czwartek, 12 lutego 2015

"Saved by you" - Rozdział 26.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 26. 



~~~

                Postanowiłam. Zdecydowałam się na to spotkanie z Terru. Nawet jeśli obawiałam się tego, to i tak chciałam poznać osobę, która wspierała mnie przez cały ten czas… Osobę, która tak bardzo mi pomogła. Miałam bardzo mieszane uczucia, ale w głębi tak naprawdę cieszyłam się, że chłopak to zaproponował. Mieliśmy się spotkać w niedzielę wieczorem przy stawiku w parku. Więc nie tylko ja wiedziałam o tym miejscu, ale i on…
                Dość dużo o tym myślałam. Z tego powodu wcale nie uważałam na lekcji i zostałam zganiona przez nauczyciela. Jednak i tak się tym nie przejęłam, kontynuowałam rozmyślanie na temat spotkania. Byłam ciekawa jaką osobą jest Terru. Zdarzało się, że podejrzewałam któregoś z chłopaków o to. Były różne zbiegi okoliczności, jednak teraz myślę, że to żaden z nich nie jest Terru.
                Podczas przerwy na lunch poszłam z dziewczynami na stołówkę. W dalszym ciągu dziwnie czułam się w towarzystwie Jessici, ale dziewczyna zaczynała sprawiać wrażenie normalnej osoby. Może wcale nie jest taka zła, za jaką ją uważałam. Futaba akceptowała ją od początku, więc dlaczego ja miałam z tym problem?
                Gdy jadłyśmy, przysiadł się do nas Tsuki. Znowu po Iseiu nie było żadnego śladu. Zaczynałam się martwić, to naprawdę było dziwne…
- Yumi, co robisz w niedzielę? – zapytał blondyn.
- W niedzielę? – pomyślałam.
                Wtedy przecież idę spotkać się z Terru, ale… czy powinnam o tym mówić blondynowi?
- Wiesz… - zaczęłam – Idę spotkać się z pewnym znajomym.
- Znajomym…? – zdziwił się.
                Jest zły…?
- W porządku. – nagle jego twarz przyozdobił uśmiech – W takim razie spotkamy się innym razem.
                Po tym zabrał swój napój i wstał od stolika, po czym udał się w stronę łazienki.
- Chyba jest zły… - powiedziałam cicho.
- Wątpię. – wtrąciła Futaba.
- Nie wyglądał, jakby się czymś zezłościł… - dodała Jessica.
                Blondynka lubiła Tsukiego. Jednak teraz zachowywała się tak, jakby odpuściła.
- Zawsze wszystkim za bardzo się przejmuję… - westchnęłam.
- Ostrzeż babcię, że dziś nocują u ciebie dwie koleżanki.
- Hę? – spojrzałam na Futabę pytająco.
- Chcesz o czymś porozmawiać, prawda? – zapytała – Coś cię trapi.
- To trochę…
- To będzie dobra okazja, żeby pogadać. – puściła mi oczko.
- Ale kto będzie drugą osobą…?
                Izumi wskazała na blondwłosą Jessicę.
- Ja?!
                Widzę, że nie tylko ja byłam tym zaskoczona. Zaprosić Jessicę do siebie na noc…? To z pewnością będzie… ciekawe…

~~~

                Powiedziałam babci, że wpadną do mnie dwie koleżanki na noc. Kobieta nie miała z tym żadnych problemów, wręcz przeciwnie – cieszyła się, że w końcu ktoś do mnie przyjdzie. Dała mi nawet pieniądze i powiedziała, abym poszła do sklepu, by kupić jakieś przekąski. Tak też zrobiłam. W sklepie kupiłam kilka paczek ciastek, jakieś chrupki i napój. Te rzeczy powinny wystarczyć.
                Wyrobiłam się z powrotem do domu i posprzątaniem pokoju jeszcze zanim przyszły dziewczyny. Gdy w końcu zadzwonił dzwonek do drzwi, zbiegłam na dół i popędziłam do drzwi. Zaprosiłam koleżanki do środka, a następnie zaprowadziłam do swojego pokoju.
- Rozgośćcie się. – powiedziałam – Jeszcze pójdę po jakieś kubki.
                Szybko poszłam do kuchni i wzięłam trzy szklanki. Wróciłam do pokoju, po czym położyłam naczynia na stoliku.
- Nic jutro nie robisz, prawda? – zapytała Futaba.
- Chyba nie… - odpowiedziałam, myśląc nad jutrzejszym dniem – A co?
- Moi znajomi grają mecz na stadionie. – przeciągnęła się – Dostałam od nich trzy wejściówki. Idziecie?
- Średnio przepadam za sportem, ale czemu nie. – blondynka zaśmiała się.
                Skoro ona się zgodziła, to i ja pójdę.
- W takim razie też mogę iść.
- Całe szczęście. – Izumi odetchnęła z ulgą – Cały czas mnie męczyli, żeby przyprowadzić jakieś koleżanki.
                Do wieczora oglądałyśmy serial, który poleciła nam Jessica. Był dość ciekawy, jednak po dwóch godzinach spoglądania w ekran, w końcu zaczęłyśmy mieć dość. Wtedy zabrałyśmy przekąski na łóżko i usiadłyśmy w kółku.
- Yumi, wyglądasz na zmartwioną.
- Ja? – zapytałam – Aa, to nic. – pomachałam ręką – Po prostu myślałam o Nanami. Dość dawno nie rozmawiałyśmy.
- Jeśli o to chodzi… - zaczęła czarnowłosa – Ona już nie będzie taka, jak dawniej.
                Otworzyłam szerzej oczy.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wiesz… - dziewczyna zaczęła nad czymś myśleć – Ona jest teraz w nowej klasie i nie ma tyle czasu, co wcześniej.
- Więc to tak… - opuściłam łebek w dół.
- Ale to nie znaczy, że macie się unikać czy coś.
                Chyba rozumiem. Jednak w dalszym ciągu trochę mi smutno.
- Doobra, rozwiejmy tę smętną atmosferę i porozmawiajmy o czymś innym! – wtrąciła zmotywowana Jessica.
- O czym? – zapytałam.
- O chłopakach! – odpowiedziała zadowolona.
                Ale ja wiem, że podoba ci się Tsuki…
- Słyszałam, że zaczęłaś się spotykać z Tsukim, Yumi. – powiedziała po chwili – Gratulacje. – szczerze się uśmiechnęła.
- Eh?
- Ja… zrozumiałam, że nie mam co się wtrącać. – zaczęła – Od początku wiedziałam, że coś między wami jest.
- Poważnie?
- Rzadko się zdarza, że chłopak podoba mi się tak bardzo, ale… Nie mam co się wtrącać w czyjeś relacje. – zaśmiała się nerwowo – Zrozumiałam to dopiero, gdy zobaczyłam cię w gabinecie pielęgniarki.
                Zaraz… Ona mnie wtedy widziała?
- Tsuki też nie wyglądał na zainteresowanego mną, więc nic nie straciłam. – wzięła głębszy wdech – Mam nadzieję, że wam się powiedzie.
                Tego bym się po niej nie spodziewała…
- Co prawda, jest jeszcze ktoś, kto mnie interesuje, ale… - dodała po chwili – On za mną nie przepada. – podrapała się w tył głowy.
- Kto za tobą nie przepada? – zapytałam.
- Ten chłopak z którym rozmawiasz, Kaito.
                Ona się w nim…? Ale że w Kaito?
- M-mówisz poważnie?
- No. – nadęła policzki – Tylko o niego to już w ogóle nie mam co się starać.
- Kto się czubi, ten się lubi. – wtrąciła Futaba.
                Dziś dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Przede wszystkim: Jessica nie jest wcale taką osobą, za jaką ją miałam. To normalna dziewczyna, która od początku się starała. Również powiedziała mi, kto jej się podoba. A także… odpuściła sobie Tsukiego dla mojego dobra.

~~~

- Zbieraj się, no! – krzyknęła Futaba, spoglądając na zegarek – Zostało niewiele czasu!
                Wszystkie zaspałyśmy i odkąd tylko się obudziłyśmy, biegałyśmy od pokoju do łazienki, by tylko jak najszybciej się przygotować. Mecz miał się zacząć za niecałą godzinę, a stadion tak blisko nie był. Ledwo co skończyłyśmy jeść, a już siedziałyśmy w pokoju i pakowałyśmy do toreb potrzebne rzeczy. W końcu wybiegłyśmy z domu i popędziłyśmy na najbliższy przystanek. Musiałyśmy tam dojechać,
                Zdążyłyśmy zająć swoje miejsca chwilę przed czasem. Futaba od razu dała znać swoim kumplom, że przyszła. Kilku wysokich chłopaków podeszło do nas i zaczęli z nami rozmawiać. Byli to członkowie drużyny koszykarskiej, więc to wyjaśniało ich wzrost. Izumi musiała ich od nas odciągać siłą, jednak gdy w końcu jakiś mężczyzna ze stadionu ogłosił rozpoczęcie meczu, dziewczyna mogła odetchnąć, ponieważ chłopcy poszli, aby zrobić rozgrzewkę. Niedługo po tym rozpoczął się mecz, który ku mojemu zdziwieniu oglądałam z zapartym tchem.

~~~

                W końcu nadeszła niedziela – dzień spotkania z Terru. Jednak nie stresowałam się tym spotkaniem aż tak bardzo. Do południa czytałam książkę, później zjadłam obiad, a przed wieczorem zaczęłam się przygotowywać. Ubrałam się raczej normalnie, nie chciałam przesadzać z wyglądam tak, jak przy spotkaniu z Tsukim.
                Babcia wiedziała o moim wyjściu, więc zrobiła mi wcześniej kolację. Zjadłam ciepły posiłek, a następnie udałam się do holu. Założyłam buty, wzięłam mały plecak i już po chwili wyszłam na zewnątrz. Od razu poczułam delikatny powiew wiatru i zapach liści.
- Jesień się zbliża. – szepnęłam do siebie.
                Odgarnęłam włosy do tyłu, a następnie zaczęłam iść w stronę parku. Po drodze myślałam tylko i wyłącznie Terru. Kim on może być, ile może mieć lat, jak może wyglądać. Najczęściej pytałam się właśnie o te rzeczy. Gdy w końcu dotarłam na miejsce, weszłam na most i rozejrzałam się dookoła. Nie mogłam nikogo zobaczyć. Szum liści drzew i dźwięk wydawany przez świerszcze trochę mnie uspokajał. Ponownie rozejrzałam się po okolicy. Postanowiłam sprawdzić godzinę, ponieważ zaczęłam się martwić, że albo przyszłam przed czasem, albo się spóźniłam. Zegarek wskazywał godzinę, na którą byłam umówiona z Terru. Dlaczego więc tutaj go nie było? Podeszłam do barierki i spojrzałam na mieniące się jezioro. Westchnęłam i sięgnęłam do plecaka, by wyciągnąć telefon. Żadnych wiadomości. Odwróciłam się za siebie, by ponownie się rozejrzeć, jednak wtedy ujrzałam w cieniu sylwetkę jakiejś postaci. Na początku trochę się przeraziłam, jednak w końcu doszłam do wniosku, że to musiał być on. Nie widziałam dokładnie twarzy tej osoby. Jego głowę zdobiły ciemne włosy, które delikatnie powiewały na wietrze.
- …Terru? – zapytałam niepewnie.
                Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, a on sam wyszedł z cienia. Wtedy jego włosy zmieniły barwę, a twarz zrobiła się widoczna. Zamurowało mnie.
- Zaskoczona? – zapytał, wciąż się uśmiechając.
                Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Ty… - wydukałam zaskoczona.
                Emocje w tej chwili niesamowicie mną targały. Ciężko było mi wykrztusić jakiekolwiek słowo. Naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie wiedziałam, czy byłam zła czy szczęśliwa, czy może raczej rozczarowana. Nie mogłam tego stwierdzić. Nie potrafiłam.
- Jesteś zła? – nieco spoważniał.
- Nie wiem? – bardziej zapytałam, niż stwierdziłam – Ja… po prostu nie wiem, co powiedzieć.
- Żałuję, że dopiero teraz pokazałem, kim tak naprawdę jestem. – powiedział – Wiedziałem już o tobie wcześniej. Zyskałem stuprocentową pewność w dniu egzaminów, gdy opowiedziałaś o swojej mamie. – przymrużył oczy.
- Więc wiedziałeś…? – zmarszczyłam brwi.
                Wiedział, ale o niczym nie powiedział? Dlaczego?
- Nie zrobiłem tego, ponieważ nie wiedziałem, jak ci to przekazać. – odpowiedział na moje myśli – Też byłem zaskoczony, gdy się o tym dowiedziałem.
                Nawet teraz nie potrafię określić tego, jak się czuję. To po prostu zbyt wiele…
- Możemy usiąść i o tym porozmawiać? – zapytał – Chyba że jesteś zła i…
- Nie… - przerwałam – Jest… w porządku. Tak myślę… - dodałam po chwili.
                Byłam trochę zła, ale nie chciałam obwiniać o nic Tsukiego. To nie jego wina, że nie wiedział, jak powinien się do tego przyznać… Starałam się go zrozumieć.
- Tak właściwie… - zaczęłam – W jaki sposób znalazłeś się na tym portalu?
                Blondyn spojrzał w dół i na chwilę zamilkł.
- Nie mówiłem ci o tym, ale… - zawahał się – Jestem w podobnej sytuacji do ciebie. – smutno się uśmiechnął.
- Podobna sytuacja do mojej…? – powtórzyłam zdziwiona.
- Mój ojciec… leży w śpiączce od ponad roku. – zacisnął dłonie w pięści – To z powodu wypadku. Wpadł pod samochód chcąc uratować jakąś dziewczynkę… Niestety on sam na tym ucierpiał.
                Jego tata jest w śpiączce…? Przecież to… jest straszne…
- Na początku nie radziłem sobie z tym. Moja rodzina miała podobnie, więc nie potrafili mnie pocieszyć. – westchnął – Znalazłem to forum i zacząłem pisać na ten temat z ludźmi, którzy przeżyli podobne rzeczy. To mi trochę pomogło.
                Moje oczy się zaszkliły.
- To z jego powodu tak ostatnio znikałem. – spojrzał na mnie – Podobnież coś się zmieniało i szanse na wybudzenie wzrastały. Jednak to był jedynie fałszywy alarm…
                Potrafi opowiadać o takich rzeczach, nie tracąc przy tym kontroli… Podziwiam go, a jednocześnie mu współczuję. W takich chwilach powinno się pokazać swoje emocje. On nie powinien tego tłumić. Widać, że jest mu z tym ciężko, a jednak… nie pokazuje tego.

~~~

                W szkole czekała nas niespodzianka. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy i czekaliśmy, aż nauczyciel przejdzie do sedna. W końcu zaprosił do klasy jakąś osobę z zewnątrz, a wtedy do środka weszła znajoma mi dziewczyna. Od razu zrobiła na większości wrażenie, łącznie ze mną.
- To jest Satsuki.
                Gdy usłyszałam to imię, coś się we mnie zagotowało.
- Od dziś będzie z wami w klasie.
                Czerwonowłosa lekko się ukłoniła i powiedziała parę słów o sobie. Po tym podeszła do Tsukiego oraz Iseia, by móc się z nimi przywitać. Chłopcy nie wyglądali na zadowolonych, a jednak powitali dziewczynę. Gdy Satsuki zaczęła rozmawiać z Tsukim, poczułam się zazdrosna. Wtedy podeszła do mnie Jessica.
- Zazdrosna? – zapytała.
- Chyba… - przyznałam niechętnie.
- Ale on raczej nie wygląda na zainteresowanego. – zaśmiała się.
- Jest taka piękna…
                Blondynka spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Gdybyś miała tyle makijażu, co ona i soczewki powiększające, mogłabyś wyglądać lepiej.
                Soczewki…?
- Więc przestać się zadręczać i uwierz w siebie. – westchnęła – Masa z tobą kłopotów, naprawdę. – pokręciła łebkiem.
                Może to dziwne, ale dzięki niej poczułam się trochę lepiej.
- Erm, Yumi. – zaczął pan Ryo – Zostałaś poproszona do gabinetu dyrektora.
- Ja? – zapytałam zdziwiona.
                Nie miałam pojęcia, o co  może chodzić. Bez słowa opuściłam klasę i udałam się na niższe piętro. Przed wejściem do gabinetu trochę się zestresowałam. Zaczęłam się zastanawiać, czy złamałam jakieś zasady regulaminu. W końcu złapałam za klamkę i weszłam do środka. Pani dyrektor uśmiechnęła się do mnie ciepło i już wtedy wiedziałam, że to jednak nie o to chodzi. Po chwili zorientowałam się, ze w pomieszczeniu znajdował się ktoś jeszcze. Na sofie siedział ubrany w garnitur mężczyzna, którego widziałam po raz pierwszy.
- Wzywała mnie pani?
- Tak. – potwierdziła – Nie martw się, nie chodzi o nic złego. – zaśmiała się.
                Odetchnęła z ulgą.
- Więc o co chodzi?
                Dyrektorka skinęła głową w stronę siedzącego mężczyzny, który po chwili wstał i do mnie podszedł.
- Nazywam się Aizawa Shintaro.
                Aizawa? To samo nazwisko? Co za zbieg okoliczności…
- Aizawa Yumi… - niepewnie wyciągnęłam dłoń w stronę mężczyzny.
- Yumi… - zaczęła pani dyrektor – Ten pan jest twoim tatą.

~~~


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic