czwartek, 26 lutego 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 7.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 7.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~ 

     Podczas weekendu wychowawcy wszystkich klas nie mieli nawet chwili wytchnienia. Jedną z najbardziej zakłopotanych i zmęczonych osób był Eun Soo. Jego klasa była dość "kolorowa", więc zawsze w dniach, gdzie oceniało się zachowanie i wyniki swoich uczniów, mężczyzna miał niemałe wyzwanie.
     Czarnowłosy siedział w swoim gabinecie i wypełniał pewne dokumenty, co jakiś czas popijając gorącą kawą. Ostatnimi czasy dość często sięgał po kofeinę. Pozwalała mu ona trochę się odstresować, a także sprawiała, iż zmęczenie w małym, ale jednak ważnym stopniu malało. Eun Soo zatrzymał się na karcie swojego nowego ucznia, Luke'a Hamiltona. Mężczyzna delikatnie przymrużył oczy, a następnie podparł podbródek na dłoni.
     "Ten chłopak... Jest tak bardzo do niej podobny..." - pomyślał, wzdychając - "Tak bardzo, że nawet nie myślę o powstrzymywaniu się, gdy go widzę." - sięgnął po paczkę papierosów - "Jednak to mnie nie usprawiedliwia. Tym razem przegiąłem. W końcu sobie przyrzekłem, że nigdy więcej nie zwiążę się z żadnym uczniem."
     Eun Soo po chwili wrócił do wypełniania papierów. Po skończonej pracy w końcu mógł odetchnąć, a także wrócić do domu. Jedyne, czego teraz potrzebował, to drzemka. Długa drzemka na wygodnym łóżku. Dlatego też, gdy tylko wyszedł ze szkoły, zaczął biec w stronę najbliższego przystanku. Aż dziwne, że miał na to siłę.

~~~ 

- Co się z tobą dzieje, Luke? - zapytał brązowowłosy nastolatek, siadając na krawędzi łóżka współlokatora - Zachowujesz się tak od rana, a już mamy wieczór. Ani razu nie wyszedłeś spod tej kołdry... - zmarszczył brwi - Powinieneś chociaż coś zjeść.
     Luke zachowywał się tak tylko z jednego powodu - kolejnego pocałunku z Eun Soo. Był przerażony, zniesmaczony, a nawet obrzydzony własną osobą. Nie dopuszczał do siebie żadnej dobrej myśli. Chłopak nie chciał pogodzić się z faktem, iż ten pocałunek mu się podobał; że czuł wówczas motyle w brzuchu.
- Masz zamiar przeleżeć tak cały weekend? - Hyun Woo spojrzał kątem oka na blondyna, jednak ten ani drgnął - Wiesz... Planowałem znów zabrać cię na spotkanie z Rae Joon i tą jej koleżanką. Podobno spodobałeś się jej.
     Blondynowi na samą myśl o tej dziewczynie przeszły dreszcze.
- Nie chcę. - powiedział z trudem.
- Coś powiedziałeś, chociaż tyle... - szepnął sam do siebie - No, ale dlaczego nie chcesz? - ponownie zwrócił się do kolegi - Przecież ona jest urocza i mądra.
- Pf, mądra. - prychnął pod nosem - Ty chyba mądrej dziewczyny nie widziałeś.
- Co masz na myśli?
- Ona w kółko nawijała o jakichś lakierach i kosmetykach. - zaczął - Gdy zacząłem zmieniać temat na coś bardziej interesującego, ona znowu do tego wracała.
- No, jak zaczynałeś gadać o książkach, to się dziwisz? - szatyn zachichotał - Kto normalny chciałby się poznawać poprzez rozmowę o książkach?
- Ktoś, kogo życie nie opiera się na kosmetykach.
- Przesadzasz i tyle. - Hyun Woo westchnął - To naprawdę fajna dziewczyna. - pokręcił łebkiem - Skoro taka ci się nie podoba, to jaki jest twój typ?
     W końcu Luke miał powód do poświęcenia większej uwagi tej rozmowie. Przez chwilę się zastanowił, jednak nawet po tym nie był w stanie udzielić odpowiedzi. On po prostu nie wiedział.
- Nie wiem, no, daj mi w końcu spokój. - burknął i zakrył się kołdrą.
     Hyun Woo spojrzał zaskoczony na blondyna, jednak nic nie powiedział. W dalszym ciągu miał nadzieję, że jednak w końcu usłyszy odpowiedź. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło. Szatyn westchnął przeciągle, po czym wstał i udał się do łazienki.
     "Co w tym takiego trudnego? Powiedzieć, jakie dziewczyny są w jego typie." - pomyślał, zaczynając ściągać ubrania - "Wystarczyłoby chociaż jedno słowo, jak blondynki czy coś... Ale nie, bo po co." - wszedł do kabiny prysznicowej - "Chyba że..." - zamarł, gdy letnie krople wody zaczęły spływać po jego ciele - "Chyba że on nie żartował, gdy mówił, iż woli... chłopaków..." - szatyn zastanowił się przez chwilę - "W jego głosie było coś szczerego, ale... mówił poważnie...?" - pokręcił łebkiem - "Nie, to niemożliwe."
     Hyun Woo po kąpieli ubrał się w piżamę i wrócił do pokoju. Luke już spał, więc chłopak nie chciał go budzić. Brązowowłosy położył się na swoim łóżku i zamknął oczy, by po chwili zasnąć.


~~~ 

     Nazajutrz rano szatyna obudziło dość hałaśliwe zejście Luke'a z łóżka. Chłopak zeskoczył i wywrócił się na tyłek, co wywołało śmiech u Woo Hyuna. Blondyn szybko podniósł się z podłogi i popędził do łazienki. 
- Co on wyprawia? - zapytał sam siebie, w dalszym ciągu cicho się śmiejąc. 
     Blondynowi nie było do śmiechu. Gdy tylko znalazł się w łazience, od razu pochylił się nad muszlą klozetową, by po chwili zwrócić... praktycznie nic. Złapał się za obolały brzuch i podszedł do umywalki. Przepłukał gardło zimną wodą, którą po chwili wypluł. Oparł dłoń o krawędź umywalki, po czym wziął głębszy wdech. Delikatnie przymrużył oczy i pozostał w bezruchu jeszcze przez kolejne kilka minut. Poruszył się, gdy do drzwi zapukał Woo Hyun, by zapytać, czy wszystko w porządku.
- Nic mi nie jest. - skłamał - Za chwilę wyjdę.
     Stojący po drugiej stronie drzwi szatyn nie uwierzył w to, co powiedział mu Luke. Chłopak wszystko słyszał, a przez kłamstwo współlokatora zaczął jeszcze bardziej się niecierpliwić. Gdy blondyn wyszedł z łazienki, drogę zablokował mu Hyun Woo. Chłopak spojrzał na twarz Hamiltona, po czym przyłożył mu dłoń do czoła. 
- Gorące... - szepnął pod nosem - Jesteś rozpalony. 
- To nic, więc... - gdy Luke chciał strącić dłoń kolegi, został powstrzymany.
- Dodatkowo wymiotowałeś. - szatyn przymrużył oczy - Powinniśmy iść do lekarza...
- Bez obaw, nic mi nie jest. - blondyn lekko się uśmiechnął - To tylko nieprzyjemny skutek mojego wczorajszego unikania posiłków. 
     "Jakoś nie chce mi się w to wierzyć." - pomyślał Woo Hyun.
- Nie próbuj się wykręcać, Luke. - nastolatek złapał blondyna za ramię - Takich rzeczy nie powinno się...
     Nim chłopak zdążył dokończyć, Luke strącił jego dłoń i odskoczył jak oparzony. Spojrzał na kolegę z lekkim przerażeniem, jednak po chwili się otrząsnął i przeprosił, gdyż zorientował się, co zrobił. Woo Hyun opuścił rękę w dół, a następnie skinął łebkiem i wymusił uśmiech. Hamilton nie wiedział, co powiedzieć, więc po prostu poszedł do łazienki, by wziąć poranny prysznic. Przez zaistniałą sytuację, szatyn zapomniał o swoim nakłanianiu kolegi do pójścia do lekarza.
- To... - zaczął, mówiąc cicho - Nie był normalny wyraz twarzy...
     Spojrzał ukradkiem na zamknięte drzwi od łazienki, po czym opuścił łebek w dół.
- To naprawdę nie był normalny wyraz twarzy. - powtórzył, łapiąc się za kark.
     Podczas gdy Woo Hyun zastanawiał się nad tą reakcją, Luke brał prysznic. Skulił się w kabinie i oparł podbródek na kolanie. Nie przeszkadzała mu napływająca do oczu woda, nawet nie zwracał na nią uwagi. Siedział w bezruchu przez jakiś czas, a po jego głowie krążyło wiele myśli, jednak każda z nich dotyczyła jednej i tej samej osoby.
     "A sądziłem, że już nigdy nie będę musiał o tym myśleć." - westchnął - "Będzie źle, jeśli Hyun Woo się o tym dowie." - przygryzł wargę - "Nie mogę dopuścić do tego, aby się domyślił." - przymknął oczy i pozostał w bezruchu jeszcze przez kilka minut.
     Gdy w końcu Luke zakończył kąpiel i wyszedł z łazienki, wpadł na współlokatora, który spojrzał na niego z lekką niepewnością. Szatyn trochę zawahał się bezpośrednim zapytaniem o wcześniejszą reakcję chłopaka, więc wpatrywał się w niego przez kilka sekund, bez powiedzenia jakiegokolwiek słowa. Luke zaczął się trochę niecierpliwić, ponieważ nie mógł dojść do wniosku, czy Woo Hyun domyślił się czegoś czy też nie. Ta cisza coraz bardziej go denerwowała.
- O co chodzi? - zapytał, jak gdyby nigdy nic.
     Hamilton postanowił rozpocząć tę rozmowę i tak rozegrać jej przebieg, aby rozwiać wszelkie "ryzykowne" myśli Woo Hyuna.
- Wiesz... - zaczął, w dalszym ciągu nieco się wahając - Czy jest coś, co cię martwi? - zapytał - Cokolwiek. - dodał po chwili.
- Eh? A dlaczego coś miałoby mnie martwić? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
     "Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem, ale..." - szatyn zmarszczył brwi.
- Wiesz... - kontynuował - Trochę się zdziwiłem, gdy się tak nagle odwróciłeś i miałeś ten przerażony wyraz twarzy... - ukradkiem zerknął na blondyna, który z całych sił starał się kontrolować własną mimikę, aby nie pokazać pewnych emocji - Pomyślałem, że to z powodu twojego samopoczucia, ale... to przecież nie pierwszy raz, gdy się zachowujesz tak nietypowo.
     "A więc się domyślił...?" - zastanowił się Luke, cudem ukrywając swoje zakłopotanie.
- Boję się zapytać, co ci chodzi po głowie. - zachichotał nerwowo.
- Nic takiego. - odpowiedział brązowowłosy - Po prostu takie zachowanie do ciebie nie pasuje.
- Więc jakie zachowanie powinno do mnie pasować?
- Zdecydowanie wolę cię o wiele bardziej, gdy jesteś poważny i rzucasz wszędzie uszczypliwymi i bolesnymi słówkami; gdy jesteś bezpośredni. - powiedział szybko - Takie całodzienne leżenie w łóżku i przerażanie się zwykłym dotknięciem ramienia wcale do ciebie nie pasuje. - dodał na jednym tchu - Być może mówię to, ponieważ przywykłem do tej twojej "pierwotnej postaci"... - wyraźnie zaakcentował jedno słowo - Ale naprawdę niepokoi mnie twój obecny stan, więc się ogarnij i zacznij być tym samym bezpośrednim chłopakiem, który nie przejmował się byle czym, co wcześniej!
     "Uff... Powiedziałem to..." - pomyślał, gdy skończył mówić.
- Więc to tak. - szepnął Luke, spoglądając w górę - Chyba rozumiem. - spojrzał na Woo Hyuna - Masz rację. Takie zachowanie do mnie nie pasuje. - powiedział - To wszystko przez problemy zdrowotne... Co jakiś czas miewam te same objawy, co kiedyś. Jednak nie ma co się martwić, to tylko przelotna rzecz.
- Nie powinieneś zrobić jakichś badań? - zapytał szatyn, łykając haczyk - Problemy z sercem to nie żarty...
- Niee, spokojnie. - machnął ręką - To zdarzyło się już raz czy dwa. - wzruszył ramionami - Przejdzie mi niebawem.
- No dobra, ale... gdyby coś się działo, nie usprawiedliwiaj tego i idź do lekarza. 
- Nie martw się, poradzę sobie. - chłopak skinął łebkiem, po czym wyszedł z pokoju.
     Chłopak stanął w miejscu i opuścił łebek w dół.
- Eh, Hyun Woo... - zaczął, mówiąc dość cicho - Gdybyś wiedział, przez co ja kiedyś przeszedłem, takie słowa nigdy nie przeszłyby ci przez gardło. - powiedział, uśmiechając się krzywo.
 
~~~ 

czwartek, 19 lutego 2015

"Saved by you" - Rozdział 28.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 28. 





~~~

                C-co mu strzeliło do głowy?! Powiedzieć coś takiego tak wprost i dodatkowo bez problemu… On naprawdę nie wie, w jakiej sytuacji mnie obecnie stawia? Po tym, co mi wyznał, nie mogę tak po prostu podjąć decyzji o wyjeździe… Jakby na to nie spojrzeć, w momencie, gdy tylko Tsuki powiedział, że mnie lubi, poczułam się niesamowicie szczęśliwa. W tamtym momencie serce nie przestawało mi bić. Tak naprawdę chciałam coś takiego od niego usłyszeć. Nie byłam tego świadoma aż do tamtej chwili. Wtedy w końcu zrozumiałam swoje uczucia.
                Znowu z powodu myślenia o tej sytuacji gdzieś się spóźniłam! Wcześniej były to jedynie lekcje, jednak teraz czekało mnie coś o wiele ważniejszego.
- Wybacz mi spóźnienie! – powiedziałam, zajmując miejsce naprzeciw mężczyzny – Znowu trochę się zamyśliłam… tato.
                Nazywanie go ojcem już nie było takie niezręczne i dziwne, jak wcześniej. Teraz mogłam to mówić bez większych problemów, jednak gdzieś tam nadal pozostawała cząstka mnie, która trochę się tego obawiała. Na szczęście miałam pewność, że prędzej czy później to minie.
- Masz na coś ochotę? – zapytał, spoglądając na kartę menu.
- Hmm… - pomyślałam – Zjadłam już obiad, więc zwykły koktajl wystarczy.
- W takim razie pójdę złożyć zamówienie. – uśmiechnął się, a następnie udał się do lady.
                Byłam naprawdę szczęśliwa, że nie towarzyszyła nam już ta napięta atmosfera. Mogłam zachowywać się normalnie, nie okazując przy tym jakiegoś wstydu. To była dla mnie spora ulga, zważywszy na moją przeszłość oraz to, jak się wówczas zachowywałam w podobnych sytuacjach.
- Zamówione. – ponownie usiadł.
                Celem tego spotkania była rozmowa, a dokładniej – bliższe poznanie się. Chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o ojcu, a on o mnie. Spodziewałam się pytań dotyczących szkoły, jak mi się żyje, czy się dobrze uczę, czy mam jakieś problemy. Takie też pytania zyskałam. Odpowiadałam na wszystko szczerze, mówiąc mu o wszystkich dobrych rzeczach.
- A jak jest z tobą? – zmieniłam w końcu temat – Mieszkasz w Anglii, prawda? Opowiedz mi o tym.
- W porządku… - podrapał się w tył głowy – Od czego by tu zacząć… - pomyślał przez chwilę – Jestem prezesem niewielkiej firmy finansowej. Zaczęliśmy niedawno, ale nasz zespół bardzo szybko się rozwija. Ale ty chyba nic o tym nie wiesz… - zaśmiał się nerwowo – Więc, w skrócie, mam dobrą pracę i nie zanosi się na to, aby ktoś mi ją zabrał.
- A jak z rodziną? – zapytałam – Musisz z kimś mieszkać.
- Racja. – potwierdził – Mieszkam z moją nową żoną i jej nastoletnim synem. – powiedział.
- Synem…?
- Ah, to jest dziecko z jej poprzedniego małżeństwa. – wyjaśnił szybko – Nie łączą was żadne więzy krwi.
- Rozumiem… - powiedziałam cicho.
- Ta kobieta ma na imię Susan, natomiast jej syn – Caleb.
- Nie są Japończykami?
- Nie. – zaprzeczył.
- Więc to tak…
                W końcu kelnerka przyniosła nasze koktajle. Od razu trochę wypiłam.
- Caleb jest w twoim wieku. – powiedział po chwili – Ale ostatnio nauka nie szła mu zbyt dobrze… Za to jest dobry w sporcie!
                Nie najlepszy w nauce, za to dobry w sporcie, huh? To mi od razu na myśl nasuwa Tsukiego…
- Ale i tak stara się z całych swoich sił. – delikatnie się uśmiechnął – Gdy się o tobie dowiedział, cały czas mnie o coś wypytywał.
- O co na przykład? – zapytałam.
- Czy cię kiedyś pozna, jaka jesteś, jak wyglądasz i tym podobne.
- Z tego, co słyszę, musi być naprawdę miły. – również się uśmiechnęłam.
- Jest. – pokiwał głową – Dlatego pewnie by się ucieszył, gdyby w końcu mógł cię poznać. – spojrzał na mnie – Ja również bym się bardzo ucieszył, gdybyś zdecydowała się ze mną wyjechać. – przymrużył oczy.
                Ah… Znowu to uczucie… Ból w klatce piersiowej i przytłoczenie… Zakłopotanie oraz niepewność…
- Ale masz jeszcze czas na podjęcie decyzji. – westchnął – Jednak nie zaprzeczę, że chciałbym już ją znać.
- Wszyscy… - zaczęłam niepewnie – Wszyscy mówią mi, że powinnam… - zawahałam się – Że powinnam jechać…
- A ty…? Co chcesz zrobić?
- Ja… - opuściłam łebek w dół – Nie wiem… - zacisnęłam dłonie w pięści – Nie mam pojęcia…
                Wzięłam głębszy wdech, po czym przygryzłam wargę.
- Naprawdę się cieszę, że tu jesteś, ale… Ja po prostu nie wiem.
- W porządku… - powiedział ciepłym głosem – Nie musisz się tak bardzo tym zamęczać. Masz jeszcze czas na przemyślenia.
                Racja, ale… Nie mam go znowu tak wiele.

~~~

                Danie odpowiedzi ojcu jest naprawdę ciężkie. Ta wczorajsza rozmowa dość wiele wniosła, teraz wiedziałam o nim znacznie więcej, ale to i tak nie sprawiało, że wiedziałam, co zrobić. Dodatkowo gryzło mnie poczucie winy. O moim wyjeździe wiedziały prawie wszystkie bliskie mi osoby, jednak… nie Tsuki. Nie powiedziałam mu o tym. Chciałam to w końcu zrobić, nawet nie zależało mi o jakimś „odpowiednim” momencie. Po prostu chciałam go jak najszybciej znaleźć i wszystko wygadać… Usłyszeć, co on o tym sądzi… Być może jego zdanie byłoby tym decydującym. Jednak, gdy tak myślę… Gdyby powiedział, abym została, raczej zrobiłabym to bez wahania, ale gdyby odpowiedź brzmiała inaczej, gdyby powiedział, żebym jechała… Co bym wtedy zrobiła?
                W szkole nie mogłam go znaleźć, blondyn pojawił się dopiero po pierwszej lekcji. Gdy w końcu zdobyłam się na odwagę, by z nim porozmawiać, przeszkodziła mi pewna osoba. Satsuki. Chyba nie zamieniłam z nią jeszcze nawet jednego słowa, ale pomimo tego otwarcie sądziłam, że nie jest dobrą osobą. To z powodu zazdrości i obawy?
                Trochę się zamyśliłam i nim zdążyłam się zorientować, Tsuki zauważył, jak obserwuję tę dwójkę. Lekko się do mnie uśmiechnął, a następnie podszedł, wcześniej „spławiając” byłą dziewczynę. Gdy w końcu znalazł się przede mną, poczułam niezręczność. Tak było od dwóch dni.
- Nie mów, że znowu się denerwujesz z powodu Satsuki… - pokręcił łebkiem z niedowierzania – Nawet, jeśli powiedziałem ci coś tak ważnego, ty w dalszym ciągu wierzysz w te swoje głupie przypuszczenia? – stuknął mnie w głowę – Przecież wiesz, co do ciebie czuję. – po chwili na jego twarzy pojawił się dość podejrzany uśmiech – I ja też wiem, co ty czujesz do mn…
- Nie mów tego! – przerwałam mu niekontrolowanie – Wiesz o wszystkim, ale nie musisz mówić tego tak otwarcie! – założyłam ręce na klatce piersiowej, nadymając policzki.
- Trochę bawi mnie ta twoja wstydliwość. – zaśmiał się – Ale to jest na swój sposób urocze. – już chciałam coś powiedzieć, jednak w ostatnim momencie się powstrzymałam – Dlatego nie rób się zazdrosna z byle powodu, okej? – puścił mi oczko.
- Ty naprawdę… Hmpf!
                Odwróciłam dumnie głowę na bok, a następnie zajęłam swoje miejsce. Tsuki cicho się zaśmiał, po czym również usiadł na swoim miejscu. Gdy w końcu nadeszła lekcja, mogłam nacieszyć się chwilą spokoju. Dokładnie, tylko chwilą. Dobrze to określiłam, ponieważ po upłynięciu kilku minut od rozpoczęcia lekcji, telefon Tsukiego niespodziewanie zadzwonił. Jeszcze bardziej niespodziewany był fakt, że zamiast odrzucić to połączenie, chłopak je odebrał! Nauczyciel tego nie zauważył, jednak przecież w końcu się zorientuje!
- C-co się stało, mamo? – zapytał dość cicho, aż ledwo zdołałam to usłyszeć – Mam teraz lekcję, więc… C-chwila, o czym ty mówisz?!
                Nagle głos Tsukiego niesamowicie się podniósł, a on sam zerwał się z miejsca i wybiegł z klasy. Wszyscy skupili swoją uwagę na zaistniałej sytuacji, nawet sam nauczyciel przerwał czytanie, by móc się dowiedzieć, o co chodzi. Nawet ja tego nie wiedziałam. Pierwszy raz widziałam Tsukiego w takim stanie… Czy z nim… wszystko w porządku?

~~~

                Właśnie przygotowywałam kolację, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Szybko umyłam dłonie i udałam się do holu. Gdy tylko ujrzałam twarz Tsukiego, od razu na myśl przyszedł mi moment, gdy chłopak wybiegł z klasy, zostawiając w niej wszystko. Później oczywiście nie wrócił, telefonu również nie odbierał. Gdy tak na niego patrzałam, to szczerze nie mogłam nic wywnioskować. Jego wyraz twarzy był dość beznamiętny, jak nigdy. Tsuki zawsze wykazywał jakieś emocje, nieważne, czy były one pozytywne czy negatywne.
                Zaprosiłam chłopaka do środka i wróciłam do kuchni, by dokończyć gotować, wcześniej mówiąc o tym blondynowi. Już po kilku minutach nałożyłam jedzenie na talerze, po czym zaniosłam je do jadalni. Na razie odmówiłam sobie zjedzenia posiłku, wolałam dowiedzieć się, co dziś się wydarzyło. Usiadłam na sofie tuż obok Tsukiego, a następnie cicho odchrząknęłam, w głębi licząc na to, iż blondyn się domyśli, że chcę, aby to on zaczął rozmowę. Tak też się stało.
- Musiałem dziś wywołać niemałe zamieszanie. – zachichotał cicho.
- No… Coś w tym jest. – spojrzałam na chłopaka – Czy coś się stało…?
                Trochę bałam się o to zapytać. W końcu nie zawsze ludzie chcą rozmawiać o tego typu rzeczach, nawet jeśli ich relacje są bardzo dobre.
- Tak. – potwierdził – Coś naprawdę niesamowitego. – uśmiechnął się delikatnie, jednak szczerze – Mógłbym powiedzieć, że to jak nierealny sen.
                Spojrzałam na chłopaka z fascynacją. Byłam niezwykle ciekawa, co mogło się stać. Co mogło być aż tak niezwykłe, że nawet Tsuki nie wierzył, iż działo się to naprawdę.
- To był telefon od mamy. – dodał po chwili – Mój ojciec… - to wystarczyło, aby mnie zainteresować – On otworzył oczy.
                Gdy to usłyszałam, zamarłam.
- Wybudził się po tak długim czasie… - powiedział to, mając ogromny uśmiech na twarzy – Rozumiesz to, Yumi? – zwrócił się do mnie, używając tonu głosu, który słyszałam pierwszy raz w życiu – Powoli zaczynałem wątpić w to, że on się kiedykolwiek wybudzi, a jednak… To się stało! – w jego kącikach oczy pojawiło się kilka łez – Nawet jeśli nic nie powiedział, to spoglądał na mnie… Widziałem, że nawet próbował się uśmiechnąć, zrobić cokolwiek…! To było jak sen… - odetchnął – Nierealny, niesamowity sen.
                Dlaczego? Dlaczego pomimo tej całej sytuacji, w jego głosie było coś nie tak? Smutek? Żal? Nie mogłam do końca powiedzieć, co to było. Wiedziałam jedynie, że to jedna z negatywnych cech.
- To… - wydukałam z trudem – Coś… Niezwykłego, tak myślę… - uniosłam do góry brwi – Naprawdę nie wiem, co powiedzieć, ale… Ty chyba nie jesteś do końca szczęśliwy?
                Trochę pożałowałam tego pytania. Z twarzy Tsukiego zniknął uśmiech, a po chwili przyozdobił ją poważny, nieco dezorientujący wyraz twarzy.
- Powiedziałam coś nie tak…?
- To nie twoja wina. – pokręcił łebkiem – Masz rację… - zmarszczył brwi – Cały czas się obawiam, że to wszystko zmieni się na gorsze w oka mgnieniu… Że zanim zdążę się zorientować, on znowu zapadnie w śpiączkę… Że gdy położy się spać, to nie obudzi się tak szybko. Te wszystkie rzeczy naprawdę mnie przerażają…
- Rozumiem to, ale… chociaż postaraj się o tym nie myśleć.
                Wiedziałam, jak poważne i szczególne mogą być nasze obawy. Cały czas towarzyszą mi niektóre z nich i wiem, że niełatwo będzie mi się ich pozbyć. Dlatego muszę zrobić wszystko, żeby o nich nie myśleć. Aby nie pozwalać im, żeby nade mną górowały.
- Gdyby to było takie łatwe… - zaśmiał się nerwowo.
                Powinnam mu powiedzieć o ojcu…?
- Wiesz… - zaczęłam – Ja też… teraz cały czas zadręczam się myślami w stylu: „co się stanie, jeśli to zrobię…?”, a do podjęcia decyzji zostało mi już niewiele czasu.
                Powiedziałam to dość niezrozumiale, ale…
- Decyzji? Jakiej decyzji?
- Trochę żałuję, że wcześniej ci o tym nie powiedziałam, ponieważ to jest naprawdę chaotyczna sytuacja… - przemilczałam chwilę – Od dawna wiesz o mojej sytuacji rodzinnej. O wypadku, śmierci mojej mamy… - ukradkiem zerknęłam na blondyna, który uważnie słuchał tego, o czym mówiłam – A także o tym, że od dziecka nie widziałam się z ojcem.
- No… - potwierdził – Całkiem sporo na ten temat pisaliśmy, gdy jeszcze leżałaś w szpitalu.
- Wiesz… - nieco się zawahałam – On się pojawił. Mój… ojciec.
                Tsuki nic nie powiedział. Brak jakiejkolwiek reakcji z jego strony tylko bardziej mnie zestresował. Zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam mówić dalej czy może powinnam zaprzestać.
- To chyba nie wszystko? – zapytał, gdy nastała niezręczna cisza.
- Nie… O coś mnie zapytał.
- …
- O to, czy chciałabym zamieszkać z nim i jego nową rodziną.
- To chyba dobrze? – zapytał niepewnie – W końcu to twój rodzic. Rodzice odgrywają naprawdę ważną rolę w naszym życiu. Jego brak może być naprawdę ciężki, sama o tym dobrze wiesz. – spojrzał na mnie – I nawet jeśli nie widzieliście się od wielu lat, jest to szansa, aby wszystko nadrobić.
- Wiem… - zacisnęłam dłonie w pięści – Każdy, komu o tym powiedziałam, mówił to samo, co ty. – przygryzłam wargę – I zgodziłabym się, gdyby nie pewna rzecz…
- Jaka?
- On… Mieszka daleko stąd. –
- W innym mieście? – zapytał ciekawie – W stolicy czy poza nią?
- Jeszcze dalej. – wzięłam głębszy wdech – W Anglii, Tsuki. – powiedziałam, spoglądając chłopakowi prosto w oczy – Gdy się zgodzę, będę musiała się wyprowadzić do Anglii.
                Przez oczy blondyna przepłynęło przejęcie i zaskoczenie. Jego reakcja wpłynęła na moją. Sama się zdziwiłam i zaczęłam obawiać, jak on zareaguje. Nawet moje odczucia były dość dziwne. Czułam się taka zmieszana, a moja klatka piersiowa była bardzo mocno zaciśnięta. To zaczynało w końcu boleć. Czułam takie nieprzyjemne kłucie serca.
- I co zrobisz?
                Spodziewałam się tego pytania.
- Jeszcze… nie podjęłam decyzji. Mam czas do końca miesiąca.
- Wiesz, że do końca miesiąca pozostał jeszcze tydzień?
                Otworzyłam szerzej oczy, po czym zerwałam się z miejsca i podbiegłam do kalendarza, który wisiał na ścianie w kuchni. Tsuki miał rację. Do końca miesiąca pozostał jedynie tydzień. To było definitywnie zbyt mało.
- Powinnaś zrobić to, co dla ciebie najlepsze.
                Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał głos. Za mną stał Tsuki z dość nietypowym wyrazem twarzy. Uśmiechał się, jednak jego spojrzenie było przepełnione smutkiem.
- Wybierz rozsądnie. – kontynuował – W takiej sytuacji nie powinnaś pozwolić emocjom nad sobą zapanować. – każde jego słowo wywoływało u mnie coraz to większe zdziwienie – Sama powiedziałaś, że każdy mówił to samo. Powinnaś w końcu zrozumieć dlaczego.
- To nie takie proste. – powiedziałam – Ja naprawdę nie chcę opuszczać tego miejsca. Tutaj jest tyle ważnych dla mnie osób…
- Czy… Czy warto zaprzepaścić taką szansę tylko ze względu na kilka osób?
- To nie byle jakie osoby! – podniosłam głos – Powinieneś to rozumieć. – zmarszczyłam brwi – To są moi pierwsi prawdziwi przyjaciele. I… jesteś też ty.
- Rozumiem… - uśmiechnął się smutno – Nikt nie może podjąć za ciebie decyzji. To twój wybór, my możemy jedynie doradzać. – przymrużył oczy – Jednak… wyobraź sobie osobę, która ma ten sam problem, co ty. Spójrz na siebie samą z perspektywy innej osoby. Pomyśl o tym wszystkim i zastanów się dokładnie, co by było najlepsze dla takiej osoby. Czy wolałabyś, aby pojechała i znalazła szczęście czy może została i, prawdopodobnie, później żałowała swojego wyboru.?
                Przemyślenie tej sytuacji z takiej perspektywy może być dość dobre, jednak czy będzie to wystarczające do podjęcia decyzji? Słusznej decyzji? Gdyby Tsuki mieszkał z dalszą rodziną i nagle by się okazało, że któryś z jego rodziców chce, aby chłopak z nim zamieszkał, to co bym zrobiła…? Byłoby to dla mnie bolesne, jednak… wolałabym, aby blondyn wiódł szczęśliwe życie z rodziną.
                Myślę, że… chyba znam już odpowiedź.

~~~
___________________________________
Do końca jeszcze 2 rozdziały + epilog, później zajmę się dokończeniem "Something I didn't know" i w końcu nastąpi mała zmiana. 

"Saved by you" - Rozdział 27.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 27. 





~~~

                Co ona przed chwilą powiedziała? Czy ja się przesłyszałam? Stojący przede mną mężczyzna ciepło się uśmiechnął, a następnie poprosił mnie, abym usiadła. Tak też zrobiłam. Byłam w niesamowicie wielkim szoku. Ojca nie było ze mną przez całe życie, pamiętałam jedynie kilka drobnych sytuacji z dzieciństwa, w których brał udział. Później całkowicie zniknął…
- Pozwolę wam spokojnie porozmawiać. – powiedziała pani dyrektor, odchodząc od swojego biurka – Będę w gabinecie obok, gdyby wystąpił jakiś problem. – po tym otworzyła drzwi od innego pomieszczenia, po czym tam weszła.
                Nie chciałam, aby ona wychodziła… Jakby na to nie spojrzeć, nie znałam tego mężczyzny. Trochę się bałam. Skąd mogłam mieć pewność, że mówił prawdę?
- Pewnie mnie nie pamiętasz. – zaczął – Nie dziwię się, ponieważ przestaliśmy się widywać, gdy skończyłaś sześć lat.
                To mogłaby być prawda… W dniu moich szóstych urodzin moja mama była bardzo smutna. Doskonale to pamiętam. Czy to dlatego, ponieważ on nas opuścił?
- Nie chcę cię okłamywać, więc powiem wprost – wówczas pobrałem się z inną kobietą i wyjechaliśmy z kraju, by móc razem zamieszkać.
                To było jak wielki cios. Zostawił mamę dla innej kobiety? Dlaczego? Nie do końca to pamiętam, ale rodzice… chyba wyglądali na szczęśliwych… Dawno nie myślałam o takich rzeczach.
- Jednak w dalszym ciągu utrzymywałem z twoją mamą kontakt, by dowiadywać się różnych rzeczy na twój temat. – przymrużył oczy – Ale w końcu przestała odpisywać.
                Nie… Nie mów tego… Nie chcę o tym słyszeć… To już wystarczająco boli.
- Na początku sądziłem, że po prostu ma dość, ale… W końcu doszedłem do wniosku, że ona by tego nie zrobiła, głównie dla swojej własnej córki. – wziął głębszy wdech – Dowiedziałem się o śmierci Reiko półtora miesiąca temu…
                Dopiero…?
- Powiedzieli o wypadku, o wszystkim. – kontynuował – Wtedy wynająłem odpowiednich ludzi, aby móc się dowiedzieć, czy z tobą wszystko w porządku…
                To wszystko, o czym mówił… Wydawało się takie szczerze, że nie chciałam w to wątpić.
- Znaleźli informacje, że przeżyłaś wypadek. Wtedy podjąłem się odnalezienia ciebie. Po kilku tygodniach poszukiwań, w końcu mi się udało. – lekko się uśmiechnął – Więc jak najszybciej powypełniałem swoje obowiązki, by móc tutaj przyjechać.
                To… Czy to wszystko dzieje się naprawdę?
- Mieszkasz z babcią i dziadkiem, tak? – aby potwierdzić, pokiwałem łebkiem – Chciałbym z nimi porozmawiać.
- Chciałbyś z nimi porozmawiać? – zapytałam.
- Tak, ponieważ… - spojrzał na mnie pewnie – Yumi, chciałbym, abyś ze mną zamieszkała w Anglii.
                Mój czas się zatrzymał. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie.
- W Anglii? – powtórzyłam niepewnie.
- Tak… - lekko opuścił łebek w dół, widząc moją reakcję – Rozumiem, że to może być dla ciebie szok, ale… Weź pod uwagę wszystko. Swoją przyszłość, marzenia, pragnienia. Nie chcę cię zmuszać do podjęcia decyzji, dlatego…
- P-proszę, zaczekaj… - przerwałam zszokowana – Nawet jeśli bym o tym wszystkim pomyślała, to nie mogę tak po prostu teraz odpowiedzieć! – podniosłam głos – Ja… W końcu znalazłam przyjaciół. – przymrużyłam oczy – Mam wielu znajomych…
                Mężczyzna uśmiechnął się w moją stronę i rzekł:
- Nie musisz teraz zadecydować.
- Nie muszę…?
- Najpierw wolałbym, abyśmy więcej porozmawiali. Żebyś mogła mnie lepiej poznać, z wzajemnością. – powiedział – Mogę dać ci czas do końca miesiąca. Wiem, że to niewiele, ale obowiązki wzywają…
                Tylko tyle…? Ta decyzja… jest niesamowicie trudna do podjęcia…
- Proszę, abyś wszystko dokładnie przemyślała. – wstał z sofy, jednocześnie spoglądając na zegarek – Teraz pojadę do twoich dziadków, by z nimi o tym porozmawiać. – wyjął coś z kieszeni, a następnie mi wręczył – To są moje dane kontaktowe. Adres do miejsca, w którym się zatrzymałem, adres e-mail, a także numer telefonu.
                Spojrzałam na kawałek papieru.
- Prawdopodobnie spotkamy się jeszcze dzisiaj w domu. – lekko się uśmiechnął, a następnie wyszedł.
                Wzięłam głębszy wdech, po czym złapałam się za głowę i mocno zamknęłam oczy. Nie wierzyłam, że to wszystko działo się naprawdę. Po chwili z pokoju obok wyszła pani dyrektor, która spojrzała się na mnie pytająco.
- Powiedział ci o wszystkim? – usiadła obok mnie.
- Chodzi o wyjazd do Anglii…?
- Tak. – potwierdziła – Więc już wiesz. – westchnęła.
- Co pani o tym sądzi? – zapytałam, oczekując pomocy.
- Hmm… - zastanowiła się – Czy to nie jest przypadkiem spora szansa? – uśmiechnęła się – To w końcu twój ojciec. Dziecko potrzebuje bliskości rodzica… - przymrużyła oczy – Nawet jeśli nie widzieliście się sporo czasu, zawsze można to naprawić…
                Nawet jeśli, to zostawienie tego wszystkiego… To może być niemożliwe…
- Szkoły i uniwersytety w Anglii nie są złe, jest wręcz przeciwnie. Wiele osób emigruje z kraju, by mieć lepszą przyszłość. Ty możesz to zrobić bez większego wysiłku. – nawiązała kontakt wzrokowy – Nie marnuj takiej szansy.
                Słowa pani dyrektor, mimo że były bolesne, miały w sobie coś, co mnie przekonywało. Jednak w dalszym ciągu nie chciałam wyjeżdżać. Tutaj miałam przyjaciół, bliskie mi osoby. Teraz nawet zaczęłam spotykać się z Tsukim…
- Zwolnię cię dziś do domu. – powiedziała po chwili – Lepiej, żebyś odpoczęła i wszystko przemyślała na spokojnie w domu.
- Dziękuję… - skinęłam łebkiem.

~~~

                Gdy tylko znalazłam się w domu, rzuciłam torbę na podłogę i weszłam do salonu ze smętną miną. Babcia i dziadek rozmawiali z… tatą? Czy powinnam go tak nazywać? Nawet jeśli byliśmy spokrewnieni, to na chwilę obecną czułam się dziwnie nazywając go w ten sposób.
- Już wróciłaś? – zapytała babcie.
- Mhm. – pokiwałam głową – Pani dyrektor mnie zwolniła…
- Zjesz coś?
- Raczej nie jestem głodna…
- Zrobię ci coś, co ty na to? – zapytał tata – Chodźmy, dziadku, pomożesz mi.
- Gdy nazywasz mnie dziadkiem, czuję bardziej stary, niż jestem. – zaśmiał się.
                Nawet mnie to rozbawiło. Po chwili w salonie zostałam tylko ja i babcia. Usiadłyśmy na sofie, przez chwilę tkwiąc w ciszy.
- Babciu… - zaczęłam – Ja naprawdę nie wiem, co zrobić.
- Powinnaś sama podjąć decyzję.
- Nawet pani dyrektor powiedziała, że wyjazd i zamieszkanie z rodzicem byłoby lepsze dla mnie samej…
                Kobieta na chwilę się uciszyła. Westchnęła i spojrzała na mnie ze smutnym uśmiechem.
- To prawda. – powiedziała – Nawet my z dziadkiem uważamy, że to byłoby dla ciebie bardzo dobre.
- Tak myślicie…? – zapytałam niepewnie.
                Nawet oni tak myślą… Zaczynam powoli ich rozumieć, jednak… Ja naprawdę nie chcę rezygnować ze wszystkiego, co mam tutaj.

~~~

                Wzięłam Futabę za rękę i zaciągnęłam ją na dach szkoły. Nawet jeśli było to równe zrywaniu się z lekcji, ten jeden raz mogłam to zrobić. Stanęłam przodem do dziewczyny i wzięłam spory wdech. Trochę się zawahałam, jednak w końcu zdobyłam się na wyznanie.
- Wczoraj… - zaczęłam – Wczoraj wezwano mnie do gabinetu pani dyrektor, pamiętasz?
- Tak. – potwierdziła – A zaraz po tym cię zwolnili z zajęć… Coś nabroiłaś? Masz kłopoty?
- Nie, nie chodzi o żadne nabrojenie, ale… można to nazwać kłopotami.
- Co się stało?
- Wczoraj… ja… - nie wiedziałam, jak to powiedzieć – Spotkałam się ze swoim tatą.
                Futaba nic nie powiedziała.
- Ale to nie wszystko… - zacisnęłam dłonie w pięści – Chce, abym zamieszkała z nim w Anglii.
                Teraz reakcja Izumi była nieco inna, niż chwilę wcześniej. Dziewczyna uniosła do góry brwi i otworzyła szerzej oczy. Spojrzała na mnie, jakby niedowierzała moim słowom. Przez chwilę stałyśmy w takiej ciszy, jednak w końcu zdecydowałyśmy się usiąść. Kolejne kilka minut siedzenia bez powiedzenia żadnego słowa sprawiało, że denerwowałam się coraz bardziej.
- I… - zaczęła, trochę się wahając – Co zrobisz? – spojrzała na mnie – Chcesz wyjechać?
- Ja… nie wiem…
                Naprawdę nie mam pojęcia.
- Dziadkowie mówią, że to będzie dla mnie dobre… Pani dyrektor powiedziała to samo… Ale ja…
- Poczekaj. – przerwała mi – Zanim powiesz, że się wahasz, pomyśl dlaczego.
                Dlaczego? To proste…
- Ze względu na was. – powiedziałam wprost – Nie chcę się rozstawać z ważnymi dla mnie osobami… Babci i dziadka też nie chcę zostawić…
- Moim zdaniem… powinnaś jechać… - przyznała niechętnie.
- C-co? – spojrzałam na nią – Nawet ty tak myślisz…?
                Dziewczyna przygryzła wargę, a następnie skinęła łebkiem.
- Dlaczego…?
- Masz szansę być z ojcem… Masz szansę zmienić swoje życie na lepsze… Czy to nie jest przypadkiem dla ciebie dobre?
- Ale teraz ono jest idealne! – krzyknęłam – W końcu mam was…
                Futaba lekko się uśmiechnęła.
- Nie chcę zostawiać swoich pierwszych przyjaciół…
- Głuupia.
                Spojrzałam na nią zaskoczona. Skąd ta rozbawiona twarz? Skąd ten uśmiech?
- Przecież nie zerwiemy kontaktu z powodu jakiegoś wyjazdu. – westchnęła – Nie wierzę, że chcesz zrezygnować z takiej szansy z powodu kilku osób… - pokręciła łebkiem.
- Te osoby są dla mnie bardzo ważne!
- Wiem. – przymrużyła oczy – A ty jesteś ważna dla nich. Dlatego każdy ci powie, że powinnaś jechać.
                Po tym nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. W słowach Futaby coś było. I nie tylko jej, ale także pani dyrektor, babci, dziadka, taty… Oni wszyscy mieli rację, jednak ja nie chciałam tego zaakceptować. Bałam się, że po wyjeździe kontakt z nimi wszystkimi się popsuje, a ja sama w końcu przestanę o to dbać. Nie chciałabym, aby tak wyszło…
                Nie potrafiłam podjąć decyzji tak od razu. Miałam jeszcze czas. Po rozmowie z Futabą poszłyśmy na zajęcia. Tsuki od razu się ze mną przywitał, jednak ja czułam się jakoś dziwnie w jego towarzystwie. Nie wiem, czy spowodowane to było dowiedzeniem się, iż to on jest Terru czy czymś innym, jednak naprawdę nie lubiłam tego uczucia. Pogarszało się ono jeszcze bardziej, gdy do blondyna przyczepiała się czerwonowłosa Satsuki. To mnie naprawdę wkurzało. Chciałam zapytać o nią Iseia, jednak czarnowłosy jakby mnie unikał.
                W końcu Tsuki zauważył moje reakcje na jego byłą dziewczynę. Zabrał mnie w ustronne miejsce i postanowił coś powiedzieć.
- Czujesz się źle przez nią?
                Mówiąc „nią” miał na myśli…
- Satsuki. – dodał po chwili.
- To nie do końca tak…
- Eh, ty naprawdę nie potrafisz tego przyznać. – westchnął – O nic się nie martw, okej? To ty jesteś jedyną, która mnie interesuje, więc nie myśl o zbędnych rzeczach.
- Jestem jedyną, która cię interesuje? – powtórzyłam nieświadomie.
                Tsuki spojrzał na mnie zdziwiony, po czym opuścił łebek w dół i położył dłoń na karku.
- Ty naprawę tego jeszcze nie zauważyłaś? – zapytał, nawet na mnie nie spoglądając.
                Po chwili dostrzegłam różowiutkie rumieńce na jego policzkach. Zrozumiałam powagę sytuacji i sama się zaczerwieniłam.
- Umawianie się, spotykanie, nawet pocałunek… Co mam jeszcze zrobić, żebyś w końcu zrozumiała, że cię lubię?
                Chłopak spojrzał prosto w moje oczy, a gdy w końcu zrozumiałam, co właśnie powiedział, poczułam niezwykle szybkie i mocne bicie własnego serca.

~~~


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic