czwartek, 15 stycznia 2015

"Saved by you" - Rozdział 22.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 22.



~~~


- Nie wierzę, że cię wcześniej nie rozpoznałam… – westchnęłam – To pewnie dlatego czułam, że jesteś mi trochę znajomy…
- Haha, no widzisz! Ja cię rozpoznałem już na samym rozpoczęciu roku! – uśmiechnął się kącikami ust – Chcesz coś do picia? Zrobię ci herbaty.
                Gdy Kaito poszedł do kuchni, Rin skupił całą swoją uwagę na mojej osobie.
- Coś nie tak…? – zapytałam niepewnie.
- Nie wierzę, że chodziliście do jednej szkoły przez taki kawał czasu, a ty i tak go nie rozpoznałaś… – westchnął z zażenowaniem – Myślałem, że jesteś bystrzejsza.
- N-nie musisz mnie od razu obrażać. – nadęłam policzki – Poza tym sam powiedział, że się bardzo zmienił, więc to nic dziwnego!
- Tak, tak. – zaśmiał się – Szczerze mówiąc, myślałem, że wybierzesz sobie jakąś łatwiejszą szkołę.
- Dlaczego? – zapytałam.
- Nigdy nie widziałem cię z zeszytem w ręku.
- Może dlatego, że mnie zlewałeś przez długi czas?
                Chłopak zamilkł. Wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, jednak w ostateczności powstrzymywał się przed tym.
- W porządku, nie męcz się tym. – powiedziałam, gdy zobaczyłam wyraz twarzy Rina – Można powiedzieć, że nie trzymam urazy… Chociaż to też nie do końca prawda.
                Po chwili do pokoju wrócił Kaito, trzymając w ręku szklankę herbaty. Postawił ją na stoliku, przy którym siedziałam, a następnie uśmiechnął się w moim kierunku.
- A gdzie napój dla mnie?
- Stoi w kuchni.
- Nie mogłeś go przynieść? – zapytał Rin, unosząc jedną brew do góry.
- Nie. – odpowiedział drugi ze śmiechem w oczach.
- Robisz to celowo… – chłopak podniósł się z łóżka, a następnie poszedł do kuchni.
                Kaito zajął miejsce Rina z uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze sobie nic nie wyjaśniliście? – zapytał, zakładając ręce za głowę.
- Myślę, że tu nie ma czego wyjaśniać…
- Według mnie jest. – oparł się o ścianę – W końcu nic nie dzieje się bez powodu.
                Nic nie dzieje się bez powodu…


~~~


- Dzięki za odprowadzenie mnie, chłopaki. – powiedziałam, odwracając się za siebie.
- Nie ma problemu.
                Kaito stanął obok Rina. Różnica w ich wzroście była niewielka, jednak to Rin był wyższy o te kilka centymetrów. Razem wyglądali dość ciekawie. Obydwaj mieli ciemne włosy, tylko że Kaito był szatynem, a Rin brunetem. Na twarzy brązowowłosego prawie zawsze gościł uśmiech, u Rina można było spotkać najczęściej poważne spojrzenie. Naprawdę rzadko widziałam go z miłym wyrazem twarzy. Zwłaszcza po tym, jak przestaliśmy rozmawiać.
- Zobaczymy się jutro w szkole. – powiedział Kaito – Do zobaczenia.
- Uważajcie na siebie!
                Gdy wróciłam do domu, zastałam babcię w salonie. Rozmawiała z kimś, jednak nie zdążyłam zauważyć kto to był, ponieważ bardzo szybko popędziłam do łazienki. Umyłam dłonie i twarz, po czym udałam się do kuchni. Do szklanki nalałam sobie schłodzonego soku pomarańczowego, a następnie pokierowałam się do salonu, po drodze upijając łyk soku. Stanęłam przy sofie, na której siedziała babcia i…
- W końcu wróciłaś. – powiedziała kobieta – Twój kolega siedzi już tutaj od ponad dwóch godzin i czeka na ciebie! – stanęła na nogi – Nawet nie można się do ciebie dodzwonić…
                Szybko spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Kilka nieodebranych połączeń i wiadomość… Jednak wiadomość ta nie była od babci.
- Wybacz, nic nie słyszałam…
- Nie szkodzi, naprawdę. – powiedział Tsuki – Bardzo miło mi się rozmawiało z twoją babcią.
- Pójdę wam zrobić coś do jedzenia, wy w tym czasie sobie spokojnie porozmawiajcie.
                Bez słowa usiadłam na drugim końcu sofy.
- Nie musisz się mnie od razu bać. – nadął policzki.
- Hehe… – zaśmiałam się nerwowo, z trudem spoglądając na chłopaka.
                Ku mojemu zdziwieniu, po chwili to zdenerwowanie minęło. Mogłam bez problemu patrzeć się blondynowi prosto w oczy. Byłam pewna, że zmienię się w cegłę, nie będę w stanie powiedzieć choćby jednego wyrazu bez jąkania, nie mówiąc już o myleniu wyrazów, co powinno być wręcz nieuniknione. Więc dlaczego tak nie jest? Dlaczego zachowuję się normalniej, niż zazwyczaj?
- Szukałam cię dzisiaj w szkole. – powiedziałam.
- Dziś mi coś wypadło... – podrapał się w tył głowy – Musiałem pojechać do szpitala.
- Do szpitala? Po co? – zapytałam.
- Erm, to... – zawahał się – Sprawy prywatne.
                Sprawy prywatne? To musi być coś poważnego. Zawsze mówił wszystko wprost i niczego nie ukrywał. Przynajmniej tak było w moim przypadku.
- Co ważniejsze, dlaczego mnie szukałaś?
- Hę? – spojrzałam na niego zaskoczona – Czy to nie oczywiste…?
- Haha, racja. – zaśmiał się – Po prostu chciałem zobaczyć twoją reakcję, wybacz. – powiedział z nieco smutnym uśmiechem.
- A jak jest z tobą? Dlaczego przyszedłeś?
- Podobny powód. – odpowiedział – W szkole nie było cię do końca tygodnia…
- R-racja…
                W tej chwili moja pewność trochę zmalała. Chyba jednak nie byłam aż tak obojętna, po prostu na chwilę zapomniałam o powadze sytuacji.
- W-więc? O czym dokładnie chciałbyś porozmawiać?
- Ach, to…
                Tsuki podniósł się z sofy. Zatrzymał się przede mną, a następnie ukucnął.
- Chcę, żebyś się ze mną umówiła w sobotę. – powiedział z uśmiechem.
                W mgnieniu oka zrobiłam się cała czerwona.
- C-co? – byłam bardziej zaskoczona niż kiedykolwiek – O czym ty mówisz?
- Mam na myśli randkę. – przechylił łebek na bok.
- Mówisz poważnie?
                Na potwierdzenie skinął łebkiem.
- Nie chcesz? – przymrużył oczy.
- N-nie, to nie tak... – zaprzeczyłam, dodatkowo gestykulując rękoma.
- Więc jesteśmy umówieni. – uśmiechnął się promiennie.
                Dlaczego sama myśl o tym spotkaniu sprawia, że czuję niecodzienne ciepło w klatce piersiowej…?
- Skoro już to powiedziałem i się zgodziłaś, to mogę wrócić do domu. – odetchnął z ulgą, a następnie stanął na nogi.
- Już idziesz?
- No. – poprawił koszulkę – Wcześniej wspomniałem o szpitalu. Mam do zrobienia coś z tym związane.
- Skoro tak, to w porządku…
                Tsuki na pożegnanie posłał mi delikatny uśmiech, a następnie wyszedł. Wzięłam głęboki wdech, po czym zaczęłam powoli wypuszczać powietrze. Poszłam do kuchni, by powiedzieć babci, żeby jednak nie robiła nic do jedzenia. Chociaż… Może niech po prostu zmniejszy porcję, bo szczerze mówiąc jestem trochę głodna.
- Babciu, Tsuki już poszedł, więc nie musisz robić wielu rzeczy do jedzenia. – powiedziałam, gdy weszłam do kuchni.
- Za późno. – pokazała mi talerz wypełniony jedzeniem – Chciałam wam zanieść wcześniej, ale nie chciałam przeszkadzać w tak ważnej rozmowie. – puściła mi oczko.
- Nie mów, że podsłuchiwałaś…?
- Skąd. – odpowiedziała szybko – Po prostu niosłam talerz z jedzeniem i usłyszałam, jak ten uroczy chłopak zaprasza cię gdzieś. – spojrzała na mnie – Zgodziłaś się?
- Więc jednak…
- To bardzo miły chłopak… I dodatkowo przystojny.
- D-dobrze, wystarczy, idę do siebie. – wydukałam przez zęby.
                Zabrałam karton soku i niewielką porcję przekąsek, po czym szybko pobiegłam do pokoju, by nie musieć wysłuchiwać tych wszystkich rzeczy. Usiadłam przy biurku i zaczęłam jeść.
- Jak ona może mówić takie rzeczy... – powiedziałam, maczając krewetkę w sosie.
                Tak naprawdę to spodziewałam się czegoś innego. Sądziłam, iż Tsuki powie, żebyśmy o tym zapomnieli lub coś w tym stylu. Że mnie przeprosi o poprosi, abyśmy niczego nie zmieniali. To pytanie o umówienie się z nim w sobotę było ostatnią rzeczą, jakiej bym się spodziewała. Jednak… Trochę się z tego cieszę.
                Po zjedzeniu posiłku wykonałam kilka podstawowych rzeczy, czyli kąpiel, umycie zębów i położenie się do łóżka. Chwyciłam za telefon, który leżał na łóżku i zerknęłam na wiadomość, którą wcześniej wysłał mi Terru.
T: To był bardzo ciężki dzień… Ledwo dałem radę. A jak z tobą?
                Postanowiłam od razu odpisać.
H: Z pewnością był to dzień pełen emocji.
                Po wysłaniu wiadomości nastawiłam budzik, po czym odłożyłam telefon na bok i zgasiłam lampkę. Położyłam się i zamknęłam oczy, by po chwili zasnąć.


~~~


                Rano zadzwonił budzik. Z trudem go wyłączyłam, a następnie wstałam z łóżka. W nocy w ogóle nie spałam, w mojej głowie krążyły różnorodne myśli dotyczące Tsukiego. Chciałam podejść do tego spokojnie, ale wszystko wyszło zupełnie inaczej, jak zwykle zresztą.
                Przygotowanie się do wyjścia trwało dłużej niż zwykle. Po wyjściu z domu musiałam od razu pójść na przystanek, ponieważ w życiu nie zdążyłabym do szkoły, gdybym miała iść pieszo. Na szczęście w autobusie nie było tłoczno. Chyba dziś sprzyja mi szczęście…
                W szkole znalazłam się w ostatniej chwili. Chciałam szybko popędzić na górę, jednak coś mi przeszkodziło, a raczej ktoś. Zatrzymał mnie Satoru. Powiadomił o zebraniu samorządu. Powiedział, abym udała się do pokoju samorządu od razu, on w tym czasie pójdzie do klasy, w której aktualnie mam lekcje i mnie usprawiedliwi, a dodatkowo zwolni Kou. Zgodziłam się bez problemu. Choć trochę odpocznę. Chyba…
                Gdy zebrali się wszyscy, rozpoczęliśmy spotkanie. Z początku tylko się przysłuchiwałam rozmowom innych, jednak później sama zaczęłam podawać pomysły. Chodziło o festiwal.
- W tym roku podczas festiwalu będą również dni otwarte, więc odwiedzi nas mnóstwo szkół gimnazjalnych. – powiedział blondyn – Musimy wymyślić coś, co ich choć trochę zainteresuje.
- Przecież wymyśliliśmy już kilka rzeczy.
- To prawda, ale to nie wszystko. – otworzył jakiś notes – Yuichi zapewnił, że on i jego kapela zagrają.
- Więc zespół na koncert już mamy! – krzyknęła radośnie Rena.
- Musimy wyznaczyć kilka osób do postawienia sceny. – powiedział Shun – A raczej kilkanaście, o ile tyle będzie wystarczyć.
- Członkowie klubów sportowych powinni się nadać. – wtrącił Jiwoo.
- Czyli to już załatwione. – Satoru zapisał coś w swoim notesiku – Był też pomysł, aby zorganizować przedstawienie. O ile się nie mylę, pomysł ten przedstawiła Yumi. – chłopak spojrzał na mnie oczekując na wyjaśnienie.
- Tak. – kiwnęłam łebkiem – Do tego można wykorzystać osoby z koła teatralnego. Oni z pewnością będą chcieli mieć swój udział w dniach otwartych.
- To dobry pomysł. – pochwalił Kou.
- W takim razie zapiszę…
- A co z kafejkami i podobnymi rzeczami? – zapytała Rena – Każda klasa będzie mogła coś przygotować w swojej sali. Jedni mogą zrobić dom strachów, inni kafejkę, a jeszcze inni sprzedawać jakieś rzeczy za niewielką cenę!
- Tylko żeby nagle nie powstało kilkanaście kafejek.
- Możemy dać ograniczenie do dwóch, ewentualnie trzech. – wyjaśniła dziewczyna – Możemy zrobić losowanie. Przewodniczący każdej klasy wylosuje, kto co ma przygotować.
- W porządku. – Satoru opisał wszystko dokładnie w notesie – Myślę, że to na dzisiaj wystarczy.
- W takim razie wracajmy na zajęcia. – powiedział Shun, a następnie wstał i udał się w stronę drzwi.
                Inni poszli w jego ślady.
- Zauważyłam, że ostatnio lepiej dogadujesz się z Nanami. – powiedziałam do blondyna.
- Czy ja wiem…
- Mówiła, że przestałeś ją ignorować.
                Chłopak położył plik kartek na swoim biurku.
- Powiedziała mi też, że znacie się od dziecka.
- Powiedziała to? – zareagował niezwykle szybko.
- No. – potwierdziłam.
- Ta gaduła…
- To źle? – zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Nie wiem…
- Myślę, że znaczysz dla niej coś więcej niż inni. – powiedziałam, zbierając się do wyjścia – Ona zawsze cię broniła, gdy ktoś o tobie źle mówił.
- Słyszałem…
                Po chwili wyszłam na korytarz. Wcześniej tego nie zauważałam, ale teraz zrozumiałam, że Nanami zawsze „inaczej” spoglądała na Satoru. Miała wówczas dość niecodzienny błysk w oku. Dodatkowo wyglądała na smutną, gdy dowiedziała się, że jestem w samorządzie razem z nim. Być może jest tutaj coś więcej na rzeczy, kto wie…


~~~

 

1 komentarz :

  1. Suuuuper <3 W końcu doczekałam się randki Tsukiego z Yumi ! :P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic