czwartek, 19 lutego 2015

"Saved by you" - Rozdział 27.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 27. 





~~~

                Co ona przed chwilą powiedziała? Czy ja się przesłyszałam? Stojący przede mną mężczyzna ciepło się uśmiechnął, a następnie poprosił mnie, abym usiadła. Tak też zrobiłam. Byłam w niesamowicie wielkim szoku. Ojca nie było ze mną przez całe życie, pamiętałam jedynie kilka drobnych sytuacji z dzieciństwa, w których brał udział. Później całkowicie zniknął…
- Pozwolę wam spokojnie porozmawiać. – powiedziała pani dyrektor, odchodząc od swojego biurka – Będę w gabinecie obok, gdyby wystąpił jakiś problem. – po tym otworzyła drzwi od innego pomieszczenia, po czym tam weszła.
                Nie chciałam, aby ona wychodziła… Jakby na to nie spojrzeć, nie znałam tego mężczyzny. Trochę się bałam. Skąd mogłam mieć pewność, że mówił prawdę?
- Pewnie mnie nie pamiętasz. – zaczął – Nie dziwię się, ponieważ przestaliśmy się widywać, gdy skończyłaś sześć lat.
                To mogłaby być prawda… W dniu moich szóstych urodzin moja mama była bardzo smutna. Doskonale to pamiętam. Czy to dlatego, ponieważ on nas opuścił?
- Nie chcę cię okłamywać, więc powiem wprost – wówczas pobrałem się z inną kobietą i wyjechaliśmy z kraju, by móc razem zamieszkać.
                To było jak wielki cios. Zostawił mamę dla innej kobiety? Dlaczego? Nie do końca to pamiętam, ale rodzice… chyba wyglądali na szczęśliwych… Dawno nie myślałam o takich rzeczach.
- Jednak w dalszym ciągu utrzymywałem z twoją mamą kontakt, by dowiadywać się różnych rzeczy na twój temat. – przymrużył oczy – Ale w końcu przestała odpisywać.
                Nie… Nie mów tego… Nie chcę o tym słyszeć… To już wystarczająco boli.
- Na początku sądziłem, że po prostu ma dość, ale… W końcu doszedłem do wniosku, że ona by tego nie zrobiła, głównie dla swojej własnej córki. – wziął głębszy wdech – Dowiedziałem się o śmierci Reiko półtora miesiąca temu…
                Dopiero…?
- Powiedzieli o wypadku, o wszystkim. – kontynuował – Wtedy wynająłem odpowiednich ludzi, aby móc się dowiedzieć, czy z tobą wszystko w porządku…
                To wszystko, o czym mówił… Wydawało się takie szczerze, że nie chciałam w to wątpić.
- Znaleźli informacje, że przeżyłaś wypadek. Wtedy podjąłem się odnalezienia ciebie. Po kilku tygodniach poszukiwań, w końcu mi się udało. – lekko się uśmiechnął – Więc jak najszybciej powypełniałem swoje obowiązki, by móc tutaj przyjechać.
                To… Czy to wszystko dzieje się naprawdę?
- Mieszkasz z babcią i dziadkiem, tak? – aby potwierdzić, pokiwałem łebkiem – Chciałbym z nimi porozmawiać.
- Chciałbyś z nimi porozmawiać? – zapytałam.
- Tak, ponieważ… - spojrzał na mnie pewnie – Yumi, chciałbym, abyś ze mną zamieszkała w Anglii.
                Mój czas się zatrzymał. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie.
- W Anglii? – powtórzyłam niepewnie.
- Tak… - lekko opuścił łebek w dół, widząc moją reakcję – Rozumiem, że to może być dla ciebie szok, ale… Weź pod uwagę wszystko. Swoją przyszłość, marzenia, pragnienia. Nie chcę cię zmuszać do podjęcia decyzji, dlatego…
- P-proszę, zaczekaj… - przerwałam zszokowana – Nawet jeśli bym o tym wszystkim pomyślała, to nie mogę tak po prostu teraz odpowiedzieć! – podniosłam głos – Ja… W końcu znalazłam przyjaciół. – przymrużyłam oczy – Mam wielu znajomych…
                Mężczyzna uśmiechnął się w moją stronę i rzekł:
- Nie musisz teraz zadecydować.
- Nie muszę…?
- Najpierw wolałbym, abyśmy więcej porozmawiali. Żebyś mogła mnie lepiej poznać, z wzajemnością. – powiedział – Mogę dać ci czas do końca miesiąca. Wiem, że to niewiele, ale obowiązki wzywają…
                Tylko tyle…? Ta decyzja… jest niesamowicie trudna do podjęcia…
- Proszę, abyś wszystko dokładnie przemyślała. – wstał z sofy, jednocześnie spoglądając na zegarek – Teraz pojadę do twoich dziadków, by z nimi o tym porozmawiać. – wyjął coś z kieszeni, a następnie mi wręczył – To są moje dane kontaktowe. Adres do miejsca, w którym się zatrzymałem, adres e-mail, a także numer telefonu.
                Spojrzałam na kawałek papieru.
- Prawdopodobnie spotkamy się jeszcze dzisiaj w domu. – lekko się uśmiechnął, a następnie wyszedł.
                Wzięłam głębszy wdech, po czym złapałam się za głowę i mocno zamknęłam oczy. Nie wierzyłam, że to wszystko działo się naprawdę. Po chwili z pokoju obok wyszła pani dyrektor, która spojrzała się na mnie pytająco.
- Powiedział ci o wszystkim? – usiadła obok mnie.
- Chodzi o wyjazd do Anglii…?
- Tak. – potwierdziła – Więc już wiesz. – westchnęła.
- Co pani o tym sądzi? – zapytałam, oczekując pomocy.
- Hmm… - zastanowiła się – Czy to nie jest przypadkiem spora szansa? – uśmiechnęła się – To w końcu twój ojciec. Dziecko potrzebuje bliskości rodzica… - przymrużyła oczy – Nawet jeśli nie widzieliście się sporo czasu, zawsze można to naprawić…
                Nawet jeśli, to zostawienie tego wszystkiego… To może być niemożliwe…
- Szkoły i uniwersytety w Anglii nie są złe, jest wręcz przeciwnie. Wiele osób emigruje z kraju, by mieć lepszą przyszłość. Ty możesz to zrobić bez większego wysiłku. – nawiązała kontakt wzrokowy – Nie marnuj takiej szansy.
                Słowa pani dyrektor, mimo że były bolesne, miały w sobie coś, co mnie przekonywało. Jednak w dalszym ciągu nie chciałam wyjeżdżać. Tutaj miałam przyjaciół, bliskie mi osoby. Teraz nawet zaczęłam spotykać się z Tsukim…
- Zwolnię cię dziś do domu. – powiedziała po chwili – Lepiej, żebyś odpoczęła i wszystko przemyślała na spokojnie w domu.
- Dziękuję… - skinęłam łebkiem.

~~~

                Gdy tylko znalazłam się w domu, rzuciłam torbę na podłogę i weszłam do salonu ze smętną miną. Babcia i dziadek rozmawiali z… tatą? Czy powinnam go tak nazywać? Nawet jeśli byliśmy spokrewnieni, to na chwilę obecną czułam się dziwnie nazywając go w ten sposób.
- Już wróciłaś? – zapytała babcie.
- Mhm. – pokiwałam głową – Pani dyrektor mnie zwolniła…
- Zjesz coś?
- Raczej nie jestem głodna…
- Zrobię ci coś, co ty na to? – zapytał tata – Chodźmy, dziadku, pomożesz mi.
- Gdy nazywasz mnie dziadkiem, czuję bardziej stary, niż jestem. – zaśmiał się.
                Nawet mnie to rozbawiło. Po chwili w salonie zostałam tylko ja i babcia. Usiadłyśmy na sofie, przez chwilę tkwiąc w ciszy.
- Babciu… - zaczęłam – Ja naprawdę nie wiem, co zrobić.
- Powinnaś sama podjąć decyzję.
- Nawet pani dyrektor powiedziała, że wyjazd i zamieszkanie z rodzicem byłoby lepsze dla mnie samej…
                Kobieta na chwilę się uciszyła. Westchnęła i spojrzała na mnie ze smutnym uśmiechem.
- To prawda. – powiedziała – Nawet my z dziadkiem uważamy, że to byłoby dla ciebie bardzo dobre.
- Tak myślicie…? – zapytałam niepewnie.
                Nawet oni tak myślą… Zaczynam powoli ich rozumieć, jednak… Ja naprawdę nie chcę rezygnować ze wszystkiego, co mam tutaj.

~~~

                Wzięłam Futabę za rękę i zaciągnęłam ją na dach szkoły. Nawet jeśli było to równe zrywaniu się z lekcji, ten jeden raz mogłam to zrobić. Stanęłam przodem do dziewczyny i wzięłam spory wdech. Trochę się zawahałam, jednak w końcu zdobyłam się na wyznanie.
- Wczoraj… - zaczęłam – Wczoraj wezwano mnie do gabinetu pani dyrektor, pamiętasz?
- Tak. – potwierdziła – A zaraz po tym cię zwolnili z zajęć… Coś nabroiłaś? Masz kłopoty?
- Nie, nie chodzi o żadne nabrojenie, ale… można to nazwać kłopotami.
- Co się stało?
- Wczoraj… ja… - nie wiedziałam, jak to powiedzieć – Spotkałam się ze swoim tatą.
                Futaba nic nie powiedziała.
- Ale to nie wszystko… - zacisnęłam dłonie w pięści – Chce, abym zamieszkała z nim w Anglii.
                Teraz reakcja Izumi była nieco inna, niż chwilę wcześniej. Dziewczyna uniosła do góry brwi i otworzyła szerzej oczy. Spojrzała na mnie, jakby niedowierzała moim słowom. Przez chwilę stałyśmy w takiej ciszy, jednak w końcu zdecydowałyśmy się usiąść. Kolejne kilka minut siedzenia bez powiedzenia żadnego słowa sprawiało, że denerwowałam się coraz bardziej.
- I… - zaczęła, trochę się wahając – Co zrobisz? – spojrzała na mnie – Chcesz wyjechać?
- Ja… nie wiem…
                Naprawdę nie mam pojęcia.
- Dziadkowie mówią, że to będzie dla mnie dobre… Pani dyrektor powiedziała to samo… Ale ja…
- Poczekaj. – przerwała mi – Zanim powiesz, że się wahasz, pomyśl dlaczego.
                Dlaczego? To proste…
- Ze względu na was. – powiedziałam wprost – Nie chcę się rozstawać z ważnymi dla mnie osobami… Babci i dziadka też nie chcę zostawić…
- Moim zdaniem… powinnaś jechać… - przyznała niechętnie.
- C-co? – spojrzałam na nią – Nawet ty tak myślisz…?
                Dziewczyna przygryzła wargę, a następnie skinęła łebkiem.
- Dlaczego…?
- Masz szansę być z ojcem… Masz szansę zmienić swoje życie na lepsze… Czy to nie jest przypadkiem dla ciebie dobre?
- Ale teraz ono jest idealne! – krzyknęłam – W końcu mam was…
                Futaba lekko się uśmiechnęła.
- Nie chcę zostawiać swoich pierwszych przyjaciół…
- Głuupia.
                Spojrzałam na nią zaskoczona. Skąd ta rozbawiona twarz? Skąd ten uśmiech?
- Przecież nie zerwiemy kontaktu z powodu jakiegoś wyjazdu. – westchnęła – Nie wierzę, że chcesz zrezygnować z takiej szansy z powodu kilku osób… - pokręciła łebkiem.
- Te osoby są dla mnie bardzo ważne!
- Wiem. – przymrużyła oczy – A ty jesteś ważna dla nich. Dlatego każdy ci powie, że powinnaś jechać.
                Po tym nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. W słowach Futaby coś było. I nie tylko jej, ale także pani dyrektor, babci, dziadka, taty… Oni wszyscy mieli rację, jednak ja nie chciałam tego zaakceptować. Bałam się, że po wyjeździe kontakt z nimi wszystkimi się popsuje, a ja sama w końcu przestanę o to dbać. Nie chciałabym, aby tak wyszło…
                Nie potrafiłam podjąć decyzji tak od razu. Miałam jeszcze czas. Po rozmowie z Futabą poszłyśmy na zajęcia. Tsuki od razu się ze mną przywitał, jednak ja czułam się jakoś dziwnie w jego towarzystwie. Nie wiem, czy spowodowane to było dowiedzeniem się, iż to on jest Terru czy czymś innym, jednak naprawdę nie lubiłam tego uczucia. Pogarszało się ono jeszcze bardziej, gdy do blondyna przyczepiała się czerwonowłosa Satsuki. To mnie naprawdę wkurzało. Chciałam zapytać o nią Iseia, jednak czarnowłosy jakby mnie unikał.
                W końcu Tsuki zauważył moje reakcje na jego byłą dziewczynę. Zabrał mnie w ustronne miejsce i postanowił coś powiedzieć.
- Czujesz się źle przez nią?
                Mówiąc „nią” miał na myśli…
- Satsuki. – dodał po chwili.
- To nie do końca tak…
- Eh, ty naprawdę nie potrafisz tego przyznać. – westchnął – O nic się nie martw, okej? To ty jesteś jedyną, która mnie interesuje, więc nie myśl o zbędnych rzeczach.
- Jestem jedyną, która cię interesuje? – powtórzyłam nieświadomie.
                Tsuki spojrzał na mnie zdziwiony, po czym opuścił łebek w dół i położył dłoń na karku.
- Ty naprawę tego jeszcze nie zauważyłaś? – zapytał, nawet na mnie nie spoglądając.
                Po chwili dostrzegłam różowiutkie rumieńce na jego policzkach. Zrozumiałam powagę sytuacji i sama się zaczerwieniłam.
- Umawianie się, spotykanie, nawet pocałunek… Co mam jeszcze zrobić, żebyś w końcu zrozumiała, że cię lubię?
                Chłopak spojrzał prosto w moje oczy, a gdy w końcu zrozumiałam, co właśnie powiedział, poczułam niezwykle szybkie i mocne bicie własnego serca.

~~~


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic