sobota, 24 stycznia 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 2.

Something I didn't know.


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 2.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~

     Luke już od samego rana zachowywał się ozięble. Postanowił zachowywać się tak jak dotychczas. W skrócie mówiąc - ignorować innych i nie pogłębiać z nimi relacji. Już na samym starcie spławił Hyun Woo i kazał mu iść samemu. Szatyn nie był z tego powodu zadowolony. Tylko pogorszyło się jego zdanie o blondynie. Chłopak sądził, iż Luke zachowuje się tak, ponieważ jest nowy i trochę się obawia tego wszystkiego, jednak dzisiejsza akcja i to co powiedział sprawiło, że Hyun Woo zrezygnował z jakiegokolwiek zachęcania kolegi do nawiązywania znajomości i bycia miłym. Postanowił dać mu wolną rękę. Było to dobre dla blondyna. Tak przynajmniej myślał.
     Hamilton wyszedł z sypialni niecałe pół godziny przed rozpoczęciem zajęć. Od razu udał się w stronę wyjścia, którego odnalezienie zajęło mu kilka minut. Gdy w końcu znalazł się na świeżym powietrzu, odetchnął z ulgą i podszedł do siedzącego na ławce chłopaka. Nastolatek ten czytał książkę i w ogóle nie zwracał uwagi na to, co działo się wokół niego. Luke zapytał chłopaka, którędy powinien pójść, aby dotrzeć do budynku szkolnego. Czarnowłosy chłopak wskazał mu drogę z uśmiechem na twarzy, a następnie życzył powodzenia. Blondyn skinął łebkiem i poszedł w odpowiednią stronę.
     Luke znalazł się w budynku szkolnym po czasie. Lekcje rozpoczęły się kilka minut temu, więc chłopak musiał się pospieszyć. Pierwszą lekcję miał z wychowawcą, dlatego też wiedział, że na samym starcie będzie pouczany. Chłopak westchnął i wszedł do klasy. Uczniowie akurat pisali sprawdzian i byli tak na nim skupieni, że mało kto zwrócił uwagę na wchodzącego do pomieszczenia blondyna.
- W końcu przyszedłeś. - powiedział nauczyciel - Już myślałem, że będziesz unikał zajęć ze mną. - szepnął do Luke'a.
- Jakbym mógł. - odpowiedział chłopak ze sztucznie niewielkim uśmiechem.
- Zajmij wolne miejsce i przygotuj sobie coś do pisania, mamy sprawdzian.
- Nie będziesz brał pod uwagę tego, że to mój pierwszy dzień? - zapytał, nawet nie spoglądając na bruneta.
- Byle kogo by nie przyjęli w połowie semestru. - mężczyzna zignorował fakt, iż Luke zwrócił się do niego w tak nieformalny sposób.
     Już po chwili blondyn pisał sprawdzian. Cieszył się, ponieważ ten materiał przerabiał w pierwszej klasie. Nastolatek wcześniej chodził do szkoły o bardzo wysokim poziomie nauczania. Nawet jeśli Yonsei miała wysoki poziom, to w dalszym ciągu była w tyle z materiałem od poprzedniej szkoły Luke'a.
     Gdy chłopak skończył pisać sprawdzian, dokument odłożył na biurko wychowawcy. Ponownie zajął swoje miejsce i zerknął w lewą stronę. Dwa stoliki dalej siedział Hyun Woo, który od jakiegoś czasu przyglądał się blondynowi. Cały czas po jego głowie krążyły myśli dotyczące chłopaka.
- Ha Jae. - powiedział nauczyciel - Masz poważnego przeciwnika. - rzekł z uśmiechem, spoglądając na sprawdzian Hamiltona.
- C-co chce pan przez to powiedzieć? - zapytał brązowowłosy chłopak, siedzący w pierwszej ławce. Jego nos zdobiły okulary.
- Że twój nowy kolega zyskał więcej punktów od ciebie. - odpowiedział.
     Część uczniów spojrzała z zaskoczeniem na Luke'a. Shin Ha Jae do tej pory był najlepszym uczniem w klasie. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że ten "dziewczęcy chłopak" mógł być lepszy od niego.
- Żartuje pan?! - zerwał się z miejsca - To niemożliwe, żeby napisał coś lepiej, skoro przeniósł się dopiero dzisiaj!
- Nie bulwersuj się, czterooki. - rzucił krótko blondyn.
     Hyun Woo wiedział, do czego to może doprowadzić, ponieważ przez prawie taką samą sytuację przeszedł dzisiejszego ranka. Podszedł do Luke'a i położył mu dłoń na ramieniu.
- No już, już, nie miejcie mu tego za złe. - zaczął - On po prostu nie lubi, gdy ktoś nie weźmie go na poważnie.
- O czym ty... - nim Luke zdążył dokończyć, brązowowłosy przysłonił jego usta lewą dłonią.
- Za granicą chodził do bardzo dobrej szkoły, więc możliwe, że już to przerabiał. - dokończył.
- Uczyłeś się za granicą?! - krzyknął jeden z chłopaków z podekscytowaniem.
     Blondyn zdjął z twarzy dłoń Hyun Woo i zmierzył go wzrokiem. Szatyn tylko się uśmiechnął i wrócił na swoje miejsce.
- No. - odpowiedział krótko na wcześniejsze pytanie.
- Ale czad! - ciemnowłosy chłopak uśmiechnął się szeroko. Po chwili do Luke'a podeszło jeszcze kilku innych chłopaków.
- W przyszłości chcę wyjechać za granicę. - powiedział jeden z nastolatków - Zazdroszczę, że już tam byłeś.
     W czasie, gdy chłopaki wypytywali blondyna o życie za granicą, Hyun Woo zastanawiał się, dlaczego mu pomógł. Przecież rano postanowił, że da sobie z nim spokój i nie będzie mu wchodził w drogę. Dlaczego więc tak postąpił?
     Po trzech pierwszych lekcjach matematyki, wszyscy opuścili klasę z wyjątkiem Luke'a. Eun Soo poprosił go, aby został przez chwilę. Blondyn został, jednak towarzyszyła mu lekka niechęć i niepewność.
- O co chodzi? - zapytał.
- Muszę przyznać, że cię nie doceniłem. - powiedział czarnowłosy.
- Norma. - wzruszył ramionami.
- Byłoby miło, gdybyś dołączył do zespołu matematycznego. Osoba z twoją wiedzą z pewnością doprowadziłaby naszą drużynę na sam szczyt.
- Błagam, jest mnóstwo osób takich jak ja. - blondyn zmarszczył brwi - Takie tanie komplementy nie przejdą.
- Ale jeśli połączysz siły z innymi osobami, z pewnością stworzysz z nimi silną drużynę.
     Luke spojrzał na Eun Soo z zainteresowaniem.
- Przemyśl to. - dokończył, a następnie wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
- Palenie na terenie szkoły jest zabronione. - powiedział brązowooki.
- Nikt się nie dowie, jeśli nie wygadasz. - czarnowłosy puścił oczko Hamiltonowi, a następnie odpalił papierosa, idąc w stronę okna.
- Skąd pewność, że tego nie zrobię?
- A dlaczego miałbyś? - odpowiedział pytaniem na pytanie - Raczej nie miałbyś w tym żadnego zysku.
- Nie wszystko co robię musi mieć jakieś korzyści. - powiedział blondyn, przymykając oczy.
     "W tej chwili postępuję jak hipokryta." - pomyślał.
- Co ja gadam. - Luke złapał się za głowę - Wszyscy coś zrobimy ze względu na korzyści.
- Czyżby?
- Bezinteresowność na tym świecie wymarła, nie ma człowieka, który czegoś by nie zrobił, nie patrząc przy tym na zyski. - wyjaśnił.
- Mówisz to dość pewnie. - zauważył nauczyciel.
- Bo to prawda.
- W takim razie dlaczego cię pocałowałem kilka dni temu? - zapytał, podchodząc bliżej chłopaka.
- Z pewnością miałeś swoje powody. Chore, ale w dalszym ciągu powody.
     "Jest homofobem?" - zastanowił się Eun Soo.
- W takim razie... Dlaczego zrobiłem to ponownie?
- Ponownie? - Luke odwrócił głowę w stronę bruneta.
- No. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a następnie pochylił się nad blondynem i złożył na jego ustach delikatny, aczkolwiek czuły pocałunek.
     Blondyn mimowolnie zamknął oczy, jednak po kilku sekundach się otrząsnął i postarał wyrwać mężczyźnie. Odepchnął go od siebie, a następnie wstał i wskazał na niego palcem.
- Ty! - wytarł usta drugą dłonią - Porąbało cię!? Ty naprawdę jesteś zboczeńcem!
- Urocza reakcja. - brunet zaśmiał się, co jeszcze bardziej wkurzyło Luke'a.
- Jesteś nienormalny! - blondyn złapał się za głowę, łapiąc głęboki wdech.
- I co, teraz możesz odpowiedzieć na moje pytanie?
- Pytanie?
     Przez to zajście chłopak zapomniał o rozmowie, którą jeszcze chwilę temu prowadził z wychowawcą.
- Dlaczego cię teraz pocałowałem.
- Bo jesteś zboczeńcem!
- I jaka byłaby z tego korzyść, bo nie rozumiem.
- Rajcuje cię molestowanie innych, prawda?! - Luke zacisnął dłonie w pięści, a następnie udał się w stronę wyjścia.
- Błąd.
- Racja, to był błąd. - brązowooki złapał za klamkę od drzwi - Przyjść tutaj i siedzieć z tobą sam na sam. Powinienem się od razu domyślić, że to niebezpieczne. - po tym Luke wyszedł, trzaskając na końcu drzwiami.
- On naprawdę jest homofobem. - czarnowłosy mężczyzna zaśmiał się na głos - Do tego sam nie jest świadomy własnej orientacji. - brunet zasłonił twarz dłonią - Na początku wyglądał, jakby mu się to podobało. - zaciągnął się papierosem - To może być całkiem zabawne.

~~~

     Luke poszedł do akademika. Usprawiedliwił się, że coś mu dolega, dzięki czemu cały dzień miał usprawiedliwiony. Uznał, że to dla niego zbyt wiele. Chciał, aby nauczyciel dał mu spokój. Nie rozumiał jego intencji. Cały czas tylko o tym myślał.
     W pokoju zastał Hyun Woo. Blondyn westchnął na widok kolegi, co trochę zasmuciło szatyna. Jednak postarał się to zignorować i poszedł do Luke'a.
- Też zerwałeś się z zajęć? - zapytał, stając przed nim.
- Nie, źle się poczułem. - opowiedział, spoglądając na brązowowłosego.
     Hyun Woo poczuł zapach papierosów.
- Paliłeś? - blondyn się wzdrygnął - Czuć od ciebie fajki. - zmarszczył czoło - Nie lubię nikogo pouczać, ale nie niszcz sobie zdrowia.
- Nie palę, nie lubię. - wyjaśnił niezwłocznie.
- Więc dlaczego...
- Zakończmy ten temat.
     Brązowowłosy spojrzał z zaskoczeniem na Luke'a. Zobaczył, że blondyn przysłonił dłonią twarz i lekko opuścił głowę w dół. Zaczął się domyślać, co mogło się wydarzyć. Jednak na razie postanowił nie wyciągać pochopnych wniosków. Nie wiedział czy się myli, czy też nie.
- Jeżeli coś by się działo, powiedz mi o tym.
- Dlaczego miałbym...
- Po prostu zaufaj mi i to zrób, okej? - szatyn spojrzał chłopakowi w oczy.
     "Zaufać?" - pomyślał Luke - "To niemożliwe."
- Postaram się pomóc, więc zacznij na mnie polegać.
     Niedługo po tym Hyun Woo wyszedł z pokoju, by pójść spotkać się ze swoją dziewczyną. Luke przebrał się w piżamę i położył do łóżka. Leżąc na plecach, zastanawiał się czy to, co powiedział jego współlokator jest warte ryzyka. Z jednej strony nie chciał ufać ludziom po tym, co przeszedł, zaś z drugiej poczuł tę szczerość kolegi. Na razie postanowił dać temu okres próbny.
     Lee Hyun Woo poszedł do pobliskiej kafejki. Na miejscu spotkał Sung Rae Joon, swoją dziewczynę. Dziewczyna miała długie, falowane brązowe włosy z przedziałkiem na środku. Oczy powiększały jej szkła kontaktowe, jak i doczepiane rzęsy. Ubrana była w buty na obcasie oraz czarną sukienkę, która niezwykle podkreślała jej talię. Nastolatka była magazynową modelką, dość znaną jak na swój wiek. Hyun Woo bardzo ją lubił i chyba mu na niej zależało. Dlatego też zawsze puszczał koło ucha obraźliwe rzeczy, jakie Rae Joon mówiła o jego znajomych. Pomijając fakt, iż długowłosa była ogromną zazdrośnicą i jej główną zasadą w związkach było "trzymanie chłopaka krótko", to miała też swoją słodką stronę i niekiedy potrafiła być przyjacielska.
- Spóźniłeś się! - powiedziała z grymasem - Ale wybaczam ci, bo świetnie wyglądasz. - uśmiechnęła się.
- Nie tak jak ty. - Hyun Woo zajął miejsce naprzeciw dziewczyny.
- To wszystko specjalnie dla ciebie.
- Cieszę się.
     Po zamówieniu deseru i kawy, chłopak spojrzał na swoją dziewczynę i zawahał się przed zapytaniem o coś.
- O co chodzi?
- Więc zauważyłaś. - uśmiechnął się.
- Mam nadzieję, że nie chcesz ze mną zerwać. - położyła lewą dłoń na klatce piersiowej.
- Nie, nie, skądże. - zaśmiał się - Po prostu mój współlokator zachowuje się dziwnie i zastanawiam się...
- Współlokator? To ty nie mieszkasz sam?
- Mieszkałem. - zaznaczył - Aż do wczoraj.
- Rozumiem...
     Rozmowę przerwała kelnerka, która postawiła na stoliku zamówione przysmaki.
- Co z nim nie tak? - zapytała szatynka, zjadając kawałek ciasta.
- Jest trochę zamknięty w sobie i ciężko jest się z nim dogadać. - zaczął - Jednak dzisiaj... Wyglądał na trochę roztrzęsionego... Tak myślę.
- Przejmujesz się tym?
- Podejrzewam, że może być przez kogoś napastowany.
     Dziewczyna zakrztusiła się ciastem. Szybko napiła się kawy, a następnie zaśmiała na głos.
- Nabijasz się ze mnie? - zapytała.
- Nie. - zaprzeczył - Jestem poważny.
- Dlaczego miałby być przez kogoś napastowany, co?
- Wiesz... - chłopak zastanowił się przez chwilę - Dla niektórych wygląda jak dziewczyna, więc nie zdziwiłbym się, gdyby któremuś z tych idiotów nagle coś odwaliło.
- Chłopak wyglądający jak dziewczyna? - Rae Joon uniosła do góry jedną brew.
- Ma trochę delikatną urodę, ale nie przesadzajmy.
- Pewnie jak zwykle przesadzasz. - machnęła ręką - Porozmawiajmy o czymś ważnym.
     "Tak jak podejrzewałem... Z nią o tym nie pogadam." - pomyślał Hyun Woo.

~~~

     Wieczorem Luke i Hyun Woo spotkali się w pokoju. Szatyn akurat wróci ze swojego spotkania, blondyn natomiast leżał na kanapie i czytał jakąś powieść. Nie zwrócił uwagi na stojącego obok niego chłopaka. Był tak pochłonięty książką, iż nie zauważył, że ktoś wszedł. Hyun Woo zdjął z siebie koszulkę i założył spodnie od piżamy. Podrapał się po karku i poszedł do kuchni. Wstawił wodę, a gdy ona się zagotowała, zalał nią wcześniej przygotowaną herbatę. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie, tuż obok Luke'a. Dopiero teraz blondyn zauważył, że nie jest sam. Odłożył książkę i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Ubrałbyś się. - rzucił krótko z niesmakiem.
- Gorąco jest. - odłożył kubek na stolik - Już ci lepiej?
- Lepiej?
- Noo, podobno wcześniej źle się czułeś. - szatyn spojrzał na kolegę.
- Aa, to. - na samą myśl o pocałunku, po ciele blondyna przeszły dreszcze.
- Chyba jednak nie.
- Nie no, już jest dobrze.
- Właśnie widzę. - spojrzał na książkę - Zamiast czytać, powinieneś pójść spać. Do rana powinno ci przejść. - Hyun Woo pomyślał przez chwilę nad pewną rzeczą - A tak w ogóle... - odwrócił się w stronę Luke'a - Co ci dolegało?
- Zawroty głowy. - wyjaśnił szybko - Ale to zdarza mi się dość często.
- Chorujesz na coś?
- Kiedyś miałem problemy z sercem, jednak wada została wyleczona. - powiedział - Niestety w dalszym ciągu od czasu do czasu zdarzają się różne rzeczy.
     "Nie miałem pojęcia..." - pomyślał szatyn - "Może przez to zachowywał się tak dziwnie...? Ale w takim razie... jak wytłumaczyć ten zapach papierosów?" - chłopak spojrzał na blondyna - "A może po prostu mi się wydawało?"
- Zerwałeś się po trzeciej lekcji, no nie?
- Nie zerwałem, tylko zwolniłem. - poprawił - Cały dzień mam usprawiedliwiony.
- Dobra, dobra. - brązowowłosy pokiwał łebkiem - Działo się coś ciekawego?
- Nie do końca ciekawego, ale trochę mnie zainteresowało.
- Co takiego?
- Zostałem zaproszony do drużyny matematycznej. - oznajmił dumnie.
- To gratuluję. - powiedział - Nie każdemu to proponują. Nawet Ha Jae nie dostał zaproszenia, a bardzo się o nie starał.
- Ha Jae?
- Ten, którego dziś nazwałeś "czterookim".
- Aa, ten awanturnik. - blondyn lekko się uśmiechnął, mrużąc przy tym oczy.
     "To pierwszy raz, gdy go widzę jak się uśmiecha." - pomyślał Hyun Woo - "Gdyby miał dłuższe włosy i krągłości, to chyba naprawdę mógłbym go pomylić z dziewczyną..."
 - Więc po tej rozmowie z Eun Soo poszedłeś do domu?
     Blondyn przełknął ślinę.
- No... - przyznał niechętnie.
- Rozumiem. - szatyn wywinął kąciki ust do góry - Więc ten dzień nie należał do najgorszych.
     "W tej kwestii mógłbym się spierać." - pomyślał blondyn.
- Idę spać, już ledwo wytrzymuję. - po tym Hyun Woo wypił do końca herbatę i poszedł do sypialni - Wczoraj to ty zająłeś miejsce na górze, jednak dziś to ja będę pierwszy! - krzyknął, a następnie wbiegł do środka.
- Stój...! - nim zdążył dokończyć, drzwi od pokoju zamknęły się.
     "Jeszcze znajdę na niego sposób." - pomyślał.
     Luke zerknął na stolik.
- Bałaganiarz. - wziął do ręki pusty kubek, po czym zaniósł go do kuchni i umył.
     "Dawno nie rozmawiałem z nikim w ten sposób..." - chłopak wszedł do sypialni - "Przyznam, że to całkiem fajne. Mieć kogoś, z kim można spokojnie porozmawiać."
     Blondyn spojrzał na śpiącego już Hyun Woo. Chłopak zajął miejsce na dole, dzięki czemu Luke mógł swobodnie wejść na górę. Chłopak nigdy nie lubił spać na dole, jeśli chodziło o piętrowe łóżka. Brązowooki szybko przebrał się w piżamę, a następnie zajął swoje miejsce i poszedł spać.

~~~

piątek, 23 stycznia 2015

"Something I didn't know." - Rozdział 1.

Something I didn't know.

Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 1.
Autor: Chizu Chan.
 
~~~

     Wszystko wskazywało na to, że pogoda dnia dzisiejszego będzie wspaniała. Już od samego rana świeciło słońce, a po chłodnym wietrze nie było nawet śladu. Przez bramkę na lotnisku właśnie przechodził siedemnastoletni Luke Hamilton, który w dniu dzisiejszym miał wyjechać do innego kraju. Do tej pory mieszkał w Kanadzie, jednak jego rodzice przez dłuższy okres czasu namawiali go, aby wyjechał do szkoły w Korei. Szkoły, którą ukończyła jego matka i zdobyła dobre doświadczenie. Luke był... mieszańcem. Jego ojciec był Amerykaninem, natomiast matka - Azjatką. Luke odziedziczył cechy wyglądu od każdego z rodziców. Po mamie delikatną buzię, niezwykle bladą cerę oraz niedużo wzrostu, a po ojcu jasne blond włosy, których końcówki przy większej długości lekko się kręciły. Luke bardzo dbał o swój wygląd, co mogło niektórych dziwić, jednak chłopak nie patrzał na opinię innych. Był raczej samotnikiem, arogantem. Patrzał na innych z góry i nie chciał z nikim zawierać głębszych znajomości. Blondyn uważał, iż na tym świecie nie ma osoby, która nie miałaby jakichkolwiek ukrytych motywów. Sądził, że każdy człowiek wiecznie oszukuje sam siebie mówiąc, że istnieją ideały. Miał takich ludzi za naiwnych. Był nieufny. To wszystko spowodowane było jego nieudanymi relacjami ze znajomymi z przeszłości. Luke starał się o wszystkim zapomnieć, jednak w dalszym ciągu tkwiła w nim ta mała cząstka z dawnych czasów. Chłopak postanowił sobie, że ukończy tę szkołę bez najmniejszych problemów i wróci do Kanady, by w końcu móc mieć święty spokój. 
     Lot miał potrwać kilka godzin, więc blondyn już na samym początku uciął sobie drzemkę. Do uszu wsadził białe słuchawki, z których po chwili zaczęła lecieć muzyka. Luke słuchał wielu gatunków muzycznych. Począwszy na klasyce, skończywszy na ciężkich brzmieniach i metalu. To, czego słuchał, zależne było od jego samopoczucia i humoru. Jednak nigdy nie rozumiał koreańskiego popu. Absurdalną rzeczą był dla niego fakt, że tam w teledyskach muzycznych nawet mężczyźni byli pomalowani. 
     Luke nie miał nikogo do tej pory. Uważał się za osobę, która nie potrzebuje bliskości innych, aby móc poprawnie funkcjonować. Niektórzy mówili, że do tego właśnie potrzebna jest druga połówka. Blondyn chciał obalić tę hipotezę. Jak na razie szło mu rewelacyjnie. 
     Chłopak obudził się, gdy lot dobiegł końca. Miał dobre wyczucie, jak zwykle zresztą. Szybko pozbierał się z miejsca i udał się w stronę wyjścia. Zabrał swoje bagaże, a następnie rozejrzał się w celu odszukania taksówki. Zrobił to bardzo szybko, więc już po chwili siedział w samochodzie i jechał do swojej nowej szkoły. Była to prywatna szkoła z internatem dla chłopców, Yonsei. Jego matka chodziła do żeńskiego odpowiednika tej szkoły. Szkoła ta jest bardzo wychwalana i naprawdę ciężko się do niej dostać, a co dopiero poradzić sobie z nauką. Na szczęście Luke nie miał z tym żadnych problemów.
     Przed główną bramą, która prowadziła na ogromny plac zatrzymał go ochroniarz. Chłopak wysiadł z samochodu i pokazał legitymację mężczyźnie. Ochroniarz po ujrzeniu dokumentu oddalił się na chwilę, by przeczytać jakiś druk. Wrócił po chwili do chłopaka i zaczął mu coś wyjaśniać.
- Racja, jest tutaj informacja odnośnie nowego ucznia. - powiedział mężczyzna - Jednak jest też dopisek, że będziesz mógł dołączyć dopiero od przyszłego tygodnia.
- Mówi pan poważnie? - zapytał blondyn, unosząc do góry jedną brew.
- Tak. - potwierdził.
     Luke westchnął ze zrezygnowaniem, a następnie wrócił do taksówki. 
- Mam pytanie. - zaczął.
- O co chodzi?
- Wie pan, czy w pobliżu jest jakiś hotel?
- Jest kilka, ale nie wiem, czy cię przyjmą, skoro jesteś nieletni. 
- Z tym nie powinno być problemu. - Luke przymknął oczy - Proszę mnie zawieźć do jednego z nich.
- Nie ma problemu. 
     Gdy samochód ruszył, do ochroniarza podszedł wysoki mężczyzna z wewnątrz. Miał czarne włosy i trochę przerażające spojrzenie. 
- Znowu ktoś chciał się dobić do środka? - zapytał, odpalając papierosa.
- Nie, nie. Tym razem był to prawdziwy uczeń naszej szkoły. - wyjaśnił ochroniarz - Tylko na dokumentach jest napisane, że dopiero będzie uczęszczał od przyszłego tygodnia.
- Nie wpuściłeś dzieciaka...? - zapytał zaskoczony.
- No... Nie.
- Zwariowałeś!? - czarnowłosy podniósł głos - Jest nieletni! Co jeżeli coś mu się stanie? Wtedy odpowiedzialność spadnie na tę szkołę. Pomyślałeś, co się wtedy stanie z reputacją?
- Nie, proszę mi wybaczyć. - mężczyzna pokłonił się przed ciemnowłosym. 
- Masa z tobą kłopotów. - zmarszczył czoło, a następnie wszedł do środka, by powiadomić o całym zajściu dyrekcję.
     Luke znalazł się w hotelu, gdy wybiło południe. Zarejestrował się w recepcji, a następnie udał do swojego pokoju. Był z niego zadowolony, ponieważ pomieszczenie było przestronne i ładnie wyposażone. Od razu rozpakował swoje bagaże, w końcu w hotelu miał zostać jeszcze przez kilka dni. Był zmęczony tą sytuacją z ochroniarzem, więc gdy tylko przebrał się w piżamę, położył się spać. 
     Obudził się dopiero w nocy, gdy jego nowy telefon zaczął wibrować. Chłopak zdążył się już zaopatrzyć w koreański telefon. Miał on swoje minusy, jednak chłopak nie mógł narzekać. Blondyn szybko przeczytał maila od rodziny, po czym krótko odpisał i przewrócił się na drugi bok. Zamknął oczy i postanowił spróbować zasnąć. Po niecałych czterdziestu minutach męczarni zrezygnował z tego i udał się do łaźni. Miał ochotę na długą, ciepłą kąpiel. Zabrał potrzebne rzeczy i udał się do zamierzonego miejsca. Zaczął się zastanawiać nad jego tutejszym pobytem. Potrwa to kilka lat, więc blondyn będzie musiał trochę zeznajomić się z tym miejscem. Język znał bardzo dobrze, więc tym nie musiał się martwić. Chłopak potrafił mówić w kilku językach, jednak to angielskim posługiwał się najlepiej. W koreańskich szkołach język ten był obowiązkowy, więc chłopak z góry wiedział, że będzie mu łatwo. W końcu od urodzenia mieszkał w Kanadzie, nie powinno być niczego, czego by nie wiedział. A przynajmniej na tym podstawowym poziomie, jaki preferowały szkoły. 
     Luke po kąpieli wrócił do swojego pokoju. Włączył laptopa, a następnie wszedł na stronę internetową swojej nowej szkoły, by przeczytać kilka rzeczy. Chciał lepiej poznać program nauczania, zwyczaje, zasady i podobne rzeczy. Gdy zdobył wystarczającą ilość informacji, znalazł inne źródło. Były tam zamieszczane opinie na temat akademii Yonsei. Strona była wręcz wypełniona pozytywnymi opiniami, jednak nie brakowało też tych negatywnych. Ludzie opisywali tam mniej więcej dziwne zasady, oziębłych nauczycieli i dziwną dyrekcję. Luke podejrzewał, że opinie te są przesłane albo od zazdrośników, którym nie udało się dostać do szkoły, albo od byłych uczniów, którzy zostali wyrzuceni. Mogli pisać prawdę, albo wyolbrzymiać. Postanowił nie brać tego pod uwagę i dowiedzieć się samemu, jaka naprawdę jest ta szkoła.
     Chłopak przez kolejne trzy dni jedynie zwiedzał okolicę. Przemieszał się z nawigacją w telefonie, więc nie musiał się martwić, że się zgubi lub wkroczy na niewłaściwą dzielnicę. Złych dzielnic starał się unikać. Nie chciał wpaść na jakichś agresywnych typków, bo z jego prowokującym i poniżającym sposobem prowadzenia rozmowy, z pewnością by doprowadził do niemałego konfliktu. 
     Do hotelu zaczął wracać, gdy trochę się ściemniło. Po przejściu połowy drogi zrozumiał, że zrobił coś nie tak, gdyż wcześniej nie szedł tą drogą i też nie znalazł się przez dużym pubem. Zmarszczył czoło i już miał zawrócić, gdy na drodze stanęli mu dwaj mężczyźni. Byli wytatuowani aż po szyję, a na głowie nawet nie mieli jednego włoska. Blondyn przełknął ślinę, bo wiedział, z jakimi ludźmi ma do czynienia. 
- Dawno nie widziałem blondwłosej kobitki. - powiedział jeden z nich, podchodząc bliżej Luke'a.
- Teraz też jej nie widzisz. - odpowiedział nastolatek z lekką irytacją.
     Luke nie lubił, gdy ktoś mylił go z kobietą. 
- Co?! - facet się wkurzył i złapał blondyna za podbródek. 
- Zabierz ode mnie te brudne ręce. - wycedził przez zęby.
     Mężczyzna pchnął siedemnastolatka na mur. Luke uderzył o niego plecami, przez co syknął z bólu. 
- Potraficie coś zdziałać jedynie dzięki przemocy. - uśmiechnął się szeroko - Jakie to przykre. 
- Coś ty powiedziała!? - krzyknął, łapiąc chłopaka za kołnierz i unosząc go do góry. 
     "A on dalej myśli, że ja..." - pomyślał, jednak coś mu przerwało.
- Znowu wy...? - zapytał wysoki mężczyzna z butelką piwa w ręku. 
     Upił łyk, a następnie podszedł bliżej. 
- Jeszcze się nie nauczyliście, że nie jesteście tu mile widziani? - zapytał, odpychając jednego z mężczyzn od blondyna. 
     Luke wyglądał na nieco zmieszanego. Nie do końca wiedział, kto jest po czyjej stronie. Zastanawiał się, czy nawiać przy pierwszej lepszej okazji, czy może zaufać nieznanemu mężczyźnie i poczekać, aż ten zajmie się pijakami.
- Znowu ty...! - jeden łysolek trochę się przeraził i wycofał, drugi natomiast wyglądał, jakby chciał rozpocząć bójkę.
- Lepiej sobie odpuść i spadaj. - wysoki mężczyzna zmrużył oczy i rzucił mroźne spojrzenie przeciwnikom. 
     Nie minęła chwila, jak obydwaj zaczęli uciekać w podskokach. "Kim on może być...?" - pomyślał Luke, przyglądając się twarzy nieznajomego. Zamarł, gdy złote oczy czarnowłosego skupiły się na jego twarzy.
- Dziękuję za pomoc. - otrząsnął się i powiedział bez problemu. 
- Hmm... - muknął, unosząc twarz Luke'a do góry. 
     Chłopak nie wiedział co się dzieje, więc jedynie spojrzał na bruneta ze zmieszanym wyrazem twarzy.
- Wyjątkowo kobiecy jak na chłopaka. - powiedział.
- C-co?! - krzyknął oburzony blondyn. 
     "Nie wiem czemu, ale on na mnie dziwnie działa..." - pomyślał brunet - "To musi być wina alkoholu."
- Mógłbyś mnie puścić? - zapytał Luke.
     "Gdy tak na niego patrzę, to mam ochotę zatopić się w tych jego różowych usteczkach."
- Słyszysz mnie...? - zapytał ponownie, jednak tym razem z lekką niepewnością w głosie. 
     "A co mi tam, raz się żyje." 
- Bądź cicho. - rzucił krótko, a następnie wpił się w usta Luke'a.
     Blondyn był w tak wielkim szoku, że jedyne, co zrobił, to szerokie otwarcie oczu. Przymrużył je i zacisnął dłonie na ramionach bruneta, gdy ten wepchnął mu język do buzi. Coraz to większe napieranie ze strony dorosłego mężczyzny oraz pogłebianie pocałunku sprawiło, że Luke zaczął mięknąć w kolanach. Nerwowo zamknął oczy i postarał się odepchnąć wyższego mężczyznę, jednak jego dłonie drżały tak bardzo, że nie był w stanie tego zrobić. Cała sytuacja się zmieniła, gdy czarnowłosy zadarł bluzkę Luke'a do góry i zaczął go obmacywać. Wtedy blondyn nie wytrzymał i ugryzł go w dolną wargę, a gdy brunet przerwał pocałunek i złapał się za usta, Luke kopnął go w krocze i uciekł najszybciej, jak tylko potrafił. Cały czas miał przed oczami te błyszczące złote oczy, których jedno spojrzenie wystarczyło, aby jakikolwiek opór zniknął w ułamku sekundy.

~~~

     Szok, jakiego Luke doznał dwa dni temu sprawił, że od tamtej pory chłopak nie opuścił pokoju hotelowego nawet na sekundę. A powinien się otrząsnąć, ponieważ już jutro musiał opuścić hotel i rozpocząć swoje nowe życie szkolne. Pocałunek ten sprawił, że sytuacja, która już prawie została zapomniana przez Luke'a wróciła do niego. Był to okres, w którym blondyn jeszcze ufał innym i utrzymywał bliższe stosunki z kolegami. Niestety stało się coś, czego by się nigdy nie spodziewał i od tamtej pory przestał wierzyć ludziom, zaczął zachowywać dystans. W końcu stał się taki, jaki jest obecnie.
- Wiedziałem, że Korea jest pełna dziwaków i zboczeńców... - mówił do siebie, pakując walizkę - Takich ludzi powinno się zamykać w szpitalu psychiatrycznym. - blondyn złapał się za głowę - Żeby facet pocałował faceta... To obrzydliwe.
     Luke nie uznawał czegoś takiego, jak homoseksualizm. Uważał tych ludzi za chorych i nie chciał mieć z nimi nic do czynienia. Teraz, gdy spotkał jednego z nich., a dodatkowo został przez niego pocałowany, jego zdanie na temat tych ludzi tylko się pogorszyło. Stawiał wszystkich w jednej linii. Luke, jak na osobę, która miała ogromną wiedzę, w sprawach takich jak ta był niesamowicie ciemny.
     Blondyn opuścił hotel tego samego dnia. Chciał już od jutra zacząć naukę, więc postanowił rozpakować się i zakwaterować w akademiku już dzisiaj, by jutro nie mieć z tym problemów. Ochroniarz powinien to zrozumieć. Chłopak opłacił cały swój pobyt w recepcji, a następnie wyszedł z budynku. Wezwał taksówkę i zaczął oczekiwać jej przyjazdu.
     Na miejsce dojechał dość szybko, zdążył przed ściemnieniem się. Ochroniarz nie robił żadnych problemów, wpuścił Luke'a na plac, wcześniej przepraszając, że nie zrobił tego za pierwszym razem. Blondyn nie robił problemów, jedynie skinął łebkiem i udał się w stronę budynku dyrekcji, wskazanego przez ochroniarza. W środku zapytał kobiety w średnim wieku, gdzie znajdzie dyrektora. Udał się wskazaną drogą przez pracownicę, a gdy znalazł się przed dużymi drzwiami, zapukał w nie.
- Proszę wejść. - usłyszał.
     Luke złapał za klamkę i wszedł do środka. Za biurkiem, na ogromnym fotelu siedział ubrany w garnitur starszy mężczyzna. Powitał chłopaka ciepłym uśmiechem, a następnie kazał mu usiąść na krześle. Luke zrobił to, o co poprosił dyrektor. 
- Więc to ty jesteś Luke Hamilton. - bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Tak.
- Dobrze cię widzieć w całości. - zażartował - Jeden z nauczycieli powiedział mi, co zaszło kilka dni temu. Bardzo mi przykro, że zostałeś tak potraktowany. 
- Nie szkodzi, naprawdę. 
- Mam nadzieje, że przez ten czas żyło ci się dobrze.
- Jak najbardziej. - blondyn potwierdził - Nie musi się pan niczym martwić. 
- Dobrze. - skinął głową.
     Późniejsza rozmowa polegała na powiedzeniu kilku formalności, a także przedstawieniu regulaminu i podstawowych zasad szkoły. Dyrektor również wspomniał o zasadach dotyczących akademiku, a także ciszy nocnej. Ponoć po godzinie dwudziestej trzeciej nie można opuszczać swoich pokoi. Luke zastanawiał się, ile osób przestrzega tej reguły. Był prawie pewien, że mało kto.
     Gdy rozmowa dobiegła końca, dyrektor zaprosił do pomieszczenia jakiegoś nauczyciela. Luke na początku nie zwracał na niego uwagi, pomimo dziwnej niepewności i obawy. Zignorował te uczucia i uważnie wysłuchiwał rozmowy dwóch mężczyzn. Po wszystkim wstał z miejsca i odwrócił się w stronę drzwi. Gdy zobaczył twarz nauczyciela, który do tej pory prowadził rozmowę z dyrektorem, zamarł. 
- Luke, to jest Choi Eun Soo. Od dziś jest twoim nowym wychowawcą. 
- Miło pana poznać... - zaczął, wyciągając dłoń w stronę bruneta - Panie Eun Soo. - blondyn przymrużył oczy.
- Również... - uścisnął dłoń, uśmiechając się kącikiem ust - Luke? 
     Wyraz twarzy blondyna mówił sam za siebie. Spoglądał na wyższego od siebie mężczyznę z pogardą, jak i obrzydzeniem. Wiedział kim on jest. Nie pomyliłby osoby o takim kolorze oczu. Ten złocisty odcień i niezwykły, hipnotyzujący błysk... To musiał być on. 
- Panie Eun Soo, proszę zaprowadzić nowego ucznia do jego pokoju w akademiku. - powiedział dyrektor.
- Z kim dzieli pokój? - zapytał.
- Z naszą gwiazdą sportu. 
- Zrozumiałem. - skinął głową, a następnie ruszył w stronę drzwi, dając znak Luke'owi, aby ten podążał za nim.
     Luke niechętnie, aczkolwiek natychmiastowo podążył za nauczycielem. Gdy tylko wyszli z pokoju dyrektora, zatrzymali się.
- On wie, że molestujesz nieletnich? - zapytał blondyn - O co ja pytam. - prychnął - Gdyby wiedział, już dawno nie miałbyś pracy. 
     Eun Soo spojrzał na swojego nowego ucznia z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Gdyby nie ja, tę niewyparzoną jadaczkę miałbyś dziś niezwykle obitą. - zmierzył chłopaka wzrokiem - A dodatkowo sprzyjałby ci mocny ból bioder. - puścił mu oczko, po czym zaczął ponownie zmierzać do akademika. 
     Luke zacisnął dłoń w pięść, aby powstrzymać się od powiedzenia innych niemiłych rzeczy. Przełknął ślinę, po czym ruszył za nauczycielem, zachowując dość spory dystans.
- Nie martw się, nie gryzę. - powiedział brunet.
- Nie byłbym tego taki pewien...
- Z tego co pamiętam, to ty gryziesz. - mężczyzna zaśmiał się, prowokując Luke'a.
- Zboczeniec. - burknął pod nosem.
- Byłem pod wpływem alkoholu, nie miej mi tego za złe. - wzruszył ramionami, przymykając oczy.
- Już ci wierzę.
     Do akademika dotarli w niecałe dziesięć minut. W pokoju, w którym miał zamieszkać Luke nikogo nie było. Oznaczało to, iż jego współlokator jest na jakimś treningu. Wcześniej usłyszał, że ten chłopak jest jakąś gwiazdą sportową, jednak uznał to za zwykły żart. Wniósł swoje bagaże do pokoju, zamykając drzwi przed twarzą wychowawcy. Nauczyciel bez słowa oddalił się od pomieszczenia. 
     Rozpakowywanie walizek zajęło blondynowi trochę czasu. Gdy wszystko zostało dokładnie pochowane i poukładane, poszedł do łazienki, by się wykąpać. W pokojowych łazienkach nie było wanny, tylko jedna kabina prysznicowa. Prócz tego ładne wyposażenie pomieszczenia. Luke dowiedział się od dyrektora, że jest tutaj również łaźnia, więc może się odprężyć. Luke zdjął z siebie wszystkie ubrania, a następnie wszedł pod prysznic. Nie zauważył, że nie zamknął drzwi na zamek. 
     W czasie, gdy Luke się kąpał, do pokoju wszedł jakiś chłopak. Wyższy o głowę od blondyna. Miał pocieniowane brązowe włosy i ładną buzię. Lekko zaznaczone kąciki oczu powiększały jego tęczówki. Chłopak zauważył, że w pokoju jest więcej rzeczy niż zwykle. Przypomniał sobie, że dyrektor mówił coś o nowym chłopaku.
- To o niego chodziło? - zapytał sam siebie.
     Rozejrzał się po pomieszczeniu. Usłyszał, że z łazienki dobiega dźwięk lejącej się wody. Bez zastanowienia tam poszedł. Wszedł do środka bez pukania i spojrzał na wychodzącego z kabiny blondyna. Uśmiechnął się szeroko i wyciągnął dłoń w jego stronę. 
- Czeeść! - przechylił łebek na bok - Ty musisz być moim nowym współlokatorem! 
- Ty...
- Coś mówiłeś? - brązowowłosy podszedł bliżej, ponieważ nie dosłyszał.
- Wiesz co to ludzka prywatność?! - krzyknął Luke, owijając się ręcznikiem. 
     "Kolejny homo!?" - pomyślał z oburzeniem. 
- Nie wstydź się, w końcu mamy to samo. - powiedział z uśmiechem.
     Luke nie wytrzymał i wywalił chłopaka za drzwi. Szatyn trochę się zdziwił reakcją blondyna, jednak po chwili zignorował to i poszedł do kuchni po napój. W tym czasie blondyn zdążył trochę ochłonąć. Ubrał się w piżamę i wyszedł z łazienki. Jego współlokator usłyszał dźwięk zamykających się drzwi, więc szybko wrócił do salonu. 
- Noo, w końcu wyszedłeś! - powiedział z entuzjazmem - Mam nadzieję, że cię wcześniej nie przeraziłem... 
- Nie.
- To świetnie! - wyciągnął dłoń w jego stronę - W takim razie jeszcze raz! Jestem Lee Hyun Woo, a ty?
     Blondyn uścisnął dłoń szatyna.
- Luke... - zaczął niepewnie - Hamilton. 
- Luke Hamilton? - chłopak zastanowił się przez chwilę - Nie jesteś z Korei? - zapytał.
- Od urodzenia mieszkałem w Kanadzie, jednak w połowie jestem Koreańczykiem. - wyjaśnił szybko.
- To by wyjaśniało twój wygląd! - powiedział.
     Luke już pomyślał, że Hyun Woo chce powiedzieć coś na temat jego dziewczęcego wyglądu.
- Twój kolor włosów wygląda na naturalny, a tutaj to wieelka rzadkość. Poza tym masz azjatyckie rysy twarzy.
     "Zero komentarzy o tym, że przypominam dziewczynę...?" - pomyślał Luke. 
- W końcu osoba, która nie powiedziała, że przypominam jej dziewczynę. - powiedział blondyn.
- Ktoś ci tak powiedział? - Hyun Woo spojrzał na twarz kolegi - To prawda, że masz delikatne rysy twarzy, ale tylko ślepiec mógłby cię pomylić z dziewczyną. 
- Cieszę się. - blondyn przymknął oczy. 
- Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać, jeśli będę od czasu do czasu przyprowadzał tutaj swoją dziewczynę. - założył ręce za głowę.
- Dziewczynę?
     "Więc nie jest homo." - pomyślał Luke.
- No. - potwierdził - Chodzi do żeńskiego odpowiednika Yonsei, więc muszę ją tutaj kryć, gdy przyjdzie. 
- Dlaczego? - zapytał blondyn.
- Nie mówili ci o tutejszych zasadach.
- Coś tam tłumaczył, ale na ten temat chyba nic.
- Chodzi o to, że dziewczyny nie mogą wchodzić do męskiego akademika, a chłopaki do żeńskiego.
- Co się stanie jeśli ktoś to zrobi?
- Mogą zawiesić. - powiedział - Dyrektor jest strasznie przewrażliwiony na tym punkcie.
     W tym momencie Luke przypomniał sobie rzeczy, o których wspominali ludzie wystawiający negatywną opinię szkole. 
- Więc warto aż tak ryzykować? - zapytał.
- Dla niej tak. - odpowiedział Hyun Woo z uśmiechem.
     Na tym zakończyła się rozmowa chłopaków. Luke położył się na łóżku i spojrzał w wyświetlacz telefonu. Jutro wszystko się zacznie, więc chłopak musi pomyśleć, jak do tego podejść. Powinien się chociaż postarać być miły, czy od razu zacząć wszystkich ignorować i spędzić te kilka lat w separacji. Dodatkowo musiał znosić nauczyciela, który go pocałował i dotykał. Luke wiedział, że to nie będzie łatwe. Ale pomimo tego położył się spać ze spokojem i tylko czekał, aż się rano obudzi. 

~~~

Nowy rozdział "Saved by you" pojawi się dopiero za kilka dni, gdy odzyskam laptopa. W tym czasie będę dodawała rozdziały tego opka, na yaoice to ja mam prawie zawsze wenę. :D 
Uznałam, że tutaj bardziej będzie pasowała narracja trzecioosobowa. Tylko jeszcze nie wymyśliłam tytułu... Nigdy nie miałam do tego głowy. :P Może ktoś z was na coś wpadnie i mi pomoże, byłabym wdzięczna. :3

niedziela, 18 stycznia 2015

"Saved by you" - Rozdział 23.

Saved by you.



Autor: Chizu Chan.
Gatunek: Romans, Szkolne życie, Shoujo.
Numer rozdziału: 23.




~~~


                Po zebraniu samorządu poszłam na zajęcia. Była akurat długa przerwa, więc mogłam bez pośpiechu udać się do klasy. Może w dniu festiwalu nasza klasa zrobiłaby kafejkę? Być może szczęście nam dopisze i przewodniczący wylosuje coś ciekawego, a zarazem w miarę prostego. Właśnie… Przewodniczący. My go jeszcze nie mamy. Trzeba by porozmawiać z panem Ryo na ten temat. O ile się nie mylę,  dziś mamy z nim dwie lekcje, więc raczej nie powinno być z tym problemu.
                Zastałam wychowawcę w naszej sali. Siedział za biurkiem i wypełniał jakieś papiery. Nie chcąc robić zbędnego hałasu, podeszłam do niego po cichu. Nauczyciel nie zauważył mnie, więc lekko odchrząknęłam. Dopiero teraz uniósł swój wzrok i skupił go na mojej osobie.
- Potrzebujesz czegoś? – zapytał.
- Um… Tak… Jakby to… – zastanowiłam się przez chwilę – Niedługo odbędzie się festiwal i dni otwarte…
- No tak.
- I dziś na spotkaniu samorządu ustaliliśmy, że każda klasa coś przygotuje… Tylko do tego będzie potrzebny przewodniczący, który weźmie udział w losowaniu.
- Chcesz być przewodniczącą? – uniósł do góry brwi.
- N-nie, ja nie… – zaprzeczyłam, gestykulując – Mam na myśli… Dzisiaj mamy z panem dwie lekcje, więc wtedy możemy zrobić głosowanie…
- Aa, w porządku. – zdjął okulary z nosa – Dobrze, że mi o tym przypominasz.
                Pierwszy raz widziałam go w okularach. Zakłada je tylko wtedy, gdy pracuje nad jakimiś dokumentami?
- Skoro już podałaś ten pomysł, to możesz mi pomóc przy tym kłopotliwym głosowaniu. – zaczął szmerać w jednej z gablotek.
- C-co? Dlaczego?
- Bo jestem zmęczony, a ciebie nie było na dwóch pierwszych lekcjach. – wcisnął mi do rąk pudełko z kartkami i mazakiem.
- Co mam z tym zrobić? – zapytałam niepewnie.
- Trzymaj. – wręczył mi listę uczniów i jeszcze inny dokument – Tutaj masz wszystkie nazwiska, a tutaj spis osób, które w ciągu roku zostały za coś ukarane. Zawieszenie, nagana, poprawki i tym podobne. Sprawdź, które osoby były ukarane i je wykreśl.
- Dlaczego?
- Bo takie osoby nie będą pełniły funkcji przewodniczącego prawidłowo. – wyjaśnił szybko.
- W porządku... – skinęłam łebkiem, a następnie usiadłam przy biurku.
                To zajęcie nie było aż takie złe. Poszło mi znacznie szybciej, niż sobie wyobrażałam. W tej klasie zostało wykreślonych aż dziesięć osób. W tym Tsuki. Przez to, że na początku zawalał egzaminy i miał troszkę nieobecności.
                Gdy nadeszła lekcja z panem Ryo, wszyscy zostali powiadomieni o głosowaniu. Dziewczyny się bardzo ucieszyły, Jessica chyba najbardziej. Od razu zgłosiła się na kandydatkę. Inne dziewczyny zaraz po tym zrezygnowały z kandydatury. Zrozumiały, że z nią ciężko będzie wygrać.
                Drugą osobą, która się zgłosiła był Isei. Później doszło jeszcze kilku innych uczniów, jednak nie zmieniało to faktu, iż każdy wiedział, że walka ta odbędzie się pomiędzy blondynką, a Iseiem. Nazwiska uczniów zostały zapisane na tablicy, a gdy każdy dostał od wychowawcy małą karteczkę, głosowanie rozpoczęło się. Oddałam swój głos na Iseia, a następnie wrzuciłam karteczkę do pudełka, które stało na jednej z ławek. Zajęłam swoje miejsce i cicho odetchnęłam.
- Na kogo zagłosowałaś? – zapytał Kaito, gdy zadzwonił dzwonek.
                Uniosłam do góry brwi i spojrzałam na chłopaka.
- Dobra, nie było pytania. – zaśmiał się – Mam nadzieję, że to ten chłopak wygra.
- Masz na myśli Iseia?
- O właśnie! Zawsze zapominam, jak on ma na imię.
- To trochę dziwne, bo jest całkiem popularny.
- Wśród dziewczyn. – dodał.
- Nie tylko…
- Ale w większości.
- Dobra, chyba masz rację…
- A że nasza klasa składa się w większości z dziewczyn, jego zwycięstwo jest murowane!
- Oby. – powiedziałam krótko, skupiając wzrok na swoich dłoniach.
                Wyników nie poznaliśmy od razu, ponieważ wychowawcy nie chciało się liczyć głosów. Powiedział, że jutro wywiesi listę z wynikami na drzwiach.
- Wiesz, że to Rin wpadł na pomysł odprowadzenia cię do domu? – powiedział po chwili.
- Dlaczego tak nagle o tym wspominasz? – zapytałam.
- Nigdy nie wtrącałem się w sprawy, które mnie nie dotyczyły, ale teraz czuję, że wobec tej nie mogę przejść obojętnie.
- Nie do końca rozumiem…
- Jakby to ująć. – skupił wzrok na oknie – On rozumie, że zrobił źle. Rozumie też, że nie możesz o tym zapomnieć, ale pomimo tego liczy na to, że mu wybaczysz.
- Skąd możesz o tym wiedzieć?
- Powiedział mi.
- Dlaczego miałby to robić?
- … - spuścił głowę w dół – Najlepiej będzie, jeśli sama go o to zapytasz.
- Czy to coś poważnego?
- Dzięki odpowiedzi poznasz też częściowy powód, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
                Teraz naprawdę nic nie rozumiałam. Dlaczego Kaito wiedział o tej całej sytuacji sprzed lat, a dodatkowo czemu znał odpowiedzi na moje pytania? Gdy chciałam ponowić pytanie, chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Dobra, zakończmy ten temat, bo Rin mnie zabije. – odetchnął – I tak już za dużo powiedziałem.
                Zakończyć w takiej chwili? Gdy dowiedziałam się tylu rzeczy?
- Ale…
- No nie każ mi nic więcej mówić! – nadął policzki – On prosił, żebym się nie wtrącał, ale i tak to zrobiłem.
- Dlaczego?
- Czasem robisz coś wbrew sobie, pod wpływem takiego „impulsu”, no nie?
- Chyba tak…
- To właśnie taki czyn. – powiedział.
- Nazywają to też bezinteresownością. – wtrąciła osoba trzecia.
                Odwróciłam się w stronę, z której dobiegł ten głos. Kaito zrobił to samo. Obok ławki stał Kou z niewzruszonym wyrazem twarzy.
- Podsłuchiwałeś? – zapytał chłopak.
                Kou przeszedł obok nas obojętnie, całkowicie ignorując pytanie, i usiadł na swoim miejscu. Oparł głowę na nadgarstku i dopiero po tym czynie na nas spojrzał.
- Zupełnie przypadkiem usłyszałem urywek waszej rozmowy. – powiedział – Dość głośno rozmawiacie, wiecie?
- Możliwe, że ma rację... – wtrącił Kaito, rozglądając się po klasie.
- Ale nie martwcie się, nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. – wzruszył ramionami – Nawet mnie to nie obchodzi.
- Gdzie byłeś na poprzedniej lekcji? – zapytałam, zmieniając temat.
                Czarnowłosy przez chwilę nic nie mówił.
- Na połowie lekcji miałem coś do zrobienia, później, gdy wracałem do klasy, złapała mnie taka dziewczyna i nie udało mi się tutaj przyjść na czas.
                Pewnie ma na myśli tę dziewczynę, z którą go widziałam, gdy jadłam lunch kilka dni temu. Jeśli tak pomyślę, jest to jedna z nielicznych dziewczyn, na które Kou zwraca uwagę. Są ze sobą…?
- W takim razie, Yumi, pomyśl nad tym, co ci powiedziałem. – dopiero teraz zauważyłam, że Kaito spakował wszystkie swoje rzeczy.
- Idziesz gdzieś? – zapytałam.
- Czytaj. – pokazał mi ostatnią stronę jakiegoś zeszytu.
- Zwolnienie? – spojrzałam na chłopaka – Dlaczego się zwalniasz?
- Hej, przyjechał kolega, z którym nie widziałem się od wieków! – założył ręce na klatce piersiowej – W takiej sytuacji nie mogę marnować czasu na szkołę.
                Kou parsknął pod nosem, jednak Kaito tego nie usłyszał.
- W takim razie do jutra! – powiedział i wyszedł.
- Ciekawe, czy jutro zrobi to samo. – Kou wyglądał na trochę rozbawionego.
- Tak mi się wydaje…
                Reszta lekcji zleciała niezbyt szybko. Trochę męczyłam się na historii, ponieważ czas się strasznie wydłużał, jednak gdy w końcu zadzwonił dzwonek, z uśmiechem na twarzy spakowałam torbę. Przed wyjściem spojrzałam na miejsce, gdzie zawsze siedział Tsuki. Dziś też nie było w szkole. Czy to przez te sprawy prywatne? Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
                Gdy zmieniłam buty i znalazłam się przed drzwiami wyjściowymi, upuściłam torbę i oparłam się plecami o ścianę ze zrezygnowaniem. Na zewnątrz lał deszcz, a ja znowu nie wzięłam parasoli. Rano była jeszcze dość ładna pogoda, więc o tym nie pomyślałam… Po prostu przeczekam.
                Usiadłam pod ścianą, a następnie owinęłam ręce wokół nóg i oparłam podbródek o jedno z kolan. Cicho westchnęłam i przymrużyłam oczy. Ciekawe, ile czasu będę musiała czekać, aż przeminie deszcz… Może i tym razem Tsuki przyjdzie mi na pomoc z parasolką, kto wie. Delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem na tę myśl i zamknęłam oczy.  


~~~


                Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Zatrzymałam wzrok na fotelu, którego nigdy wcześniej u siebie nie widziałam. Rozejrzałam się jeszcze raz po pomieszczeniu. Dopiero teraz się zorientowałam, że miejsce, w którym się znajduję, to nie moja sypialnia.
- Hę?! – krzyknęłam na cały głos, gwałtownie zrywając się z miejsca.
                Teraz też zauważyłam, że jestem ubrana w jakąś luźną koszulkę.
- K-ktoś mnie przebierał?!
                C-co to mógł być za zboczeniec?! Gdzie ja jestem?! I jakim cudem mogłam się tutaj znaleźć?!
                Złapałam się za głowę i poczułam coś pod dłonią. Plaster ochładzający? Dlaczego mam przyklejony plaster na czoło…? Nie pamiętam niczego, co wczoraj wydarzyło się po czasie, jak… Jak stanęłam przed drzwiami i zobaczyłam, że pada. Chyba postanowiłam poczekać, aż przestanie padać i… Co wtedy? Zasnęłam?
- Dlaczego niczego nie pamiętam…? – szepnęłam pod nosem.
                Zeszłam z łóżka i podeszłam do drzwi. Gdy chciałam złapać za klamkę, ktoś mnie w tym wyręczył. Odskoczyłam jak oparzona i zamarłam, gdy zobaczyłam znajomą osobę stojącą w progu drzwi.
- Tak jak myślałem, obudziłaś się. – powiedział, stawiając tackę na stoliku – Ten krzyk słychać było już na samym dole. – uśmiechnął się lekko – Jak się czujesz?
                Po chwili chłopak stanął bardzo blisko mnie i przyłożył mi dłoń do czoła.
- Temperatura już ci spadła. – zrobił krok w tył.
                Widząc brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, chłopak lekko zmarszczył brwi.
- Że tak zapytam… Czy ty pamiętasz cokolwiek z wczoraj? – zapytał.
- Ym… Tylko do chwili, aż usiadłam pod ścianą, bo padało.
- I wiesz, co stało się później?
                Pokręciłam łebkiem.
- O rany. – złapał się za głowę i usiadł na fotelu.
- C-czy… Stało się coś… Dziwnego?
- Dziwnego? – uniósł do góry jedną brew – Nawet nie wiesz, jak bardzo musiałem się namęczyć, żeby cię tutaj sprowadzić i…
- I?
- Przebrać cię... – wymienił z trudem, rumieniąc się przy tym – Zbić twoją gorączkę…
- Gorączkę? – powtórzyłam zaskoczona.
- Od czego tutaj zacząć… – podrapał się po głowie – Poszedłem do szkoły, by zabrać kilka rzeczy z szafki. No i wtedy zobaczyłem cię śpiącą na podłodze. Obudziłem cię i zabrałem do siebie do domu, ponieważ byłaś półprzytomna. Miałaś dość wysoką temperaturę…
- M-mówisz poważnie?!
- Nadal nic nie pamiętasz?
- Coś mi świta…


- …waj.
                Niewyraźny głos i urywki słów – tylko to słyszałam. Delikatnie otworzyłam oczy, jednak nawet to nic nie dało i w dalszym ciągu nie mogłam wyraźnie zobaczyć osoby, która przede mną stała.
- Wstawaj! – tym razem zdołałam usłyszeć dokładnie.
                Spojrzałam na twarz chłopaka, który starał się mnie podnieść. Po chwili poczułam jego dłoń na swojej twarzy.
- Jest rozpalona… – szepnął – Słuchaj, jesteś w stanie mi powiedzieć, gdzie mieszkasz?
                Powiedziałam kilka słów, jednak to chyba nie wystarczyło, aby chłopak mógł mnie odprowadzić do domu. Później tylko czułam krople deszczu na skórze, a następnie ciepło. Pamiętam jeszcze kilka urywków z rozmów, między innymi pytanie o numer do rodziców, jak się czuję, czy go słyszę i tym podobne.

- Trochę rzeczy mi się przypomniało, jednak w dalszym ciągu są to tylko niedokładne urywki…
- Co sobie przypomniałaś?
- Że znalazłeś mnie w szkole, później czułam krople deszczu na twarzy…
- To dlatego, że niosłem cię na plecach.
- Urywki rozmów…
- Pytałem cię o sporo rzeczy. – zaśmiał się – Najgorsze było wyciągnięcie od ciebie numeru do opiekuna. Ale w końcu się udało i powiedziałem twojej babci, co się wydarzyło i że na noc zostaniesz u mnie.
- Było aż tak ciężko?
- I to jak! – uśmiechnął się – Jestem ciekaw, jak to możliwe, że miałaś aż tak wysoką temperaturę!
- Też chciałabym wiedzieć…
- Twój mundurek już się wysuszył, przynieść ci go?
- Mundurek? – zapytałam, po czym przypomniałam sobie, że miałam na sobie tylko luźną koszulkę – J-jak to możliwe, że…
- Wybacz! – złożył ręce i przechylił łebek na bok – Ale byłaś przemoczona. Dodatkowo miałaś gorączkę…
- T-to nie zmienia faktu, że…
- Nie patrzałem. – wypalił nagle – Przysięgam. – przyłożył dłoń do klatki piersiowej – Miałem zamknięte oczy i nie patrzałem.
- Żartujesz... – powiedziałam ze zrezygnowaniem.
- Nie miej mi tego za złe, okej?
                Spojrzałam na niego z otwartą buzią. Jednak zrozumiałam, że nie powinnam go o nic obwiniać. To w końcu tylko i wyłącznie moja wina, że nie wzięłam parasolki i zasnęłam na podłodze w szkole. On mi tylko pomógł i zabrał do domu. Przez całą drogę niósł mnie na plecach, wysłuchując tych moich bełkotań, które z pewnością po pewnym czasie mogły zrobić się wkurzające. Później powiadomił o wszystkim babcię i zbił moją gorączkę. Naprawdę powinnam mu za to podziękować.
- Nie mogę. – lekko się uśmiechnęłam – Bo to w końcu nie twoja wina.
- Co za ulga. – odetchnął z ulgą.
- Dziękuję ci za pomoc, Isei.


~~~

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic