niedziela, 18 stycznia 2015

"Saved by you" - Rozdział 23.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 23.




~~~


                Po zebraniu samorządu poszłam na zajęcia. Była akurat długa przerwa, więc mogłam bez pośpiechu udać się do klasy. Może w dniu festiwalu nasza klasa zrobiłaby kafejkę? Być może szczęście nam dopisze i przewodniczący wylosuje coś ciekawego, a zarazem w miarę prostego. Właśnie… Przewodniczący. My go jeszcze nie mamy. Trzeba by porozmawiać z panem Ryo na ten temat. O ile się nie mylę,  dziś mamy z nim dwie lekcje, więc raczej nie powinno być z tym problemu.
                Zastałam wychowawcę w naszej sali. Siedział za biurkiem i wypełniał jakieś papiery. Nie chcąc robić zbędnego hałasu, podeszłam do niego po cichu. Nauczyciel nie zauważył mnie, więc lekko odchrząknęłam. Dopiero teraz uniósł swój wzrok i skupił go na mojej osobie.
- Potrzebujesz czegoś? – zapytał.
- Um… Tak… Jakby to… – zastanowiłam się przez chwilę – Niedługo odbędzie się festiwal i dni otwarte…
- No tak.
- I dziś na spotkaniu samorządu ustaliliśmy, że każda klasa coś przygotuje… Tylko do tego będzie potrzebny przewodniczący, który weźmie udział w losowaniu.
- Chcesz być przewodniczącą? – uniósł do góry brwi.
- N-nie, ja nie… – zaprzeczyłam, gestykulując – Mam na myśli… Dzisiaj mamy z panem dwie lekcje, więc wtedy możemy zrobić głosowanie…
- Aa, w porządku. – zdjął okulary z nosa – Dobrze, że mi o tym przypominasz.
                Pierwszy raz widziałam go w okularach. Zakłada je tylko wtedy, gdy pracuje nad jakimiś dokumentami?
- Skoro już podałaś ten pomysł, to możesz mi pomóc przy tym kłopotliwym głosowaniu. – zaczął szmerać w jednej z gablotek.
- C-co? Dlaczego?
- Bo jestem zmęczony, a ciebie nie było na dwóch pierwszych lekcjach. – wcisnął mi do rąk pudełko z kartkami i mazakiem.
- Co mam z tym zrobić? – zapytałam niepewnie.
- Trzymaj. – wręczył mi listę uczniów i jeszcze inny dokument – Tutaj masz wszystkie nazwiska, a tutaj spis osób, które w ciągu roku zostały za coś ukarane. Zawieszenie, nagana, poprawki i tym podobne. Sprawdź, które osoby były ukarane i je wykreśl.
- Dlaczego?
- Bo takie osoby nie będą pełniły funkcji przewodniczącego prawidłowo. – wyjaśnił szybko.
- W porządku... – skinęłam łebkiem, a następnie usiadłam przy biurku.
                To zajęcie nie było aż takie złe. Poszło mi znacznie szybciej, niż sobie wyobrażałam. W tej klasie zostało wykreślonych aż dziesięć osób. W tym Tsuki. Przez to, że na początku zawalał egzaminy i miał troszkę nieobecności.
                Gdy nadeszła lekcja z panem Ryo, wszyscy zostali powiadomieni o głosowaniu. Dziewczyny się bardzo ucieszyły, Jessica chyba najbardziej. Od razu zgłosiła się na kandydatkę. Inne dziewczyny zaraz po tym zrezygnowały z kandydatury. Zrozumiały, że z nią ciężko będzie wygrać.
                Drugą osobą, która się zgłosiła był Isei. Później doszło jeszcze kilku innych uczniów, jednak nie zmieniało to faktu, iż każdy wiedział, że walka ta odbędzie się pomiędzy blondynką, a Iseiem. Nazwiska uczniów zostały zapisane na tablicy, a gdy każdy dostał od wychowawcy małą karteczkę, głosowanie rozpoczęło się. Oddałam swój głos na Iseia, a następnie wrzuciłam karteczkę do pudełka, które stało na jednej z ławek. Zajęłam swoje miejsce i cicho odetchnęłam.
- Na kogo zagłosowałaś? – zapytał Kaito, gdy zadzwonił dzwonek.
                Uniosłam do góry brwi i spojrzałam na chłopaka.
- Dobra, nie było pytania. – zaśmiał się – Mam nadzieję, że to ten chłopak wygra.
- Masz na myśli Iseia?
- O właśnie! Zawsze zapominam, jak on ma na imię.
- To trochę dziwne, bo jest całkiem popularny.
- Wśród dziewczyn. – dodał.
- Nie tylko…
- Ale w większości.
- Dobra, chyba masz rację…
- A że nasza klasa składa się w większości z dziewczyn, jego zwycięstwo jest murowane!
- Oby. – powiedziałam krótko, skupiając wzrok na swoich dłoniach.
                Wyników nie poznaliśmy od razu, ponieważ wychowawcy nie chciało się liczyć głosów. Powiedział, że jutro wywiesi listę z wynikami na drzwiach.
- Wiesz, że to Rin wpadł na pomysł odprowadzenia cię do domu? – powiedział po chwili.
- Dlaczego tak nagle o tym wspominasz? – zapytałam.
- Nigdy nie wtrącałem się w sprawy, które mnie nie dotyczyły, ale teraz czuję, że wobec tej nie mogę przejść obojętnie.
- Nie do końca rozumiem…
- Jakby to ująć. – skupił wzrok na oknie – On rozumie, że zrobił źle. Rozumie też, że nie możesz o tym zapomnieć, ale pomimo tego liczy na to, że mu wybaczysz.
- Skąd możesz o tym wiedzieć?
- Powiedział mi.
- Dlaczego miałby to robić?
- … - spuścił głowę w dół – Najlepiej będzie, jeśli sama go o to zapytasz.
- Czy to coś poważnego?
- Dzięki odpowiedzi poznasz też częściowy powód, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
                Teraz naprawdę nic nie rozumiałam. Dlaczego Kaito wiedział o tej całej sytuacji sprzed lat, a dodatkowo czemu znał odpowiedzi na moje pytania? Gdy chciałam ponowić pytanie, chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Dobra, zakończmy ten temat, bo Rin mnie zabije. – odetchnął – I tak już za dużo powiedziałem.
                Zakończyć w takiej chwili? Gdy dowiedziałam się tylu rzeczy?
- Ale…
- No nie każ mi nic więcej mówić! – nadął policzki – On prosił, żebym się nie wtrącał, ale i tak to zrobiłem.
- Dlaczego?
- Czasem robisz coś wbrew sobie, pod wpływem takiego „impulsu”, no nie?
- Chyba tak…
- To właśnie taki czyn. – powiedział.
- Nazywają to też bezinteresownością. – wtrąciła osoba trzecia.
                Odwróciłam się w stronę, z której dobiegł ten głos. Kaito zrobił to samo. Obok ławki stał Kou z niewzruszonym wyrazem twarzy.
- Podsłuchiwałeś? – zapytał chłopak.
                Kou przeszedł obok nas obojętnie, całkowicie ignorując pytanie, i usiadł na swoim miejscu. Oparł głowę na nadgarstku i dopiero po tym czynie na nas spojrzał.
- Zupełnie przypadkiem usłyszałem urywek waszej rozmowy. – powiedział – Dość głośno rozmawiacie, wiecie?
- Możliwe, że ma rację... – wtrącił Kaito, rozglądając się po klasie.
- Ale nie martwcie się, nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. – wzruszył ramionami – Nawet mnie to nie obchodzi.
- Gdzie byłeś na poprzedniej lekcji? – zapytałam, zmieniając temat.
                Czarnowłosy przez chwilę nic nie mówił.
- Na połowie lekcji miałem coś do zrobienia, później, gdy wracałem do klasy, złapała mnie taka dziewczyna i nie udało mi się tutaj przyjść na czas.
                Pewnie ma na myśli tę dziewczynę, z którą go widziałam, gdy jadłam lunch kilka dni temu. Jeśli tak pomyślę, jest to jedna z nielicznych dziewczyn, na które Kou zwraca uwagę. Są ze sobą…?
- W takim razie, Yumi, pomyśl nad tym, co ci powiedziałem. – dopiero teraz zauważyłam, że Kaito spakował wszystkie swoje rzeczy.
- Idziesz gdzieś? – zapytałam.
- Czytaj. – pokazał mi ostatnią stronę jakiegoś zeszytu.
- Zwolnienie? – spojrzałam na chłopaka – Dlaczego się zwalniasz?
- Hej, przyjechał kolega, z którym nie widziałem się od wieków! – założył ręce na klatce piersiowej – W takiej sytuacji nie mogę marnować czasu na szkołę.
                Kou parsknął pod nosem, jednak Kaito tego nie usłyszał.
- W takim razie do jutra! – powiedział i wyszedł.
- Ciekawe, czy jutro zrobi to samo. – Kou wyglądał na trochę rozbawionego.
- Tak mi się wydaje…
                Reszta lekcji zleciała niezbyt szybko. Trochę męczyłam się na historii, ponieważ czas się strasznie wydłużał, jednak gdy w końcu zadzwonił dzwonek, z uśmiechem na twarzy spakowałam torbę. Przed wyjściem spojrzałam na miejsce, gdzie zawsze siedział Tsuki. Dziś też nie było w szkole. Czy to przez te sprawy prywatne? Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
                Gdy zmieniłam buty i znalazłam się przed drzwiami wyjściowymi, upuściłam torbę i oparłam się plecami o ścianę ze zrezygnowaniem. Na zewnątrz lał deszcz, a ja znowu nie wzięłam parasoli. Rano była jeszcze dość ładna pogoda, więc o tym nie pomyślałam… Po prostu przeczekam.
                Usiadłam pod ścianą, a następnie owinęłam ręce wokół nóg i oparłam podbródek o jedno z kolan. Cicho westchnęłam i przymrużyłam oczy. Ciekawe, ile czasu będę musiała czekać, aż przeminie deszcz… Może i tym razem Tsuki przyjdzie mi na pomoc z parasolką, kto wie. Delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem na tę myśl i zamknęłam oczy.  


~~~


                Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Zatrzymałam wzrok na fotelu, którego nigdy wcześniej u siebie nie widziałam. Rozejrzałam się jeszcze raz po pomieszczeniu. Dopiero teraz się zorientowałam, że miejsce, w którym się znajduję, to nie moja sypialnia.
- Hę?! – krzyknęłam na cały głos, gwałtownie zrywając się z miejsca.
                Teraz też zauważyłam, że jestem ubrana w jakąś luźną koszulkę.
- K-ktoś mnie przebierał?!
                C-co to mógł być za zboczeniec?! Gdzie ja jestem?! I jakim cudem mogłam się tutaj znaleźć?!
                Złapałam się za głowę i poczułam coś pod dłonią. Plaster ochładzający? Dlaczego mam przyklejony plaster na czoło…? Nie pamiętam niczego, co wczoraj wydarzyło się po czasie, jak… Jak stanęłam przed drzwiami i zobaczyłam, że pada. Chyba postanowiłam poczekać, aż przestanie padać i… Co wtedy? Zasnęłam?
- Dlaczego niczego nie pamiętam…? – szepnęłam pod nosem.
                Zeszłam z łóżka i podeszłam do drzwi. Gdy chciałam złapać za klamkę, ktoś mnie w tym wyręczył. Odskoczyłam jak oparzona i zamarłam, gdy zobaczyłam znajomą osobę stojącą w progu drzwi.
- Tak jak myślałem, obudziłaś się. – powiedział, stawiając tackę na stoliku – Ten krzyk słychać było już na samym dole. – uśmiechnął się lekko – Jak się czujesz?
                Po chwili chłopak stanął bardzo blisko mnie i przyłożył mi dłoń do czoła.
- Temperatura już ci spadła. – zrobił krok w tył.
                Widząc brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, chłopak lekko zmarszczył brwi.
- Że tak zapytam… Czy ty pamiętasz cokolwiek z wczoraj? – zapytał.
- Ym… Tylko do chwili, aż usiadłam pod ścianą, bo padało.
- I wiesz, co stało się później?
                Pokręciłam łebkiem.
- O rany. – złapał się za głowę i usiadł na fotelu.
- C-czy… Stało się coś… Dziwnego?
- Dziwnego? – uniósł do góry jedną brew – Nawet nie wiesz, jak bardzo musiałem się namęczyć, żeby cię tutaj sprowadzić i…
- I?
- Przebrać cię... – wymienił z trudem, rumieniąc się przy tym – Zbić twoją gorączkę…
- Gorączkę? – powtórzyłam zaskoczona.
- Od czego tutaj zacząć… – podrapał się po głowie – Poszedłem do szkoły, by zabrać kilka rzeczy z szafki. No i wtedy zobaczyłem cię śpiącą na podłodze. Obudziłem cię i zabrałem do siebie do domu, ponieważ byłaś półprzytomna. Miałaś dość wysoką temperaturę…
- M-mówisz poważnie?!
- Nadal nic nie pamiętasz?
- Coś mi świta…


- …waj.
                Niewyraźny głos i urywki słów – tylko to słyszałam. Delikatnie otworzyłam oczy, jednak nawet to nic nie dało i w dalszym ciągu nie mogłam wyraźnie zobaczyć osoby, która przede mną stała.
- Wstawaj! – tym razem zdołałam usłyszeć dokładnie.
                Spojrzałam na twarz chłopaka, który starał się mnie podnieść. Po chwili poczułam jego dłoń na swojej twarzy.
- Jest rozpalona… – szepnął – Słuchaj, jesteś w stanie mi powiedzieć, gdzie mieszkasz?
                Powiedziałam kilka słów, jednak to chyba nie wystarczyło, aby chłopak mógł mnie odprowadzić do domu. Później tylko czułam krople deszczu na skórze, a następnie ciepło. Pamiętam jeszcze kilka urywków z rozmów, między innymi pytanie o numer do rodziców, jak się czuję, czy go słyszę i tym podobne.

- Trochę rzeczy mi się przypomniało, jednak w dalszym ciągu są to tylko niedokładne urywki…
- Co sobie przypomniałaś?
- Że znalazłeś mnie w szkole, później czułam krople deszczu na twarzy…
- To dlatego, że niosłem cię na plecach.
- Urywki rozmów…
- Pytałem cię o sporo rzeczy. – zaśmiał się – Najgorsze było wyciągnięcie od ciebie numeru do opiekuna. Ale w końcu się udało i powiedziałem twojej babci, co się wydarzyło i że na noc zostaniesz u mnie.
- Było aż tak ciężko?
- I to jak! – uśmiechnął się – Jestem ciekaw, jak to możliwe, że miałaś aż tak wysoką temperaturę!
- Też chciałabym wiedzieć…
- Twój mundurek już się wysuszył, przynieść ci go?
- Mundurek? – zapytałam, po czym przypomniałam sobie, że miałam na sobie tylko luźną koszulkę – J-jak to możliwe, że…
- Wybacz! – złożył ręce i przechylił łebek na bok – Ale byłaś przemoczona. Dodatkowo miałaś gorączkę…
- T-to nie zmienia faktu, że…
- Nie patrzałem. – wypalił nagle – Przysięgam. – przyłożył dłoń do klatki piersiowej – Miałem zamknięte oczy i nie patrzałem.
- Żartujesz... – powiedziałam ze zrezygnowaniem.
- Nie miej mi tego za złe, okej?
                Spojrzałam na niego z otwartą buzią. Jednak zrozumiałam, że nie powinnam go o nic obwiniać. To w końcu tylko i wyłącznie moja wina, że nie wzięłam parasolki i zasnęłam na podłodze w szkole. On mi tylko pomógł i zabrał do domu. Przez całą drogę niósł mnie na plecach, wysłuchując tych moich bełkotań, które z pewnością po pewnym czasie mogły zrobić się wkurzające. Później powiadomił o wszystkim babcię i zbił moją gorączkę. Naprawdę powinnam mu za to podziękować.
- Nie mogę. – lekko się uśmiechnęłam – Bo to w końcu nie twoja wina.
- Co za ulga. – odetchnął z ulgą.
- Dziękuję ci za pomoc, Isei.


~~~

3 komentarze :

  1. ''No i wtedy zobaczyłam cię śpiącą na podłodze. Obudziłem cię i zabrałem do siebie do domu, ponieważ byłaś półprzytomna.'' Jest błąd - zobaczyłam :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo dzięki, już poprawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic