencie się powstrzymałam – Dlatego nie rób się zazdrosna z byle powodu, okej? – puścił mi oczko.
- Ty naprawdę… Hmpf!
                Odwróciłam dumnie głowę na bok, a następnie zajęłam swoje miejsce. Tsuki cicho się zaśmiał, po czym również usiadł na swoim miejscu. Gdy w końcu nadeszła lekcja, mogłam nacieszyć się chwilą spokoju. Dokładnie, tylko chwilą. Dobrze to określiłam, ponieważ po upłynięciu kilku minut od rozpoczęcia lekcji, telefon Tsukiego niespodziewanie zadzwonił. Jeszcze bardziej niespodziewany był fakt, że zamiast odrzucić to połączenie, chłopak je odebrał! Nauczyciel tego nie zauważył, jednak przecież w końcu się zorientuje!
- C-co się stało, mamo? – zapytał dość cicho, aż ledwo zdołałam to usłyszeć – Mam teraz lekcję, więc… C-chwila, o czym ty mówisz?!
                Nagle głos Tsukiego niesamowicie się podniósł, a on sam zerwał się z miejsca i wybiegł z klasy. Wszyscy skupili swoją uwagę na zaistniałej sytuacji, nawet sam nauczyciel przerwał czytanie, by móc się dowiedzieć, o co chodzi. Nawet ja tego nie wiedziałam. Pierwszy raz widziałam Tsukiego w takim stanie… Czy z nim… wszystko w porządku?

~~~

                Właśnie przygotowywałam kolację, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Szybko umyłam dłonie i udałam się do holu. Gdy tylko ujrzałam twarz Tsukiego, od razu na myśl przyszedł mi moment, gdy chłopak wybiegł z klasy, zostawiając w niej wszystko. Później oczywiście nie wrócił, telefonu również nie odbierał. Gdy tak na niego patrzałam, to szczerze nie mogłam nic wywnioskować. Jego wyraz twarzy był dość beznamiętny, jak nigdy. Tsuki zawsze wykazywał jakieś emocje, nieważne, czy były one pozytywne czy negatywne.
                Zaprosiłam chłopaka do środka i wróciłam do kuchni, by dokończyć gotować, wcześniej mówiąc o tym blondynowi. Już po kilku minutach nałożyłam jedzenie na talerze, po czym zaniosłam je do jadalni. Na razie odmówiłam sobie zjedzenia posiłku, wolałam dowiedzieć się, co dziś się wydarzyło. Usiadłam na sofie tuż obok Tsukiego, a następnie cicho odchrząknęłam, w głębi licząc na to, iż blondyn się domyśli, że chcę, aby to on zaczął rozmowę. Tak też się stało.
- Musiałem dziś wywołać niemałe zamieszanie. – zachichotał cicho.
- No… Coś w tym jest. – spojrzałam na chłopaka – Czy coś się stało…?
                Trochę bałam się o to zapytać. W końcu nie zawsze ludzie chcą rozmawiać o tego typu rzeczach, nawet jeśli ich relacje są bardzo dobre.
- Tak. – potwierdził – Coś naprawdę niesamowitego. – uśmiechnął się delikatnie, jednak szczerze – Mógłbym powiedzieć, że to jak nierealny sen.
                Spojrzałam na chłopaka z fascynacją. Byłam niezwykle ciekawa, co mogło się stać. Co mogło być aż tak niezwykłe, że nawet Tsuki nie wierzył, iż działo się to naprawdę.
- To był telefon od mamy. – dodał po chwili – Mój ojciec… - to wystarczyło, aby mnie zainteresować – On otworzył oczy.
                Gdy to usłyszałam, zamarłam.
- Wybudził się po tak długim czasie… - powiedział to, mając ogromny uśmiech na twarzy – Rozumiesz to, Yumi? – zwrócił się do mnie, używając tonu głosu, który słyszałam pierwszy raz w życiu – Powoli zaczynałem wątpić w to, że on się kiedykolwiek wybudzi, a jednak… To się stało! – w jego kącikach oczy pojawiło się kilka łez – Nawet jeśli nic nie powiedział, to spoglądał na mnie… Widziałem, że nawet próbował się uśmiechnąć, zrobić cokolwiek…! To było jak sen… - odetchnął – Nierealny, niesamowity sen.
                Dlaczego? Dlaczego pomimo tej całej sytuacji, w jego głosie było coś nie tak? Smutek? Żal? Nie mogłam do końca powiedzieć, co to było. Wiedziałam jedynie, że to jedna z negatywnych cech.
- To… - wydukałam z trudem – Coś… Niezwykłego, tak myślę… - uniosłam do góry brwi – Naprawdę nie wiem, co powiedzieć, ale… Ty chyba nie jesteś do końca szczęśliwy?
                Trochę pożałowałam tego pytania. Z twarzy Tsukiego zniknął uśmiech, a po chwili przyozdobił ją poważny, nieco dezorientujący wyraz twarzy.
- Powiedziałam coś nie tak…?
- To nie twoja wina. – pokręcił łebkiem – Masz rację… - zmarszczył brwi – Cały czas się obawiam, że to wszystko zmieni się na gorsze w oka mgnieniu… Że zanim zdążę się zorientować, on znowu zapadnie w śpiączkę… Że gdy położy się spać, to nie obudzi się tak szybko. Te wszystkie rzeczy naprawdę mnie przerażają…
- Rozumiem to, ale… chociaż postaraj się o tym nie myśleć.
                Wiedziałam, jak poważne i szczególne mogą być nasze obawy. Cały czas towarzyszą mi niektóre z nich i wiem, że niełatwo będzie mi się ich pozbyć. Dlatego muszę zrobić wszystko, żeby o nich nie myśleć. Aby nie pozwalać im, żeby nade mną górowały.
- Gdyby to było takie łatwe… - zaśmiał się nerwowo.
                Powinnam mu powiedzieć o ojcu…?
- Wiesz… - zaczęłam – Ja też… teraz cały czas zadręczam się myślami w stylu: „co się stanie, jeśli to zrobię…?”, a do podjęcia decyzji zostało mi już niewiele czasu.
                Powiedziałam to dość niezrozumiale, ale…
- Decyzji? Jakiej decyzji?
- Trochę żałuję, że wcześniej ci o tym nie powiedziałam, ponieważ to jest naprawdę chaotyczna sytuacja… - przemilczałam chwilę – Od dawna wiesz o mojej sytuacji rodzinnej. O wypadku, śmierci mojej mamy… - ukradkiem zerknęłam na blondyna, który uważnie słuchał tego, o czym mówiłam – A także o tym, że od dziecka nie widziałam się z ojcem.
- No… - potwierdził – Całkiem sporo na ten temat pisaliśmy, gdy jeszcze leżałaś w szpitalu.
- Wiesz… - nieco się zawahałam – On się pojawił. Mój… ojciec.
                Tsuki nic nie powiedział. Brak jakiejkolwiek reakcji z jego strony tylko bardziej mnie zestresował. Zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam mówić dalej czy może powinnam zaprzestać.
- To chyba nie wszystko? – zapytał, gdy nastała niezręczna cisza.
- Nie… O coś mnie zapytał.
- …
- O to, czy chciałabym zamieszkać z nim i jego nową rodziną.
- To chyba dobrze? – zapytał niepewnie – W końcu to twój rodzic. Rodzice odgrywają naprawdę ważną rolę w naszym życiu. Jego brak może być naprawdę ciężki, sama o tym dobrze wiesz. – spojrzał na mnie – I nawet jeśli nie widzieliście się od wielu lat, jest to szansa, aby wszystko nadrobić.
- Wiem… - zacisnęłam dłonie w pięści – Każdy, komu o tym powiedziałam, mówił to samo, co ty. – przygryzłam wargę – I zgodziłabym się, gdyby nie pewna rzecz…
- Jaka?
- On… Mieszka daleko stąd. –
- W innym mieście? – zapytał ciekawie – W stolicy czy poza nią?
- Jeszcze dalej. – wzięłam głębszy wdech – W Anglii, Tsuki. – powiedziałam, spoglądając chłopakowi prosto w oczy – Gdy się zgodzę, będę musiała się wyprowadzić do Anglii.
                Przez oczy blondyna przepłynęło przejęcie i zaskoczenie. Jego reakcja wpłynęła na moją. Sama się zdziwiłam i zaczęłam obawiać, jak on zareaguje. Nawet moje odczucia były dość dziwne. Czułam się taka zmieszana, a moja klatka piersiowa była bardzo mocno zaciśnięta. To zaczynało w końcu boleć. Czułam takie nieprzyjemne kłucie serca.
- I co zrobisz?
                Spodziewałam się tego pytania.
- Jeszcze… nie podjęłam decyzji. Mam czas do końca miesiąca.
- Wiesz, że do końca miesiąca pozostał jeszcze tydzień?
                Otworzyłam szerzej oczy, po czym zerwałam się z miejsca i podbiegłam do kalendarza, który wisiał na ścianie w kuchni. Tsuki miał rację. Do końca miesiąca pozostał jedynie tydzień. To było definitywnie zbyt mało.
- Powinnaś zrobić to, co dla ciebie najlepsze.
                Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał głos. Za mną stał Tsuki z dość nietypowym wyrazem twarzy. Uśmiechał się, jednak jego spojrzenie było przepełnione smutkiem.
- Wybierz rozsądnie. – kontynuował – W takiej sytuacji nie powinnaś pozwolić emocjom nad sobą zapanować. – każde jego słowo wywoływało u mnie coraz to większe zdziwienie – Sama powiedziałaś, że każdy mówił to samo. Powinnaś w końcu zrozumieć dlaczego.
- To nie takie proste. – powiedziałam – Ja naprawdę nie chcę opuszczać tego miejsca. Tutaj jest tyle ważnych dla mnie osób…
- Czy… Czy warto zaprzepaścić taką szansę tylko ze względu na kilka osób?
- To nie byle jakie osoby! – podniosłam głos – Powinieneś to rozumieć. – zmarszczyłam brwi – To są moi pierwsi prawdziwi przyjaciele. I… jesteś też ty.
- Rozumiem… - uśmiechnął się smutno – Nikt nie może podjąć za ciebie decyzji. To twój wybór, my możemy jedynie doradzać. – przymrużył oczy – Jednak… wyobraź sobie osobę, która ma ten sam problem, co ty. Spójrz na siebie samą z perspektywy innej osoby. Pomyśl o tym wszystkim i zastanów się dokładnie, co by było najlepsze dla takiej osoby. Czy wolałabyś, aby pojechała i znalazła szczęście czy może została i, prawdopodobnie, później żałowała swojego wyboru.?
                Przemyślenie tej sytuacji z takiej perspektywy może być dość dobre, jednak czy będzie to wystarczające do podjęcia decyzji? Słusznej decyzji? Gdyby Tsuki mieszkał z dalszą rodziną i nagle by się okazało, że któryś z jego rodziców chce, aby chłopak z nim zamieszkał, to co bym zrobiła…? Byłoby to dla mnie bolesne, jednak… wolałabym, aby blondyn wiódł szczęśliwe życie z rodziną.
                Myślę, że… chyba znam już odpowiedź.

~~~
___________________________________
Do końca jeszcze 2 rozdziały + epilog, później zajmę się dokończeniem "Something I didn't know" i w końcu nastąpi mała zmiana. 

2 komentarze :

  1. kiedy wstawisz następny rozdział? ;c

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy kolejny rozdział ? Już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic